Dodaj do ulubionych

Tajemnica platanów

13.01.07, 15:48
Kochani –
oto prolog. Dopisujcie co trza. Przypominam, że nasz ulubieniec komisarz
Podsiadlik nie może być postacią główną – drugoplanową jak najbardziej.
Miłej zabawy!


PROLOG

Platany nikły w półmroku, a cisza otulała delikatnie ich przyległości, kiedy
Pelagia Patyczek wybierała się na swój rytualny nocny spacer po parku
Żywiciela. Dyżurny lekarz z domu „Pod Gruszą” zabronił jej wprawdzie tych
przechadzek, używając argumentów z pogranicza kryminalistyki (przestępstwa
czyhają wszędzie!) i statystyki (więcej przestępstw czyha tym bardziej!), ale
Pelagia tym bardziej nie mogła się oprzeć pokusie i codziennie, około północy,
wymykała się potajemnie z XIII kolonii. Spacery dzienne jej nie
satysfakcjonowały; za dnia było widać, że stary Żoliborz naprawdę jest stary.
W nocy jednak – ach! – w nocy wracały wspomnienia. Dzięki ciemnościom można
było pomarzyć, że znów ma się dziewiętnaście lat i na spacerze z aktualnym
absztyfikantem przeżywa się dreszcz podniecenia z powodu ucałowania przez
tegoż dłoni odzianej w gustowną, koronkową rękawiczkę. Co prawda, wspomnienia
dotyczyły właściwie parku Żeromskiego, ale tu w zakresie nocnych eskapad
pojawiał się mały problem w postaci zamkniętej bramy. Dla pani Pelagii nie
była to jednak żadna przeszkoda; wyobraźnia, pieczołowicie hodowana dzięki
odpowiednim lekturom, bez trudu zamieniała Teatr Komedia w Fort Sokolnickiego,
pomnik Żywiciela w dziewczynę z dzbanem, a niekiedy na okrasę dodawała też
staw z nenufarami.
Ulubionym punktem spaceru była zawsze ławeczka pod platanami, gdzie pani
Pelagia dla kurażu konsumowała odrobinę ukrytego w torebce likieru
czekoladowego i oddawała się uważnej kontemplacji otoczenia. O tak, mimo
wszystko Pelagia Patyczek wzięła sobie do serca słowa lekarza i wobec
czyhających na bezbronne staruszki przestępców włączyła do swojego
przechadzkowego planu samodzielne czyhanie na element kryminogenny. Jej
torebka, oprócz butelki z trunkiem, kryła zabieraną w tym celu składaną
siekierkę oraz wałek do ciasta. Niestety, ku jej bezdennemu rozczarowaniu,
żadni przestępcy nie pojawiali się od lat w okolicy; starsza pani jednak
uparcie czekała, wyobrażając sobie tabuny patologicznych typów, którzy wpadną
w przygotowaną przez nią pułapkę. Jak na razie, musiała się zadowolić
wyłącznie wypróbowaniem torebkowego arsenału na dwóch funkcjonariuszach Straży
Miejskiej, którzy chcieli wlepić jej mandat za konsumpcję na świeżym
powietrzu; błysk siekierki stanowczo przekonał ich do ewakuacji w bardziej
cywilizowane rejony.
Dochodziła pierwsza. Pani Pelagia właśnie pociągnęła ostatni łyk likieru i z
żalem rzuciła ostatnie spojrzenie dookoła, kiedy jej wzrok przykuł mroczny
zakamarek pobliskich krzaków, w którym coś się zdecydowanie wyróżniało.
Niedowierzając, zajrzała najpierw do butelki, ale ujrzała tylko swojskie, acz
nieprzyjemne puste dno. Zerknęła jeszcze raz w kierunku krzaków; ewidentnie
zamiast spodziewanej czerni, kryło się tam coś białego. Należało działać.
Schowała zatem butelkę do torebki, wyciągając przy tej okazji wałek i druciane
okulary, pieczołowicie założyła przyrząd optyczny na nos, schwyciła narzędzie
zaczepno-obronne i skradając się na palcach, podeszła w kierunku
zaobserwowanej anomalii. Z kronikarskiego obowiązku należy nadmienić, że
podczas tej czynności trochę zaczęło łupać ją w krzyżu, ale podniecenie
zaistniałą sytuacją było silniejsze. Wreszcie, dotarłszy w krzaki, schwyciła
mocniej wałek, poprawiła na nosie okulary, rozejrzała się czujnie dookoła, po
