Dodaj do ulubionych

po polsku jesc w anglii..?

25.01.06, 18:34
wiadomo, ze angielskie jedzenie nie nalezy do najsmaczniejszch w swiecie...
no bo jak zastapic przepyszne golabki sausage rollem, schabowego porcja
tlustego miesa w sosie gravy czy poledwiczke sopocka tlustym bekonem...
dobrze maja ci, ktorzy mieszkaja w londynie, northampton i tam, gdzie sa
polskie sklepy, albo tam, gdzie jakakolwiek polska zywnosc mozna dostac.
brakuje mi twarogu, wedlin, grzybow innych niz pieczarki... podzielcie sie
swoimi spostrzezeniami nt jedzenia w anglii, jak sobie radzicie kulinarnie i
jakich produktow brakuje wam najbardziej. pozdrawiam serdecznie!
Obserwuj wątek
    • eballieu Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 18:43
      No nie da sie zastapic. Bo i co tu zastepowac. Obie kuchnie sa do dupy!:-)
      Jak sie nie zna ich w szczegolach:-)
      Ja bym abrdzo chciala znalezc boczek tej jakosci jaka moze sie pochwalic ten
      przecietny angielski w Polsce. Jesli znajdziesz to napisz i zrob zdjecie. Tak
      pieknego boczku to nawet Morliny ci nie sprzedaja u nas.
      A poledwica?
      A bardzo prosze poledwice lososiowa znajdziesz miedzy tutejszym bekonem,
      medaliony to sie nazywa.
      I co do jakosci miesa - zywca tak zwanego, to juz nawet pisac nie bede.
      Kulinarnie radze sobie dobrze. Dzis wlasnie kupilam gatunek kapusty co to na
      oczy tego nie widzialam jeszcze nigdzie. Oj zima ma swoje uroki, cieple warzywa
      miam miam. Ide bo mi sie kolacja przypali.
      Nie zlosc sie na mnie, ale na serio pod wzgledem kulinarnym to kuchnia z polska
      neiwiele sie rozni. Maja za to wspolny mianownik - duzo ziemniakow, duzo miesa,
      sosu. DUZO WSZYSTKIEGO, a jakosc nie jest wazna.
      • ania.eastwood Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 18:53
        mnie brakuje tylko bialego sera na codzien. wszystko inne jest albo
        porownywalne, albo w ogole zachwycam sie ze tak bezproblemowo moge tu zdobyc
        wiele rzeczy - np. niesamowity wybor przepysznych produktow wegetarianskich (w
        Polsce moglam tylko pomarzyc o takich), oraz bezglutenowych (w kazdym
        supermarkceie, a nie w malym sklepiku ze zdrowa zywnoscia na koncu miasta w
        pozal sie Boze asortymentem)

        a golabki, barszcz i pierogi jem u mamy w krakowie - najadam sie zawsze na
        zapas i wystarcza mi do nastepnej wizyty :)
    • aniek133 Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 19:00
      Mnie takze brakuje polskich produktow. Tesknie za swojskim jedzeniem i za tym,
      co mozna kupic, zrobic, ugotowac w Polsce.
      Nie twierdze, ze tu jest zle jedzenie - jest po prostu inne, a mi smakuje nasz
      chleb, polskie warzywa, owoce, ser itd.

      Zgadzam sie z Toba, ze niczym nie da sie zastapic polskiego jadla. Odzywianie
      sie tutaj to dla mnie wielka prowizorka, ale na szczescie za tydzien bede w
      Polsce i zaszaleje ;)
    • formaprzetrwalnikowa Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 19:13
      a ja kombinuję jak mogę. poniewaz oboje lubimy kuchnie srodziemnomorska-
      rozmaite makarony z dodatkami, jak rowniez rizotta pojawiają sie często.
      produkty kupuje głownie w supermarketach (z tym, ze osttanio coraz częsciej w
      M&S) i wychodzi smaczne. z tym, ze gotujemy w domu- bardzo rzadko kupujemy
      półgotowce (jesli juz - to własnie w M&S, bo całkiem smaczne niektóre rzeczy
      mają). gołabki wychodza całkiem smaczne, mielone robie np z pieczarkami. gravy
      wypróbowałam raz i wystarczy. próbuje wykorzystywac troche 'egzotycznych'
      produktów - z kuchni azjatyckich , arabskich - bo je łatwiej dostac.
      A chleb piekę w domu (na razie z 'partly baked' bułek i bagietek zakupionych w
      supermarkecie, ale jest dobry; w przyszłosci zamierzamy kupic maszynę do chleba)
    • patch_of_heaven Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 19:54
      ja w Polsce jem po polsku a w anglii po... angielsku i tak mi pasuje - nie
      szukam angielskich odpowiednikow polskich produktow bo po co? Korzystam z tego
      co mam tu i co mi smakuje.
      Smacznego.
      • patch_of_heaven Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 19:55
        W Anglii, w Anglii oczywiscie mialo byc
    • princessjobaggy Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 21:16
      Na poczatku brakowalo mi chleba i kilku innych rzeczy, ale nie jest tak, ze
      umieram z tesknoty za polskim jedzeniem. Glownie dlatego, ze czerpie radosc z
      odkrywania nowych, czesto egzotycznych potraw i produktow, czego w Polsce mi
      brakowalo. Polskie jedzenie monotonne troche jest...
    • leggetta placek drozdzowy 25.01.06, 22:24
      ach, marzenie...
      • eballieu Re: placek drozdzowy 25.01.06, 22:42
        Panettone moze pomoze zaspokoic marzenie?
        To tylko mala sugestia.
        Wiem, ze smaki, z ktorymi zwiazani jestesmy sentymentalnie nie zawsze da sie
        zastapic. W tym cala ich magia.
        • leggetta Re: placek drozdzowy 25.01.06, 22:48
          Panettone bardzo lubie - na szczescie moj maz nie i mam cale dla siebie,
          niestey to nie to samo co placek drozdzowy z owocem ( najlepiej sliwkami)...ach
          • formaprzetrwalnikowa Re: placek drozdzowy 25.01.06, 23:35
            a pani w polsce z wielkopolski moze?
            ten pojedynczy owoc w całym placku... zawsze mnie zastanawiało, jak oni tę
            sliwkę rozkładali..
            ;)
            • leggetta Re: placek drozdzowy 25.01.06, 23:53
              :))
              z samego serca:)
              ciekawosc mnie zzera-skad wiedzialas - czy to takie wielkopolskie?
              • eballieu Re: placek drozdzowy 26.01.06, 08:32
                Leggetta musi w tym cos byc. Bo ja pierwsze slysze o placku drozdzowym ze
                sliwka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                Prawdziwy placek drozdzowy (hi,hi,hi,hi)jest na Mazowszu i jest dokladnie taki
                jak panettone:-)
                A zeby byl remis, to napisz teraz co to jest prawdziwy rogal - ten na Marcina:-)
                Na serio pierwsze slysze o placku ze sliwka. Owszem jest i u nas drozdzowiec ze
                sliwkami, ale to inna para kaloszy.
                • leggetta Re: placek drozdzowy 26.01.06, 09:20
                  ciasto w owocami to moje ulubione i moze byc z dowolnymi owocami ( lubie tez z
                  rabarbarem) a ten drozdzowy to jak pisalam najlepiej ze sliwkami i koniecznie
                  kruszonka:) Malo to juz teraz taki robi...
                  Co do rogali to sa pycha: powinny byc z bialym makiem, migdalami, orzechami i
                  czasami dodaja marcapan ( a co jeszcze to kto ich tam wie).Zdarza sie ze sa tez
                  gorszej jakosi i tansze - ale warto poszukac dobrej cukierni aby zjesc tego
                  jednego a dobrego. Niebo w gebie! (znikam do pracy)
              • formaprzetrwalnikowa Re: placek drozdzowy 28.01.06, 18:36
                wielkopolskie, leggetta, wielkopolskie... ech, te pyzy z truskawką w barze
                naprzeciwko rynku jeżyckiego... jak się ten bar nazywał?

                p.s. hehe, a poznaniacy to myslą, ze cały swiat mówi 'placek ze
                śliwką', 'słodkie', pamperek, bejmy... o słynnej ryczce, tytce i pyrach nie
                wspomnę
                ;)
                • alex_koz Re: placek drozdzowy 28.01.06, 20:06
                  > wielkopolskie, leggetta, wielkopolskie... ech, te pyzy z truskawką w barze
                  > naprzeciwko rynku jeżyckiego... jak się ten bar nazywał?

                  masz na mysli ten bar duo? taki dziwny mix baru mlecznego z bistrem?
                  • formaprzetrwalnikowa Re: placek drozdzowy 28.01.06, 21:40
                    chyba duo. taki na rogu dąbrowskiego i.. nie pamiętam nazwy ulicy. w kazdym
                    razie niedaleko od rynku jeżyckiego, w stronę roosevelta.
                    alex tez z pyrlandii?
                    ;)
                    • alex_koz Re: placek drozdzowy 29.01.06, 00:11
                      to chyba z ciekawosci sie przejde w poniedzialek co by sprawdzic czy duo czy
                      nie duo;)

                      taaaa, z Pyrlandii, a nawet z samej jej stolicy;)

                      pozdrawiam z Poznania (tymczasowo)!
                      • formaprzetrwalnikowa Re: placek drozdzowy 29.01.06, 16:23
                        oswieciło mnie: Bar Duo Jezycki
                        :)
    • jagienkaa Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 22:34
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29377&w=25289693&a=25290301 poszukaj:
      wątek o jedzeniu i zakupach:)
      ja tęsknię za jedzeniem w Polsce...najbardziej za chlebem.
    • greentea2 Re: po polsku jesc w anglii..? 25.01.06, 23:33
      Nigdzie nie jadlam lepiej, niz w UK. Wybor jest ogromny, mozna ugotowac wszystko, znalezc przerozne
      restauracje z swietnym jedzeniem. Trzeba po prost nauczyc sie co i gdzie kupowac.
      Moja angielska grochowka byla lepsza od polskiej:) Na bardzo dobrym angielskim boczku.
      Jedyna rzecz, ktorej mi brakuje to chleb, szczegolnie dobry skad pochodze.
      Po kilku dniach w Polsce jedzenie zaczyna mnie meczyc, zbyt ciezkie, a kiedys myslalam, ze nie bede
      mogla bez niego zyc:)
      • balbi6 Re: po polsku jesc w anglii..? 26.01.06, 08:48
        A mi nic nie brakuje.Codziennie gotuje polskie obiady, pieke polskie ciasta i
        wszyscy sa zadowoleni. Dla chcacego nic trudnego , jak to mowia.
        • kabushka Re: po polsku jesc w anglii..? 26.01.06, 10:18
          jak najbardziej zgadzam sie z Balbi6 - dla chcacego, nic trudnego! Wydaje mi
          sie, ze jemy bardzo podobnie, jak jedlismy w Polsce... Gotujemy typowo polskie
          zupy, kopytka, golabki, pierogi, smazmy placki... A piekarniku wlasnie siedzi
          ciasto jablkowo-budyniowe... Ale odkrylam tu rowniez nowe dla mnie smaki, jak
          np. avokado na wszelkie sposoby, pasternak, maslo orzechowe, ktorego w Polsce
          nawet nie mialam ochoty sprobowac... Jestem otwarta na nowe doswiadczenia
          smakowe i w zaleznosci od kaprysu jem albo "po polsku", albo kombinuje cos
          innego, niekoniecznie typowo angielskiego...
          • balbi6 Re: po polsku jesc w anglii..? 26.01.06, 18:26
            Wlasnie odpoczywam po obiadku : pierogi z kapusta i grzybami polane tluszczem z
            boczkiem wedzonym i cebulka oczywiscie obiad wlasnej roboty, pychaaaaaaaaa.
          • hooanita Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 07:55
            Dziewczyny tak piszecie o tym ze niczego wam nie brakuje i ze pierogi kopytka
            to prawie na codzien ale to chyba jak sobie kupisz w sklepie bo nie wierze ze
            stoisz jak Bebcia Miecia i lepisz pierogi jeden po drugim (nie no wierze ze
            potrafisz ale jak ktos nie ma sklepu blisko to raczej o pirogach to moze tylko
            poczytac na forum "Polki w Anglii" Hi,hi... bo do roboty to raczej cierpliwosci
            mi brakuje)
            • eballieu Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 10:54
              Hoanita, ja nie lepie. Nie umiem i cierpliwosci mi brak. Ale maz moj robi
              wszelkiego rodzaju makaroniarskie wyroby w domu. Sam od podstaw.
              Mam mlode znajome, ktore potrafia to robic - lepic pierogi, uszka itp.,
              Zamierzam sie nauczyc.
            • kabushka Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 18:02
              Hooanita, no to powiem Ci, ze stoje jak ta Babcia Miecia :-) No nie codziennie,
              ale baaardzo czesto! Zazwyczaj pracuje od 10, Artur od 7 lub 8 - wstaje nawet
              przed nim, przygotowuje mu sniadanie, podpijam mu kawe, on wchodzi i... Co ja
              mam ze soba zrobic? Albo ide na jakis spacer, albo na zakupy, albo buszuje w
              garach, co zreszta uwielbiam! Ostatnio do godzin 9 zrobilam spaghetti i
              wrzucilam ciasto jablkowo-budyniowe do piekarnika... A dzisiaj np. jak bylam w
              pracy, Artur zrobil placki ziemniaczane! Ziemniaki oczywiscie tarl na zwyklej
              tarce, nie maszyna. Nie wiem, czy to kwestia cierpliwosci - raczej desperacji!:-
              ) My po prostu lubimy dobrze zjesc...
    • plonaca.zyrafa Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 00:05
      Ja chleba i tak jem malo, brakowalo mi bulek - dupek ;), za to jem tutaj ciabate
      czesto, bo uwielbiam gdy jest juz "podeszwowata" i moge ja dlugo zuc :)

      Nie tesknie za polskim jedzeniem, raczej upajam sie tutajszymi mozliwosciami. W
      Polsce mimo ze uwielbiam - nie bylo mnie stac na owoce morza, a tutaj prawie
      codziennie jem krewetki :) I generalnie owoce - wczoraj moj facet przywlokl z
      jakiegos sklepu 2 kilogramy liczi i zaplacil 1,50 :) Nie wiem jak to zrobil a
      liczi uwielbiam, nie na tyle jednak zeby sobie w Polsce kupowac za 20gr sztuka,
      to co dopiero 2 kilogramy :) No i karambole, melony, kaki i granaty... :)
      Uwielbiam roznorodnosc towarow w sklepach. I korzystam z tego. Lubie
      eksperymentowac w kuchni wiec mam pole do popisu i to czesto za male pieniadze...

