Dodaj do ulubionych

Czarny scenariusz?

16.04.08, 15:56
Mam nadzieje ze ten watek nie zostanie skazowany.

Ostatnio coraz czesciej zastanawiam sie czy ta terapia na prawde
szkodzi czy pomaga? Sa ludzie ktorzy czuja sie po niej gorzej niz
przed podjeciem leczenia i nawet jest ich troche. Moze ja tez
powinnam zalowac ze sie jej podjelam? na razie czuje sie calkiem
calkiem ale co bedzie jak odstawie antybiotyki? walka z grzybem?
fatalna odpornosc ?
jestem skolowana...
Obserwuj wątek
    • franiolek1 Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 16:38
      Moge jedynie opowiadziec o moich dzieciach, ktore leczone byly przez
      5 i 6 miesiecy. Po przerwaniu leczenia, dawalam im jeszcze przez
      kilka miesiecy Optime.
      Odkad przestalam ich leczyc, nie zauwazylam zadnych problemow z
      odpornoscia. Moje dzieciaki wrecz rzadziej choruja od kolegow i
      kolezanek z klasy. W tym roku nie zaliczyli zadnych katarkow,
      zadnych grypek. Julka miala cos w stylu grypy zoladkowej, ktora
      zarazila sie od kolezanki z lawki. Nic nadzwyczajnego.
      Dzieciaki maja sie swietnie, borelioza nie wraca i odpornosc
      dopisuje.
      To moze pocieszyc leczace mamy smile
      • dx771 Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 16:47
        Chyba największym problemem w leczeniu są koinfekcje. jak się je ma
        a nie wie się o tym to wtedy jest problem z leczeniem. Czasem jedno
        badanie więcej rozswietla pewne sprawy i wiele wyjaśnia. Tak się
        okazało u mnie.
        • monikagrr Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 20:18
          Ja zrobilam sobie koinfekcje w lublinie i jak juz pisalam w moim watku cos mi
          tam wyszlo.ale tak czy inaczej to sa wszystko hipotesy,przypuszczenia. Ja sie
          teraz martwie zeby mi to leczenie nie zaszkodzilo.
          • tomiro_999 Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 20:27
            to moze za duzo myslisz? po co martwic sie czyms co Cie jeszcze nie spotkalo?
            wiem ze "latwo mowic" bo sam walcze ze swoimi myslami ale probowac wartosmile im
            sie wiecej zadreczasz tym gorzej sie czujesz-glowa do gory!
          • dx771 Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 20:29
            Wiadomo że zawsze łatwiej się leczyć jak choroba doprowadzi nas do takiego stanu ze nie ma się żadnych wątpliwości co do intensywnego leczenia.
            Jak ktoś się waha to może niech lepiej spokojnie poczeka na rozwój wydarzeń niż ma leczyć się z ciągłymi wyrzutami sumienia. Ja poczekałem i teraz mam taki "komfort" że leczę się bez dylematów.
          • reni5553 Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 20:37
            Podsumujmy
            - jeśli leczenie szkodzi a mamy na myśli grzyba to lepiej jest
            zwalczyc przez kilka m-cy po leczeniu grzyba mając wcześniej
            zakończone leczenie na bb niż odpuścić borelce i czekać na nawroty.
            dieta to podstawa+osłaniacze, im konsekwentniej tym mniejszy potem
            problem z candidą. Wolę mieć problem potem z candidą niż przez całe
            życie z bb. Oczywiście mówię tu o konieczności utrzymania diety i o
            candidzie pomimo tej diety, która wymknęła się spod kontroli.
            Abx+brak diety=poważne konsekwencje.
            - koinfkecje
            dostępne badania na koinfekcje są dalekie od doskonałości, nawet
            jeśli wychodzą ujemne a leczenie się ciągnie (stoi w miejscu) szkoła
            leczenia zza oceanu mówi by wdrożyć leczenie na koinfekcje.
            Mój przykład jest dobry jeśli chodzi o fałszywie ujemne wyniki na
            koinfekcje. Powychodziło mi w cały świat, że ich nie mam, a mam małe
            zoo w sobie jak się patrzy (babeszjoza, bartonella, erlihioza)i oby
            tylko tyle.
            - rozumiem zniecierpliwienie, to uczucie towarzyszy mi czasem. Celem
            naszym jest jednak pokonanie choroby, więc szkoda może zmarnować te
            m-ce leczenia.
            w obecnej chwili czuję się fatalnie
            przez wiele ostatnich m-cy tak się nie czułam, a jednak wierzę, że
            to przejściowe.
            • sosianna Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 20:49
              Jeśli wyniki na koinfekcje masz ujemne, to co upoważnia cię do stwierdzenia, ze
              masz w organiźmie małe zoo.
              • reni5553 Re: Czarny scenariusz? 16.04.08, 20:56
                robiłam dużo badań na koinfekcje
                i wiele z nich miałam fałszywie ujemnych
                niestety lub stety-mam też te dodatnie. Mogłabym się leczyć w
                nieskończoność myśląc, że nie mam koinfekcji.
                • monikagrr Re: Czarny scenariusz? 17.04.08, 10:48
                  mi tez powychodzily koinfekce ale z objawowo wynika ze mam zupelnie
                  inne niz mi faktycznie powychodzily wiec te badania sa do d...
                  • reni5553 Re: Czarny scenariusz? 17.04.08, 12:34
                    Ja rozumiałabym to od drugiej strony-powychodziły to trzeba się tego
                    trzymać albo jeszcze gdzieś potwierdzać w miarę możliowści (Poznań)
                    nie odpuściłabym

                    Wcześniej bez diagnozy koinf.byłam z niewielkimi objawami, które
                    mogłam przypisać tylko bb albo nawet odpuścić sobie leczenie. Objawy
                    słabe, ale utrzymywały się na stałym poziomie.
                    Często objawy typowe dla konfekcji ujawniają się w leczeniu
                    ukierunkowanym na nie (u mnie tak było)czyli leczenie je uaktywnia.
                    • monikagrr Re: Czarny scenariusz? 17.04.08, 13:03
                      no to by sie nawet zgadzalo bo od czasu leczenia doszlo mi duzo
                      nowosci a to od czego cala moja zabawa z bolerioza sie zaczela
                      wlasciwie sie juz nie powtarza....

                      albo tak fatalnie reaguje na antybiotyki albo one obudzily wszystkie
                      bak6terie jakie tylko byly w moim organizmie.

                      tak czy inaczej wyszedl z tego niezly meksyk sad
                      • ponek1 Re: Czarny scenariusz? 17.04.08, 13:25
                        mam takie same dylematy, przed leczeniem przez 1,5 roku od rumienia
                        nic mi nie było. mimo wszystko chciałem sie "przeleczyć" z 3
                        miesiące ze wzgledu na to, że testy na borelke były dodatnie (pcry i
                        elisy, noi rumień miałem). w trakcie leczenia pomału dostaje
                        wszystkie objawy, noi okazalo się, że mam koinfekcje (barto i myko).
                        Nie wiem czy dobrze zrobiłem, też myślę, że antybiotyki
                        mogły "obudzić" bakterie w organizmie... może choroba nigdy by sie
                        nie ujawnila jakbym nie podjął leczenia? chyba naiwne pytanie smile
      • dorota123-71 Szukam lekarza 22.04.08, 07:32
        Znacie lekarza, który umie leczyć bolerioze
        Najlepiej w okolicach Olsztyna.

