qqazz
10.09.08, 15:39
Po analizie tego co sie stało w Gruzji z perspektywy czasu trudno mieć
jakiekolwiek watpliwości że albo gruziński prezio jest ociężałym umysłowo,
nieodpowiedzialnym furiatem, albo amerykańskim agentem, ameryka zaś nie
zawachała się przelać krwi Gruzinów, Ruskich i Osetyńców po to aby jednemu z
kandydatów urosły słupki. Podobny scenariusz możliwy jest w stosunku do innych
co bardziej spolegliwych i zdanych na łaskę Wuja Sama, pogardzanych w
Waszyngtonie sojuszników przy kolejnych wyborach to nie ulega najmniejszej
watpliwości.
Czy do takich sojuszników mozna miec zaufanie? Czy mozna ich w ogóle nazwać
sojusznikami?
pozdrawiam