      Zauwazylam tez bedac na Swieta w Polsce ze chyba smak mi sie troche zmienil.
      Kiedys uwielbialam paczki, a tym razem specjalnie mnie nie ciagnelo.

      Aha, przed Swietami jeden ze znajomych przyniosl mi bigos z Polskiego sklepu.
      Obrzydliwy. Moze dla kogos stesknionego baardzo za polskim bigosem moglaby byc
      to jakas namiastka ale dla mnie dla ktorej bigos sie robi ze dwa dni, dodaje
      kupe miesa i grzybow i przypraw a potem tylko jesc, jesc, jesc i wywozic do
      akademika - nie bylo to nawet namiastka.
    • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 19:53
      pracowalam w roznych hotelach swojego czasu, wszystkie mialy wspolny mianownik:
      jedzenie przyrzadone z polproduktow, dokladnie tych samych, ktore dostac mozna
      w sklepach typu asda czy morrison. pfee... moj tata, szef ogolnopolskiego
      stowarzyszenia kucharzy i cukiernikow, wyslal do anglii dziesiatki swoich
      podopiecznych i rzadko ktory przyznaje, ze moze sie rozwijac kulinanie.
      angielska kuchnia to zlepek wszystkich innych kuchni swiata: wloskiej,
      francuskiej, meksykanskiej, chinskiej i indyjskiej... pierwszy dowcip jaki tu
      uslyszalam brzmial: pyta sie turysta anglika: "gdzie tu mozna sprobowac dobrej
      typowo angielskiej kuchni?" anglik odpowiada: "w tej wloskiej knajpie na
      rogu"...
      coraz wiecej znajduje na polkach produktow odpowiadajacych jakosciowo tym
      polskim. nie jestem nauczona trakrowac jedzenia tylko jako niezbednik do
      przezycia, dlatego tez nie moge zgodzic sie z opinia eballieu (duzo wszystkiego
      a jakosc nie jst wazna). jesli juz cos przyrzadzam, to staram sie zrobic to jak
      najlepiej i najzdrowiej i jak najlepiej danie podac. a jesli juz cos ma byc
      dobrze przygotowane i podane, to musi byc robione z produktow dobrej jakosci,
      nie?
      nie zarzekam sie, ze polska kuchnia jest najlepsza na swiecie, zadna inna jej
      nie przebije. nie powiem tez, ze nie eksperymentuje w kuchni z innymi potrawami
      niz polskie, bo bym sklamala. rzecz w tym, ze polska kuchnia to wiele
      tradycyjnych potraw (chociazby tych wigilijnych - bo zastapisz barszcz z
      uszkami krewetka w sosie koperkowym? - odbiegasz od tradycji), gotowanych w
      naszych kuchniach od stuleci. angielskie jadlo to polprodukty i tysiace
      zapozyczen... na kuchni z rak njprzedniejszego kucharza polskich potraw sie
      wychowalam, dlatego tak bardzo brakuje mi polskiej zywnosci, albo chociaz
      czesciowych jej produktow...
      pozdrawiam wszystkich milosnikow dobrego szamanka. mniam!
      • eballieu Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 20:05
        Gugits, w mojej opinii chodzilo o to: polska i angielska kuchnia maja wspolny
        mianownik - duzo ma byc, nie wazna jest jakosc.
        Czemy twoj ojciec wysyla podopiecznych do Anglii? W celach nauczenia sie czego?
        Strasznie jestem ciekawa. Ze sie w Szwajcarii ksztalca sie kucharze i
        cukiernicy to slyszalam, ale ze w Anglii profesjonalisci sie ucza? Nie twierdze
        ze nie, jestem pewna ze w Londynie znajda sie doskonale szkoly, ale czy do tych
        byli wysylani podopieczni taty?
        • agcyb Re: po polsku jesc w anglii..? 28.01.06, 20:44
          Nie zgadzam sie z panujacym na tym watku przekonaniem, ze jedzenie angielskie
          jest ohydne a polskie fantastyczne. Obiektywnie rzecz biorac jedzenie polskie
          smakuje chyba tylko Polakom (i mojemu Partnerowi). Nie ma co sie oszukiwac, nie
          jest to kuchnia tej popularnosci i symfonii smakow co kuchnia francuska, wloska
          czy hinduska. Moim zdaniem caly sekret tkwi w jakosci produktow, a te sa tak
          samo kiepskie w supermarketach i polskich i angielskich. Jak ktos chce super
          swieze pachnace i zdrowe owoce i warzywa niech idzie do sklepu albo farmy
          organic gdzie znajdzie produkty o wiele lepszej jakosci niz na straganie w
          Polsce. To samo z chlebem: sa piekarnie organic, a nawet supermarkety sprzedaja
          juz pieczywo organic, ktore smakuje bardzo podobnie a czasem nawet lepiej od
          polskiego.

          To przekonanie wzielo sie chyba stad ze przecietnemu Anglikowi nie chce sie
          gotowac i generalnie latwo Anglika zaspokoic niewyszukanymi potrawami typu
          beans on toast. Nie znaczy to jednak, ze dobrze przyrzadzone angielskie
          jedzenie jest ohydne. Wrecz przeciwnie, a temu kto twierdzi inaczej chetnie
          dala bym do sprobowanie wyroby kulinarne mojego lubego. Angielskie, a palce
          lizac:-)
          • balbi6 do Hooanity 28.01.06, 23:50
            Wiesz , moze ja wole czas spedzic przy garach a Ty dla odmiany przy klawiszach
            hehehe. A to widac po ilosci watkow zakladanych przez Ciebie. Ja staram sie
            zagladac tutaj kazdego dnia ale poczytac. A tak dla informacji to dzisiaj
            stalam jak Babcia i robilam golabki , cale dwa duze gary zeby bylo chociaz na
            trzy obiady(oby) to moze bede miala wiecej czasu na czytanie. Pozdrawiam
          • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 10:22
            a kto powiedzial, ze ohydne? ze do najlepszych nie nalezy :D
          • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 10:34
            MOIM ZDANIEM - wytluszcze i podkresle, zeby nie bylo, ze znow narzucam moja
            opinie i neguje calkowicie czyjas inna - organic to tylko etykietka, modny
            gadzet i wyzsza cena. byl taki fajny program nt zywnosci - jasno i wyraznie
            okreslili co to znaczy 'organic': patrz powyzej. zgadzam sie z tym calkowicie.
            bo jak wytlumaczyc kupione warzywa typu organic i nie-organic o tej smej dacie
            waznosci, ktore psuja sie w tym samym tempie i w ten sam sposob? znakiem tego -
            prysniete sa tymi samymi chemikaliami, wlozyli je tylko do innych opakowan,
            nakleili inna naklejke i podniesli cene. poza tym, jak np nazwiesz pomidory,
            ktore sprzedaja ci w sklepach, na straganach czy na farmie, opatrzone mianem
            organic w srodku zimy? tez organic? ja nie...
        • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 10:21
          tata wysylal ludzi tych, ktorzy chcieli z wlasnego wyboru wyjechac "za chlebem"
          (aczkolwiek w moim mniemaniu za fala wejscia do unii :D )- kucharzy, szefow
          kuchni, kelnerow. ma kontakty, ktore udostepnil - to wszystko.
          • agcyb Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 13:27
            Gugitsa

            Byc moze niektore sklepy robia przekrety, tego nie wiem. Ale z reguly po smaku
            mozna poznac. Ja osobiscie poznam roznice miedzy organic a nie, zwlaszcza
            pomidorami. Te warzywa/ owoce organic, ktore kupujemy pochodza z farm
            organicznych w krajach gdzie o tej porze roku jest cieplo, np poludnie
            Hiszpanii, Chile. Poza tym wydaje mi sie, ze w szklarniach tez mozna wyhodowac
            pomidory nie pryskane. Nie bede sie wyklocac, ze organic jest najlepsze, bo we
            wlasnym ogrodku tez sobie mozna pysznosci wyhodowac. Chodzilo mi o to, ze jak
            sie jedzenie przyrzadza z kiepskich produktow to sie ma kiepskie jedzenie. A w
            supermarketach jedzenie, zwlaszcza te tansze, nie nalezy do rarytasow.
            • agcyb Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 13:36
              Jeszcze raz podsumuje: dobrze przyrzadzone jedzenie, ze swiezych dobrych
              skladnikow jest generalnie dobre i bez znaczenia jest tu czy to jest kuchnia
              polska, angielska czy albanska.

              Jak chcecie sprobowac prawdziwego angielskiego jedzenia idzcie na obiad do
              jakiegos angielskiego domu gdzie przykladaja wage do tego co jedza i gotowanie
              to dla nich nie przykry obowiazek a przyjemnosc. Domow takich jest tu o wiele
              mniej niz w Polsce ale moze sie uda;)
              • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 14:30
                i w Twojej wypowiedzi zawarl sie caly moj wywod o jedzeniu w anglii. tyle, ze
                ja wole kuchnie polska. a wolec mi wolno. :D buziorki
            • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 14:26
              i masz absolutna racje! :)["jak sie jedzenie przyrzadza z kiepskich produktow
              to sie ma kiepskie jedzenie. A w supermarketach jedzenie, zwlaszcza te tansze,
              nie nalezy do rarytasow".]
              • agcyb Re: po polsku jesc w anglii..? 29.01.06, 15:22
                Buziorek dla Ciebie tez:)
                • jaleo Organic 29.01.06, 16:16
                  Co do Organic, to nie zgodze sie, ze to kwestia tylko przyklejenia etykietki,
                  bo akurat przepisy co do stosowania opisu "oganic" na zywnosci sa bardzo
                  scisle, i wymagaja duzo wiecej, niz tylko "nie stosowania chemikaliow".
                  Owszem, byc moze gdzies ktos jest na tyle nieuczciwy, ze przykleja etykietki,
                  ale z tego co wiem, Soil Association, ktora wydaje pozwolenia na
                  opisy "organic" bardzo dobrze sobie zdaje sprawe, kto gdzie i co sprzedaje, i
                  raczej nie warto dla paru funtow zysku bezprawnie przylepiac sobie ich nalepki,
                  bo kary sa do kikuset tysiecy funtow.

                  Co do restauracji w UK, to sie zgadzam, ze relacja jakosc-cena jest w bardzo
                  kiepska. Naprawde trudno jest znalezc dobra restauracje, gotujaca ze swiezych,
                  dobrej jakosci produktow. A jak juz sie znajdzie, to w wiekszosci za 3-daniowy
                  obiad wychodzi ok. £50 na glowe.

                  Przypuszczam, ze tym kiepskim restauracjom "uchodzi", bo ludzie tu sa o wiele
                  mniej wymagajacy, i oczywiscie nie lubia robic "fuss" jak im cos nie smakuje.

                  Niedawno we francuskiej prasie pisali z oburzeniem, ze jakis ich znany krytyk
                  restauracyjny powiedzial, ze w UK sa obecnie lepsze restauracje, niz we
                  Francji. Nie pamietam calej historii, ale byl to taki troche "backlash" na
                  synna wypowiedz Chiraca. Cos mi sie kojarzy, ze w UK po raz pierwszy w
                  historii jest teraz wiecej gwiazdek Michellin niz we Francji.

                  Ja bynajmniej nie podzielam tej opinii opierajac sie na moim wlasnym
                  doswiadczeniu z Fracji. Tam mozna sobie spokojnie wejsc "z ulicy" do
                  restauracji na chybil-trafil, i w 90% przypadkow czlowiek wychodzi zadowolony,
                  a w UK to jest troche na-dwoje-babka-wrozyla, albo gorzej.

                  Jeszcze jedno, co mnie bardzo wkurza w UK, to kompletnie gamoniowaci
                  kelnerzy/kelnerki, ktorzy sie snuja bez celu po restauracji i o niczym nie maja
                  najmniejszego pojecia. W UK bycie kelnerem/kelnerka nie jest postrzegane jako
                  zawod, tylko jako dorywcze zajecie dla studentow i innych slackerow.
                  Natomiast w wielu krajach kontynentalnych, to jest zawod na cale zycie, jak
                  kazdy inny, i od razu widac roznice. Jeden dobry francuski kelner potrafi
                  obsluzyc ogromna restauracje sprawniej, niz 10 wyrostkow w UK (bo zwykle takie
                  sa relacje liczbowe).
                  • agcyb Re: Organic 29.01.06, 16:35
                    Jaleo, tak rzeczywiscie jest. I dlatego az sie lezka w oku kreci jak we Francji
                    w pierwszym lepszym barze obsluguje Cie 50-letni kelner z taka klasa, ze
                    tutejsze restauracje Michelina wymiekaja.
                    • eballieu eh tesknie tylko 30.01.06, 09:51
                      Tesknie tylko jak sobie poczytam takie wpisy jak Jaleo.
                      Co do organic jescze to oddam, ze w zasadzie jeden jest tylko problem. Kiedys
                      cos o tym czytalam, bo osoby, ktore polecaly produkty organic w zasadzie nie
                      wiedzialy co to znaczy. Mowily, no naturalne, ekologiczne, a niestety organic
                      nie jest synonimem tych dwoch. A do problemu wracajac - mysla nad wprowadzeniem
                      dodatkowej informacji - w ilu procentach dany produkt jest organic. Sa takie co
                      w 57, ale i takie co w 90. I tego na dzien dzisiejszy nie umieszcza sie na
                      etykiecie. Tej wiedzy nie posiadamy. Mysle, ze wkrotce ja miec bedziemy, bo
                      walcza o to producenci zywnosci organic.
                      Co do polskiego jadla w Londynie. Ja polskie sklepy omijalam wielkim lukiem.
                      Mialam u siebie we wschodnim Londynie sklep litewski, z ktorego wychodzilam z
                      suszona poledwica wolowa i sekaczem. Dla mnie te sklepy sa ostoja socjalizmu i
                      ich wyglad jest dosc zniechecajacy. A gotowych rzeczy w stylu pierogi czy
                      bigos, czy golabki - och jejku, nigdy z takiego sklepu. Ja robie bigos w garze
                      le creuset (tak, w niczym nie wychdzi tak doskonaly bigos jak w zeliwnym
                      garnku), gotuje sie 5 dni. Tak zawsze robila moja mama. I nie ma miejsca na
                      badziew, prowizorke.
                      A o restauracjach w Anglii - tak slyszalam tez ta opinie o tych lepszych
                      restauracjach w Londynie niz w Paryzu. Jestem w stanie w to uwierzyc. W koncu
                      bogatsi ludzie zamieszkuja Londyn, niz Paryz, miasto samo w sobie jest drozsze,
                      bogatszych obsluguje. No ale jesli dosc czesto zdarzalo mi sie zaplacic za dwie
                      osoby za kolacje 200 funtow i wyszlam - rozczarowana! Ja przetestowalam sporo
                      restauracji w Londynie, powiem jedno - skonczylo sie na celebrowaniu jedzenia w
                      domu. Bo po pierwsze restauracja to nie fabryka i nikt mi nie bedzie mowil, ze
                      mam dwie godziny w mojej zmianie do jedzenie. No to powiedzcie mi jak w dwie
                      godziny zmiescic menu degustacyjne!!!
                      Nie wiem czy ktos pamieta watek o Antwerpii i moje typy restauracji tam? Wiec w
                      tamtych restauracjach menu degustacyjne to wydatek 50 euro, , a menu normalne
                      to do 50 euro macie juz z jakims aperitif i winem restauracji/domowym. Nikt wam
                      po dwoch godzinach nie powie - przepraszam, prosze zabierac tylki, bo nastepna
                      zmiana wchodzi na jadlo.
                      Ja widze juz ogromna roznice na poziomie obslugi malych dzieci. W przypadkowej
                      lokalnej restauracji w malenkim miasteczku Wimereux na polnocy Francji, gdzie
                      poza lokalnymi i zblakanymi nikt inny nie jada, dalam sloiczek dla dziecka do
                      podgrzania. Otrzymalam to podane tak: talerzyk porcelanowy, na nim miseczka z
                      tej samej serii, w miseczce stal moj sloiczek podgrzany, okrecony biala
                      serwetka, a obok tego lyzeczka i woda dla dziecka - no bo przeciez moze bede mu
                      chciala dac do picia. Za menu niedzielne zaplacilismy 26 euro, z winkiem
                      domowym. Od znajomych, ktorzy kiedys tam mieszkali uslyszelismy ze i tak
                      wybralismy przypadkowo ta najdrozsza w miasteczku knajpe. Acha - to nie byla
                      jakas specjalnie wyszukana knajpa, serwowala dosc proste dania, na lokalna
                      kieszen.
                      O relacji cena - a to co dostaje w Anglii na talerzu - moge napisac ksiazke. O
                      tym jak traktuje sie rodziny wychodzace razem na obiad - a no typowe, jak
                      jestes w grupie 6 osob, to jeszcze doplacisz za to ze taka mase ludzi
                      obsluguja!!! No bo za obsluge grupy to sie placi wiecej. Ktos wie dlaczego?
                      Kiedy spytalam Polaka, ktory jest tu kelnerem i on mie powiedzial - bo przy
                      grupie wiecej pracy. To ja mu na to, a przy grupie jest i szansa na wiekszy
                      napiwek i na to ze grupa chocby napitku wiecej zamowi i likier po kawie, bo
                      wiadomo grupa decyzje podejmuje spontanicznie, jest wesolo, ach posiedzmy
                      jeszcze chwile i wypijmy likierek po kawie. Do niego ten argument nie
                      przemawial, widac juz za dlugo tu pracuje:-).
                      I jeszcze jedno - jesli na kontynencie rodzinke jest stac na wyjscie do dobrej
                      restauracji, bo w tych ktore serwuja tylko menu degustacyjne i sa otwarte tylko
                      kilka dni wtygdoniu dla koneserow, to menu bedzie kosztowac okolo 70 - 150
                      euro, wino i wino musujace/szampan wliczone. Ale to co dostaniecie na talerzu -
                      to bedzie taka bajka jakiej w domu nie da sie powtorzyc. Tu na te niby dobre
                      resturacje stac jest bogatych, albo mlodych zyjacych u mamy i taty. I im mozna
                      podac poledwice wolowa odgrzana w mikrofali - bedzie git, bo sa w miejscu, o
                      ktorym prasa pisze, snoby sie tam zwalaja i nie liczy sie to co jem, ale to ze
                      mnie ktos widzi tu i tu.
                      Zla jestem jak diabli. Szukam czegos fajnego na majowy weekend. I co? Jak juz
                      jest cos fajnego, to dzieci nie przyjmuja. I jeszcze tam pojade wjede do
                      przybytku gdzie mozna cos zjesc a oni mi powiedza - przykro nam, dzieci u nas
                      nei moga jesc. I bede chodzic jak ten debil i szukac meijsca gdzie moge usiasc
                      z dzieciakiem. Skonczy sie na Cafe Uno lub Prezzo, grrrrrrrrrrrrrr
                      Dla tych co dobrej polskiej, baltyckiej kuchni szukaja w Londynie na jakies
                      okazje lub tak bo sportem ich jest odkrywanie nowych miejsc, polecam Baltic.
                      Nawet ok. Bylam w sumie tylko raz, ale wyszlam w miare zadowolona. Glownie
                      chyba dlatego, ze szukalam czegos co poda polskie jedzenie na poziomie
                      Wierzynka, czyli wymieszanie tradycyjnych produktow z nowoczesnoscia.
                      A o Baltic mozna tez przeczytac w ostatnim The Guardian Weekend.
                      Milej zabawy z jedzeneim zycze wszytkim.
                      Uwielbiam roznorodnosc sezonowych warzyw w Anglii, tych zimowych podkresle.
                      Jest w czym wybierac! To tak, zeby nie bylo ze nie widze tu nic pozytywnego.
                      AL eneistety jest to kraj, gdzi e w niedziele na przedpoludniowa kawe to mozna
                      isc alboe do czegos co przypomina szkolna stolowke zdezelowanom juz nieco lub
                      do The Ritz. Po sordku nie ma nic. A przepraszam, sa te wszytskie sieciowki.
                      Stan se babo w kolejce, a pozniej pchaj do stolika wozek z dzieciakiem i kawe
                      sobie nies. A za barem tlum obslugi i nikt tylka nie ruszy, zeby ci pomoc.
                      • greentea2 Re: eh tesknie tylko 30.01.06, 10:38
                        Przez kilka lat w Londynie ograniczalam sie do kilku sprawdzonych restauracji. Kazda nowa przygoda
                        konczyla sie porazka.
                        Teraz mieszkam w Brukseli i robie to samo. Ciagle chodze do tej samej brasserie.
                        Jedzenie tutaj jest ok, z obsluga nieco gorzej, ale to chyba ich cecha narodowa. Przeraza mnie cos
                        innego, wszyscy tu pala namietnie, praktycznie nie ma no smoking stolikow, jakies dwa, trzy w kacie, a
                        i tak odymione. Do tego jest moda na przyprowadzanie psow do restauracji, bez znacznie czy sa male
                        czy duze. Pieski oblizuja stoly, ocieraja sie o nie itd. Obrzydlistwo i dla mnie szok. Z obu powodow juz
                        kilka razy wyszlam zanim jeszcze usiadlam.
                        Moze jeszcze nie znalazlam, ale nie widze miejsc gdzie mozna zjesc dobrze, szybko i tanio. Kazde
                        wyjscie na lunch to 1,5 godziny i przynajmniej 35euro.
                        Nie ma miejsc na kawe, sieci tak latwo dostepnych jak w Londynie, a jezeli sa to i tak tona w oblokach
                        dymu.
                        Jestem tym bardzo rozczarowana.
                        Ostatnio bylam kilka dni w Londynie i objadalam sie w moich ulubionych miejscach. Naprawde tesknie
                        za nimi.

    • gugitsa Re: po polsku jesc w anglii..? 03.02.06, 12:18
      mniam...
      • natalia.brzeska zgadzam sie z balbi i agcyb 04.02.06, 14:31

        Jak sie chce i potrafi (!!) to wszedzie mozna po polsku gotowac.
        Ale jak sie kupuje "private label" za kilka pensow w Tesco to sie nie dziwie,
        ze Wam nie smakuje. W Polsce "Tipy", "Grosiki" i tym podobne, tez nie sa dobre,
        nieprawdaz?

        Ja w UK gotuje po polsku, no moze troche mniej tluste to jest. Ale ilosc
        roznych "egzotycznych" produktow, szczegolnie przypraw, sosow, owocow morza, a
        także "Angielskosc" mojego Ukochanego spowodowala ze "eksperymentuje" z innymi
        kuchniami. I jest dobrze. Z kazdego tygodniowego pobytu w UK wracam 2 kg
        ciezsza, a Ukochany przez ostatnie 1,5 roku na "mojej kuchni" przytyl 10 kg.
        Wiec zle nie jest ;-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka