torpeda.wulkaniczna
22.07.08, 10:39
Przez polityków,dziennikarzy, autorytety.
Zawsze zastanawiała mnie jakaś niezrozumiała niekonsekwencja w
zwalczaniu opozycji przez SB w czasach PRL-u.
Wiadomo już, że w strukturach bezpieki działały szwadrony śmierci,
których zadaniem była fizyczna likwidacja niepokornych. Komisja
Rokity naliczyła 122 takie przypadki, a w 88 z nich zalecała
natychmiastowe wszczęcie śledztw prokuratorskich. Dotyczyło to tylko
czasów stanu wojennego, a warto przypomnieć, że w cieniu Magdalenki
i rozmów okrągłego stołu życie stracili księża Zych, Suchowolec i
Niedzielak, co nie przeszkodziło naszym wspaniałym opozycjonistom w
kontynuowaniu dialogu z Kiszczakiem i spółką.
Jednocześnie tym, których przedstawia się dzisiaj jako największych
i niezłomnych nie spadł nigdy włos z głowy. Dlaczego jednych skrycie
mordowano, kiedy ci ponoć najgroźniejsi dostąpili zaszczytu udziału
we władzy?
Dlaczego tych rzekomo mniej groźnych unicestwiano, a tym największym
czyszczono archiwa?
Jak to się stało, że jednych bestialsko mordowano, a drugim sama SB
kręciła filmy świadczące o ich niezłomności i wielkiej odwadze?
Dlaczego zniknęły teczki Michnika i Geremka, a przetrwały filmy, na
których bezpieka utrwalała ich więzienną martyrologię?
Dlaczego reżim w jednych przypadkach organizował skomplikowane
morderstwa, mające wyglądać na nieszczęśliwe wypadki czy dzieła
nieznanych sprawców, a w innych kręcił filmy, z których scenariusza
miało wynikać, że główni bohaterowie to kozaki, że hej?
Czemu służyła ta niekonsekwencja i brak jakiejkolwiek logiki?
Czy można to wszystko jakoś racjonalnie wytłumaczyć?
Czy jest możliwe, że ci najbardziej groźni dla komuny leżą dziś
zapomniani i rozsiani po cmentarzach całej Polski, a my mamy czcić
Wałęsę, Kuronia, Michnika i Geremka zgodnie ze scenariuszem filmów
wyprodukowanych przez resort człowieka honoru?
Czy te pytania są aż tak głupie, czy może niewygodne i dlatego nie
padają w debacie publicznej?