Dodaj do ulubionych

PRZYSZŁA ROLA AZJI W GLOBALNEJ GOSPODARCE

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.04, 12:10
W latach 2030 Chiny mają wyprzedzić USA, a na miejsce trzecie wskoczą Indie.
Czyli przyszłość 2030 wygląda tak

1. Chiny
2. USA
3. Indie

Reszty państw azjatyckich nawet nie uwzględniam.

A gdzie Europa????

W 2050 Azja to już będzie GLOBAL DOMINATION.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kagan PRZYSZŁA ROLA AUSDTRALII W GLOBALNEJ GOSPODARCE IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 27.09.04, 12:24
      Australijczycy i Nowozelandczycy nie zostali nigdy jasno i uczciwie
      poinformowani, iż globalizacja oznacza w ich przypadku bardzo często niższą
      płacę realną, a nawet brak pracy. Dyskusja na temat globalizacji została bowiem
      w tym regionie “porwana” (“hijacked”) przez elity, dla których globalizacja
      jest niewątpliwie korzystna. Jednakże brak jest poważnych argumentów
      wskaujących na to, iż globalizacja jest korzystna dla znacznej większości
      Australijczyków i Nowozelandczyków. Stąd też w regionie przeważa dezorientacja
      i niepewność, co do jego przyszłości ekonomicznej. Owa niepewność i
      dezorientacja jest pogłębiona przez ostatnie ataki terorystyczne na zachodnie
      (głównie australijskie) cele w regionie (szczególnie wybuchy bomb w Indonezji:
      w kurorcie na wyspie Bali, oraz w Jakarcie, stolicy tego państwa, gdzie
      zaatakowano w ostanim czasie hotel Mariott i ambasadę Australii). Ataki te
      wykorzystywane są w Australii przez polityków, szczególnie konserwatywnych, do
      ich wąskich i doraźnych celów, czyli do wygrania wyborów, oraz do odwrócenia
      uwagi społeczeństwa od realnych problemów trapiących region, takich jak
      niepokojące trendy w w gospodarce. Owe niepokojące trendy to głownie chroniczne
      deficyty rachunku bieżącego i spowodowana nimi prawdziwa eksplozja zadłużenia
      zagranicznego, które muszą, i to raczej prędzej niż później, doprowadzić do
      prawdziwego kryzysu gospodarczego w tym regionie, niegdyś stawianym za wzór
      stabilności politycznej i dobrego zarządzania gospodarką.
      • Gość: Kagan Re: Jak to gdzie Europa?To oczywiste. IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 27.09.04, 13:44
        To USA i Australia zyka na kredyt, a nie UE!
        Jest niewątpliwym faktem, iż gospodarka amerykańska (USA) rosła przez ostatnich
        10 lat szybciej niż europejska (tu UE). Ale wzrost PKB per capita w obu tych
        regionach był bardzo zbliżony: 2.1% w USA i 1.8 % w UE. Jeśli wykluczymy dla
        naszych porównanń szczególny przypadek, jakim były Niemcy, które zmagały się w
        ciągu ostatniej dekady XX wieku z absorbcją centralnie planowanej gospodarki
        dawnego NRD, to oba regiony wykazują dokładnie ten sam wzrost. Jeśli chodzi zaś
        o wydajność (productivity), to badania przeprowadzone przez Kevina Dalyego,
        ekonomisty zatrudnionego w znanej firmie Goldman Sachs, wykazały, że po
        uwzględnieniu różnic w cyklach gospodarczych (koniunkturalnych) USA i UE,
        wzrost wydajności (produktywności) w obszarze Euro był w ciagu ostanich 10 lat
        nawet nieznacznie szybszy niż w Ameryce.

        Jeśli chodzi o analizowany powyżej (w podrozdziale 2.4) rynek pracy, to na ogół
        przyjmuje się, że gospodarka USA tworzy najwięcej nowych miejsc pracy.
        Jednakże, jeśli znów wykluczymy (z podanych wyżej powodów) Niemcy, to ilość
        miejsc pracy w obszarze Euro wzrosła dokładnie w tym samym tempie jako w
        USA: “Od roku 1997 więcej miejsc pracy zostało utworzone w obszarze Euro, gdzie
        całkowite zatrudnienie wzrosło o 8%, w porównaniu z 6% wzrostem w USA.”

        Jeśli chodzi zaś o PKB na godzinę pracy, to w Niemczech i Francji jest on
        obecnie wyższy niż w Ameryce (USA). Jest prawdą, że Amerykanie zarabiają i
        wydają więcej niż Europejczycy, ale ci pierwsi praują o wiele dłużej. The
        Economist porównał Francję z USA: “Między rokiem 1970 a rokiem 2000 PKB na
        godzinę pracy wzrósł w USA o 38%, a średnia ilość godziny przepracowanych na
        osobę wzrosła tam o 26%, a więc PKB na osobę powiększył się o 64%. Francuski
        PKB na godzinę pracy wzrósł zaś jeszcze bardziej, bo o imponujące 83%, przy
        czym ilość godziny pracy na osobę zmalała o 23%.” Tak więc konkluzja The
        Economist jest taka, iż “Europejczycy się po prostu cieszą bardziej swym wolnym
        czasem.”

        Jesli chodzi zaś o wyjście z recesji, to znów przyjmuje sie na ogół, iż było
        ono znacznie szybsze w Ameryce (USA) niż w Europie (UE). Faktem jest, iż dzięki
        swej polityce fiskalnej (podatkowej) i monetarnej (pieniężnej) gospodarka
        amerykańska nieznacznie wyprzedziła w tym względnie europejską. Jednakże
        bezpośrednie porównania są mylące, jako iż Europa (UE) oblicza wzrost PKB
        znacznie bardziej konserwatywnie niż Ameryka (USA): statystycy unijni raczej
        pomniejszają (understate) prawdę, a amerykańscy (np. w Ministerstwie Pracy -
        Department of Labor) ją przesadzają (overstate). Co ważniejsze - szybki
        (głównie na papierze) wzrost gospodarczy USA pociągnął za sobą wielkie
        koszta: “Polityka ekonomiczna prowadzona w USA w najbliższej przeszłości
        pozostawiła za sobą poważny brak równowagi ekonomicznej i finansowej, które
        rzuciły wątpliwość na możliwość utrzymania wzrostu gospodarczego Ameryki”
        twierdzi The Economist. “Z pozycji nadwyżki przed rokiem 2000, strukturalny
        deficyt budżetu (rządu federalnego, rządów stanowych i samorządów lokalnych)
        osiągnął w USA prawie 5% PKB, czyli trzy razy tyle co w obszarze Euro. Ameryka
        ma także deficyt rachunku bieżącego (current account) wynoszący 5% PKB, podczas
        gdy obszar Euro ma małą nadwyżkę. Amerykańskie gospodarstwa domowe oszczędzają
        teraz mniej niż 2% ich rozporządzalnego dochodu (disposable income); zaś
        podobne oszczędności w obszarze Euro wynoszą znacznie więcej, bo 12%. Całkowity
        dług konsumencki (gospodarstw domowych) w Ameryce wynosi obecnie 84% PKB, w
        porównaniu do 50% w strefie Euro.”

        Tak więc zadaniem The Economist “USA cierpi od lat na strukturalne deficyty,
        które ograniczą skuteczność i trwanie jego kryptoimperialnej roli w świecie.
        […] Głównym problemem wydaje się być rosnąca zależność od kapitału
        zagranicznego, niezbędnego aby finansować nadmierną prywatną i publiczną
        konsumpcję w USA. Trudno jest przywołać z historii jakieś imperium, które by
        długo wytrzymało tak wielką zależność od pożyczania pieniędzy za granicą.”

        Trusno jest też, w świetle przedstawionych faktów, uznać wyższość modelu
        amerykańskiego nad zachodnioeuropejskim (gównie UE, a także Norwegia i
        Szwajcaria) czy też wschodnio-azjatyckim (Chiny łącznie z Tajwanem i
        Singapurem, Japonia oraz Korea Południowa). Spójrzmy jeszcze raz na aktualne
        (lata 2001-2003) dane uzyskane z takich źródeł jak OECD, Bank Światowy (World
        Bank), MFW (Miedzynarodowy Fundusz Walutowy ) i konserwatywny brytyjski The
        Economist. Otóż: przeciętne trwanie życia w USA wynosi dla mężczyzn ok. 74 lat,
        a dla kobiet 80 lat, zaś w UE odpowiednio ok. 75 lat i 81 lat, i to pomimo
        znacznie mniejszych wydatków (per capita) na leczenie w Unii niż w USA.
        Śmiertelnosc niemowląt wynosi w USA ok. 7 na 1000 żywych porodów, a w UE 5 -
        znów pomimo znacznie mniejszych wydatkow na leczenie w Unii.

        Jeśli chodzi o bezrobocie to w USA jest obecnie (rok 2004) prawie 9 milionów
        bezrobotnych. W tej dziedzinie nie mamy dokładnych danych z UE, a poza tym nie
        są one porównywalne z amerykańskimi ze wzgledu na ostatnie (maj 2004)
        rozszerzenie Unii Europejskiej o kraje z bardzo wysokim bezrobociem, takie jak
        np. Polska. Niemniej i tak stopa bezrobocia w UE jest tylko niewiele wyższa
        niż w USA (w Stanach ok. 6% a w Unii ok. 8%).

        Deficyt handlowy (trade deficit) USA wynosi obecnie około 550 miliardów USD
        rocznie, zas UE ma dodatni bilans ok. 80 mld rocznie. Deficyt bilansu
        płatniczego (current account deficit) USA to obecnie około 580 mld USD, zaś UE
        ma znów dodatnie saldo: około 41 mld USD (rocznie). Deficyt budżetu (budget
        deficit) USA wynosi około 5% PKB (Produktu Krajowego Brutto), a w UE około
        2.5%, albo odpowiednio około 400 mld USD w USA i około 200 mld USD w UE
        (rocznie). Stany Zjednoczone żyją bowiem od czasów prezydentury Ronalda Reagana
        na kredyt, tak więc dług publiczny USA osiągnął w roku 2002 ponad 50 tys. USD
        na przeciętną amerykańską rodzinę (więcej niż jej roczny dochód netto), czyli
        około 13 i pól tysiąca USD na głowę przeciętnego mieszkańca USA i ponad jedną
        trzecią PKB tego kraju. Same odsetki płacone przez rząd USA, oczywiście z
        podatków ściąganych z obywateli i legalnych rezydentów, są porównywalne z całym
        PKB wypracowanym przez Polskę.

        Ponieważ gospodarstwa domowe w USA wydają obecnie więcej niz zarabiają, a więc
        mają tzw. negatywną stopę oszczędności (przeciętny dług amerykańskiego
        gospodarstwa domowego wynosił pod koniec ubiegłego wieku ponad 100% ich
        przeciętnego rozporządzalnego dochodu ), więc bankructwo grozi w USA zarówno
        państwu jak też i jego obywatelom. Z wyżej wymienionych powodów model
        amerykański wydaje się więc nie być modelem ani wzorcowym, ani też
        przyszłościowym, przez co zmniejsza się radykalnie jego atrakcyjność dla reszty
        świata, a szczególnie krajów wysoko rozwiniętych, w tym więc dla Australii i
        Nowej Zelandii, które także mają bardzo poważne problemy z rosnącym oraz
        praktycznie nie kontrolowanym zadłużeniem zagranicznym.

        Zgadzam się więc z Sarnacką-Mahoney, która porównuje współczesne USA z wieżą o
        złotym czubku, stojąca na glinianych nogach, a szczególnie z Toddem, który w
        roku 1976 przewidział rozpad Związku Radzieckiego, a w roku 2002 nieunikniony
        schyłek potęgi kolejnego supermocarstwa – tym razem Stanów Zjednoczonych, a
        także Galbraithem i Grayem, którzy wskazują na statystyczno-księgowe
        manipulacje zaciemniające prawdziwy obraz amerykańskiej gospodarki. Oczywiste
        wydaje się więc, że amerykański model gospodarki i społeczeństwa nie może być
        dobrym przykładem dla innych krajów, a już szczególnie dla gospodarek znacznie
        uboższych (np. Polska) czy też o znacznie mniejszej skali niż gospodarka USA
        (np. Nowa Zelandia). Nie ulega więc chyba wątpliwości, iż próby wprowadzenia
        rozwiązań ameryk
    • darr.darek Re: PRZYSZŁA ROLA AZJI W GLOBALNEJ GOSPODARCE 27.09.04, 13:45
      Gość portalu: x-person napisał(a):
      > W latach 2030 Chiny mają wyprzedzić USA, a na miejsce trzecie wskoczą Indie.
      > Czyli przyszłość 2030 wygląda tak
      > 1. Chiny
      > 2. USA
      > 3. Indie

      Ble, ble, ble.
      PKB USA - ok. 10.000 mld USD
      PKB Chin - ok. 1000 mld USD
      Czyli w ciągu 26lat Chiny musiałyby mieć wzrost rok do roku 17% wobec 3% w USA.
      Brednia kompletna. Brak wiedzy o ograniczeniach wzrostu i o tym, że biedniejsze
      państwa mogą mieć szybszy wzrost dzięki darmowemu przejmowaniu know-how
      stosowanego przez bogatszych kilka dekad temu.

      • Gość: Kagan Re: PRZYSZŁA ROLA AZJI W GLOBALNEJ GOSPODARCE IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 10.10.04, 07:10
        Wedlug renomowanego i konserwatywnego brytyjskiego "The Economist":
        Ostatni THE ECONOMIST (poczatek pazdziernika 2004) szacuje (special feature:
        analysis of the world economy) ze liczac wedlug parytetu cen (PPP) PKB (GDP)
        Chin Ludowych (ChRL) przekroczyl juz polowe PKB USA, a wiec ChRL sa juz druga
        gospodarka swiata, z PKB o wiele wyzszym niz Japonia czy Niemcy. Pod wzgledem
        realnego PKB Chiny przegonia USA za jakies 10-15 lat. A jesli chodzi o PKB per
        capita, to jest ono w Chinach ok. 5 tys. USD, a wiec wiecej niz w Wenezueli czy
        na Ukrainie, i ok. 50% tego co w Polsce. Pod wzgledem PKB per capita Chiny
        przegonia USA dopiero za jakies 50 lat, ale Polske przegonia szybciej...
        Wedlug tego samego THE ECONOMIST, chinski boom jest jak najbardziej realny,
        oparty na realnych inwestycjach w produkcji, a nie, jak pozorny boom w USA, W.
        Brytanii czy Australii na spekulacji na gieldzie i na rynku nieruchomosci...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka