Dodaj do ulubionych

Manipulacje ordynacja wyborcza

IP: *.pool.mediaWays.net 13.04.01, 09:10
Wyglada na to, ze znow bedzie nowy balagan. Nie bedzie wiadomo jak sie ustawic.

Absurdalny system, gdzie prawo sie zmienia koniunkturalnie.

Jak mawiaja Anglicy o swoim prawie: zle, ale przynajmniej wszyscy je znaja! I
moze dlatego nie zmieniaja...

Proponuje Prezydentowi RP, aby przyjal nowa ordynacje (bo znow sie narazi
kulejacej prawicy jesli odrzuci), ale pod warunkiem ze zostanie ona wprowadzona
w zycie... w wyborach nastepnych (po tegorocznych). Czyli zgodnie z zasada
wahadla, dzis parlament i sejm kreciliby bicz na swoje ugrupowania w przyszlych
wyborach (w tych kiedy teoretycznie znow bedzie skrecanie z lewa na prawo).

Ciekawe czy AWS i UW byliby tak samo entuzjastycznie nastawieni to swojego
projektu, gdybe wiedzieli ze po raz pierwszy bedzie wyprobowany na ich wlasnej
skorze po paru latach.
Obserwuj wątek
    • Gość: Indris Re: Po co bronić SZALBIERSTWA ? IP: *.ibspan.waw.pl 13.04.01, 10:15
      Wybory do Sejmu mają być - w/g Konstytucji PROPORCJONALNE. Nie ulega żadnej wątpliwości,że metoda
      d'Hondta wynik wyborów FAŁSZUJE. Fałszuje ten wynik również metoda przyjęta - ale fałszuje MNIEJ. Fałszują
      wynik wyborczy również progi 5% i 8%.
      W ocenie ordynacji wyborczej nie jest ważne dla kogo jest korzystna, ale to, na ile jest UCZCIWA. Oczywiście
      AWS popiera ją z przyczyn egoistycznych (przedtem też popierała to oszustwo), ale to nie zmienia faktów.
      Jeżeli SLD uda się - przy pomocy prezydenckiego weta - utrzymać d'Hondta, to zyska sobie opinię ugrupowania,
      które dochodzi do władzy OSZUSTWEM wyborczym. Nie mówiąc już o tym, że tak bezczelne promowanie
      szalbierstw w ordynacji popularności jej nie przysporzy.
      Coś za bardzo panom z SLD zależy na dorwaniu się do niekontrolowanej władzy... Ludzie zaczną się
      zastanawiać; dlaczego ? I mogą dojść do wniosku, że Buzek to koszmar, ale SLD wcale nie musi być lepszy.
      • Gość: tyu Re: Po co się gorączkować? IP: 157.158.68.* 13.04.01, 12:17
        Dochodzę do wniosku, że ordynacja stanowi twój bardzo czuły punkt (oczywiście
        poza lemurami, ale to akurat wydaje mi się sympatyczne).
        1. Metoda d'Hondta jest stosowana w wielu krajach i nie jest tam uważana za
        szalbierstwo. St.Lague jest bliższa pełnej proporcjonalności - i tylko tyle.
        2. PROPORCJONALNE - może to sofistyka - nie musi znaczyć WPROST PROPORCJONALNE.
        Oznacza tylko, w najogólniejszym przypadku, że jest jakieś funkcyjne powiązanie
        między "X" a "Y", np. między liczbą głosów a liczbą mandatów. Może to być
        powiązanie bezsensowne, np. "odwrotnie proporcjonalne", albo mało sensowne,
        np. "proporcjonalne do kwadratu", ale niekoniecznie musi znaczyć "wprost". Z
        tego korzystają kraje z ordynacją wg d'Hondta.
        3. Świat spokojnie ocenia istnienie ordynacji większościowych, znacznie gorzej
        oddających rozkład głosów - vide moje wypowiedzi z innych wątków.
        4. Pomimo tych uwag, świadomości niskich pobudek AWS przy forsowaniu zmiany
        d'Hondta na St.Lague (przecież w 1993 r. właśnie oni forsowali d'Hondta!) oraz
        nieugiętej sympatii do SLD podtrzymuję moją wcześniejszą tezę, że zawetowanie
        ordynacji przez prezydenta byłoby przegięciem.
        • Gość: Indris Re: Po co falandyzować matematykę ? IP: 213.135.34.* 13.04.01, 14:54
          Do tyu: Piszesz:
          " PROPORCJONALNE - może to sofistyka - nie musi znaczyć WPROST PROPORCJONALNE.
          Oznacza tylko, w najogólniejszym przypadku, że jest jakieś funkcyjne powiązanie między "X" a "Y", np.
          między liczbą głosów a liczbą mandatów. Może to być powiązanie bezsensowne, np. "odwrotnie
          proporcjonalne", albo mało sensowne, np. "proporcjonalne do kwadratu", ale niekoniecznie musi
          znaczyć "wprost". "

          Uczciwie się przyznaję: zamurowało mnie! Trochę tak, jakbym usłyszał, że "prom" to może być również
          prom kosmiczny. Ponieważ jednak interesowałem się trochę matematyką, to uprzejmie wyjaśniam,
          że:
          1. NIEPRAWDĄ JEST, że DOWOLNE powiązanie funkcyjne między X i Y jest proporcjonalnością.
          Proporcjonalność jest przypadkiem szczególnym zależności funkcyjnej !
          2. Określenie "proporcjonalne do kwadratu" jest sensowne, ścisłe i często używane. Oznacza to, że
          wielkość Y jest proporcjonalna do kwadratu wielkości X.
          3. Określenie "odwrotnie proporcjonalne" ma swoją ścisłą definicję. To, że występuje w nim słowo
          "proporcjonalne" to tak jak przymiotnik "elektryczny" w określeniu "krzesło elektryczne".
          4. "Proporcjonalność" bez dodatkowego przymiotnika oznacza ZAWSZE to, co nazywa się
          "proporcjonalnością prostą". Przynajmniej w matematyce. Proporcjonalność odwrotna NIE jest
          podklasą proporcjonalności tak jak łyżka do butów nie jest podklasą łyżek.
          Tym niemniej dziękuję Ci za przedstawienie tej "argumentacji", bo mogę sobie wyobrazić argumenty
          obrońców d'Hondta przed Trybunałem Konstytucyjnym, gdyby tam trafiła.

          System d'Hondta jest WSZĘDZIE oszustwem, a dlaczego funkcjonuje w innych krajach to dokładnie
          nie wiem. Wydaje mi się tylko, że proporcjonalność wyborów nie jest wszędzie wpisana do
          konstytucji. A klasa polityczna jest pazerna na władzę wszędzie.

          Systemy większościowe nie udają proporcjonalności i mają swoje zalety, których proporcjonalne nie
          mają. Można poważnie dyskutować, który jest lepszy. Nad wyższością d'Hondta poważnie dyskutować
          niesposób.
          Na ordynację wyborczą jestem uczulony, bo jestem uczulony na hipokryzję w życiu publicznym. A w
          konkretnej sytuacji Polski 2001 jeżeli widzę, że jakieś ugrupowanie chce osiągnąć pełną włądzę przez
          machloje arytmetyczne, to mogę mieć niedobre przypuszczenia na temat tego co by z tą władzą
          zrobiło.
          • Gość: tyu Re: Nie falandyzujmy zatem... i kochajmy się! IP: 157.158.68.* 13.04.01, 16:16
            Dziękuję za obszerne wyjaśnienie. Tytułem "kropki nad i" (gdyby dotychczasowa
            była niedostrzegalna): nie bronię wyższości d'Hondta nad resztą świata. Myślę
            też, że wczoraj zatwierdzona przez Sejm wersja ordynacji jest w kilku punktach
            zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Podtrzymuję też,że najgorsza ze stosowanych
            jest większościowa jednoturowa - znacznie gorsza od d'Hondta (argumenty są w
            odpowiedzi Koniowi w innej mutacji dyskusji o ordynacjach).
            Co do definicji proporcjonalności: starałem się przedstawić:
            1. inny, niż "jedynie słuszny", punkt widzenia na zasady ordynacji,
            2. fakt, że gdzieś w świecie są tacy, co myślą podobnie i nie są nazywani
            szalbierzami.
            Jeszcze raz - wielu ślicznych lemurów!
            • Gość: M_z_R Proporcjonalność IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 13.04.01, 20:28
              Jeśli do Trybunału Konstytucyjnego trafi problem proporcjonalności to matematycy
              powinni dać na mszę. W końcu problemy matematyczne zostaną potraktowane z
              należytą atencją.
              Zapewne wnioskodawcom chodzi o zapis Konstytucji:
              "Rozdział IV
              SEJM I SENAT
              Art. 95.
              1. Władzę ustawodawczą w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sejm i Senat.
              2. Sejm sprawuje kontrolę nad działalnością Rady Ministrów w zakresie
              określonym przepisami Konstytucji i ustaw.
              WYBORY I KADENCJA
              Art. 96.
              1. Sejm składa się z 460 posłów.
              2. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz
              odbywają się w głosowaniu tajnym."
              A więc żeby było jasne. Konstytucja mówi, że "wybory są proporcjonalne" a
              nie "że obowiązuje zasada proporcjonalności" (jak zapewne chciał zapisać autor
              ustawy zasadniczej).
              Czyli sprzeczamy sie o sens słowa "poporcjonalne".
              Definicja proporcjonalności jest następująca:
              "Proporcjonalność wprost, proporcja prosta, zależność zmiennej y od zmiennej x
              postaci: y = kx (równoważnie: y/x = k), gdzie: k - pewna stała.
              Proporcjonalność odwrotna, zależność zmiennej y od zmiennej x postaci: yx = k
              (równoważnie: y = k/x), gdzie: k - pewna stała."

              <b>Definicja proporcjonalności jako takiej nie występuje w encyklopediach i
              słownikach!<b> I to oznacza, że nieprawdą jest jakoby proporcjonalność bez
              przymiotnika oznaczała zawsze proporcjonalność wprost. Proporcjonalność nie
              stanowi klasy! Wiele jest w języku polskim nazw dwuczłonowych, w których żaden
              człon z osobna nie definiuje żadnej klasy.

              Tam gdzie używa się pojęcia niejednoznacznie zdefiniowanego należy liczyć się z
              konsekwencjami niejednoznaczności (nasze prawo, niestety, pełne jest takich
              lapsusów).
              Np. faktu, że w proporcjonalności odwrotnej wraz ze wzrostem zmiennej x zmienna
              y maleje dla kɬ. (xy=3, x=1, 2, 3; y=1/3, 2/3, 1

              Zgadzam się z Indrisem, że:
              "Nie ulega żadnej wątpliwości,że metoda d'Hondta wynik wyborów FAŁSZUJE.
              Fałszuje ten wynik również metoda przyjęta - ale fałszuje MNIEJ. Fałszują wynik
              wyborczy również progi 5% i 8%."
              I można się spierać, która z metod jest bardziej lub mniej sprawiedliwa. Niech
              się spierają politycy - za to im płacimy.
              Ale Trybunał dokonując oceny zgodności z zapisem konstytucyjnym, nie będzie
              (mam nadzieję!)brał pod uwagę argumentów o sprawiedliwości tej czy innej metody
              lecz sprawdzi zgodność logiczną. A tu sprawa jest prosta: "proporcjonalnie"
              niekoniecznie oznacza "wprost proporcjonalnie".
              No i na koniec pytania:
              Czy wnioskodawcy przewidują zwrot diet i innych korzyści osiągniętych w wyniku
              zostania posłem niezgodnie z Konstytucją?
              Czy ustawy uchwalone przez ten Sejm i Senat są ważne?
              To może i rząd jest niezgodny z Konstytucją?
              • Gość: tyu Re: Proporcjonalność IP: 157.158.68.* 17.04.01, 12:12
                Popieram w całości długi, ale ciekawy wywód. Dołożę tylko domniemany przeze
                mnie tok rozumowania Trybunału Konstytucyjnego.
                1. Są wybory proporcjonalne i większościowe. Tertium non datur.
                2. Wybory z użyciem metod d'Hondta oraz St.Lague (obu) należą do wyborów
                większościowych.
                3. Konstytucja nie precyzuje sposobu określania proporcjonalności wyborów, mówi
                tylko o zasadzie ogólnej.
                4. Wszystko jest w porządku.
              • Gość: Indris Re: Proporcjonalność IP: *.ibspan.waw.pl 17.04.01, 13:47
                M_z_R pisze:
                'Trybunał dokonując oceny zgodności z zapisem konstytucyjnym, nie będzie (mam nadzieję!)brał pod
                uwagę argumentów o sprawiedliwości tej czy innej metody lecz sprawdzi zgodność logiczną. A tu
                sprawa jest prosta: "proporcjonalnie" niekoniecznie oznacza "wprost proporcjonalnie". '

                Natomiast nie spotkałem ŻADNEGO tekstu matematycznego, w którym słowo "proporcjonalnie" BEZ
                przymiotnika dodatkowego byłoby użyte INACZEJ, niż w sensie "wprost proporcjonalne". Z tekstu
                M_z_R wynika zresztą, że alternatywą byłaby ODWROTNA proporcjonalność, a chyba nie ma złudzeń,
                że TAKA ordynacja byłaby uznana za niekonstytucyjną ?
                PRAWDZIWY problem matematyczno-prawny polega na tym, że ŻADEN sposób przeliczania głosów
                nie zapewnia dokładnej proporcjonalności. Ale są ścisłe metody pozwalające ocenić odstępstwa od
                tego stanu i z dwóch metod przeliczania należy wybrać taką, przy której te odstępstwa są mniejsze.

                Nota bene: pojęcie "stabilnego zaplecza rządu" w Konstytucji NIE występuje i argumenty za progami
                nie mają konstytucyjnego znaczenia, podobnie jak różne progi dla partii i koalicji.
                • Gość: M_z_R Re: Proporcjonalność IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 18.04.01, 02:01
                  No właśnie!
                  Indris, na koniec ująłęś sprawę we właściwym wymiarze.
                  "PRAWDZIWY problem matematyczno-prawny polega na tym, że ŻADEN sposób
                  przeliczania głosów nie zapewnia dokładnej proporcjonalności."
                  ŻADEN!
                  Więc nie udawajmy przed sobą, że nie wiemy o co chodzi wnioskodawcom. Przecież
                  nie o sprawiedliwość jak twierdzi Indris. Idzie o wywołanie pata wyborczego -
                  braku ordynacji jakiejkolwiek, o nacisk na Kwaśniewskiego by podpisał
                  niekorzystną dla SLD ordynację, o zamieszanie i destrukcję w której jesteśmy
                  mistrzami świata. Tylko nie o sprawiedliwość.
                  Oczywiście że:"są ścisłe metody pozwalające ocenić odstępstwa od tego stanu i z
                  dwóch metod przeliczania należy wybrać taką, przy której te odstępstwa są
                  mniejsze". Ale jeśli chcemy innej ordynacji to poddajmy ją pełnej weryfikacji
                  demokratycznej. I umiejmy przegrać!
                  Jeszcze raz zapytam:
                  Diety wg dotychczasowej "be" ordynacji brali?
                  Biura poselskie utrzymywali?
                  Za granicę jeździli?
                  Ustway uchwalali?
                  Kraj reformowali?
                  To jak to będzie - wszystko nieważne?

                  Trzymajmy się reguł demokracji - chyba, że za Korwinem-Mikke zanegujemy jej
                  sens. Wczoraj rano usłyszałem z Jego ust w Trójce, że demokracja to rządy
                  głupców - to może najlepsza byłaby ordynacja mniejszościowa: głos mądrego razy
                  dwa, głos głupiego przez pół!. Tylko jak rozpoznać głupiego?
                  Może jak u Okudżawy: każdemu mądremu stempelek na łeb ... a głupich jak zwykle
                  nie widać?

                  M_z_R
                  • Gość: tyu Re: Proporcjonalność! IP: 157.158.68.* 18.04.01, 08:46
                    Popieram po raz wtóry (mam nadzieję, że nie ostatni).
                  • Gość: Indris Re: Proporcjonalność,legalność, sprawiedliwość,weryfikacja IP: *.ibspan.waw.pl 18.04.01, 12:07
                    M_z_R pisze:
                    (...) nie udawajmy przed sobą, że nie wiemy o co chodzi wnioskodawcom. Przecież nie o sprawiedliwość jak
                    twierdzi Indris. Idzie o wywołanie pata wyborczego - braku ordynacji jakiejkolwiek, o nacisk na
                    Kwaśniewskiego
                    by podpisał niekorzystną dla SLD ordynację, o zamieszanie i destrukcję (...) Tylko nie o sprawiedliwość.
                    Oczywiście że:"są ścisłe metody pozwalające ocenić odstępstwa od tego stanu i z dwóch metod przeliczania
                    należy wybrać taką, przy której te odstępstwa są mniejsze". Ale jeśli chcemy innej ordynacji to poddajmy ją
                    pełnej
                    weryfikacji demokratycznej. I umiejmy przegrać!
                    Jeszcze raz zapytam:
                    Diety wg dotychczasowej "be" ordynacji brali?
                    Biura poselskie utrzymywali?
                    Za granicę jeździli?
                    Ustawy uchwalali?
                    Kraj reformowali?
                    To jak to będzie - wszystko nieważne? "

                    1. Ja NIE twierdzę, że wnioskodawcom CHODZI o sprawiedliwość Im chodzi o własny interes, dokładnie tak
                    samo
                    zresztą jak SLD. Ja tylko twierdzę, że NIEZALEŻNIE od motywacji MAJĄ RACJĘ i że rozwiązanie korzystne dla
                    nich JEST sprawiedliwsze niż rozwiązanie korzystne dla SLD.

                    2. Z uznania niekonstytucyjności ordynacji nie musi wynikać nielegalność aktualnego Sejmu. Wniosek (niestety
                    nie
                    znam jego dokładnego tekstu) zarzuca obecnej ordynacji niezgodność z OBECNĄ Konstytucją. Ale wybory
                    odbyły
                    się wtedy, kiedy ta Konstytucja JESZCZE NIE OBOWIĄZYWAŁA ! A prawo wstecz nie działa.

                    3. Co to znaczy "pełna demokratyczna weryfikacja" nowej ordynacji ? Jeżeli referendum to jestem ZA,
                    oczywiście po załatwieniu problemu frekwencji. A może masz inne rozwiązanie, jakie ?

