Gość: Bambi
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.01.05, 12:00
Pare dni temu zostałem "napadnięty" przez pijanego. Siedząc ze znajmomymi w
pubie podszedł do nas rosły podpity jegomość i wybełkotał " czy macie jakiś
problem". Więc my ze stoickim spokojem odpowiadamy ze nie i wracamy do
dyskusji. Jegomosc na to : "dlaczego gapicie sie na mojego kolege?". Więc
ponownie, przerywajac dyskusję, odpowiadamy ze "twoj kolega nas nie
interesuje". Po chwili gdy znudzuilo go intelektualne poszkiwanie zaczepki
wyseplenił "to mosze wyjdziemy?" . W tym czasie oblsuga nie zrobila nic widzac
w jakim kierunku to zmierza. Nie myslac wiele (troche mnie podirytowala ta
napaść w trakcie interesujacej dyskusji) odpowiedziałem "babcia mi mówiła że
mądrzejszy zawsze ustępuje". Tego było za wiele dla napastnika bo przez chwilę
na twarzy agresora pojawiło sie zmieszanie, potem skupienie (wówczas
nasetpowała analiza wypowiedzianych słów jak przypuszczam) i po chwili oczy mu
sie rozszerzyły (widac analiza została zakończona) warknał" ze niby jak głupi
jestem ?!!??".
Wowczas obsługa włączyła się w uspokajanie klienta.
Jakie macie sposoby/metody na rozwiązywanie takich sytuacji?. Nie jestem
drobiną ale myśl o szarpaniu się jest mi zdecydowanie obca. Z drugiej strony
dlaczego mam opuszczać przez takich lokal ?