Przyszedł czas, abym i ja podzieliła się z wami swoimi przeżyciami. Piszę
dopiero teraz - po kilku miesiącach leczenia, ponieważ wcześniej nie byłam
wstanie.
Myślę, że mam boleriozę co najmniej ok.20 lat(mam 40) Może nawet złapałam
ją wcześniej, w okresie dzieciństwa, kiedy to będąc na kolonii na mazurach
rozchorowałam się nagle na "przeziębienie" i przeleżałam pół turnusu w
izolatce. Ale kto wtedy wiedział o bb? Kleszcza nie pamiętam, co nie znaczy
, że go nie miałam. Zawsze byłam zapaloną traperką, przemierzałam góryi lasy,
często wylegiwałam się na trawie i nie przyszło mi do głowy, że
powinnam się oglądać i sprawdzać, czy nie mam czegoś na skórze. Być może
miałam nawet rumień - pamietam jakiś czerwony placek na plecach, ale nie bolał
mnie aż tak dokuczliwie, by pójść do lekarza i spytać, co to jest.
I tak sobie żyłam czując się coraz słabiej i coraz częściej chorując.
Dopadały mnie przeziębienia, bóle mięśni i stawów, suchy kaszel, zaburzenia
pracy serca i przewlekłe zmęczenie. Z czasem zaczęły się pojawiać inne znane
nam objawy boleriozy. Lekarka rodzinna upierała się,że mam nerwicę, a ja , że
to na pewno coś innego.
W końcu , po wielu moich wizytach zrobiła mi bad. TSH na tarczycę.
Oczywiście wyszło źle i wysłała mnie do specjalisty. Wtedy ucieszyłam się, że
znalazłam przyczynę swoich dolegliwości, dzisiaj wiem, że ta choroba
tarczycy,to prawdopodobnie skutek boleriozy. Zaczęłam zażywać letrox25, moje
wyniki się poprawiły i były w normie, jednak ja czułam się nadal strasznie
słaba. Po
paru latach lekarz zwiększył mi dawkę letroksu do 50. Jednak i to nic nie
dało, czułam się coraz gorzej.
Parę lat temu bolała mnie i drętwiała mi ręka, trafiłam do neurologa,
który niestety nie znalazł przyczyny.
Ostatni rok przed diagnozą wyglądał tak, że tydzień lub dwa chodziłam do
pracy a drugi tydzień chorowałam,albo całe weekendy spędzałam w łóżku.W końcu
byłam jużtak słaba, że nie mogłam podnieść się z łóżka - na szczęście było to
w sobotę.
W poniedziałek dowlokłam się lekarza, który oczywiście nie mógł znaleźć
przyczyny.
Nie wiem jakim cudem po tylu latach wpadł wreszcie na pomysł by sprawdzić czy
to nie bolerioza. Test elisa musiałam sobie zrobić oczywiście na własny koszt.
Po po trzech dniach miałam już wynik - dodatni w kl.IGM ( ok. 60). Nic wtedy
nie wiedziałam o tej chorobie. Lekarz skierował mnie na odzdział zakaźny,gdzie
przyjęli mnie już na drugi dzień( z wielką nadzieją, że mnie tam wyleczą). Nie
wiedziałam jeszcze wtedy nic na temat tej choroby, a na oddzialenie miałam
dostępu do internetu.
W szpitalu leczyli mnie przez 3 tygodnie biotraksonem( 2x1g). Nikt nie
wspomniał o żadnej diecie, czy probiotykach. Poczułam się trochę lepiej. Do
domu dostałam jeszcze zinnat na 9 dni, bo jak się wyraziła pani ordynator
"kuracja standartowa trwa 30 dni". Uświadomiłam sobie wtedy, że musi
istnieć jakaś niestandartowa i zaczęłam szperać po internecie trafiając na to
forum, zwłaszcza , że czułam, że nie jestem wyleczona do końca. Przez dwa dni
po wyjściu ze szpitala czułam się w miarę dobrze a trzeciego dnia dopadły mnie
wszystkie objawy równocześnie i poczułam się gorzej niż przed wylądowaniem w
szpitalu.A może to był spóźniony herx? W międzyczasie skontaktowała się ze mną
osoba, która wyleczyła dziecko u dr. Beaty z Krakowa i dała mi do niej namiary.
Tak więc po trzech dniach przerwy w leczeniu zaczęłam terapię wg ILADS. Na
początek panele badań w Poznaniu, niestety nic nie wyszło, zrobiłam wiec
kolejne badania w lublinie - również nic. Leczę się już cztery miesiące
następującym zestawem: rolicyn, biseptol, duomox, tinidazol 15/15.
Pierwsze dwa miesięce były straszne. Zawroty głowy, trzęsawka, otępienie,
przejmujące zimno,"palenie" w rękach, ból i poty. Świat wirował wokół mnie
nawet gdy leżałam.Myślałam, że to już koniec. Nie wymieniam tu wszystkich
objawów, ale miałam prawie wszystkie z listy typowych objawów dla bb łącznie z
zaburzeniami widzenia i przeczuleniem na dźwięki. Dobrze, że miał mi kto
podać przysłowiową "szklankę wody", bo ja sama byłam w stanie tylko dojść - i
to z trudem - do łazienki.O powrocie do pracy nie było mowy. Z czasem mój stan
zaczął się poprawiać po trzech miesiącach leczenia czułam się już znacznie
lepiej, mój stan psychiczny się poprawił. Po czterech miesiącach było już
prawie świetnie i nagle, pewnego pięknego dnia, znowu nie mogłam podnieść się
z łóżka. Dobrze, że
wcześniej czytałam to forum

.
Teraz wracam do normy. Najczęściej dopadają mnie jeszcze: trzęsawka,
kłopoty z koncentracją i pamięcią, czasem ból łokcia
i słabość.
Jestem jednak dobrej myśli.
Myślę, że na początek tyle wystarczy.
Dziękuję wam, za to ,że tu jesteście i dzielicie się swoimi doświadczeniami.
Nie wiem co bym bez was zrobiła.
Pozdrawiam!