Robert nauczy nas TANGA

IP: *.ny325.east.verizon.net 13.06.02, 05:37
Chcesz nowy watek,prosze bardzo.

Zacznijmy od tego ,gdzie sie zgadzamy.
"Stagnacja w Polsce nie jest FAZA rozwoju gospodarczego.
Poprawa koniunktury swiatowej moze Polsce nie pomoc."

Oczywiscie nie zaszkodzi zadanie prostego pytania:Dlaczego?

Bo poprawa koniunktury w Stanach bardzo pomogla Kanadzie.
Moze nam jest to nie pisane,bo ustawilismy sie do organizacji(EU)bez
przyszlosci.
Bo gdybysmy byli w NAFTA-to sytuacja wygladala by inaczej.

Teraz czas przejsc do lapsusow ktore popelniles.

1-"Podaz jest sila napedowa rozwoju gospodarczego"
Tak bylo w komunie.W kapitalizmie jest to popyt.
Przyklad:Moce produkcyjne sa w kazdym kraju EU,USA,Japonii itd
niewykorzystane calkowicie i mimo tego istnieje nadprodukcja towarow.
A niektore towary sprzedawane sa ponizej kosztow,jak np. stal po cenach
dumpingowych.

2-Gospodarka EU jest wieksza niz USA.
3-W Niemczech zyje sie lepiej niz w Stanach.
Juz chyba zdazyles siegnac do danych statystycznych i sie uswiadomic.

4-Praca sprzataczki na czarno w USA tez byla liczona do PKB.
Zadna praca na czarno w zadnym kraju nie jest liczona do PKB
5-Problemem jest podaz.By ja zwiekszyc potrzeba zmniejszyc placowe i pozaplacowe
koszty pracy.

I tu sie klania Argentyna.
Tam tez byly problemy z deficytem budzetowym i zeby go zrownowazyc
i "pobudzic podaz" zmniejszono place w administracji panstwowej o 15%.
Czekano w Argentynie dokladnie na to samo na co ty czekasz w Polsce,ze w slad
za spadkiem pieniadza w obiegu spadna ceny.
I czym to sie skonczylo Robert?
Doczekali sie spadku cen,czy tez zaczeli tanczyc TANGO?
Czy mam dopisac tez dalszy ciag?
Ze zdecydowano sie odstapic od mocnego peso i zdewaluowac go.
Pytalem cie kulturalnie ,podaj przyklad kraju gdzie obnizka kosztow placowych
i pozaplacowych przyniosla pozadane rezultaty,czyli obnizke cen i wzrost
gospodarczy.
NIE RACZYLES ODPOWIEDZIEC.
TAK JAKBY BYLA JAKAS SENSOWNA ODPOWIEDZ NA BEZSENSOWNA TEORIE.

6-Amerykanie moga sie nie przejmowac takimi "drobiazgami" jak deficyt budzetowy
czy bilans platniczy.
To juz jest logika na poziomie zawodowki.
Amerykanie przejmuja sie def budzetowym i bilansem platniczym,a emisja
pieniadza odbywa sie na takich samych zasadach jak w EU i Polsce.
7-(01-06-2002)"Sam doskonale pamietam lata 80-te i poczatek 90-tych,kiedy USA
byly pograzone w stagnacji."
Lata 80-te,to byl bardzo szybki rozwoj gospodarczy w Stanach.
Zajrzyj do ksiazek i rocznikow.

Nie mialem zamiaru ci tych rzeczy wyciagac,ale jak ty Orlowskiego nazywasz
trepem,to gdzie ty bys siebie umiescil w tym towarzystwie?
Zyskales wielu zwolennikow.
Bo nie ma to jak dyskutowac z wielka kultura.
Nigdy nie zapomnisz napisac Pan i Ciebie z duzej litery co ciemnogrodowi bardzo
imponuje.
Lepiej niz kto inny zdajesz sobie sprawe z tego,ze czym ktos ma mniej wiadomosci
to uwage ma skoncentrowana na formie a nie tresci.

Obudz sie Robert.
Przyklad + komentarz.
Np:Obnizanie kosztow placowych w Argentynie poglebilo kryzys i w efekcie trzeba
bylo zdewaluowac peso.
I dalej.
Polski, przyklad Argentyny nie dotyczy,bo sciaganie pieniedzy z rynku nie
odbywa sie przy sztywnym kursie zlotego(zloty nie jest przywiazany do
dolara ,lecz sie w stosunku do niego umacnia).
Pozdr.


    • Gość: azor Re: Robert nauczy nas TANGA IP: 62.233.149.* 13.06.02, 06:46
      Maciej jestem twoim fanem
      powiedz jeszcze jak stoi teraz pieniądz angentyński ?
      bo w Polsce o tym cicho sza .
      • Gość: MACIEJ Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.ny325.east.verizon.net 13.06.02, 18:38
        Gość portalu: azor napisał(a):

        > Maciej jestem twoim fanem
        > powiedz jeszcze jak stoi teraz pieniądz angentyński ?
        > bo w Polsce o tym cicho sza .

        Taka cisza przed burza.
        Juz sie pokazuje coraz wiecej art. w prasie na temat obnizenia wartosci
        zlotego,czyli niedlugo po tym powinna przyjsc akcja.
        I pilnuj sie ,bo Ula ma na ciebie oko.
      • Gość: Evita Re: Robert nauczy nas TANGA IP: 5.2.* / 199.43.13.* 14.06.02, 10:16
        Kurs dolara do peso(ARS) = 3.5
    • Gość: Robert Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 02:20
      Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

      ) Chcesz nowy watek,prosze bardzo.
      )
      ) Zacznijmy od tego ,gdzie sie zgadzamy.
      ) "Stagnacja w Polsce nie jest FAZA rozwoju gospodarczego.
      ) Poprawa koniunktury swiatowej moze Polsce nie pomoc."
      )
      ) Oczywiscie nie zaszkodzi zadanie prostego pytania:Dlaczego?
      )
      ) Bo poprawa koniunktury w Stanach bardzo pomogla Kanadzie.
      ) Moze nam jest to nie pisane,bo ustawilismy sie do organizacji(EU)bez
      ) przyszlosci.
      ) Bo gdybysmy byli w NAFTA-to sytuacja wygladala by inaczej.
      )
      ) Teraz czas przejsc do lapsusow ktore popelniles.
      )
      ) 1-"Podaz jest sila napedowa rozwoju gospodarczego"
      ) Tak bylo w komunie.W kapitalizmie jest to popyt.
      ) Przyklad:Moce produkcyjne sa w kazdym kraju EU,USA,Japonii itd
      ) niewykorzystane calkowicie i mimo tego istnieje nadprodukcja towarow.
      ) A niektore towary sprzedawane sa ponizej kosztow,jak np. stal po cenach
      ) dumpingowych.
      )
      ) 2-Gospodarka EU jest wieksza niz USA.
      ) 3-W Niemczech zyje sie lepiej niz w Stanach.
      ) Juz chyba zdazyles siegnac do danych statystycznych i sie uswiadomic.
      )
      ) 4-Praca sprzataczki na czarno w USA tez byla liczona do PKB.
      ) Zadna praca na czarno w zadnym kraju nie jest liczona do PKB
      ) 5-Problemem jest podaz.By ja zwiekszyc potrzeba zmniejszyc placowe i pozaplacow
      ) e
      ) koszty pracy.
      )
      ) I tu sie klania Argentyna.
      ) Tam tez byly problemy z deficytem budzetowym i zeby go zrownowazyc
      ) i "pobudzic podaz" zmniejszono place w administracji panstwowej o 15%.
      ) Czekano w Argentynie dokladnie na to samo na co ty czekasz w Polsce,ze w slad
      ) za spadkiem pieniadza w obiegu spadna ceny.
      ) I czym to sie skonczylo Robert?
      ) Doczekali sie spadku cen,czy tez zaczeli tanczyc TANGO?
      ) Czy mam dopisac tez dalszy ciag?
      ) Ze zdecydowano sie odstapic od mocnego peso i zdewaluowac go.
      ) Pytalem cie kulturalnie ,podaj przyklad kraju gdzie obnizka kosztow placowych
      )
      ) i pozaplacowych przyniosla pozadane rezultaty,czyli obnizke cen i wzrost
      ) gospodarczy.
      ) NIE RACZYLES ODPOWIEDZIEC.
      ) TAK JAKBY BYLA JAKAS SENSOWNA ODPOWIEDZ NA BEZSENSOWNA TEORIE.
      )
      ) 6-Amerykanie moga sie nie przejmowac takimi "drobiazgami" jak deficyt budzetowy
      )
      ) czy bilans platniczy.
      ) To juz jest logika na poziomie zawodowki.
      ) Amerykanie przejmuja sie def budzetowym i bilansem platniczym,a emisja
      ) pieniadza odbywa sie na takich samych zasadach jak w EU i Polsce.
      ) 7-(01-06-2002)"Sam doskonale pamietam lata 80-te i poczatek 90-tych,kiedy USA
      ) byly pograzone w stagnacji."
      ) Lata 80-te,to byl bardzo szybki rozwoj gospodarczy w Stanach.
      ) Zajrzyj do ksiazek i rocznikow.
      )
      ) Nie mialem zamiaru ci tych rzeczy wyciagac,ale jak ty Orlowskiego nazywasz
      ) trepem,to gdzie ty bys siebie umiescil w tym towarzystwie?
      ) Zyskales wielu zwolennikow.
      ) Bo nie ma to jak dyskutowac z wielka kultura.
      ) Nigdy nie zapomnisz napisac Pan i Ciebie z duzej litery co ciemnogrodowi bardzo
      )
      ) imponuje.
      ) Lepiej niz kto inny zdajesz sobie sprawe z tego,ze czym ktos ma mniej wiadomosc
      ) i
      ) to uwage ma skoncentrowana na formie a nie tresci.
      )
      ) Obudz sie Robert.
      ) Przyklad + komentarz.
      ) Np:Obnizanie kosztow placowych w Argentynie poglebilo kryzys i w efekcie trzeba
      )
      ) bylo zdewaluowac peso.
      ) I dalej.
      ) Polski, przyklad Argentyny nie dotyczy,bo sciaganie pieniedzy z rynku nie
      ) odbywa sie przy sztywnym kursie zlotego(zloty nie jest przywiazany do
      ) dolara ,lecz sie w stosunku do niego umacnia).
      ) Pozdr.
      )
      Niestety jestem rozczarownany sposobem dyskutowania. Porusza Pan kilka wątków i
      tym samym znów dojdziemy do cytatów z cytowanych cytatów. Czy nie lepiej pewne
      rzeczy rozdzielać?
      Podaż napędza gospodarkę - to nie jest lapsus. Pan się może z tym poglądem nie
      zgadzać, ale proszę mi nie zarzucać nieświadomego popełniania pomyłek.
      Żaden z Pańskich przykładów nie udowadnia tezy odwrotnej, a już zupełnie
      absurdalne jest twierdzenie, że podaż napędzała gospodarkę w komunie. Podaż
      czego? Mieszkań, samochodów, żywności, telefonów, sprzętu AGD, usług
      turystycznych itd O jakiej podaży w komunie Pan pisze? Oni nie byli nawet w
      stanie papieru toaletowego wyprodukować. komuna była słaba, a ta słabość
      objawiała się wniemożności zapewnienia podaży.
      Niewykorzystane moce produkcyjne świadczą jedynie o złej alokacji zasobów. Do
      wyjaśnienia wielu teorii makroekonomicznych wystarczy dogłębna analiza kilku
      podstawowych pojęć: popyt, podaż, zasoby, przepływy.
      Ujmując pewne sprawy w skrócie: jęsli podaż nie napotyka na popyt, należy dokonąć
      alokacji zasobów i zmienić podaż. Im większa jest podaż, tym konieczność
      szybszego dostosowywania się do popytu. W określonych warunkach podaż kreuje
      popyt. Pan czerpie swe przekonanie z obserwacji rynku amerykańskiego. W USA ten
      pogląd jest b. popularny, na szczęście dla kraju, w którym Pan mieszka
      przedsiębiorcy głosząc: popyt napędza gospodarkę, działają według zasad: podaż
      napędza gospodarkę. Stąd ta konkurencyjność.
      Pańska teria w niczym nie tłumaczy np. dlaczego w krajach o tak ogromnym popycie
      na różne towary i usługi jest tak źle. Dlaczego w kraju, w którym ludzie są
      głodni produkuje się mało żywności? Zgodnie z Pańskim przekonaniem to właśnie tam
      powinni być najwięksi producenci żywności.
      Ochrona rynku stali w USA ma się nijak, do dyskutowanych rzeczy i jest po prostu
      elementem polityki - gosp.i socjalnej. Zadał Pan sobie np. pytanie dlaczego
      trzeba chronić amerykańską stal. Odpowiedź: Bo nie ma wystarczającego popytu na
      amerykańską stal. A dlaczego nie ma wystarczającego popytu na amerykańską stal.
      Bo jest podaż tańszej stali z innych rynków, bo jest podaż tworzyw sztucznych, bo
      jest podaż coraz lepszych farb w związku z czym stal wolniej koroduje itd.
      Nie pisałem, że poprawa koniunktury na świecie nie pomoże Polsce. Pisałem, że
      może pomóc, ale nie musi. Podobnie jak koniunktura lat 90-ych w żaden sposób nie
      pomogła np Rosji.
      Gospodarka UE jest większa od gospodarki USA - ja podałem dane z roczników "The
      Economist", Pan podał adres strony internetowej, pod którą jest księgarnia.
      Napewno PKB na głowę jest wyższe w USA niż w UE. Jak znajdę chwilę czasu
      dostarczę Panu precyzyjnych danych. Także dotyczące tego gdzie się żyje lepiej w
      USA, czy w Niemczech. Całkiem możliwe, że w USA. Sam mam skłonności do
      zapominania, że Niemcy to także dawne NRD.
      Przykład argentyński znó nie pasuje nijak do naszej dyskusji i myli Pan skutki z
      przyczynami. Przyczyną kryzysu w Argentynie nie było obniżenie płac, ale
      niemożność obsługi długu. Zobowiązania państwa tak bardzo przekraczały dochody,
      że nikt im już nie chciał pożyczyć pieniędzy. To tam się odbyła tak reklamowana
      przez Pana skokowa dewaluacja peso, po której nastąpił skok na banki. A skok
      nastąpił bo ludzie spostrzegli, że stracili w skutek dewaluacji swoje
      oszczędności. Nota bene powinien Pan się zdecydować: raz podaje Pan przykład
      rozwiązań argentyńskich jako sotrzeżenie, innym razem proponuje Pan sztywne
      związanie złotówki z dolarem, tak jak peso z dolarem.
      Obiecuję poświęcić Argentynie nieco więcej miejsca w następnym wątku. Na koniec
      tego mogę tylko dodać, że pomysły Perona, identyczne z Pańskimi całkowicie
      zrujnowały ten niegdyś najbogatszy kraj świata.
      Co do rozwoju USA w l. 80. i początku 90. - zgodnie z sugestią zajrzałem do
      roczników (akurat pod ręką) W l. 85-92 USA rozwijały się w tempie 2,3% rocznie.
      Znacznie wolniej niż np. Chile, Kostaryka, albo Turcja. Krajów, które rozwijały
      się wtedy szybciej jest ponad pół setki. Pamięta Pan boom w nieruchomościach w
      związku z pojawieniem się JApończyków?
      Co do krajów gdzie zmniejszenie kosztów pracy - płacowych i pozapłacowych
      przyniosło bardzo pozytywne skutki. Pierwsze jakie mi przychodzą na myśl to
      Hiszpania i Holandia.
      Co do Orłowskiego, to napisałem już, że więcej się na ten temat nie odezwę.
      Aha, i praca na czarno gospodyń - czy aby na pewno nie wlicza się
      • Gość: MACIEJ Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.ny325.east.verizon.net 14.06.02, 06:24
        Gość portalu: Robert napisał(a):

        ) Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
        )
        ) ) Chcesz nowy watek,prosze bardzo.
        ) )
        ) ) Zacznijmy od tego ,gdzie sie zgadzamy.
        ) ) "Stagnacja w Polsce nie jest FAZA rozwoju gospodarczego.
        ) ) Poprawa koniunktury swiatowej moze Polsce nie pomoc."
        ) )
        ) ) Oczywiscie nie zaszkodzi zadanie prostego pytania:Dlaczego?
        ) )
        ) ) Bo poprawa koniunktury w Stanach bardzo pomogla Kanadzie.
        ) ) Moze nam jest to nie pisane,bo ustawilismy sie do organizacji(EU)bez
        ) ) przyszlosci.
        ) ) Bo gdybysmy byli w NAFTA-to sytuacja wygladala by inaczej.
        ) )
        ) ) Teraz czas przejsc do lapsusow ktore popelniles.
        ) )
        ) ) 1-"Podaz jest sila napedowa rozwoju gospodarczego"
        ) ) Tak bylo w komunie.W kapitalizmie jest to popyt.
        ) ) Przyklad:Moce produkcyjne sa w kazdym kraju EU,USA,Japonii itd
        ) ) niewykorzystane calkowicie i mimo tego istnieje nadprodukcja towarow.
        ) ) A niektore towary sprzedawane sa ponizej kosztow,jak np. stal po cenach
        ) ) dumpingowych.
        ) )
        ) ) 2-Gospodarka EU jest wieksza niz USA.
        ) ) 3-W Niemczech zyje sie lepiej niz w Stanach.
        ) ) Juz chyba zdazyles siegnac do danych statystycznych i sie uswiadomic.
        ) )
        ) ) 4-Praca sprzataczki na czarno w USA tez byla liczona do PKB.
        ) ) Zadna praca na czarno w zadnym kraju nie jest liczona do PKB
        ) ) 5-Problemem jest podaz.By ja zwiekszyc potrzeba zmniejszyc placowe i pozaplac
        ) ow
        ) ) e
        ) ) koszty pracy.
        ) )
        ) ) I tu sie klania Argentyna.
        ) ) Tam tez byly problemy z deficytem budzetowym i zeby go zrownowazyc
        ) ) i "pobudzic podaz" zmniejszono place w administracji panstwowej o 15%.
        ) ) Czekano w Argentynie dokladnie na to samo na co ty czekasz w Polsce,ze w sl
        ) ad
        ) ) za spadkiem pieniadza w obiegu spadna ceny.
        ) ) I czym to sie skonczylo Robert?
        ) ) Doczekali sie spadku cen,czy tez zaczeli tanczyc TANGO?
        ) ) Czy mam dopisac tez dalszy ciag?
        ) ) Ze zdecydowano sie odstapic od mocnego peso i zdewaluowac go.
        ) ) Pytalem cie kulturalnie ,podaj przyklad kraju gdzie obnizka kosztow placowy
        ) ch
        ) )
        ) ) i pozaplacowych przyniosla pozadane rezultaty,czyli obnizke cen i wzrost
        ) ) gospodarczy.
        ) ) NIE RACZYLES ODPOWIEDZIEC.
        ) ) TAK JAKBY BYLA JAKAS SENSOWNA ODPOWIEDZ NA BEZSENSOWNA TEORIE.
        ) )
        ) ) 6-Amerykanie moga sie nie przejmowac takimi "drobiazgami" jak deficyt budzeto
        ) wy
        ) )
        ) ) czy bilans platniczy.
        ) ) To juz jest logika na poziomie zawodowki.
        ) ) Amerykanie przejmuja sie def budzetowym i bilansem platniczym,a emisja
        ) ) pieniadza odbywa sie na takich samych zasadach jak w EU i Polsce.
        ) ) 7-(01-06-2002)"Sam doskonale pamietam lata 80-te i poczatek 90-tych,kiedy USA
        ) ) byly pograzone w stagnacji."
        ) ) Lata 80-te,to byl bardzo szybki rozwoj gospodarczy w Stanach.
        ) ) Zajrzyj do ksiazek i rocznikow.
        ) )
        ) ) Nie mialem zamiaru ci tych rzeczy wyciagac,ale jak ty Orlowskiego nazywasz
        ) ) trepem,to gdzie ty bys siebie umiescil w tym towarzystwie?
        ) ) Zyskales wielu zwolennikow.
        ) ) Bo nie ma to jak dyskutowac z wielka kultura.
        ) ) Nigdy nie zapomnisz napisac Pan i Ciebie z duzej litery co ciemnogrodowi bard
        ) zo
        ) )
        ) ) imponuje.
        ) ) Lepiej niz kto inny zdajesz sobie sprawe z tego,ze czym ktos ma mniej wiadomo
        ) sc
        ) ) i
        ) ) to uwage ma skoncentrowana na formie a nie tresci.
        ) )
        ) ) Obudz sie Robert.
        ) ) Przyklad + komentarz.
        ) ) Np:Obnizanie kosztow placowych w Argentynie poglebilo kryzys i w efekcie trze
        ) ba
        ) )
        ) ) bylo zdewaluowac peso.
        ) ) I dalej.
        ) ) Polski, przyklad Argentyny nie dotyczy,bo sciaganie pieniedzy z rynku nie
        ) ) odbywa sie przy sztywnym kursie zlotego(zloty nie jest przywiazany do
        ) ) dolara ,lecz sie w stosunku do niego umacnia).
        ) ) Pozdr.
        ) )

        ) Podaż napędza gospodarkę - to nie jest lapsus. Pan się może z tym poglądem nie
        ) zgadzać, ale proszę mi nie zarzucać nieświadomego popełniania pomyłek.

        Nudna sie ta dyskusja z toba robi Robert,bo nie widze zadnych u ciebie postepow.
        Kiedys o takich dyskutantach mowilo sie MIERNY,BIERNY ALE WIERNY.
        Ciezko ci pojac logike kryzysu gospodarczego.
        Wszystkie media na calym swiecie pisza,ze kryzys jest wynikiem niedostatecznego
        popytu.
        Nie ma zadnego problemu z podaza,towarow jest wiecej niz potrzeba,brak jest ludzi
        z pieniedzmi ktorzy te towary kupia.
        Mozesz miec swoja teorie na ten temat,tylko dlaczego mialo by mnie to interesowac?

        ) Żaden z Pańskich przykładów nie udowadnia tezy odwrotnej, a już zupełnie
        ) absurdalne jest twierdzenie, że podaż napędzała gospodarkę w komunie.

        Jesli na mieszkania i telefony w komunie czekalo sie 15 lat tzn ze popyt nie byl
        tam motorem napedowym gospodarki.
        W komunie motorem napedowym gospodarki,tak jak i w twojej teorii byla PODAZ
        skrupulatnie okreslana w planach rocznych i wieloletnich.
        Za przekroczenie planu dostawalo sie medale i premie mimo ze produkcja miala sie
        nijak do popytu.
        W dalszym ciagu nie kumasz ,ze twoja teoria to dziecko komuny podretuszowana by
        pasowala do wspolczesnego socjalizmu polskiego i EUnijnego.


        ) Niewykorzystane moce produkcyjne świadczą jedynie o złej alokacji zasobow.
        ) Ujmując pewne sprawy w skrócie: jęsli podaż nie napotyka na popyt, należy dokon
        ) ąć
        ) alokacji zasobów i zmienić podaż.

        Czyli kto ma tego dokonac wg twojej teorii?
        1-Rzad
        2-Zespol expertow do badan strategicznych
        3-Odpowiedni minister

        Bo wg mojej teorii i praktyki amerykanskiej,jest to indywidualna decyzja
        indywidualnego inwestora.

        ) Im większa jest podaż, tym konieczność
        ) szybszego dostosowywania się do popytu.

        Albo sam nie wiesz co piszesz,albo to juz jest czysty socjalizm.
        Z punktu widzenia zarzadzajacego gospodarka absolutnie nie interesuje cie strona
        podazowa-to jest sprawa indywidualnych inwestorow.


        ) na różne towary i usługi jest tak źle. Dlaczego w kraju, w którym ludzie są
        ) głodni produkuje się mało żywności? Zgodnie z Pańskim przekonaniem to właśnie t
        ) am
        ) powinni być najwięksi producenci żywności.

        W tych krajach 'gdzie jest glod nie ma rozwinietej gospodarki wolnorynkowej.
        I tu za przyklad mozna podac Rosje i kilka krajow afrykanskich.
        Czy duza podaz komputerow zaspokoi popyt na nie Aborygenow?
        Zeby zaistniala podaz,musi najpierw zaistniec na nia popyt.
        Najpierw pomysl musi we lbie zaswitac,a pozniej przechodzi sie do realizacji.
        Pusty brzuch-to jest popyt.
        Pozniej mysl:a moze upoluje zajaca,lub w ostatecznosci koale.
        A pozniej nastepuje misterne konstruowanie wnyka lub ostrzenie dzidy.
        Jest i tu podzial pracy,wiec w miedzyczasie wspolplemiency podtrzymuja ogien na
        palenisku.

        ) Ochrona rynku stali w USA ma się nijak, do dyskutowanych rzeczy i jest po prost
        ) u
        ) elementem polityki - gosp.i socjalnej. Zadał Pan sobie np. pytanie dlaczego
        ) trzeba chronić amerykańską stal. Odpowiedź: Bo nie ma wystarczającego popytu na
        )
        ) amerykańską stal. A dlaczego nie ma wystarczającego popytu na amerykańską stal.
        )
        ) Bo jest podaż tańszej stali z innych rynków, bo jest podaż tworzyw sztucznych,
        ) bo
        ) jest podaż coraz lepszych farb w związku z czym stal wolniej koroduje itd.

        Tu Robert ,bladzisz jak dziecko.
        Nie ma zadnego problemu z rynkiem stali w USA.
        Stal exportowana do USA (min z EU) jest po cenach dumpingowych,dlatego
        wprowadzono na nia cla karne by mogla ona konkurowac ze stala amerykanska.
        Oczywiscie bez problemu akceptujesz to,ze EU wprowadzila cla zaporowe na stal z
        Korei i Brazylii.


        ) Przykład argentyński znó nie pasuje nijak do naszej dyskusji i myli Pan skutki
        ) z
        ) przyczynami. Przyczyną kryzysu w Argentynie nie było obniżenie płac, ale
        ) niemożność obsługi długu. Zobowiązania państwa tak bardzo przekraczały dochody,
        )
        ) że nikt im już nie chciał pożyczyć pieniędzy.

        Znowu ci sie przyczyny ze skutkami pomylily.
        Zeby ci w glowce poukladac to zaczne od poczatku.
        Zobowiazania panstwa przekraczaly dochody i zeby obnizyc wydatki zaczeto obnizac
        place w budzetowce.
        Teraz rozumiesz?
    • Gość: RYBA Re: Robert nauczy nas TANGA IP: 62.233.149.* 14.06.02, 07:26
      Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

      >
      > I tu sie klania Argentyna.
      > Tam tez byly problemy z deficytem budzetowym i zeby go zrownowazyc
      > i "pobudzic podaz" zmniejszono place w administracji panstwowej o 15%.
      > Czekano w Argentynie dokladnie na to samo na co ty czekasz w Polsce,ze w slad
      > za spadkiem pieniadza w obiegu spadna ceny.
      > I czym to sie skonczylo Robert?
      > Doczekali sie spadku cen,czy tez zaczeli tanczyc TANGO?

      Maciej - a nie sądzisz że zmniejszają płace w Polsce nie po to aby spadły ceny
      a po to aby przygotowac grunt pod dewaluację ?
      mniej pieniądza w obiegu , przejedzone oszczędności -
      to spowoduje że ludziska nie pobiegna do banków i sklepów po godz. "0"
      i nie rozpocznie sie spirala inflacyjna bo nie będzie "materii"
      zadanie najważniejsze to zniszczyć inflacje po godz. "0"
      wtedy -ceny pozostaną na miejscu

      eksport wzrośnie , budżet sie szybko zrównoważy i będą srodki na inwestycje
      Polska wg mnie jest w przededniu wielkiego skoku
      za 12 lat będziemy w I świecie - bo sądzę że to sie uda .
      jest wszystko dobrze przygotowane.

      • Gość: Rycho Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.acn.pl / 10.133.128.* 14.06.02, 09:31
        W dyskusji miedzy Robertem a Maciejem raczej bardziej trafiają do mnie
        argumenty Roberta.
        Na pewno nie jest tak,że popyt stymuluje podaż.Po stronie podażowej musi być
        duża aktywność do wymyślania coraz to nowych wyrobów żeby wytwożyć w nabywcach
        chęć posiadania czegoś o czym do tej pory nie mieli pojęcia,że w ogóle
        istnieje.Oczywiście w następnym etapie jeżeli rynek coś"chwyci"to popyt będzie
        wpływał na wzrost podaży,ale to już jest sprawa wtórna bo wytwórcy już muszą
        myśleć nad czymś nowym czyli znowu próbować wywołać popyt.W efekcie tylko
        gospodarka która potrafi stworzyć nowe wyroby i wytworzyć na nie popyt jest
        najbardziej efektywna.
        W sprawie porównywania Polski i Argentyny to temat był wałkowany .Przy obecnych
        mechanizmach ustalania kursu walutowego w Polsce oraz dyscyplinie w emisji
        pieniądza tego typu kryzysu nie będzie.
        • Gość: MACIEJ Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.ny325.east.verizon.net 14.06.02, 14:09
          Gość portalu: Rycho napisał(a):

          > W dyskusji miedzy Robertem a Maciejem raczej bardziej trafiają do mnie
          > argumenty Roberta.
          > Na pewno nie jest tak,że popyt stymuluje podaż.Po stronie podażowej musi być
          > duża aktywność do wymyślania coraz to nowych wyrobów żeby wytwożyć w nabywcach
          > chęć posiadania czegoś o czym do tej pory nie mieli pojęcia,że w ogóle
          > istnieje.

          Zeby podaz zaistniala ,to nawet wg ciebie musi najpierw zaistniec pomysl na towar
          u wytworcow-jak to piszesz.
          I calkiem mozliwe,ze to wlasnie ci innowatorzy beda wlasnie pierwszymi
          wlascicielami swoich produktow.
          To ze telefon zostal wymyslony przez Bell'a tzn ze bylo duze zapotrzebowanie na
          srodek komunikacji na odleglosc.
          Chyba ze udowodnisz,ze nikt nie chcial porozumiewac sie na odleglosc,a glupi
          pomysl Bell'a stal sie popularny dzieki dobrej reklamie.
          Pomysl, checi posiadania nowego produktu nie rodzi sie w jednej glowie na calym
          swiecie lecz w setkach tysiecy glow.
          Tylko ze nie kazdy ma glowe lub srodki na zrealizowanie danego pomyslu(produktu).
          I trzeba czekac ,czasami dlugo, az ci ktorzy maja srodki na realizacje,wpadna na
          ten wlasnie pomysl.
          Od pomyslu do realizacji obecnie mija zazwyczaj rok,czyli w momencie gdy produkt
          trafia na rynek pomysl jest juz stary.
          Pisarz ma cos w glowie,nastepnie jest rekopis,za rok ksiazka w ksiegarni,a za
          nastepny rok film oparty na tej ksiazce.
          Ty dla odmiany opisujesz Kowalskiego,ktory przyjechal ze wsi Malopolskiej do
          Warszawy i neony go w nocy oslepiaja,a polki w sklepach pod sufit wypelnione,
          rzucaja go na plecy.

          > Oczywiście w następnym etapie jeżeli rynek coś"chwyci"to popyt będzie
          > wpływał na wzrost podaży,ale to już jest sprawa wtórna bo wytwórcy już muszą
          > myśleć nad czymś nowym czyli znowu próbować wywołać popyt.W efekcie tylko
          > gospodarka która potrafi stworzyć nowe wyroby i wytworzyć na nie popyt jest
          > najbardziej efektywna.

          Gospodarka ktora potrafi zaspokoic popyt jest najbardziej efektywna.
          A gospodarka ,ktora produkowala i nie umiala wytworzyc na swoje produkty popytu-
          to byla komuna.
          I jako nieefektywna padla.
          Roznica miedzy komuna i socjalizmem,ktory panuje nam teraz w Polsce i EU jest
          tylko we wlasnosci srodkow produkcji,bo do zmiany sposobu myslenia(nadbudowy)
          jeszcze nie doszlo.

          > W sprawie porównywania Polski i Argentyny to temat był wałkowany .Przy obecnych
          >
          > mechanizmach ustalania kursu walutowego w Polsce oraz dyscyplinie w emisji
          > pieniądza tego typu kryzysu nie będzie.

          Nie ma zadnych mechanizmow ustalania kursu walutowego w Polsce.
          RPP biernie podaza ok 3 miesiace za spadkiem inflacji.
          Podaz pieniadza jest niewystarczajaca.
          Jesli wszyscy,wlacznie z toba ,sa w stanie przewidziec ,ze kurs zlotowki bedzie
          sie w ciagu nastepnych kilku lat umacnial do dolara a nie jestes w stanie
          przewidziec kursu euro w stosunku do dolara w tym samym okresie czasu-to gdzie
          jest ten rynek na zlotowke i mechanizmy ustalania kursu?
          Pomijam tu fakt,ze polska gospodarka jest duzo mniejsza od amerykanskiej i duzo
          wolniej sie rozwija,co powinno prowadzic do mniejszej przewidywalnosci kursu
          zlotowki do dolara.

          • Gość: RYBA Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.06.02, 20:21
            To ja ten wlasciwy RYBA.

            Macieju twoja teoria o podazy jest troche bezsensowna. Wezmy pod uwage
            motoryzacje. Rozumiem ze juz od paru lat chodzi ci po glowie podgrzewana
            kierownica, radio i klimatyzajca sterowana glosem czy czujniki badajace zrenicy
            kierowcy? Chyba nie. Inzynierom zalezy na tym aby zaskoczyc klienta, aby
            pokazac mu urzadzenie, ktore go zadziwi. Wytworcy musza wprowadzac coraz to
            nowe innowacje. Specjalisci musza wymyslec cos czego jeszcze nie ma.

            Wedlug Ciebie to wyglada tak ze ktos sobie dzwoni do Mercedesa o
            mowi "Sluchajcie wymyslcie mi samochod ze smiglami u mnie w miescie wszyscy
            chca miec taki". Absurd. Ale jak widac tak rozumiesz podaz.
      • Gość: RYBA Re: Prawdziwy RYBA IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.06.02, 10:04
        Odcinam sie od tej wypowiedzi. Ktos sie podemnie podszywa. Prosze zmienic Nick
      • Gość: MACIEJ Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.ny325.east.verizon.net 15.06.02, 02:49
        Gość portalu: RYBA napisał(a):


        > Maciej - a nie sądzisz że zmniejszają płace w Polsce nie po to aby spadły ceny
        > a po to aby przygotowac grunt pod dewaluację ?
        > mniej pieniądza w obiegu , przejedzone oszczędności -
        > to spowoduje że ludziska nie pobiegna do banków i sklepów po godz. "0"
        > i nie rozpocznie sie spirala inflacyjna bo nie będzie "materii"
        > zadanie najważniejsze to zniszczyć inflacje po godz. "0"
        > wtedy -ceny pozostaną na miejscu
        >
        > eksport wzrośnie , budżet sie szybko zrównoważy i będą srodki na inwestycje
        > Polska wg mnie jest w przededniu wielkiego skoku
        > za 12 lat będziemy w I świecie - bo sądzę że to sie uda .
        > jest wszystko dobrze przygotowane.

        Czesc RYBA!
        Bardzo ciekawy scenariusz.
        Choc ogladajac obecne niemoctwo rzadu,RPP,NBP dochodze do wniosku ze oni nie sa w
        stanie nie tylko zrealizowac,ale i wymyslec takiego scenariusza.
        Too good to be true.
        Tam nie bylo zadnych przygotowan,to jeden wielki przypadek.
        Chyba nie widzisz Millera w roli Ojca Chrzestnego polskiego cudu gospodarczego.
        Choc jestem ciekaw obejrzec lumpa ze Skierniewic nasladujacego Marlona Brando.
        A Belke podstawiloby sie za Al Pacino.
        Muzyke wolalbym zostawic oryginalna.

        • Gość: RYBA Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.06.02, 22:04
          Czesc MACIEJU

          Jak juz mowilem ktos sie pode mnie podszywa. Co mnie wkurza. To nie moje
          poglady. Rownie dobrze moglbym podpisac sie MACIEJ ale po co? Ktos ma widac
          frajde w tym. Sorry ze zmienilem watek.
    • Gość: JOrl Do Pana Roberta IP: *.dip.t-dialin.net 14.06.02, 16:33
      Szanowny Panie Robercie. Pisal Pan chyba, ze kibicuje Pan w pilce noznej USA i
      Senegalowi (?). Moglby mi Pan powiedziec, komu Pan kibicowal podczas meczu
      Polska-USA?
      To pytanie ma naturalnie drugie dno. Jak zwykle u mnie.
      Pozdrowienia
      • Gość: olo Maciej, Lepper, who cares? IP: 157.25.130.* 14.06.02, 17:43
        no wlasnie?
        madrosci ludowe, ktore prawi wprawiaja w zachwyt jego samego oraz sluchaczy z 1
        klasy liceow ekonomicznych.

        Maciej robi sobie z was jaja.
        szkoda, ze nie czytaliscie jego madrosci na temat np turystki (to bylo niezle:
        twierdzil, ze Polska jest 4 (slownie: czwartym!) krajem na swiecie po wzgledem
        przychodow z turystyki (nic tylko "studiowac" hotelarstwo!) - a za zrodlo tej
        cudownej wiadomosci podal znajoma, ktora sprzata hotele) - rasowy naukowiec, a
        coz za podejscie badawcze!

        Poza tym, nie moge wyjsc z podziwu dla jego inwencji tworczej, kiedy z uporem
        maniaka podstawowe zalozenie klasycznej teorii ekonomii wpisuje w logike
        komunizmu (tak panie kolego: podaz generuje swoj popyt wedlug klasycznej teorii
        ekonomii, a marx& co. nalezeli do innej partii, czy to sie panu popdoba, czy
        nie)

        drogi MAcieju - juz raz to Szanownemu Panu proponowalem ale zaproponuje raz
        jeszcze - lepiej sie pan sprawdzisz na forum gospodyn wiejskich, ktorym bez
        problemow zaimponujesz swoja rozlegla wiedza z zakresu szydelkowania i
        smolowania dachow.

        • Gość: MACIEJ Re: Maciej, Lepper, who cares? IP: *.ny325.east.verizon.net 14.06.02, 18:15
          Gość portalu: olo napisał(a)

          > Maciej robi sobie z was jaja.
          > szkoda, ze nie czytaliscie jego madrosci na temat np turystki (to bylo niezle:
          > twierdzil, ze Polska jest 4 (slownie: czwartym!) krajem na swiecie po wzgledem
          > przychodow z turystyki (nic tylko "studiowac" hotelarstwo!) -

          Zgadza sie,Polska byla pod koniec lat 90tych na 4 miejscu na swiecie pod wzgledem
          ilosci turystow odwiedzajacych kraj nad Wisla.
          Studia ci nie groza,bo gdybys mial zawodowke skonczona to bys wiedzial,ze
          przychodow z turystyki w Polsce sie nie oblicza.


          > Poza tym, nie moge wyjsc z podziwu dla jego inwencji tworczej, kiedy z uporem
          > maniaka podstawowe zalozenie klasycznej teorii ekonomii wpisuje w logike
          > komunizmu (tak panie kolego: podaz generuje swoj popyt wedlug klasycznej teorii
          >
          > ekonomii, a marx& co. nalezeli do innej partii, czy to sie panu popdoba, czy
          > nie)

          Klasyczna ekonomie to ty znasz z dziennika telewizyjnego i to tez tylko w tym
          skroconym wydaniu.
          >
          > drogi MAcieju - juz raz to Szanownemu Panu proponowalem ale zaproponuje raz
          > jeszcze - lepiej sie pan sprawdzisz na forum gospodyn wiejskich, ktorym bez
          > problemow zaimponujesz swoja rozlegla wiedza z zakresu szydelkowania i
          > smolowania dachow.

          Czegos by mnie nie proponowal,to sie i tak nie zgodze,bo musialbym z takim
          ciemnogrodem jak ty obcowac.
          Wypiles z tym swoim towarzystwem ciemnogrodzkim dwa piwa,wypaliliscie jednego
          skreta i najwyzszy czas czyms popisac sie na forum.

      • Gość: Robert Re: Do Pana Roberta IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 18:38
        oczywiście, że kibicowałem Polakom. Tak samo było na początku, ale przecież
        szybko odpadli. Trudno żebym im kibicował w 1/8 skoro ich tam nie będzie. A Pan?
    • Gość: Robert Re: Nauczę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 20:02
      Po raz kolejny ten sam sposób dyskusji. Piętrowe cytaty i wątki mnożone w
      nieskończoność.
      Pańskie błędne tezy w większości biorą się z niezrozumienia kilku podstawowych
      zasad mi. in. tej że to podaż nakręca gospodarkę.
      Jeszcze raz spróbuję Panu to wytłumaczyć. Posłużę się bardzo uproszczonym
      modelem - modelem naszej dyskusji.
      Otóż proszę sobie wyobrazić, że jest Pan jedynym na tym forum wypowiadającym
      się na tematy makroekonomiczne. A więc Pańska myśl makroekonomiczna jest
      podażą. Załóżmy dalej, że wszyscy Pana czytają (nie mają wyjścia, bo Pan
      wypowiada się jako jedyny). Są odbiorcami Pańskiej myśli makroekonomicznej -
      tworzą popyt. Ma Pan więc 100% "słuchalności" - wszyscy mówią hey, what a wise
      guy from America. W pewnym momencie ten do tej pory stabilny układ ulega
      zachwianiu. Otóż pojawia się ktoś z podażą własnej myśli ekonomicznej -
      różniącej się oczywiście od Pańskiej. Część, bardzo nieznaczna ze wszystkich
      Pana dotychczasowych słuchaczy stwierdza - nie ma co czytać Pana Macieja, bo
      ten drugi pisze lepiej. Popyt na Pańską podaż myśli makroekonomicznej spada
      załóżmy o 2%. Popyt dzieli się na 98% do 2%. Pojawia się ktoś trzeci i znów
      odbiera część popytu, potem czwarty piąty itd. Popyt na Pańską myśl
      makroekonomiczną cały czas maleje, bo ludzie mają tylko określony czas
      (zastąpmy nim w naszym modelu pieniądze) na spędzenie na forum poświęconym
      gospodarce. Kiedy była podaż tylko Pańskiej myśli makroekonomicznej cały czas
      poświęcano na studiowanie jej. Teraz musi się dzielić na pozostałych, którzy
      pojawiają się z wypowiedziami na Forum. Niektórzy mówią - nie czytamy już Pana
      Macieja, bo on w kółko to samo. Nudne, nic się nie zmienia. Zastanawia się Pan
      co robić, bo tylu jest już konkurentów z podażą, że prawie nikt Pana nie
      studiuje, i używając swojej myśli makrekonomicznej próbuje Pan zwiększyć popyt.
      Aplikuje pan jedną ze swoich teorii i mówi Pan - zwiększymy popyt jak damy
      więcej czasu (pieniędzy)na internet to ludzie więcej będą studiować moją myśl
      makroekonomiczną. W związku z tym proponuje pan zaisnstalować internet w
      autobusach, ubikacjach, w bankomatach. Świat zostaje pokryty ekranami - a
      wszędzie Pańska myśl makrekonomiczna. Z przerażeniem Pan jednak stwierdza, że
      dalej jest Pan mało czytany bo nadal ma Pan konkurencję, a ludzie nie są w
      stanie więcej studiować Pańskiej myśli makroekonomicznej bo cały czas zużyli na
      jej studiowanie. W związku z czym brakło czasu na pracę, na to żeby się najeść
      i popyt dramatycznie spadł bo z niedożywienia ludzie nie są w stanie czytać
      pańskich wywodów. Wtedy konsekwentnie Pan mówi - wszystko przez konkurencję z
      podażą innej niż moja myśli makroekonomicznej. Trzeba wszystko wyregulować i
      zaprowadzić socjalizm. I wprowadza Pan regulacje: obywatele mają tylko
      określoną ilość czasu poświęcić na studiowanie myśli makroekonomicznej i mogą
      studiować tylko koncesjonowanych myślicieli. Koncesję uzyskuje oczywiście tylko
      Pan. Tym samym w rozwoju dyskusji wraca Pan do punktu wyjścia. Jest Pan i
      pańska myśl.
      Otóż ja zgodnie z wyznawaną zasadą wpływu podaży proponuję Panu inne
      rozwiązanie, które oczywiście nie pozwoli Panu zachować pozycji
      monopolistycznej, ale może i tak przysporzyć wiele satysfakcji.
      Ma pan swoje zasoby - umysł i wiedzę na temat makroekonomii. Otóż powinien pan
      pamiętać o takim pojęciu jak przepływy. Postanawia Pan dokonać alokacji swoich
      zasobów i część umysłu, którym Pan dysponuje zamiast zużywać na studiowanie
      teorii np. basebolla wykorzystuje Pan do studiowania makrekonomii. Efekty
      zależą także od przepływów - tego czy jest pan w stanie szybko się uczyć - a
      więc od Pańskiej inteligencji, od tego czy jest Pan przytomny itd. Zgdodzi się
      Pan, że bez przepływów nic po zasobach. Co komu po wiedzy jak np. śpi?
      Po wielkich okupionych wyrzeczeniami i ryzykiem wysiłkiem ma Pan większe
      zasoby - nowe połączenia neuronów i większą wiedzę makroekonomiczną. Rzuca Pan
      na rynek forum swoją myśl - i co się najczęsciej dzieje? Albo wyprzedzili Pana
      konkurenci, bo też się uczyli i dali nową podaż myśli - wypada Pan z gry i
      dyskusja toczy się dalej bez Pańskiego udziału, gdzieś tam Pan sobie tkwi. Albo
      też sprostał im Pan i ma swoje grono słuchaczy, którzy podziwiają Pańską myśl i
      dyskusja rozwija się dalej. Tak jak gospodarka.
      Jeśli zgubił się Pan na jakimś etapie wywodu, to chętnie dokonam dalszej
      dezagregacji.
      PS. Proszę do teorii makroek. nie wplątywać argumentów z zakresu zwykłego
      marketingu.
      • Gość: deLUC Re: IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 20:57
        Trele morele, dupe rele
        • Gość: deLUC Re: A tera rozwiniecie IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 21:21
          Otoz, nowoczesna ekonomia twierdzi ze zarowno popyt tworzy podaz jak i
          podaz popyt - stopien kreacji okresla cena (!) i jakosc a w przypadku popytu
          rowniez potrzeba. Czyli gdy zalozmy na rynku jest 1 000 000 pluszowych misow
          po 100 000 zl kazdy to mimo, ze dzieci i ich rodzice wyrazaja chec zakupu
          (potrzebe) to popyt na misie (wielkosc sprzedazy) wyniesie moze (:)) 0.0001%
          lub mniej. Z drugiej strony owa potrzeba (chec nabycia misia - w postaci
          indagowania sprzedawcow i dostawcow) spowoduje (powinna) podaz takowych -
          po cenie = koszt produkcji (zalezny od ilosci) + marza?. To na tyle. No to
          chwile.
          • Gość: MACIEJ Re: A tera rozwiniecie.SWIADOMOSC KSZTALTUJE BYT IP: *.ny325.east.verizon.net 14.06.02, 23:13
            Robert -te twoje wywody ,ciekawe choc przydlugie nie maja nic wspolnego z
            popytem i podaza.
            Moga byc za to odzwierciedleniem wplywu konkurencji na cene.

            Ostatni raz na temat popytu i podazy.

            Jesli podaz to jest produkcja zapewniajaca byt producentowi,to co sie dzieje
            dalej?
            Klient idzie do sklepu i dokonuje SWIADOMEGO wyboru towaru.

            Podaz,to jest BYT,
            A popyt=SWIADOMOSC.

            Nie jesz zeby jesc,tylko jesz zeby zyc.
            Nie kupujesz ,zeby kupowac tylko kupujesz SWIADOMIE zeby zaspokajac swoje
            indywiDUALNE POTRZEBY.
            Popyt jest twoim swiadomym wyborem poprzez ktory eliminujesz niepotrzebnych
            producentow z rynku.
            To jest twoja wladza jako nabywca.
            Nie masz zadnej wladzy jako producent,a to dlatego,ze musisz dostosowac sie do
            wymagan klienta.
            Twoja komunistyczno-socjalistyczna filozofia nie sprawdzila sie w PRLu bo
            wladze mieli producenci ze swoimi planami produkcji,a konsument bez zadnego
            prawa wyboru mogl czekac 15 lat na telefon lub mieszkanie.
            Jeszcze ci nie swita?
            deLUC dal ci przyklad ceny misiaczka w gospodarce zdominowanej przez producenta.
            Jesli plan nastawiony byl na produkcje tylko jednego rodzaju misiaczka a podazy
            innych misiaczkow nie bylo-tak jak za komuny,gdzie producent rzadzil-to mogles
            se zabawke nabyc za 100,000 albo poczekac na telefon 15 lat.

            W pierwszej chwili myslalem ,ze mam do czynienia z chlopakiem z
            ogolniaka ,ktory dla zabicia czasu tlucze na klawiaturze,ale gdy napisales ze
            pamietasz "stagnacje lat 80tych w USA" ,to doszedlem do wniosku ze mam do
            czynienia z ekonomista starej daty,ktorego pamiec zawodzi.

            Oczywiscie nie mam ci za zle ze nie rozumiesz ze to SWIADOMOSC KSZTALTUJE BYT,
            bo wychowales sie w okresie ,kiedy to komuna tlumaczyla wszystkim jak to
            BYT KSZTALTUJE SWIADOMOSC.
            99% ludzi inteligentnych ,ktorzy mieli cos do czynienia z filozofia,znaja
            wlasciwa kolejnosc ze tak jak SWIADOMOSC KSZTALTUJE BYT,tak tez
            POPYT KSZTALTUJE PODAZ.
            Zauwazylem ,ze wiekszosc ludzi piszacych na tym forum nie zna tej kolejnosci i
            dlatego tez nie wie dlaczego zyje.

            A tera objasnienie dla tych ,ktorzy ze studiami i filozofia nie mieli nic
            wspolnego,a wiadomosci ekonomiczne czerpia z "Dobranocki dla doroslych"
            (olo,set 78,Delfi,gingivitis i inne dolegliwosci).
            Wieksza ilosc slodkich bulek przerobionych na gas nie czyni cie
            madrzejszym,chociaz teorie lewacko-komunistycze twierdza ze BYT KSZTALTUJE
            SWIADOMOSC.

            Do Rycha nie mam zadnego zalu,bo on z miejsca przyznal,ze na ekonomii sie nie
            zna.
            I wlasnie takich zwolennikow ty masz Robert na forum.
            Poprzez uzycie wlasciwej formy przepchniesz na forum kazda tresc,bo ludzie nie
            sa fachowcami.
            Gratuluje ci zwolennikow,tak jak i mozna pogratulowac wyborcom polskim ,tak
            szeroko obecnym na tym forum,masowego oddawania glosow na Miller-Lepper sp.z
            o.o.
            Ja nie bede mial popularnosci wsrod szerokich mas,bo masy sie tam
            zaczynaja ,gdzie sie wiedza konczy.

            Domyslilem sie z waszych wypowiedzi,ze poglad iz podaz jest sila napedowa
            gospodarki jest jedyna obowiazujaca teoria ekonomiczna w EU i to moze
            usprawiedliwia fakt ,ze EU rozwija sie wolniej niz USA w ciagu ostatnich
            kilkunastu lat.
            Ta PODAZOWA teoria jest b.dobra do wprowadzania cel zaporowych w EU i recznego
            sterowania gospodarka,bo oddaje wladze nad gospodarka tysiacom
            biurokratycznych "FACHOFCOW".
            I tu popis dla pseudonaukowcow probujacych wprowadzic do XXI wieku reczne
            metody sterowania z polowy XX wieku.
            Chodzi oczywiscie o "wlasciwa alokacje sr.inwestycyjnych" .
            Przeciez EU "musi" doplacac do rolnictwa.
            EU "musi" rowniez zachecac lub zniechecac inwestorow do ladowania swoich
            pieniedzy w rozne glupie przedsiebwziecia.
            Tu dochodza koncesje,cla zaporowe.
            A kto bedzie wypelnial formularze rolnikom polskim o doplaty bezposrednie?
            Przecie to bedzie kilka mln podan w kilku egzemplarzach.
            Administracja w Polsce jest za mala by sprostac tym wymaganiom.
            Te miliony podan rolnikow trzeba wniesc na komputer terenowy,nastepnie
            agregacja w Warszawie.
            Pozniej podanie do Brukselki o doplaty.
            A na koncu radosne rozdanie po 100 dolarow kazdemu rolnikowi.

            Zaczynam sam siebie przekonywac.
            Tylko podaz jest motorem postepu i ile przy okazji nowych miejsc pracy kreuje.


    • Gość: Robert Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 16:11
      Przyznaję się do pewnej bezradności w dyskutowaniu z Panem, ale dyskutuję w
      nadziei, że ktoś to czyta i można wykazać jak bardzo nietrafne są Pańskie tezy
      i jak "niebezpieczne" ma Pan poglądy. W skrócie: zależy mi, żeby jak najmniej
      osób myślało tak jak Pan. Chaos jaki jest w Pańskich wypowiedziach, wewnętrzne
      sprzeczności uniemożliwiają dyskusję. W praktyce należało by bowiem komentować
      oddzielnie niemal każde pańskie zdanie. Pan zaprzecza moim tezom, po czym daje
      przykłady na potwierdzenie moich tez. Np. to ze stalą w USA. Piszę, że jest
      podaż tańszej stali spoza USA, dlatego jet kłopot na rynku ze zbytem
      amerykańskiej stali. Pan odpisuje, że się mylę bo nie ma kłopotu z rynkiem
      zbytu, tylko że UE eksportuje stal po cenach dumpingowych. Oznacza to dokładnie
      to co napisałem - jest podaż tańszej stali spoza USA - Pan nie dostrzega tego
      jednak. Snuje Pan abstrakcyjne rozważania nie tylko nie mające jakiegolowiek
      związku z teorią, a nawet praktyką. No jak np. odnieść się do pańskich rozważań
      dotyczących zmniejszania płac po to by przygotować dewaluację. Ja już pomijam,
      że jest to wewnętrznie sprzeczne - wyjaśnię tylko: płace w Polsce rosną i to w
      ujęciu złotowym. jak Pan sobie w ogóle wyobraża taką "operację" Kilkaset tys.,
      albo kilka milinów pracodawców umawia się: Zmniejszmy płace, żeby przygotować
      grunt pod dewaluację złotówki. Nie dostrzega Pan absurdu?
      Albo Pańskie wyobrażenia o pieniądzu - w Argentynie zmniejszono płace w sferze
      budżetowej o 15% co wg. Pana oznacza, że "ileś tam pieniądza wyparowało z
      rynku". Ja dostrzegam, że dla Pana pieniądz to jednak papierek, albo metalowy
      krążek. Jeśli Pański pracodawca zmniejszy Panu pobory o 50% i zamiast 1600
      dolarów będzie pan zarabiał 800 to wg, Pana teorii 800 dolarów "znikło z
      obiegu".I tak zdanie za zdaniem.
      No i ten Pana sposób wypowiadania się: w jednej wypowiedzi coś o stali, coś o
      Argentynie, trochę o rolnictwie, o buirokracji, o moim wykształceniu i
      pochodzeniu, parę zdań żywcem z różnych teorii marketingowych, ze dwa zdania z
      makroekonomii. Zupełny chaos uniemożliwiający merytoryczną dyskusję. Ale jestem
      dość cierpliwy i proszę Pana o cierpliwość. Już wkrótce udowodnię Panu wprost,
      że wiedza i umiejętność jej wykorzystania przynoszą czasami korzyści.
      Pozdrawiam
      • Gość: MACIEJ Re: Robert nauczy nas TANGA IP: *.ny325.east.verizon.net 15.06.02, 22:05
        RYBA a podaz ksztaltujaca swiadomosc.
        To ze mnie nie rozumiesz,to nie znaczy ze masz racje.
        Bezsensowne co?
        Zreszta zdziwilbym sie zeby przecietny maturzysta z Polski takie rzeczy
        rozumial.
        Jestes nieodosobnionym w Polsce przykladem na to, ja to byt ksztaltuje
        swiadomosc.
        Z pewnoscia podobal ci sie Kowalski ze wsi Malopolskiej,ktorego sklep zarzucony
        towarem pod sufit rzucil na plecy.
        Oczywiscie zgadzasz sie tez z tym,ze Bell z bezgranicznej nudy wynalazl telefon
        a tylko dzieki dobrej reklamie mozemy z niego teraz korzystac.
        Moze potrzeba ci studiow i kilku lat samodzielnej pracy zeby zrozumiec,ze
        swiadomosc ksztaltuje byt.
        Przeciez produkcja samochodow jakich bys ich nie wymyslil nie jest liczona do
        dochodu narodowego.
        Do dochodu narodowego liczone sa tylko te samochody,ktore zostana kupione przez
        ludzi.
        I dlatego tez POPYT napedza gospodarke a nie podaz.
        Zaczyna switac?
        Pomysl na zycie i na samochod najpierw jest u ludzi w glowkach a nastepnie
        producent ma sie do tego dostosowac.

        A teraz juz ostatni przyklad.
        Czesto slyszysz takie stwierdzenia:
        "Gdybym mial taki szmal jak ty ,to bym wiedzial jak zyc."
        "gdybym mial milion to bym wiedzial jak go wydac"
        To sa typowe stwierdzenia ludzi bez kregoslupa,czyli takich u ktorych rzekomo
        ma sie sprawdzic haslo komunistyczne"byt ksztaltuje swiadomosc".

        Gdy nie masz w tej chwili miliona,to nie mial bys pojecia co z nim zrobic i
        dlatego go wlasnie nie masz.
        Ci co sami dochodza do milionow,wiedza co z nimi robic i dlatego je maja.

        Stawiasz konia przodem do wozu i sie dziwisz ze nie chce go ciagnac.

        Twoj byt nie jest ksztaltowany przez twoja swiadomosc,tylko przez swiadomosc
        twojego ojca(Papcio ma biz a ty u Niego robisz) i dlatego nie rozumiesz
        zagadnienia.
        Ktoregos dnia kiedy pojdziesz na swoje albo przejmiesz biznes ojca-to moze
        zrozumiesz.
        Na razie nie wychylaj sie za bardzo,bo w twoim wypadku byt rzeczywiscie
        ksztaltuje swiadomosc.
    • Gość: eMisiek Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 22:57
      Boże błagam Cie niech Robert nie będzie nauczycielem ekonomii w tym kraju a już
      w żadnym wypadku doradcą tego rządu!!!

      Co za pomysł że podaż nakręca gospodarkę?

      Dwa przykłady na dowód przeciwnej tezy:

      Zaczynam od jutra w swojej firmie produkować buty z gipsu – i jestem w stanie
      wykonać ich tygodniowo sto tysięcy, wkrótce za moim przykładem idzie dziesięć
      innych firm – i rynek jest zalany gipsowymi sandałkami, lakierkami, kaloszami,
      woblerami, oficerkami i adidasami z gipsu.

      Podaż na rynku jest ogromna i co?

      Drugi przykład (Roberta): głód na świecie - świat jest w stanie wyprodukować
      żywność dla głodujących tylko (UWAGA UWAGA !!!) w krajach np. afrykańskich nie
      ma POPYTU na żywność.

      Są ludzkie potrzeby ale one wchodzą w obszar zainteresowania ekonomii DOPIERO
      WTEDY, kiedy pojawiają się środki nabywcze aby je zaspokoić!

      Ludzie nie mając pieniędzy nie są w stanie kupić sobie ani żywności ani
      lekarstw ani samochodu – i to jest powód że nie ma POPYTU na makaron i
      mercedesy w Liberii, Senegalu i Lesotho!

      Kolego Robercie i inni dyskutanci – nie rozumiecie że gospodarka wymaga
      pieniądza i siły nabywczej aby wykreować POPYT? To nawet taki laik jak ja to
      rozumie.

      I cytat:
      „Niewykorzystane moce produkcyjne świadczą jedynie o złej alokacji zasobów. Do
      wyjaśnienia wielu teorii makroekonomicznych wystarczy dogłębna
      analiza kilku
      podstawowych pojęć: popyt, podaż, zasoby, przepływy.
      Ujmując pewne sprawy w skrócie: jęsli podaż nie napotyka na popyt,
      należy dokonąć
      alokacji zasobów i zmienić podaż. Im większa jest podaż, tym
      konieczność
      szybszego dostosowywania się do popytu. W określonych warunkach
      podaż kreuje
      popyt. Pan czerpie swe przekonanie z obserwacji rynku
      amerykańskiego. W USA ten
      pogląd jest b. popularny, na szczęście dla kraju, w którym Pan
      mieszka
      przedsiębiorcy głosząc: popyt napędza gospodarkę, działają według
      zasad: podaż
      napędza gospodarkę”


      Niewykorzystane moce NIE ŚWIADCZĄ o „złej alokacji zasobów” tylko o tym że w
      okresie ostatnich czterdziestu lat tak silnie wzrosła efektywność operacyjna
      przedsiębiorstw, że powstała w gospodarkach nadwyżka mocy produkcyjnych – i
      brak POPYTU na wyroby. Tych zasobów nie da się „alokować inaczej” bo walcownia
      na zimno nie może „robić siatki z drutu” (jak radził przedstawicielom
      zbrojeniówki inny geniusz ekonomiczny były prezydent Wałęsa – „nie kupują
      czołgów – róbta siatkę”) więc albo zamknie wydział (i tak się dzieje) albo
      będzie starała się POWIEKSZYC EFEKTYWNOŚC procesów towarzyszących po to by
      obniżyć koszty i po to by WYWOŁAĆ POPYT (przez obniżenie ceny) na swoje
      produkty przy ograniczonym popycie ogółem na stal zimnowalcowaną. Bo sama
      produkcja stali jeśli nie ma na nią POPYTU nie przyniesie firmie dochodu.
      Według teorii Roberta – alokujmy inaczej zasoby i niech np. przemysł okrętowy
      produkuje maszyny do szycia i wszyscy będą zadowoleni. Problem pojawi się wtedy
      gdy niestety przy dużej podaży maszyn – spadnie na nie popyt.... Wtedy nie
      łammy się – alokujmy zasoby inaczej – niech robią metalowe guziki a rząd
      namówimy do ceł zaporowych na zamki błyskawiczne.....

      Ostatni przykład wcale nie jest głupi – pokazuje tylko że jeśli nie oprze się
      gospodarki na zdrowych zasadach w których popyt wskazuje firmom jakie produkty
      rynek chętnie kupi – dla realizacji własnych teorii trzeba się uciekać do
      regulacji administracyjnych (tu cła).


      Teraz do Kolegi Rycha: najpierw cytat:

      „Na pewno nie jest tak,że popyt stymuluje podaż., Po stronie podażowej musi być
      duża aktywność do wymyślania coraz to nowych wyrobów żeby
      wytwożyć w nabywcach
      chęć posiadania czegoś o czym do tej pory nie mieli pojęcia,że w
      ogóle
      istnieje.Oczywiście w następnym etapie jeżeli rynek
      coś"chwyci"to popyt będzie
      wpływał na wzrost podaży,ale to już jest sprawa wtórna bo
      wytwórcy już muszą
      myśleć nad czymś nowym czyli znowu próbować wywołać popyt.W
      efekcie tylko
      gospodarka która potrafi stworzyć nowe wyroby i wytworzyć na nie
      popyt jest
      najbardziej efektywna. „

      Popyt stymuluje podaż – tak jest w każdej zdrowej gospodarce. Popyt można
      wykreować – np. modę na telefony komórkowe, rap, gadżety do samochodu – i
      wykreowany popyt sprawia że produkcja (czyli podaż na rynku) przynosi dochód.
      Jeśli nie ma potrzeb zamienionych na popyt – nawet potrzeb wykreowanych to
      podaż nie przyniesie zysku?

      Ludzie, gdzie Wy się uczyliście ekonomii!!! Albo jesteście strasznie jeszcze
      młodzi i nigdy nie pracowaliście w zakładzie produkcyjnym albo korzystacie z
      podręczników z osiemnastego wieku gdzie nauka ekonomii była gałęzią
      beletrystyki.

      Może łatwiej przyjdzie Wam zrozumieć te zagadnienia jeśli zamiast słowa popyt
      użyjemy synonimu: „zapotrzebowanie”.

      Prawda że teza „podaż rynkowa (ilość produktów na rynku np. samochodów)
      tworzy zapotrzebowanie na nie” wygląda dziwacznie?
      • Gość: eMisiek Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 23:09
        Boże błagam Cie niech Robert nie będzie nauczycielem ekonomii w tym kraju a już
        w żadnym wypadku doradcą tego rządu!!!

        Co za pomysł że podaż nakręca gospodarkę?

        Dwa przykłady na dowód przeciwnej tezy:

        Zaczynam od jutra w swojej firmie produkować buty z gipsu – i jestem w stanie
        wykonać ich tygodniowo sto tysięcy, wkrótce za moim przykładem idzie dziesięć
        innych firm – i rynek jest zalany gipsowymi sandałkami, lakierkami, kaloszami,
        woblerami, oficerkami i adidasami z gipsu.

        Podaż na rynku jest ogromna i co?

        Drugi przykład (Roberta): głód na świecie - świat jest w stanie wyprodukować
        żywność dla głodujących tylko (UWAGA UWAGA !!!) w krajach np. afrykańskich nie
        ma POPYTU na żywność.

        Są ludzkie potrzeby ale one wchodzą w obszar zainteresowania ekonomii DOPIERO
        WTEDY, kiedy pojawiają się środki nabywcze aby je zaspokoić!

        Ludzie nie mając pieniędzy nie są w stanie kupić sobie ani żywności ani
        lekarstw ani samochodu – i to jest powód że nie ma POPYTU na makaron i
        mercedesy w Liberii, Senegalu i Lesotho!

        Kolego Robercie i inni dyskutanci – nie rozumiecie że gospodarka wymaga
        pieniądza i siły nabywczej aby wykreować POPYT? To nawet taki laik jak ja to
        rozumie.

        I cytat:
        „Niewykorzystane moce produkcyjne świadczą jedynie o złej alokacji zasobów. Do
        wyjaśnienia wielu teorii makroekonomicznych wystarczy dogłębna
        analiza kilku
        podstawowych pojęć: popyt, podaż, zasoby, przepływy.
        Ujmując pewne sprawy w skrócie: jęsli podaż nie napotyka na popyt,
        należy dokonąć
        alokacji zasobów i zmienić podaż. Im większa jest podaż, tym
        konieczność
        szybszego dostosowywania się do popytu. W określonych warunkach
        podaż kreuje
        popyt. Pan czerpie swe przekonanie z obserwacji rynku
        amerykańskiego. W USA ten
        pogląd jest b. popularny, na szczęście dla kraju, w którym Pan
        mieszka
        przedsiębiorcy głosząc: popyt napędza gospodarkę, działają według
        zasad: podaż
        napędza gospodarkę”


        Niewykorzystane moce NIE ŚWIADCZĄ o „złej alokacji zasobów” tylko o tym że w
        okresie ostatnich czterdziestu lat tak silnie wzrosła efektywność operacyjna
        przedsiębiorstw, że powstała w gospodarkach nadwyżka mocy produkcyjnych – i
        brak POPYTU na wyroby. Tych zasobów nie da się „alokować inaczej” bo walcownia
        na zimno nie może „robić siatki z drutu” (jak radził przedstawicielom
        zbrojeniówki inny geniusz ekonomiczny były prezydent Wałęsa – „nie kupują
        czołgów – róbta siatkę”) więc albo zamknie wydział (i tak się dzieje) albo
        będzie starała się POWIEKSZYC EFEKTYWNOŚC procesów towarzyszących po to by
        obniżyć koszty i po to by WYWOŁAĆ POPYT (przez obniżenie ceny) na swoje
        produkty przy ograniczonym popycie ogółem na stal zimnowalcowaną. Bo sama
        produkcja stali jeśli nie ma na nią POPYTU nie przyniesie firmie dochodu.
        Według teorii Roberta – alokujmy inaczej zasoby i niech np. przemysł okrętowy
        produkuje maszyny do szycia i wszyscy będą zadowoleni. Problem pojawi się wtedy
        gdy niestety przy dużej podaży maszyn – spadnie na nie popyt.... Wtedy nie
        łammy się – alokujmy zasoby inaczej – niech robią metalowe guziki a rząd
        namówimy do ceł zaporowych na zamki błyskawiczne.....

        Ostatni przykład wcale nie jest głupi – pokazuje tylko że jeśli nie oprze się
        gospodarki na zdrowych zasadach w których popyt wskazuje firmom jakie produkty
        rynek chętnie kupi – dla realizacji własnych teorii trzeba się uciekać do
        regulacji administracyjnych (tu cła).


        Teraz do Kolegi Rycha: najpierw cytat:

        „Na pewno nie jest tak,że popyt stymuluje podaż., Po stronie podażowej musi być
        duża aktywność do wymyślania coraz to nowych wyrobów żeby
        wytwożyć w nabywcach
        chęć posiadania czegoś o czym do tej pory nie mieli pojęcia,że w
        ogóle
        istnieje.Oczywiście w następnym etapie jeżeli rynek
        coś"chwyci"to popyt będzie
        wpływał na wzrost podaży,ale to już jest sprawa wtórna bo
        wytwórcy już muszą
        myśleć nad czymś nowym czyli znowu próbować wywołać popyt.W
        efekcie tylko
        gospodarka która potrafi stworzyć nowe wyroby i wytworzyć na nie
        popyt jest
        najbardziej efektywna. „

        Popyt stymuluje podaż – tak jest w każdej zdrowej gospodarce. Popyt można
        wykreować – np. modę na telefony komórkowe, rap, gadżety do samochodu – i
        wykreowany popyt sprawia że produkcja (czyli podaż na rynku) przynosi dochód.
        Jeśli nie ma potrzeb zamienionych na popyt – nawet potrzeb wykreowanych to
        podaż nie przyniesie zysku?

        Ludzie, gdzie Wy się uczyliście ekonomii!!! Albo jesteście strasznie jeszcze
        młodzi i nigdy nie pracowaliście w zakładzie produkcyjnym albo korzystacie z
        podręczników z osiemnastego wieku gdzie nauka ekonomii była gałęzią
        beletrystyki.

        Może łatwiej przyjdzie Wam zrozumieć te zagadnienia jeśli zamiast słowa popyt
        użyjemy synonimu: „zapotrzebowanie”.

        Prawda że teza „podaż rynkowa (ilość produktów na rynku np. samochodów)
        tworzy zapotrzebowanie na nie” wygląda dziwacznie?
        • Gość: eMisiek Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 23:17
          I jeszcze jeden przykład ze stalą- popyt na stal w USA jest to ilość towaru
          jaką konsumenci stali w USA są w stanie kupić w ciągu np. roku i nazwijmy te
          wielkość np. X.

          Koszty produkcji tony stali w Malezji, generalnie w Azji są niższe i to
          sprawia, że opłaca (opłacało) się eksportować stal do USA. Ale rynek był w
          stanie wchłonąć tylko te X ton stali i nie wiecej – i w tym wypadku azjatycka
          stal, tańsza powodowała że malał POPYT na stal amerykańską – i ani jedna tona
          stali z Azji czy skądkolwiek nie wywołała dodatkowego popytu – czyli nie
          powiększyła tego X.

          No może nie całkiem – bo np. część producentów widząc niskie ceny stali wpadła
          na pomysł żeby tłoczyć z niej guziki dotąd robione z plastiku – wiec wzrost
          podaży prowadzący do spadków cen wywołał dodatkowy popyt na stal odbierając
          klientów producentom plastiku. Z tym że przy konsumpcji stali w tradycyjnych
          zastosowaniach – jest to jedynie ciekawostka dla rozweselenia czytelnika...


          I jeszcze jedno słowo do poprzedniego postu - wyraziłem sie nieprecyzyjnie:

          "Niewykorzystane moce NIE ŚWIADCZĄ o „złej alokacji zasobów” tylko o tym że w
          okresie ostatnich czterdziestu lat tak silnie wzrosła efektywność operacyjna
          przedsiębiorstw, że powstała w gospodarkach nadwyżka mocy produkcyjnych – i
          brak POPYTU na wyroby."

          W ostatnim zdaniu powinno być - powstała nadwyżka mocy produkcyjnych ALE POPYT
          NA WYROBY POZOSTAŁ STAŁY.

          Czyli ujmująć myśl inaczej "POPYT NIE WYKREOWAŁ ŻADNEJ DODATKOWEJ PODAŻY"

          Quod erat demonstrandum.


          • Gość: eMisiek Sprostowanie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 23:23
            Powinno w poprtzednim poście byc odwrotnie niz napisałem (sorry to zmeczenie,
            ja dzis pracuje)

            "PODAZ NIE WYKREOWAŁA DODATKOWEGO POPYTU"

            a nawet mozna złośliwie ( :)) )powiedziec że dodatkowa podaz stali ZMNIEJSZYŁA
            (zamiast wg teorii Roberta powiekszyc) popyt w USA na stal amerykańską....

            God bless you all.
            • Gość: MACIEJ Robert nauczy nas TANGA IP: *.ny325.east.verizon.net 16.06.02, 00:51
              I tu sie eMisiek mylisz.
              Robert ma wszystkie dane ku temu by byc nauczycielem ekonomii.
              Spokoj,cierpliwosc,opanowanie-to jest w szkolnictwie potrzebne.
              Moze byc rowniez doradca w RPP,jesli takie stanisko istnieje,
              Chwalil sie nawet ze ma na warsztacie jakis system czy model gospodarczy,ktory
              zrewolucjonizuje obecne podejscie do ekonomii.
              Czy w sprawach ekonomicznych jest lepszy od Billa Gates'a ,to smiem powatpiewac.
              Ale jak to bylo z Bille'm?
              Czy to tatko wsadzil go w biznes i kazal mu powiekszac padaz,zeby kreowac popyt,
              czy moze tez Bill zostal zwerbowany do pracy w Microsoft zeby podwyzszac
              swiadomosc ludzka produktami tego giganta?
              Widze ze sie moge sprawdzic jako nauczyciel historii tego okresu.
              Moze to IBM chciala go zwerbowac,bo widziala ze swoimi pomyslami moze zaspokoic
              zapotrzebowanie spoleczne na roznego rodzaju gizma i gadzety.
              Tylko nauczyciel moze dac na to odpowiedz.
      • Gość: Robert Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 04:06
        Gość portalu: eMisiek napisał(a):

        > Boże błagam Cie niech Robert nie będzie nauczycielem ekonomii w tym kraju a już
        >
        > w żadnym wypadku doradcą tego rządu!!!
        >

        Może Pan odetchnąć, nie jestem i nie będę ani jednym, ani drugim. Takie posty jak
        Pański trochę bawią, a trochę smucą. Bawią - bo pisze Pan bzdury, smucą - bo to
        smutne, że można nie rozumieć sensu najprostszych pojęć


        Co za pomysł że podaż nakręca gospodarkę?
        > Dwa przykłady na dowód przeciwnej tezy:
        >
        > Zaczynam od jutra w swojej firmie produkować buty z gipsu – i jestem w st
        > anie
        > wykonać ich tygodniowo sto tysięcy, wkrótce za moim przykładem idzie dziesięć
        > innych firm – i rynek jest zalany gipsowymi sandałkami, lakierkami, kalos
        > zami,
        > woblerami, oficerkami i adidasami z gipsu.
        >
        > Podaż na rynku jest ogromna i co?


        No właśnie i nic. delikatnie mówiąc podaż butów gips. podobnie jak Pański
        przykład są do d.... Będę się posługiwał prościutkim językiem, żeby Pan zrozumiał.
        Pana podaż gipsowych bucików nie natrafi na żaden popyt, dlatego, że istnieje
        podaż bucików skórzanych, plastikowych itd. Możemy posłużyć się lekko
        zmodelowanym przykładem: produkuje Pan setki tysięcy bucików ze szmat i papieru. I
        I znów nie ma popytu bo jest podaż bucików skórzanych. Ale możemy też mieć syt.
        taką, że i na takie buty będzie popyt - widział Pan jakiś film o Niemcach i
        froncie wschodnim? Wystarczy, że nie było podaży bucików skórzanych i setki
        tysięcy ludzi chodziło w bucikach szmacianych i papierowych.

        > Drugi przykład (Roberta): głód na świecie - świat jest w stanie wyprodukować
        > żywność dla głodujących tylko (UWAGA UWAGA !!!) w krajach np. afrykańskich nie
        > ma POPYTU na żywność.

        Próbuje Pan wmówić mi coś czego nie napisałem, czy też raczej są to Pańskie
        przemyślenia? Zadałem dość proste pytanie: dlaczego w krajach gdzie ludzie są
        głodni produkuje się tak mało żywności.


        > Są ludzkie potrzeby ale one wchodzą w obszar zainteresowania ekonomii DOPIERO
        > WTEDY, kiedy pojawiają się środki nabywcze aby je zaspokoić!
        >
        > Ludzie nie mając pieniędzy nie są w stanie kupić sobie ani żywności ani
        > lekarstw ani samochodu – i to jest powód że nie ma POPYTU na makaron i
        > mercedesy w Liberii, Senegalu i Lesotho!

        I tu jest kolejne twórcze rozwinięcie Pańskiej myśli. Ludzie nie mają pieniędzy
        więc nic nie mogą kupić. Gdybyśmy im dali to kupiliby? Czy zastanawiał się Pan
        dlaczego nie mają pieniędzy? Czy zastanawiał się Pan co to jest pieniądz?
        Zgodnie z tym co Pan pisze nie ma żadnej potrzeby wysyłania żywności do krajów
        głodujących. Właściwie należy to nawet uznać za bzdurę i kompletne marnotrastwo.
        Czyż nie lepiej byłoby im wysłać zamiast tego pieniądze? Czy transport nie byłby
        tańszy? Zamiast tony żywności - małą paczkę - 1000 dolarów. Jak Pan sądzi co
        wtedy by się działo? Ile osób wykarmiłby Pan paczką pieniędzy? Pan nie rozumie co
        to jest pieniądz. Otóż proszę Pana to wbrew temu co Pan i Pan Maciej sądzicie nie
        jest to kawałek papieru albo metalowy krążek. Być może łatwiej Panu będzie
        zrozumieć co to jest pieniądz gdy podam Panu jakiś ekstremalny przykład. Proszę
        sobie przemyśleć: Jest Pan na środku pustyni, albo w małej łódce na środku oceanu
        i ma Pan ze sobą walizkę pieniędzy - 10 mln dolarów. Chce się Panu pić albo
        jeść. Ma Pan pieniądze i swój popyt - co Pan z tym robi?


        > Kolego Robercie i inni dyskutanci – nie rozumiecie że gospodarka wymaga
        > pieniądza i siły nabywczej aby wykreować POPYT? To nawet taki laik jak ja to
        > rozumie.

        Znów nieprawda. Gospodarka jako taka wcale nie wymaga pieniędzy. Wie to nawet
        Pan. Dokonywał Pan transakcji wymieniając np. (ja tak robiłem) kolekcję kapsli na
        gumy do żucia. W uproszczeniu można powiedzieć, że miał Pan wtedy siłę nabywczą
        Z drugą tezą, - że jest Pan laikiem - zgadzam się całkowicie

        > Niewykorzystane moce NIE ŚWIADCZĄ o „złej alokacji zasobów” tylko o
        > tym że w
        > okresie ostatnich czterdziestu lat tak silnie wzrosła efektywność operacyjna
        > przedsiębiorstw, że powstała w gospodarkach nadwyżka mocy produkcyjnych –
        > i
        > brak POPYTU na wyroby. Tych zasobów nie da się „alokować inaczej” b
        > o walcownia
        > na zimno nie może „robić siatki z drutu” (jak radził przedstawiciel
        > om
        > zbrojeniówki inny geniusz ekonomiczny były prezydent Wałęsa – „nie
        > kupują
        > czołgów – róbta siatkę”) więc albo zamknie wydział (i tak się dziej
        > e) albo
        > będzie starała się POWIEKSZYC EFEKTYWNOŚC procesów towarzyszących po to by
        > obniżyć koszty i po to by WYWOŁAĆ POPYT (przez obniżenie ceny) na swoje
        > produkty przy ograniczonym popycie ogółem na stal zimnowalcowaną. Bo sama
        > produkcja stali jeśli nie ma na nią POPYTU nie przyniesie firmie dochodu.
        > Według teorii Roberta – alokujmy inaczej zasoby i niech np. przemysł okrę
        > towy
        > produkuje maszyny do szycia i wszyscy będą zadowoleni. Problem pojawi się wtedy
        >
        > gdy niestety przy dużej podaży maszyn – spadnie na nie popyt.... Wtedy ni
        > e
        > łammy się – alokujmy zasoby inaczej – niech robią metalowe guziki a
        > rząd
        > namówimy do ceł zaporowych na zamki błyskawiczne.

        Bardzo Pan tu namieszał i poplątał różne sprawy, ale z grubsza o to chodzi. Gdy
        nie sprzedają się okręty, należy przestawić się na prod. choćby maszyn do szycia.
        Obserwuje Pan to codziennie. Ktoś bankrutuje, albo się zmienia.
        >
        >
        >

        > Popyt stymuluje podaż – tak jest w każdej zdrowej gospodarce. Popyt można
        >
        > wykreować – np. modę na telefony komórkowe, rap, gadżety do samochodu 
        > 211; i
        > wykreowany popyt sprawia że produkcja (czyli podaż na rynku) przynosi dochód.
        > Jeśli nie ma potrzeb zamienionych na popyt – nawet potrzeb wykreowanych t
        > o
        > podaż nie przyniesie zysku?
        >
        > Ludzie, gdzie Wy się uczyliście ekonomii!!! Albo jesteście strasznie jeszcze
        > młodzi i nigdy nie pracowaliście w zakładzie produkcyjnym albo korzystacie z
        > podręczników z osiemnastego wieku gdzie nauka ekonomii była gałęzią
        > beletrystyki.

        Przyznaję się. Nie pracowałem w zakładzie produkcyjnym. Ta część Pańskich
        wypowiedzi o wykreowanym popycie na rap, na tel. komórkowe jest bardzo
        interesująca. Naprawdę tak Pan to sobie wyobraża. Czy naprawdę najpierw był
        wykreowany popyt na Murzyna w kaplelusiku, dresie i ze złotymi łańcuchami, a
        potem dopiero się ten Murzyn z rapem pojawił. No coż, ja nie wykluczam, że w tym
        przypadku tak było.

        Może łatwiej przyjdzie Wam zrozumieć te zagadnienia jeśli zamiast słowa popyt
        > użyjemy synonimu: „zapotrzebowanie”.
        >
        > Prawda że teza „podaż rynkowa (ilość produktów na rynku np. samochodów)
        >
        > tworzy zapotrzebowanie na nie” wygląda dziwacznie?

        Nie, nie wygląda dziwacznie, ale teraz wreszcie dotarło do mnie dlaczego Pan nie
        rozumie co to jest podaż. Pan cały czas myśli, że jedynym "składnikiem" podaży
        jest ilość. A co może być jeszcze "składnikiem" podaży? Na to pytanie znajdzie
        Pan odpowiedź analizując swój własny przykład z samochodem. Pan podjeżdża małym
        fiatem, a kolega jaguarem. Pan ma 1 sztukę samochodu i on ma 1. Każdy ma
        zaspokojone swoje "potrzeby"? A może w ogóle nie ma już "zapotrzebowania"?
        • Gość: MACIEJ Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.ny325.east.verizon.net 16.06.02, 05:34
          OK Robert ugrzeslismy troche,wiec proponuje by pominac te punkty w ktorych sie
          nie zgadzamy:
          1-W Niemczech zyje sie lepiej jak w USA
          2-Gospodarka EU jest wieksza jak USA
          3-"Sam doskonale pamietam lata 80te i poczatek 90tych kiedy USA byly w stagnacji
          4-"Praca sprzataczki na czarno w USA tez byla liczona do PKB"
          Kazdy wie ze praca na czarno nie jest nigdzie rejestrowana,ani nie placi sie
          od niej podatkow i tym samym nie moze byc agregowana do PKB.
          5-By zwiekszyc podaz trzeba zmniejszyc placowe i pozaplacowe koszty pracy.
          6-Amerykanie moga sie nie przejmowac takimi "drobiazgami" jak deficyt budzetowy
          czy bilans platniczy.Zawsze moga dodrukowac dolarow.
          Bylem przekonany,ze specjalnie napisales te lapsusy zeby rozruszac
          dyskusje ,ktora byla czasami niezbyt zwawa.

          Wrocmy do tego ,co wg mnie jest najciekawsze i gdzie sie zgadzamy:
          "Stagnacja w Polsce nie jest FAZA rozwoju gospodarczego i poprawa koniunktory
          swiatowej moze Polsce nie pomoc."
          Wobec obecnego scenariusza Polsce do EU zostalo poltora roku czasu a do euro
          3 i pol roku.
          Za najwiekszy problem obecnie ty uwazasz deficyt budzetowy,ja natomiast
          zanizona wartosc zlotowki.
          Nie to zebym nie widzial problemow jakie tworzy dla gospodarki deficyt budzetowy
          ale nie widze rowniez mozliwosci zmniejszenia tego deficytu kilku najblizszych
          lat dlatego nie poswiecalbym temu zbyt wiele czasu.
          Balcerowicz idzie wg twojego programu gospodarczego wiec moze moglbys napisac
          jak widzisz rozwoj sytuacji w ciagu najblizszych 3-5 lat w Polsce.
          Ula ,Rycho i inni zwolennicy mocnego pieniadza proszeni sa o swoje prognozy na
          najblizsze lata.
          • Gość: RYBA Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.06.02, 10:27
            Mowiac: "i ci inni", mogles miec mnie na mysli wiec poczulem sie wywolany do
            tablicy.

            W zasadzie to ciezko cos przewidziec, bo nie wiadomo czy rzad bezie nadal
            kroczyl sciezka cementowania socjalizmu czy wybierze droge bardziej liberalna.
            Moj aprognoze przedstawie jako zalozenie optymistyczne czyli takie w ktorym
            rzad zdecyduje sie na odrobinke liberalizmu.

            Przede wszystkim czeka nas likwidacja zbednych Agencji i Funduszy, po drugie
            rozliczenie KRUS i zwiekszenie sciagalnosci skladek ZUS. Zwolnienie z oplat ZUS
            przez pierwsze pol roku dzialalnosci gospodarczej a takze obnizenie podatkow
            dla firm. Zmiana Kodeksu Pracy. To znaczy zmniejszenia tygodnia pracy do 35
            godzin (Francja) i pracowanie na zmiany (nie trzeba bedzie placic zasilakow
            firmy dostana wyrownania pensji dla pracownikow aby nie zarabiali mniej - ten
            system zostal opracowany przez najlepszych ekspertow i sie sprawdzil). Po
            drugie uelastycznienie kodeksu tzn. ktos zle pracuje to przychodzi nastepnego
            dnia posprzatac biurko.

            Przyniosloby to spore oszczednosci i zmniejszylo deficyt, dzieki czemu
            oslablaby zlotowka (czego pragniesz MACIEJU z calego serca). Zmiany te pewnie
            nigdy nie beda zrealizowane, bo nasze spoleczenstwo woli uklepac gowno niz
            sprobowac czegos nowego.

          • Gość: tata Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: 62.233.149.* 17.06.02, 08:48
            Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

            Ula ,Rycho i inni zwolennicy mocnego pieniadza proszeni sa o swoje prognozy na
            > najblizsze lata.
            >
            17ł/$
        • Gość: eMisiek Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 12:59



          Co za pomysł że podaż nakręca gospodarkę?
          ) Dwa przykłady na dowód przeciwnej tezy:
          )
          ) Zaczynam od jutra w swojej firmie produkować buty z gipsu – i jestem w st
          ) anie
          ) wykonać ich tygodniowo sto tysięcy, wkrótce za moim przykładem idzie dziesięć
          ) innych firm – i rynek jest zalany gipsowymi sandałkami, lakierkami, kalos
          ) zami,
          ) woblerami, oficerkami i adidasami z gipsu.
          ) ) Podaż na rynku jest ogromna i co?


          No właśnie i nic. delikatnie mówiąc podaż butów gips. podobnie jak Pański
          przykład są do d.... Będę się posługiwał prościutkim językiem, żeby Pan
          zrozumiał.
          Pana podaż gipsowych bucików nie natrafi na żaden popyt, dlatego, że istnieje
          podaż bucików skórzanych, plastikowych itd. Możemy posłużyć się lekko
          zmodelowanym przykładem: produkuje Pan setki tysięcy bucików ze szmat i
          papieru. I
          I znów nie ma popytu bo jest podaż bucików skórzanych. Ale możemy też mieć syt.
          taką, że i na takie buty będzie popyt - widział Pan jakiś film o Niemcach i
          froncie wschodnim? Wystarczy, że nie było podaży bucików skórzanych i setki
          tysięcy ludzi chodziło w bucikach szmacianych i papierowych.
          ========

          Tak – i jest to dokładnie potwierdzenie mojej tezy bo jeśli zaczniemy dziś
          produkować buty ze szmat i papieru – to co z nimi zrobimy żeby nasza firma
          odniosła sukces ekonomiczny? Ile lat będziemy czekali na wojnę? Możemy je
          wyeksportować do może do Czukczow żeby cokolwiek zarobić. Będziemy musieli
          czekać na popyt.... czyli popyt kreuje podaż nie odwrotnie! Producent musi
          szukać popytu na swoje produkty. Po co, nie lepiej produkować, produkować,
          produkować, nie przejmując się popytem bo stworzy go podaż?

          Proszę dokładnie przeanalizować własny przykład „Pana podaż gipsowych bucików
          nie natrafi na żaden popyt, dlatego, że istnieje podaż bucików skórzanych,
          plastikowych itd.”

          Teraz cytat „Pana podaż gipsowych bucików nie natrafi na żaden popyt, dlatego,
          że istnieje podaż bucików skórzanych, plastikowych itd...”

          Jeśli nie natrafi na żaden popyt – to znaczy że podaż NIE KREUJE popytu. Podaż
          butów skórzanych ZMNIEJSZA popyt na buty z gipsu (jeśli kiedykolwiek by był)....


          ========
          Próbuje Pan wmówić mi coś czego nie napisałem, czy też raczej są to Pańskie
          przemyślenia? Zadałem dość proste pytanie: dlaczego w krajach gdzie ludzie są
          głodni produkuje się tak mało żywności.

          ) Są ludzkie potrzeby ale one wchodzą w obszar zainteresowania ekonomii DOPIERO
          ) WTEDY, kiedy pojawiają się środki nabywcze aby je zaspokoić!
          ) ) Ludzie nie mając pieniędzy nie są w stanie kupić sobie ani żywności ani
          ) lekarstw ani samochodu – i to jest powód że nie ma POPYTU na makaron i
          ) mercedesy w Liberii, Senegalu i Lesotho!

          I tu jest kolejne twórcze rozwinięcie Pańskiej myśli. Ludzie nie mają pieniędzy
          więc nic nie mogą kupić. Gdybyśmy im dali to kupiliby? Czy zastanawiał się Pan
          dlaczego nie mają pieniędzy? Czy zastanawiał się Pan co to jest pieniądz?
          Zgodnie z tym co Pan pisze nie ma żadnej potrzeby wysyłania żywności do krajów
          głodujących. Właściwie należy to nawet uznać za bzdurę i kompletne
          marnotrastwo.
          Czyż nie lepiej byłoby im wysłać zamiast tego pieniądze? Czy transport nie
          byłby
          tańszy? Zamiast tony żywności - małą paczkę - 1000 dolarów. Jak Pan sądzi co
          wtedy by się działo? Ile osób wykarmiłby Pan paczką pieniędzy? Pan nie rozumie
          co
          to jest pieniądz.

          =============

          Dlaczego wysyła się żywność a nie pieniądze? A dlatego ze ludziom jest
          potrzebna pomoc doraźna a nie maja oni siły nabywczej żeby wykreować popyt.
          Jeśli dostali by pieniądze – to pojawi się popyt i pojawia się producenci
          żywności którzy zaczną ja sprzedawać... Dlaczego nie zainteresuje się Pan co
          się z ta żywnością dalej robi? Czy się ją sprzedaje? Jeśli ludzie nie mają
          pieniędzy to komu? Czy sytuacje w której klienci dostają za darmo produkty
          możemy nazwać zdrową sytuacja gospodarczą? Czy o to chodzi w gospodarce?

          ================

          Otóż proszę Pana to wbrew temu co Pan i Pan Maciej sądzicie nie
          jest to kawałek papieru albo metalowy krążek. Być może łatwiej Panu będzie
          zrozumieć co to jest pieniądz gdy podam Panu jakiś ekstremalny przykład. Proszę
          sobie przemyśleć: Jest Pan na środku pustyni, albo w małej łódce na środku
          oceanu
          i ma Pan ze sobą walizkę pieniędzy - 10 mln dolarów. Chce się Panu pić albo
          jeść. Ma Pan pieniądze i swój popyt - co Pan z tym robi?

          =====================

          Widzi Pan, problem z Pańskimi przykładami polega na tym ze jest Pan teoretykiem
          i przykłady tez sa takie – oderwane od rzeczywistości. Będąc z walizka dolarów
          na środku oceanu... jakie procesy gospodarcze tam tworzę?
          Nie może Pan zrozumieć faktu, że jeśli ludzie się dowiedzą że na środku oceanu
          pływa człowiek z 10 mln dolarów to – a. wynajmą łódź, b. wynajmą helikopter –
          ponieważ wiedzą że tam gdzieś pływa i czeka na nich duuuuży popyt....
          Powie Pan ze się nie dowiedzą? No zgoda – ale dlaczego nie przenieść akcji od
          razu w zaświaty? Tylko co to ma wspólnego z gospodarką?

          ======================

          ) Kolego Robercie i inni dyskutanci – nie rozumiecie że gospodarka wymaga
          ) pieniądza i siły nabywczej aby wykreować POPYT? To nawet taki laik jak ja to
          ) rozumie.

          Znów nieprawda. Gospodarka jako taka wcale nie wymaga pieniędzy. Wie to nawet
          Pan. Dokonywał Pan transakcji wymieniając np. (ja tak robiłem) kolekcję kapsli
          na
          gumy do żucia. W uproszczeniu można powiedzieć, że miał Pan wtedy siłę nabywczą
          Z drugą tezą, - że jest Pan laikiem - zgadzam się całkowicie

          ===================

          Dobrze – w afrykańskim przykładzie – co mają mi do zaproponowania tubylcy bo ja
          jestem skłonny dostarczać im żywność na zasadzie barteru. Jeśli będzie to cos
          co jestem w stanie sprzedać łatwo i z zyskiem – zgoda nie potrzebują
          pieniędzy. Jeśli nie mają nic, ani diamentów ani kości słoniowej, ani pięknych
          niewolnic... nie kiwnę palcem...
          Czy to jest zrozumiałe?

          Czy tak trudno zrozumieć, że rynek na którym nie maja mi czym zapłacić mnie nie
          interesuje? Co mi po ich potrzebach?

          ===================
          Bardzo Pan tu namieszał i poplątał różne sprawy, ale z grubsza o to chodzi. Gdy
          nie sprzedają się okręty, należy przestawić się na prod. choćby maszyn do
          szycia.
          Obserwuje Pan to codziennie. Ktoś bankrutuje, albo się zmienia.

          Ale dlaczego alokować zasoby – przecież to właśnie wg Pańskiej teorii podaż ma
          kreować popyt? Poza tym w co alokować? Może zamiast maszyn do szycia produkować
          np. rowery na które JEST popyt? Może skrócić ten proces produkcji do magazynu,
          potem oczekiwania aż podaż spowoduje popyt... (?????) i zacząć od razu
          produkcje tego co da się sprzedać od ręki?

          =======================

          Przyznaję się. Nie pracowałem w zakładzie produkcyjnym. Ta część Pańskich
          wypowiedzi o wykreowanym popycie na rap, na tel. komórkowe jest bardzo
          interesująca. Naprawdę tak Pan to sobie wyobraża. Czy naprawdę najpierw był
          wykreowany popyt na Murzyna w kaplelusiku, dresie i ze złotymi łańcuchami, a
          potem dopiero się ten Murzyn z rapem pojawił. No coż, ja nie wykluczam, że w
          tym
          przypadku tak było.

          To że nie miał pan do czynienia z rzeczywistością to widać. Pierwszą i
          podstawowa zasadą jest produkowanie tego co ludzie chcą kupić więc najpierw
          musimy albo dobrze poznać popyt w segmentach albo go wykreować (co jest bardzo
          trudne ale przecież możliwe, rap to nie murzyn w złotych łańcuszkach ale nurt
          wyrosły na tym, że ludzie chcieli tego słuchać, gdyby nie chcieli, (nie byłoby
          popytu) i rap by się nie rozwinął pomimo podaży...)


          Może łatwiej przyjdzie Wam zrozumieć te zagadnienia jeśli zamiast słowa popyt
          ) użyjemy synonimu: „zapotrzebowanie”.
          )
          ) Prawda że teza „podaż rynkowa (ilość produktów na rynku np. samochodów)
          )
          ) tworzy zapotrzebowanie na nie” wygląda dziwacznie?

          N
          • Gość: eMisiek Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. - cd. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 13:02
            Może łatwiej przyjdzie Wam zrozumieć te zagadnienia jeśli zamiast słowa popyt
            > użyjemy synonimu: „zapotrzebowanie”.
            >
            > Prawda że teza „podaż rynkowa (ilość produktów na rynku np. samochodów)
            >
            > tworzy zapotrzebowanie na nie” wygląda dziwacznie?

            Nie, nie wygląda dziwacznie, ale teraz wreszcie dotarło do mnie dlaczego Pan
            nie
            rozumie co to jest podaż. Pan cały czas myśli, że jedynym "składnikiem" podaży
            jest ilość. A co może być jeszcze "składnikiem" podaży? Na to pytanie znajdzie
            Pan odpowiedź analizując swój własny przykład z samochodem. Pan podjeżdża małym
            fiatem, a kolega jaguarem. Pan ma 1 sztukę samochodu i on ma 1. Każdy ma
            zaspokojone swoje "potrzeby"? A może w ogóle nie ma już "zapotrzebowania"?

            ================

            No dobrze – odnosi Pan podaż do ilości i jakości produktów na rynku, w takim
            razie jak wytłumaczyć, że jesteśmy w stanie sprzedać tylko n Jaguarów? Możemy
            ich wyprodukować np. 2n ale ich nie sprzedamy bo .... nie ma na nie POPYTU...
            Dlaczego nie ma popytu na n+1 Jaguara? Przecież ludzie z maluchów mają ochotę
            go kupić... A nie kupują... Wolą maluchy?

            Jest w końcu popyt na te dodatkowe n Jaguarów czy nie?

            • Gość: Rycho Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. - cd. IP: *.acn.pl / 10.133.128.* 16.06.02, 15:09
              Dawanie przykladow na poparcie wlasnych przemyslen znieksztalca
              rzeczywistosc.Na sile mozna wymyslec przyklad na kazda sytuacje tylko ze
              wiekszosc z nich bedzie oderwana od rzeczywistosci.Moim zdaniem popyt i podaz
              sa scisle ze soba zwiazane i jedno stymuluje drugie.Niemniej jednak rola podazy
              wydaje sie byc wieksza. Popyt juz jest sprawa wtorna i wystepuje tylko wtedy
              gdy nabywcy maja juz pojecie o istnieniu przedmiotu wlasnego
              porzadania.Stworzyla go jednak podaz.
              • Gość: eMisiek Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. - cd. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 15:26
                Amazon w zeszłym roku promował produkt o nazwie Ginger - i nikt nie wiedział
                nawet co on robi. Nie było podaży bo istniał dopiero sam pomysł. A popyt już
                był i zamówienia już były...

                Rola podaży w kreowaniu popytu? Niewielka, znacznie wieksze znaczenie ma
                marketing informując o istnieniu produktu i nakłaniając do jego zakupu (czyli
                tworząc popyt). Jeśli podaż tworzyła by popyt nie byłby potrzebny marketing
                nieprawdaż? Zastanówcie się.

                Pytanie - która możliwośc wybierzecie - czy produkowac i liczyc że podaż (czyli
                dostawa na rynek) stworzy wam popyt bo ludzie ujrzą towar na półkach (czy
                jeżdżący po ulicach), czy badac na co istnieje popyt i zacząc to produkować?

                Jeśli mielibyście zaryzykowac własne pieniadze inwestując w firmę - co byscie
                wybrali?
                • Gość: Rycho Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. - cd. IP: *.acn.pl / 10.133.128.* 16.06.02, 16:19
                  Chyba dajesz przyklady na dowod,ze jednak podaz jest gora.Marketing jak i
                  reklama istnieja po stronie podazy i maja za zadanie wykreowanie popytu,a
                  wszystko to finansuje producent.Oczywiscie ma nadzieje ze zwiekszona sprzedaz
                  zwroci mu te wydatki z nawiazka.Badanie rynku to sprawa wtorna ,mozesz tylko
                  stwierdzic co ludzie chca kupowac lecz tylko z asortymentu juz znanego czyli
                  wczesniej stworzonego przez podaz.
          • Gość: Robert Re: Robert raczej nie nauczy nas niczego. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 15:27
            Ot i cała trudność z dyskutowaniem. Przedmiotem rozważań jest twierdzenie:
            podaż napędza gospodarkę (to pierwsze zdanie na samej górze. Relacje między
            podażą i popytem, (i na wszelki wypadek na odwrót)którym poświęcił Pan tak dużo
            miejsca to zupełnie inne zagadnienie. Odezwę się w sposobniejszej chwili -
            komentując pańskie uwagi
            pozdrawiam
            • Gość: RYBA Re: Zabawa w Jasia IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.06.02, 16:15
              Pozdrowienia dla Jasia tego z piosenki Jacka Kaczmarskiego.

              Czytajac twoje posty o podazy odnioslem dwa wnioski:
              1. Faktycznie uwazasz ze podaza poprawi sie koniunkture
              2. Popelniles blad przy formulowanie swojej tezy.

              Ad.2 Podczas czytania twoich wypowiedzi mozna odniesc wniosek ze chcesz zalac
              caly rynek najrozniejszymi towarami, ktore najprawdopodniej znajda nabywce,
              przez co wytworzy sie popyt. Przypuszczam ze nie o taka teorie Ci chodzi. Sam
              czesto mowie o podazy jako o stronie rynku, ktora ma spore zaleglosci w
              innowacjach i unowoczesnieniach linii produkcyjnych.
              Ty jednak poprowadziles te dyskusje na inny tor. Zalozyles brak podazy a nie
              jej niedostaki jakosciowe. Koncepcja ta jest bledna, bo przeciez wszyscy
              ekonomisci trabia o luce popytowej a nie podazowej. Nie polemizowalem z Toba do
              tej pory bo zakladalem ze myslisz o jakosci podazy i zle sie wyraziles. Jesli
              jednak uwazasz ze chodzi ilosc to nie ma o czym dyskutowac i nie rozumiem
              eMiska.

              Co do przykladu z Afryka i tym co to pieniadz. Otoz nie masz racji. Zauwaz ze w
              Afryce jest glod nie z braku jedzenia a spowodu ekslozji demograficznej.
              Rozwiazanie tego problemu musi opierac sie na dostawach zywnosci i polityce
              ograniczania urodzen. Wyslanie paczki pieniedzy spowoduje podwyzszenie stopy
              przyrostu naturalnego i wiekszy deficyt zywnosci.

              Poza tym nie odrozniasz popytu efektywnego i potencjalnego. A co najbardziej
              niedorzeczne to przeciez przy zwiekszonej podazy beny danego towaru spadnie i
              moze nie zrownowazyc kosztow produkcji.

              P.S. Jasiu Twoja nauka nie poszla w las.
              • Gość: Robert Re: Zabawa w Jasia IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 20:55
                Gość portalu: RYBA napisał(a):

                > Pozdrowienia dla Jasia tego z piosenki Jacka Kaczmarskiego.
                >
                > Czytajac twoje posty o podazy odnioslem dwa wnioski:
                > 1. Faktycznie uwazasz ze podaza poprawi sie koniunkture
                > 2. Popelniles blad przy formulowanie swojej tezy.
                >
                > Ad.2 Podczas czytania twoich wypowiedzi mozna odniesc wniosek ze chcesz zalac
                > caly rynek najrozniejszymi towarami, ktore najprawdopodniej znajda nabywce,
                > przez co wytworzy sie popyt. Przypuszczam ze nie o taka teorie Ci chodzi. Sam
                > czesto mowie o podazy jako o stronie rynku, ktora ma spore zaleglosci w
                > innowacjach i unowoczesnieniach linii produkcyjnych.
                > Ty jednak poprowadziles te dyskusje na inny tor. Zalozyles brak podazy a nie
                > jej niedostaki jakosciowe. Koncepcja ta jest bledna, bo przeciez wszyscy
                > ekonomisci trabia o luce popytowej a nie podazowej. Nie polemizowalem z Toba do
                >
                > tej pory bo zakladalem ze myslisz o jakosci podazy i zle sie wyraziles. Jesli
                > jednak uwazasz ze chodzi ilosc to nie ma o czym dyskutowac i nie rozumiem
                > eMiska.
                >
                > Co do przykladu z Afryka i tym co to pieniadz. Otoz nie masz racji. Zauwaz ze w
                >
                > Afryce jest glod nie z braku jedzenia a spowodu ekslozji demograficznej.
                > Rozwiazanie tego problemu musi opierac sie na dostawach zywnosci i polityce
                > ograniczania urodzen. Wyslanie paczki pieniedzy spowoduje podwyzszenie stopy
                > przyrostu naturalnego i wiekszy deficyt zywnosci.
                >
                > Poza tym nie odrozniasz popytu efektywnego i potencjalnego. A co najbardziej
                > niedorzeczne to przeciez przy zwiekszonej podazy beny danego towaru spadnie i
                > moze nie zrownowazyc kosztow produkcji.
                >
                > P.S. Jasiu Twoja nauka nie poszla w las.

                Odnoszę wrażenie, że po prostu w natłoku wypowiedzi i cytatów pomylił Pan moje
                wypowiedzi i poglądy z innymi. Podaż jest zdeterminowana nie tylko przez "ilość"
                starałem się to wykazać. Zwiększanie podaży nie oznacza zarzucania rynku
                jakimkolwiek towarem.
                Nie proponowałem wysyłania pieniędzy do Afryki - pokazywałem jedynie do jakich
                absurdalnych wniosków musi prowadzić teza Pana eMiśka dotycząca tego, że w Afryce
                jest głód z powodu braku pieniędzy. Pan pisze, że powodem głodu nie jest brak
                jedzenia, a eksplozja demograficzna - proszę zauważyć, że to sprowadza się
                dokładnie do tego co twierdzę. Mógłby Pan swój wniosek sformułować tak: jest za
                dużo ludzi przy danej podaży jedzenia, w związku z tym tego jedzenia nie starcza
                dla wszystkich. I na koniec o spadku cen. No właśnie cena - efekt odziaływania
                podaży i popytu. Popyt oznacza nie tylko chęc posiadania danego dobra, ale także
                możność zapłacenia za nie. W skrócie: niższa cena (przy innych nie zmieniających
                się czynnikach determinujących - np. dochód) powoduje zwiększenie popytu. a więc
                to w uproszczeniu do czego pan już też doszedł - większa podaż powoduje
                zwiększenie popytu. Jeśli mimo wszelkich wysiłków owa cena nie rekompensuje Panu
                kosztów prod. rezygnuje z niej Pan - np. z węgla. Dokonuje pan alokacji zasobów.
                Ps. O którą piosenkę Kaczmarskiego Panu chodziło? Czy tę o głupim Jasiu co
                rozumiał mowę ptasząt?
                • Gość: MACIEJ Re: Zabawa w Jasia IP: *.ny325.east.verizon.net 16.06.02, 22:17
                  Gość portalu: Robert napisał(a):

                  > jest głód z powodu braku pieniędzy. Pan pisze, że powodem głodu nie jest brak
                  > jedzenia, a eksplozja demograficzna - proszę zauważyć, że to sprowadza się
                  > dokładnie do tego co twierdzę. Mógłby Pan swój wniosek sformułować tak: jest za
                  >
                  > dużo ludzi przy danej podaży jedzenia, w związku z tym tego jedzenia nie starcz
                  > a
                  > dla wszystkich. I na koniec o spadku cen. No właśnie cena - efekt odziaływania
                  > podaży i popytu. Popyt oznacza nie tylko chęc posiadania danego dobra, ale takż
                  > e
                  > możność zapłacenia za nie. W skrócie: niższa cena (przy innych nie zmieniającyc
                  > h
                  > się czynnikach determinujących - np. dochód) powoduje zwiększenie popytu.

                  Nizsza cena przy innych nie zmieniajacych sie czynnikach determinujacych powoduje
                  INFLACJE.
                  100(podaz)x10(cena)=1.000(popyt)
                  Gdy cena spadnie to podaz bedzie za mala do popytu i masz inflacje(za duzo
                  pieniedzy na rynku w stos. do towarow).
                  Jesli ktos juz ma sandaly,to wcale nie znaczy ze przy spadku ceny o 10% poleci
                  kupic drugie.
                  Swita?


                  > a wię
                  > c
                  > to w uproszczeniu do czego pan już też doszedł - większa podaż powoduje
                  > zwiększenie popytu.

                  Wieksza podaz nie powoduje zwiekszenia popytu lecz obnizke cen.
                  Patrz przyklad powyzej.


                  >Jeśli mimo wszelkich wysiłków owa cena nie rekompensuje Pan
                  > u
                  > kosztów prod. rezygnuje z niej Pan - np. z węgla. Dokonuje pan alokacji zasobów

                  Tak.Jesli cena spada ponizej kosztow wtedy zamykasz zaklad i kupujesz obligacje
                  panstwowe ,ktore przy obecnej polityce NBP i RPP daja ci bez ruszania palcem w
                  bucie 10% rocznie.
                  Swita?
                  Teraz nalezaloby tylko przekonac Ule i innych,ze wysokie bezrobocie jest rzecza
                  jak najbardziej normalna i ze Pan Profesor Balcerowicz ma racje.

                  Proponuje uporzadkowac ten balagan.
                  Glod w niektorych krajach afrykanskich nie jest spowodowany eksplozja
                  demograficzna lecz brakiem rozwinietego wolnego rynku.
                  W kraju nie trzeba produkowac zywnosci zeby sie odzywiac prawidlowo.
                  Wystarczy produkowac kazdy inny towar ktory jest wymienialny na zywnosc.
                  Brak rozwinietego rynku produkcji innych towarow powoduje niemozliwosc nabycia
                  zywnosci.
                  Chiny sa stosunkowo biednym krajem o duzym przyroscie naturalnym a nie slyszy sie
                  o glodzie w Chinach.
                  Glod panuje tylko w zacofanych krajach bez rozwinietego rynku produkcji i WYMIANY.
                  Dlatego wyslanie tam pieniedzy nie pomoze ,bo nie ma tam WYMIANY.(RYNKU).


                  • Gość: Robert Re: !!!!!!!! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 02:11
                    Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                    >
                    > Nizsza cena przy innych nie zmieniajacych sie czynnikach determinujacych powodu
                    > je
                    > INFLACJE.
                    > 100(podaz)x10(cena)=1.000(popyt)
                    > Gdy cena spadnie to podaz bedzie za mala do popytu i masz inflacje(za duzo
                    > pieniedzy na rynku w stos. do towarow).
                    >

                    Bardzo interesująca i przyznam oryginalna teza.
    • Gość: eMisiek Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 19:23
      Powracając na chwilę do przykładu z łódką i 10 mln USD. Jest on lepsza
      ilustracją relacji popytu i podaży niż pierwotnie sądziłem.

      Otóż gdzieś po oceanie krążę z walizką pieniędzy – i mam pragnienie oraz srodki
      nabywcze – więc w myśl mojej wcześniejszej odpowiedzi w okolicach tej łódki
      stworzyłem popyt na wodę.

      I teraz pytanie – wyraźnie nie ma tam podaży słodkiej wody (słona mnie nie
      interesuje) więc co stworzyło popyt na nią?

      Podaż słodkiej wody? Przecież tam jej nie ma!

      Popyt stworzyły moje potrzeby i pieniądze które mam.


      Pytanie drugie – podaż butów skórzanych i podobnych eliminuje popyt na buty
      gipsowe. Dlaczego podaż niszczy popyt a nie tworzy go jak powinna wg Twojej
      teorii?

      Pytanie trzecie – czy firma powinna produkować nie oglądając się na to jaki
      jest popyt na rynku? Co stworzy popyt na jej wyroby, kiedy przyjdzie do
      sprzedaży? Popyt to potrzeba posiadania plus środki na zakup (mogą być dolary,
      muszle, wódka cokolwiek stanowi wartościowy środek wymienny).

      Teraz aby uściślić dyskusje – proponuje podać określenie definicje albo sposób
      rozumienia pojęć podaż i popyt – szczególnie jeśli odbiegają od powszechnie
      przyjętych bo to jest potencjalny obszar nieporozumień.

      Dla przykładu – Rycho twierdzi, że „Marketing jak i
      reklama istnieją po stronie podaży i maja za zadanie wykreowanie popytu, a
      wszystko to finansuje producent.” I dla Rycha wszystko co robi producent
      to „strona podażowa” tyle że taka „strona” nie istnieje... bo podaż to ilość
      produktów na rynku (dodam - niezależnie od ich odmian jakości i ceny) więc z
      marketingiem i reklamą nie ma nic wspólnego.
      Można powiedzieć, że to producent kreuje popyt na swoje produkty – to marketing
      i reklama (do pewnego stopnia może wpłynąć na zachowania zakupowe w tym
      stworzenie nie istniejących wcześniej potrzeb) a potem je dostarcza na rynek –
      czyli tworzy podaż na rynku.

      I definicja z encyklopedii – ogólnie przyjeta podazy i popytu:

      Podaż, ilość towaru, którą dostawcy są skłonni dostarczyć na rynek w określonym
      czasie. Przy niezmienności innych warunków rynkowych wzrostowi ceny towaru
      towarzyszy wzrost podaży, a obniżaniu się ceny - spadek wielkości podaży.Dla
      danego towaru rozróżnia się podaż indywidualną (ze strony pojedynczego
      dostawcy) i podaż rynkową (ze strony wszystkich dostawców). Podaż wszystkich
      towarów ze strony wszystkich dostawców to podaż globalna (zagregowana).Zmiany
      podaży dokonują się m.in. pod wpływem zmian poziomu kosztów produkcji,
      wynikających bądź to ze zmian cen czynników produkcji, bądź z postępu
      technicznego, pod wpływem inwestycji, handlu zagranicznego, warunków
      naturalnych związanych z procesami wytwórczymi.

      Popyt, ilość towaru, którą nabywcy są skłonni kupić w określonym czasie przy
      ustalonej cenie. Przy niezmienności innych warunków rynkowych wzrost ceny
      powoduje zmniejszenie wielkości popytu, a obniżka ceny wywołuje wzrost
      wielkości popytu.
      Dla danego towaru rozróżnia się popyt indywidualny (ze strony określonego
      nabywcy) i popyt rynkowy (ze strony wszystkich jego nabywców). Popyt wszystkich
      nabywców na wszystkie towary to popyt globalny (zagregowany).
      Poziom i zmiany popytu na dany towar wyznaczane są przez czynniki rynkowe -
      zmiany poziomu dochodów nabywców, cen innych towarów oraz oczekiwania nabywców
      co do zmian cen w przyszłości, a także czynniki pozarynkowe: demograficzne
      (takie jak liczba ludności, przyrost naturalny, struktura ludności pod względem
      wieku, płci, poziomu wykształcenia, rodzaju wykonywanej pracy, miejsca
      zamieszkania itp.), naturalne (klimatyczno-atmosferyczne, środowiskowe),
      preferencje nabywców (gusty, upodobania, zwyczaje, tradycje, moda), polityczne
      (zagrożenie wewnętrzne i zewnętrzne, wojny).




      • Gość: Robert Re: Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.06.02, 22:50
        Gość portalu: eMisiek napisał(a):

        > Powracając na chwilę do przykładu z łódką i 10 mln USD. Jest on lepsza
        > ilustracją relacji popytu i podaży niż pierwotnie sądziłem.
        >
        > Otóż gdzieś po oceanie krążę z walizką pieniędzy – i mam pragnienie oraz
        > srodki
        > nabywcze – więc w myśl mojej wcześniejszej odpowiedzi w okolicach tej łód
        > ki
        > stworzyłem popyt na wodę.
        >
        > I teraz pytanie – wyraźnie nie ma tam podaży słodkiej wody (słona mnie ni
        > e
        > interesuje) więc co stworzyło popyt na nią?
        >
        > Podaż słodkiej wody? Przecież tam jej nie ma!
        >
        > Popyt stworzyły moje potrzeby i pieniądze które mam.
        >
        >
        > Pytanie drugie – podaż butów skórzanych i podobnych eliminuje popyt na bu
        > ty
        > gipsowe. Dlaczego podaż niszczy popyt a nie tworzy go jak powinna wg Twojej
        > teorii?
        >
        > Pytanie trzecie – czy firma powinna produkować nie oglądając się na to ja
        > ki
        > jest popyt na rynku? Co stworzy popyt na jej wyroby, kiedy przyjdzie do
        > sprzedaży? Popyt to potrzeba posiadania plus środki na zakup (mogą być dolary,
        > muszle, wódka cokolwiek stanowi wartościowy środek wymienny).
        >
        > Teraz aby uściślić dyskusje – proponuje podać określenie definicje albo s
        > posób
        > rozumienia pojęć podaż i popyt – szczególnie jeśli odbiegają od powszechn
        > ie
        > przyjętych bo to jest potencjalny obszar nieporozumień.
        >
        > Dla przykładu – Rycho twierdzi, że „Marketing jak i
        > reklama istnieją po stronie podaży i maja za zadanie wykreowanie popytu, a
        > wszystko to finansuje producent.” I dla Rycha wszystko co robi producent
        > to „strona podażowa” tyle że taka „strona” nie istnieje
        > ... bo podaż to ilość
        > produktów na rynku (dodam - niezależnie od ich odmian jakości i ceny) więc z
        > marketingiem i reklamą nie ma nic wspólnego.
        > Można powiedzieć, że to producent kreuje popyt na swoje produkty – to mar
        > keting
        > i reklama (do pewnego stopnia może wpłynąć na zachowania zakupowe w tym
        > stworzenie nie istniejących wcześniej potrzeb) a potem je dostarcza na rynek &#
        > 8211;
        > czyli tworzy podaż na rynku.
        >
        > I definicja z encyklopedii – ogólnie przyjeta podazy i popytu:
        >
        > Podaż, ilość towaru, którą dostawcy są skłonni dostarczyć na rynek w określonym
        >
        > czasie. Przy niezmienności innych warunków rynkowych wzrostowi ceny towaru
        > towarzyszy wzrost podaży, a obniżaniu się ceny - spadek wielkości podaży.Dla
        > danego towaru rozróżnia się podaż indywidualną (ze strony pojedynczego
        > dostawcy) i podaż rynkową (ze strony wszystkich dostawców). Podaż wszystkich
        > towarów ze strony wszystkich dostawców to podaż globalna (zagregowana).Zmiany
        > podaży dokonują się m.in. pod wpływem zmian poziomu kosztów produkcji,
        > wynikających bądź to ze zmian cen czynników produkcji, bądź z postępu
        > technicznego, pod wpływem inwestycji, handlu zagranicznego, warunków
        > naturalnych związanych z procesami wytwórczymi.
        >
        > Popyt, ilość towaru, którą nabywcy są skłonni kupić w określonym czasie przy
        > ustalonej cenie. Przy niezmienności innych warunków rynkowych wzrost ceny
        > powoduje zmniejszenie wielkości popytu, a obniżka ceny wywołuje wzrost
        > wielkości popytu.
        > Dla danego towaru rozróżnia się popyt indywidualny (ze strony określonego
        > nabywcy) i popyt rynkowy (ze strony wszystkich jego nabywców). Popyt wszystkich
        >
        > nabywców na wszystkie towary to popyt globalny (zagregowany).
        > Poziom i zmiany popytu na dany towar wyznaczane są przez czynniki rynkowe -
        > zmiany poziomu dochodów nabywców, cen innych towarów oraz oczekiwania nabywców
        > co do zmian cen w przyszłości, a także czynniki pozarynkowe: demograficzne
        > (takie jak liczba ludności, przyrost naturalny, struktura ludności pod względem
        >
        > wieku, płci, poziomu wykształcenia, rodzaju wykonywanej pracy, miejsca
        > zamieszkania itp.), naturalne (klimatyczno-atmosferyczne, środowiskowe),
        > preferencje nabywców (gusty, upodobania, zwyczaje, tradycje, moda), polityczne
        > (zagrożenie wewnętrzne i zewnętrzne, wojny).
        >
        Zasadniczo przedmiotem dyskusji miało być twierdzenie: podaż napędza gospodarkę.
        (tak twierdzę). Dyskusja jest przeniesiona z innych wątków. a wzięła się stąd, że
        Ci którzy twierdzą, iż to popyt napędza gospodarkę chcieliby ruchami po stronie
        popytowej wpływać na rozwój gosp. - a więc manipulacje stopami, kursem walutowym
        itd.
        ja twierdzę, że zmian nalezy dokonywać po stronie podażowej - obniżać płacowe i
        pozapłacowe koszty pracy, deregulować rynek, zmniejszać obciążenia fiskalne.
        Do tego zasadniczego watku wplatanych zostało mnóstwo pobocznych, nawet z
        marketingu.
        Proszę jeszcze raz przeanalizować przykład z łódką. sam już pan dostrzega, że z
        popytu jeszcze nic nie wynika.
        ja pisałem wyraźnie w określonych warunkach podaż wpływa na popyt - można o tym
        pisać książki więc nie ma co tego rozwijać. Wynikiem nieustannego odziaływania na
        siebie podaży i popytu są ceny.
        Przytacza Pan definicje. ja celowo tego nie robię i posługuję się jak
        najprostszymi terminami, gdyż uważam, że lepiej do pewnych rzeczy dojść samemu.
        wyrywane definicje tylko zaciemniają obraz, a gdyby chciało się wszystko
        wyjaśnić, to trzeba byłoby wtłoczyć w to forum całą bibliotekę.
        Ma Pan definicję podaży i twierdzenie z encyklopedii: wzrost cen powoduje wzrost
        podaży - to zgadza się z codziennymi obserwacjami. Coś staje się droższe więc
        jest więcej chętnych by to produkować, sprzedać itd. Z drugiej strony obserwuje
        Pan też coś zupełnie przeciwnego: wzrost podaży powoduje spadek cen - wie to
        każdy kto np. kupował truskawki w grudniu i w czerwcu. I tak posługując się
        wyrywanymi twierdzeniami musi Pan dojść do wniosku, że wzrost cen spowoduje
        spadek cen.
        Analizować związki, przyczyny i skutki wzajemne relacje - to jest właśnie cała
        nauka ekonomii. Nie dziwię się, że nie możemy zgodzić się co do najprostszych
        rzeczy, bo na tle tego jednego sporu wyrosły całe szkoły ekonomiczne - słyszał
        Pan może o Chicago Boys. Czasami warto zadać najprostsze pytania: dlaczego jedne
        kraje są bogate, inne nie. Co to jest pieniądz? Od czego zależy jego wartość?
        Dlaczego w ogóle ludzie chcą otrzymywać metalowe krążki i kawałki papieru za
        swoją pracę i towar? itd.
        Ps. A czemu to zaangażowanie. Bo np. zwalczam takie poglądy jakie reprezentuje
        Pan Maciej. Uważam je za niebezpieczne dla naszego kraju. Im mniej takich
        poglądów tym mniejsze ciśnienie na decyzje, których rezultat może być
        katastrofalny. Inaczej mówiąc im więcej ludzi będzie chciało wspierać popyt, tym
        więcej będzie wypływających z tego decyzji i tym dla mnie gorzej, bo w tym
        biedniejszym kraju będę żył.
        • Gość: eMisiek Re: Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 00:07
          Zasadniczo przedmiotem dyskusji miało być twierdzenie: podaż napędza
          gospodarkę.
          (tak twierdzę). Dyskusja jest przeniesiona z innych wątków. a wzięła się stąd,
          że
          Ci którzy twierdzą, iż to popyt napędza gospodarkę chcieliby ruchami po stronie
          popytowej wpływać na rozwój gosp. - a więc manipulacje stopami, kursem
          walutowym
          itd. ja twierdzę, że zmian nalezy dokonywać po stronie podażowej - obniżać
          płacowe i
          pozapłacowe koszty pracy, deregulować rynek, zmniejszać obciążenia fiskalne.

          ========================

          Zgoda – więc proszę rozszerzyć co pan ma na mysli mówiąc o tym że podaż ma
          napędzać gospodarkę? Zmiany po „stronie podaży” to przecież oczywiste: redukcja
          kosztów pracy, redukcja podatków, deregulacja rynku (jeśli myślimy o wycofaniu
          się państwa z ingerowania administracyjnego w procesy rynkowe) może rozwiązania
          prawne sprzyjające kooperacji etc. Ogólnie poprawa efektywności produkcji i
          dystrybucji.

          Co jednak z druga strona? Co ze stroną popytu? Zgoda, że poprawa po jednej
          stronie nieco ulepszy np. płynność finansową i uwolni nieco środków, ale aby
          się rozwijać przemysł potrzebuje kredytów, które kosztują mniej niż jest w
          stanie zarobić ze sprzedaży własnej produkcji. I jest to jeden z powodów dla
          których mówi się o konieczności obniżenia stóp – po to by wpuścić na rynek
          pieniądz, który będzie pracował na rozwój firm, gospodarki, i na spłatę
          odsetek. Jeśli moja firma płaci wysokie odsetki od kredytu, to znaczy że przy
          stabilnej i mocnej walucie napycham komuś kieszenie, a więc mam mniej pieniędzy
          na rozwój, nowe inwestycje i moja konkurencyjność spada.

          Co do manipulacji kursami i stopami %, tu z kolei jest problem, że właśnie ich
          arbitralny sposób ustalania nosi wszelkie cechy manipulacji i nie jest
          podyktowany interesem polskich firm i gospodarki ponieważ na mój chłopski rozum
          przy stabilnej walucie sprzyja przejmowaniu przez grupę bogatych spekulantów
          dzięki mechanizmowi arbitrażu. wartości wypracowanej w Polsce. To o czym jak
          mniemam mówi się na forum jest chęć doprowadzenia do zakończenia tego procederu
          poprzez dewaluacje złotówki do $ w takim stopniu rocznym, jaka jest różnica
          stóp % złotego i dolara.

          Osłabienie złotego to dodatkowo częściowe zablokowanie importu i poprawa
          konkurencyjności polskich towarów eksportowych a wiec i redukcja bezrobocia.

          Na mój zaznaczam chłopski rozum osłabienie złotego jest warunkiem koniecznym,
          choć być może jeszcze nie wystarczającym do ożywienia gospodarczego.
        • Gość: MACIEJ Re: Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.ny325.east.verizon.net 17.06.02, 03:25
          Gość portalu: Robert napisał(a):

          > Ma Pan definicję podaży i twierdzenie z encyklopedii: wzrost cen powoduje wzros
          > t
          > podaży - to zgadza się z codziennymi obserwacjami. Coś staje się droższe więc
          > jest więcej chętnych by to produkować, sprzedać itd.

          I to jest wlasnie teoria podazowa reprezentowana przez ciebie a ktora jest
          jednoczesnie zaprzeczeniem codziennych obserwacji.
          Producent by chcial podniesc ceny i chetniej by wtedy wiecej produkowal tylko
          NIESTETY NIE ZNALAZL BY NA TO NABYWCY.
          Na normalnym wolnym rynku producent nie moze podniesc cen,bo konsument zacznie
          kupowac produkty innych producentow.
          Swita?
          TWOJA TEORIA PODAZOWA SPRAWDZA SIE TYLKO TAM GDZIE NIE MA WOLNEGO RYNKU-CZYLI W
          KOMUNIZMIE I NIEKTORYCH KRAJACH AFRYKI,GDZIE PANUJE GLOD JAK U NAS ZA KOMUNY.


          > Z drugiej strony obserwuje
          >
          > Pan też coś zupełnie przeciwnego: wzrost podaży powoduje spadek cen - wie to
          > każdy kto np. kupował truskawki w grudniu i w czerwcu.

          Tu sie jak najbardziej zgadzamy:WZROST PODAZY POWODUJE SPADEK CEN.
          Bo twoje oryginalne credo bylo:WZROST PODAZY POWODUJE WZROST POPYTU-CO JEST
          OCZYWISCIE ABSURDEM.
          100(podaz)x10(cena)=1.000(popyt)
          gdy podaz wzrosnie do 110 to cena musi spasc by znalazl sie na to nabywca.

          Ja sie zgadzam z faktem ,ze szeroka gama towarow na rynku powoduje u Kowalskiego
          ze wsi malopolskiej chec zakupow w Warszawie,tylko ze po powrocie do domu nie
          bedzie go stac na kupno bron ,ktore pozycza od sasiadow.


          > Ps. A czemu to zaangażowanie. Bo np. zwalczam takie poglądy jakie reprezentuje
          > Pan Maciej. Uważam je za niebezpieczne dla naszego kraju.

          Ja wiem ,ze biednemu teoretykowi jak ty nie przeszkadza ze ja,jako biznesmen
          odnioslem sukces w Stanach,lecz o to ze jak wyeliminujesz mnie z forum,to z
          wiekszoscia amatorow dasz sobie tutaj rade.



          • Gość: Rycho Re: Do eMiśka, Macieja i Roberta IP: *.acn.pl / 10.133.128.* 17.06.02, 09:15
            Mam dla was propozycję:Opuście swoje mocno bronione stanowiska i starajcie się
            zrozumieć o co chodzi adwersarzowi.Wykazywanie na podstawie prymitywnych
            przykładów,że ktoś nie ma racji do niczego nie prowadzi.
            Obserwując waszą wymianę poglądów po odrzuceniu barwnej demagogii oceniam,że
            moje poglądy są najbliższe Robertowi a z Maciejem pewnie bym się zgodził w
            70%,natomiast eMisiek chyba jest bardzo mocno przywiązany do swoich poglądów i
            ciężko będzie dojść z nim do jakiś punktów wspólnych.Pozdrowienia dla
            wszystkich Rycho.
          • Gość: Robert Re: Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 12:32
            Gość portalu: MACIEJ napisał(a):


            > Ja wiem ,ze biednemu teoretykowi jak ty nie przeszkadza ze ja,jako biznesmen
            > odnioslem sukces w Stanach,lecz o to ze jak wyeliminujesz mnie z forum,to z
            > wiekszoscia amatorow dasz sobie tutaj rade.

            Niestety nie rozumie pan większości z tego co piszę, mimo iż staram się unikać
            fachowej terminologii i tłumaczyć na najprostszych prykładach. Sporo ostatnio się
            Pan wypowiada na temat mojego wykształcenia, teraz jeszcze na temat zamożności.
            Ale mniejsza z tym. ja nawet wierzę, że Pan może odnosić sukcesy jako biznesmen.
            Już to pisałem, że : na szczęście dla kraju, w którym Pan żyje większość ludzi
            twierdząc, że to popyt napędza gospodarkę, postępuje jednak w myśl zasady: podaż
            napędza gospodarkę. bardzo możliwe, że właśnie tak jest i w Pana przypadku.
            Czy mógłby Pan jakoś twórczo rozwinąc swoją nowatorską koncepcję, którą
            przedstawił Pan na tym wątku 16 czerwca o godz. 22.17 że: spadek cen powoduje
            inflację. Pls.
            • Gość: MACIEJ Re: Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.ny325.east.verizon.net 17.06.02, 17:45
              Rycho-Ja nie mam zadnego problemu ze zrozumieniem tego co pisze Robert.
              Jest to klasyczna ekonomia,niestety w starym wydaniu,bardzo pasujaca do komuny
              i socjalizmu a nijak do wysoko rozwinietego rynku kapitalistycznego USA.

              Stawiajac sprawe plasko,teorie ekonomicze w danych krajach sa odzwierciedlone w
              poziomie dochodu narodowego w tych krajach,czyli zycia przecietnego obywatela.
              Stad byla moja dygresja,ze kazdy ma na tyle na ile zrozumie.

              To ze ty rozumiesz Roberta w 100%,a mnie tylko w 70% swiadczy o tym,ze jego
              teoria jest obecna na polskim i europejskim rynku mysli ekonomicznej i mozna
              wyssac ja z mlekiem matki,natomiast amerykanska mozesz ewentualnie zrozumiec
              ale do tego musisz sie sporo uczyc,choc czesto czas spedzony na nauce nie musi
              dac efektywnych rezultatow.

              Robert np ma problemy ze zrozumieniem prostego przykladu,ze spadek cen powoduje
              inflacje.
              Robert:"Nizsza cena przy innych nie zmieniajacych sie czynnikach powoduje
              zwiekszenie popytu"
              100(podaz)x10(cena)=1.000(popyt)
              Przy obnizeniu ceny MOZE nastapic wzrost popytu TYLKO wtedy kiedy mamy do
              czynienia z NIENASYCONYM RYNKIEM.
              Czyli tam ,gdzie panuje GLOD na towar.
              Jak np w komunie i tym kraju afrykanskim ,ktory przytoczyl RYBA.

              Bo jesli mamy do czynienia z NORMALNYM nasyconym rynkiem,to spadek cen powoduje
              ze jest za duza ilosc pieniedzy na rynku w stosunku do towarow i to sie nazywa
              inflacja.
              Podalem dwa przyklady:
              1-Wieksza ilosc slodkich bulek przerobionych na gas nie uszczesliwi cie,a moze
              ci dac rozwolnienie lub cukrzyce.
              Jesli jestes najedzony ,to nie pojdziesz jeszcze raz na obiad tylko dlatego
              ze ceny w restauracji spadly o 10%.Choc znam takich co lubia sie najesc na
              zapas.
              2-Jesli juz masz dwa komputery w domu,to nie pojdziesz kupic trzeciego,bo cena
              spadla o 10%.

              Ci ktorzy sa wychowani na "Ekonomii politycznej socjalizmu" takich prostych
              przykladow nie sa w stanie pojac.

              • Gość: eMisiek Re: Czy wiemy o czym mówimy? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 19:26
                Wiesz Macieju czytam Cię od kilku miesięcy i widzę że nie jest to czas
                zmarnowany, storoć wiecej dowiedziałem sie z Twoich odpowiedzi na forum niz z
                kilkudziesięciu artykułów ekonomicznych, które w ostatnich miesiącach
                przeczytałem.

                Ta odpowiedzia o inflacji dobiłes mnie zupełnie, cholera jasna to wszystko nie
                moze byc az takie proste! :)))

                Do tej pory miałem nieodparte wrażenie, że ekonomia to dziedzina czarnej magii
                na której najtęższe profesorskie głowy sie nie znają.

                Teraz wiem że rzeczywiście oni sie nie znają!!!

                Ale sa ludzie jak Ty, którzy w jakiś bardzo prosty sposób postrzegają istotę
                zagadnień.

                Dzięki Macieju, dajesz mi wiele napędu intelektualnego, szkoda że nie mogę
                częściej uczestniczyć w dyskusjach.

                Pozdrawiam Ciebie i rozmówców.
              • Gość: Robert Re: opowiadamy sobie polish jokes IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.06.02, 20:22
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                >
                > Robert np ma problemy ze zrozumieniem prostego przykladu,ze spadek cen powoduje
                >
                > inflacje.
                > 100(podaz)x10(cena)=1.000(popyt)
                > Przy obnizeniu ceny MOZE nastapic wzrost popytu TYLKO wtedy kiedy mamy do
                > czynienia z NIENASYCONYM RYNKIEM.
                > Czyli tam ,gdzie panuje GLOD na towar.
                > Jak np w komunie i tym kraju afrykanskim ,ktory przytoczyl RYBA.
                >
                > Bo jesli mamy do czynienia z NORMALNYM nasyconym rynkiem,to spadek cen powoduje
                >
                > ze jest za duza ilosc pieniedzy na rynku w stosunku do towarow i to sie nazywa
                > inflacja.


                Chyba brakuje mi już sił. Przez moment wydawało mi się jeszcze, że aż takie
                bzdury są niemożliwe do wypisywania nawet przez Pana, myślałem, że może się
                Pan "przejęzyczył", ale okazuje się, że jednak wszystko u Pana jest możliwe. Że w
                swym pokretnym myśleniu będzie Pan udwowadniał iż spadek cen powoduje wzrost cen
                (inflację). No naprawdę Nobel!!!!! Daj pan spokój: im więcej się pije, tym mniej
                się pije, bo im więcej się pije tym więcej trzesą się ręce, a im więcej trzęsą
                się ręce, tym więcej wódki przy nalewaniu do kieliszków rozlewa się na stół, a im
                więcej wódki rozlewa się na stół, tym mniej się jej pije.
                Proszę: niech pan tylko nie szerzy swoich teorii ekonomicznych wśród Amerykanów.
                po co im kolejne polish jokes.
                • Gość: RYBA Re: opowiadamy sobie polish jokes IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.06.02, 22:06
                  Otoz Maciej ma calkowita racje. Nadmiar podazy pieniadza na rynku powoduje
                  inflacje i to wcale nie zasluguje na nobla to normalne prawo. Defincja inflacji
                  jest wlasnie taka, Pan mysli ja ze stopa inflacji bo to jest zmiana cen w
                  okreslonym czasie.

                  Przeciez to oczywiste ze jesli zwiekszy sie podaz to na rynku nasyconym popytu
                  na dany artykul nie bedzie bo kazdy bedzie go mial. Ludze beda mieli wolne
                  srodki za ktore zakupia inne towary, ktore po pewnym czasie zdrozeja.

                  Aby udowodnic teze Macieja (a wlasciwie definicje inflacji) podam przyklad.
                  Wyobrazmy sobie ze nagle ceny wszystkich dobr w Polsce stanialy o 30%. Czy w
                  takiej sytuacji bedzie inflacja? TAK

                  P.S. Zachowujecie sie jak politycy gadacie o bzdetach a kraj sie nie rozwija.
                  Kazdy wie ze kolo jest okragle jak Robert tego nie wie to jego strata.
                  • Gość: Robert Re: opowiadamy sobie polish jokes IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 01:41
                    Nie mogę już odpisywać tak często, bo ogarnia mnie zwątpienie. czasami dostaję
                    zajadów ze śmiechu. Skąd Panowie Wy to wszystko bierzecie. Skąd pomysły, że
                    spadek cen oznacza wzrost cen. To jest prawdziwa rewolucja!!!!! Albo "nasycony
                    rynek popytu". Przeżucę się chyba na forum z dowcipami. "Spadek cen powoduje
                    wzrost cen" Nie wiem czy śmiać się czy płakać. I te wywody na temat obiadu
                    tańszego o 10%. A teraz na poważnie. Jak obiad będzie tańszy dla mnie o 10%, to
                    oczywiście, że nie kupię sobie drugiego obiadu. Za te 10% kupię sobie książkę z
                    Polish jokes.
                    • Gość: MACIEJ Re: opowiadamy sobie polish jokes IP: *.ny325.east.verizon.net 18.06.02, 05:23
                      Gość portalu: Robert napisał(a):


                      > tańszego o 10%. A teraz na poważnie. Jak obiad będzie tańszy dla mnie o 10%, to
                      >
                      > oczywiście, że nie kupię sobie drugiego obiadu. Za te 10% kupię sobie książkę z
                      >
                      > Polish jokes.

                      I w tej ksiazce znajdziesz jokes typu:

                      1-W Niemczech zyje sie lepiej niz w Stanach
                      2-Gospsdarka EU jest wieksza niz USA
                      3-"Sam doskonale pamietam lata 80te i poczatek 90tych,kiedy USA byly pograzone w
                      stagnacji".
                      4-Praca sprzataczki na czarno w USA tez jest liczona do PKB.
                      5-Amerykanie moga nie przejmowac sie takimi drobiazgami jak deficyt budzetowy i
                      bilans platniczy.Zawsze moga dodrukowac dolarow.

                      I przy ostatnim dowcipie zacznie ci byc zal pieniedzy wydanych na ksiazke,ktora
                      sam napisales.
                      Amerykanow te dowcipy rzuca na plecy i opinie o autorze beda mieli adekwatna.
                      A tu sie z nienacka okazuje,ze nawet maturzysty nie jestes wstanie rozsmieszyc
                      swoimi kawalami.
                      A prosilem jak czlowieka od poczatku,zacznijmy dyskutowac na temat na ktory sie
                      zgadzamy.



                      • Gość: Robert Re: opowiadamy sobie polish jokes IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 16:54
                        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                        > Gość portalu: Robert napisał(a):
                        >
                        >
                        > > tańszego o 10%. A teraz na poważnie. Jak obiad będzie tańszy dla mnie o 10
                        > %, to
                        > >
                        > > oczywiście, że nie kupię sobie drugiego obiadu. Za te 10% kupię sobie ksią
                        > żkę z
                        > >
                        > > Polish jokes.
                        >
                        > I w tej ksiazce znajdziesz jokes typu:
                        >
                        > 1-W Niemczech zyje sie lepiej niz w Stanach
                        > 2-Gospsdarka EU jest wieksza niz USA
                        > 3-"Sam doskonale pamietam lata 80te i poczatek 90tych,kiedy USA byly pograzone
                        > w
                        > stagnacji".
                        > 4-Praca sprzataczki na czarno w USA tez jest liczona do PKB.
                        > 5-Amerykanie moga nie przejmowac sie takimi drobiazgami jak deficyt budzetowy i
                        >
                        > bilans platniczy.Zawsze moga dodrukowac dolarow.
                        >
                        > I przy ostatnim dowcipie zacznie ci byc zal pieniedzy wydanych na ksiazke,ktora
                        >
                        > sam napisales.
                        > Amerykanow te dowcipy rzuca na plecy i opinie o autorze beda mieli adekwatna.
                        > A tu sie z nienacka okazuje,ze nawet maturzysty nie jestes wstanie rozsmieszyc
                        > swoimi kawalami.
                        > A prosilem jak czlowieka od poczatku,zacznijmy dyskutowac na temat na ktory sie
                        >
                        > zgadzamy.

                        Nie możemy dyskutować na żaden temat dotyczący makroekonomii
                        Dlatego że:
                        1 Nie ma pan najmniejszej wiedzy na ten temat. Jest ona mniejsza niż przeciętnego
                        czytelnika gazet o czym ostetecznie utwierdziło mnie Pańskie przekonanie, że
                        spadek cen wywołuje inflację. Nie rozumie Pan podstawowych pojęć na zupełnie
                        elementarnym poziomie.
                        2 Nie jest pan w stanie spostrzec nawet najprostszych błędów, jakie pan popełnia
                        3 Zarzuca Pan każdy wątek nie mającymi ze sobą nic wspólnego tematami -
                        uniemożliwia to jakiekolwiek komentowanie, bo należałoby prostować każde zdanie
                        jakie Pan napisze
                        4 manipuluje Pan moimi wypowiedziami i wyrywa je z kontekstu.
                        5 ma Pan dużo więcej czasu na wypisywanie bzdur, niż ja na prostowanie ich
                        6 Wypisuje Pan rzeczy wewnętrznie ze sobą sprzeczne i tych samych arg. uzywa pan
                        na popracie jakiejś tezy i na odrzucenie jakiejś tezy.
    • Gość: Fizyk Podaz czy popyt??? IP: *.tsl.uu.se 17.06.02, 21:19
      Czytam dyskusje Panow o tym czy
      podaz czy popyt sa sila napedowa gospodarki
      i jakos nie moge zrozumiec o co idzie spor.

      Dla prostego umyslu scislego, to tak jakby zapytac
      czy do przeplywu wody potrzebne jest zrodlo
      czy odplyw. Odpowiedz jest prosta - najlepiej
      jest miec zrodlo i odplyw o podobnej wydajnosci,
      a do tego dobra rure.

      No to wgryzmy sie w problem glebiej.
      Mamy zamknieta gospodarke. Od dosyc dawna
      gospodarki sa nadproduktywne, dzieki czemu
      nastepuje akumulacja bogactwa, nieruchomosci,
      technologii. W tej sytuacji motorem napedowym
      gospodarek jest chciec miec wiecej. Chciwosc
      zmusza bowiem do wysilku i kreowania nowych
      dobr, poprawy efektywnosci. Nadto, im wieksze
      potrzeby tym wieksza motywacja do dokonywania
      innowacji. W tym sensie popyt jest niezwykle wazny.

      Ale, ale. Sa takie dobra, ktorych aktualnie jest
      za malo: powiedzmy ze to beda diamenty.
      Mamy juz popyt, ale z podaza krucho.
      Wtedy, po wykreowaniu odpowiedniej
      motywacji przez popyt, mozemy zadbac o
      podaz i opracowac technologie produkcji
      duzych dlamentow. Tylko, ze zeby te
      technologie stworzyc musza byc nadwyzki
      w gospodarce, wiec z pojawieniem sie
      szans na wielkie diamenty syntetyczne
      trzeba szukac oszczednosci w innych
      galeziach gospodarki. To zapewne jest
      nazywane dbaniem o strone podazowa.

      Dla mnie jest ciagle remis. Podaz i popyt -
      obydwa wazne.

      Zapytajmy jednak o 2 konkurujace gospodarki,
      kazda z wlasnym popytem i wlasna podaza.
      Oczywiscie lepiej sie bedzie miala ta, ktora
      wygra walke o popyt, czyli ta ktora zdobedzie
      rynek drugiej dla swoich wyrobow. Jesli jedna
      z gospodarek jest wyraznie slabsza i zacofana,
      to jedyna jej szansa jest tworzenie barier przed
      naplywem niektorych dobr z drugiej.

      To stwierdzenie jest tym bardziej aktualne im
      wyzszy odsetek ceny stanowi praca ludzka.
      Np. pomyslmy, jakie skutki dla polskiej gospodarki
      mialoby to, zeby Polacy kupowali chetniej
      Fiaty, Daewoo i Ople niz Volkswageny, Peugeoty
      lub Fordy? Czy zysk dla gospodarki z kupna
      Volkswagena zamiast Fiata jest wiekszy czy mniejszy
      niz strata? Oczywiscie, strata jest wieksza, bo
      wazna czescia ceny auta sa place, a roznice
      w klasie nie sa az tak duze. I tak jest z wiekszoscia
      dobr: autami, materialami budowlanymi, ubraniami,
      obuwiem, wyrobami metalowymi i skorzanymi,
      uslugami programistycznymi etc.

      Dlatego: otwarte granice + silna zlotowka =
      oddanie rynku walkoverem i spadek
      sredniego dobrobytu Polakow.

      Wiec - w tym wypadku zgadzam sie z teza,
      ze trzeba bardzo dbac o POPYT na dobra
      krajowe, chocby oslabiajac zlotowke.
      Powiecie: ohydny protekcjonizm?

      No to jedzcie do Szwajcarii albo do Brukseli,
      tam ludzi oswiecac (choc UE i Szwajcaria
      walcza o popyt na wlasne produkcje
      takze za pomoca cel).


      Pozdrowienia
      F.
      • Gość: Michał Re: Podaz czy popyt??? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.02, 22:06
        Z tymi samochodami to nie masz racji.
        Cena "polskiego" Opla jest taka sama jak wyprodukowanego w Niemczech.
        Firma zwyczajnie oszczędza na tańszych płacach w Polsce, ale klient płaci tyle
        samo.
        To samo jest z Daewoo i Fiatem.
        Zresztą przykład z Daewoo jest nieszczęśliwy. Koreańce chaciały podbić świat i
        same się wykończyły kredytami. Fiat też jest w sporych kłopotach.
        Są kraje, które tylko importują samochody osobowe np. Austria i żyją świetnie.
        Dzięki importowi samochodów powstało w Polsce tysiące miejsc pracy, a same
        samochody importowane pozwalają zarabiać państwu na akcyzie i innych podatkach.

        Problem polega chyba na czym innym. Raczej chodzi o to, aby wszystkie firmy
        działały na równych zasadach i aby nie dać robić się w konia np. wpuszczając na
        polski rynek bez ograniczeń dotowaną żywność.
      • Gość: RYBA Re: Podaz czy popyt??? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.06.02, 22:07
        Szanowny Fizyku

        Jakbys nie dotal tego o silnej zlotowce to bym powiedzial: "exactly".
        • Gość: MACIEJ Re: Podaz czy popyt??? IP: *.ny325.east.verizon.net 18.06.02, 02:06
          Gość portalu: RYBA napisał(a):

          > Szanowny Fizyku
          >
          > Jakbys nie dotal tego o silnej zlotowce to bym powiedzial: "exactly".

          Widzisz RYBA,ty podchodzisz do zarzadzania gospodarka w sposob czysto teoretyczny,
          czyli Hayek,A.Smith itd.
          Zycie niestety wyglada nieco(a czasami bardzo) inaczej.
          Tak jak jest walka na poziomie przedsiebiorstw o konsumenta,gdzie prawie
          wszystkie chwyty sa dozwolone,identycznie to samo dzieje sie w skali panstw.
          Szwedzi zdaja sobie sprawe z tego,ze po wejsciu do euro wzrosnie u nich bezrobocie
          dlatego wola rozwoj z wieksza inflacja a nizszym bezrobociem.
          Mocna waluta oznacza wysokie bezrobocie,bo konkurowac musisz wydajnoscia pracy z
          USA,a do tego Polsce daleko.
          Dlatego dla ochrony wlasnego rynku powinno sie obnizyc wartosc waluty.
          I to jest jak najbardziej legalne,bo wprowadzanie cel jest niemozliwe w momencie
          stowarzyszenia z EU.

          Przede wszystkim chcialbym ci pogratulowac ,ze stanales po stronie rozsadku a nie
          ugrzecznionej choc pustej demagogii.
          Mozesz mnie uwierzyc,ze za iles tam lat,jak wskoczysz na miejsce Tatka to
          bedziesz inaczej myslal niz teraz.

          Jedyna teoria,ktora sie dobrze Robertowi sprawdzila(poza tym ze kryzys w Polsce
          nie jest FAZA rozwoju) to fakt ze czym wiecej pijesz ,to bardziej sie rece trzesa,
          a czym bardziej sie rece trzesa tym mniej wlewasz do kieliszka.
          Czyli czym wiecej pijesz tym mniej pijesz.
          Choc Robert nie wpadl jeszcze na pomysl fachowcow w tej dziedzinie ,ktorzy pija z
          butelki i kropli nie uronia.
          • Gość: RYBA Re: Podaz czy popyt??? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.06.02, 09:57
            Nie wymagaj ode mnie podejscia od strony praktycznej do spraw makroekonomii.
            Fakt ze teoria jest prostsza i gloszenie pustych slow z mownicy nie wymaga
            odpowidzialnosci ani nawet wiedzy. Jednak mowienie o silnym zlotym to tez
            teoria, ktora nie musi sie sprawdzic w kazdych warunkach.

            I. Przyznaje ze w UE obnizono wartosc euro aby eksport byl bardziej oplacalny i
            przynosil wieksze korzysci. To fakt. Nie polemizuje z tym. Nie polemizuje z tym
            ze interwencjami w Japonii obnizono wartosc jena ze 132 za dolara do 124. To
            fakt. Kibic forum moglby teraz powiedziec ze obalam swoja wlasna teze.

            II. Ale nie zgodze sie ze tak samo moze byc w Polsce. Nasza gospodarka jest
            nastawiona na popyt wewnetrzny i konsumpcje spoleczenstwa. Przyznam jedynie ze
            eksport jest bajlepszym sposobem budowania silnej gospodarki, ale musi si
            opierac na produktach wysoko przetworzonych, handel ktorymi jest najbardziej
            oplacalny. Polska eksportuje materialy nisko przetworzone i polfabrykaty,
            struktura ta jest bardzo niekorzystna (jak w krajach Afrykanskich) i powoduje
            ze zbyt na nasze artykuly jest uzalezniony od koniunktury swiatowej a nie kursu
            zlotowki (choc tez ale w bardzo bardzo malym stopniu).

            III. Konkluzja. Zmienym strukture naszej wymiany handlowej i nastawmy sie na
            przemysl wysokiej techniki i o duzym stopniu przetworstwa a wtedy razem z Toba
            i Fizykiem bede glosil obnizenie wartosci zlotego jesli tego dozyje i bedzie po
            co go obnizac.

            Pozdrawiam
            • Gość: MACIEJ Re: Podaz czy popyt??? IP: *.ny325.east.verizon.net 18.06.02, 20:29
              Gość portalu: RYBA napisał(a):


              > II. Ale nie zgodze sie ze tak samo moze byc w Polsce. Nasza gospodarka jest
              > nastawiona na popyt wewnetrzny i konsumpcje spoleczenstwa.

              Kazda gospodarka w min 70-80% nastawiona jest na popyt wew i konsumpcje.

              > Przyznam jedynie ze
              > eksport jest bajlepszym sposobem budowania silnej gospodarki, ale musi si
              > opierac na produktach wysoko przetworzonych, handel ktorymi jest najbardziej
              > oplacalny.

              Tu sie gruntownie mylisz.
              Niemcy i Japonia ROZWIJALY sie w oparciu o export prod wysoko przetworzonych.
              Japonia przestala sie dawno rozwijac a Niemcy teraz.
              Chiny maja bardzo duza nadwyzke exportu nad importem i handluja rzeczami
              codziennego uzytku.
              Ten akapit jest jakby zywcem przepisany z ksiazek polskich "fachofcow" od
              ekonomii.

              > Polska eksportuje materialy nisko przetworzone i polfabrykaty,
              > struktura ta jest bardzo niekorzystna (jak w krajach Afrykanskich) i powoduje
              > ze zbyt na nasze artykuly jest uzalezniony od koniunktury swiatowej a nie kursu
              >
              > zlotowki (choc tez ale w bardzo bardzo malym stopniu).

              To jest tez twierdzenie wyjete z ust nieudacznikow pod nazwa "polska szkola
              ekonomii".
              >
              > III. Konkluzja. Zmienym strukture naszej wymiany handlowej i nastawmy sie na
              > przemysl wysokiej techniki i o duzym stopniu przetworstwa a wtedy razem z Toba
              > i Fizykiem bede glosil obnizenie wartosci zlotego jesli tego dozyje i bedzie po
              >
              > co go obnizac.

              Znowu "polska szkola ekonomii".
              Nikt nie jest w stanie zminic naszej struktury wymiany handlowej.
              Ani rzad ,ani premier,ani prezydent,ani RPP,ani NBP,ani zaden minister.
              Kapital produkujacy takie towary nie przychodzi do Polski,bo ci w/w nie stwarzaja
              temu kapitalowi warunkow do przyjscia.
              Za to ci w/w stwarzaja dobre warunki do przyjscia kapitalu
              spekulacyjnego,krotkoterminowego,zwanego rowniez portfelowym ,ktory placi bez
              ruszania palcem w bucie 9,5% od kapitalu.
              I zalozenie musi byc tylko jedno,ktore ty zreszta popierasz,ze wartosc zlotowki
              nie moze sie obnizyc.
              A mocna zlotowka dobrze sie sprawdza w podnoszeniu bezrobocia oraz spadku
              produkcji.

              • Gość: RYBA Re: Podaz czy popyt??? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.06.02, 10:27
                Mam propozycje.

                Mozemy byc mistrzami swiata w pilce noznej ale zrobmy tak zeby bramka
                przeciwnika byla wieksza, w koszykowce tez ale powiekszmy kosz przeciwnika itd.
                itp. Swiat stwarza czlowiekowo warunki, ktore nie zawsze moze zmienic ale
                jesli ma silny charakter to moze na tym dobrze wyjsc i sobie poradzic. Widze ze
                jest facetem bez jaj. Nic nie zrobimy bo "mocna zlotowka", bo "wysokie stopy"
                (Fizyk). Siedzisz i narzekasz jak baba.
                Od calej awantury z RPP mozna juz bylo zrobic o wiele wiecej niz zrobil to
                rzad.
    • Gość: ula Podaż czy popyt dynamizuje gospodarkę ? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.02, 01:18
      Na wstępie pragnę podkreślić,że ten post nie ma na celu wszczynanie polemiki
      z dyskutantami w tym wątku,a zwłaszcza z tymi, którzy uważają,że zjedli
      wszystkie rozumy.Pragne jedynie napisać z czym się zgadzam,a z czym nie i
      dlaczego.
      Temat wątka wbrew pozorom jest dość istotny w obecnej sytuacji kraju.Jak
      zdynamizować życie gospodarcze jest obecnie chyba najważniejszym problemem do
      rozwiązania.
      Przykłady z putynią,oceanem czy glinianymi butami absolutnie mnie nie
      przekonały o wyższości popytu nad podażą i odwrotnie.Wszyscy dyskutanci
      zapomnieli,że aby popyt i podaż miały jakikolwiek sens musi istnieć rynek,a na
      nim kupcy i sprzedawcy.Jeżeli jest tylko jedna strona to nie ma rynku i nie ma
      o czym gadać.Na pustyni czy na oceanie nie ma rynku.
      W wolnej gospodarce nie ma rynku nasyconego w tym sensie,że nowy uczestnik nie
      mógłby wyprzeć poprzednika.Takie rynki monopolistyczne były w gospodarce
      komunistycznej.Obecnie należy włożyć dużo wysiłku,aby wejść na wolny rynek.Jest
      to możliwe tylko poprzez zwiększenie podaży konkurencyjnych wyrobów.I to
      powinno być głównym zadaniem rządzących,aby zdynamizować polską gospodarkę.
      Nonsensem jest twierdzenie,że przewaga podaży nad popytem powodujaca obniżkę
      ceny towarów wytwarza inflację.Jest to myślenie właściwe dla gospodarki
      socjalistycznej,która borykała się z podażą.Rzeczywiście w PRL-u ludzie mieli
      dużo pustego pieniądza i biegali za towarem,a inflacja narastała.W wolnej
      gospodarce na nadwyżkę gotowki czeka mnóstwo innych dóbr i usług,a ludzie muszą
      biegać[ciężko pracowaqć]za pieniędzmi.
      Popyt jest kształtowany poprzez ceny,potrzeby odbiorców i REALNE dochody
      obywateli.Wzrost popytu prowadzi do inflacji przez co towary drożeją i stają
      się mniej konkurencyjne na rynku międzynarodowym,a na krajowym rynku po
      niedługim czasie spada popyt na skutek wzrostu cen i spadku realnych dochodów
      ludności.Wzrost gospodarczy wywołany zwiększonym popytem ma charakter
      ekstensywny i jest krótkotrwały.
      Żenujące jest wytykanie przez niektórych dyskutantów swojemu adwersarzowi jego
      miejsca zamieszkania,stanu majątkowego,wieku czy stopnia wykształcenia.To
      przekonuje,że ma się do czynienia z niekulturalnym pyszałkiem,który braki w
      wychowaniu i edukacji nadrabia obrażaniem adwersarza.
      • Gość: Kusiciel Re: Podaż czy popyt dynamizuje gospodarkę ? IP: *.ny5030.east.verizon.net 19.06.02, 04:04
        Gość portalu: ula napisał(a):


        > ludności.Wzrost gospodarczy wywołany zwiększonym popytem ma charakter
        > ekstensywny i jest krótkotrwały.

        Namieszalas ula strasznie.
        W okresie kryzysu st% obnizane sa po to zeby ludzie tak jak ty mogli sobie wziac
        kredyt na zakup czego im do glowy przyjdzie.
        I ten kredyt konsumpcyjny jest wzrostem pieniedzy na rynku na ktory gospodarka w
        czasie kryzysu czeka.
        Oczywiscie fachowcy jak ty mysla,ze wzrost pieniedzy na rynku spowoduje inflacje.
        I tu,droga ulu jest pies pogrzebany.
        W normalnej gospodarce wolnorynkowej zawsze podaz towarow jest wieksza niz popyt
        i dlatego tez nie tylko producenci,ale rowniez hurt i detal maja zapasy.
        I tu juz powinnas zaczac sie domyslac,ze podaz jest permanentnie wyzsza niz popyt
        to przy doplywie pieniedzy na rynek nie bedziesz miala inflacji ,tak jak twoj
        guru i ty sugerujesz lecz wzrost sprzedazy a co za tym idzie spadek zapasow i co
        za tym idzie wzrost produkcji.

        I w ten oto prosty sposob masz wyjasnione jak to popyt napedza podaz.
        Nigdy odwrotnie.
        Bo zwiekszona podaz musi spowodowac spadek cen,z prostego powodu,ze nie ma extra
        pieniedzy po stronie popytowej.

        • Gość: Rycho Re: Podaż czy popyt dynamizuje gospodarkę ? IP: *.acn.pl / 10.133.128.* 19.06.02, 08:15
          Kusiciel ty dopiero namieszałeś.Jak obniżysz stopy procentowe to skąd weżmiesz
          pieniądze na kredyty.Żeby istniał kredyt musi być depozyt.
          Jak wpuścisz do gospodarki pieniądze to skąd twoja pewność,że przemysł wygra
          nierówną walkę z drukarniami pieniędzy.Stosunkowo o wiele łatwiej drukować niż
          produkować.
          Wstawkę o wyższości popytu nad podażą można skomentować krótko:to dyskusja o
          wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy.
          • Gość: ULA Re: Podaż czy popyt dynamizuje gospodarkę ? IP: 62.233.149.* 19.06.02, 10:28
            Rycho - powiedz z ilu żródeł bierzesz pieniądze ?
            i ile płaci ci GW ?
            • Gość: ula Re: Podaż czy popyt dynamizuje gospodarkę ? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.02, 10:41
              To nie mój nick[patrz adres] i post.Jakiś dupek podkłada mnie świnię.
    • Gość: azor do Macieja z USA IP: 62.233.149.* 19.06.02, 11:18
      Powiedz Maciej com tam słychać w Meksyku /to tuż obok
      Czy oni tam już zasypali swoje dziury budzetowe i inne dziury
      czy całkiem w nich siedza ?
      Po ostatnim "kryzysie meksykańskim " nic się o nich nie mówi w Polsce.
      Klepią biedę ? wielkie tam bezrobocie ?
      Pytam się bo jakby podobne nieszczęście zdarzyło sie w Polsce to byłbym
      przynajmniej duchowo przygotowany .
      Ale Rycho i Ula nie tego nie czytaja .
      • Gość: MACIEJ teoria podazowa IP: *.ny325.east.verizon.net 19.06.02, 15:45
        Jedyne co jest wspolne w teoriach podazowej i popytowej to fakt ze podazowcy w
        dziwny sposob doszli do wniosku ze skutkiem kryzysow gospodarczych jest brak
        POPYTU.
        Dziwne co?
        Budzi sie rzad z reka w nocniku bo nas kryzys dopadl i szuka z niego wyjacia.
        Cala prasa swiatowa,w EU,Japoni,Polsce twierdzi ze jest brak popytu wew.
        No wiec nic innego nie zostaje jak go pobudzic wzrostem PODAZY.
        Zaraz ,zaraz, przeciez produkty na rynku sa,czy widzi ktos brak szynki czy
        butow w sklepach?
        No,no,no mowia podazowcy-struktura produkcji jest zla.
        Musimy dokonac ALOKACJI SRODKOW,co ma rzekomo byc w reku rzadu,NBP,czy RPP.
        Bo w normalnej popytowej gospodarce ALOKACJA SRODKOW zajmuja sie indywiduali
        producenci i sily rzadowe ,czyli preferencje,duperencje moga tylko zaszkodzic.
        Ta alokacja srodkow ma byc dokonana z produktow malo przetworzonych na
        nowoczesne wysoko przetworzone produkty,ktore chetnie sa poszukiwane na calym
        swiecie i mozne je bedzie exportowac.
        I to wlasnie chodzi-TYLKO EXPORT-bo to da nam pieniadze na wszystko co sobie
        wymarzymy.
        Produkcja wysoko wytworzonych produktow moze rzeczywiscie da nam wszystko poza
        jednym, wzrostem POPYTU wew.
        Bo przeciez nie mozna zarzucic Niemcom i Japonczykom ze nie produkuja hi-tech.
        No wiec dlaczego stoja a USA jedzie??
        Podazowiec mysli tak:
        Wybuduje sie fabryczke,towar na rynek trafi,ludzie dostana pensje i pojdo
        kupowac to co wytworzyli a reszte sie wyexportuje.
        Tylko co sie stanie kiedy dzieki tym ALOKACJOM SRODKOW,PREFERENCJOM i
        DUPERENCJOM wytworzy sie towar ktory nie bedzie mial oczekiwanego zbytu?
        I tu koncza sie dyskusje na temat alokacji srodkow,preferencji i duperencji.

        Na zakonczenie pytanie dla wszystkich zwolennikow teorii podazowej:

        JEZELI JEDYNYM PROBLEMEM W OKRESIE KRYZYSU JEST BRAK POPYTU,TO DLACZEGO CHCECIE
        ZWIEKSZAC PODAZ??

        Teoria popytowa.
        Obnizone st% i wyzsza podaz pieniadza zacheca do brania kredytow konsumpcyjnych.
        Konsument kupuje na rynku poprzez co najpierw maleja zapasy a pozniej wzrasta
        produkcja.

        Rycho-Kto pracuje szybciej przemysl czy drukarnie zlotowek?
        No wiec w Polsce ,ze wzgledu na brak deregulacji rynku czynsz w mieszkaniu
        spoldzielczym(100doll) jest 4x mniejszy niz na wolnym rynku(400doll).
        Cena ziemi jest ok 10 krotnie nizsza niz w Niemczech.
        Wzrost podazy pieniadza wcale nie musi prowadzic do inflacji nawet przy braku
        wzrostu produkcji.
        Przy zderegulowanym rynku extra podaz pieniedzy moze byc w 100% zainwestowana w
        Polsce.
        I na potwierdzenie tego sa statystyki za ostatni rok mowiace o znacznym
        wzroscie czynszow.
        Moze domyslasz sie dlaczego budownictwo padlo o 17% w ciagu ostatniego roku?
        Ktos cie niezle nastraszyl inflacja.




        • Gość: olo Re: teoria podazowa a'la Maciej IP: 157.25.130.* 19.06.02, 16:08
          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > Jedyne co jest wspolne w teoriach podazowej i popytowej to fakt ze podazowcy w
          > dziwny sposob doszli do wniosku ze skutkiem kryzysow gospodarczych jest brak
          > POPYTU.
          > Dziwne co?

          nietrudno cie zadziwic, kmiotku

          > Budzi sie rzad z reka w nocniku bo nas kryzys dopadl i szuka z niego wyjacia.

          Panie Kolego, czy kiedykowliek Polska nie byla w kryzysie?

          > Cala prasa swiatowa,w EU,Japoni,Polsce twierdzi ze jest brak popytu wew.
          > No wiec nic innego nie zostaje jak go pobudzic wzrostem PODAZY.
          > Zaraz ,zaraz, przeciez produkty na rynku sa,czy widzi ktos brak szynki czy
          > butow w sklepach?

          to juz jest szczyt naiwnosci, jezeli myslisz, ze gospodarke mozna pobudzic
          sprzedajac wiecej szynki, lub butow. nie o taki popyt chodzi, prostaczku.

          > No,no,no mowia podazowcy-struktura produkcji jest zla.

          >[ pierdu, pierdu]
          > JEZELI JEDYNYM PROBLEMEM W OKRESIE KRYZYSU JEST BRAK POPYTU,TO DLACZEGO CHCECIE
          > ZWIEKSZAC PODAZ??

          to juz szczyt ignorancji, wrecz bezczelna prymitywnosc w wykonaniu zchamialego ex-
          polonusa - a wiec twierdzisz cwaniaczku, ze jedynym symptomem kryzysu jest brak
          popytu?


          > Teoria popytowa.
          > Obnizone st% i wyzsza podaz pieniadza zacheca do brania kredytow konsumpcyjnych
          > Konsument kupuje na rynku poprzez co najpierw maleja zapasy a pozniej wzrasta
          > produkcja.

          po prostu cwok - jak swiat swiatem, produkacja wzrosnie tylko wtedy, gdy sa
          odpowiednie rezerwy - inaczej to jedyne co rosnie to CENA (a wiec inflacja) i
          zastepy tepakow za oceanem, ktorym wydaje sie, ze lepperek ich wybawi.
          >
          > Rycho-Kto pracuje szybciej przemysl czy drukarnie zlotowek?

          to sie nazywa "pytanie retoryczne" w wykonaniu uroczego Macieja

          > No wiec w Polsce ,ze wzgledu na brak deregulacji rynku czynsz w mieszkaniu
          > spoldzielczym(100doll) jest 4x mniejszy niz na wolnym rynku(400doll).

          chlopie, skad czerpiesz ta tajemna wiedze? co za glupoty wypisujesz? 400$ za
          czynsz na wolnym rynku? w Polsce?? chyba z byka spadles, albo resztki mozgu
          wyparowaly ci wraz z ostatnia skrzynka piwska, ktorym raczysz swoj tlusty brzuch.


          > Cena ziemi jest ok 10 krotnie nizsza niz w Niemczech.

          to jak jest w koncu ty wymysliles leppera, czy on ciebie?

          > Wzrost podazy pieniadza wcale nie musi prowadzic do inflacji nawet przy braku
          > wzrostu produkcji
          > Przy zderegulowanym rynku extra podaz pieniedzy moze byc w 100% zainwestowana w
          > Polsce.
          > I na potwierdzenie tego sa statystyki za ostatni rok mowiace o znacznym
          > wzroscie czynszow.

          Maciej - jestes idiota. Dowodem tego jest powyzsze rozumowanie w twoim wykonaniu
          zakonczone nadzwyczaj logicznym wnioskowaniem.

          > Moze domyslasz sie dlaczego budownictwo padlo o 17% w ciagu ostatniego roku?
          > Ktos cie niezle nastraszyl inflacja.

          A tobie, moj drogi, organ, ktory masz jeszcze czelnosc nazywac mozgiem, odmowil
          posluszenstwa. chyba na dobre.
        • Gość: Robert Re: teoria podazowa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 17:06
          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > Jedyne co jest wspolne w teoriach podazowej i popytowej to fakt ze podazowcy w
          > dziwny sposob doszli do wniosku ze skutkiem kryzysow gospodarczych jest brak
          > POPYTU.
          > Dziwne co?

          Nieprawda. Brak popytu jest objawem, a nie skutkiem.


          > Budzi sie rzad z reka w nocniku bo nas kryzys dopadl i szuka z niego wyjacia.
          > Cala prasa swiatowa,w EU,Japoni,Polsce twierdzi ze jest brak popytu wew.
          > No wiec nic innego nie zostaje jak go pobudzic wzrostem PODAZY.
          > Zaraz ,zaraz, przeciez produkty na rynku sa,czy widzi ktos brak szynki czy
          > butow w sklepach?

          Owszem częśc prasy opisuje objawy. a tak w ogóle wszystkiego jest w Polsce w
          bród. Butów, szynki, komputerów, telefonów i mieszkań. Dajmy tylko pieniądze to
          ludzie się zaraz przeprowadzą do wolnych mieszkań.


          > No,no,no mowia podazowcy-struktura produkcji jest zla.
          > Musimy dokonac ALOKACJI SRODKOW,co ma rzekomo byc w reku rzadu,NBP,czy RPP.

          Nikt tak nie twierdził, to zwykła manipulacja, albo nie rozumie Pan zupełnie co
          inni piszą. Nikt nie twierdził, że NBP ma decydować w co inwestować, co i w
          jakich ilościach ma być produkowane.

          > Bo w normalnej popytowej gospodarce ALOKACJA SRODKOW zajmuja sie indywiduali
          > producenci i sily rzadowe ,czyli preferencje,duperencje moga tylko zaszkodzic.

          Pomijam już pojęcie "gospodarka popytowa". Siły rządowe - czy to rząd ma
          decydować o inwestycjach? A może sam inwestować? Brawo!!! Właśnie Leszek Miller
          chciał nam kupić Stocznię szczecińską.


          > Ta alokacja srodkow ma byc dokonana z produktow malo przetworzonych na
          > nowoczesne wysoko przetworzone produkty,ktore chetnie sa poszukiwane na calym
          > swiecie i mozne je bedzie exportowac.
          > I to wlasnie chodzi-TYLKO EXPORT-bo to da nam pieniadze na wszystko co sobie
          > wymarzymy.
          > Produkcja wysoko wytworzonych produktow moze rzeczywiscie da nam wszystko poza
          > jednym, wzrostem POPYTU wew.

          Co tu jest tezą, a co antytezą. Autor nawet we własnych bzdurach zupełnie się
          poplątał. Eksport "przyniesie" pieniądze i dzięki temu wzrośnie popyt, czy też
          wręcz przeciwnie: eksport '"przyniesie" pieniądze ale nie będzie to miało zadnego
          wpływu na popyt wewnętrzny?

          > Bo przeciez nie mozna zarzucic Niemcom i Japonczykom ze nie produkuja hi-tech.
          > No wiec dlaczego stoja a USA jedzie??

          Pewnie dlatego, że w USA nie ma w ogóle hi-tech. To chce Pan udowodnić?


          > Podazowiec mysli tak:
          > Wybuduje sie fabryczke,towar na rynek trafi,ludzie dostana pensje i pojdo
          > kupowac to co wytworzyli a reszte sie wyexportuje.
          > Tylko co sie stanie kiedy dzieki tym ALOKACJOM SRODKOW,PREFERENCJOM i
          > DUPERENCJOM wytworzy sie towar ktory nie bedzie mial oczekiwanego zbytu?
          > I tu koncza sie dyskusje na temat alokacji srodkow,preferencji i duperencji.

          Nie, tu się nie kończą. Znów pan manipuluje. Zwolennicy podażowej teorii
          gospodarki z definicji są przeciwnikami jakichkolwiek PREFERENCJI i DUPERENCJI.
          Takie bezsensowne instrumenty były zawsze wykorzystwyane do interwencji przez
          tych, którzy za przedwojenną teorią Keyensa mówili o popytowej teorii dochodu
          narodowego. Zupełnie tak jak Pan.
          >
          > Na zakonczenie pytanie dla wszystkich zwolennikow teorii podazowej:
          >
          > JEZELI JEDYNYM PROBLEMEM W OKRESIE KRYZYSU JEST BRAK POPYTU,TO DLACZEGO CHCECIE
          >
          > ZWIEKSZAC PODAZ??

          Nie, nie jedynym. ba, my wcale nie uważamy, że istotne są objawy, a problemów nie
          chcemy likwidować drogą likwidacji objawów. Znów Pan coś pomylił. Nie będę
          sięposługiwał żadnymi pojęciami ekonomicznymi, bo pan ich zupełnie nie rozumie.
          Zwrócę panu uwagę tylko na to, że z reguły bogaci są ci, którzy dużo pracują,
          oszczędzają, dobrze inwestują. Pan zaś na podstawie codzinnych obserwacji
          wnioskuje coś zupełnie innego. Pan widząc bogatego, który wydaje 800 dolarów na
          kolację mówi: on jest bogaty, dlatego że wydaje 800 dolarów. Otóż nie proszę
          Pana. On jest bogaty i dlatego może wydać 800 dolarów na kolację.
          >
          > Teoria popytowa.
          > Obnizone st% i wyzsza podaz pieniadza zacheca do brania kredytow konsumpcyjnych
          > .
          > Konsument kupuje na rynku poprzez co najpierw maleja zapasy a pozniej wzrasta
          > produkcja.

          Inaczej mówiąc wg. Pana - najpierw pieniądz, potem towar. im więcej pieniądza
          sobie wydrukujemy to tym więcej towarów za niego kupimy, a im więcej kupimy, tym
          więcej później sobie wyprodukujemy. Znów pan nie rozumie nawet najprostszych
          zasad. Zgodnie z Pańską teorią najszybciej rozwijającym się krajem, byłby ten, w
          którym najszybciej produkowano by pieniądze.
          >
          > Rycho-Kto pracuje szybciej przemysl czy drukarnie zlotowek?
          > No wiec w Polsce ,ze wzgledu na brak deregulacji rynku czynsz w mieszkaniu
          > spoldzielczym(100doll) jest 4x mniejszy niz na wolnym rynku(400doll).
          > Cena ziemi jest ok 10 krotnie nizsza niz w Niemczech.


          > Wzrost podazy pieniadza wcale nie musi prowadzic do inflacji nawet przy braku
          > wzrostu produkcji.
          > Przy zderegulowanym rynku extra podaz pieniedzy moze byc w 100% zainwestowana w
          >
          > Polsce.

          Znów rewolucyjna teoria: damy pieniądze i każdy kupi mieszkanie i ziemię. A cena
          wzrośnie do tej w Niemczech? Czy pozostanie taka sama? Jeśli wzrośnie
          do "niemieckiej" to na pewno przekona pan, żeby kupiono PGR w Polsce, a nie
          posiadłości w Hiszpanii. Czy jak już wyjedziemy z tymi złotówkami do Hiszpanii,
          albo Niemiec, to ktoś nam je przyjmie w zamian za ziemię, albo mieszkanie? czy
          też może najpierw będziemy musieli wymienić na dolary, albo raczej euro? Jaki
          kurs euro będzie wtedy gdy dodrukujemy te pieniądze w wystarczającej ilości, żeby
          kupić te wszystkie nieruchomości w Polsce? Ale załózmy, że wykupimy tę jakąś
          ziemię i mieszkania. Co dalej? czy dodrukuje Pan coś, żebyśmy znowu mogli sobie
          coś kupić

          I na potwierdzenie tego sa statystyki za ostatni rok mowiace o znacznym
          > wzroscie czynszow.

          Znów zupełna nieprawda. Czynsze spadają. A nawet gdyby rosły to nie mogłyby
          potwierdzać trafności pańskich wewnętrznie sprzecznych tez.

          > Moze domyslasz sie dlaczego budownictwo padlo o 17% w ciagu ostatniego roku?
          > Ktos cie niezle nastraszyl inflacja.

          Pan się domyśla dlaczego budownictwo pada: Bo wydrukowano za mało pieniędzy i nie
          możemy sobie kupić po mieszkaniu. Pan to dowodził trochę wyżej.

          >

          • Gość: Robert Re: sprostowanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 17:21
            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
            >
            > > Jedyne co jest wspolne w teoriach podazowej i popytowej to fakt ze podazow
            > cy w
            > > dziwny sposob doszli do wniosku ze skutkiem kryzysow gospodarczych jest br
            > ak
            > > POPYTU.
            > > Dziwne co?
            >
            > Nieprawda. Brak popytu jest objawem, a nie skutkiem.

            czytając Pana sam się gubię, takie to pokrętne. Oczywiście można powiedzieć, że
            skutkiem kryzysu jest brak popytu wewnętrznego. I teraz: Zawsze likwiduje się
            przyczyny, a nie skutki. Potrafi Pan sobie w jednym poście zaprzeczyć 4 razy

            >
            > >
            • Gość: MACIEJ Re: sprostowanie IP: *.ny325.east.verizon.net 19.06.02, 17:44
              Robert-Chory jestes z ta negacja.
              Moze bys napisal cos konstruktywnego,bo pisanie ze sie ze mna nie zgadzasz
              swiadczy tylko o tym ,ze sie ze mna nie zgadzasz.
              Konkrety,przyklady ,propozycje.
              Juz ci to pisalem ,ale z toba to jak groch o sciane.
              • Gość: Robert Re: sprostowanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 17:55
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                > Robert-Chory jestes z ta negacja.
                > Moze bys napisal cos konstruktywnego,bo pisanie ze sie ze mna nie zgadzasz
                > swiadczy tylko o tym ,ze sie ze mna nie zgadzasz.
                > Konkrety,przyklady ,propozycje.
                > Juz ci to pisalem ,ale z toba to jak groch o sciane.


                Właśnie bardzo konkretnie pisałem dwa posty wyżej. Zdanie po zdaniu analizowałem
                bzdury jakie Pan wypisuje. Nie zauważył Pan tego? Demaskowanie bzdur jest bardzo
                kosnstruktywne, choć czasami dość trudne. No bo jak np. komentować i prostować
                Pańskie twierdzenie, że: "spadek cen wywołuje inflację". Ręce opadają.
                • Gość: MACIEJ Re: sprostowanie IP: *.ny325.east.verizon.net 19.06.02, 19:07
                  Gość portalu: Robert napisał(a):

                  > kosnstruktywne, choć czasami dość trudne. No bo jak np. komentować i prostować
                  > Pańskie twierdzenie, że: "spadek cen wywołuje inflację". Ręce opadają.

                  A jak ty chcesz przeprowadzic ten spadek cen Robert?
                  Administracyjnie,czy poprzez wczesniejsza obnizke plac(czyli zmniejszenie popytu)
                  jak to mialo miejsce w Argentynie ,a teraz jest cwiczone na polskiej gospodarce.

                  Bo na razie to dobrze dyskutuje ci sie tylko z olo,ktory po dwoch piwach i jednym
                  skrecie uczy sie ekonomii z "Dobranocki dla doroslych".

                  Dobrze powinienes tez sie zgadzac z x-rayem co ma 10 nickow(Bob,kamien itd) i sam
                  nie wie jakim jelopem w kazdym z nich jest.


Pełna wersja