basiaj79 14.09.05, 10:28 artykul potwierdza moje podejrzenia, ze przecietni Anglicy oszczedzac nie potrafia. Moze dlatego, ze wiekszosc zyje ponad stan i po prostu wydaje za duzo... uk.news.yahoo.com/14092005/344/britons-spend-earn.html Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
natalia.brzeska Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 10:38 Najpierw trzeba miec pieniadze, aby je moc zaoszczedzic. Moim zdaniem, artykul potwierdza, jak drogie zycie w Anglii jest, ile po prostu "zycie" pochlania naszej pensji. Sama sie z oszczedzaniem przeliczylam. I to sporo. Nie zdawalam sobie po prostu sprawy, jak drogie tutaj zycie jest. A mortgage is the single biggest monthly commitment at £347, but debt repayments on loans and credit cards account for a further £216. People spend an average of £215 a month on food, and utility bills and council tax account for a further £156. Travel costs add up to £115. To sa wlasnie te koszty, ktore pozeraja wiekszosc pensji. Niektorzy placa za wynajem wiecej niz mortgage, utility bills mamy o wiele wyzsze, travel costs rowniez. I jak tu oszczedzac? Ale w Polsce moim zdaniem jest jeszcze gorzej. Co maja powiedziec ci, ktorzy zabieraja co miesiac 500PLN. A sa tez tacy, ktorzy maja mniej. Polacy rowniez w ogole nie oszczedzaja. Odpowiedz Link
natalia.brzeska Oszczednosci Polakow 14.09.05, 10:41 "Od 1999 roku systematycznie pogarszają się oceny Polaków na temat własnych możliwości oszczędzania. Według danych Ipsos ze stycznia br. 84% Polaków uważa, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy nie uda im się odłożyć pieniędzy. Odsetek osób, które sądzą, że nie uda im się odłożyć żadnych oszczędności systematycznie rośnie o 3-4 punkty procentowe rocznie. W 1999 roku wynosił on 66% a w styczniu 2004 roku wynosi aż 84% Z kolei odsetek osób, które uważają, że uda im się odłożyć oszczędności, zmniejszył się w stosunku do 1999 roku o połowę i wynosi obecnie 12%". www.ikepzu.pl/ike_oszczednosci.html Odpowiedz Link
effata Re: Oszczednosci Polakow 14.09.05, 11:12 Oszczędzanie, to pewne nawyki, najczęściej wyniesione z domu, ale wierzę, że można się odciąć od pewnych złych wzorców, jak się chce (tak samo jak i popaść w nadmierne wydawanie). Często jest tak, że jak sytuacja nas nie zmusi do oszczędniejszego życia, to po prostu wydajemy ile się da. Ja jestem osobą, która rzadko kupuje sobie ciuchy (nienawidzę chodzić po sklepach, a wybieranie i przymierzanie to dla mnie koooooszmar), a mimo to mam pełne szafy ubrań. Zastanawiam się, jak muszą wyglądać mieszkania osób, które widuję np. w Primarku, które kupują tony ciuchów na raz. Tak samo jak spoglądam na wózki ludzi w supermarketach, to myślę, że muszą mieć w domu co najmniej ze trzy lodówki. Wiele zależy od priorytetów. Niektórzy wydają, nie zastanawiając się, czy im starczy na rachunki. Inni wolą najpierw je uregulować. Fakt, że życie w Anglii jest bardzo drogie, ale nam się udaje jednak trochę odłożyć, mimo że jak na razie żyjemy z jednej pensji. W Polsce mieliśmy dwie pensje jedno i pół :))) dziecka (teraz mamy trójkę) i mieliśmy długi (w ZUS-ie, mojej ukochanej instytucji). Jest jeszcze jedna kwestia. Nie jestem fanką chuchania i dmuchania na przedmioty, zabawki, ubrania. To są tylko rzeczy i są po to by ich używać. Ale uważam, że częścią oszczędzania jest też dbałość o nie, a nie np. zezwalanie na totalną demolkę w wykonaniu np. dzieci (tony kredek, flamastrów, książek, popsutych zabawek itp). Plus jeszcze temat napraw, który był tu już poruszany tzn. napraw się nie robi. Wszystko kupuje się nowe. Ps. Niemożność dostania od banku karty kredytowej, jak widać też ma swoje zalety :)))) Odpowiedz Link
edavenpo Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 11:39 Ja mysle ze problem jest spowodowany latwoscia uzyskania tutaj kredytow i paranoja mieszkaniowa. Ludzie maja po 5 kart kredytowych miedzy ktorymi robia przelewy co miesiac zeby to jakos utrzymac w limicie ale tak naprawde nie maja pojecia ile i gdzie placa. Ostatnio widzialam kilka statystyk wedlug ktorych 52% ludzie ie wie dokladnie jakie jest oprocentowanie na ich karcie kredytowej. Po drugie... mam wrazenie ze w Anglii TRZEBA kupic mieszkanie, jest taka presja spoleczna. Ludzie u mnie w pracy pobrali wysokie hipoteki na mieszkania na ktore tak naprawde nie mogli sobie pozwolic. Rozmowy na imprezach i w czasie przerw na lunch czesto obracaja sie wokol przeroznych spraw mieszkaniowych. Ja mialam znajomego w pracy ktory mial taka obsesje (sam kupil trzy mieszkania na buy to let) ze wszystkich naokolo nakrecal na kupowanie nieruchomosci. Odpowiedz Link
annamaria0 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 12:07 Tak, Polacy raczej nie kupuja domow czy mieszkan, na ktore ich nie stac. Tu rodzina z dwojka dzieci zapozycza sie po uszy, bo nie wyobraza sobie, ze mozna na przyklad kupic mniejszy dom, lub, o zgrozo, mieszkanie - tak jest w przypadku mojego szwagra i szwagierki. Nie maja w ogole equity na swoim domu, tj. mimo, ze splacaja kredyt od kilku lat, splacili jedynie odsetki. Nie maja tez zadnych oszczednosci, choc zyja skromnie. Paradoksalnie, mimo niezbyt duzych dochodow i ogromnego mortgage, dlatego ze maja dobra credit history, dostaliby kolejna pozyczke od banku bez problemu, podczas gdy osoba o wiekszych dochodach, ale z kiepska historia, moglaby pozyczki nie dostac. Odpowiedz Link
basiaj79 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 12:19 wiem, ze zycie w Uk jest drogie, ale jednoczesnie sadze, ze jak ktos chce odlozyc, to odlozy nawet z minimalnej pensji. Wszystko zalezy od priorytetow. Ale wiedze, z jaka latwoscia Anglicy wydaja pieniadze. Wiara w to, ze prosperita bedzie trwala wiecznie powoduje, ze ludzie maja po kilkanascie kart kredytowych, nie splacaja zaciagnietych na nich kredytow i zupelnie przejmuja sie finansami. Przyklad ode mnie z pracy - kolega 26 lat, nadal mieszka z rodzicami, nie placi nic na mieszkanie, pracuje juz od 4 lat, oszczednosci 0!!! Bo przeciez samochod musial kupic nowy (nadal ma na niego kredyt, a ze samochod ma juz 2 lata!!!, to przeciez wrak i juz mysli o jego wymianie, chociaz kredyt jeszcze nie splacony!. Ciuchow przeciez nie moze kupowac w Burton, bo to obciach i ludzie beda sie z niego smieli. Co piatek i sobote trzeba zaliczyc going out, no i wakacje przeciez tez musza byc za granica. Ot, taka mentalnosc. Bo po co ma oszczedzac, jesli teraz nie uzyje zycia, to kiedy... Odpowiedz Link
eballieu Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 13:50 Jesli sie pracuje i ma srednie pensje, to jest z czego oszczedzic. To po prostu kwestia priorytetow. Moi rodzice nie naleza w Polsce do osob, ktore zarabiaja przyslowiowe "kokosy". Mieli zaoszczedzone na studia dla mnie i siostry, mieli zaoszczedzone na to aby dac nam pieniadze na kawalerki - na start naszego doroslego zycia. Na wakacje jezdzilysmy, ksiazki w domu byly, bylo na teatr, kino, koncert, dodatkowe wyjazdy, zwiedzanie Krakowa z mama itp., rodzice mieli na swoje wyjazdy, dzis tez troche po swiecie jezdza. A ja im przyjazdow do Anglii nie sponsoruje. Ale w domu rodzinnym nie przywiazywalo sie wagi do tego co na zawnatrz - znaczy sie nie bylo imprez, weselich na pokaz, nie bylo sprzetow HI FI, krajalnic do chleba (byl taki okres ze wszyscy kupowali), video, dvd, anteny satelitarnej, itp. itd. A jak sie kiedys popsul telewizor to nie mielismy pol roku, bo i tak nikt nie mial czasu go ogladac - ja wiecznie z siostra na dodatkowych zajeciach. Spodnie dzinsy mialam kupowane raz na dwa lata. Ale kiedy chcialam jechac na kurs jezykowy za granice, to nie odmowiono mi. Rodzice nigdy nie wzieliby kredytu na zakup auta, sprzetu AGD, wesele, itp. I bardzo sie ciesze, ze w takim domu sie wychowalam. Bo dzis tez umiem oszczedzac. To ze kredyty w UK sa tak tanie powoduje ze nieruchomosci sa tak strasznie drogie. Zakupy - czasami mi sie wydaje, ze ludzie kupuja na rok, jak widze ich koszyki w sklepach. I w zasadzie nie ma tam jedzenia - tzn. dla mnie to nie jest jedzenie, tylko tzw."wypelniacze". Tak samo ubrania - zaczely sie wyprzedaze i biegna wszyscy, bo trzeba kupic bo tanio! Nic nie trzeba, kup jesli czegos potrzebujesz. A jesli nie - to po co ci dodatkowe rzeczy. I tez nie wiem gdzie oni wszystko magazynuja, bo przeciez domy - mieszkania sa tu strasznie male. Nie wyobrazam sobie kupic czegos na kredyty poza domem, mieszkaniem. Na to po prostu nie sposob zaoszczedzic calej kwoty. Jednak tam gdzie bede kupowac to musze miec minimum 30 procent wkladu wlasnego, zeby jakikolwiek bank powaznie ze mna rozmawial. Ja, tak jak ktoras z Was napisala wyzej jestem jak Anglik, bo nie wiem jakie mam oprocentowanie na karcie kredytowej. Nie wiem. Jesli juz uzywam karty kredytowej, to wiem, ze pieniadze sciagane sa na koniec miesiaca - place direct debit, inaczej sobie nie wyobrazam. Wiec wiedza o procentach nie interesuje mnie. Ojciec moj zawsze mowi: najpierw zarob, odloz z tego na oszczednosci, a pozniej wydaj. I lece teraz na wesele do Polski. Sukienke ktora zaloze mialam - na wlasnym slubie i juz na 3 innych. Zaloze ja raz jeszcze. Nie przeszkadza mi ze wszyscy ja znaja. Nie chce po prostu wydac pieniedzy na cos nowego. Bo cos co mi sie podoba jest drogie i wiem, ze pozniej bedzie wisiec w szafie. A kupic jakas szmatke na jeden wieczor za niska cene - to nie w moim stylu. Szkoda mi pieniedzy. Skapiec, ELa Odpowiedz Link
effata Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 15:28 Ej, "Skąpcu", to ja ci zazdroszczę, bo ja muszę się sporo wysilić (co mam zamiar uczynić w najbliższym czasie), żeby się wcisnąć w moją sukienkę z cywilnego, bo jest śliczna, a na dodatek w takim "niewyfiukowanym" stylu, że pasowałaby na wiele okazji. Jak mi się uda, to wskoczę w nią bez żadnych oporów. Odpowiedz Link
basiak6 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 21:31 Kredyty w UK wcale nie sa tanie jesli porowna sie do USA czy innych krajow w Europie wiec to nie jest argument za tym ze ceny domow sa tak wysokie;) Co do pozyczek, to kraje Europy Wschodniej przescigaja wszystkich w tempie zapozyczania sie, a nie Anglia:) Te wysokie dlugi w UK to tak naprawde suma wszystkich czyli rowniez mortgage lending, same personal loans to mala ich proporcja. Statystykami mozna sie obracac jak sie chce:) Odpowiedz Link
princessjobaggy Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 16:02 Racja jest, ze w Anglii bardzo duzo pieniedzy pochlania zycie. Nie mozna jednak powiedziec, ze z tego tez powodu nie da sie nic zaoszczedzic. W Polsce ludzie zarabiaja o wiele mniej i i tak potrafia jakos dysponowac pieniedzmi tak, zeby na wszystko starczylo (pomijam skrajne przypadki). Prawda jest taka, ze ktos kto sie tutaj urodzil nie jest nauczony oszczedzania. To, co Anglik nazywa oszczedzaniem, dla Polaka wcale nim nie jest. W Polsce wielu ludzi musialo sobie niektorych rzeczy odmawiac albo zbierac pieniadze na sprzet czy drozsze buty. Anglicy niczego sobie nie odmawiaja, a co wiecej- kupuja wiecej niz potrzeba. I kiedy tak patrze na te wozki sklepowe wypchane po brzegi pierdolami, mysle sobie: 'Ile ci ludzie do cholery jedza?'. Oszczedzanie zaczyna sie od malutkich rzeczy, ktorych wcale nie musimy miec/jesc. Rozmawialam kiedys ze znajoma z pracy, ktora przyjechala do Anglii z Poludniowej Afryki wiele lat temu. Opowiadala mi jak jej zycie wygladalo przed przyjazdem, ile musiala zbierac, zeby kupic telewizor czy samochod. Wtedy tez doszlysmy do wniosku, ze zycie w Anglii jest o wiele prostsze, ludzie nie zastanawiaja sie nad pieniedzmi, po prostu je maja i wydaja (a jak juz nie maja to i tak wydaja), co bylo dla nas wczesniej czyms nieprawdopodobnym. Mnie taki model zycia nie odpowiada, nie moglabym zyc spokojnie bedac nieustannie zadluzona. Odpowiedz Link
mgna Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 14.09.05, 19:57 Tak, zycie w Angli jest drogie ale jakos wiekszosc Anglikow sie tym nieprzejmuje wydaja pieniadze na lewo i prawo; naogol na rzeczy ktore w koncu sie znajda w charity shop. My naszczescie tak nie zyjemy. Wszystko kupujemy za pieniadze, jesli cos na karte kredytowa kupimy to w calosci splacamy. Jedyna porzyczke mamy na dom, ale zeby ten dom kupic my musimy miec przynajmniej 50% gotowki. Wiec nasz mortgage w porownaniu do przecietnej jest niski. Strasznie bym sie stresowala gdybysmy byli zaporzyczeni po uszy. Mojego meza rodzina uwaza ze jesli nie masz wystarczajaco w banku zeby cos kupic, to na to cos cie po prostu nie stac (jego dziadek i pradziadek nawet brali ta filozofie o krok dalej i posadlosci kupowali za gotowke. Innaczej nie potrafili). Wiec jesli chesz kupic Audi TT za £21K, ale nie masz tyle gotowki to poprostu ciebie na to nie stac, bez znaczenia ze jesli wezmiesz pozyczke to bedzie cie stac na te £200 miesiecznie. Wedlug mnie to bylby wyrzut grosza, koncowa cena tego auta bylaby o £9K-£10K wiecej niz keidykolwiek to auto bylo warte. Te £9-£10K moze pomoc splacic mortgage, lub moze byc zainwestowane na przyszlosc (emeryture lub oplacenie studjow dla dzieci) lub chocby mogloby oplacic kilka wakacji. Odpowiedz Link
chihiro2 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 10:29 Nie demonizujmy. Konsumpcja nakreca gospodarke i jest nieodlacznym elementem zycia w cywilizowanym kraju. Jezeli wiecznie sie oszczedza, ubrania kupuje dopiero wtedy, gdy stare sie zniszcza, skapi sobie na kulture, rozrywke itp., a wydaje jedynie na najpotrzebniejsze rzeczy i edukacje, to to jest wedlug mnie wegetacja, przynoszaca bardzo malo przyjemnosci. Pieniadze sa po to, by je wydawac, oczywiscie w granicach rozsadku. Ja wydaje dosc sporo, wieksza czesc mojej pensji idzie na oplaty, jedzenie i tzw. zycie, ale mam tez pieniadze, by raz w tygodniu kupic jakis fajny ciuch, ksiazke czy wyjsc do restauracji / kina / muzeum (czasem rzadziej). Nie oszczedzam duzo, ale mam perspektywy lepszej pracy w przyszlosci, moj chlopak bedzie za rok zarabial bardzo dobrze, wiec sie niczym nie stresuje. Pewnych rzeczy nie posiadam, bo zwyczajnie nie potrzebuje - nie mam telewizora, samochodu, pewnie duzo oszczedzam na fakcie, ze w ogole nie pije alkoholu i nie pale. Nie mam tez karty kredytowej i w zyciu do glowy by mi nie przyszlo, by sie zadluzyc (wykluczam mortgage, bo bez tego trudno byloby kupic mieszkanie w moim przypadku). Wiekszosc Polakow takze nie oszczedza. Wciaz biora kredyty, i to nie tak jak Anglicy na dom czy edukacje, ale na zwyczajne podwyzszanie standardu swojego zycia - nowa lodowka, pralka, sprzet hi-fi, tzw. "kino domowe", ktore to zwykle sprzety w Polsce maja wymiar statusu spolecznego w wielu zapadlych wsiach. To jest dopiero dziwactwo! Wiekszosc Polakow naprawde zyje ponad stan, urzadza wesela czy komunie dzieci na ktore ich nie stac, a przy tym skapi na porzadne leczenie (tutaj przeciez tez leczenie kosztuje, panstwowa sluzba zdrowia oferuje uslugi na bardzo podstawowym gruncie, ew. mozna czekac miesiacami), wakacje (ktore sa koniecznoscia!!!) czy wlasnie edukacje. Wedlug mnie to w Polsce jest chora sytuacja, nie w Anglii. Odpowiedz Link
princessjobaggy Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 14:46 Ale tu nie chodzi wcale o porownanie Polski z Anglia! Zgadzam sie, ze sytuacja w Polsce tez jest dla mnie smieszna- tak jak piszesz, wielu ludzi oszczedza na tym co nie trzeba. I racja rowniez jest, ze w Anglii dzieki temu, iz ludzie pieniadze wydaja wszystko sie ladnie rozwija i kreci. Tylko, ze bez przesady! Anglicy z wydawaniem pieniedzy najzwyczajniej traca rachube, zapominaja co jest wazne, a co troche mniej potrzebne. Nie potrafia tego ocenic, bo nikt ich tego nie nauczyl. Nie mysle tu o ksiazkach, plytach czy wyjazdach- uwazam, ze to swietnie, ze nikt na tym nie oszczedza. Ale do czego to doszlo, ze nagrywane sa specjalne programy telewizyjne radzace jak zyc oszczedniej! Widocznie jest cos na rzeczy... Odpowiedz Link
chihiro2 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 14:58 W Polsce tez sa takie programy. Anglicy przez ostatnie dekady mieli dobrobyt, podczas gdy w Polsce tak nie bylo, ludzie zmuszeni byli nauczyc sie oszczedzac. W Anglii nie musieli, bo i po co? Nic im nie brakowalo, bezrobocie niskie, nie ma problemu z utrzymaniem sie. A kwestia tracenia rachuby i oceny, co jest wazne, a co mniej to kwestia priorytetow. Nie nam tu osadzac tak naprawde, czyje priorytety sa lepsze. I co jest wazniejsze - nowe ciuchy czy samochod np. Jesli chodzi o programy, sama bym z takich skorzystala. Nie chodzi o to, ze trace rachube i zyje ponad stan, ale moze moglabym zaoszczedzic, zmieniajac np. dostawce energii. Tylko nie wiem, ktory jest najlepszy i najtanszy. Mysle, ze wlasnie tego typu informacji szukaja ludzie w takich programach i wydaje mi sie sluszne, ze ktos ludzi o tym informuje. Odpowiedz Link
eballieu do Basiak6 15.09.05, 16:12 Basiak, gdzie w Europie tansze sa kredyty niz w Wielkiej Brytanii? I co powoduje to ze nieruchomosci sa tu tak drogie? Odpowiedz Link
basiak6 Re: do Basiak6 15.09.05, 17:48 Jeden z przykladow: entry.credit-suisse.ch/csfs/p/rb/en/hypo/index.jsp Kliknij na Mortgage rates: More Zerknij tez tutaj: www.hypovereinsbank.de/pub/templates/index.jsp?pageurl=/pub/io/prku/158122.jsp&von=homepage&nach=k_unicredit_kundeninfo&typ=text Angielski rynek rozni sie od reszty krajow, bo jako jeden z niewielu ma przewage mortgages na variable interest rate. Tutaj property staje sie niejako kontem oszczednosciowym, wiele ludzi traktuje dom jako cos co zaplaci im w przyszlosci za emeryture, czy po prostu dofinansuje ja (np lifetime mortgage) Odpowiedz Link
violus22 re 16.09.05, 01:20 Ja nie cierpie oszczedzac, nie lubie nawet tego slowa. Wiaze sie to bezposrednio z moim charakterem - nie lubie planowac, a oszczedzanie to nic innego jak planowanie czegos tam ( heh czarnej godziny?:) ). Jedyne co moge podciagnac pod jakies oszczedzanie to oczywiscie 'szukanie okazji' a nie kupowanie pierwszej lepszej rzeczy. Nie odkladamy, nie stosujemy praktyk 'zbieramy na', nie chomikujemy pieniedzy na jakis tam oszczednosciowych kontach z przeznaczeniem na za 10 lat (i nie mamy wykupionych miejsc na cmentarzu hihihi ). Nie zyjemy obsesja pieniadza, leza sobie na koncie, wystarczaja nam i jeszcze zostaje. To tylko pieniadze. Byly, sa i beda. Mniej, wiecej, lepiej, gorzej - nie ma sie czym przejmowac. Oby niematerialne sprawy byly ulozone, pieniazki zawsze sie znajda. Lepiej uczyc sie radzic sobie w kazdej sytuacji niz oszczedzac. Takie jest moje zdanie:) Odpowiedz Link
mgna Easy Come, Easy Go. 16.09.05, 23:40 No dobrze rozumiem co piszesz, ale nie moge odpedzic analogi ze taki poglad na zycie to jak strus chowanie glowy do piasku na mysl o przyszlosci... Nie mowie ze zle rozmyslacie, choc nam takie postepowanie zupelnie by nie odpowiadalo. Opisze dlaczego: dajmy na to maz i zona teraz maja swietne platne prace, ba jeden z nich ma swoje wlasne firmy (lub jesli wolisz pracuje na wysokim stanowisku w firmie), na papierze sa warci fajna sumke ktora (jesli pozbylibysmy sie wszystkich akcji i nieruchomosci) mogla by im zabezpieczyc wygodne zycie do konca ich zycia i nawet pozostawic interesujaca sumke dla dzieci. Do tej hisotryjki wtrace mala statystyke: mezczyzni zle rozpozadzaja stresem, co u niektorych moze spowodowac horoby sercowe. Wiec maz schorowany lub nareszcie ockniety tym ze przez lata byl przepracowanym, zestresowanym, musi sobie poulgowac. "Poulgowac" naogol znaczy ze 1.) jesli jest self- employed to bedzie musial cugle przekazac komus innemu (i.e. sprzedac firmy) 2.) jesli dla kogos innego pracuje to znaczy to ze nie bedzie mogl poswiecac sie pracy tak jak dawniej, co znaczy ze pracodawca nie bedzie z niego tak zadowolony wiec: demotion lub przymusowa wczesna emerytura. Wiec jesli taka para oszczedzala, finansowo beda spokojni. Ich styl zycia o duzo sie nie zmieni. Jesli taka para jednak nie oszczedzala, to co? zona bedzie musiala latac na dwa etaty do pracy? Dzieci nie beda mialy wyzszej edukacji oplaconej? dom beda musieli sprzedac (a co jesli nie jest splacony? co z tego ze wart 999K jesli tylko 400K maja splacone?) moze zmuszeni beda do totalnego zmienienia swojego stylu zycia, okolicy w ktorej mieszkaja (czy myslisz ze para przyzwyczajona do wygodnych okolic nagle nie bedzie miala problemow mieszkania pomiedzy chavs?)? moze beda musieli odmowic sobie wiele wygod do ktorych sa przyzwyczajeni? i jak myslisz taki scenarjusz wplynalby na ich zwiazek??? Nie pisze zeby z przesada grosz do grosza odkladac i patrzec jak zera wzrastaja w banku, nie pisze zeby sobie odmowic potrzeb, ale zeby z glowa wydawac i jednak zeby konkretnie planowac na przyszlosc (chyba ze biedota nie przeraza). "Konkretnie" znaczy ze samemu sie odklada ile sie moze (cos zawsze lepiej niz nic), nie liczyc na totolotka, no bonus z firmy, na dobra prace (lub prace waszej drogiej polowki, zwlaszcza jesli po slubie nie jestescie...jesli droga polowka odejdzie to jak wasze finanse beda wygladaly?), na dzieci ze kiedys rodzicow utrzymaja. Zycie ponad stan jest nouveau riche, i co z tego ze ma sie drogie szmaty na sobie i jezdzi sie sportowymi autkami jesli piszczy mysza koscielna? I co z tego ze kolezanka w walizach ma prawie cala runway z Paryza i NYC, i dobra prace, kiedy tak naprawde jest biedna? Czyz to rosadna inwestycja tylko w same szmaty? No dobrze, te szmaty i blyskotki (charakter tez bo jest swietna) pomogly jej zlowic "wielka rybe", ale co z tego? Ta "ryba" nie glupia, prenup jej kaze podpisac zanim slub wezma! Odpowiedz Link
eballieu Re: Easy Come, Easy Go. 17.09.05, 00:14 Ja sie zgadzam z MGNA. Bo - maz jest moj ode mnie starszy. I myslismy co by bylo gdyby. Bo ja dzis nie pracuje, ale odkladamy i na moja emeryture. Nie pracuje - jest to nasza wspolna decyzja, wiec nie moze tak byc, ze ja poprzez to trace. Nie zakladamy rozejscia, chcemy zyc razem. Ale jak mowi moj maz, juz nie jedna baba co siedziala w domu przy dzieciach wyladowala z reka w nocniku, bo maz nie policzyl jej wysilku i nie dorzucil tego do ich budzetu. Dal jej w podarku kawalerke, a sam odjechal porsche do kolejnego pieknego domu, bo jego historia kredytowa w banku jest dluga, a jej..... Decydujac sie na siedzenie w domu, wiem ze startujac na rynku pracy za 5 lat, bede malo wartosciowym pracownikiem. Myslimy tez o tym - oszczedzamy na uruchomienie mojego wlasnego interesu. WIem, ze warto. Kazda z nas zna przypadki, kiedy kobieta zostaje na lodzie, albo przez siedzenie w domu czasem nie ma odwagi odejsc, rezwiesc sie, bo jej szanse nie sa rowne. Wiec oszczedzamy - odkladamy pieniadze na moj poczet za 40 lat, bo wiemy ze gdyby nie dziecko to tez bym juz pracowala na swoja emeryture. Bo chcemy dac dzieciom mozliwosc uczenia sie. Jesli beda chcialy byc kucharzami, to chcemy dac im mozliwosc ksztalcenia sie u nauczycieli ze Szwajcarii. Nie kupuje blyskotek i fatalaszkow na jeden sezon. Lubie dobre rzeczy i dlatego chocby nie chce szmatki na jedno wesele. (od trzech sezonow kolory jesien - zima jedynie ciut ciut sie zmieniaja, moje ubrania sprzed trzech lat w kolorach sliwka - czekolada, brudny neibieski sa git) Na kulturze i wyjsciach na koncerty nie oszczedzamy. Nie oszczedzamy na wakacjach, mozemy wyjechac dwa razy do roku - i wtedy jezdzimy do miejsc, w ktorych mozemy czuc sie doskonale. Wiem, ze jutro moge umrzec i nic mi po sumach zgromadzonych tu i tam. Ale jesli bede zyla, to chce nie martwic sie tym, ze maz stracil prace i w zwiazku z tym jeszcze przez 14 miesiecy firma bedzie wyplacac mu ta sama pensje, a pozniej co jesli nie znajdzie odpowiedniej pracy? Nie chce martwic sie tym, ze upadlam na chodniku i stracilam wszystkie przednie zeby. Chce miec na komfort nazwany - ide w Anglii do dentysty i zakladam korony, nie czekam na lasce NHS-u. Jesli jutro zaboli mnie zab, to nie bede biegla i zebrala w NHS-ie, znajde dentyste prywatnego, ktory przyjmie mnie od reki. I wreszcie - co z tego ze tyle i tyle jest warte moje nieruchomosci, jesli nie bede mogla jej sprzedac szybko? Czy na haslo moj dom wart jest 600 tys funtow, ktos da mi bulke w sklepie? Odpowiedz Link
mgna Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 00:57 Eballieu, > Bo - maz jest moj ode mnie starszy. I myslismy co by bylo gdyby. > Bo ja dzis nie pracuje, ale odkladamy i na moja emeryture. Nie pracuje - jest > to nasza wspolna decyzja, wiec nie moze tak byc, ze ja poprzez to trace. Nie > zakladamy rozejscia, chcemy zyc razem. Ale jak mowi moj maz, juz nie jedna >baba co siedziala w domu przy dzieciach wyladowala z reka w nocniku, bo maz >nie policzyl jej wysilku i nie dorzucil tego do ich budzetu.... Tak samo sie zapatrujemy na zycie i tak samo postepujemy jak opisalas. W marcu tego roku wpadlam na pomysl jaka firme otworzyc tak zebym zarabiala, ale jednak mogla pracowac wokol harmonogramu mojego synka. Juz kola ruszyly...trzymaj kciuki :) Pa :) Odpowiedz Link
violus22 Re: Easy Come, Easy Go. 18.09.05, 22:59 mgna napisała: > No dobrze rozumiem co piszesz, ale nie moge odpedzic analogi ze taki poglad >na zycie to jak strus chowanie glowy do piasku na mysl o przyszlosci... Troche nie tak, poprostu przyszlosc jest jedna wielka niewiadoma, a jesli juz zdarza sie nam o niej myslec to w jak najjasniejszych barwach - bedzie dobrze i juz! Na przelomie kilku lat zauwazylam, ze planowanie przyszlosci nie ma zadnego sensu, moglabym mnozyc przyklady ze swego zycia gdzie zdawaloby sie ze wszystko bylo przemyslane i dopiete na ostatni guzik, a los i tak zarzadzil inaczej. Nawet jesli chodzi o oszczedzanie, co mi sie kiedys zdarzalo, w efekcie koncowym pieniadze zawsze szly na inny, nieprzewidzany, niespodziewany cel. Scenariusz, ktory opisalas, przeczytalam, ale nie ustosukuje sie do niego, bo nic nie wiem o tych ludziach, a tymbardziej nie zaplanuje im przyszlosci. Jesli maja glowe na karku to i w tej podbarmkowej sytuacji bez oszczednosci sobie poradza;) > Nie pisze zeby z przesada grosz do grosza odkladac i patrzec jak zera >wzrastaja w banku, nie pisze zeby sobie odmowic potrzeb, ale zeby z glowa >wydawac i jednak zeby konkretnie planowac na przyszlosc (chyba ze biedota nie > przeraza). "Konkretnie" znaczy ze samemu sie odklada ile sie moze (cos zawsze > lepiej niz nic), nie liczyc na totolotka, no bonus z firmy, na dobra prace >(lub prace waszej drogiej polowki, zwlaszcza jesli po >slubieniejestescie...jesli > droga polowka odejdzie to jak wasze finanse beda wygladaly?), na dzieci ze > kiedys rodzicow utrzymaja. Z glowa wydawac - TAK, konkretnie planowac przyszlosc, oszczedzac na przyszlosc - NIE. Oj zebym myslala, ze jak to bedzie jak mnie maz opusci czy jakies inne podobnego klimatu mysli, to rzeczywiscie popadlabym w paranoje. Dalczego myslac o przyszlosci zakladasz 'czarna' przyszlosc? :> >Zycie ponad stan jest nouveau riche, i co z tego ze > ma sie drogie szmaty na sobie i jezdzi sie sportowymi autkami jesli piszczy > mysza koscielna? Co to znaczy 'piszczy jak mysz koscielna'? Czy tyle, ze sie nie ma odlozonych pieniedzy? To ja piszcze jak mysz koscielna;) choc nie mam drogich szmat i nie jezdze sportowym autkiem:) Ale wiesz... tak naprawde, to pomimio innego sposobu myslenia, malo nas rozni w temacie 'oszczedzania', bo Ty jak sadze zbierasz pieniazki z jakims zamiarem, a ja nie zbieram, nie zamierzam, ale jesli nagle powstalby 'zamiar' to pieniadze by sie znalazly. Samo oszczedzanie, ma malo wspolnego z inwestycja (chyba ze ktos 'zbiera' na inwestycje). W dobrej inwestycji pieniadz robi pieniadz, a odkladajac ma sie poprostu tyle ile sie wypracowalo. Odpowiedz Link
natalia.brzeska Re: Easy Come, Easy Go. 18.09.05, 23:48 Bardzo zaskoczylo mnie, co napisala Violus22, choc wiem, ze sporo ludzi w ogole nie oszczedza. Uwazam to jednak za bardzo nierozsadne i samolubne. Nierozsadne, bo zgadzam sie z tym, co napisala MGNA, wiec nie bede sie powtarzac, a samolubne, bo nie myslisz o swoim dziecku/dzieciach. Nie myslich o ich przyszlosci, o tym aby im bylo dobrze. Myslisz tylko o tym, aby Tobie bylo teraz dobrze. Moi rodzice bardzo duzo sobie odmawiali, jak ja i moj brat bylismy mlodsi. Wlasciwie odmawiali sobie wszystkiego, aby to nam bylo dobrze, abysmy mieli lepszy start w przyszlosci, abysmy mogli uczyc sie jez. obcych, abysmy mieli dobra edukacje, abysmy mieli gdzie mieszkac. To im zawdzieczam to co mam, to gdzie teraz jestem. Zawdzieczam to m.in ich oszczedzaniu. Dopiero teraz, gdy zapewnili nam dobra przyszlosc, oraz zabezpieczyli siebie na przyszlosc korzystaja z zycia, jezdza po swiecie, kupuja co im sie podoba. Zamierzam zyc podobnie, bo najwazniejsze dla mnie beda moje dzieci i to, jaki dam im "start" w zyciu. Wydajac wszystkie pieniadze raczej nie bede w stanie tego zrobic. Odpowiedz Link
violus22 Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 01:04 natalia.brzeska napisała: > Bardzo zaskoczylo mnie, co napisala Violus22, choc wiem, ze sporo ludzi w ogole > > nie oszczedza. Uwazam to jednak za bardzo nierozsadne i samolubne.Nierozsadne > bo zgadzam sie z tym, co napisala MGNA, wiec nie bede sie powtarzac, a > samolubne, bo nie myslisz o swoim dziecku/dzieciach. Nie myslich o ich > przyszlosci, o tym aby im bylo dobrze. Myslisz tylko o tym, aby Tobie bylo > teraz dobrze. Jesli na podstawie tego ze nie oszczedzam, wysunelas wniosek, ze nie mysle o swoim dziecku, to grubo sie mylisz, ale co myslisz to Twoje, nie mam zamiaru Cie uswiadamiac. > Moi rodzice bardzo duzo sobie odmawiali, jak ja i moj brat bylismy mlodsi. > Wlasciwie odmawiali sobie wszystkiego, aby to nam bylo dobrze, abysmy mieli > lepszy start w przyszlosci, abysmy mogli uczyc sie jez. obcych, abysmy mieli > dobra edukacje, abysmy mieli gdzie mieszkac. To im zawdzieczam to co mam, to > gdzie teraz jestem. Zawdzieczam to m.in ich oszczedzaniu. Moja mama tez sobie wszystkiego odmawiala i oszczedzala (mama wychowywala mnie sama) ale ja nigdy nie skorzystalam z tych oszczednosci. Nie chcialam i nie smialam i nawet sobie tego nie wyobrazam. Zaczelam pracowac jak mialam prawie 18 lat i od tamtej pory nie wzielam od mamy ani zlotowki. Potrafilam zarobic na siebie, swoje wydatki, kursy jezyka, wakacje zagranicze, a studiowalam na uniwerku wiec powiedzmy ze studia nic mnie nie kosztowaly. Juz nawet idac do szkoly sredniej (ekonomik), gdzie bylo 5 kandydatow na 1 miejsce, mama chciala mnie wyslac na jakis kurs przygotowawczy oczywiscie platny, powiedzialam stanowcze nie, ze bez tego sobie poradze i poradzilam:) Nie wiem, to chyba kwestia charakteru czy czegos ale od zawsze staralam sie byc samodzielna i przyszedl czas ze wstydzilam sie zeby mama placila mi za cokolwiek. Nie, nie zakladam, ze moje dzieci takie beda i jesli tylko bedzie trzeba na pewno im pomozemy. > Dopiero teraz, gdy zapewnili nam dobra przyszlosc, oraz zabezpieczyli siebie >na przyszlosc korzystaja z zycia, jezdza po swiecie, kupuja co im sie podoba. > Zamierzam zyc podobnie, bo najwazniejsze dla mnie beda moje dzieci i to, jaki > dam im "start" w zyciu. > Wydajac wszystkie pieniadze raczej nie bede w stanie tego zrobic. Nigdy nie bylam rozrzutna, wiec pieniadze sie mnie trzymaja, ale nie traktuje tego jako oszczedzanie, odkladanie na zas czy podobne. Nie krytykuje ludzi, ktorzy tak robia - to ich zycie, ich cele. Z domu wynioslam niematerialne podejscie do zycia i takie mam, nawet gdy 'pomysle' o przyszlosci. Odpowiedz Link
mgna Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 00:49 Czesc Violus22 :) No wlasnie poniewaz zycie jest wielka nie wiadoma tym bardziej warto jest oszczedzac! :) Hee, hee, hee obydwie patrzymy na ta sama monete ale jednak z innej strony ja widzimy :) >Na przelomie kilku lat zauwazylam, ze planowanie przyszlosci nie ma > zadnego sensu, moglabym mnozyc przyklady ze swego zycia gdzie zdawaloby sie >ze wszystko bylo przemyslane i dopiete na ostatni guzik, a los i tak zarzadzil > inaczej. Zgadzam sie. >Jesli maja glowe na karku to i w tej podbarmkowej sytuacji bez oszczednosci >sobie poradza;) No i tutaj wyjawnia sie Polska optymistycznosc i wiara w dobra karme! Fenomen ktory zawsze podziwilama u rodakow...jak to jest ze tylko posiadanie "glowy na karku" tak rozowieje im zycie? Ale rzeczywiscie, obserwujac ich w Polsce, jakos jak listki powiewaja na pomyslnym wietrze. Tylko co z nimi bedzie kiedy kapitalizm pozadnie wejdzie w ich polskie zycie? Do Angli powieja??? >Oj zebym myslala, ze jak to bedzie jak mnie maz opusci czy > jakies inne podobnego klimatu mysli, to rzeczywiscie popadlabym w paranoje. > Dalczego myslac o przyszlosci zakladasz 'czarna' przyszlosc? :> Moze niektorzy patrzacy sie na zycie tak jak ty nazwa moje podejscie do zycia pesymistycznym. Ja je uwazam za realistyczne i bardzo rozowe (bez znaczenia jakie potyczki moze kiedys w nim zajda - miejmy jednak nadzieje ze niezajda). Jesli, moze cos by sie nieprzyjemnego wydarzylo w moim zyciu to poprzez realistyczne widzenie swiata nie bede tak tym czyms wstrzasnieta, szybciej sie ockne (lub wogole nie bede musiala sie "ocknac") i bede miala fundusze zeby zaradzic sobie. Nie bede musiala glowic sie mojej "glowy na karku" ;) tylko siegnac po ksiazeczke czekowa :) Tak, ja mam podejscie materjalistyczne do zycia. Biedota mnie przeraza (zwlaszcza teraz kiedy mam dziecko). Z pieniazkami jest zyc wygodniej, i dla mnie bezpieczniej, niz bez nich. Czy maz kiedys, moze odejdzie ode mnie, czy moze ja jego bede miala dosc ;) (kto wie czy kiedys, moze jakis Argentynczyk mnie nie skusi? ;) ) to nie paranoja, to znow realistyczne podejsce do zycia, w ktorym nic nie jest wiadomego ale ciagle zmiennego. Wiec czy tak czy siak ja nie bede totalnie na niego zdatna finansowo (na mezu, nie na Argentynczyku ;) ). I od poczatku swojego zycia nie bede musiala rozpoczynac. Uwazam ze zaduzo kobiet ufa swojej przyszlosci i zaduzo z nich zostaje na lodzie bez karjery i bez finansow. Wiec albo czeka je biedota i rozpoczynanie zycia od nowa, albo zmuszone sa do pozostania w nieszczesliwym zwiazku. APEL: KOBIETY OSZCZEDZAJCIE!!!!! Jeszcze nastepna mysl: co jesli twoj maz pracuje, splaca mortgage i oszczedza i co jesli twoj maz zostanie sued przez maniaka ktory ma wiecej pieniazkow niz wy na oplacanie kosztow adwokackich, ktos kto moze ta sprawe ciagnac o wiele dluzej niz wy, ktos, kogo akcje moga was zbankrutowac zanim rozprawa sie zakonczy w sadzie??? Czyz wtedy usta na "glowie na karku" nie beda sie pienic ze wasze ciezko zapracowane pieniadze, wasz dach nad glowa, nawet wasze zaspokojenie glodu nagle (z racji czy tez nie) zostalo nagle odebrane? Jesli jednak sa oszczednosci, oczywiscie nie na meza nazwisko, nie zostana zagrozone w razie takiego zajscia, czyli na ulicy w ciagu dnia by sie nie znalazlo. Zyjac w panstwie gdzie compensation culture panuje trudno nie myslec i zabezpieczyc sie na wszelki wypadek...znow nie pesymistyczna paranoja, ale realistyczne chronienie tego co ciezko zapracowane :) Pozdrawiam :) Odpowiedz Link
violus22 Re: Easy Come, Easy Go. 19.09.05, 01:30 Nie powiedzialabym, ze Polacy tak optymistycznie podchodza do zycia, a wrecz przeciwnie narzekaja i nie wierza w siebie. Dokladnie, patrzymy na to samo z roznych stron, mamy inne zdania i sie nie przekonujmy na wzajem ktore jest 'lepsze':) Ide juz spac, dobranoc:) Odpowiedz Link
basiaj79 Re: Anglicy wydaja zanim zarobia 15.09.05, 17:00 ale tu ludzie traca rachube i zyja ponad stan! Ostatnio ogladalam program, w ktorym ucza ludzi jak oszczedzac, posuwajac sie do drastycznych metod. Np. kobiecie, ktora nie miala zaplaconych rachunkow, a jezdzila nowiutkim Saabem, a w garazu trzymala Escorta, z ktorego w ogole nie korzystala, zabrano owego Saaba i kazano jezdzic Escortem. Innej dziewczynie pokazano jej wyciagi z karty kredytowej, ktore od pol roku lezaly w zamknietych jeszcze kopertach!!! Ona sama co miesac splacala tylko minumalne zadluzenie, i zdziwiona byla, ze jej laczne dlugi doszly do 8 tysiecy!!! I najwazniejsza rzecz - wszyscy bohaterowie dostaja nowy portfel, zeby w koncu na nowo nauczyli sie placic gotowka, bo czuc, ze pieniedzy w portfelu ubywa, a nie wszedzie karta, tracac kontrole nad swoimi wydatkami. A karty bohaterowie musza wlasnorecznie pociac. I wtedy ludzie placza... Odpowiedz Link