Dodaj do ulubionych

felieton Brodera

IP: *.pool.mediaWays.net 12.01.05, 20:15
Daję próbkę niemieckiej felietonistyki politycznej. Henryk M. Broder, należy
do najbardziej znanych i ze względu na złośliwy język wyjątkowo nielubianych
autorów.


Henryk M. Broder

Jedenaste przykazanie albo tchnienie historii

Chyba najbardziej zdumiewającą cechą rzeczywistości niemieckiej jest fakt, że
poziom satyry, jaki osiągnęła, stał się niemożliwy do przelicytowania. Konia
z rzędem temu, komu udałoby się ją przebić.

Zona kanclerza wydaje kalendarz adwentowy dla psów, pani Sabine Christiansen
(napopularniejsza obecnie dziennikarka w niemieckiej telewizji i honorowy
ambasador UNICEF), otwiera salon kosmetyczny dla psów, którego dochody pójdą
na pomoc dla bezdomnych czworonogów, Artur Brauner, 86, kręci jeszcze jeden
film o Oświęcimiu, tym razem z Sibel Kokilli w roli głównej, Lothar Vosseler,
brat kanclerza składa podanie o zasiłek dla bezrobotnych i oświadcza „odkąd
Gerhard jest kanclerzem, nic mi się nie udaje”. Zgodnie z zapowiedziami
wydawniczymi niebawem ukażą się jego wspomnienia pt. „Mój brat kanclerz,
niestety, i ja”.

Tylko szczerze, przyjaciele i rodacy, powiedzcie sami, czy ktoś z was byłby w
stanie wymyślić takie rewelacje? Sam nie wpadłbym na nie, gdybym nie czytał
codziennie „Bilda”, największej i najbardziej pomysłowej gazety w Niemczech.
Jej lekturę polecam wszystkim. Najlepsze w „Bildzie” jest to, że przerasta
sam siebie tam, gdzie kończy się rzeczywistość. Oto jeden z najnowszych
przykładów.

Wspólnie z wydawnictwem „Weltbild” tabloid przygotowuje teraz „luksusowe
wydanie Pisma Świętego”, tak zwaną „Volksbibel” (Biblię dla Ludu) za jedyne
9,95 euro, waga 2,5 kilo, stron 1304, rozmiar 21x29cm. Mówiąc krótko idealny
nabytek dla tych, którzy powiedzonko „sknerstwo jest sexy” mają za jedenaste
przykazanie. W normalnych okolicznościach ofertę tego rodzaju zaprezentowałby
szerokiej publiczności Eugen Drewermann albo Friedrich Schorlemmer w kąciku
literackim „Aldiego”. Ale że „Bild” ma kontakty na najwyższych szczeblach na
całym świecie, oddelegował ośmiu redaktorów na czele z Kai Diekmannem do
Rzymu, aby wręczyli pachnący jeszcze farbą drukarską egzemplarz „Volksbibel”
samemu Papieżowi.

Już nazajutrz po „AUDIENCJI ‘BILDA’ W WATYKANIE” mogliśmy przeczytać, co Kai
Diekmann powiedział Ojcu Świętemu. „’Bild’ jest największą gazetą codzienną w
Europie. Razem z 12 milionami naszych czytelników uważamy, że upowszechnianie
wiary chrześcijańskiej jest naszym obowiązkiem. Biblia to nie tylko Święta
Księga wszystkich chrześcijan, ale także ostoja abendlandu”.

Mogliśmy zobaczyć Diekmanna na zdjęciu grupowym z Papieżem, jak przekazywał
mu biblię oraz przeczytać porywający reportaż Norberta Körzdörfera, którego
trudno obwiniać za nazwisko, ale za to, co napisał, chyba tak: „Delegacja
'Bilda’, cała w czerni, stąpa ostrożnie po chłodnych marmurach i napiętych
dywanach… Odczuwamy nabożny lęk i przytulną atmosferę. Tchnienie historii i
wiecznoś.... Pożegnanie. Koniec. Jeden z sekretarzy szepcze do nas: ‘On wie,
że jesteście po stronie ubogich, chorych i słabych’. Idziemy. Jakieś drzwi
się zamykają. O szyby okienne bębni deszcz. Słychać echo kroków w oddali.
Gwardziści czekają na nas ze skrzyżowanymi halabardami”. I tylko jedno
pytanie unosi się niewypowiedziane – dlaczego nie ruszyli się z miejsca? Czyż
nie są opłacani, żeby chronić Ojca Świętego?

Następnego dnia redaktor Körzdörfer kontynuował swoją relację: „przemierzałem
tajne korytarze Watykanu”, mijałem kardynałów z „krwiście czerwonymi szarfami”
oraz ubranych na czarno biskupów „w fioletowych czapeczkach” i w otoczeniu
„wyfraczonej służby”. Normalni śmiertelnicy mają do pokonania siedem mostów,
ale Körzdörfer musi przejść przez „15 drzwi, sal, pokojów i gabinetów”, gdy
nagle „najmniejsze drzwi” otwarły się i czcigodny monsignore wyszeptał po
niemiecku „bitte”. Reszty możemy się domyślić.

Choć Körzdörfer wypisuje nonsensy, od których freski spadają ze ścian ze
śmiechu, to trzeba mu przyznać, że ma czułe serce dla zwierząt. Pod
pseudonimem „pan” redaguje w „Bildzie” rubrykę pt. „Mój pies i ja”, w której
zajmuje się swoim terierem (dobermanem?) o imieniu Ruby.

Jak tylko „pan wrócił z rzymskiej pielgrzymki”, przywitał go Ruby. „Ruby
szczekał w ogrodzie, a ja padłem przed nim na kolana i ręką, która dotknęła
Papieża, gładziłem jego gęstą jedwabistą sierść.” Pies o mało nie zwariował,
ale to jeszcze nie wszystko. „Trójka dzieci wpadła w moje rozwarte ramiona i
na koniec.... pani” Reszty możemy się domyślić.

No tak… Ale czegoś chętnie bym się jeszcze dowiedział. A mianowicie, czy
redaktorzy podarowali Papieżowi tylko biblię, czy też może ofiarowali mu
także parę egzemplarzy „Bilda”? Żeby przekonał się, jak bardzo biorą sobie
do serca przesłania wiary chrześcijańskiej, ostoi kultury abendlandu. Na
przykład to wydanie z debatą na temat penisa. „ POKAŻ KRÓTKO, JAKIEGO MASZ
DŁUGIEGO”. Albo artykuł o tym, jak Dagmar Koller, 65, i jej mąż Helmut Zilk,
71, praktykują sakrament małżeństwa „OD JEDENASTU LAT Z NIM NIE ŚPIĘ”. Niezła
byłaby też historia o kolejach losu byłego członka reprezentacji narodowej
Jimmy’ego Hartwiga „MUSIANO AMPUTOWAĆ MI JAJO”, o tym, jak burmistrz Berlina
wyleczył się z homoseksualizmu „WOWEREIT JUŻ NIE JEST PEDAŁEM?” albo o tym,
jak zdemaskować w łóżku symulantkę orgazmu "PO CZYM POZNASZ, ŻE ŻONA NIE
OSZUKUJE CIĘ PODCZAS SEKSU?”. I jako ukoronowanie fotoreportaż o najlepiej
zbudowanej czeladnicy piekarskiej w Niemczech, która rozebrana do pasa
„wyciąga z pieca chrupiące bułeczki”. Wówczas „Bild” wykazałby się nie tylko
tym, że broni wartości chrześcijańskich, ale i fachowością.

Zapewne Papież – raz już przecież omamiony przez pacyfistów – sądzi w swojej
poczciwości, że „Bild” jest czymś w rodzaju gazetki codziennej dla Świadków
Jehowy. Najwyższa pora, żeby wyprowadzić go z błędu. Gdyż tak naprawdę, to
nie „Bild” upowszechnia wiarę chrześcijańską, tylko jego młodsza siostrzyczka
„BZ”.

W rubryce „NOWE POLKI OD 18 LAT WZWYŻ, NIEDROGIE I SYMPATYCZNE” ofiarowują
swoje usługi „EKSKLUZYWNE MODELKI Z POLSKI”, tudzież „SŁODZIUTKIE POLKI I
ROSJANKI”

To jest praktykowana miłość bliźniego, przemiana przez zbliżenie i przyjaźń
między narodami w formie najczystszej. Najwyższa już pora, żeby na
pielgrzymkę do Watykanu wysłała także swoich przedstawicieli redakcja BZ*
_______________

* BZ „Berliner Zeitung”, tabloid podobnie jak „Bild” należący do koncernu
Springera
Obserwuj wątek
    • Gość: czur-czur-ra! Rewelacja! IP: *.elpos.net 12.01.05, 20:43
      skrzyżowane halabardy, tchnienie historii i wieczność, napięte dywany, ręka,
      która jednego dnia dotykała papieża, a drugiego dnia psa - Wartburg, to jest
      wspaniałe. Jakbym czytał "Książki najgorsze" Barańczaka. Czyli wcale nie
      byliśmy wyjątkiem.
      • Gość: wartburg Re: Rewelacja! IP: *.pool.mediaWays.net 12.01.05, 20:51
        Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

        > skrzyżowane halabardy, tchnienie historii i wieczność, napięte dywany, ręka,
        > która jednego dnia dotykała papieża, a drugiego dnia psa - Wartburg, to jest
        > wspaniałe. Jakbym czytał "Książki najgorsze" Barańczaka. Czyli wcale nie
        > byliśmy wyjątkiem.

        Pamiętaj, że Broder tylko cytuje "Bilda". Fakt, że robi to genialnie.
        • Gość: czur-czur-ra! Re: Rewelacja! IP: *.elpos.net 12.01.05, 20:55
          Ależ rozumiem. Dlatego jakbym czytał Barańczaka, który chlastał rodzimych
          oszustów i nieudaczników pióra za pomocą cytatów i złośliwych komentarzy.
          • Gość: Kamyczek czy tego rozmówcę, Barańczak też schlastał? IP: *.gdynia.mm.pl 12.01.05, 22:23
            Kiedy ogląda pan telewizję, czyta gazety, słucha radia, to czego tam w opisie
            polskiej rzeczywistości brakuje? Z tego co jest dla pana naprawdę ważne.

            - Brakuje mi wszystkiego -to znaczy opisu polskiej rzeczywistości. Kiedy
            oglądam telewizję, czytam gazety czy słucham radia, obcuję, jak każdy, z
            totalnym kłam­stwem. jeśli chodzi o tak zwane środki przekazu, to mamy tam do
            czynienia z różnymi rodzajami kłamstwa. Niekiedy jest to kłamstwo w rodzaju
            komunistycznym - a więc kłamstwo dla celów politycznych. Tak właśnie kłamie
            państwowy telewizor. Ludzie, którzy tam pracują, nauczyli się za czasów
            rosyjskich, że praca w telewizorze polega na okłamywaniu tak zwanej (przez
            komunistów) ludności. Wykonują więc tę swoją pracę, jak najlepiej potrafią -
            kłamią, jak się da i ile się da. W telewizorze kłamią nie tylko programy
            informacyjne - także rozrywkowe, literackie, muzyczne, jakie tylko są. Gdyby w
            telewizorze powiedzieli, że Mickiewicz napisał „Pana Tadeusza", a Chopin
            koncert f--moll, to też byłoby to kłamstwo. Telewizja ma w sobie coś z króla
            Midasa - tyle że czego się dotknie, zamienia się nie w złoto, lecz w gó... Ten
            rodzaj kłamstwa wydaje mi się zresztą niezbyt ważny, ponieważ jest oczywiste,
            że telewizja kłamie. Ważniejsze i ciekawsze jest kłamstwo tych, którzy -
            opisując Polskę - nie bardzo wiedzą, że kłamią. To kłamstwo bierze się stąd, że
            to, co nazwał pan polską rzeczywistością, opisywane jest z perspektywy
            warszawskich czy krakowskich elit, a więc z perspektywy ludzi, którzy o życiu
            polskim -o jego wielkich głębiach, wielkich tajemnicach, ale także o jego
            widzialnych obrazach - wiedzą bardzo mało albo nie wiedzą nic. Nie znaczy to,
            że życie polskie opisują wyłącznie ludzie, którzy należą do jakiejś elity -
            politycznej. dziennikarskiej, literackiej. Ale perspektywa elitarna jest
            dominująca - i wobec tego wszyscy ją przyjmują. W ten sposób otrzymujemy obraz
            życia polskiego całkowicie zafałszowany - jest to obraz Polski fikcyjnej, bo
            oglądanej oczyma ludzi, którzy mieszkają w wielkich miastach i uczestniczą w
            wielkomiejskim życiu politycznym, literackim, artystycznym, dziennikarskim,
            salonowym i jakim tam jeszcze. Ci ludzie, sporządzając obraz życia polskiego,
            prawdopodobnie domyślają się, że jakaś Polska jest jeszcze gdzie indziej - ale
            jeśli nawet dostrzegają to polskie „gdzie indziej", to opisują je ze swojej
            wielkomiejskiej perspektywy. Wielkie międzynarodowe miasta to jest przeszłość -
            dziewiętnastowieczna i dwudziestowieczna - To jest życie fikcyjne, którego
            niedługo już nie będzie - rozwieje się, zapadnie w nicość jak każda fikcja,
            każde fikcyjne i niepotrzebne dzieło ludzkiego umysłu. To, co się dzieje w
            wielkich miastach, dla życia polskiego nie ma wielkiego znaczenia.
            A co ma znaczenie?

            - Życie polskie toczy się w małych miasteczkach, na przedmieściach, na wsi. To
            życie jest tam, gdzie ludzie żyją po swojemu, po polsku, to znaczy - jak chcą.
            W taki sposób, o którym prawie nic nie wiadomo - ponieważ to jest nieopisane. A
            jest to nieopisane, bowiem nie da się tego opisać i zrozumieć z perspektywy
            życia wielkomiejskiego, międzynarodowego, europejskiego. Takie ujęcia muszą
            nieuchronnie fałszować obraz życia polskiego. Może zresztą jest tak, że to jest
            nieopisane i nie do opisania ze swojej najgłębszej istoty Może trzeba być
            wielkim artystą, wielkim poetą - Kochanowskim czy Chopinem - żeby to opisać.
            Ale nawet jeśli tak właśnie jest, to jeszcze nie znaczy, że należy bezczelnie
            kłamać - i przedstawiać Polakom, z perspektywy warszawskich i krakowskich
            pałaców władzy, zafałszowany obraz Polski.

            Posłużmy się jakimś przykładem...

            - Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem kompletnego zafałszowania obrazu
            współczesnej Polski jest pojawiające się codziennie (wystarczy otworzyć gazetę)
            twierdzenie, że żyjemy tutaj w państwie demokratycznym - rządzonym w
            demokratyczny sposób przez demokratycznie wybranych przedstawicieli ludu. Wciąż
            słyszę tę nędzną gadaninę - że jestem obywatelem demokratycznego państwa - i
            strach mnie zbiera, bo widzę, że mówią to judzie, którzy nie mają żadnych
            złudzeń i całkiem dobrze wiedzą, kto, a raczej co, tu rządzi. Chodzi tu
            oczywiście - w tej całej gadaninie o polskiej demokracji - o przekonanie, a
            nawet przymuszenie Polaków, żeby siedzieli cicho i słuchali tych, którzy nimi
            rządzą - czy raczej tego czegoś, co nimi rządzi. Czegoś takiego jak demokracja
            w Polsce w ogóle nie ma -i pewnie nigdy już nie będzie. Nie jest to żadne
            nieszczęście - nie jest przecież tak, żeby wolni ludzie musieli mieć wolne
            wybory i wybierać w nich swoich przedstawicieli. Żeby ludzie żyli na swój
            sposób (jak kto chce), wolne wybory wcale nie są potrzebne. Nieszczęściem jest
            tylko to, że sprawa ta przedstawiana jest we współczesnej Polsce w sposób
            jawnie kłamliwy. Prawda jest zaś taka, że to, co rządzi Polakami (to, co
            decyduje, jak oni są rządzeni), jest ukryte przed ich oczyma. Może dlatego, że
            ci, którzy to coś reprezentują, boją się naszego gniewu - i uważają, ze względu
            na własne bezpieczeństwo, że Polaków lepiej jest okłamywać. W Polsce nie
            rządzą komuniści (ja ich nie lubię, więc najchętniej zrzuciłbym na nich winę za
            wszystko - ale wpływ tych śmiesznych figur z telewizora na życie polskie jest w
            istocie chyba niewielki) - a w przyszłości nie będą tu rządzić liberałowie. Kto
            i co rządzi w Polsce, to każdy widzi. To jest kraj rządzony przez różne kliki,
            koterie, mafie, gangi i grupy biznesowe. Ale to jest tylko powierzchnia - a ci
            wszyscy mafiosi, gangsterzy, prezesi, ministrowie, bankowcy i profesorowie
            także nie bardzo wiedzą, co jest pod spodem, pod nimi. Pod spodem jest zaś
            system - to, co pozwala utrzymywać w jakim takim porządku i posłuszeństwie
            czterdzieści (prawie) milionów Polaków. Co to jest ten system, nie bardzo
            wiadomo. Pan jest z Krakowa, więc zrozumie pan moją metaforę. To jest coś w
            rodzaju Smoka Wawelskiego, który siedzi w jamie. Przydałby się szewczyk
            Dratewka,

            Czy to jest sytuacja chwilowa, przejściowa? Którą da się za pomocą jakichś
            mądrych posunięć odwrócić?
            - Być może coś rdzennie polskiego (coś z polskiej wolności) dałoby się
            uratować, gdybyśmy spróbowali wrócić do naszych społecznych sposobów życia -
            tych, które ukształtowały się w czasach Pierwszej Rzeczypospolitej. Do czegoś,
            co by zakładało koniec dominacji - nie tylko dominacji gangsterskich i
            mafijnych elit, ale w ogóle jakiejkolwiek dominacji - dominacji czegokolwiek
            nad czymkolwiek. Mnie się marzy jakaś wielka rewolta w duchu anarchii
            szlacheckiej, w duchu Juliusza Słowackiego, jakiś pośmiertny triumf polskiego
            liberum veto. Ale to są mrzonki. Może to się zmieni, jak przyjdą ludzie młodzi,
            tacy w wieku mojego syna - trzydziestoletni. Może wśród nich będzie szewczyk
            Dratewka.

            Ale co mają zrobić? Sam pan powiedział, że anarchistyczna rewolucja w duchu
            późnego Słowackiego jest mrzonką. Co w zamian?

            - Może pojawi się wielka myśl polska. Piłsudski był ostatnim polskim
            politykiem, który miał pomysł - czym ma być Polska. To znaczy - jak ma wyglądać
            polskie życie, polskie wojsko, polska literatura, co zrobić z Polską, jak jej
            służyć. On miał jakąś ogromną wizję. Oczywiście, jemu się to nie udało. Był już
            chory i nie bardzo sobie z tym dawał radę. Może nie można było sobie z tym dać
            rady. Natomiast dzisiejsze wspaniałe wizje Polski, komunistyczne i liberalne,
            mówią o tym, jak wyłudzić trochę więcej pieniędzy z Brukseli i załatać budżet.
            A jaki jest nasz interes w tym całym zamęcie. Czego możemy, czego powinniśmy
            się trzymać?

            - Mamy interes fundamentalny, istnieniowy - chcemy być Polakami. Musimy zatem
            myśleć, jak mamy przetrwać jako Polacy.

            Napisał pan niedawno, że Polska jest ważniejsza od Boga, że ona Go jakby
            poprzedza. Ja z tego wyciągam następujący wniosek:

            Polska jest czymś, czego nie może nie być. Nawet gdybyśmy się str
            • Gość: Kamyczek czy tego rozmówcę, Barańczak też schlastał? cd IP: *.gdynia.mm.pl 12.01.05, 22:26
              cd:

              (..)Polska jest czymś, czego nie może nie być. Nawet gdybyśmy się strasznie
              starali, ze wszystkich sił, to i tak nie zdołamy jej utracić. To trochę łagodzi
              moje przerażenie powodowane tym wszystkim, co od pana dziś słyszę.

              - Ja tak uważam, że Polska będzie zawsze - pojmowana jako idea, Polska jest
              wieczna. Ale wiemy też, że Polska (w swoich różnych historycznych wcieleniach)
              wpadała kilkakrotnie w straszliwe nieszczęścia. Kończę teraz książkę o
              Słowackim i jestem po lekturze „Anhellego", którego dawno nie czytałem. To jest
              tak straszne, że tego lepiej nie czytać. Kiedy Słowacki pisał „Anhellego", był
              w okropnej depresji i miał okropne myśli na temat Polski - widział, jak ona
              umiera. Ja się boję czegoś takiego. Że to represyjne państwo, które w tej
              chwili tu istnieje, a które jest kompletnie niezdolne do tego, żeby służyć
              Polakom, doprowadzi nas do narodowej depresji. Wpadniemy w taką straszną
              depresję, że będziemy jak ci syberyjscy niewolnicy z „Anhellego", ci nędznicy,
              mieszkający na cmentarzach i w kopalniach.

              20 lat temu wydał pan „Rozmowy polskie latem 1983 roku", opis stanu ducha
              Polaków w latach stanu wojennego. To nie były zbyt radosne czasy, a jednak pana
              bohaterów wiele rzeczy cieszy, o wielu mówią z nadzieją. Gdyby taką książkę
              pisał pan dzisiaj, o czym jej bohaterowie mówiliby z radością? O czym pan ze
              swoimi przyjaciółmi mówi z nadzieją?

              - Teraz to napisałbym z pewnością strasznie depresyjną książkę o Polsce. Tamte
              lata - mimo że rządził nami jakiś podły ruski satrapa - były pełne nadziei, bo
              wiedzieliśmy, że satrapa zaraz zdechnie.

              Nie ma w Polsce nic dobre­go? Niczego, o czym myślałby pan z zachwytem i
              podziwem?
              - Jeśli się na to spojrzy z takiego miejsca, które ja zajmuję - miejsca
              człowieka, który mieszka w małym miasteczku - to widać, że w polskim życiu
              dzieje się wiele pięknych rzeczy. Polacy kochają się i pracują, rodzą się im
              dzieci. Mieszkają w swoich własnych domach ze swoimi własnymi zwierzętami i
              darzą się wzajemną miłością. Koty i psy śpią u ich stóp. Potem wszyscy
              umierają - to także jest dobre. Te fundamentalne sprawy ziemskiego istnienia
              mają tu swój szczególny rytm i swoją niepowtarzalną melodię, znaną tylko tutaj -
              to jest rytm i melodia naszego polskiego istnienia, krok polskiego tańca. Krok
              trzynastozgłoskowca - jak w „Panu Tadeuszu". To jest życie rdzennie i
              pierwotnie polskie, które świadczy o wielkiej sile polskiej tradycji i
              polskiego obyczaju. Ja tu nie tworzę jakiejś utopii. Jest też wiele złości,
              nienawiści, złodziejstwa, tupania na siebie - ale tak ma być. Jak to w polskim
              tańcu, gdzie się przytupuje.

              Jednak to nie wystarcza, żeby pana uspokoić i pocieszyć?

              - To nawet nie jest tak, że celem systemu, który objął władzę nad Polakami,
              jest zniszczenie życia polskiego. To jest po prostu tak, że ten system ma
              gdzieś nasze życie-jego szczególność. Ono go nic nie obchodzi. Ten system
              obchodzi jedynie korzyść, jaką z czegoś może mieć - korzyść materialna. Dla
              ludzi, którzy służą temu systemowi, życie może być chińskie, argentyńskie,
              portugalskie czy jeszcze inne. Systemom jest wszystko jedno.

              ROZMAWIAŁ MACIEJ NOWICKI FAKT - 18 marca 2004 r.
            • homosovieticus kamyczek w ogródku Klarysy bratków nie zniszczy 13.01.05, 09:23
              Czytaj Pani i pomyśl czy warto zasłaniać oczy i zatykać uszy na na to co
              polskie ze swojej istoty?
          • wartburg4 mistrzowie dadaizmu 13.01.05, 11:35
            Nie czytałem "Książek najgorszych", ale doskonale mogę sobie wyobrazić motywy,
            jakimi kierował się Barańczak. Myślę, że jak u Brodera był to po prostu odruch,
            obrona czlowieka inteligentnego przed bzdurą i kiczem serwowanym przez tych,
            którzy mają go za idiotę. Felieton, a właściwie miniesej, Brodera tak naprawdę
            odnosi się do erozji rzeczywistości pod wpływem tabloidów. Stąd to zdanie na
            początku o rzeczywistości niemieckiej, która osiągnęła poziom satyry niemożliwy
            do przelicytowania. Nawiasem mówiąc ma rację.

            Domyślam się, że Barańczak pisał o jakichś potworkach powstałych z ambicjami
            literackimi, gdy tymczasem Broder kpi z brukowców. Ale dorzucę tu jedną uwagę.
            Mieszkam w Niemczech już długo. Nigdy nie byłem czytelnikiem "Bilda" ani "BZ",
            ale znam je choćby z natrętnych nagłówków, które atakują nas w metrze i na
            ulicy. Nawet na podstawie tak pobieżnej znajomości niejednokrotnie zdarzało mi
            się niejednokrotnie stwierdzić, że maja wyjątkowo utalentowanych ludzi, ktorzy
            w innych warunkach byliby prawdziwymi poetami, mistrzami dadaizmu. Nasze
            tabloidy stają na głowie, żeby im dorównać, ale co tu dużo mówić - bardzo im
            jeszcze daleko.
            • Gość: Kamyczek Geothe, mistrzem dadaizmu ? IP: *.gdynia.mm.pl 13.01.05, 13:15
              wartburgowi4, się napisało;
              (...)Nigdy nie byłem czytelnikiem "Bilda" ani "BZ",
              ale znam je choćby z natrętnych nagłówków, które atakują nas w metrze i na
              ulicy. Nawet na podstawie tak pobieżnej znajomości niejednokrotnie zdarzało mi
              się niejednokrotnie stwierdzić, że maja wyjątkowo utalentowanych ludzi, ktorzy
              w innych warunkach byliby prawdziwymi poetami, mistrzami dadaizmu."

              Nie pierwszym jesteś, który poezję, za bełkot dziecka,
              uważa. :(
              • Gość: wartburg Re: Geothe, mistrzem dadaizmu ? IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 13:50
                Goethe? Powiedziałbym raczej Rymkiewicz.
                • Gość: Kamyczek Re: Geothe, mistrzem dadaizmu ? IP: *.gdynia.mm.pl 13.01.05, 14:04
                  Napisał Pan:
                  (...)Nawet na podstawie tak pobieżnej znajomości niejednokrotnie zdarzało mi
                  się niejednokrotnie stwierdzić, że maja wyjątkowo utalentowanych ludzi, ktorzy
                  w innych warunkach byliby prawdziwymi poetami, mistrzami dadaizmu. "

                  Że Geothe był prawdziwym poetą i słyszałem o tem już dawno.
                  Pierwszy raz natomiast słyszę ,że i mistrzem dadaizmu był.
            • Gość: czur-czur-ra! trwoniąc skarby uniesienia IP: *.elpos.net 13.01.05, 15:50
              "Nasze tabloidy stają na głowie, żeby im dorównać, ale co tu dużo mówić -
              bardzo im jeszcze daleko".

              To chyba pochwała polskich tabloidów, prawda? :)

              Barańczak za te swoje felietony został wyrzucony z uniwersytetu (pisał je pod
              pseudonimem Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankowski) - później w formie
              książkowej ukazały sie tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, oczywiscie w
              podziemiu. Pisał o Bratnym, Kłodzińskiej, Edigeyu, Wł. Machejku - "grafomanii z
              państwową pieczątką".

              "...stosunek np. kierownika zakładu do kobiecych przypadłości 'jego' pracownic
              jest stwerdzeniem większych braków godzących w ducha socjalizmu w ogóle, a w
              społeczny charakter uchwał VI Zjazdu partii w szczegółach"
              Władysław Machejek

              "Czy zamek jest dla ciebie tylko sceną? - dopytywał się Enriquez rozsadzając
              nieudolnym brykiem kulę magii (i trwoniąc po drodze skarby uniesienia). Jałowy
              paroksyzm odtoczył się koślawo, pozostawiając za sobą puste pole ciszy"
              Eugeniusz Kabatc "Patrycja, czyli o miłości i sztuce w środku nocy"




              • Gość: wartburg Re: trwoniąc skarby uniesienia IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 16:35
                Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):


                > "...stosunek np. kierownika zakładu do kobiecych przypadłości 'jego'
                pracownic
                > jest stwerdzeniem większych braków godzących w ducha socjalizmu w ogóle, a w
                > społeczny charakter uchwał VI Zjazdu partii w szczegółach"
                > Władysław Machejek


                : ))))

                Nigdy nie splamiłem sobie rąk Machejkiem. Ale że to aż taka grafomania była,
                pojęcia nie miałem. Na tle "stwierdzenia większych braków godzących w ducha
                socjalizmu w ogóle, a w społeczny charakter uchwał VI zjazdu", nawet "Bild"
                blado się przezentuje. Choć przyznam, że czasem słuchając wzniosłych i słodkich
                jak syrop wywodów, jakimi ociekają wystąpienia naszego majestatu (czy to nie ze
                względu na nazwisko tak słodzi?), echa takich konstrukcji myślowych rejestruję
                i to nierzadko.
                >
                > "Czy zamek jest dla ciebie tylko sceną? - dopytywał się Enriquez rozsadzając
                > nieudolnym brykiem kulę magii (i trwoniąc po drodze skarby uniesienia).
                Jałowy
                > paroksyzm odtoczył się koślawo, pozostawiając za sobą puste pole ciszy"
                > Eugeniusz Kabatc "Patrycja, czyli o miłości i sztuce w środku nocy"

                Kabatc jest ponadczasowy. Z polityką i zjazdami miał chyba niewiele wspólnego,
                choć założę się, że popierał. Na Enriquezie i pustym polu ciszy mógłby cwałować
                do dzisiaj.

                Pseudonim Barańczaka też był fajny. Feliks to po polsku Szczęsny, a na
                Trzymałko zmieniliby byli sobie nazwiska Dzierżankowski albo Dzierżyński, gdyby
                chcieli wykazać się białoruskimi przodkami. To pewnie za to, a nie za kpiny z
                Bratnego, Edigeya i Kłodzińskiej, z uniwersytetem musiał się pożegnać.
              • Gość: czur-czur-ra! konkurs "literacki" IP: *.elpos.net 13.01.05, 16:38
                Przepraszam za wulgarność i kiczowatość poniższych cytatów, no ale skoro już o
                potworności kiczu mowa... Który zacny autor PRL jest twórcą?

                "Nie był sentymentalny. Pchnął ją na tapczan. Wszedł do niej krzycząc z
                radości, z opętania, z uczucia zemsty. Miażdżył jej usta, wykręcał dłonie, aż
                ruchy jej stały się równie gwałtowne jak jego. Powiedział, że woli lesbijki niż
                pederastów.
                -Właściwie jaka różnica? - zdziwiłą się Agnieszka.
                -Dla mnie zasadnicza. Lesbijki są kobietami.
                -Prawda, zapomniałam, że jesteś mężczyzną.
                - Nie bądź złosliwa"

                "Kto w Polsce chodzi na ku.., gdy z własną żoną nie może sobie dać rady?"

                "-Zawsze podejrzewałam, że jest pan impotentem, a tylko udaje dziwkarza.
                I wtedy uświadomił sobie, że w Elżbiecie była ta prawda, któa jest właściwością
                kobiet".

                "Elwira zamknęła mu usta pocałunkiem.
                -Zmęczony? A tymczasem ja chcę być szczęśliwa jak każda kobieta. Zgadzam się
                być gwałcona, ale nie chcę być dziwką".
                • Gość: wartburg Re: konkurs "literacki" IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 16:54
                  Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

                  > Przepraszam za wulgarność i kiczowatość poniższych cytatów, no ale skoro już
                  o
                  > potworności kiczu mowa... Który zacny autor PRL jest twórcą?
                  >
                  > "Nie był sentymentalny. Pchnął ją na tapczan. Wszedł do niej krzycząc z
                  > radości, z opętania, z uczucia zemsty. Miażdżył jej usta, wykręcał dłonie, aż
                  > ruchy jej stały się równie gwałtowne jak jego. Powiedział, że woli lesbijki
                  niż
                  >
                  > pederastów.
                  > -Właściwie jaka różnica? - zdziwiłą się Agnieszka.
                  > -Dla mnie zasadnicza. Lesbijki są kobietami.
                  > -Prawda, zapomniałam, że jesteś mężczyzną.
                  > - Nie bądź złosliwa"
                  >
                  > "Kto w Polsce chodzi na ku.., gdy z własną żoną nie może sobie dać rady?"
                  >
                  > "-Zawsze podejrzewałam, że jest pan impotentem, a tylko udaje dziwkarza.
                  > I wtedy uświadomił sobie, że w Elżbiecie była ta prawda, któa jest
                  właściwością
                  >
                  > kobiet".
                  >
                  > "Elwira zamknęła mu usta pocałunkiem.
                  > -Zmęczony? A tymczasem ja chcę być szczęśliwa jak każda kobieta. Zgadzam się
                  > być gwałcona, ale nie chcę być dziwką".

                  : ))))) Pojęcia nie mam. Ale stawiam na Machejka. On zdaje się bardzo chciał
                  być męski.

                  Pamiętasz może te słynną zgadkę dla literaturoznawców Sandauera w "Bez taryfy
                  ulgowej"? Podał tam zbliżony pod względem rozpasanej erotyki, choc może w
                  nieco inne, bardziej młodopolskiej stylistyce, cytat z pytaniem - kto to
                  napisał, Rodziewiczówna czy Żeromski?

                  Tam też jakiś brutal zdecydowanym szarpnięciem owłosionej ręki rozrywał majtki
                  wiszącej na jego byczym karku nieprzytomnej ze szczęścia kochanki.

                  Choć mogłem coś pokręcić. Udtwarzam z pamięci.
                  • leszek.sopot Re: konkurs "literacki" 13.01.05, 16:56
                    A dla mnie to konwencja Redlinskiego i jego pamietnika starej ksiegowej...
                    • Gość: czur-czur-ra! ...Włodzimierz Sokorski IP: *.elpos.net 13.01.05, 17:11
                      • leszek.sopot Re: ...Włodzimierz Sokorski 13.01.05, 17:26
                        No tak... Zapomnialem o tym erotomanie o ktorym to tak wiele plotek w kregach
                        artystyczno-telewizyjnych ponoc opowiadano. Ale swoje droga jak pierwszy raz
                        przeczytalem Redlinskiego i jego pamietnik starej ksiegowej to byle troche
                        oniesmielony...
                        • Gość: cz Re: ...Włodzimierz Sokorski IP: *.elpos.net 13.01.05, 17:33
                          zachęcasz mnie do lektury, bo tego jeszcze nie znam:)
                        • Gość: wartburg Re: ...Włodzimierz Sokorski IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 17:42
                          Redliński to pisarz dużej klasy. Nigdy nie napisałby czegoś tak koszmarnie
                          bezmyślnego:

                          "Wszedł do niej krzycząc z radości, z opętania, z uczucia zemsty. Miażdżył jej
                          usta, wykręcał dłonie, aż ruchy jej stały się równie gwałtowne jak jego.
                          Powiedział, że woli lesbijki niż pederastów."

                          Przeciez nawet w przypadku takiego bufona i nieuka, jakim był Sokorski, była to
                          kompromitacja. Tylko ktoś bezdennie próżny i głupi mógł sobie pozwolić na takie
                          popisy. Inna sprawa, że taki właśnie był szef radiokomitetu, duchowy przewodnik
                          Kwiatkowskiego.
                          • leszek.sopot Re: ...Włodzimierz Sokorski 13.01.05, 19:05
                            a to ci sie naraze... Ja cenie wyzej Zeromskiego od Redlinskiego:)
                            • Gość: wartburg Re: ...Włodzimierz Sokorski IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 22:49
                              leszek.sopot napisał:

                              > a to ci sie naraze... Ja cenie wyzej Zeromskiego od Redlinskiego:)

                              A powiedz, tylko tak szczerze, z ręką na sercu, kiedy po raz ostatni czytałeś
                              Żeromskiego?
                              • leszek.sopot Re: ...Włodzimierz Sokorski 13.01.05, 22:51
                                ... w liceum:)
                                ale do dzis pamietam to Czarus, Czarusiu moj kochany - a ja mam dosc tkliwe na
                                punkcie wzruszen mam serce.
                                • Gość: wartburg Re: ...Włodzimierz Sokorski IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 23:02
                                  leszek.sopot napisał:

                                  > ... w liceum:)
                                  > ale do dzis pamietam to Czarus, Czarusiu moj kochany - a ja mam dosc tkliwe
                                  na
                                  > punkcie wzruszen mam serce.


                                  Tak właśnie myślałem. Przeczytaj "Przedwiośnie" dzisiaj. Szczególnie tę
                                  rozmowę z ojcem w pociągu o szklanych domach. Jest to tak nieudolnie, źle po
                                  polsku napisane, po prostu odbębnione jak pisany na wczoraj artykuł do gazety,
                                  że dzisiaj każde szanujące się wydawnictwo zaproponowałoby mu, panie Żeromski,
                                  niech pan napisze to jeszcze raz.
                  • Gość: czur-czur-ra! Re: konkurs "literacki" IP: *.elpos.net 13.01.05, 17:31
                    to byłżeromski? Nie znałem tej zagadki.
                    Ale Barańczak pisze i o Sandauerze i metodzie sandaueryzmu - esej
                    pt. "Samobójstwo sandaueryzmu" w aneksie do "Książek najgorszych".
    • leszek.sopot Re: felieton Brodera 13.01.05, 16:02
      Pysznie sie ubawilem przy tym tekscie. Kawal dobrej roboty:))
    • Gość: czur-czur-ra! na deser nogi z rozchylonymi ustami IP: *.elpos.net 13.01.05, 16:52
      Któż dziś pamięta o Kazimierzu Korkozowiczu? Pewnie nikt, a przecież
      niesłusznie:

      "Dwa telefony wystarczyły do ustalenia krojczego firmy, któa szyła zmarłemu
      garnitur. Była czwarta rano, kiedy obudzono go i przywieziono do kostnicy".

      "Alicja zerwała się na nogi z rozchylonymi ustami i falującą piersią"

      "Mond widział, jak mięśnie szczęk drgały mu pod skórą"..

      Kazimierz Korkozowicz "Siedmioramienny świecznik"
      • Gość: czur-czur-ra! idea rzucona z czoła i na płask! IP: *.elpos.net 13.01.05, 18:02
        Cóż, skoro Korkozowicz Kazimierz nie robi wrażenia, może uda się Józefowi Ozga-
        Michalskiemu, "poecie":

        "Z pełnym żołądkiem idziemy do pracy
        nawet gdy słońce dopieka,
        choć słońce w Raka konstelacji,
        nie może zabraknąc mleka" !!!!

        oraz

        "Nienaumyślnie w takim domu
        fabuła twoja jest w zamęcie,
        rudera pusta jak róg gromu
        wygwizdującą swe sentecje

        Nasz sprawa - rzeszą pokoju
        osmielamy się błagać z naciskiem,
        wolno idzie na kształt wołu
        w międzyrożu dynami z listem"

        Jak łatwo zauważyć, to pogoń za rymem (nie sensem), choć z reguły nieudana,
        stanowi o sile tej poezji.

        I jeszcze:

        Wtedy w wiolinie tej idei
        rzuconej z czoła i na płask,
        w pulsie ironii i nadziei
        jeden potężny w niebo wrzask
        • Gość: cz Re: idea rzucona z czoła i na płask! IP: *.elpos.net 13.01.05, 18:03
          nie mogę tylko pojąć, kto dokonuje czynności "wygwizdywania"...
        • Gość: wartburg wyrafinowani geniusze IP: *.pool.mediaWays.net 13.01.05, 22:45
          Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

          > Cóż, skoro Korkozowicz Kazimierz nie robi wrażenia, może uda się Józefowi
          Ozga-
          > Michalskiemu, "poecie":
          >
          > "Z pełnym żołądkiem idziemy do pracy
          > nawet gdy słońce dopieka,
          > choć słońce w Raka konstelacji,
          > nie może zabraknąc mleka" !!!!

          Jestem pod wrażeniem kosmicznej wizji Józefa. Prawie nie nadążam. Aż w głowie
          mi się kręci od tej metafizyki. Czy to mleko kapie może z mlecznej drogi?
          >
          > oraz
          >
          > "Nienaumyślnie w takim domu
          > fabuła twoja jest w zamęcie,
          > rudera pusta jak róg gromu
          > wygwizdującą swe sentecje

          Początkowo sądziłem, że chodzi o róg domu, ale on myślał głębiej, jak prawdziwy
          poeta. Gwiżdże nie róg domu, tylko gromu, jak u Wojskiego, co z echem gwizdał.
          Superb!
          >
          > Nasz sprawa - rzeszą pokoju
          > osmielamy się błagać z naciskiem,
          > wolno idzie na kształt wołu
          > w międzyrożu dynami z listem"

          Tu po prostu brak mi słów. Czy owo międzyroże ma coś wspólnego z rogiem domu i
          czy na nim można też gwizdać?
          >
          > Jak łatwo zauważyć, to pogoń za rymem (nie sensem), choć z reguły nieudana,
          > stanowi o sile tej poezji.
          >
          > I jeszcze:
          >
          > Wtedy w wiolinie tej idei
          > rzuconej z czoła i na płask,
          > w pulsie ironii i nadziei
          > jeden potężny w niebo wrzask

          : )))) To się tak wdzięcznie zaczyna, gdzieś łka wiolina, jak w czterech porach
          Vivaldiego w "Klanie" i kończy się takim wrzaskiem. Jestem zdumiony. Przecież
          to poezja najwyższego lotu. Eksperymentalna.

          A może Korkozowicz i Ozga Michalski byli wyrafinowanymi geniuszami, którzy w
          sobie tylko wiadomy sposob stroili sobie żarty ze zjawiska rozpowszechnionej w
          ubiegłym stuleciu grafomanii?
    • wartburg4 Re: felieton Brodera 18.01.05, 23:37
      www.henryk-broder.de/html/foto_des_tages.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka