Dodaj do ulubionych

Ledwo zyje ale zyje...

26.02.02, 14:38
Dzisiaj po 1,5 tygodniowym pobycie w szpitalu zostalam wypisana do domu, siedze
u rodzicow bo ktos sie musi mna opiekowac a sama w domu gdybym byla i cos by mi
sie stalo to bylby czarny scenariusz ...
Opowiem w skrocie bo jeszcze nie mam sily pisac:
Poszlam do szpitala i zostalam przyjeta, dostalam fajny pokoik, w ktorym byly
niezle lokatorki. W piatek mialam operacje, tak sie balam, ze sie nie obudze,
ze organizm nie chcial poddac sie narkozie wiec w sumie dostam dawke dla 150 kg
faceta. Z opowiesci pani doktor wiem, ze 6 razy podczas narkozy uciekalam ze
stolu i musieli mnie przywiazac :-(. Operacja trwala ponad 3 godziny z czego
ponad 1,5 pani doktor probowala przebic sie dlutem i mlotkiem do zatoki
szczekowej prawej (srednio robi sie to taka lyzeszka ok 3 minut).
Dzisiaj z goraczka wypisali mnie ze szpitala. Pani doktor powiedziala ze mam
straszny obrzek i bedzie mi sie to zle goilo bo jestem alergiczka.
Tak wiec teraz mam siniaka na pol twarzy, spuchniety nos i cala twarz, ramiona
i pupe cala w siniakach od lekow p. bolowych. Uwazam, ze z miejsca powinnam
dostac angaz ro reklamy "bo zupa byla za slona" i nie musieliby robic
dodatkowej charakteryzacji :-)
Prawde mowiac, jak ktos by mi proponowal milion $ to bym sie nie zgodzila na
taka operacje wiedzac jaki to bol... HA ! Najsmieszniejsze jest to, ze poszlam
w ciemno i nikt mi nie powiedzial na czym to dokladnie bedzie wygladalo...
Ide spac bo zaraz zemdleje z bolu...
Wieczorem postaram sie zajrzec...
Obserwuj wątek
    • d.z Re: Ledwo zyje ale zyje... 26.02.02, 14:46
      Nie wiem czym Sobie na takie cierpienie załużyłaś ale musisz wiedzieć, że
      jesteśmy z Tobą i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.
      Oby ból szybko minął, a opuchlizna zniknęła w oka mgnieniu.
      Trzymaj się...:))
      • qubacz Re: Ledwo zyje ale zyje... 26.02.02, 15:41
        d.z. napisał(a):

        > Nie wiem czym Sobie na takie cierpienie załużyłaś

        taka karma - powiedzialby zafascynowany filozofia wschodu
        • d.z Re: Ledwo zyje ale zyje... 26.02.02, 15:51
          qubacz napisał(a):

          > d.z. napisał(a):
          >
          > > Nie wiem czym Sobie na takie cierpienie załużyłaś
          >
          > taka karma - powiedzialby zafascynowany filozofia wschodu

          Albo UFO... ;)))

          • qubacz Re: Ledwo zyje ale zyje... 26.02.02, 16:14
            d.z. napisał(a):


            > Albo UFO... ;)))

            Archiwum X zasuwalo kiedys z takim watkiem gdzie obcy porywali kobiety, poddawali
            hipnozie i przeprowadzali badania a pozniej biedne nic nie pamietaly a bardzo je
            bolalo. Zbierznosc zdarzen i osob przypadkowa:))
    • Gość: Iga Re: Ledwo zyje ale zyje... IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 26.02.02, 16:13
      miska77 napisał(a):

      > Prawde mowiac, jak ktos by mi proponowal milion $ to bym sie nie zgodzila na
      > taka operacje wiedzac jaki to bol... HA ! Najsmieszniejsze jest to, ze poszlam
      > w ciemno i nikt mi nie powiedzial na czym to dokladnie bedzie wygladalo...

      Czy to operacja na własne życzenie? Zyczę szybkiego powrotu do zdrowia

    • kubajek Re: Ledwo zyje ale zyje... 26.02.02, 17:46
      Fajnie że jestes znowu,
      życzę szybkiego powrotu
      dawnego wyglądu i samopoczucia.
      :))
      A ja już prawie zdecydowałem się
      na operację "prostowania" przegrody nosowej.
      Teraz przemyślę to jeszcze raz.
      Dzięki za relację ze stołu operacyjnego.
      Tego tu jeszcze nie było.

      Jedna miska z Warszawy
      dała wątek ciekawy:
      sprawa była chrurgiczna,
      zatokowo-estetyczna
      co odcień miała sinawy.


      • sloggi Operacja przegrody nosowej 01.03.02, 09:08
        Zapomnij, nie idź - to katorga jakich mało.
        • Gość: jamo Re: Operacja przegrody nosowej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.02, 23:00
          witam
          nie ukrywam ze troszeczke
          zaniepokoil mnie twoj post.
          jako ze "bylem" zdecydowany na taka operacje
          to teraz zaczynam sie zastanawiac.
          masz jakies doswiadczenia?
          bo nie ukrywam ze chetnie bym uslyszal
          co nieco od kogos kto ma juz to za soba.
          pozdrawiam
          • miska77 Re: Operacja przegrody nosowej 02.03.02, 01:43
            > nie ukrywam ze troszeczke
            > zaniepokoil mnie twoj post.
            > jako ze "bylem" zdecydowany na taka operacje
            > to teraz zaczynam sie zastanawiac.
            > masz jakies doswiadczenia?
            > bo nie ukrywam ze chetnie bym uslyszal
            > co nieco od kogos kto ma juz to za soba.

            Prawde mowiac mnie lekarze scigali od kilku lat a ja sie balam. Na zaden z 4
            terminow operacji sie nie stawilam. W grudniu zachorowalam ponownie. Ponad 5
            tygodni brania antybiotykow, dochodzilam do dawki 2000 mg Zinnatu dziennie.
            Organizm byl totalnie wykonczony a choroba nie ustepowala :-( Lekarz mi
            powiedzial : "Albo zdecydujesz sie na operacje przegrody i zatok albo wykonczysz
            sobie jeszcze watrobe..." Zdecydowalam sie...
            I prawde Ci powiem, ze jakby ktos mi teraz dawal milion dolarow to NEVER EVER nie
            zgodzilabym sie na ten krok jeszcze raz... Podobno po wybudzeniu z narkozy
            wpadlam w histerie z bolu, podobno 6 razy uciekalam ze stolu operacyjnego... nic
            nie pamietam... potem rece i pupa poklute srodkami przeciwbolowymi...
            Bylam wczoraj w szpitalu na "odkurzaniu" nosa bo nie mozna samemu go wysmarkac :-
            ( spotkalam tam faceta, pracownika naukowego Akademii Medycznej, ktory byl w
            takiej samej sytuacji jak ja tzn. powiedzieli mu, ze trzeba ale nie powiedzieli
            na czym to bedzie polegalo, tak wiec facet mial operacje miesiac temu, do tej
            pory co 2 dzien jezdzi do szpitala na odkurzanie, ma wycieki krwi i osocza z
            nosa, boli go :-( Powiedzial, ze tez by sie nie zdecydowal.
            Jezeli to zagraza Twojemu zyciu to idz na ta operacje a jak nie to Ci nie radze...

            Zycze powodzenia,
            Miska77
            • Gość: jamo Re: Operacja przegrody nosowej IP: 217.99.1.* 02.03.02, 22:26
              no to mam nad czym myslec.
              zyciu co prawda nie zagraza,
              ale ciezko z tym zyc.
              ale z tego co opisalas to perspektywy
              raczej nieciekawe.
              dzieki i serdeczne pozdrowienia
              • lelesio Re: Operacja przegrody nosowej 04.03.02, 09:35
                Operacja chorych zatok i zabieg prostowania pzregrody nosowej to dwie różne
                operacje i chyba nieporównywalne. Mam kolegę który przeszedł prostowanie i mówi
                że nie było to oczywiście przyjemne ale nie az tak drastyczne jak opisuje miska
                (przede wszystkim to tylko zabieg ze znieczuleniem miejscowym). Za to efekty
                podobno rewelacyjne. Zależy jak bardzo krzywa przegroda ci przeszkadza w
                normalnym funkcjonowaniu. Ja moge z tym żyć bo przeszkadza mi tylko w czasie
                kataru więc na zabieg sie nie decyduję, ale jeżeli męczysz się na codzień to
                warto sobie ulżyć. Tak myślę.
                pzdr
                :)
                • lukullus Re: Operacja przegrody nosowej 04.03.02, 10:05
                  nie operuj przegrody jak nie musisz. bardzo bolesne, a mnie po 6 latach zrobil
                  sie zrost i efekt calej operacji jest zaden, praktycznie znow trzebaby ciac -
                  nigdy wiecej.
    • atob Re: Ledwo zyje ale zyje... 26.02.02, 19:44
      Nic to Miska pomysl o tym ze niedlugo pojezdzisz na motorku , to Ci poprawi chumor
      • miska77 Re: Ledwo zyje ale zyje... 27.02.02, 13:25
        cos mi sie wydaje, ze tak szybko sobie na nim nie pojezdze...

        po przywroceniu mnie z zaswiatow, nie chce/nie moge miec kolejnej narkozy...
        Chyba bede musiala rozwazyc sprzedaz moto :-(
        • Gość: opoint Re: Ledwo zyje ale zyje... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.02, 15:11
          miska77 napisał(a):

          > cos mi sie wydaje, ze tak szybko sobie na nim nie pojezdze...
          >
          > po przywroceniu mnie z zaswiatow, nie chce/nie moge miec kolejnej narkozy...
          > Chyba bede musiala rozwazyc sprzedaz moto :-(

          Rozumiem, że posiadasz motor i miałaś wypadek. Bardzo Ci współczuję i cieszę się,
          że wyszłaś z tego o własnych siłach. Mój dziadek miał 25 lat jak zginął jadąc
          motorem. Jechała z nim moja babcia. Jej się udało, po ciężkiej operacji żyła
          jeszcze długo, ale nigdy więcej nie wsiadła na motor. Został jej tylko ich
          wspólny syn. Przemyśl czy warto ...
          • tolo3 do Opoint 27.02.02, 15:26
            czy aby nie jesteśmy rodziną?? mój dziadek w wieku 25 lat też zginął na
            motorze, jechał z babcią ale ona przeżyła ...
            • Gość: opoint Re: do Opoint IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.02, 15:32
              W którym roku zdarzył się ten wypadek? Ale raczej niemożliwe, bo mój ojciec
              jest jedynakiem, ale kto wie.
              • tolo3 Re: do Opoint 27.02.02, 15:36
                wypadek wydarzył się chyba w '64 ale nie pamiętam (tak strzeliłem :)
                mój ojciec ma brata :)) ale oni się znają, więc chyba nie jesteśmy rodziną :))
                • Gość: opoint Re: do Opoint IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.02, 15:45
                  No to na pewno nie. Mój dziadek zginął w 1948 roku, zaraz po wojnie. Mimo
                  wszystko pozdrawiam barzdo serdecznie.
          • miska77 Re: Ledwo zyje ale zyje... 28.02.02, 23:44
            > Rozumiem, że posiadasz motor i miałaś wypadek. Bardzo Ci współczuję i cieszę si
            > ę,
            > że wyszłaś z tego o własnych siłach.

            nie, nie, nie... zaden wypadek... mialam operacje na przegrode i zatoki i motor
            nie mial z tym nic wspolnego. Jak narazie nic mi sie powaznego na nim nie zrobilo
            - chyba za bezpiecznie jezdze :-)

            > Mój dziadek miał 25 lat jak zginął jadąc
            > motorem.

            bardzo mi przykro z powodu dziadka. Ja nie znalam zadnego z moich dziadkow, jeden
            umarl 6 lat przed moim urodzeniem a drugi 7 :-(

            > Przemyśl czy warto ...

            Kazdy ma gdzies tam w niebie napisane ile lat ma zyc... ja wiem, ze mam jeszcze
            troche czasu przed soba, zwlaszcza po udanej reanimacji - chcialam zyc i ciesze
            sie, ze zyje. Motocykl, jak to tlumacze mojej mamie, jest jest jak rower, nawet
            lepszy bo nie trzeba pedalowac :-) Nie jest nigdzie napisane, ze wszyscy zginiemy
            na motorze... wszystko jest niebezpieczne, nawet w domu nie jest dobrze ale nie
            bedziemy siedziec i rozpaczac, bo ktos zginal na motorze, to i my zginiemy. W
            wypadkach samochodowych ginie wiecej osob niz z udzialem motocykli (chodzi mi o
            srednia statystyczna).

            Tak wiec po dzisiaejszym dniu WIEM, ze warto zyc i ciesze sie, ze zyje !

            • atob Re: Ledwo zyje ale zyje... 28.02.02, 23:48
              Misko droga ciesze sie razem z Toba.
              Lepiej sie czujesz???
            • sloggi Do miski77 01.03.02, 09:11
              Kolega od majtek i slipków życzy Ci szybkiego powrotu do zdrowia, bajecznych
              kolorowych siniaków na twarzy - bo jak żółte to lada dzień znikną, i pełni sił
              do powitania wiosny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka