Mam za zadanie napisać książke, a konkretnie 10 rozdziałów ponieważ jestem w
szkole średniej

tematyka dowolna jeszcze nie wiem co z tego będzie, ale napewno fantasy lub SF
kształtuje się powoli. Proszę o opinię czy książkę dałoby się czytać czy mogę
ją oddać profesorce i co mam zmienić lub zwrócić uwagę.
"Szept"
I.Przeszlosc.
Pamietam jak przez mgłę, to co stało się z mamusią,
a teraz także lece samolotem do tego samego miejsca
by juz nie wrócić do ciepłego Los Angeles.
Jak mam się czuć?
Nie wiem.
Za dwie godziny powinnam być już u ciotki Sary.
Stewardessa własnie ogłosiła, że mamy zapiąć pasy
"przewidywane są lekkie turbulencje".
Jakoś to przeżyje, ale lekkie turbulencje zabiły moją mame ostatnim razem.
Po dziesięciu minutach zaczeło trząś, myślałam o tamtej katastrofie.
Pamiętam nagłówki wszystkich gazet(teraz leżących w mojej walizce):
"Trzysta sześćdziesiąt pięć osób zabitych", "Jedna ocalała nastolatka", "Cud
nad oceanem",
"Tragiczne wydzrzenia".
Dlaczego to ja ocalałam?
Przecież mogłam to być ja! Moja mama powinna przeżyć.
Zaskoczona przez stewardesse nie wiedziałam kiedy turbulencje mineły,
w końcu powturzyła zadane wcześniej pytanie.
- Czy mogę podać pani jakiś napój lub jakąś przekąskę?- powiedziała
ze sztucznym usmiechem.
Nie miałam ochoty jeść, ale pić jak najbardziej.
- Tak, cole poproszę- kobieta obserwowała mnie lodowatym
wzrokiem-najlepiej zimną- podsumowałam.
Co jest ze mna nie tak?wszystkie dziewczyny lub młode kobiety patrzą na mnie
takim wzrokiem,
moje ciuchy są zwykłe, nie jakieś modne, ale
jednak jakieś są. Nie lubie się wyróżniać, no i co z tego?
Przecież i tak nie jestem ładna.
Nie chciałam dalej mysleć o śmierci. To było za trudne jak dla mnie,
nie chciałam zacząć histerycznie krzyczeć w samolocie pełnym ludzi.
Wzieli by mnie za wariatke.
Następną godzine przespałam, miałam dziwny sen, szłam w deszczu
i szukałam kogoś, nie umiałam tego znaleźć
więć chciało mi sie strasznie płakać. Nagle się obudziłam, pierwsze
co zobaczyłam to pomarańczowe
słońce, fioletowo- różowe chmury, które były puszyste i kłębiaste.
Widziałam jak stewardes idzie w moją strone, odczekałam moment,
aż mnie usłyszy.
- Przepraszam, kiedy będziemy lądować?
Młody męszczyzna o ciemnych włosach odwrócił się i odparł z
usmiechem, że za pół gdziny.
Nie mając co robić, zaczełam szkicować coś, w
małym bloku. Nie wiedziałam co tworze, jaki będzie efekt. Myśląc
o niczym, moja ręka przesówała się po kartce robiąc to ostrzejsze to
słabsze ruchy ołówkiem.
Nie wiem kiedy z myśli wyrwała mnie starsza pani siedząca obok mnie.
dotychczas jej nie zauważyłam.
- Jaki piekny obraz- jej oczy usmiechały się- masz naprawdę
wielki talent dziecko,
pamiętam jak ja uwielbiałam rysować, ale twoje rysunki bija na głowe
moje bazgroły- powiedziawszy to szeroko
i szczerze się usmiechneła, następnie odwróciła się i zaczeła dalej czytać
swoja książkę.
Właśnie wychodzilismy z samolotu gdy zobaczyłam ciotkę Sarę, rozglądającą
się nerwowo po lotnisku. Gdy nasze spojrzenia się spotkały jej oczy wypełniły
się radoscią o ile mozna to tak nazwać. Dopiero co umarła jej siostra.
- Lia! Jak ja dawno Cię nie widziałam!- zaczeła stopniowo zamieniać swój głos
w krzyk.
- Ciociu , przecierz widziałyśmy się niedawno.
- No tak.. na pogrzebie- jej oczy przygasły- ale wtedy nie było jak rozmawiac-
uśmiechneła
się delikatnie i niepewnie.- chodźmy już z tad, strasznie tu głosno..
Widziałam w jej niebieskich oczach skrywany ból i gorycz, ale nic nie mogłam
zrobić
bo ja sama byłam bezradna wobec własnego cierpienia.
Jadąc myslałam jak tu bedzie, w nowej szkole i w miasteczku.
Nie przyznałabym tego głosno, ale jestem panicznie przerażona.
Nie wiem jak bedzie jutro.
- Jesteśmy w domu- powiedziała ciotka z zadumaniem.
Wcale mi się to nie podoba. Tak naprawdę nie mam ochoty tam wchodzić, a co
dopiero mieszkac nie wiadomo ile.
Gdy w końcu weszłyśmy z moimi bagażami na górę, ciotka wskazła mi mój nowy pokój.
Pomieszczenie średniej wielkości z wielkim oknem na przeciw drzwi na kocu
korytarza.
Nie był brzydki, w zasadzie był sliczny, ale nie ładniejszy od mojego starego
pokoju.
Ciotka wyszła prędko z pokoju gdy tylko usłyszała telefon.
Nareszcie sama, od kilku dni czuję się lepiej gdy zostawia się mnie w spokoju.
Może dlatego, że
nie mam już nikogo.
Rozpakowałam swoje rzeczy i powkładałam do szfek i komody, swoje kosmetyki i album
zostawiłam na łóżku. Chciałam poustawiać je na pięknej toaletce z wielkim lustrem.
Toaletka miała kolor ciemnego brązu, była z drewna, postawiona na czterech
lekko wygiętych nogach,
pod blatem była szuflada, a na nim dwie szkatułki po przeciwległych stronach
stolika, za szkatułkami
było piekne owalne lustro odbijające teraz moją twarz.
Niepostrzeżenie ciotka wkradła się do mojego nowego pokoju, najwyraźniej
chciała ze mną rozmawiać.
Podeszła i usiadła na łóżku, jej twarz ukrywała cierpienie, które miała prawo
odczuwać.
Napewno udawała dzielną ze względu na mnie, ale po co ja też nie jestem silna
i nie wymagam tego
od niej.
- Lia, Ja... chciałam z tobą porozmawiać - tak myślałam, nie patrzyła mi w
oczy, unikała mojego wzroku - słuchaj,
wiem, że teraz przeżywasz trudne chwile z resztą ja też, ale mam nadzieje, że
będziemy się dogadywać- uśmechneła
się i wyszła. Ja także chcę żyć w zgodzie, jakoś napewno się dogadamy.
Kiedy tak myślałam, czas płyną szybciej niż mi się zdawało, nie zauważyłam
kiedy zrobiło się późno.
wziełam piżame oraz kosmetyczkę i pognałam do łazienki. Gorąca woda dała mi
trochę ukojenia,
rozkoszowałam się ciepłem, które mnie biczowało. Szybko owinełam się
ręcznikiem żeby nie zrobiło mi się
zimno, gdy szłam moją ścieżkę znaczyły kropelki wody spływające z włosów.
Szybko ubrałam się w piżamę i skryłam się pod błękitną kołudrą, powoli
zapadając w sen.
Coś spadło na ziemię gdy obruciłam się na drugą strone w łóżku.Oświeciłam
lampkę z lekką niechęcią.
Na podłodze leżał mój album, zapomniałam o nim, niechęć szybko mnie opuściła,
gdy go podniosłam
zaczełam poraz setny go oglądać. Powruciły wspomnienia, które sprawiały, że
ból szarpał mną swoimi
szponami tak mocno, że zaczełam płakać. Łzy spływały, najpierw jedna, druga,
trzecia, nagle po moim policzku
popłyneły taka ilością, że przypominaly kryształki rozsypane po stole.
Wyjełam dwa zdjęcia, które się tam znajdowały. Umieściłam je w ramie lustra.
Popatrzyłam jeszcze chwile na nie
i położyłam się do łóżka. Sen szybko mnie dopadł, był troszkę inny niż
wszystkie te, które przez ostatnie kilka
dni mi się śniły. Byłam w domu z mamą, jadłyśmy pizze i piłyśmy Cole. Kiedy
mama się odezwała jej słowa były
nie wyraźnie, ledwo mogłam je rozszyfrować.
- córeczko, musisz mnie teraz posłuchać - to było dziwne, zawsze słucham mamy
- zjawi się za niedługo
ktoś, kto będzie miał wpływ, nie chodź sama po zmroku, nigdy! weź ze spobą
tarcze, ona będzie zawsze przy tobie...
zawsze...
kocham Cię, córeczko..
Sen dobiegł końca.
napisałam jeszcze początek drugiego rozdziału, napewnosą błędy ortograficzne,
ale to chyba rozumiecie

proszę o szczere opinię