leje-sie
03.07.07, 17:47
"Ja" i "ty" - dwa ega stają w szranki. Może być zabawne, gdy kombatanci są
uzbrojeni w potężne zapasy świeżych inwektyw. Z niewiadomych powodów wątki
liczą po sto jednozdaniowych wpisów. Nużące po przeczytaniu pierwszej wymiany
zdań.
"Ja" i "wy" - paranoja i mania wielkości, samotny kowboj przeciw
nieokreślono-określonym siłom zła (Żydzi, komuniści, wykształciuchy itp).
Skowyt samotnej duszy trudny do zniesienia.
"My" i "wy" - paranoik z manią wielkości w przypływie uzasadnionego animuszu
czuje, że ma poparcie milionowej armii nieudaczników. Naprzeciwko siebie widzi
wraże zastępy.
"My" i "ty" - groźba wcale nieukrywana, mamy w rękach władzę, a tyś robaczek,
wytropimy cię, dobierzemy się do ciebie, zmiażdżymy cię. W tle słychać miarowy
tupot podkutych butów w rytm marszowej muzyki.
Bezosobowo - ścierają się argumenty, poglądy i postawy. Gdy na pierwszą linię
kombatanci rzucą styl i finezję, a w odwodach mają aż nadmiar faktów, wiedzy i
retorycznej sprawności, dyskusja może się przerodzić w ucztę dla czytelników,
a i dyskutanci wyjdą z niej wzbogaceni.
Poza nawias stawiam kiblopisów, roztrząsaczy obornika, pływaków szambowych i
autorki aktów strzelistych "kocham pana, panie Premierze".