Dodaj do ulubionych

Bunt szkolny na Mokotowie

IP: *.acn.waw.pl 04.04.04, 21:44
To skandal, żeby znów urzędnicy podporządkowani Radzie Dzielnicy decydowali o
losach setek uczniów, a co za tym idzie sprawiali kłopot ich rodzicom i
nauczycielom. Radni, których wybieramy jako mieszkańcy Mokotowa powinni
zrobić wreszcie z tym porządek.
Obserwuj wątek
    • Gość: radny Re: Bunt szkolny na Mokotowie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.04.04, 23:25
      Tak zrobimy, bo tak dalej być nie może. Radni SLD złożyli wniosek podczas tej
      sesji o odwołanie wiceburmistrz Pietrzyk odpowiedzialnej za zarządzanie oświatą
      na Mokotowie. Głosowanie w tej sprawie na sesji 11 maja.
      • Gość: tolerancyjny Re: Bunt SLD-owców na Mokotowie!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 10:05
        Oświatę mamy jedną!

        Wnioskiem radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej o odwołanie Zastępcy Burmistrza
        Mokotowa Krystyny Pietrzyk, odpowiedzialnej za oświatę na Mokotowie, zakończyła
        się Nadzwyczajna Sesja Rady Dzielnicy Mokotów poświęcona mokotowskiej oświacie.
        Wniosek został złożony, pomimo iż wcześniej radni SLD, po wyjaśnieniach ze
        strony Maxymiliana Bylickiego, dyrektora Biura Edukacji m.st. Warszawy,
        deklarowali pełną współpracę z burmistrz Pietrzyk i radnymi Prawa i
        Sprawiedliwości.
        Sesja Nadzwyczajna została zwołana na wniosek radnych Sojuszu po tym, jak na
        poprzedniej sesji została podjęta, na wiosek Zarządu Dzielnicy, próba
        likwidacji placówek oświatowych, w duchu racjonalizacji sieci tych placówek.
        Radni SLD sprzeciwili się likwidacji Przedszkola nr 278 przy ul. Tatrzańskiej,
        mieszczącego się w pomieszczeniach wynajmowanych od Agencji Mienia Wojskowego
        (umowa najmu jest niekorzystna dla miasta – czynsz jest bardzo wysoki);
        zablokowali likwidację Przedszkola nr 148 przy ul. Kazimierzowskiej, w którym
        na 1500 mkw. jest 72. dzieci (na każdy oddział przypadają mniej więcej trzy
        pomieszczenia); jak również nie dopuścili do podjęcia decyzji o wygaszeniu
        niewielkiej Szkoły Podstawowej nr 57, mieszczącej się przy ul. Narbutta,
        dosłownie obok Szkoły Podstawowej nr 85, która wnet będzie modernizowana.
        Radni SLD nie rozumieją, że nie jest ważna ilość placówek oświatowych, lecz ich
        jakość i poziom nauczania. A rankingi dla mokotowskiej oświaty są nieubłagane.
        W rankingu szkół podstawowych w 2003 r. w złotej dwudziestce znalazła się tylko
        jedna szkoła z Mokotowa – Niepubliczna Szkoła Podstawowa nr 49, z ul.
        Wałbrzyskiej. Na samym Mokotowie spośród dziesięciu najlepszych szkół aż 6 to
        szkoły niepubliczne. Najlepszą ze szkół publicznych jest, plasująca się na 4
        miejscu, Szkoła Podstawowa nr 205 z Wyględowa. Szkoła ta osiąga coraz lepsze
        wyniki. mimo że wciąż nie może doczekać się od dawna obiecanego remontu.
        Choć szkoły niepubliczne często cieszą się większą renomą niż publiczne, nie są
        pozbawione problemów. Najważniejszy z nich to brak odpowiednich pomieszczeń.
        Jedną z takich szkół niepublicznych, przyjmujących zarówno dzieci wybitne jak i
        trudne, jest Niepubliczna Szkoła Podstawowa nr 97. Ewa Straszewska,
        przedstawicielka tej szkoły, podczas dyskusji na sesji zapytała dyrektora Biura
        Edukacji, czy szkoły niepubliczne także mogą liczyć na wsparcie ze strony władz
        miasta? Maxymilian Bylicki zapewnił, że intencją władz Warszawy jest, by
        obiekty opróżnione po wygaszeniu szkół publicznych w pierwszej kolejności były
        przekazywane szkołom niepublicznym. Chodzi o to, by budynki przystosowane do
        realizacji celów edukacyjnych mogły dalej służyć tym celom.
        Ta deklaracja dyrektora Bylickiego jest bardzo ważna, bo trzeba dostrzegać nie
        tylko problemy szkół publicznych, ale też pozostałych. Bo powinniśmy dbać
        o wszystkie dzieci, bo wszystkie dzieci są nasze: i te ze szkół publicznych i
        te ze szkół niepublicznych. Szkoda, że nie rozumie tego Hanna Brózda z SLD,
        przewodnicząca Komisji Oświaty Rady Dzielnicy Mokotów, która mimo moich
        licznych monitów o zaproszenie na posiedzenie Komisji przedstawicieli szkół
        prywatnych i społecznych, aby wysłuchać ich bolączek i trosk, od półtora roku
        nie może się na to zdobyć. A przecież oświatę mamy jedną!

        Dr Artur Górski (PiS), wiceprzewodniczący Komisji Oświaty Rady Dzielnicy Mokotów

        Od red.: O wypowiedź zwróciliśmy się również do radnej Hanny Brózdy.
        Opublikujemy. Przed zamknięciem numeru zdążył Artur Górski.
        • Gość: tolerancyjny Re: Radna BRÓZDA??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 18:59
          Czy to jest ta sama radna najbliższa koleżanka radnego Ziółkowskiego,
          który mataczył w sprawie ś.p Przemyka zabitego przez milicje i którego
          IPN zaprowadził przed sąd???

          Bo coś mnie się widzi że ktoś chce wziąć za to odwet !!!!

          • Gość: brudas Re: Radna BRÓZDA??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.04.04, 22:52
            Wszystko jest w porządku jak prawie połowa radnych PiS z Mokotowa bierze dwa
            razy pieniądze za to samo. Raz jako radni, prawie 2 tys. zł. , a następnie
            jeszcze więcej pracując w spółkach miejskich i jednostakach organizacyjnych
            miasta. Co pan na to: radny Ciechomski, Górski, Ołdakowski, .....
    • Gość: zawiedzony Re: Bunt szkolny na Mokotowie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.04.04, 22:42
      Tolerancja nie może naruszać prawa i sprawiedliwości. Nie można w zaciszu
      gabinetów urzędników decydować o losach dzieci i młodzieży. Losach nauczycieli
      pracujących w szkołach. Nie można potajemnie z dnia na dzień likwidować
      przedszkoli i szkół na Mokotowie bez konsultacji z rodzicami i nauczycielami.
      Podejmowanie decyzji bez akceptacji mieszkańców zawsze prowadzić będzie do
      protestów. To nie tylko radni SLD protestowali przeciw likwidacji przedszkoli
      na Mokotowie. Solidarnie protestowali również rodzice dzieci uczęszczających do
      tych placówek. Demagogia kosztów, niżu demograficznego nie wytrzymuje krytyki w
      świetle dobra dziecka. Jeśli nawet mamy przejściowy niż demograficzny (tak
      mówią statystyki, ale za chwilę będzie znowu wyż demograficzny) to powinien on
      być sznsą, która pozwoli naszym dzieciom stworzyć lepsze warunki edukacyjne.
      Tworzenie takich warunków podjęto na Mokotowie. Teraz działania władz
      mokotowskich zaprzepaszczaja ten dorobek. Zamiast prowadzić zajęcia szkolne w
      klasie liczącej 18 - 20 uczniów lepiej zlikwidować szkołe, czy przedszkole.
      Może łatwiej Sprawnie i Pragmatycznie (PiS) rządzić społeczeństwem nie
      wykształconym i durnym.
      • Gość: mokotowianin Re: Stary numer z tym protestem... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.04, 17:36
        I jeszcze raz ten numer z tłumem protestującym zrobił wrażenie!
        Jak na zawołanie kto żyw sprzątaczki i kucharki wcieliły się role
        rodziców!!!
        A kto ich będzie sprawdzał!!!
        Ważny jest hałas!!!
        Brózda ma łeb nie od parady, a kto jej nie zna to kupi bo głupi!!!
        Stara bolszewicka metoda.
        Stara gwardia nauczycielsko- związkowo- partyjna czuje się zagrożona
        Za czasów poprzedniej władzy dzielnicowej eseldowskiej i uwolskiej
        było możliwe wszelkie przysłanianie oczu na zapewnienie uczniom godziwych
        warunków należnym im za cene własnego nachapania się!!!
        Ten czas kreatywnego zarządzania już minął!!!
        Wystarczył rok aby zabaczyć dziury!!!
        Jężeli mowa jest o obronie szkoły gdzie klasy mają po 15-18 uczniów
        to gdzie jest zrozumienie dla innych szkół wprost przepełnionych
        do7-8 klas jednego rocznika i 30 średnio osób w klasie!!!!!!!!!
        Takich szkół jest całe mnóstwo na MOKOTOWIE!!!!!!

        Z bolszewickim pozdrowienim tow BRÓZDA!!!

        PS. A tow. BRÓZDY gdzie córka uczęszcza do szkoły?
        • Gość: przyjaciel Re: Stary numer z tym protestem... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.04.04, 23:42
          Dla kogoś kto ma tyyuł doktora wożne, portierzy i na końcu zwykli magistrowie
          to DNO? Tak panie DOKTORZE GÓRSKI? Gratuluję dobrego samopoczucia.
        • Gość: tolerancyjny Re: nauczycielskie choroby.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.04, 15:53
          Co robić gdy zauważa się ,że z nauczycielem jest coś nienormalnego?


          www.vulcan.edu.pl/forum/zpo/thread.php?t=5094#FBK

          Co innego zresztą gdy nauczyciel jest w szpitalu i jak to rozpoznać?

          Na pewnym odziale szpitala podczas obchodu ,profesor wraz ze studentami

          udzielał wskazań pacjentom lecz pomijał stale jedną z osób tam leżącą.

          na pytanie studenta : dlaczego ?

          Odpowiedział: aaa to nauczycielka!!

          No ale to co że nauczycielka ?

          - A bo nauczyciele wiedzą najlepiej !


          Innym przykładem jest chorobliwa "ambicja" i niedorastanie.
          "To co ,że on ma tytuł , a ja wiem swoje"
    • tolerancyjny Re: Karta_Nauczyciela 20.04.04, 01:02
      Rozważania rzecznika praw obywatelskich
      Czy należy uchylić Kartę nauczyciela

      ANDRZEJ ZOLL

      Uważam, że ważne jest postawienie pytania o dalszy los Karty nauczyciela i
      rozmowa na ten temat.

      Kiedy dwa miesiące temu miałem okazję postawić tę kwestię wraz z dosyć wyraźną
      sugestią kierunku jej rozwiązania, w odpowiedzi otrzymałem z Okręgu
      Mazowieckiego ZNP pismo, którego pierwsze zdanie brzmiało: "Mazowieckie
      środowisko oświatowe z przykrością i niedowierzaniem przyjęło Pańską wypowiedź
      nt. Karty nauczyciela. W ocenie środowiska sprzeniewierza się Pan swojej roli
      RPO, a występuje z pozycji likwidatora praw znaczącej liczbowo i gatunkowo
      (sic!) grupy społecznej".

      Nie chcę być "likwidatorem praw znaczącej liczbowo i gatunkowo" grupy
      obywateli. Bardzo dużym szacunkiem darzę nauczycieli i chciałbym, żeby ich
      słuszne prawa były jak najmocniej gwarantowane. Ale to wcale nie znaczy, że o
      ustawie, która dzisiaj te prawa gwarantuje, nie należy w ogóle mówić. To
      prawda, że jest ona nietypowym - na polskie stosunki - aktem prawnym,
      obowiązuje już bowiem 22 lata, co jest ewenementem także i z tego względu, iż
      od 15 lat żyjemy w innym ustroju niż ten, który istniał, gdy ją uchwalano (po
      wprowadzeniu stanu wojennego). Karta jest natomiast zupełnie w normie, jeśli
      weźmie się pod uwagę liczbę jej nowelizacji. Pod tym względem nie odbiega od
      innych ustaw, po kilkadziesiąt razy zmienianych.

      Zastanówmy się jednak, czym właściwie jest Karta, jaki jest jej charakter
      prawny. Niewątpliwie jest pewnego rodzaju układem zbiorowym między branżą a
      władzą centralną. Bo jest to ustawa branżowa, traktująca zawód nauczycielski
      właśnie jako branżę. Jakie są tego konsekwencje? Takie, że podmioty-założyciele
      szkół, które są rzeczywistymi pracodawcami, właściwie nie mają nic do
      powiedzenia. Organy samorządu terytorialnego, które prowadzą szkoły, nie
      zawierają układów z zatrudnianymi przez te samorządy nauczycielami, bo stroną
      porozumienia jest branża reprezentowana przede wszystkim przez centralę
      związków zawodowych i urząd centralny: rząd czy formalnie rzecz biorąc później
      parlament. Tak samo dyrektor szkoły, zatrudniający bezpośrednio nauczyciela, ma
      bardzo małą możliwość jakiegokolwiek manewru, jeżeli chodzi o warunki pracy
      nauczyciela, jego klasyfikację, awansowanie - to wszystko zostało już
      uregulowane, bardzo sztywno. W Sejmie znowu jest projekt nowelizacji, którego
      autor chce wprowadzenia jednego czy dwu dalszych stopni, choć jeszcze nie
      wszystkie zostały skonsumowane.


      W konsekwencji wiele gmin nie jest w stanie prowadzić szkoły, bo bardzo sztywny
      gorset Karty uniemożliwia jakikolwiek manewr i w żaden sposób nie pasuje do
      miejscowych warunków. Często koszty funkcjonowania szkoły narzucone przez Kartę
      absolutnie wykraczają poza możliwości danej gminy. W wielu z nich pensje
      nauczycielskie - bardzo niskie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości -
      przekraczają 90 proc. budżetu gminy przeznaczonego na edukację. To jest powód,
      oczywiście jeden z wielu, ale bardzo istotny, dążenia organów samorządu do
      likwidacji szkół. Jeżeli można by było uelastycznić ten gorset, zapewne udałoby
      się niejedną szkołę uchronić przed likwidacją.

      Pewien wójt wpadł na pomysł powołania fundacji, która będzie prowadziła szkołę.
      To jest właśnie pomysł obejścia Karty. I słusznie związki zawodowe odkryły, że
      z tej strony grozi im bardzo poważne niebezpieczeństwo. Dlatego też centrala
      związkowa ZNP interweniowała u władzy centralnej, żeby zakazać tego rodzaju
      praktyk. Czy konstytucyjnie jest to możliwe? Chyba nie, powołanie fundacji leży
      w gestii wójta i fundacja może prowadzić szkołę.


      Karta to akt prawny, który, pomijając centralę związków zawodowych, jest
      szczególnie potrzebny słabym nauczycielom. To znaczy tym, którzy nie mają
      kwalifikacji wymaganych dzisiaj od dobrego nauczyciela, a którzy dzięki pewnym
      nie bardzo rozsądnym rozstrzygnięciom nowelizacji z 2000 r. uzyskali status
      nauczyciela mianowanego, mimo że kwalifikacji odpowiednich nie mieli. W moim
      biurze mam wiele skarg nauczycieli właśnie z tej kategorii, którzy już dzisiaj
      kwestionują rozwiązanie przyjęte w Karcie, że po 31 sierpnia 2006 r. z
      nauczycielami niemającymi odpowiednich kwalifikacji stosunek pracy zostanie
      rozwiązany. Ci nauczyciele nawet nie zakładają podwyższenia swoich
      kwalifikacji, chcą jedynie ten parasol mieć nadal. Myślę, że działa to
      wyjątkowo antyrynkowo i jest bardzo dobrą ilustracją modelu szkoły jako
      krzepkiej struktury biurokratycznej. Nauczyciel, który ma pełne kwalifikacje, a
      swoje umiejętności udowadnia poprzez kreatywną pracę, nie potrzebuje Karty.
      Przecież mamy na to przykłady w szkołach niepublicznych, gdzie właśnie
      znakomici nauczyciele pracują przede wszystkim na podstawie umów cywilnych.

      Czy nie należałoby więc pomyśleć o tym, by wyodrębnić pewne elementy, które są
      konieczne z punktu widzenia gwarancji prawnych dla zawodu nauczycielskiego, ale
      umieścić je w ustawie o systemie oświaty? Natomiast w pozostałym zakresie
      powinien to być normalny stosunek pracy oparty na kodeksie pracy (czy nawet
      kodeksie cywilnym).


      Jeszcze jedna kwestia: za poprzedniej kadencji Sejmu była inicjatywa znacznego
      wzmocnienia roli rodziców w procesie edukacji, wprowadzenia ich do szkoły, i to
      w różnym charakterze - nie po to, żeby przesunęli fortepian przed akademią, ale
      żeby intelektualnie brali udział w pracy szkoły, byli jednym z podmiotów jej
      funkcjonowania, tak jak to jest w liceum przy ulicy Bednarskiej w Warszawie.
      Wtedy się nie udało, projekt odpowiedniej ustawy został odrzucony większością
      głosów. Myślę, że do tej kwestii trzeba absolutnie wrócić. W tym wypadku Karta
      też blokuje autentyczny wpływ rodziców na działanie szkoły, na ocenę
      nauczycieli, na ich wybór, na przeprowadzenie konkursu na dyrektora szkoły.

      Jeszcze raz powtarzam: nie chodzi o likwidację gwarancji potrzebnych
      nauczycielowi do wykonywania zawodu, chodzi o likwidację pewnych przywilejów
      branżowych, które mają stanowić ekwiwalent za to, że warunki pracy nauczyciela
      są bardzo złe. Myślę, że należy pójść w kierunku poprawienia warunków pracy
      nauczyciela, a nad Kartą poważnie się zastanowić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka