witek.bis
21.05.09, 09:05
Sam, z własnej inicjatywy informuje, że na chrzcie to on dostał jeszcze
inaczej, a mianowicie Henri Richard, bo chrześcijaninem, a być może
nawet katolikiem, to on jest walońskim. Prawda, że zabawne? Proponuję Rysiowi,
by poszedł jeszcze dalej i ogłosił, że przy bierzmowaniu wybrał sobie imię
Alfons. Takie miano ma przecież same zalety – po angielsku i francusku pisze
się tak samo, a przy okazji doskonale objaśnia rolę, jaką Czarnecki odgrywa w
polskiej polityce, ze szczególnym uwzględnienie jego kariery w Samoobronie.
Ale pal sześć tego zawodowego łgarza i oszusta. Wydaje mi się, że o wiele
ciekawsze jest to, jak tę sprawę traktują media. A media, które wczoraj (!!!)
odkryły "aferę Rysia-Misia", informują o niej w konwencji, którą Henri Richard
Alphonse im zaproponował. Również dowcipkują, puszczają oczko i od czasu do
czasu ciągają Rysia za warkoczyk. Ale ja, choć pasjami lubię się bawić,
upieram się namolnie, że ta sprawa ma swoje o wiele bardziej poważne oblicze.
Przede wszystkim jako obywatela i wyborcę interesuje mnie to, na jakiej
podstawie PKW rejestruje kandydatów we wszelkiej maści wyborach i od czego
zależy ostateczne brzmienie imion i nazwisk umieszczonych na listach
wyborczych. Czy ktoś bierze na siebie odpowiedzialność za kształt tych list?
Czy jeśli skazuje się przekręciarzy, którzy fałszują listy poparcia, to
doczekamy się kiedyś wyroku skazującego osobę, która fałszuje listy
kandydatów? Jakim, kurna, brytyjsko-walońskim cudem, osiem razy umożliwiono
temu facetowi kandydowanie w wyborach pod przybranym imieniem?
Czepiam się? Przecież to tylko drobna, nieistotna biurokratyczna niedoróbka?
Otóż niekoniecznie. Jeśli się pamięta, z jakich list Richard Henry startował i
jakim ugrupowaniom szefował, to nie można sobie nie postawić pytania, czy jego
"rysiowatość" nie była czasem zamierzona, wykalkulowana i przyjęta z zimną,
rysiowatą premedytacją. Prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego
Mister Richard Henry Francis Czarnecki! Ładnie brzmi, nieprawdaż? Może nie
tak ładnie, jak współzałożyciel Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego
Ludwik Dorn, ale jednak. Już widzę te tłumy arcypolskich wyborców ZChN-u
oddających swoje głosy na faceta, który najwyraźniej patronuje zjednoczeniu
Anglików, Szkotów, Walijczyków i Irlandczyków. I Richard Henry też pewnie te
tłumy zobaczył i właśnie dlatego skromnie skrył się pod pseudonimem "Ryszard".
A do żurnalistów mam następujące pytania. Pobawiliście się? Pożartowali? To
może najwyższy czas, żebyście poobcierali łezki i smarki i wreszcie zrobili
to, za co wam płacą?