w nocy z łóżka. O Matko, jak ja się przestraszyłam. Jeszcze teraz trzyma mnie
nerw w środku. Wyszłam do kuchni żeby zrobić mu kaszę bo już zaczął się
wiercić, przed wyjściem na brzegu łóżka położyłam zwiniętą w rulon kołdrę,
tzw. zabezpieczenie a tu słyszę łubudu. Jezusicku myslałam, że zejdę jak
zobaczyłam go leżącego i zachodzącego się płaczem. Leżał na brzuchu więc
chyba spadł na kończyny. Rano nie miał ani guza ani żadengo siniaka (spadła
na gołą podłogę) więc mam nadzieję, że nie będzie żadnych gorszych
konsekwencji tego upadku. Siedzę w pracy i biję się w tą swoją głupią głowę.
Jak można było tak bezmyślnie zostawić dziecko przecież on ma dopiero 8,5
miesiąca. Mam straszne wyrzuty sumienia





Co za matka ze mnie!!!!