Gość: wój
IP: *.acn.waw.pl
11.08.12, 12:17
Wczoraj około północy biegałem sobie wzdłuż Wybrzeża Gdyńskiego (bliżej trasy, niż lasu Bielańskiego) i na przedłużeniu Gwiaździstej, na wysokości parku linowego, mój pies spłoszył dwa dziki grzebiące w śmieciach. Jeden, obrażony, nakwiczał i udał się do lasu, drugi, ogromne bydlę (w nocy wszystko jest czarne i ogromne), zdecydowanie ruszył w naszą stronę.
Zrobiło się nerwowo, bo pies zaczął mnie bronić, raz on pogonił dzika, potem dzik jego, pokotłowały się chwilę w krzakach zanim udało się go odwołać i pobiegliśmy dalej, na szczęście dzik miał już dosyć, chociaż kawałek jeszcze za nami poszedł.
I chciałem całkowicie poważnie zapytać, bo nie mam zielonego pojęcia, jak się w takiej sytuacji zachować. Uciekać, nie ruszać się, czy nacierać? Da się takiego przepłoszyć hałasem, czy tylko się go sprowokuje? Wyjdzie z krzaków na oświetloną ulicę, czy tylko się przyczai w cieniu? Wiem, że jak locha z małymi, to przekichane, ale jak pojedyncza sztuka, która najwyraźniej nie boi się zwarcia (mój pies jest naprawdę duży i silny)? Czy ten gatunek ma jakieś zwyczaje, że np. wychodzi na żer w chłodne noce po deszczu, czy po prostu pechowo trafiliśmy? Gdybym był bez psa, zwierzak też okazałby agresywne zachowanie?
BTW: Bielany to jednak fajny kawałek świata :)