Dodaj do ulubionych

usługi i instytucje w starym, dobrym klimacie

23.11.05, 17:38
na początek szewc na niemcewicza, ten bliżej asnyka...dziś byłam, jestem
zachwycona...pan lat 90, sięgający mi do pasa, drobniutki, ale niepodzielnie
panujący w swoim zakladziku...choć ledwo go widać zza blatu...poza usługami
szewskimi oferuje buty wlasnej roboty wykonane jakieś 30 lat temu (coś dla
łowców retro:)), no i najlepsze: płody rolne z własnej działki, które zajmują
cala podłogę tak, że trudno dojść do pana szewca, a wśród nich głównie wory
ziemniaków...mój mistrz!!!
Obserwuj wątek
    • skupionyedi Fakt 23.11.05, 17:51
      Ten szewc był tu już w czasach kiedy byłem dzieckiem.
      • mvitti Re: Fakt 30.11.05, 12:53
        Szewc o którym pisałam własnie likwiduje swój zakład...obawiam się, że zachorzał
        albo i gorzej, bo wczoraj było zamknięte bez żadnej informacji, adziś katrka o
        likwidacji...szkoda...buty do odbioru 2 grudnia 15-17 i 5 grudnia 18-20
        • ingeborga Re: Fakt 05.12.05, 15:54
          Zostaje jeszcze szewc na Slupeckiej 4, urzedujacy tam od 30 lat... ale juz nie
          tak malowniczy.
          • mvitti Koniec 05.12.05, 21:12
            Znam juz przyczynę zamknięcia zakładu, jest niewiarygodna...szewc miał 87 i
            mieszkał pod Warszawą...do pracy dojeżdżał samochodem, wciąż prowadził! Zginął w
            wypadku samochodowym, wyprzedzał na czołowe...
            Podobno gdy prowadził, wcale go nie było widać zza kierownicy...
            Bardzo to przykre, widziałam go kilka dni wcześniej i był w swietnej formie,
            choć podobno mial problemy z sercem...
            Może już zaprzestane opowiesci o klimatycznych rzemieślnikach z naszej dzielnicy...
            • mvitti Re: Koniec 03.01.06, 22:47
              jednak nie mogę sobie darować...
              Ostatnio odwiedzilam zagarmistrza na filtrowej...ściany całe w
              zegarach...wszystkie głosno tykają...każdy w innym rytmie...niesamowite
              wrażanie...pan mistrz też bardzo dystyngowany choć nie koniecznie bardzo
              miły...warto zajżec i odlecieć na chwile w tykanie:)
              • waclaw.zwirko Re: Koniec 04.01.06, 19:29
                Podobno ten zegarmistrz sam nie naprawia zegarków, tylko przekazuje je innej
                firmie. Dziwne, ale tak twierdzą moi sąsiedzi.

                "nie koniecznie bardzo miły" to według mnie zbyt łagodne sformułowanie...
                • mvitti Re: Koniec 05.01.06, 01:15
                  Naprawa zegarów to chyba nie jest aż taki biznes żeby się system pośredników
                  opłacał...twoi sąsiedzi pewnie go nie lubią więc uwiezyli w coś co im sie kiedyś
                  usłyszało...
                • a.delon Re: Koniec 05.01.06, 02:51
                  Zegarmistrz bardzo osobliwy. Mnie jednak z niewiadomych przyczyn polubił --
                  pewnego popołudnia załatwiając drobny sprawunek wysłuchałem u niego wykładu z
                  historii
                  • mvitti Re: Koniec 05.01.06, 12:47
                    Skoro uraczył cię historiami o żydach i chamach to znaczy że wyczuł w tobie
                    wyrozumiałego słuchacza czyli raczej masz wypisana na twarzy niechęć do zydów i
                    chamów...;)
                    • urodzonawsierpniu Re: Koniec 06.01.06, 12:01
                      Rzeczony Pan Zegarmistrz jest autochtonem, zamieszkuje w kamienicy przy
                      Mianowskiego - jaki nie byłby - to jednak "swojak". Faktycznie,
                      osobowość "specyficzna"...
                • skupionyedi Re: Koniec 06.01.06, 12:10
                  waclaw.zwirko napisał:

                  > Podobno ten zegarmistrz sam nie naprawia zegarków, tylko przekazuje je innej
                  > firmie. Dziwne, ale tak twierdzą moi sąsiedzi.
                  >
                  > "nie koniecznie bardzo miły" to według mnie zbyt łagodne sformułowanie...

                  Mojej żonie, która przynisła do niego zegarek który zatrzymał się w miejscu,
                  zrobił awanturę, że w zegarku nie można się pod prysznic chodzic. Parę dni
                  zajęła mu naprawa, ale po misiącu znowu stanął. Dodam, że moja żona nigdy się
                  nie kąpie z zegarkiem na ręku....
                  • mvitti Mam prawdziwego 06.01.06, 17:29
                    Słuchajcie, na niemcewicza, w podwórku, wchodzi sie przez brame koło fryzjera
                    jest zegarmistrz z prawdziwego zdarzenia...w takim malutkim zakładziku pracuje
                    pan który wie o zagarach wszystko...i chętnie opowie wam historię zegarka
                    waszego dziadka...
                    • waclaw.zwirko Re: Mam prawdziwego 07.01.06, 00:40
                      A jak kształtują się ceny u tego pana?
                      • mvitti Re: Mam prawdziwego 07.01.06, 00:46
                        Trudne pytanie...
                        mój chłop;) oddał mu niedziałający zegarek dziadka z lat 50 firmy Delbana, żadne
                        tam precjozum...ten rozbierze, nasmaruje,wyczyści mechanizm, wymieni szybke,
                        koronke...cena 50 złociszy...nie wiem czy to drogo czy tanio...ale chyba taniej
                        niż filtrowa no bo mniej za czynsz placić musi...poza tym sama przyjemność z nim
                        obcować...
                        • mvitti Brzytwa i wódeczka 14.02.06, 13:34
                          Znacie fryzjera na niemcewicza? Pan ma iście niedzisiejsze metody strzyzenia.
                          Wygala głowę brzytwą, która moczy dla dezynfekcji w kieliszeczku wódki. Mielismy
                          na niego zajawkę z chłopakiem. Ale kol. lekarka ostrzegła, że HiV i żółtaczka
                          bardzo lubią takie techniki...
                          • skupionyedi Re: Brzytwa i wódeczka 14.02.06, 22:34
                            mvitti napisała:

                            > Znacie fryzjera na niemcewicza? Pan ma iście niedzisiejsze metody strzyzenia.
                            > Wygala głowę brzytwą, która moczy dla dezynfekcji w kieliszeczku wódki.
                            Mielism
                            > y
                            > na niego zajawkę z chłopakiem. Ale kol. lekarka ostrzegła, że HiV i żółtaczka
                            > bardzo lubią takie techniki...

                            Tak, strzygłem się u tego pana jak byłem dzieckiem... Ten fryzjer, młofo
                            wyglądający gość z bujną czupryną, był już wtedy (kilkanaście lat temu)
                            właścicielem tego zakładu. Ale w tych czasach brzytwy w wódce nie dezynfekował.
                            W ogóle nie dezynfekował. O! Pamiętam, że jego pracownik lubił opowiadać swoje
                            zawodowe przygody, najczęściej prawił o tym, jak golił klienta który miał
                            brodawkę na twarzy...
                            Definitywnie zrezygnowałem z usług tego zakładu fryzjerskiego, jak tylko do
                            Polski weszły cywilizowane sieci fryzjerskie, typu Hest, etc...
                            • mvitti Re: Brzytwa i wódeczka 14.02.06, 22:36
                              Ale cena konkurencyjna!!! Na filtrowej 2 razy drożej panowie.
                            • obywa-tel Re: Brzytwa i wódeczka 15.02.06, 14:46
                              Ja też chodzilem do tych facetów w dzieciństwie i może dwa razy w liceum. Nic dobrego o nich
                              powiedzieć nie mogę. Zawsze strzygli po swojemu. Nigdy nie słuchali o co się ich prosi.
                              To tacy "Fachowcy" z 60 minut na godzinę.
                              Mają chłopaki swój klimat. Powtarzam, swój klimat.
                              • skupionyedi Re: Brzytwa i wódeczka 15.02.06, 22:42
                                obywa-tel napisała:

                                > Ja też chodzilem do tych facetów w dzieciństwie i może dwa razy w liceum. Nic
                                d
                                > obrego o nich
                                > powiedzieć nie mogę. Zawsze strzygli po swojemu. Nigdy nie słuchali o co się
                                ic
                                > h prosi.

                                Sprawa jest jasna. Wystarczyło w kolejce posiedzieć - wszystkich strzygli
                                jednakowo... Dla czego? Myślę, że każdy domyśli się tego...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka