ascofer
14.10.06, 09:38
Zwolennik pałowania
Jak sam wyznaje w "Alfabecie Rokity" (s. 117), to on pierwszy wpadł na pomysł
powołania Hanny Suchockiej na premiera rządu latem 1992 r. Jako minister -
szef URM-u - stał się w tym gabinecie faktycznie szarą eminencją, wywierając
ogromny wpływ na niemającą pojęcia o bardzo wielu sprawach panią premier.
Rokita był zwolennikiem jak najtwardszego, wręcz brutalnego rozprawiania się
z opozycją prawicową. Już w 1992 r. w różnych wywiadach (m.in. na
łamach "Trybuny", "Życia Warszawy" i "Przekroju") atakował partie opozycyjne
jako siły rzekomo groźne dla państwa i opowiadał się za "zaostrzeniem
instrumentów karnych wobec ludzi uczestniczących w życiu politycznym". Nader
znamienna pod tym względem była wypowiedź Rokity dla
postkomunistycznej "Trybuny" z 20 lipca 1992 roku: "Nie mogą jej [tj.
poważniejszej roli w życiu politycznym - przyp. JRN] natomiast odgrywać
środowiska skupione wokół Jana Olszewskiego, które należy politycznie
izolować. Ich działalność bowiem, sprowadzająca się ostatnio do kłamstw,
oszczerstw i szantażu, staje się coraz częściej czynnikiem szkodzącym
interesom państwa polskiego, grupy Olszewskiego działają już na granicy
prawa. Jeżeli ją przekroczą, państwo ze swoją siłą powinno im się
przeciwstawić".
Na próżno poseł Ruchu dla Rzeczypospolitej Piotr Wójcik protestował w
zapytaniu sejmowym skierowanym do ministra Rokity, żądając podania przykładów
kłamstw, oszczerstw i szantażu, jakimi rzekomo posługiwało się ugrupowanie
Olszewskiego. Poseł Wójcik akcentował: "Jeżeli minister Rokita nie przedstawi
dowodów, powinien przeprosić posłów RdR za wypowiedź 'fałszywą, wprowadzającą
w błąd opinię publiczną, lżącą posłów Ruchu, naruszającą ich godność i dobre
imię'. Odnosząc się do pogróżek Rokity, zapowiadających ewentualne
przeciwstawienie grupom Olszewskiego siły państwa, poseł Wójcik
zapytywał: 'Czy ostatnie zdanie opublikowane, jak rozumiem, w organie
sojuszniczej partii Pana Ministra oznacza groźbę stosowania metod terroru
państwowego wobec antykomunistycznej opozycji?'" (cyt. za tekstem "Rokita
musi przeprosić", "Nowy Świat" z 28 lipca 1992 r.).
Brutalne ataki Rokity na "grupy Olszewskiego" były dość szokujące w
zestawieniu z faktem, że to właśnie Jan Olszewski jako opozycyjny adwokat
prowadził w PRL-u upartą, acz bezskuteczną walkę o dopuszczenie Rokity na
listę aplikantów adwokackich. Były premier Olszewski ze szczególnym
oburzeniem wspominał fakt, że to właśnie Rokita "w rządzie Hanny Suchockiej
stworzył teorię, iż mój Ruch dla Rzeczypospolitej jest antypaństwowy, że
trzeba go inwigilować" (wg "Magazynu Rzeczpospolitej" z 4 maja 2001 r.).
To Rokita zadecydował o posłaniu policji 4 czerwca 1993 r. w celu
bezwzględnego rozbicia manifestacji w rocznicę obalenia rządu Olszewskiego.
Uczestniczące w manifestacjach antywałęsowskich partie polityczne
(zwolenników Kaczyńskiego, Olszewskiego i Parysa) Rokita nazwał siłami
antypaństwowymi i "niekonstruktywną opozycją".
Rokita "wsławił się" m.in. wystąpieniem do MON-u, aby drukarnia wojskowa
zaprzestała drukowania opozycyjnego dziennika "Nowy Świat".
Bezwzględność "państwowca" Rokity wobec sił opozycyjnych sprowokowała
wystąpienie 33 posłów z wnioskiem o odwołanie go ze stanowiska szefa URM-u.
Niejednokrotnie zarzucano Rokicie współodpowiedzialność za inwigilację
opozycji w dobie rządu Suchockiej. Stanowczo temu zaprzeczał, całą winę
zrzucając na "nadgorliwość" byłego esbeka kpt. Lesiaka.
Rokita: "Chamem jestem generalnie"
Antoni Lenkiewicz pisał na łamach "Wrocławskiej Gazety Polskiej" z listopada
2000 r. o roli odgrywanej przez Rokitę jako ministra szefa URM-u w rządzie H.
Suchockiej. "W dość powszechnych ocenach, rząd H. Suchockiej zaliczany jest
do najbardziej oszukańczych 'rządów solidarnościowych'. Jest raczej
oczywiste, że inwigilacje, prowokacje i rozbijackie działania wobec ugrupowań
niepodległościowych były wówczas realizowane nie tylko za wiedzą, ale również
za aprobatą pani premier i jej 'szarej eminencji' w osobie Rokity".
Lenkiewicz przypomniał przy tej okazji komentarz posła Jacka Maziarskiego z
PC na temat zachowania Rokity jako szefa URM-u w 1993 r.,
stwierdzający: "Jest czymś niespotykanym w praktyce parlamentarnej, żeby
minister w trakcie interpelacji i zapytań poselskich po prostu odmówił
odpowiedzi. Jest to sprzeczne z regulaminem Sejmu posiadającym moc ustawy i
sądzę, że nastąpiło w tym przypadku naruszenie prawa".
Buta i arogancja Rokity stały się wręcz przysłowiowe. Ciekawe, że sam Jan
Rokita nie próbował nawet zaprzeczać skrajnie negatywnym opiniom wypowiadanym
na temat jego stylu zachowania. Oto, co jakże szczerze wyznawał w wywiadzie
na łamach "Nowego Państwa" 19 maja 2000 r., odpowiadając na zarzuty o
zarozumiałość i arogancję: "Arogancki? A tak, chamem jestem generalnie.
Przynajmniej bywam od czasu do czasu. Zwłaszcza wtedy, gdy jestem przekonany,
że mam rację". Ciekawa postawa niedoszłego premiera z tak wykwintnego
Krakowa - poczucie własnej racji upoważnia mnie do bycia chamem! Szkoda
tylko, że to jakże szczere wyznanie Rokity na długo utonęło w niepamięci.
Nader często oskarżano Rokitę o wyniosłość i lekceważenie podwładnych i
kolegów. Henryk Wujec zarzucał mu: "Nie szanował jednak swoich
współpracowników z klubu ani działaczy z terenu, którzy przyjeżdżali do
Warszawy w związku z pracami nad samorządową reformą. Ci ludzie czekali
godzinami w sekretariacie Rokity na przyjęcie. Mówiono mi, że kazał nawet
usunąć krzesła, aby ludzie nie przesiadywali tam w oczekiwaniu.
Przyjeżdżających traktował jak natrętów" (wg tekstu M. Janickiego
w "Polityce" z 12 kwietnia 2003 r.).