czym ostrożnie odchyliła gałęzie.
Cisza otulająca platanowe przyległości zdziwiła się, jak głośno można krzyczeć.
Obserwuj wątek
    • sierzant.podsiadlik Re: Tajemnica platanów 13.01.07, 16:06
      Aha - dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, proponuję heroiczne przebrnięcie
      przez wątek z sygnaturki. Wyjaśnienie znajduje się tak w okolicach pięćsetnego
      posta :)
    • Gość: Grisza Cicho cholera jasna, bo bedzie jakies nieszczescie IP: *.bb.online.no 13.01.07, 16:42
      odpowiedzial z krzakow niski baryton.Po chwili wynurzyla sie krepa postac
      barczystego mezczyzny, ktory z krzakow ostroznie, ujmujac za reke wyprowadzil
      watla blondynke na rozdygotanych nogach.Jej dlon, rowniez odziana w filigranowa
      rekawiczke, ufnie wsparla sie na ramieniu wlasciciela szlachetnego barytonu."
      No, bedzie tego babciu, na dzis " ; butnie orzekla blondynka i przestala sie
      trzasc." Dowodzik poprosimy "; zawtorowal baryton.W struchlalym gardle Pelagii
      cos zabulgotalo, ale przemogla sie i z glupia frant zapytala ... " jaki
      dowodzik kawalerze, o tej porze? a panienka lepiej by sie poprawila "...
      wymownie patrzac na rozpieta bluzke wiotkiej blondynki.No, chm, z zaklopotaniem
      chrzaknal postawny dzentelmen." My tutaj rozumie babcia, sluzbowo.Zaprzysiegam
      babcie do zachowania tajemnicy, ale za chwile konczy sie seans spirytystyczny w
      tej tzw. PRACOVNI i mamy zadanie namierzyc tambywalcow ", zlowrogo zaakcentowal
      ostatnie slowo." Wladza ", przemknelo panicznie w lysiejacej glowce babci
      Peli! " Kochany paniczu, ja tutaj sobie tylko tak likerek na bezsennosc, a o
      zadnej Pracovni to nawet nic nie wiem.Zeby tu u nas na WSM takie cos? Pierwsze
      slysze, jak zyje nie widzialam.Ja zreszta przyjezdna, byly wolne miejsca pod
      jakas tam grusza, to wzielam, a co, mialam moze nie brac? Okolica przyjemna,
      ludzie mili, duzo mlodziezy, zwierzatka grzeczne.Jak trzeba to i golabek sam
      wpadnie do rosolku.A i pieski niczego sobie.No, moze panie wladzo, z wyjatkiem
      jednej takiej rudawej, co chodzi co noc, za przeproszeniem pana wladzy, z dwoma
      ludojadami.Niedobra to panienka, a otoczenie jej jakie paskudne! ". Wy mi tu
      babciu nie opowiadajcie anegdotek o ludojadach, ponuro odezwala sie blondynka,
      ktora zdazyla juz zapiac ostani guzik.Babci ze straza miejska to poszlo
      latwiutko, ale teraz sprawa jest powazna.Nadaje sie babcia na sama na rosol i
      my to juz babci zalatwimy", orzekla.W tym momencie od strony pobliskiej ulicy
      Popieluszki dobiegl gwar rozbawionych glosow.Zdawalo sie, ze ponure zawodzenie
      puszczyka dobiegajace z podcieni Teatru Komedia zamienia sie w bijacy beben
      serca Pelagii." To one sa panie Wladzo ", powiedziala przymilnie patrzac w oczy
      wlasciciela barytonu.Ale w jednej chwili zrozumiala swoj blad.W oczach tego
      osobnika palily sie dwa snopy ognia a na szyji poczula zaciskajace sie zimne
      palce wymoklej blondynki.Stracila przytomnosc.Z niebytu wybudzil ja glos
      mlodego mezczyzny, ktorego poznala kiedys na Forum Zoliborz.Rozpoznala postacie
      ludzi, na ktorych przed chwila zamierzala zlozyc donos.I wszystko byloby w
      porzadku, gdyby w jednej z otaczajacych ja postaci nie rozpoznawala zimnopalcej
      blondynki." Ocho! pomyslala, tu rzadzi sila nieczysta...........
      • jota.40 Re: Cicho cholera jasna, bo bedzie jakies nieszcz 13.01.07, 18:58
        TAJEMNICA PLATANÓW – EPIZOD TRZECI


        „Panienko przenajświętsza!!...Jezusie Nazareński!!... Ludzie!!!....” – Pelagia
        Patyczek straciła moc werbalizacji, myśli galopowały jednak, jedna za drugą, po
        jej skołatanej głowie. Leżała między krzakami, a zwalistym pomnikiem Żywiciela.
        Tęsknie rzuciła okiem na zbawienną ławeczkę pod platanami, gdzie tyle chwil
        bezskutecznie wypatrywała złoczyńców. „Na co mi to było!!... Trzeba było
        siedzieć wieczorem w domu... Ewaryst zapraszał dziś na roberka i nalewkę
        żurawinową...Głupia... stara, a głupia!!!” – strumień świadomości nie ustawał,
        przeciwnie, wzbierał. Babcia Pelagia zerkała bezradnie na otaczającą ją grupkę.
        Energiczna brunetka pochyliła się nad nią, z wyraźnym niepokojem w oczach.
        - Może pani chodzić? Wezwać pogotowie? – spytała nerwowo, a babcia wbiła w nią
        gniewny, acz nieco rozszalały wzrok, mając cały czas na uwadze obecność blond
        strzygi. Od brunetki biła jednak intensywna woń nikotyny, tymczasem pani
        Patyczek była jedną z najpierwszych aktywistek dziarskiej grupy „Śmierć
        papierosom!”, zorganizowanej Pod Gruszą przez jej znajomego, Ewarysta Mleczko.
        - Pogotowia nie trzeba, panienko! Tylko do tej ławeczki jakbym doszła, bo jak tu
        poleżę jeszcze, ischias jutro żyć mi nie da... – mruknęła – Było tyle nie
        palić... – szepnęła jeszcze pod nosem, z wyraźnym wstrętem.
        - Is... is... Kto żyć pani nie da?? – jęknął jeden z otaczających ją młodzieńców.
        - Cicho, to pewnie jeden z tych ormiańskich handlarzy, co tam siedzą na
        Włościańskiej! – rzeczowo wyjaśnił inny, sportowo wyglądający blondyn.
        - Ależ panowie, to nie żaden ormiański handlarz, tylko ischias, wilk, znaczy! –
        parsknęła chichotem wysoka okularnica.
        - Pies?
        - Oszalałeś?... No, korzonki!! Ból w krzyżu i tak dalej...

        Pelagia Patyczek ponuro wpatrywała się to w młodzieńców, to w okularnicę;
        mrowiło ją, żeby sprawdzić, czy zimnopalca dalej przy nich stoi, ale panicznie
        bała się, że jej obawy się potwierdzą. Trauma, jaką przeżyła w ciągu minionego
        kwadransa sprawiła, że wydarzenia zatarły się nieco w jej pamięci. Jakaś
        pracownia, a może kotłownia? Było coś takiego, sąsiadka jej opowiadała, że tam
        to już sodoma, chociaż tylko cienką herbatę sprzedawali... Na szczęście zamknęli
        toto i dobrze. Nagle myśli ułożyły jej się jakby jaśniej – to pewnie ci z tej
        kotłowni, przeszli do tej pracowni, wszystko się zgadza! Sodoma, strzygi, a
        najgorszy ten z żelazkami w źrenicach, słodki Jezu, gdzie on się podział??!! A
        tam, pod krzakami to białe leżało, teraz sobie przypomniała, co zobaczyła! Kiedy
        tylko ów przerażający obraz powrócił, krzyknęła znowu, słabiej może niż
        poprzednio i trochę piskliwie; wbiła rozgorączkowany wzrok w brunetkę i nie
        zważając już na bijący od niej zapach papierosów jęknęła:
        - Wody święconej! Księęędza!!!... Do kościoła musimy!!!!!...
        • sierzant.podsiadlik Re: Cicho cholera jasna, bo bedzie jakies nieszcz 13.01.07, 22:00
          Aleście się rozszalali...jak tak dalej pójdzie, to kolejna powieść forumowa
          będzie nosiła tytuł "Pisane w 24 godziny" ;))) Ale i tak cud, miód, ultramaryna!

          Grisza, zlituj się, wiem, że poprzednie przygody komisarza Cię wypościły, ale
          żeby od razu w drugim odcinku ładować koedukacyjną pseudowładzę w krzaki? Nie
          mogłeś zaczekać do czwartego?

          Jota - dialog cudny. Ormiański handlarz zabił mnie na amen, szczególnie w
          wydaniu blondyna. Reszta też - aż mi moc werbalizacji odjęło ;)

          Czegoś tu jednak nie rozumiem. Z odcinka Griszy wynika, że białym pod krzakami
          był facet z żelazkami i blondynka bez żelazek. Z odcinka Joty, że nie. I co w
          tym wszystkim robi blond strzyga???
          • Gość: Grisza Re: Cicho cholera jasna, bo bedzie jakies nieszcz IP: *.bb.online.no 13.01.07, 22:14
            Wszystko sie zgadza.Przeciez Pelagia pila alkohol i doznala jakiegos
            wstrzasu.Nie wiemy wiec, czy przypadkiem jej obecny stan nie jest drugim dnem
            jakiegos koszmarnego snu.W zasadzie nic nie wiemy, wiec moze pozwolmy aby
            dalszy ciag snul sie niejako spontanicznie.Rzekomi przedstawiciele wladzy to
            pewnie tez projekcja czytanej przez babcie powiesci pt. " Zuchwala kradziez na
            Zoliborzu ", a w rzeczywistosci moze to byc halucynacja lub nawet para zupelnie
            przypadkowych, zblakanych wedrowcow zazywajacych w krzakach zasluzonego
            wypocznku.Bo albo jest noc, albo zupelnie nic sie nie zgadza? Poki co, w chwili
            obecnej Pelagia Patyczek domaga sie wsparcia religijnego.I tyle wiemy.
            • jota.40 Re: Cicho cholera jasna, bo bedzie jakies nieszcz 14.01.07, 00:39
              Twoja analiza, Griszo, jest jak najbardziej słuszną. Albowiem - spontanicznie
              skądinąd - postanowiłam rozwinąć wachlarz możliwości. Co tak naprawdę zobaczyła
              Pelagia w krzakach? Czy tylko rozchełstaną stażystkę-strzygę, a może coś całkiem
              innego, straszliwszego jeszcze??... Przerażającego do głębi skołatanego likierem
              serca??... Kościół - cóż, wiadomo, egzorcyzmy etc. - dla niedomyślnych: polecam
              lekturę wątku o Eustachym, bodajże rozdział między setnym, a dwusetnym postem
              ;>>. Strzygi, wampiry, duchy i wszelkie na nie sposoby.
              Zaznaczę, że tworzy nam się powieść z kluczem :).
          • donkej Re: Cicho cholera jasna, bo bedzie jakies nieszcz 14.01.07, 17:07
            > Czegoś tu jednak nie rozumiem. Z odcinka Griszy wynika, że białym pod krzakami
            > był facet z żelazkami i blondynka bez żelazek. Z odcinka Joty, że nie. I co w
            > tym wszystkim robi blond strzyga???

            Diabli wiedza o co tu chodzi. Diabli, powtarzam...
    • Gość: Grisza Sciagam ostatniego pika, trzy trefle z gory i mamy IP: *.bb.online.no 20.01.07, 13:31
      robra powiedzial Ewaryst do zasiadajacych przy stoliku trzech dam. Ewaryscie
      jestes bezwstydny i pewnie jutro znow kupisz sobie za nasza emerycka krwawice "
      Krolewiaka " powiedziala zlamanym glosem pani Janeczka.Tak jest moja droga, a
      gdyby grala dzis z nami Pela, to moze nawet starczyloby na dwa piwa.Piwo
      swietnie oczyszcza nerki i zalecane jest tez na przerost prostaty." Ewaryscie,
      oszczedz nam dzis opisow swoich dolegliwosci.Znow wygrales, jak zawsze i tylko
      tobie wiadomo, jakim cudem " odciela sie pani Emilia.Pani Hela postanowila nie
      zabierac glosu, ale wydalo jej sie, ze jest bliska rozszyfrowania sukcesow
      brydzowych Ewarysta. Oto, wlasnie dzis zauwazyla, ze Ewaryst noszacy w uchu
      aparat sluchowy wielki jak kartofel znakomicie posiadl umiejetnosc odczytywania
      mowy z ruchu warg.Zauwazyla tez, ze jej partnerki w kazdym rozdaniu
      skrupulatnie przeliczaja punkty Miltona Worka poruszajac przy tym ustami.W ten
      sposob niecny Ewaryst posluguje sie swoja gluchota." Poczekaj bratku, nastepnym
      razem dostaniesz takiego " Krolewiaka ", ze ci w piety pojdzie ".Swoja wiedze
      postanowila jednak zachowac dla siebie.Ja tez necila ekonomiczna perspektywa
      latwych wygranych, ze ktore raz w tygodniu bedzie mogla kupic ulubione
      ciasteczka u Bliklego na Placu Wilsona." Pelagia to skapiradlo " sarkastycznie
      powiedzial Ewaryst, " wolala wieczorny spacerek, niz przegrac 5 zl w brydza. A
      co moze robic o tej porze porzadna kobieta na ulicy? ". " Twoje insynuacje sa
      oblesne Ewaryscie", przebudzila sie z zadumy nad ciastkami Hela, " byc moze
      poszla do kosciola " pronionym argumentem bronila przyjaciolke. " He, he to w
      nocy pewnie podwojna kolekta w kosciele ! ", przytomnie zauwazyl Ewaryst.
      Jednak nikt z tej czworki zgromadzonej w domu Pod Grusza nie mogl przewidziec,
      jak prorocze sa slowa Heli, bowiem w tym samym czasie Pelagia w asyscie mlodych
      ludzi z PraCOvni, zgodnie z wyrazonym zyczeniem podazala, jak jej sie wydawalo
      w strone kosciola Stanislawa Kostki.Ze Skweru Zywiciela, do Krasinskiego,
      Kochowskiego, Kossaka w strone Hozjusza.Dodatkowo dodawalo babci Peli otuchy
      nagle rozplyniecie sie niesympatycznej pary. "A po czorta mi teraz do
      kosciola ", pomyslala Pelagia, ale kosciol jawil sie lepsza perspektywa, niz
      spotkanie z blond strzyga." Wszystko dobrze idzie, a jeszcze zajrze do Mini
      Europy, przeciez to rzut beretem od kosciola, kupie sobie 100 g zoladkowej
      gorzkiej i wolniutko wroce Pod Grusze ", z zadowoleniem skonstatowala Pelagia.
      W beczce miodu babci Pelagii tkwila jednak potezna lyzka dziegciu ! " No i co
      nie wchodzimy babciu ? ", zapytal szczuplutki mlodzieniec z wyblakla
      twarza.Furtka do okazalej willi uchylila sie ze zlowrogim skrzypieniem
      zawiasow." Ludzie kochani, przeciez mialo byc do kosciola " zachrypiala
      Pelagia. " My babuniu Mariawici i tu mamy nasz kosciol ", powiedziala
      dziewczyna o przyjemnej powierzchownosci, ktora teraz nie wiedziec jak i kiedy
      przybrala postac blond strzygi.Pelagia, po raz drugi tego wieczoru stracila
      przytomnosc.....
      • jota.40 EPIZOD PIĄTY 20.01.07, 23:08

        TAJEMNICA PLATANÓW – EPIZOD PIĄTY

        Kiedy już przeminęła bolesna chwila wypłaty przegranej, czwórka brydżystów nie
        od razu poderwała się od stolika. Siedzieli, pijąc cienką herbatkę, bo to pora
        późna, a po mocnej – wiadomo – nie ma co liczyć na sen. W pewnej chwili pan
        Mleczko niespokojnie spojrzał na zegarek.
        - Pelagia przesadza, moje drogie panie. Wyszła ponad dwie godziny temu!! A
        przecież miała tylko resztkę likieru czekoladowego, wiem na pewno, bo dziś miała
        dokupić i nie zdążyła...
        - Może poszła do Mini-Europy – przytomnie zauważyła pani Hela.
        - No, co też pani!... O tej porze, po ciemku?! – mruknęła zgorszona pani
        Janeczka – Pela kurzą ślepotę ma, nie wiem, jak to możliwe, że łazi pod te
        platany, przecież ledwo co widzi...
        - A może tak przejdziemy się sprawdzić? – zaproponował szarmancko pan Ewaryst –
        Do Mini-Europy na pewno nie poszła, po drugiej stronie Stołecznej też jest nocny...
        - Ile razy mam panu powtarzać, że to Popiełuszki jest!! Naszego męczennika!! –
        surowo skarciła go pani Hela.

        Pan Mleczko skwapliwie zamilkł. Wiele argumentów cisnęło mu się na wargi, ale
        podobne dyskusje odbywał już z panią Helą dziesiątki razy i zawsze kończyły się
        jednakowo – starsza pani zaczynała histerycznie szlochać. Pragnął uniknąć
        ekscesów, tym bardziej, że nagle poczuł gwałtowny niepokój. Co też się dzieje z
        tą Pelagią?? Nie było jej już doprawdy bardzo długo...
        Wymknęli się, cichcem omijając dyżurkę ciecia. Ruszyli w stronę pomnika
        Żywiciela, obszczekani po drodze przez niedużego, czarnego psa.
        - Nie dość, że kup nie sprzątają, to jeszcze i na smyczy nie prowadzą!.. –
        narzekała pani Janeczka – A straży miejskiej na to nie ma!!...
        - Eee, bo pani psów nie lubi... Co pani szkodzi, że sobie poszczeka... – mruknął
        pan Mleczko.
        - Dzieci budzi!! Ujada taki jeden z drugim... a tego to ja znam, chodzi z nim
        zawsze taki drugi, wielki, biały...

        Pan Mleczko nic już na to nie odpowiedział. Zdążyli bowiem przejść przez otwartą
        furtkę i stanęli jak wryci pod platanami. Na ławeczce nie było ani śladu
        Pelagii. Ale na środku chodnika, tuż przed pomnikiem, jaśniał w świetle księżyca
        solidny, drewniany wałek. Obok połyskiwała srebrzyście nieduża siekierka.

        • sierzant.podsiadlik Re: EPIZOD PIĄTY 22.01.07, 18:25
          O Hesusie, nie nadążam za Wami... Mariawici? Brydżyści? PraCovniczanie?Same
          sekty pod tymi platanami grasują!!!
          A żeby Pelagii na problemach nie zbywało, to jeszcze kurzą ślepotę jej
          dodaliście. Nieładnie, choć może dlatego zapomniała siekierki, biedaczka. Ale
          jak siekierka się przeteleportowała na ławkę spod krzaków, hę?
          Szalenie jestem ciekawa, jak z tego wszystkiego teraz wybrniecie!
          ps. Grisza, mam prośbę - zlituj się i dziel tekst na akapity, bo jeszcze smaczki
          czytelnikowi poumykają...
        • Gość: Grisza Epizod szosty IP: *.bb.online.no 26.01.07, 20:25
          Siekierke i walek zabierzemy. Musiala sie Pelagia schylic i to wysypalo jaj sie
          z torebki. W glosie Mleczki zabrzmiala falszywa nuta, ktora zamiast uspokoic i
          tak juz bardzo wzburzone panie, wzmogla jeszcze niepokoj. W takiej chwili
          Janeczka wykazala sie nad podziw trzezwym umyslem. Chyba trzeba wezwac milicje,
          powiedziala i odruchowo poszukala wzrokiem budki telefonicznej, ktorej nigdy
          zreszta nie bylo na tym skwerze. Janeczko, tyle razy mowilam, ze teraz nie ma
          juz milicji, zyjemy w wolnej Polsce i milicja teraz nazywa sie policja.
          Siostrzeniec Ewarysta, mlody pan Eustachy nie pracuje w milicji tylko w
          policji. Teraz nie chodzi o Eustachego, tylko mamy klopot z Pelasia. Co za
          pomysly ! Wloczyc sie po nocy ! Zima jest wprawdzie niezwykle lagodna, ale badz
          co badz mamy juz druga polowe stycznia i normalnie o tej porze nocy nikt nie
          wloczy sie po ulicach. Na dobra sprawe powinnam juz dawno byc w lozku ciagnela
          nieswoim glosem Janeczka. Pozostale panie zdradzaly objawy kompletnej paniki.
          Cos trzeba bylo zrobic ! Tylko co ?
          Mozna w koncu wezwac policje, ale co wlasciwie mamy im do powiedzenia? Tu
          trzeba zazyc innego konceptu. Pelagie musimy natychmiast odnalezc. Idziemy
          dwojkami Krasinskiego w strone Placu Wilsona, wy z Hela bierzecie strone
          nieparzysta, a my z Janeczka idziemy parzysta. Jest godzina druga pietnascie i
          za kwadrans spotykamy sie pod Apteka Zoliborska. Tym razem panie bez dyskusji
          poddaly sie samozwanczemu dowodztwu Ewarysta. W koncu byl inzynierem i mial
          siostrzenca w policji. Skromne wyksztalcenie pedagogiczne i lata pracy w
          zoliborskich przedszkolach w porownaniu z bujna przeszloscia inzyniera wodno-
          kanalizacyjnego Ewarysta byly czyms najbanalniejszym w swiecie. to przeciez
          nikt inny, tylko Ewaryst zaprojektowal wadliwe ujecie kanalizacyjne na zbiegu
          Stoleczej i Krasinskiego.
          W tym czasie Pod Grusza spokojny sen portiera zostal gwaltownie przerwany
          glosnym lomotem i brzekiem tluczonego szkla. Pan Czesio, nie lubil takich
          rzeczy w czasie swoich dyzurow. Bylo dla niego oczywiste, ze to bylo znow w
          pokoju pani Pelagii. Pani Pela musiala znow kupic wielkie lustro, a w jej
          pokoju lustra nie trzymaly sie scian. Zza kolumny w hallu wylonila sie postac
          jednej z mieszkanek; panie Czesiu, czy w tym domu mozna sie wyspac ? Przeciez
          to skandal, Pelagia znow kupila lustro a wszyscy wiedza, ze u niej w pokoju
          sila nieczysta i lustra spadaja.To chyba juz dziesiate. Rada mieszkancow
          wspolnie z kierownictwem powinna zabronic Pelagii trzymania luster. Mam
          nadzieje, ze ujmie pan ten incydent w raporcie z dyzuru. W tej chwili w
          drzwiach pojawila sie Pelagia. Niezadowolona mieszkanka cofnela sie za filar i
          nastawila sluch; powszechnie wiadomym bylo, ze dyrekcja i rada mieszkancow zle
          widza nocne eskapady pensjonariuszy. Kierownik Kowalik publicznie powiedzial,
          ze nocne wyjscia tolerowane sa wylacznie z przyczyn zdrowotnych. Poza tym 22-a,
          cisza nocna, pensjonariusze w lozkach. To nie byl pierwszy dyzur pana Czesia,
          ktory wiedzial, ze niektorzy mieszkancy wykazuja permanentny brak subordynacji
          i byli w tym nieustraszeni. Pan Czesio zdecydowal sie wiec na przymkniecia oka
          na kolejna niesubordynacje Pelagii. Postanowil jednak, ze sprawy tak calkiem
          nie odpusci. W pani Pokoju znow spadlo lustro i bede musial zameldowac,
          powiedzial grobowym glosem. Pelagia zamienila sie w wielki znak zapytania.
          Lustro, u mnie w pokoju ? Panienko swieta, wszystko tylko nie lustro. Ostatnie
          lustro peklo samoistnie w wieczor wyborczy w listopadzie i od tego czasu
          zadnych luster nie kupowala. Nie mial jednak podstaw watpic, ze cos bylo na
          rzeczy. Kto w takim razie grasowal w jej pokoju. Czy mialo to zwiazek z jej
          przygodami w przybytku na Kossaka? Czy portert mateczki Barankowskiej
          przelewitowal do jej pokoju ? Niewatpliwie byla dzis swiadkiem zdarzen
          niezwyklych. Jutro opowiem to wszystkim. Swoja droga ciekawe, czy Ewaryst
          zarobil dzis na piwo, czy nie ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka