gitarzystka_
20.03.10, 22:15
Napisałam coś nowego. Totalnie z innej beczki. Boję się tylko, że przez to nie
bardzo mi wyszło. Chcę poznać Wasze zdanie. Strasznie mi zależy. Walcie
śmiało, ja lubię krytykę. Tą dobrą, z wytknięciem błędów, a nie w postaci
jednego słowa typu 'kicz'.
Tak w skrócie: to ma być historia chłopaka, który w wypadku stracił
najlepszego przyjaciela. Po jakimś czasie zbliża się do jego siostry, która
powoli odciąga go od narkotyków i zaraża swoją pasją - rysowaniem. Jakoś to
się rozwinie. Póki co mam 1. rozdział. Chyba jeszcze coś dopiszę. Na razie mam to:
- Zebraliśmy się tutaj, by towarzyszyć Michael'owi Towman'owi w ostatniej
drodze. - Jason spojrzał na Summer czując się trochę obco na pogrzebie swojego
najlepszego przyjaciela. Pamiętał jak przez mgłę oślepiające światła, a po
nich ciemność. Wracał wtedy wstawiony z Michael'em i jego o rok młodszą
siostrą Summer z imprezy za miastem. To on prowadził samochód. I to on był
całkowicie odpowiedzialny za śmierć Michaela. Odwrócił głowę i spojrzał na
trumnę. Przed oczami przelatywało mu całe jego życie. Od zabaw w
superbohaterów do wspólnego wypalania skrętów. Praktycznie nigdzie nie ruszał
się bez przyjaciela. Czasami towarzyszyła im Summer. Wyglądała tak uroczo, z
wilgotnymi od łez policzkami i spiętymi włosami. Rozejrzał się wokół siebie.
Ojciec Michael'a obejmował lekko popłakującą żonę. Jason pokręcił głową. Nie
mógł sobie wybaczyć, że wszyscy cierpią przez niego. Gdyby tylko nie wypił
tyle wódki. Potarł ręką czoło. To miały być ich najlepsze wakacje. Przed
ostatnią klasą liceum. Wspaniałe, nieustraszone. Spojrzał jeszcze raz na
siostrę przyjaciela. Nie był pewien, co chce zrobić. Wiedział tylko, że Summer
jest taką typową outsiderką. Potrafiła otworzyć się tyko przed bratem. Nie
miała teraz nikogo. Po chwili otrząsnął się. Czyżby się zakochał? Och tak,
zakochał się. Zakochał się na zabój. I miał nadzieję, że Summer zrozumie.
Jakoś. Kiedyś. Wrócił myślami do Michaela i spojrzał raz jeszcze na drewnianą
trumnę.
- Przepraszam. - Mruknął i odszedł z cmentarza mijając rodzinę Michaela i
swoich rodziców mierzących go wzrokiem. Nie mógł dłużej znieść tej atmosfery.
Wiedział doskonale, że to on przez resztę swojego jakże żałosnego życia będzie
obwiniany o śmierć Michael'a Towaman'a. I nie czuł się jakoś szczególnie źle z
tego powodu, bo tak faktycznie było. Spojrzał na zegarek. Początkowo chciał
udać się do jakiegoś baru, zalać się. Wszystko, byleby tylko zapomnieć o
wszystkim. Po chwili jednak przypomniał sobie tamten wieczór i te wszystkie
kieliszki, które tak jakoś same wlewały mu się do gardła. Skrzywił się lekko i
ruszył w stronę domu. Wolno idąc mijał spieszących się ludzi. Tak dla odmiany
- nie myślał o niczym. Pod nosem śmiał się z pośpiechu przechodniów. Głupcy.
Gdyby tylko zdawali sobie sprawę z tego, że następnego dnia mogą żegnać kogoś
bardzo bliskiego, może nie śpieszyliby się tak bardzo. Może nie śpieszyliby
się tak bardzo jak on, żeby tylko starzy nie zdążyli wrócić od znajomych nie
zauważając zniknięcia samochodu. Idiota. Wszedł po schodach do domu wyciągając
z kieszeni klucze. Otworzył drzwi i ruszył w stronę swojego pokoju. Wszystko
było w takim samym stanie jak w tamten cholerny piątek. Tak, w ten piętek,
kiedy zginął Michael. Usiadł przy dużym biurku. Wypalił jednego skręta i
rozejrzał się po pokoju. Tu i tam leżały szkice Summer. Czasami dawała mu
jakieś swoje dzieło. Albo on je jej podkradał. Wziął do ręki kartkę z
rysunkiem przedstawiającym Michaela. Przygryzł wargę. Dlaczego był taki głupi?
Dlaczego? Dlaczego przez jakiś marny alkohol już nigdy nie wpadnie do domu
Michaela i znikąd nie wpadnie do jego pokoju, tak ot tak, po prostu, chcąc
pogadać. Już nigdy nic nie będzie takie jak kiedyś.
Aha, jakby się spodobało, będę pisać na www.szkicownik-summer.blog.onet.pl