strikemaster
06.07.10, 19:45
Obserwuję ostatnio istną powódź analfabetyzmu. Przykładem może tu być choćby stosunek do legalizacji aborcji. Jeszcze w latach 1990-tych ponad połowa Polaków opowiadała się za złagodzeniem antyaborcyjnych zakazów, obecnie już chyba mniej niż połowa. Zdziwia to o tyle, że dostęp do wiedzy znacząco w tym czasie wzrósł, sytuacja powinna zmieniać się na korzyść, a z jakiegoś powodu tak się nie dzieje.
Całkowicie mnie zaskoczyła wypowiedź forumki, sypiącej nazwiskami filozofów, znaczy się oczytanej, z której wynikało, że nie ma pojęcia, czym jest eutanazja.
Domyślam się oczywiście, że część dyskutantów przyjmuje taka, a nie inną postawę broniąc swoich politycznych lub biznesowych interesów (trudno wszak wymagać od ginekologa mającego w piwnicy gabinet zabiegowy, by domagał się zniesienia zakazu legalnych aborcji, ani od polityka przykościelnej partii, by domagał się rozliczenia sprawców kościelnych przestępstw). Jednak nie wszyscy tutaj są ginekologami, politykami, czy importerami chińskich spodni (niektórzy pewnie sie domyślą, o co mi chodzi), więc pogorszenie stanu wiedzy ogólnej jest prawdopodobnie znaczące. Z czego to może wynikać?