Nigdy nie lubiłam prosić o rady, ale w tym wypadku muszę się przełamać.

Nie mam pojęcia, co robić, a stronnicze wypowiedzi przyjaciółki wcale nie
pomagają.
Otóż chodzę z chłopakiem, który ma w sobie coś z ideału.
Zawsze stawia na pierwszym miejscu moją osobę, nie wypuszcza z objęć, dodaje
otuchy, ale…
No właśnie. Zawsze pozostaje jakieś ”ale”.
Nie chcę go ranić, jednakże nie mam pojęcia, co do niego czuje.
Niby jestem zazdrosna o inne dziewczyny, lecz nie mam tych słynnych objawów
miłości.
Zero motylków w brzuchu, brak przyśpieszonego tętna, nic!
Nawet mi się nie podoba!
Jednak zależy mi na nim tak bardzo, że nie chcę go ranić.
Jak myślicie?
Przeczekać, pozwolić rozkwitnąć tej „miłości”?
A może lepiej przestać oszukiwać i szczerze z nim porozmawiać?