        Pozdrawiam
        • misia011068 Re: Szukam lekarza 22.04.08, 07:51
          ja nie mialam takich watpliwości ....
          osd samego poczatku ,moje dziecko bylo prawie na wykonczeniu ,jak
          sobie przypominam ten okres przed swietami .to jeszcze do dzis mam
          łzy w oczach ..patrzylam jak dzien po dniu godzina po godzinie
          choroba panuje w organizmie mojej najdrozszej istoty pod sloncem a
          ja nie moge jej pomóc ,lekarze ....szkoda gadac
          ale na szczescie znalazł sie dobry czlowiek ,który dal nam szanse na
          normalnoscsmile) respekt ...do konca zycia bede wdzieczna Ci pani
          doktor.
          Dzis mija pół roku odkad podjelismy walke!!!
          nigdy nawet przez chwile nie zalowalam tej drogi ,bo wiem gdyby nie
          ona dzis prawdopodobnie mojej sylwci by nie było z nami jej stan
          byl ...krytyczny ,dosłownie nie wiedziala gdzie sie znajduje i co
          sie z nia dzieje tylko przerazliwy strach w jej oczach ..nic wiecej
          i bol na który bez przerwy sie skarzyla dosłownie calego ciala !!!!
          to byl koszmar !!!.lezala tylko taka biedna i obolalasadnawt siedzic
          nie mogla )
          Dzis moje dziecko samodzielnie chodzi i jest szczesliwa ,miewa
          jeszcze co ok dwa tygodnie herxsy ,lecz coraz slabsze i wieze ,ze
          niebawem bedzie calkowicie bez objawów ....na to czekam
          pozdrawiam
          misia
    • joannab-o Re: Czarny scenariusz? 22.04.08, 08:52
      Mam jeszcze taką koncepcję, że bakterie lokują się w miejscach trudno penetrowalnych dla antybiotyku i stamtąd się rozsiewają. Stawiam na podstawie samoobserwacji i chistorii mojego wychodzenia z choroby, na błonę śluzową macicy i ślinianki.

      Zrobiłabym na Waszym miejscu łyżeczkowanie macicy (kto możewink))

      Ślinianka (jedna!) spuchła mi (herx?) po płukaniu "roztworem Dakina"wink, mój roztwór był z Acewink A`propos, nie spotkałam się na forum, żeby ktoś z tego sposobu dra Burrascano korzystał - polecam.

      Pozdrawiam, joanna
      • swigonka błona śluzowa macicy? 22.04.08, 12:17
        skąd ten pomysł?
        • joannab-o Re: błona śluzowa macicy? 22.04.08, 13:03
          Tutaj na forum przeczytałam, nie pamiętam w którym wątku o związku boreliozy z przerostem. Taka błona może być naprawdę wielocentymetrowej grubości i jest w ogóle siedliskiem bakterii.

          A moje zdrowienie miało związek z krwotokami, które były leczone 2 razy łyżeczkowaniem.
          • joannab-o Re: błona śluzowa macicy? 22.04.08, 13:13
            joannab-o napisała:
            Taka błona może być naprawdę wielocentymetrowej grubości

            Przepraszamwink wielomilimetrowej, cantymetrowej to już nie wielo-
            • monikagrr Re: błona śluzowa macicy? 22.04.08, 13:40
              ja rozmwaialam z ludzmi u ktorych bolerioza uaktywnila sie po
              silnych antybiotykach.Nie leczyli sie ona na bolerioze, tylko po
              prostu z rownuych powodow brali silne leki. Da sie wyciagnac wniosek
              ze antybiotki powoduja uaktywnienie choroby. Dlatego tez ja gdybym
              miala bakterie ale nie objawy to bym nie leczyla, bo wtedy one sie
              kryja gdzies w organizmie a nasza odpornosc je trzyma w ryzach.
              • reni5553 Re: błona śluzowa macicy? 22.04.08, 13:53
                Nasilone objawy po antybiotykach przyjmowanych z wielu różnych
                powodów przy chorobie bb to nic innego jak reakcja herxheimera.
                • monikagrr Re: hex 22.04.08, 15:04
                  z tego co sie dowidzialam tyo herx to nasilenie sie objawow choroby
                  a nie pojawienie nowych. POzatym herx powinien trwac krotko, kilka
                  dni, tydzien i sie powtarzac cyklicznie.
                  Skorov tak nie jest to moim zdaniem to nie herx ale daleko mi do
                  eksperta.
                  • aardwolf Re: hex 22.04.08, 16:21
                    Miałem tak samo - bezobjawowy, rozpoczęcie leczenie i drugiego dnia pierwsze
                    objawy.
                    Leczenie 10 tygodni - prak jakiejkolwiek poprawy, objawów coraz więcej.
                    Przerwanie leczenie - objawy się zmieniają, jedne się zmniejszają inne pojawiają.

                    Podobnie pojawienie się objawów podczas leczenia u wcześniej bezobjawowych osób
                    wyszło chyba u Ponka i Tokisa.
                  • stachenka Re: hex 22.04.08, 19:42
                    To przepraszam bardzo, jeśli mialam wiele objawów a w czasie leczenia pojawiły
                    się nowe i moje pogorszenia nie trwają kilka dni, tylko 2-3 tygodnie, to co to
                    jest? Ani herx ani aktywowanie (aktywnej już) choroby, czy i to i to naraz?
                    • reni5553 Re: ... 22.04.08, 22:53
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26140&w=21716343&a=21716788
                      • aqarel Re: ... 22.04.08, 23:16
                        reni5553 napisała:

                        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26140&w=21716343&a=21716788

                        Cytat z w/w odnośnika z roku 2005
                        "Otwieranie cyst nalezy robic powoli zaczynajac od b. malej dawki lekow i co
                        kilka dni podwyzszajac jezeli symptomy pozwalaja. W czasie takiego leczenie
                        dochodzi do wzrostu objawow i wydaje sie, ze sie umiera. Wracaja wszystkie stare
                        symptomy tyle, ze jeszcze mocniej. Trzeba pamietac, ze jest to stan przejsciowy
                        i nie tracic nadzieji (wydrukujcie sobie ten post i go czytajcie codziennie).
                        Kiedy przerwiecie takie leczenie to po okolo 10 dniach wasz organizm wroci do
                        normy- prawie gwarantowane. Powinna byc nawet duza zauwazalna poprawa bo takie
                        leczenie w wiekszosci dziala najpierw na najstarsze cysty, ktore juz mocno
                        przeciekaja i zatruwaja tkanki. Wiec po takim leczeniu powinna byc poprawa
                        trwajaca kilka miesiecy przynajmniej. Zeby pozbyc sie wszystkich cyst trzeb
                        dojsc do dawki ok 2 g metronidazolu i stosowac leczenie przez wiele miesiecy
                        moze nawet rok. Mozna te leczenia podzielic na kilka lat by bylo latwiej."

                        i wypowiedz z 2008 r
                        "Metronidazol podawany bez przerwy, nawet jezeli w malej dawce 250-500 mg
                        dziennie prawie na pewno uszkodzi uklad nerwowy po kilku miesiacach lub latach.
                        W zaleznosci od czlowieka oczywiscie.
                        Nie sa to jednak jakies straszne uszkodzenia tylko np zmniejszenie czucia w
                        obrebie jakiegos nerwu. W odroznieniu od uszkodzen boreliozowych te uszkodzenia
                        sa bardzo stabilne i niezmienne. Uszkodzenia od Bb sa bardziej zmienne i
                        niestabilne. "
              • monikagrr koniec leczenia? 22.04.08, 14:57
                ja rozwazam obecnie zakonczenie leczenia. Lecze sie jak na standardy
                tego forum krotko- 5 miesiecy ale juz za bardzo odczuwam skutki
                dugiej antybiotykoterapii. Mialam juz rozne zestawy lekow i po
                prostu nie chce sie duzej truc.
                Wychodze z zaozenia ze jak leki mialy mi pomoc to juz mi pomogly.
                Boje sie tylko natychmiastowego powrotu zlego samopoczucia po
                odstawieniu- oby tak nie bylo.
                Badania sa bardzo malo wiarygodne...
                Robilam jersiniose w Poznaniu i milam meeega dodatnia a potem
                powtorzylam w PZH ( w 3 klasach) i mam ujemna we wszystkich. Czyli
                wniosek jest taki ze te badania sie bardzo myla i nie sa wiarygodne.
                • kosa05410 Re: koniec leczenia? 22.04.08, 23:18
                  Prawde mowiac, jesli nie mialas conajmniej 3 miesiecy bez objawow, to ja bym nie
                  przerywal. Slyszalem juz o paru przypadkach powrotu. Szkoda wtedy tych
                  wczesniejszych miesiecy.
                  • reni5553 Re: koniec leczenia? 23.04.08, 07:50
                    Mam wrażenie, że zapominamy o cytowanych niżej zasadach
                    borelioza nie jest chorobą, którą można wyleczyć przez krótki czas.
                    konsekwencje przedwczesnego odstawienia abx mogą być
                    nieproporcjonalnie większe do tych dylematów (stanu fizycznego)
                    jakie pojawiają się dziś.
                • fionka21 Re: koniec leczenia? 23.04.08, 10:59
                  Moniko,

                  Nie gniewaj się, ale zamierzam trochę Tobą potrząsnąć wink

                  Przeczytałam Twój stary wątek
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26140&w=71933766&v=2&s=0
                  i to co piszesz w tym wątku.

                  Podjęłaś leczenie oparte na objawach, w którym wyniki testów mają znaczenie pomocnicze. Masz typowe objawy choroby z Lyme, w dodatku potwierdzone PCR rt na Bb i badaniami w Lublinie na parę innych patogenów. Twoja choroba jest nie nowa, a reakcja na leczenie wskazuje, że jest właściwie prowadzone. Przecież pogorszenie samopoczucia, zaostrzenie objawów i pojawienie się nowych, które są w repertuarze choroby z Lyme, to najlepszy dowód na postęp leczenia. Stopniowo herxy powinny być coraz słabsze, a dobre dni coraz liczniejsze.

                  Kuracja 5-miesięczna to niewiele przy przewlekłej złożonej infekcji. Przerwanie jej na tym etapie prawdopodobnie szybko doprowadzi do zaprzepaszczenia tego, co zdążyłaś osiagnąć. Postudiuj forum to znajdziesz kila wątków na ten temat.

                  Odnoszę wrażenie, że nie przyjmujesz do wiadomości założeń tego leczenia i mimo że je stosujesz - myślisz standardami. Rozdzielasz włos na czworo, czepiając się drobiazgów, które nie pasują do Twojego przypadku. A w tej chorobie każdy przypadek jest inny. Wątpisz w wiarygodność testów, niesłusznie uważając, że mogą być fałszywie dodatnie. Poza tym wciąż piszesz o szkodliwości abx. Jasne, że to nie mentosy, mogą dawać niepożądane skutki, ale od tego masz lekarza, który z pewnością zareaguje jeżeli pojawią się uboczne efekty działania abx.

                  Spróbuj to wszystko przemyśleć i poukładać sobie od nowa. I przeczytaj ponownie FAQ!

                  Jesteś pod najlepszą opieką i wszystko idzie ku dobremu. Twoje wątpliwości prawdopodobnie związane są z obniżonym nastrojem, o którym piszesz. Może więc rozsądniej byłoby zapanować farmakologicznie nad nastojem, niż emanować defetyzmem na forum. Wierz mi, to nie pomaga ani Tobie, ani innym, bo wola walki o zdrowie jest w całej tej skomplkowanej terapii bardzo ważna.

                  Wybacz, że tak się na Ciebie wylałam, ale mam nadzieję że pomoże Ci to w zrewidowaniu spojrzenia na to trudne leczenie.

                  Życzę Ci trafnych decyzji i pozdrawiam ciepło smile

                  Anka
                  • zazule Re: koniec leczenia? 23.04.08, 12:17
                    Nie mozna nikogo zmuszac czy nawet zachecac do jedzenia abx. To musi
                    byc swiadoma decyzja.
                    Kazdy ma prawo do wątpliwości.


                    Jak ktos je abx bojąc sie, ze z kazda dawka strasznie sie truje to
                    mysle ze takie leczenie nie ma sesnu bo psychika długo nie wytrzyma.


                    Dobre nastawienie do leczenia i wiara w powodzenie terapi jest b
                    istotna.

                    Doctor Burrascano mówi tez o typie pacjenta "biedny ja" . Ci
                    pacjenci z reguły przerywaja leczenie b szybko mimo aktywnej
                    choroby i nigdy nie zdrowieja. Wola użalanie sie nad soba niz
                    walke z chorobą i zdrowie.

                    Nie wiem co ja bym zrobiła w sytuacji gdybym była bez objawów, a
                    miał dodatnie testy. Nie byłam w takiej sytuacji więc nie wiem.

                    Moge tylko powiedziec podobnie jak DX ze ja juz miałm ten "komfort",
                    ze
                    nie miałm żadnych dylematów. ABX uratowały mi zycie i zaoszczedzily
                    wiele cierpien. Lecze sie ponad rok a wiem ze bede jeszcze wiele
                    miesięcy.

                    Nie wiem skąd ta teoria o tym ze ukłąd immunologiczny jest słabszy
                    po terapii abx?

                    Doswadczenia moich znajomych sa takie ze, 2 osoby które zakonczyla
                    abx ( osoby w wieku 60 i 70 lat) nie miały jakis komplikacji
                    zdrowotnych. Moze raz zapalenia gardła ale to raczje nic dziwnego.

                    pozdr
                    i zycze zdrowia
                    zaz
                    • monikagrr Re: koniec leczenia? 23.04.08, 13:07
                      dla mnie jest trudna presja rodziny i otoczenia, ktorzy zgodnym
                      chorem twierdza ze taka terapia jaka podjelam jest bez sensu i tylko
                      mi zdrowie niszczy.
                      jak na razie sie jej trzymam- bylam ostatnio dr.beaty i troche
                      nabralam znowu wiary w to wszystko.jednak czeka mnie
                      najprawdopodobniwj biotrakson i nie wiem jak ja mam to zrobic.mam
                      nowa prace i nie moge przychodzic z wenflonem...urlopu nie wezme bo
                      dopiero zaczelam.czyli zwykle problemy.
                      pozatym nie wiem jak wam ale mi czasmi trudno wierzyc w cos co
                      wszyscy neguja- mam chwile zwatpienia.
                      budzet tez ma dosc.chcialabym sie usamodzielnic mieszkaniowo i nie
                      moge.
                      ciagle sie tylko zastanawiam czy slusznie robie bo mam tyle
                      negatywnych opinii naokolo.

                      a co do testow to bywaja falszywie dodatnie,szczegolne te metoda
                      elisa (czyli te co robi lublin).

                      na razie ciesze sie tym ze czuje sie tak ze jestem w stanie zyc jak
                      czlowiek, nie tak jak bym chciala ale nie jestem tez zamknieta w
                      domu.jak na razie to choroba zabrala mi 1,5 roku zycia i robie
                      wszystko aby na tym sie jej panowanie zakonczylo-dlategop zaczelam
                      leczenie.
                      • monikagrr Re: koniec leczenia? 23.04.08, 13:11
                        aha zapomnialam. co do uzalania sie to mi to raczej nie grozi.
                        Czasami sobie narzekam ale tak na prawde gdyby nie moj upor to nigdy
                        bym nie wpadla wogole na bolerioze- zostalabym z diagnoza nerwicy.
                        pozatym zaparlam sie na to zeby sie leczyc i jechac do krakowa smile
                        ja sie bardzo chce wyleczyc bo naleze do osob bardzo aktywnych i
                        tracenie dnia na siedzenie w domu( bo sie czuje tak fatalnie ze nie
                        jestem w stanie wyjsc) to nie dla mnie.
                        • zazule Re: koniec leczenia? 23.04.08, 22:06
                          ... a ja tam sie czasem musze pouzalac nad sobą tak przez kilka
                          minut co jakis czassmile Dobrze mi to robi. Potem sie mobilizuje i
                          dalej walcze.

                          pozdr
                          zaz
                          • bagnowska Re: koniec leczenia? 23.04.08, 22:38
                            ...zgadzam się...też tak mam...za to Grzesiek wogóle się nie użala, ale to jest
                            facet, a chłopaki nie płaczą, ale czy to tak dobrze...? Sciskam - Basia smile))
                    • ewa475 Re: koniec leczenia? 23.04.08, 13:48
                      No,Zazulsmile wlałaś znowu nieco miodu w moje serce,te 60,70 lat to moje lęki,które
                      dzięki Bogu znikają zupełnie po takich wpisachsmileDzięki wielkie i pozdrawiam,Ewa.
                      Moniko,nie jest lekko,rozumiem Cię,te małe kroczki którymi idę do przodu to są
                      często kroczki raka,jeden do przodu dwa do tyłu.O ile znam życie to jesteś
                      obecnie na tych do tyłu.Pozdrawiam serdecznie,trzymaj się,Ewa.
                      • reni5553 Re: koniec leczenia? 23.04.08, 15:08
                        Moniko
                        presja otoczenia-skąd ja to znam ?
                        niestety jest to raczej pewna "okoliczność" przy takim leczeniu i
                        takiej niewiedzy w społeczeństwie o chorobie.
                        Pamiętaj-Twoje życie i Twoje zdrowie jest najważniejsze, liczy się
                        to co słuszne według nas samych, nawet jeśli mamy przeciwko sobie
                        całą armię sceptyków.
                        głowa do góry.
                        • bagnowska Re: koniec leczenia? 23.04.08, 16:26
                          Witaj Moniko! Ja juz dawno przestałam tłumaczyć różnym
                          ludziom,dlaczego chcę otruć Grześkasad( Tak, jestem przez niektórych
                          posądzana, że szkodzę Grzeskowi i rozpacz nie pozwala mi godnie
                          przyjąć faktu, że Grzegorz choruje na nieuleczalną postępującą
                          chorobę i nie ma na nią lekarstwam w związku z czym musi odejść, a
                          ja powinnam to przyjąć ze spokojem.S...m na takich ludzi i kieruję
                          się swoją wiedzą biorąc pod uwagę oczywiście nastawienie Grzesia.Co
                          nie znaczy, że nie jestem pełna zwątpień...Ale mimo 10 miesięcy abx,
                          ujemnych testów leczymy się dalej, bo nastepuje baaaardzo woooolna ,
                          ale jednak, poprawa i nie możemy już z tej drogi zrezygnować, bo nie
                          mamy innej przed sobą. Życie w bólu jest potworne,ale życie na
                          leżąco bez ruchu (a do takiego stanu prowadziła Grzeska jego
                          choroba) jest niewyobrażalną męką... Ściskam Cię serdecznie, walcz,
                          Moniko, Ty masz wielką szansę wygrać - Basia
    • monikagrr Re: Czarny scenariusz? 24.04.08, 08:54
      moim zdaniem w przypadku Grzegorza kazda poprawa jest na wage zota.
      nawet nie jeste sobie w stanie wyobrazic jak czuje sie ktos kto
      jeszcze niedawno byl przykuty do lozka a teraqz jest lepiej.
      Zycze wam jeszcze wiekszej poprawy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka