Anglicy wydaja zanim zarobia

14.09.05, 10:28
artykul potwierdza moje podejrzenia, ze przecietni Anglicy oszczedzac nie
potrafia. Moze dlatego, ze wiekszosc zyje ponad stan i po prostu wydaje za
duzo...

uk.news.yahoo.com/14092005/344/britons-spend-earn.html
    • natalia.brzeska Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 10:38
      Najpierw trzeba miec pieniadze, aby je moc zaoszczedzic. Moim zdaniem, artykul
      potwierdza, jak drogie zycie w Anglii jest, ile po prostu "zycie" pochlania
      naszej pensji.
      Sama sie z oszczedzaniem przeliczylam. I to sporo. Nie zdawalam sobie po prostu
      sprawy, jak drogie tutaj zycie jest.

      A mortgage is the single biggest monthly commitment at £347, but debt
      repayments on loans and credit cards account for a further £216.

      People spend an average of £215 a month on food, and utility bills and council
      tax account for a further £156. Travel costs add up to £115.

      To sa wlasnie te koszty, ktore pozeraja wiekszosc pensji. Niektorzy placa za
      wynajem wiecej niz mortgage, utility bills mamy o wiele wyzsze, travel costs
      rowniez.
      I jak tu oszczedzac?

      Ale w Polsce moim zdaniem jest jeszcze gorzej. Co maja powiedziec ci, ktorzy
      zabieraja co miesiac 500PLN. A sa tez tacy, ktorzy maja mniej.
      Polacy rowniez w ogole nie oszczedzaja.
      • natalia.brzeska Oszczednosci Polakow 14.09.05, 10:41
        "Od 1999 roku systematycznie pogarszają się oceny Polaków na temat własnych
        możliwości oszczędzania. Według danych Ipsos ze stycznia br. 84% Polaków uważa,
        że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy nie uda im się odłożyć pieniędzy.
        Odsetek osób, które sądzą, że nie uda im się odłożyć żadnych oszczędności
        systematycznie rośnie o 3-4 punkty procentowe rocznie. W 1999 roku wynosił on
        66% a w styczniu 2004 roku wynosi aż 84% Z kolei odsetek osób, które uważają,
        że uda im się odłożyć oszczędności, zmniejszył się w stosunku do 1999 roku o
        połowę i wynosi obecnie 12%".


        www.ikepzu.pl/ike_oszczednosci.html
        • effata Re: Oszczednosci Polakow 14.09.05, 11:12
          Oszczędzanie, to pewne nawyki, najczęściej wyniesione z domu, ale wierzę, że
          można się odciąć od pewnych złych wzorców, jak się chce (tak samo jak i popaść
          w nadmierne wydawanie). Często jest tak, że jak sytuacja nas nie zmusi do
          oszczędniejszego życia, to po prostu wydajemy ile się da.
          Ja jestem osobą, która rzadko kupuje sobie ciuchy (nienawidzę chodzić po
          sklepach, a wybieranie i przymierzanie to dla mnie koooooszmar), a mimo to mam
          pełne szafy ubrań. Zastanawiam się, jak muszą wyglądać mieszkania osób, które
          widuję np. w Primarku, które kupują tony ciuchów na raz. Tak samo jak spoglądam
          na wózki ludzi w supermarketach, to myślę, że muszą mieć w domu co najmniej ze
          trzy lodówki.
          Wiele zależy od priorytetów. Niektórzy wydają, nie zastanawiając się, czy im
          starczy na rachunki. Inni wolą najpierw je uregulować.
          Fakt, że życie w Anglii jest bardzo drogie, ale nam się udaje jednak trochę
          odłożyć, mimo że jak na razie żyjemy z jednej pensji. W Polsce mieliśmy dwie
          pensje jedno i pół :))) dziecka (teraz mamy trójkę) i mieliśmy długi (w ZUS-ie,
          mojej ukochanej instytucji).
          Jest jeszcze jedna kwestia. Nie jestem fanką chuchania i dmuchania na
          przedmioty, zabawki, ubrania. To są tylko rzeczy i są po to by ich używać. Ale
          uważam, że częścią oszczędzania jest też dbałość o nie, a nie np. zezwalanie na
          totalną demolkę w wykonaniu np. dzieci (tony kredek, flamastrów, książek,
          popsutych zabawek itp). Plus jeszcze temat napraw, który był tu już poruszany
          tzn. napraw się nie robi. Wszystko kupuje się nowe.
          Ps. Niemożność dostania od banku karty kredytowej, jak widać też ma swoje
          zalety :))))
      • edavenpo Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 11:39
        Ja mysle ze problem jest spowodowany latwoscia uzyskania tutaj kredytow i paranoja mieszkaniowa.

        Ludzie maja po 5 kart kredytowych miedzy ktorymi robia przelewy co miesiac zeby to jakos utrzymac w
        limicie ale tak naprawde nie maja pojecia ile i gdzie placa.

        Ostatnio widzialam kilka statystyk wedlug ktorych 52% ludzie ie wie dokladnie jakie jest
        oprocentowanie na ich karcie kredytowej.

        Po drugie... mam wrazenie ze w Anglii TRZEBA kupic mieszkanie, jest taka presja spoleczna. Ludzie u
        mnie w pracy pobrali wysokie hipoteki na mieszkania na ktore tak naprawde nie mogli sobie pozwolic.
        Rozmowy na imprezach i w czasie przerw na lunch czesto obracaja sie wokol przeroznych spraw
        mieszkaniowych. Ja mialam znajomego w pracy ktory mial taka obsesje (sam kupil trzy mieszkania na
        buy to let) ze wszystkich naokolo nakrecal na kupowanie nieruchomosci.
        • annamaria0 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 12:07
          Tak, Polacy raczej nie kupuja domow czy mieszkan, na ktore ich nie stac. Tu
          rodzina z dwojka dzieci zapozycza sie po uszy, bo nie wyobraza sobie, ze mozna
          na przyklad kupic mniejszy dom, lub, o zgrozo, mieszkanie - tak jest w przypadku
          mojego szwagra i szwagierki. Nie maja w ogole equity na swoim domu, tj. mimo, ze
          splacaja kredyt od kilku lat, splacili jedynie odsetki. Nie maja tez zadnych
          oszczednosci, choc zyja skromnie. Paradoksalnie, mimo niezbyt duzych dochodow i
          ogromnego mortgage, dlatego ze maja dobra credit history, dostaliby kolejna
          pozyczke od banku bez problemu, podczas gdy osoba o wiekszych dochodach, ale z
          kiepska historia, moglaby pozyczki nie dostac.
          • basiaj79 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 12:19
            wiem, ze zycie w Uk jest drogie, ale jednoczesnie sadze, ze jak ktos chce
            odlozyc,
            to odlozy nawet z minimalnej pensji. Wszystko zalezy od priorytetow. Ale
            wiedze, z
            jaka latwoscia Anglicy wydaja pieniadze. Wiara w to, ze prosperita bedzie
            trwala
            wiecznie powoduje, ze ludzie maja po kilkanascie kart kredytowych, nie splacaja
            zaciagnietych na nich kredytow i zupelnie przejmuja sie finansami.
            Przyklad ode mnie z pracy - kolega 26 lat, nadal mieszka z rodzicami, nie placi
            nic
            na mieszkanie, pracuje juz od 4 lat, oszczednosci 0!!! Bo przeciez samochod
            musial
            kupic nowy (nadal ma na niego kredyt, a ze samochod ma juz 2 lata!!!, to
            przeciez
            wrak i juz mysli o jego wymianie, chociaz kredyt jeszcze nie splacony!. Ciuchow
            przeciez nie moze kupowac w Burton, bo to obciach i ludzie beda sie z niego
            smieli.
            Co piatek i sobote trzeba zaliczyc going out, no i wakacje przeciez tez musza
            byc za
            granica. Ot, taka mentalnosc. Bo po co ma oszczedzac, jesli teraz nie uzyje
            zycia, to
            kiedy...
            • eballieu Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 13:50
              Jesli sie pracuje i ma srednie pensje, to jest z czego oszczedzic.
              To po prostu kwestia priorytetow.
              Moi rodzice nie naleza w Polsce do osob, ktore zarabiaja przyslowiowe "kokosy".
              Mieli zaoszczedzone na studia dla mnie i siostry, mieli zaoszczedzone na to aby
              dac nam pieniadze na kawalerki - na start naszego doroslego zycia. Na wakacje
              jezdzilysmy, ksiazki w domu byly, bylo na teatr, kino, koncert, dodatkowe
              wyjazdy, zwiedzanie Krakowa z mama itp., rodzice mieli na swoje wyjazdy, dzis
              tez troche po swiecie jezdza. A ja im przyjazdow do Anglii nie sponsoruje.
              Ale w domu rodzinnym nie przywiazywalo sie wagi do tego co na zawnatrz - znaczy
              sie nie bylo imprez, weselich na pokaz, nie bylo sprzetow HI FI, krajalnic do
              chleba (byl taki okres ze wszyscy kupowali), video, dvd, anteny satelitarnej,
              itp. itd. A jak sie kiedys popsul telewizor to nie mielismy pol roku, bo i tak
              nikt nie mial czasu go ogladac - ja wiecznie z siostra na dodatkowych
              zajeciach. Spodnie dzinsy mialam kupowane raz na dwa lata. Ale kiedy chcialam
              jechac na kurs jezykowy za granice, to nie odmowiono mi. Rodzice nigdy nie
              wzieliby kredytu na zakup auta, sprzetu AGD, wesele, itp.
              I bardzo sie ciesze, ze w takim domu sie wychowalam. Bo dzis tez umiem
              oszczedzac.
              To ze kredyty w UK sa tak tanie powoduje ze nieruchomosci sa tak strasznie
              drogie.
              Zakupy - czasami mi sie wydaje, ze ludzie kupuja na rok, jak widze ich koszyki
              w sklepach. I w zasadzie nie ma tam jedzenia - tzn. dla mnie to nie jest
              jedzenie, tylko tzw."wypelniacze".
              Tak samo ubrania - zaczely sie wyprzedaze i biegna wszyscy, bo trzeba kupic bo
              tanio! Nic nie trzeba, kup jesli czegos potrzebujesz. A jesli nie - to po co ci
              dodatkowe rzeczy.
              I tez nie wiem gdzie oni wszystko magazynuja, bo przeciez domy - mieszkania sa
              tu strasznie male.
              Nie wyobrazam sobie kupic czegos na kredyty poza domem, mieszkaniem. Na to po
              prostu nie sposob zaoszczedzic calej kwoty. Jednak tam gdzie bede kupowac to
              musze miec minimum 30 procent wkladu wlasnego, zeby jakikolwiek bank powaznie
              ze mna rozmawial.
              Ja, tak jak ktoras z Was napisala wyzej jestem jak Anglik, bo nie wiem jakie
              mam oprocentowanie na karcie kredytowej. Nie wiem. Jesli juz uzywam karty
              kredytowej, to wiem, ze pieniadze sciagane sa na koniec miesiaca - place direct
              debit, inaczej sobie nie wyobrazam. Wiec wiedza o procentach nie interesuje
              mnie.
              Ojciec moj zawsze mowi: najpierw zarob, odloz z tego na oszczednosci, a pozniej
              wydaj.
              I lece teraz na wesele do Polski. Sukienke ktora zaloze mialam - na wlasnym
              slubie i juz na 3 innych. Zaloze ja raz jeszcze. Nie przeszkadza mi ze wszyscy
              ja znaja. Nie chce po prostu wydac pieniedzy na cos nowego. Bo cos co mi sie
              podoba jest drogie i wiem, ze pozniej bedzie wisiec w szafie. A kupic jakas
              szmatke na jeden wieczor za niska cene - to nie w moim stylu. Szkoda mi
              pieniedzy.
              Skapiec,
              ELa
              • effata Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 15:28
                Ej, "Skąpcu", to ja ci zazdroszczę, bo ja muszę się sporo wysilić (co mam
                zamiar uczynić w najbliższym czasie), żeby się wcisnąć w moją sukienkę z
                cywilnego, bo jest śliczna, a na dodatek w takim "niewyfiukowanym" stylu, że
                pasowałaby na wiele okazji. Jak mi się uda, to wskoczę w nią bez żadnych oporów.
              • basiak6 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 21:31
                Kredyty w UK wcale nie sa tanie jesli porowna sie do USA czy innych krajow w
                Europie wiec to nie jest argument za tym ze ceny domow sa tak wysokie;)
                Co do pozyczek, to kraje Europy Wschodniej przescigaja wszystkich w tempie
                zapozyczania sie, a nie Anglia:)
                Te wysokie dlugi w UK to tak naprawde suma wszystkich czyli rowniez mortgage
                lending, same personal loans to mala ich proporcja.
                Statystykami mozna sie obracac jak sie chce:)

    • princessjobaggy Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 16:02
      Racja jest, ze w Anglii bardzo duzo pieniedzy pochlania zycie. Nie mozna jednak
      powiedziec, ze z tego tez powodu nie da sie nic zaoszczedzic. W Polsce ludzie
      zarabiaja o wiele mniej i i tak potrafia jakos dysponowac pieniedzmi tak, zeby
      na wszystko starczylo (pomijam skrajne przypadki).

      Prawda jest taka, ze ktos kto sie tutaj urodzil nie jest nauczony oszczedzania.
      To, co Anglik nazywa oszczedzaniem, dla Polaka wcale nim nie jest. W Polsce
      wielu ludzi musialo sobie niektorych rzeczy odmawiac albo zbierac pieniadze na
      sprzet czy drozsze buty. Anglicy niczego sobie nie odmawiaja, a co wiecej-
      kupuja wiecej niz potrzeba. I kiedy tak patrze na te wozki sklepowe wypchane po
      brzegi pierdolami, mysle sobie: 'Ile ci ludzie do cholery jedza?'. Oszczedzanie
      zaczyna sie od malutkich rzeczy, ktorych wcale nie musimy miec/jesc.

      Rozmawialam kiedys ze znajoma z pracy, ktora przyjechala do Anglii z
      Poludniowej Afryki wiele lat temu. Opowiadala mi jak jej zycie wygladalo przed
      przyjazdem, ile musiala zbierac, zeby kupic telewizor czy samochod. Wtedy tez
      doszlysmy do wniosku, ze zycie w Anglii jest o wiele prostsze, ludzie nie
      zastanawiaja sie nad pieniedzmi, po prostu je maja i wydaja (a jak juz nie maja
      to i tak wydaja), co bylo dla nas wczesniej czyms nieprawdopodobnym.

      Mnie taki model zycia nie odpowiada, nie moglabym zyc spokojnie bedac
      nieustannie zadluzona.
      • mgna Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 19:57
        Tak, zycie w Angli jest drogie ale jakos wiekszosc Anglikow sie tym
        nieprzejmuje wydaja pieniadze na lewo i prawo; naogol na rzeczy ktore w koncu
        sie znajda w charity shop. My naszczescie tak nie zyjemy. Wszystko kupujemy za
        pieniadze, jesli cos na karte kredytowa kupimy to w calosci splacamy. Jedyna
        porzyczke mamy na dom, ale zeby ten dom kupic my musimy miec przynajmniej 50%
        gotowki. Wiec nasz mortgage w porownaniu do przecietnej jest niski. Strasznie
        bym sie stresowala gdybysmy byli zaporzyczeni po uszy. Mojego meza rodzina
        uwaza ze jesli nie masz wystarczajaco w banku zeby cos kupic, to na to cos cie
        po prostu nie stac (jego dziadek i pradziadek nawet brali ta filozofie o krok
        dalej i posadlosci kupowali za gotowke. Innaczej nie potrafili). Wiec jesli
        chesz kupic Audi TT za £21K, ale nie masz tyle gotowki to poprostu ciebie na to
        nie stac, bez znaczenia ze jesli wezmiesz pozyczke to bedzie cie stac na te
        £200 miesiecznie. Wedlug mnie to bylby wyrzut grosza, koncowa cena tego auta
        bylaby o £9K-£10K wiecej niz keidykolwiek to auto bylo warte. Te £9-£10K moze
        pomoc splacic mortgage, lub moze byc zainwestowane na przyszlosc (emeryture lub
        oplacenie studjow dla dzieci) lub chocby mogloby oplacic kilka wakacji.
    • chihiro2 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 10:29
      Nie demonizujmy. Konsumpcja nakreca gospodarke i jest nieodlacznym elementem
      zycia w cywilizowanym kraju. Jezeli wiecznie sie oszczedza, ubrania kupuje
      dopiero wtedy, gdy stare sie zniszcza, skapi sobie na kulture, rozrywke itp., a
      wydaje jedynie na najpotrzebniejsze rzeczy i edukacje, to to jest wedlug mnie
      wegetacja, przynoszaca bardzo malo przyjemnosci. Pieniadze sa po to, by je
      wydawac, oczywiscie w granicach rozsadku. Ja wydaje dosc sporo, wieksza czesc
      mojej pensji idzie na oplaty, jedzenie i tzw. zycie, ale mam tez pieniadze, by
      raz w tygodniu kupic jakis fajny ciuch, ksiazke czy wyjsc do restauracji /
      kina / muzeum (czasem rzadziej). Nie oszczedzam duzo, ale mam perspektywy
      lepszej pracy w przyszlosci, moj chlopak bedzie za rok zarabial bardzo dobrze,
      wiec sie niczym nie stresuje. Pewnych rzeczy nie posiadam, bo zwyczajnie nie
      potrzebuje - nie mam telewizora, samochodu, pewnie duzo oszczedzam na fakcie,
      ze w ogole nie pije alkoholu i nie pale. Nie mam tez karty kredytowej i w zyciu
      do glowy by mi nie przyszlo, by sie zadluzyc (wykluczam mortgage, bo bez tego
      trudno byloby kupic mieszkanie w moim przypadku).

      Wiekszosc Polakow takze nie oszczedza. Wciaz biora kredyty, i to nie tak jak
      Anglicy na dom czy edukacje, ale na zwyczajne podwyzszanie standardu swojego
      zycia - nowa lodowka, pralka, sprzet hi-fi, tzw. "kino domowe", ktore to zwykle
      sprzety w Polsce maja wymiar statusu spolecznego w wielu zapadlych wsiach. To
      jest dopiero dziwactwo! Wiekszosc Polakow naprawde zyje ponad stan, urzadza
      wesela czy komunie dzieci na ktore ich nie stac, a przy tym skapi na porzadne
      leczenie (tutaj przeciez tez leczenie kosztuje, panstwowa sluzba zdrowia
      oferuje uslugi na bardzo podstawowym gruncie, ew. mozna czekac miesiacami),
      wakacje (ktore sa koniecznoscia!!!) czy wlasnie edukacje. Wedlug mnie to w
      Polsce jest chora sytuacja, nie w Anglii.
    • princessjobaggy Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 14:46
      Ale tu nie chodzi wcale o porownanie Polski z Anglia! Zgadzam sie, ze sytuacja
      w Polsce tez jest dla mnie smieszna- tak jak piszesz, wielu ludzi oszczedza na
      tym co nie trzeba. I racja rowniez jest, ze w Anglii dzieki temu, iz ludzie
      pieniadze wydaja wszystko sie ladnie rozwija i kreci.

      Tylko, ze bez przesady! Anglicy z wydawaniem pieniedzy najzwyczajniej traca
      rachube, zapominaja co jest wazne, a co troche mniej potrzebne. Nie potrafia
      tego ocenic, bo nikt ich tego nie nauczyl. Nie mysle tu o ksiazkach, plytach
      czy wyjazdach- uwazam, ze to swietnie, ze nikt na tym nie oszczedza. Ale do
      czego to doszlo, ze nagrywane sa specjalne programy telewizyjne radzace jak zyc
      oszczedniej! Widocznie jest cos na rzeczy...
      • chihiro2 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 14:58
        W Polsce tez sa takie programy. Anglicy przez ostatnie dekady mieli dobrobyt,
        podczas gdy w Polsce tak nie bylo, ludzie zmuszeni byli nauczyc sie oszczedzac.
        W Anglii nie musieli, bo i po co? Nic im nie brakowalo, bezrobocie niskie, nie
        ma problemu z utrzymaniem sie.

        A kwestia tracenia rachuby i oceny, co jest wazne, a co mniej to kwestia
        priorytetow. Nie nam tu osadzac tak naprawde, czyje priorytety sa lepsze. I co
        jest wazniejsze - nowe ciuchy czy samochod np.

        Jesli chodzi o programy, sama bym z takich skorzystala. Nie chodzi o to, ze
        trace rachube i zyje ponad stan, ale moze moglabym zaoszczedzic, zmieniajac np.
        dostawce energii. Tylko nie wiem, ktory jest najlepszy i najtanszy. Mysle, ze
        wlasnie tego typu informacji szukaja ludzie w takich programach i wydaje mi sie
        sluszne, ze ktos ludzi o tym informuje.
        • eballieu do Basiak6 15.09.05, 16:12
          Basiak, gdzie w Europie tansze sa kredyty niz w Wielkiej Brytanii?
          I co powoduje to ze nieruchomosci sa tu tak drogie?
          • basiak6 Re: do Basiak6 15.09.05, 17:48
            Jeden z przykladow: entry.credit-suisse.ch/csfs/p/rb/en/hypo/index.jsp
            Kliknij na Mortgage rates: More
            Zerknij tez tutaj:
            www.hypovereinsbank.de/pub/templates/index.jsp?pageurl=/pub/io/prku/158122.jsp&von=homepage&nach=k_unicredit_kundeninfo&typ=text
            Angielski rynek rozni sie od reszty krajow, bo jako jeden z niewielu ma przewage
            mortgages na variable interest rate. Tutaj property staje sie niejako kontem
            oszczednosciowym, wiele ludzi traktuje dom jako cos co zaplaci im w przyszlosci
            za emeryture, czy po prostu dofinansuje ja (np lifetime mortgage)
            • violus22 re 16.09.05, 01:20
              Ja nie cierpie oszczedzac, nie lubie nawet tego slowa. Wiaze sie to
              bezposrednio z moim charakterem - nie lubie planowac, a oszczedzanie to nic
              innego jak planowanie czegos tam ( heh czarnej godziny?:) ).
              Jedyne co moge podciagnac pod jakies oszczedzanie to oczywiscie 'szukanie
              okazji' a nie kupowanie pierwszej lepszej rzeczy.

              Nie odkladamy, nie stosujemy praktyk 'zbieramy na', nie chomikujemy pieniedzy
              na jakis tam oszczednosciowych kontach z przeznaczeniem na za 10 lat (i nie
              mamy wykupionych miejsc na cmentarzu hihihi ). Nie zyjemy obsesja pieniadza,
              leza sobie na koncie, wystarczaja nam i jeszcze zostaje.

              To tylko pieniadze. Byly, sa i beda. Mniej, wiecej, lepiej, gorzej - nie ma sie
              czym przejmowac. Oby niematerialne sprawy byly ulozone, pieniazki zawsze sie
              znajda.

              Lepiej uczyc sie radzic sobie w kazdej sytuacji niz oszczedzac.
              Takie jest moje zdanie:)
              • mgna Easy Come, Easy Go. 16.09.05, 23:40
                No dobrze rozumiem co piszesz, ale nie moge odpedzic analogi ze taki poglad na
                zycie to jak strus chowanie glowy do piasku na mysl o przyszlosci... Nie mowie
                ze zle rozmyslacie, choc nam takie postepowanie zupelnie by nie odpowiadalo.
                Opisze dlaczego: dajmy na to maz i zona teraz maja swietne platne prace, ba
                jeden z nich ma swoje wlasne firmy (lub jesli wolisz pracuje na wysokim
                stanowisku w firmie), na papierze sa warci fajna sumke ktora (jesli
                pozbylibysmy sie wszystkich akcji i nieruchomosci) mogla by im zabezpieczyc
                wygodne zycie do konca ich zycia i nawet pozostawic interesujaca sumke dla
                dzieci. Do tej hisotryjki wtrace mala statystyke: mezczyzni zle rozpozadzaja
                stresem, co u niektorych moze spowodowac horoby sercowe. Wiec maz schorowany
                lub nareszcie ockniety tym ze przez lata byl przepracowanym, zestresowanym,
                musi sobie poulgowac. "Poulgowac" naogol znaczy ze 1.) jesli jest self-
                employed to bedzie musial cugle przekazac komus innemu (i.e. sprzedac firmy)
                2.) jesli dla kogos innego pracuje to znaczy to ze nie bedzie mogl poswiecac
                sie pracy tak jak dawniej, co znaczy ze pracodawca nie bedzie z niego tak
                zadowolony wiec: demotion lub przymusowa wczesna emerytura. Wiec jesli taka
                para oszczedzala, finansowo beda spokojni. Ich styl zycia o duzo sie nie
                zmieni. Jesli taka para jednak nie oszczedzala, to co? zona bedzie musiala
                latac na dwa etaty do pracy? Dzieci nie beda mialy wyzszej edukacji oplaconej?
                dom beda musieli sprzedac (a co jesli nie jest splacony? co z tego ze wart 999K
                jesli tylko 400K maja splacone?) moze zmuszeni beda do totalnego zmienienia
                swojego stylu zycia, okolicy w ktorej mieszkaja (czy myslisz ze para
                przyzwyczajona do wygodnych okolic nagle nie bedzie miala problemow mieszkania
                pomiedzy chavs?)? moze beda musieli odmowic sobie wiele wygod do ktorych sa
                przyzwyczajeni? i jak myslisz taki scenarjusz wplynalby na ich zwiazek???

                Nie pisze zeby z przesada grosz do grosza odkladac i patrzec jak zera wzrastaja
                w banku, nie pisze zeby sobie odmowic potrzeb, ale zeby z glowa wydawac i
                jednak zeby konkretnie planowac na przyszlosc (chyba ze biedota nie
                przeraza). "Konkretnie" znaczy ze samemu sie odklada ile sie moze (cos zawsze
                lepiej niz nic), nie liczyc na totolotka, no bonus z firmy, na dobra prace (lub
                prace waszej drogiej polowki, zwlaszcza jesli po slubie nie jestescie...jesli
                droga polowka odejdzie to jak wasze finanse beda wygladaly?), na dzieci ze
                kiedys rodzicow utrzymaja. Zycie ponad stan jest nouveau riche, i co z tego ze
                ma sie drogie szmaty na sobie i jezdzi sie sportowymi autkami jesli piszczy
                mysza koscielna? I co z tego ze kolezanka w walizach ma prawie cala runway z
                Paryza i NYC, i dobra prace, kiedy tak naprawde jest biedna? Czyz to rosadna
                inwestycja tylko w same szmaty? No dobrze, te szmaty i blyskotki (charakter
                tez bo jest swietna) pomogly jej zlowic "wielka rybe", ale co z tego? Ta "ryba"
                nie glupia, prenup jej kaze podpisac zanim slub wezma!
                • eballieu Re: Easy Come, Easy Go. 17.09.05, 00:14
                  Ja sie zgadzam z MGNA.
                  Bo - maz jest moj ode mnie starszy. I myslismy co by bylo gdyby.
                  Bo ja dzis nie pracuje, ale odkladamy i na moja emeryture. Nie pracuje - jest
                  to nasza wspolna decyzja, wiec nie moze tak byc, ze ja poprzez to trace. Nie
                  zakladamy rozejscia, chcemy zyc razem. Ale jak mowi moj maz, juz nie jedna baba
                  co siedziala w domu przy dzieciach wyladowala z reka w nocniku, bo maz nie
                  policzyl jej wysilku i nie dorzucil tego do ich budzetu. Dal jej w podarku
                  kawalerke, a sam odjechal porsche do kolejnego pieknego domu, bo jego historia
                  kredytowa w banku jest dluga, a jej..... Decydujac sie na siedzenie w domu,
                  wiem ze startujac na rynku pracy za 5 lat, bede malo wartosciowym pracownikiem.
                  Myslimy tez o tym - oszczedzamy na uruchomienie mojego wlasnego interesu. WIem,
                  ze warto. Kazda z nas zna przypadki, kiedy kobieta zostaje na lodzie, albo
                  przez siedzenie w domu czasem nie ma odwagi odejsc, rezwiesc sie, bo jej szanse
                  nie sa rowne. Wiec oszczedzamy - odkladamy pieniadze na moj poczet za 40 lat,
                  bo wiemy ze gdyby nie dziecko to tez bym juz pracowala na swoja emeryture.
                  Bo chcemy dac dzieciom mozliwosc uczenia sie. Jesli beda chcialy byc
                  kucharzami, to chcemy dac im mozliwosc ksztalcenia sie u nauczycieli ze
                  Szwajcarii.
                  Nie kupuje blyskotek i fatalaszkow na jeden sezon. Lubie dobre rzeczy i dlatego
                  chocby nie chce szmatki na jedno wesele. (od trzech sezonow kolory jesien -
                  zima jedynie ciut ciut sie zmieniaja, moje ubrania sprzed trzech lat w kolorach
                  sliwka - czekolada, brudny neibieski sa git)
                  Na kulturze i wyjsciach na koncerty nie oszczedzamy. Nie oszczedzamy na
                  wakacjach, mozemy wyjechac dwa razy do roku - i wtedy jezdzimy do miejsc, w
                  ktorych mozemy czuc sie doskonale.
                  Wiem, ze jutro moge umrzec i nic mi po sumach zgromadzonych tu i tam. Ale jesli
                  bede zyla, to chce nie martwic sie tym, ze maz stracil prace i w zwiazku z tym
                  jeszcze przez 14 miesiecy firma bedzie wyplacac mu ta sama pensje, a pozniej co
                  jesli nie znajdzie odpowiedniej pracy?
                  Nie chce martwic sie tym, ze upadlam na chodniku i stracilam wszystkie przednie
                  zeby. Chce miec na komfort nazwany - ide w Anglii do dentysty i zakladam
                  korony, nie czekam na lasce NHS-u. Jesli jutro zaboli mnie zab, to nie bede
                  biegla i zebrala w NHS-ie, znajde dentyste prywatnego, ktory przyjmie mnie od
                  reki.
                  I wreszcie - co z tego ze tyle i tyle jest warte moje nieruchomosci, jesli nie
                  bede mogla jej sprzedac szybko? Czy na haslo moj dom wart jest 600 tys funtow,
                  ktos da mi bulke w sklepie?




                  • mgna Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 00:57
                    Eballieu,

                    > Bo - maz jest moj ode mnie starszy. I myslismy co by bylo gdyby.
                    > Bo ja dzis nie pracuje, ale odkladamy i na moja emeryture. Nie pracuje - jest
                    > to nasza wspolna decyzja, wiec nie moze tak byc, ze ja poprzez to trace. Nie
                    > zakladamy rozejscia, chcemy zyc razem. Ale jak mowi moj maz, juz nie jedna
                    >baba co siedziala w domu przy dzieciach wyladowala z reka w nocniku, bo maz
                    >nie policzyl jej wysilku i nie dorzucil tego do ich budzetu....
                    Tak samo sie zapatrujemy na zycie i tak samo postepujemy jak opisalas. W marcu
                    tego roku wpadlam na pomysl jaka firme otworzyc tak zebym zarabiala, ale jednak
                    mogla pracowac wokol harmonogramu mojego synka. Juz kola ruszyly...trzymaj
                    kciuki :) Pa :)
                • violus22 Re: Easy Come, Easy Go. 18.09.05, 22:59
                  mgna napisała:

                  > No dobrze rozumiem co piszesz, ale nie moge odpedzic analogi ze taki poglad
                  >na zycie to jak strus chowanie glowy do piasku na mysl o przyszlosci...

                  Troche nie tak, poprostu przyszlosc jest jedna wielka niewiadoma, a jesli juz
                  zdarza sie nam o niej myslec to w jak najjasniejszych barwach - bedzie dobrze i
                  juz! Na przelomie kilku lat zauwazylam, ze planowanie przyszlosci nie ma
                  zadnego sensu, moglabym mnozyc przyklady ze swego zycia gdzie zdawaloby sie ze
                  wszystko bylo przemyslane i dopiete na ostatni guzik, a los i tak zarzadzil
                  inaczej. Nawet jesli chodzi o oszczedzanie, co mi sie kiedys zdarzalo, w
                  efekcie koncowym pieniadze zawsze szly na inny, nieprzewidzany, niespodziewany
                  cel.

                  Scenariusz, ktory opisalas, przeczytalam, ale nie ustosukuje sie do niego, bo
                  nic nie wiem o tych ludziach, a tymbardziej nie zaplanuje im przyszlosci. Jesli
                  maja glowe na karku to i w tej podbarmkowej sytuacji bez oszczednosci sobie
                  poradza;)

                  > Nie pisze zeby z przesada grosz do grosza odkladac i patrzec jak zera
                  >wzrastaja w banku, nie pisze zeby sobie odmowic potrzeb, ale zeby z glowa
                  >wydawac i jednak zeby konkretnie planowac na przyszlosc (chyba ze biedota nie
                  > przeraza). "Konkretnie" znaczy ze samemu sie odklada ile sie moze (cos zawsze
                  > lepiej niz nic), nie liczyc na totolotka, no bonus z firmy, na dobra prace
                  >(lub prace waszej drogiej polowki, zwlaszcza jesli po
                  >slubieniejestescie...jesli
                  > droga polowka odejdzie to jak wasze finanse beda wygladaly?), na dzieci ze
                  > kiedys rodzicow utrzymaja.

                  Z glowa wydawac - TAK, konkretnie planowac przyszlosc, oszczedzac na
                  przyszlosc - NIE. Oj zebym myslala, ze jak to bedzie jak mnie maz opusci czy
                  jakies inne podobnego klimatu mysli, to rzeczywiscie popadlabym w paranoje.
                  Dalczego myslac o przyszlosci zakladasz 'czarna' przyszlosc? :>

                  >Zycie ponad stan jest nouveau riche, i co z tego ze
                  > ma sie drogie szmaty na sobie i jezdzi sie sportowymi autkami jesli piszczy
                  > mysza koscielna?

                  Co to znaczy 'piszczy jak mysz koscielna'? Czy tyle, ze sie nie ma odlozonych
                  pieniedzy? To ja piszcze jak mysz koscielna;) choc nie mam drogich szmat i nie
                  jezdze sportowym autkiem:) Ale wiesz... tak naprawde, to pomimio innego sposobu
                  myslenia, malo nas rozni w temacie 'oszczedzania', bo Ty jak sadze zbierasz
                  pieniazki z jakims zamiarem, a ja nie zbieram, nie zamierzam, ale jesli nagle
                  powstalby 'zamiar' to pieniadze by sie znalazly.

                  Samo oszczedzanie, ma malo wspolnego z inwestycja (chyba ze ktos 'zbiera' na
                  inwestycje). W dobrej inwestycji pieniadz robi pieniadz, a odkladajac ma sie
                  poprostu tyle ile sie wypracowalo.
                  • natalia.brzeska Re: Easy Come, Easy Go. 18.09.05, 23:48
                    Bardzo zaskoczylo mnie, co napisala Violus22, choc wiem, ze sporo ludzi w ogole
                    nie oszczedza. Uwazam to jednak za bardzo nierozsadne i samolubne. Nierozsadne,
                    bo zgadzam sie z tym, co napisala MGNA, wiec nie bede sie powtarzac, a
                    samolubne, bo nie myslisz o swoim dziecku/dzieciach. Nie myslich o ich
                    przyszlosci, o tym aby im bylo dobrze. Myslisz tylko o tym, aby Tobie bylo
                    teraz dobrze.
                    Moi rodzice bardzo duzo sobie odmawiali, jak ja i moj brat bylismy mlodsi.
                    Wlasciwie odmawiali sobie wszystkiego, aby to nam bylo dobrze, abysmy mieli
                    lepszy start w przyszlosci, abysmy mogli uczyc sie jez. obcych, abysmy mieli
                    dobra edukacje, abysmy mieli gdzie mieszkac. To im zawdzieczam to co mam, to
                    gdzie teraz jestem. Zawdzieczam to m.in ich oszczedzaniu.
                    Dopiero teraz, gdy zapewnili nam dobra przyszlosc, oraz zabezpieczyli siebie na
                    przyszlosc korzystaja z zycia, jezdza po swiecie, kupuja co im sie podoba.
                    Zamierzam zyc podobnie, bo najwazniejsze dla mnie beda moje dzieci i to, jaki
                    dam im "start" w zyciu.
                    Wydajac wszystkie pieniadze raczej nie bede w stanie tego zrobic.
                    • violus22 Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 01:04
                      natalia.brzeska napisała:

                      > Bardzo zaskoczylo mnie, co napisala Violus22, choc wiem, ze sporo ludzi w
                      ogole
                      >
                      > nie oszczedza. Uwazam to jednak za bardzo nierozsadne i samolubne.Nierozsadne
                      > bo zgadzam sie z tym, co napisala MGNA, wiec nie bede sie powtarzac, a
                      > samolubne, bo nie myslisz o swoim dziecku/dzieciach. Nie myslich o ich
                      > przyszlosci, o tym aby im bylo dobrze. Myslisz tylko o tym, aby Tobie bylo
                      > teraz dobrze.

                      Jesli na podstawie tego ze nie oszczedzam, wysunelas wniosek, ze nie mysle o
                      swoim dziecku, to grubo sie mylisz, ale co myslisz to Twoje, nie mam zamiaru
                      Cie uswiadamiac.

                      > Moi rodzice bardzo duzo sobie odmawiali, jak ja i moj brat bylismy mlodsi.
                      > Wlasciwie odmawiali sobie wszystkiego, aby to nam bylo dobrze, abysmy mieli
                      > lepszy start w przyszlosci, abysmy mogli uczyc sie jez. obcych, abysmy mieli
                      > dobra edukacje, abysmy mieli gdzie mieszkac. To im zawdzieczam to co mam, to
                      > gdzie teraz jestem. Zawdzieczam to m.in ich oszczedzaniu.

                      Moja mama tez sobie wszystkiego odmawiala i oszczedzala (mama wychowywala mnie
                      sama) ale ja nigdy nie skorzystalam z tych oszczednosci. Nie chcialam i nie
                      smialam i nawet sobie tego nie wyobrazam. Zaczelam pracowac jak mialam prawie
                      18 lat i od tamtej pory nie wzielam od mamy ani zlotowki. Potrafilam zarobic na
                      siebie, swoje wydatki, kursy jezyka, wakacje zagranicze, a studiowalam na
                      uniwerku wiec powiedzmy ze studia nic mnie nie kosztowaly. Juz nawet idac do
                      szkoly sredniej (ekonomik), gdzie bylo 5 kandydatow na 1 miejsce, mama chciala
                      mnie wyslac na jakis kurs przygotowawczy oczywiscie platny, powiedzialam
                      stanowcze nie, ze bez tego sobie poradze i poradzilam:) Nie wiem, to chyba
                      kwestia charakteru czy czegos ale od zawsze staralam sie byc samodzielna i
                      przyszedl czas ze wstydzilam sie zeby mama placila mi za cokolwiek.
                      Nie, nie zakladam, ze moje dzieci takie beda i jesli tylko bedzie trzeba na
                      pewno im pomozemy.

                      > Dopiero teraz, gdy zapewnili nam dobra przyszlosc, oraz zabezpieczyli siebie
                      >na przyszlosc korzystaja z zycia, jezdza po swiecie, kupuja co im sie podoba.
                      > Zamierzam zyc podobnie, bo najwazniejsze dla mnie beda moje dzieci i to, jaki
                      > dam im "start" w zyciu.
                      > Wydajac wszystkie pieniadze raczej nie bede w stanie tego zrobic.

                      Nigdy nie bylam rozrzutna, wiec pieniadze sie mnie trzymaja, ale nie traktuje
                      tego jako oszczedzanie, odkladanie na zas czy podobne. Nie krytykuje ludzi,
                      ktorzy tak robia - to ich zycie, ich cele. Z domu wynioslam niematerialne
                      podejscie do zycia i takie mam, nawet gdy 'pomysle' o przyszlosci.
                  • mgna Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 00:49
                    Czesc Violus22 :)

                    No wlasnie poniewaz zycie jest wielka nie wiadoma tym bardziej warto jest
                    oszczedzac! :) Hee, hee, hee obydwie patrzymy na ta sama monete ale jednak z
                    innej strony ja widzimy :)

                    >Na przelomie kilku lat zauwazylam, ze planowanie przyszlosci nie ma
                    > zadnego sensu, moglabym mnozyc przyklady ze swego zycia gdzie zdawaloby sie
                    >ze wszystko bylo przemyslane i dopiete na ostatni guzik, a los i tak zarzadzil
                    > inaczej.
                    Zgadzam sie.

                    >Jesli maja glowe na karku to i w tej podbarmkowej sytuacji bez oszczednosci
                    >sobie poradza;)
                    No i tutaj wyjawnia sie Polska optymistycznosc i wiara w dobra karme! Fenomen
                    ktory zawsze podziwilama u rodakow...jak to jest ze tylko posiadanie "glowy na
                    karku" tak rozowieje im zycie? Ale rzeczywiscie, obserwujac ich w Polsce, jakos
                    jak listki powiewaja na pomyslnym wietrze. Tylko co z nimi bedzie kiedy
                    kapitalizm pozadnie wejdzie w ich polskie zycie? Do Angli powieja???

                    >Oj zebym myslala, ze jak to bedzie jak mnie maz opusci czy
                    > jakies inne podobnego klimatu mysli, to rzeczywiscie popadlabym w paranoje.
                    > Dalczego myslac o przyszlosci zakladasz 'czarna' przyszlosc? :>
                    Moze niektorzy patrzacy sie na zycie tak jak ty nazwa moje podejscie do zycia
                    pesymistycznym. Ja je uwazam za realistyczne i bardzo rozowe (bez znaczenia
                    jakie potyczki moze kiedys w nim zajda - miejmy jednak nadzieje ze niezajda).
                    Jesli, moze cos by sie nieprzyjemnego wydarzylo w moim zyciu to poprzez
                    realistyczne widzenie swiata nie bede tak tym czyms wstrzasnieta, szybciej sie
                    ockne (lub wogole nie bede musiala sie "ocknac") i bede miala fundusze zeby
                    zaradzic sobie. Nie bede musiala glowic sie mojej "glowy na karku" ;) tylko
                    siegnac po ksiazeczke czekowa :) Tak, ja mam podejscie materjalistyczne do
                    zycia. Biedota mnie przeraza (zwlaszcza teraz kiedy mam dziecko). Z pieniazkami
                    jest zyc wygodniej, i dla mnie bezpieczniej, niz bez nich.

                    Czy maz kiedys, moze odejdzie ode mnie, czy moze ja jego bede miala dosc ;)
                    (kto wie czy kiedys, moze jakis Argentynczyk mnie nie skusi? ;) ) to nie
                    paranoja, to znow realistyczne podejsce do zycia, w ktorym nic nie jest
                    wiadomego ale ciagle zmiennego. Wiec czy tak czy siak ja nie bede totalnie na
                    niego zdatna finansowo (na mezu, nie na Argentynczyku ;) ). I od poczatku
                    swojego zycia nie bede musiala rozpoczynac. Uwazam ze zaduzo kobiet ufa swojej
                    przyszlosci i zaduzo z nich zostaje na lodzie bez karjery i bez finansow. Wiec
                    albo czeka je biedota i rozpoczynanie zycia od nowa, albo zmuszone sa do
                    pozostania w nieszczesliwym zwiazku. APEL: KOBIETY OSZCZEDZAJCIE!!!!!

                    Jeszcze nastepna mysl: co jesli twoj maz pracuje, splaca mortgage i oszczedza
                    i co jesli twoj maz zostanie sued przez maniaka ktory ma wiecej pieniazkow niz
                    wy na oplacanie kosztow adwokackich, ktos kto moze ta sprawe ciagnac o wiele
                    dluzej niz wy, ktos, kogo akcje moga was zbankrutowac zanim rozprawa sie
                    zakonczy w sadzie??? Czyz wtedy usta na "glowie na karku" nie beda sie pienic
                    ze wasze ciezko zapracowane pieniadze, wasz dach nad glowa, nawet wasze
                    zaspokojenie glodu nagle (z racji czy tez nie) zostalo nagle odebrane? Jesli
                    jednak sa oszczednosci, oczywiscie nie na meza nazwisko, nie zostana zagrozone
                    w razie takiego zajscia, czyli na ulicy w ciagu dnia by sie nie znalazlo. Zyjac
                    w panstwie gdzie compensation culture panuje trudno nie myslec i zabezpieczyc
                    sie na wszelki wypadek...znow nie pesymistyczna paranoja, ale realistyczne
                    chronienie tego co ciezko zapracowane :)

                    Pozdrawiam :)
                    • violus22 Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 01:30
                      Nie powiedzialabym, ze Polacy tak optymistycznie podchodza do zycia, a wrecz
                      przeciwnie narzekaja i nie wierza w siebie.

                      Dokladnie, patrzymy na to samo z roznych stron, mamy inne zdania i sie nie
                      przekonujmy na wzajem ktore jest 'lepsze':)

                      Ide juz spac, dobranoc:)
        • basiaj79 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 17:00
          ale tu ludzie traca rachube i zyja ponad stan!
          Ostatnio ogladalam program, w ktorym ucza ludzi jak oszczedzac, posuwajac sie
          do
          drastycznych metod. Np. kobiecie, ktora nie miala zaplaconych rachunkow, a
          jezdzila nowiutkim Saabem, a w garazu trzymala Escorta, z ktorego w ogole nie
          korzystala, zabrano owego Saaba i kazano jezdzic Escortem. Innej dziewczynie
          pokazano jej wyciagi z karty kredytowej, ktore od pol roku lezaly w zamknietych
          jeszcze kopertach!!! Ona sama co miesac splacala tylko minumalne zadluzenie, i
          zdziwiona byla, ze jej laczne dlugi doszly do 8 tysiecy!!!
          I najwazniejsza rzecz - wszyscy bohaterowie dostaja nowy portfel, zeby w koncu
          na
          nowo nauczyli sie placic gotowka, bo czuc, ze pieniedzy w portfelu ubywa, a nie
          wszedzie karta, tracac kontrole nad swoimi wydatkami. A karty bohaterowie musza
          wlasnorecznie pociac. I wtedy ludzie placza...
Pełna wersja