Dodaj do ulubionych

Emigranci I

IP: *.acn.waw.pl 12.10.02, 12:04
Za: polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1098040&MP=1

Polscy emigranci coraz częściej wracają do kraju. Pcha ich nadzieja na
szybszą karierę, tęsknota, poczucie wyobcowania. Dzisiaj wyjazd na saksy nie
jest już synonimem zaradności, ale raczej przegranej.

Kiedy po dziesięciu latach we Francji i Kanadzie Wojciech Bocheński
przyjechał do Polski na pierwsze wakacje, dostał wiadomość, że firmę, w
której pracuje, kupili Amerykanie i w ciągu trzech dni zwolnili wszystkich.
Nie planował powrotu do ojczyzny, ale skoro już tu był, postanowił się
rozejrzeć, czy nie znalazłaby się jakaś praca. Był 1997 r. i okazało się, że
tacy jak on mogą przebierać w ofertach. W swojej poprzedniej firmie pełnił
funkcję dyrektora do spraw sprzedaży, odpowiedzialnego za zachodnią Kanadę.
Tu na pniu kupiło go Mitsubishi. Wkrótce założył własną firmę consultingową
z siedzibą przy ul. Foksal w Warszawie i prowadzi ją do dziś. Czy wrócił na
stałe?

– Na Zachodzie nauczyłem się, że nic nie jest na stałe. Takie czasy –
mówi. – Gdybym jutro dostał ciekawą propozycję pracy w Azji czy Ameryce
Południowej, nie wahałbym się ani przez moment.

Kosmopolici i taktycy

Wojciech Bocheński należy do grupy, która w badaniach nad migracjami
powrotnymi Polaków, ukończonymi właśnie przez Instytut Spraw Publicznych,
została określona jako kosmopolici. Są mobilni i mogą robić karierę pod
każdą szerokością geograficzną, nie przykładają specjalnej wagi do kwestii
tożsamości narodowej.

„Dla mnie to przestało mieć znaczenie. To nie jest najważniejsze pytanie
mojego życia: »Kim ja jestem – czy jestem Polakiem, czy Amerykaninem«.
Jestem tym, kim jestem z uniwersalnym podejściem do świata i ludzi. To nie
wynika z wygody, że idę tam, gdzie mi łatwiej. Zachód zmienił mnie
kompletnie. Jestem obywatelem świata” – deklaruje powracający z USA emigrant.

Szacuje się, że po 1989 r. do Polski wraca od 1,5 do 4,5 tys. osób rocznie.
Najliczniej przyjeżdżają ci, którzy opuścili Polskę w latach 80., 30–40-
latkowie z wyższym wykształceniem. Wracają dzieci emigrantów wychowane na
Zachodzie, z dyplomami świetnych uczelni; tacy, którzy mieliby szansę na
karierę tam, ale tu otworzyła się szansa na karierę błyskotliwą i
błyskawiczną. Polska lat 90. to było dla nich eldorado. Biegła znajomość
angielskiego, reguł wolnego rynku i zasad działania wielkich koncernów, a z
drugiej strony – znajomość języka polskiego i polskiej mentalności były dla
filii zachodnich firm nieocenionym atutem. W badaniach ISP nazwano ich
taktykami. Robiąc karierę na Zachodzie prędzej czy później odbiliby się
od „szklanego sufitu”. Przeprowadzili więc rachunek zysków i strat i
postanowili powrócić.

„Ameryka jest stabilnym krajem, nie jest prosto tam się znaleźć i wejść w
środowisko, w którym się mieszka” – opowiada jeden z taktyków. „To są
zamknięte enklawy i rzadko komu udaje się zostać w Ameryce i osiągnąć jakiś
ogromny sukces. Gdy w Polsce dokonały się demokratyczne przemiany, zaczęła
pojawiać się myśl, że niestety najlepiej będę się czuł we własnym kraju”.

Kiedy Tomasz Magda z żoną Iwoną zdecydowali się na powrót do Polski w 1994
r., nowojorscy znajomi patrzyli na nich jak na szaleńców. Mieli bilet w
jedną stronę i 200 dol. w kieszeni.

– Ja miałem także dyplom amerykańskiej uczelni i zadałem sobie pytanie: ilu
jest w Stanach absolwentów Columbia University, a ilu w Polsce. Odpowiedź
przesądzała sprawę – wspomina.

Kelner a sprawa polska

Pasją Tomka jest historia i to także był argument za powrotem. Lata 90. w
Ameryce były nudne, a tu historia działa się na żywo. Zmiany można było
obserwować gołym okiem. Widział, jak Polskę przyjmowano do NATO, jak
przygotowuje się do wstąpienia do Unii.

– Może to dziwne, ale teraz autentycznie ekscytują mnie wybory samorządowe –
deklaruje.

Najpierw planowali, że wracają na rok, dwa, góra pięć lat. Byli pewni, że
dłużej nie wytrzymają. Mówiąc „dom” myśleli o tamtej stronie Atlantyku. Sami
nie wiedzą, kiedy te strony się odwróciły. Iwona nie chce nawet myśleć o
powrocie do Stanów.

– Tu jest więcej normalności, nie czuje się tego obłędnego pędu do kariery.
Ludzie mają czas dla siebie, lubią się spotykać – opowiada. – Jeszcze żeby
było trochę bezpieczniej i mniej biedy. Kiedy teraz jeżdżę do Ameryki,
denerwuje mnie tamto bogactwo, wręcz rozpasanie.

Nigdy nie zerwali z Polską kontaktów na tyle, by po powrocie przeżyć szok
kulturowy i – jak deklarują – mają poczucie, że z roku na rok żyją w coraz
bardziej cywilizowanym kraju. – Z wyjątkiem poczty i służby zdrowia – dodaje
Iwona, która ostatnio podczas badań w warszawskim szpitalu przy ul. Banacha
została nazwana płatną przysadką. Tomek toczy swoje małe batalie: żeby nie
być zmuszonym brać wózek w supermarkecie (tę już wygrał), żeby nie słyszeć
od kioskarki, że nie ma wydać, bo jak ktoś prowadzi biznes, to musi mieć
(tej jeszcze nie wygrał). Stale zdumiewa go postępowanie polskich kelnerów. –
Dostaję na przykład rachunek na 50 zł, daję 100 zł i kelner przynosi mi 50
zł reszty w jednym banknocie. W Ameryce dostałbym wszelkie możliwe nominały,
żebym miał szansę dać napiwek. To niby drobiazg, ale pokazuje, że mentalność
się jeszcze nie zmieniła.

Pytani o mankamenty życia w Polsce powracający z zagranicy rodacy
odpowiadają zgodnie: korupcja, biurokracja i niejasne przepisy. Trudno
prowadzić interesy, gdy się nie wie, jaki podatek będzie obowiązywał za rok.

– No i kult pieczątki – dodaje Wojtek Bocheński. – Mamy Internet i telefony
komórkowe
trzeciej generacji, a pieczątka ciągle jest święta.

Jednak tym, co od początku drażni go najbardziej po powrocie do kraju, jest
wszechobecne chamstwo, z którym styka się już od samego rana jadąc
samochodem do pracy.

– Ludzie na ulicach są jacyś wściekli, nie uśmiechają się – mówi. – Z
drugiej strony życie towarzyskie jest tu o wiele ciekawsze, kolorowe i pełne
pokus. W Kanadzie od poniedziałku do piątku nie dzieje się nic. Prawdę
mówiąc jest tam śmiertelnie nudno
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka