bozenka12
07.11.07, 19:30
Wiecie, maz mi wode z mozgu robi,ze az zaczelam sie bac. Pokazal mi
w wiadomosciach historie o tym jak amstaff zagryzl 4 loatka. Pies od
szczeniaka wychowywany z tym dzieckiem. Spal z malym. Kochajacy,
pogodny, nie agresywny pies. Az pewnego dnia...Byli w ogrodzie,
dziecko, dziadek. Dzien jak co dzien. W pewnym momencie, ni z
gruszki ni z pietruszki pies sie rzucila na dzieko (to ktore tak
dobrze znal i kochal) i zabil je. Ciarki mnie przeszly.
Mam amstaffa, mam mlode dzieci...
Pocieszcie jakos:(((
Kocham moja sunie, slowo daje, ale nagle przychodza mi do glowy
mysli, ze moze ja oddac. No po prostu sie przerazilam.