                    4. Nie uważam za nic złego nacisku na Kwaśniewskiego. To dobre prawo każdego obywatela, czy grupy w
                    ramach orzysługujących praw obywatelskich.

                    5. Uprzejmie proszę nie uważać mnie za politycznego zwolennika poglądów osób, które podpisały skargę.
                    Różnica między AWS/UW/PO a SLD jest dla mnie różnicą między przysłowiowymi: grypą a cholerą. Ale moje
                    stanowisko w sprawie ordynacji wyborczych wynika NIE z moich poglądów politycznych tylko z moralnych.
                    • Gość: tyu Re: Proporcjonalność,legalność, sprawiedliwość,weryfikacja IP: 157.158.68.* 18.04.01, 13:38
                      Indris pisze: "Różnica między AWS/UW/PO a SLD jest dla mnie różnicą między
                      przysłowiowymi: grypą a cholerą".
                      I tu, niestety, widać to, co jest typowe w walkach politycznych, zarówno na
                      prawicy, jak i na lewicy: najgroźniejszy przeciwnik, to nie przeciwnik, który
                      głosi tezy diametralnie odmienne od moich: to ten z MOJEJ strony sceny polity-
                      cznej, który - będąc NIECO tylko odmienny, ale nie tworząc ze mną wspólnego
                      frontu - odbiera mi głosy wyborców. Ja osobiście wyznaję starą i, myślę, dobrą
                      tezę "nie ma wrogów na lewicy", ale - ku mojemu żalowi - Indris już nie. Szkoda!
                      • Gość: Indris Re: strony sceny politycznej (specjalnie do tyu) IP: *.ibspan.waw.pl 18.04.01, 19:16
                        Strony sceny politycznej nie dadzą się chyba ustawić 'liniowo' prawica - lewica, zwłaszcza w Polsce
                        2001. Żeby nie uchodzić w oczach tyu (a i innych) za kogoś innego pozwalam sobie podać definicję
                        MOJEJ lewicowości

                        Co to jest ta lewica ? Ilość definicji jest tak wielka, że wypada nam podać własną. Otóż za lewicę
                        uważamy takich polityków, którzy:

                        - Dążą do takiego stanu społeczeństwa, w którym "ten, co ma wiele, nie ma za dużo, a ten, co ma
                        niewiele nie ma za mało". (Te słowa wypowiedział św. Paweł, a przypomniał ostatnio Jan Paweł
                        II)

                        - Uznają równość praw i godności wszystkich ludzi.

                        - Uznają demokrację za ustrój polityczny najbardziej odpowiadający godności człowieka.

                        - Uznają prawo każdego człowieka do wolności decydowania o sobie, którą może ograniczać tylko
                        wolność innych ludzi.

                        - Uznają prawo do wolności słowa i przekonań.

                        - Uznają prawo i obowiązek ingerencji społecznej w sprawy ekonomiczne, a w szczególności
                        obowiązek przeciwdziałania nadmiernemu zróżnicowaniu sytuacji materialnej.

                        - Uznają zasadę: Człowiek przed rzeczą, praca przed kapitałem

                        - Są wrażliwi na krzywdę społeczną wszystkich ludzi.


                        Nie wystarczy nazwać się lewicą ażeby - w naszym pojęciu - nią być. Tak więc nie uważamy za
                        lewicę SLD, a wystarczającym powodem jest wprowadzenie przez SLD-owski rząd eksmisji na bruk.
                        Podobnie nie możemy określić jako w pełni lewicowego systemu PRL, bo jak w nim było z wolnością
                        słowa to jeszcze wielu pamięta.

                        Sprzeciwiamy się stanowczo identyfikowaniu lewicy z antyreligijnością. Lewicowość jest
                        stanowiskiem społecznym i politycznym a nie filozoficznym. Ubolewamy, że szyldem lewicy posługują
                        się 'burżuje' którzy wolą 'gryźć proboszcza' niż podwyższać zarobki swoim pracownikom (jak zauważył
                        St Mackiewicz). Ubolewamy też nad tramwajowym antyklerykalizmem części lewicowców.

                        Sprzeciwiamy się również identyfikowaniu lewicowości z poglądami jakiejkolwiek osoby, a w
                        szczególności Marksa, Engelsa, Lenina. Nie oznacza to totalnej negacji wszystkich poglądów tych
                        myślicieli Uznanie Marksa za wybitnego myśliciela nie musi oznaczać uznania jego krytyki religii,
                        zupełnie tak samo jak uznanie za wybitnego myśliciela Arystotelesa nie musi oznaczać uznania jego
                        akceptacji niewolnictwa.

                        ( Powyższy tekst pochodzi z witryny http://www.ibspan.waw.pl/~partyka/ikonowicz/psslil)
                        • Gość: M_z_R Re: strony sceny politycznej - do Idrisa IP: 217.97.21.* 18.04.01, 21:13
                          No cóż. Zabrzmiało to jak manifest przedwyborczy. I... pewnie o to Ci chodziło.
                          Nie pałam specjalną sympatią dla żadnej partii. Może dla tego mogę spojrzeć na
                          Twoje widzenie lewicy z dystansu, którego Ci brakuje.
                          Usłyszałem kiedyś, że jeśli ktoś za młodu nie był socjalista to na starość
                          będzie szubrawcem. Chodzi chyba tu o to,że lewicowość zawsze wiązała się ze
                          społeczną wrażliwością. To bardzo ładne zdanie, niestety dziś już nieaktualne.
                          W Polsce obecnie nie ma klasycznych partii, jakie wykształciły się w Europie
                          zachodniej. W tym zakresie bardziej jesteśmy podobni do USA niż do Francji czy
                          Niemiec. Próba budowania klasycznej lewicy - PPS czy klasycznej prawicy - PC
                          jest skazana na porażkę! Widać to zresztą po wynikach wyborczych. Przyczyny
                          tego są bardzo złożone i nieistotne w tym momencie. Istotne jest to, że tylko
                          partie budowane w inny sposób mają szanse na wygraną w wyborach. Zauważcie, że
                          SLD osiągnął taki wysoki wskaźnik popularności nie publikując swojego programu
                          (no może i publikowali ale ile osób z tych 49% zna, czytało, widziało?).
                          Podobnie było w poprzednich wyborach z AWS.
                          Dopóki będą w naszym życiu politycznym uczestniczyć kombatanci z "S" i byli
                          partyjni bonzowie, nie ominiemy podziału na "my" i "oni" (raz będą to jedni raz
                          drudzy). Dopiero po ich politycznej emeryturze będzie można mówić o budowie
                          partii starego-nowego typu. Na razie jeśli chesz osiągnąć sukces w polityce
                          musisz pogodzić się z takim stanem rzeczy i wyciągnąć z niego wnioski. Możesz
                          przystać do jednych albo drugich (zależy gdzie Ci bliżej - zauważ, że po obu
                          stronach nie brakuje lewicowców ani prawicowców) i uczestniczyć, jeśli Cię to
                          bawi, w polityce. Bo politykę uprawia się po to żeby uczestniczyć w sprawowaniu
                          władzy a nie po to by realizować swoje marzenia i ideały. A swoją wrażliwość
                          społeczną i ideały bez trudu zrealizujesz i jednych i u drugich.

                          • Gość: Indris Re: Lansujemy TKM ??? IP: *.ibspan.waw.pl 19.04.01, 10:53
                            M_z_R pisze:
                            "(...) politykę uprawia się po to żeby uczestniczyć w sprawowaniu władzy a nie po to by realizować
                            swoje marzenia i ideały. "

                            Dlaczego to przeciwstawienie sprawowania władzy i realizacji ideałów? Mam nadzieję, że był to
                            lapsus. PO CO chce się uczestniczyć w sprawowaniu władzy ? Dla samej władzy ? No to mamy
                            właśnie TKM.
                            Ciekawsze są uwagi nt. polskiej sceny politycznej. Nie zgadzam się, że jest podobna do
                            amerykańskiej. Ona nie jest podobna do żadnej innej, bo 'scena' z prawdziwego zdarzenia istnieje
                            dopiero od 11 lat - w skali historii to naprawdę niewiele. Co z tego wyjdzie, to chyba nikt nie wie.
                            Wydale mi się, że nie odrodzą się partie 'klasyczne' bo warunki będą inne niż 'warunki klasyczne'.
                            Klasyczne definicje prawicy i lewicy będą chyba musiały być przemyślane i przedefiniowane.
                            Ale jeżeli scena dopiero się kształtuje to szkodliwe jest forsowanie na siłę jakiegoś jej modelu. A
                            takim forsowaniem na siłę (warszawiacy mówią "na chama") jest ordynacja wyborcza z d'Hondtem.
                            Taka ordynacja wymusza tworzenie nienaturalnych bloków, które się potem w naturalny sposób
                            rozlatują. Fenomen jedności SLD zawdzięcza ona PZPR-owskim tradycjom swoich członków i być
                            może dążeniu do władzy dla samej władzy. Ale jeżeli SLD wyszachruje bezwzględną większość w
                            Sejmie - czyli pełnię władzy - to może się pokazać, że pazerność nie popłaca. Brak demokratycznej
                            legitymizacji tej władzy będzie jej garbem od samego początku do - być może przedterminowego -
                            końca.
                            • Gość: tyu Re: jeszcze raz do Indrisa IP: 157.158.68.* 19.04.01, 11:36
                              1. Nie wiedząc o tym - napisaliśmy prawie to samo o władzy dla władzy (twoja
                              pierwsza myśl - 1 i 2 akapit.)
                              2. Twoje uwagi o kształtowaniu sceny politycznej też są ciekawe i trudno
                              obecnie rozstrzygać, kto z was ma więcej racji. Jakkolwiek wydaje mi się, że
                              twoja "nadwrażliwość" na d'Hondta znów dała o sobie znać.
                              3. Pełnia władzy dla jednej partii - to chyba też twój konik, a raczej chłopiec
                              do bicia. A moim zdaniem ma ona bardzo wiele plusów, oczywiście przy założeniu
                              całkowitej wyborczej "wymienialności" ekipy w przypadku jej nieudolności. Plus
                              podstawowy, to wg mnie całkowita ODPOWIEDZIALNOŚĆ za styl i skuteczność rządów
                              tej jedynej rządzącej. To też i głównie to stanowi wg mnie o sile systemów
                              dwupartyjnych w USA, czy (praktycznie) w Wlk.Brytanii.
                              4. Legitymizacja ew. rządów SLD. Obawiam się, że sposób liczenia mandatów, jaki
                              by nie był,zejdzie tu na daleki plan. Liczyć się będą: zaspokojenie społecznych
                              oczekiwań (i słusznie, choć będzie to niezwykle trudne - tyle spraw "leży")
                              oraz podsycane (m.in.z ambon, co do tego jestem dziwnie spokojny) jeremiady, że
                              oto znowu krwiożercza komuna... itd itp. A "krwiożercza komuna" znów schowa się
                              za podwójną gardę i zacznie stosować ćwierćśrodki.
                          • Gość: tyu Re: strony sceny politycznej - do Indrisa i M_z_R IP: 157.158.68.* 19.04.01, 11:18
                            Indris: zgadzam się, że pojęcia lewica-prawica są wieloznaczne i wielopłaszczyz-
                            nowe. Twoja definicja lewicy całkowicie mi odpowiada, choć na pewno nie jest
                            jedyna, z jaką mógłbym się zgodzić. Odpowiada mi również twoje nieutożsamianie
                            lewicowości z antyreligijnością (już dyskutowaliśmy o tym, ale dołożę jeszcze
                            jeden argument na twoją korzyść: teologia wyzwolenia). Podtrzymuję natomiast
                            swoje stanowisko, co do antyklerykalizmu: jest on, moim zdaniem, cechą lewicową
                            i liberalną zarazem (niekiedy również libertyńską, ale to już kwestia formy,
                            nie poglądów): ktoś, kto jest antyklerykałem i "kapitalistycznym krwiopijcą",
                            to wg mnie liberał, nigdy lewicowiec. Nie rozumiem co to jest "tramwajowy
                            antyklerykalizm", przypuszczam, że chodzi ci o tzw. "obnoszenie się" z nim?
                            Pomysł z eksmisjami na bruk nie był SLD-owski, ale fakt autoryzowania go przez
                            min. Blidę, niestety, czyni SLD co najmniej współwinnym wprowadzenia go i tu
                            masz rację. Co do lewicowości SLD "tak w ogóle" - jest to sprawa:
                            1. definicji lewicy - patrz wyżej.
                            2. "punktu widzenia, który zależy od punktu siedzenia". Inaczej widzi się
                            szereg spraw teoretyzując - i nawet w warstwie moralnej mając rację - a inaczej
                            rządząc, lub pisząc sprawdzalne programy rządzenia, gdzie głównym argumentem w
                            dyskusjach prędzej czy później staje się "krótka kołdra". Stąd nieuchronny
                            chyba "trynd" do centrum wszystkich rządzących partii, także tych odpowiedzial-
                            niejszych prawicowych.
                            Podsumowując - podtrzymuję nadal tezę o tym, że PPS i SLD (także UP) programowo
                            więcej łączy, niż dzieli.

                            M_z_R: tym razem popieram tylko w i ę k s z o ś ć tego, co napisałeś, także
                            tam, gdzie zbliżasz się do granicy politycznego cynizmu, ale takie bywa życie.
                            Nie zgadzam się z końcówką:
                            1. "Bo politykę uprawia się po to żeby uczestniczyć w sprawowaniu władzy a nie
                            po to by realizować swoje marzenia i ideały". Sprawowanie władzy NIE WYKLUCZA
                            realizacji marzeń i ideałów,choć istotnie ta motywacja staje się coraz bardziej
                            szczątkowa.
                            2. "A swoją wrażliwość społeczną i ideały bez trudu zrealizujesz i jednych i u
                            drugich". NIE!
                            a. Nie bez trudu (sprzeczność z twym poprzednim zdaniem).
                            b. Trud będzie NIECO mniejszy w partiach lewicowych a zatem - w dużym stopniu -
                            postPZPRowskich (większość, chyba nadal, członków SLD, mniejszość w UP i PPS).
                            W post"S" - chyba tylko ROP i zanikająco NSZZ"S" poświęcają tym sprawom jakąś
                            uwagę. (Za "ideały" nie uważam rewanżyzmu, nacjonalizmu itp, ty chyba też nie.)

                            A tak w ogóle, nawet nie zawsze zgadzając się ze sobą, miło podyskutować. Dla
                            porównania NIE proponuję poczytać jakiś wątek "anty": antysemi..., antyhomo...,
                            antykomu... (Po co psuć nastrój?) Dziękuję wam obu.


                            • Gość: M_z_R Re: strony sceny politycznej - do Indrisa i M_z_R IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 20.04.01, 00:50
                              Mimo,że rzeczywiście nie zamierzałem być cyniczny i wyszło mi tak jakoś
                              niezręcznie, to po przemyśleniu waszych uwag stwierdziłem, że dobrze, że się
                              przejęzyczyłem. Przecież cała polityka przesiąknięta jest TKM-em. Jak to
                              śpiewał Kaczmarski: że polityka dla mnie to czerwone paznokcie (czerwone od
                              krwi oczywiście). To nie ja to wymysliłem. Ja tylko stwierdziłem istnienie tej
                              zależności. Politycy, którzy nie ulegają TKM-owi należą do wyjątków i nie mają
                              większych wpływów. Pewnie TKM daje większą motywację do działania. Działania
                              bez ogladania się na boki, podpartego rozpychaniem się łokciami a przy okazji
                              niesłychanie skutecznego. Prawdziwym ideowcom brakuje dziś bolszewickiej
                              bezkompromisowości. Sam Ikonowicz nie zrobi rewolucji. Takie radykalne
                              działania mogą być skuteczne tylko w warunkach wielkich napięć społecznych,
                              których teraz brakuje. Tak więc nie typ Ikonowicza (cenię Go i szanuję bardzo
                              od dawna) ale Walendziaka (inteligentnego cwaniaczka bez skrupułów) dominuje
                              dziś na scenie politycznej. Niestety! Jeśli nie chesz się unurzać w tym błocku
                              to daleko w polityce nie zajdziesz. Lepiej swoją wrażliwość na ludzkie
                              cierpienie i krzywdę ukierunkować w pracy organizacji charytatywnej lub
                              edukacyjnej. Tam można bez skundlenia się zrobić dużo więcej niż w polityce.
                              Ale nie ustawaj, Indris może ja się mylę?
                              • Gość: tyu Re: strony sceny politycznej - do Indrisa i M_z_R IP: 157.158.68.* 20.04.01, 10:57
                                I znowu nasze poglądy (M_z_R i moje) są b. bliskie. Parę tylko uwag:
                                1. "Bolszewicka bezkompromisowość" - w moralności z reguły zaleta, w skutecznej
                                działalności - z reguły wada. Ikonowicz, szanowany i przeze mnie, jest chyba w
                                obu wypadkach dobrym przykładem.
                                2. Rewolucja jako metoda: niekiedy nieunikniona, zawsze bardzo kosztowna.
                                3. Działalność charytatywna: zawsze godna szacunku, praktycznie nigdy nie jest
                                w pełni skuteczna, zawsze stanowi jakieś uzupełnienie polityki społecznej.
                                4. Żeby nie popaść w melancholię, proponuję podejść do polityki, jak do handlu:
                                różni ludzie mają swoje sklepiki, w których oferują jakieś towary. Co z tego
                                wynika?
                                a. Nawet jeśli większość z nich naciąga klientów, ich praca jako całość jest
                                potrzebna. Ta większość, to nie błoto, to tylko drobni cwaniaczkowie!
                                b. Kupuję te towary, które najbardziej mi odpowiadają, nie muszę kochać
                                sprzedawcy, nie nienawidzę też innych sprzedawców.
                                5. Wniosek końcowy: polityka - i uczciwi ludzie w niej - są niezbędne. O tych
                                ostatnich trudno, ale szukać ich trzeba. Jeśli i oni mówią coś o niechęci
                                do "unurzania się" - głośno chwalić pożytki z pracy hydraulików.
    • Gość: x Re: Manipulacje ordynacja wyborcza IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 23.04.01, 08:07

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka