lupus.lupus
30.08.04, 13:51
Duch Salazara krąży nad Tagiem :)
Z dzisiejszej "Rz":
Lizbona nie wpuściła pływającej kliniki aborcyjnej
Nie na portugalskich falach
Portugalia nie wpuściła na swoje wody pływającej kliniki aborcyjnej Borndiep.
Holenderskie stowarzyszenie Kobiety na Falach, do której należy statek,
oskarżyła wczoraj Lizbonę o naruszenie prawa zapewniającego członkom UE
swobodę przemieszczania się w jej obrębie. Chce odwołać się do unijnego
wymiaru sprawiedliwości.
Portugalia jest zaliczana - wraz z Polską i Irlandią - do krajów europejskich
o najbardziej restrykcyjnym ustawodawstwie aborcyjnym. Ciążę można tu
legalnie usunąć, gdy zagrożone jest życie matki oraz - w określonym
przedziale czasowym - gdy zagrożone jest zdrowie fizyczne lub psychiczne
dziecka, w wypadku wady wrodzonej płodu albo gdy ciąża jest wynikiem gwałtu.
Za nielegalną aborcję kobiecie grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech,
a lekarzowi do lat ośmiu. W tym roku parlament odrzucił projekt złagodzenia
przepisów.
- To kwestia poszanowania prawa, a nie moralności - tłumaczył decyzję o
niewpuszczeniu statku przedstawiciel rządu Nuno Fernandez Thomaz. - Jeśli
zgodzimy się, by cudzoziemcy naruszali nasze prawo, trudno będzie zmusić do
jego poszanowania Portugalczyków - dodał.
- Zostaliśmy potraktowani jak terroryści zagrażający bezpieczeństwu kraju -
oburzała się Rebecca Gomperts, założycielka stowarzyszenia Kobiety na Falach*
Holenderskie statki aborcyjne zawijały wcześniej do Irlandii i do
Polski. "Langenort", który na przełomie czerwca i lipca 2003 roku przebywał
we Władysławowie, trzykrotnie wypływał poza nasze wody terytorialne,
zabierając na pokład Polki. Prokuratura rejonowa w Pucku orzekła jednak, że
na statku nie dokonano ani jednego zabiegu aborcji, nie było też dowodów, by
rozdawano tam zabronione w Polsce pigułki aborcyjne
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040830/swiat/swiat_a_9.html
* To ta, która w wywiadzie oświadczyła, że dopiero dzięki dokonywaniu aborcji
odnalazła sens życia (lupus)