Dodaj do ulubionych

Kącik pisarski

21.04.10, 13:36
Zauważyłam, że na Kotku jest kilka dziewczyn utalentowanych pod względem pisarskim, w
tym ja wink Och, jaka jestem skromna XD Oczywiście żartowałam, ale również piszę i paru
osobom się to podoba, więc chyba nie jest aż tak źle smile
Przechodząc do rzeczy, nasza twórczość rozsypana jest na forum w postaci różnych
wątków, więc, żeby zrobić jako taki porządek stworzyłam jeden wątek w postaci KĄCIKA
PISARSKIEGO.
Tutaj możecie dodawać własne powieści, poezje, nawet piosenki, i w sposób KULTURALNY
je oceniać.
Podoba wam się pomysł? Jeśli nie to do kosza z tym wątkiem wink
Obserwuj wątek
    • sophie_annabet :) 21.04.10, 13:41
      okej, mnie pasuje. chociaż moje opowiadanie jest zbyt długie, by je tu
      streszczać albo umieszczać, w dodatku występuje masa przekleństw. dlatego jeśli
      kogoś to interesuje i chciałby ocenić, to www.glosne-szepty.blog.onet.pl wink
      a ja na temat innych z chęcią się wypowiem :d
      • trzpiotka sophie_annabet 26.04.10, 17:38
        Noooo to teraz czas na moją wypowiedź. Nie chciałam nic wcześniej dorzucać, bo moja
        opinia nie byłaby za fajna, ale teraz już ją dodam, chyba wiesz dlaczego...

        Będę obiektywna i szczera. Nie jestem w stanie wypowiedzieć sie na temat całego "dzieła",
        bo nie byłam w stanie do końca go przeczytać. Styl pisania jest okropny, za dużo tych
        przekleństw, które z resztą nie powinny mieć w ogóle miejsca w żadnej narracji. Co prawda
        narrator pierwszoosobowy ma większą swobodę wyrażania opini niż trzeciosobowy, ale z
        tymi przekleństwami, przesadziłaś. Moga one występować tylko w dialogach, gdyż
        przytaczasz wtedy wypowiedź bohatera.

        Co dalej...
        Nie czepiam się pomysłu, bo to twoja indywidualna sprawa, ale tutaj nic mi się nie podoba.
        Za dużo w Twojej powieści hardości i złości, a za mało subtelności, delikatności i kultury.
        Meczyłam się czytając twoje wypociny, z góry sory za określenie. I... ta powieść jest po
        prostu niesmaczna.

        Widać, nie mamy ze soba wiele wspólnego, a już na pewno nie w pisaniu.
        Pozdro
        • sophie_annabet Re: sophie_annabet 26.04.10, 18:08
          tak, teraz jak ja Cię skrytykowałam, Ty musiałaś mnie. okej, w porządku, i
          like it.
          moje opowiadanie nie każdemu przypadnie do gustu i się z tym
          liczę, bo przekleństw tam występuje od groma, o czym uprzedzałam. skoro ich nie
          lubisz, to nie rozumiem, po co w ogóle się za czytanie zabierałaś.
          wiesz, takie powiedzenie, że nic wspólnego ze sobą w pisaniu nie mamy, jest
          trochę naciągane, bo przeczytałaś zaledwie jedno moje opowiadanie. mogę dać Ci
          inne, wtedy będzie lepiej ocenić, czy tak jest rzeczywiście czy też nie.
          aach, i jeszcze jedno. jak ktoś chce, to zobaczy coś innego, niż przekleństwa.
          to jest właśnie mój bohater: jedni widzą w nim tylko słownictwo, którym się
          posługuje i od raz przekreślają, a prawda jest taka, że Jace to trochę więcej.
          i dlaczego niby przekleństwa nie mogą występować w żadnej narracji? jest na to
          jakaś zasada, regulamin? chyba to przeoczyłam. w narracji pierwszoosobowej
          wszystko dzieje się z perspektywy Jace'a, także wychodzi na to samo, jakbym
          przytaczała jego wypowiedzi.
          ja tam jestem ciekawa, jak Ty byś się zachowywała, gdybyś znalazła się na
          miejscu mojego bohatera. byłabyś grzeczną, ułożoną dziewczynką? nie
          przeklinałabyś losu, że zabrał ci matkę i zostawił ojca alkoholika, który cię
          bije? byłabyś dalej uśmiechnięta i zadowolona? może i tak, ale taka sytuacja
          odznaczyłaby Ci się na psychice w jakiś sposób. takie zdarzenia dzieją się w
          prawdziwym życiu i nazywanie ich"niesmacznymi" jest trochę głupie.
          w każdym bądź razie, dziękuję za opinię.
          • jamesbond Re: sophie_annabet 10.05.10, 13:32
            Oho! I wyszło, jak to nikt z nas nie lubi być krytykowany. Upubliczniłaś jednak
            swoje opowiadanie, więc powinnaś być przygotowana na opinie zarówno przychylne,
            jak i te mniej pochlebne. A to tłumaczenie, że ja tobie dałam negatywny
            komentarz... zahacza nieco o rozpaczliwe udowodnienie, że twoja twórczość jest
            najwspanialsza i pod żadnym pozorem nie można jej niczego zarzucić. Trzeba umieć
            przyjąć słowa krytyki z pokorą, tak samo jak pochwały.

            Co do samego opowiadania... Nie jest źle. Nawet podoba mi się. Nie będę tutaj
            pisała o przekleństwach, bo wyszłabym w tym momencie na hipokrytkę.
            Rzeczywiście, to stłoczenie aż tylu obraźliwych słów w jednym miejscu jest nieco
            rażące, chociaż nie tak bardzo jak powtórzenia.
            • sophie_annabet Re: sophie_annabet 14.05.10, 18:59
              ejże, czy ja powiedziałam, że to źle, że ktoś mnie skrytykował? noooł.
              krytykowano mnie już o wiele gorzej, a wyszło mi to jedynie na dobre, więc nie
              narzekam na to, co mi zarzucono. krytyka jest bardzo potrzebna. w końcu - Per
              aspera ad aspra, że tak zalansuję cytatem. a to o tym negatywnym komentarzu...
              dopóki ja nie mówiłam nic złego o opowiadaniu Trzpiotki, nie pojawiał się żaden
              komentarz na temat mojego opowiadania. dopiero gdy ja skrytykowałam ją, ona
              skrytykowała także i mnie. dobra, nevermind. a zarzucać i krytykować można mi
              wiele, byleby to porządnie argumentować.
              a moja twórczość... najlepsza w mojej pseudokarierze, ale nie najlepsza na
              świecie, tak to skomentuję wink to dopiero moje czwarte opowiadanie i w porównaniu
              z tymi ostatnimi, nie wypada aż tak tragicznie. ugh, znowu odpowiadam na każde
              zdanie, wybacz. a mogłabyś mi napisać chociaż dwa przykłady powtórzeń? będę
              wdzięczna suspicious
              • jamesbond Re: sophie_annabet 23.06.10, 17:31
                Mówiąc o powtórzeniach nie miałam na myśli twojego tekstu, uogólniałam. smile
                • sophie_annabet Re: sophie_annabet 23.06.10, 20:02
                  nie rozumiem. najpierw mówisz, że przekleństwa nie są tak rażące jak
                  powtórzenia, a kiedy ja proszę o wymienienie ich, Ty piszesz, że nie chodziło o
                  mój tekst Oo'
      • dacey Re: :) 10.05.10, 00:26
        a wg mnie Twoje opowiadanie jest świetne ; * . jest oryginalne i wgl inne od
        reszty kiss . pisz dalej ! ; pp
      • angelina5 Re: :) 18.05.10, 14:22
        Moja pierwsza myśl - znowu czytam wyraz cholernie. Zdecydowanie naduzywasz tego
        słowa, wiem jaki chciałaś osiągnąć efekt, ale powtarzasz się i to jest po prostu błąd.
        Moja druga myśli - po raz kolejny piszesz IDIOTKA, więc znowu to powtórzenie.

        "Patrzyła na mnie z błaganiem. A ja, jak jakiś skończony idiota, nie potrafiłem nawet
        odmówić temu kurewskiemu, hipnotyzującemu spojrzeniu. Kurwa. "
        Wyraz KURWA zupełnie zbędny. I to pierwsze zdanie troche mnie razi... Ale nie bede sie już
        tak czepiać.

        Znów powtórzenie: zajebiście.

        Tak, tak, idealnie nie jest wink Ale wiesz co? Ogólnie mi się podoba. Powaga, przyznam, że
        pomimo pewnych błędów bardzo fajnie mi się to czytało. Masz talent i to nie ulega
        wątpliwości.
        Świetnie budujesz napięcie, Twoja powieść nie jest nudna jak flaki z olejem.

        Sory za nieco chaotyczną wypowiedź, ale mam dzisiaj cholernie beznadziejny dzień i
        ledwo sklejam słowa


        • sophie_annabet Re: :) 18.05.10, 15:50
          a co jest złego w 'Patrzeniu na kogoś z błaganiem'? c: a piękne słówko na
          literkę ka to miał być wyraz rozpaczy.
          błędem jest, gdy te wyrazy występują w bardzo bliskim sąsiedztwie, a u mnie jest
          różnica kilku akapitów. ale nevermind, poprawione.

          idiotka/idiota były powtarzane dość często, bo jace używał tego określenia jako
          imienia - blond idiotka itp.
          a ktoś mówił, że będzie idealnie? big_grin
          mimo wszystko dziękuję za opinię smile
          • angelina5 Re: :) 18.05.10, 21:48
            W "Patrzeniu na kogoś z błaganiem" nie ma błędu, ale po prostu coś mnie w tym zdaniu
            razi. Ale to tylko takie moje widzimisię, więc nie ma w tej uwadze żadnego większego
            znaczenia.

            Powtórzenia, te które wskazałam, są. I to nie jest kwestia kilku akapitów, bo czytając
            Twoje opowiadanie, na żywo wypisywałam swoje relacje.

            PS Nie mów, że MIMO WSZYSTKO dziękujesz za opinię, bo to brzmi tak, jakby mi się nie
            podobało wink Twoja opowieść jest 1000 razy lepsza od mojej, tego jestem pewna na 100%
            XD

            Pozdro
            • sophie_annabet Re: :) 19.05.10, 00:04
              ejże, nikt nigdy nie patrzył na Ciebie z błaganiem? tongue_out bo na mnie ciągle tak
              patrzą, jeśli przyniosę ściągi do szkoły, hehs ^^
              wracając do tych nieszczęsnych powtórzeń... wkleiłam cały rozdział dziesiąty do
              worda i podkreślałam każdą 'cholerę' i zdarzyło się bodajże raz, żeby ten sam
              wyraz był użyty w jednym akapicie c: no ale nieważne, poprawiłam to.
              z tym mimo wszystko nie chodziło o Twoje uwagi, tylko te moje nędzne
              wytłumaczenia suspicious
              pozdrawiam
    • trzpiotka "Dziwna pogoda" 21.04.10, 13:46
      Dziś pogoda jest wspaniała
      nigdy takiej nie widziłam!
      Jest gorąco i upalnie,
      troszkę deszczyk kapie na mnie.
      Jeszcze wiatr potężnie dmucha,
      cóż to za dziwaczna plucha?
      Chcę siostrzyczę wziąć na spacer...
      wziąć czapeczę, czy parasol?
      Tu słoneczko, tutaj deszcz,
      czy pogodę taką chcesz?
      Jejku! Grzmot tu nagle bucha
      jakby w bęben ktoś postukał!
      Lepiej dziś posiedzę w domu
      i przeszkadzała nie bedę nikomu.

      Haha! Oto moja cudowna twórczość sprzed 6 lat. Pisząc ten wierszyk byłam pulchniutką 9
      latką i nie wszystko co pisałam miało sens XD

      Ale tą rymowankę nawiązałam do ostatniej pogody, raz jest tak, a raz tak.
      Sory, jeśli kogoś wkurzyłam, ale zebrało mi się na wspomnienia XD
      • sophie_annabet Re: "Dziwna pogoda" 21.04.10, 13:56
        no fajne, choć ja na wierszach się nie znam, więc głupio mi oceniać. Ale
        ostatnie zdanie jest dziwne "i przeszkadzała nie bedę nikomu", tzn. źle
        zbudowane. poprawniej będzie: "i przeszkadzać nie będę nikomu" albo "i nie będę
        przeszkadzała nikomu"
        lepiej mi oceniać opowiadania ;3
        • tusiaw . 21.04.10, 14:03
          super temat. opiszę wiersze, podobno piękne - tak sądzi moja polonistka . nie chcę tu pisać tych wierszy, gdyż boję się waszej oceny, zwłaszcza, że niektóre dziewczyny bardzo ostro oceniają confused
          • tusiaw pomyłka . 21.04.10, 14:03
            opiszę = pisze XD sciana
            • yellow.lady Re: pomyłka . 21.04.10, 14:09
              taaaak... pomysł na wątek świetny, ale ja i tak nie mam zamiaru tu nic umieszczać ;x. po
              co? żeby jakaś głupia małolata, fanka disneja zjechała mnie z góry do dołu? a ja nie
              jestem odporna na krytykę, niestety XD.
              • sophie_annabet e tam. 21.04.10, 14:14
                ja tam mogę Was ocenić, a dzieckiem Disneya nie jestem :]
                • yellow.lady Re: e tam. 21.04.10, 15:11
                  Och, Ty piszesz genialnie (byłam na Twoim blogu)! Chociaż, czytając choćby i pierwszy
                  rozdział miałam wrażenie, że czytam o swoim bohaterze. W sumie to są do siebie bardoz
                  podobni, tyle, że mój jest nieco mniej rozgarnięty xD.
          • trzpiotka tusiaw 21.04.10, 15:35
            Podziel się swoją poezją wink Plis
      • fallen_angelxx Mój wiersz ... wysłąłam go na konkurs .. 07.05.10, 16:04
        ,,Do chorego przyjaciela"


        Śmierć .Wydaje się nam , że to zwykłe małe słowo , ale mylimy się.


        Nie każdy jest gotowy , by wymówić je ,
        istnieją osoby które jeszcze go nie znają.

        Ludzie , którzy dotychczas nie doznali cierpienia
        z powodu tak małego, a zarazem tak potężnego słowa.

        Niestety , ja poznałam gorzki smak życia ,
        doświadczyłam tego cierpienia, o którym inni
        nie mają bladego pojęcia.

        I tak się zastanawiam , przecież moje męki się nie skończyły ,
        jeszcze nieraz będę cierpiała .

        A stanie się tak , ponieważ umrzesz właśnie Ty.


        JAK SIĘ WAM PODOBA?smile



        *Prawa autorskie zastrzeżone
        • bez.urazy Re: Mój wiersz ... wysłąłam go na konkurs .. 07.05.10, 21:44
          Szczerze? Raczej średni. A przynajmniej nic ciekawego. Po drugim wersie tracisz
          zainteresowanie resztą, bo od razu wiesz jak będzie wygladała. Staraj się zaskakiwać. Bo
          piszesz tak, jakbyś żaliła się na jakimś forum. Za mało tu refleksji, za dużo biadolenia. Bez
          urazy oczywiście, to jest moje zdanie.
        • bez.urazy Re: Mój wiersz ... wysłąłam go na konkurs .. 07.05.10, 22:12
          No dobra, dodam coś jeszcze: pomysł masz ciekawy, ale ubierasz go po prostu w banalne
          słowa. Poprawisz to, a będzie dobrze, lepiej, no w każdym razie sympatycznie. Pozdrawiam.
          • fallen_angelxx hm.. 07.05.10, 23:02
            Może i masz rację ... Dzięki za te uwagi smilekiss
    • emily. Re: Kącik pisarski 21.04.10, 15:06
      Ja już dawno temu zaczęłam pisać historię (nie mylić z opowiadaniem), ale taką trochę dłuższą. Napisałam kawałek, potem zostawiłam go na jakiś czas, a teraz przeczytałam go i nie wydaje się taki zły. Choć na razie mam bardzo mało... Nie wiem, wkleić, czy nie wkleić?
      • teqiulla wklej, wklej ! 21.04.10, 15:12
      • yellow.lady Re: Kącik pisarski 21.04.10, 15:12
        wklejaj XD !
        • koaal Re: Kącik pisarski 21.04.10, 15:26
          no, wklej. chcę przeczytać. :d (;
      • trzpiotka Dawaj! 21.04.10, 15:32
        Po to jest ten wątek. Nie daj się prosić wink
    • emily. Re: Kącik pisarski 21.04.10, 15:34
      No dobrze, tylko bez ostrych komentarzy, bo ja jestem słaba psychicznie ^^

      * * *

      Niebo spowite było gęstymi tumanami ciemnych chmur, padał obfity deszcz. Dwie szare postaci szły przez pokryte zeschła trawą pole. Wyższa z nich, szczupły mężczyzna w ciemnym płaszczu z kapturem maszerował pewnie, popychając idącą przed nim dziewczynę w białej, odświętnej sukni i długich, czarnych włosach splecionych w niedbały warkocz. Zimne krople biczowały jej bladą, skupioną twarz; oczy wpatrzone były w przeciągły punkt na horyzoncie - wzburzoną taflę jeziora.

      W oddali widziała rozmazane zarysy zebranych nad wodą ludzi. W głębi swojego umysłu wyraźnie czuła ich żal, gniew, bezsilność... nienawiść, którą do niej żywili. Patrzyła na to z zupełnie innej perspektywy - była tam, w tłumie wrzeszczących wieśniaków, z wściekłością wymachujących pochodniami, rzucających obelgami, próbujących wyładować swoją złość na kimś, kogo tak naprawdę nie znali. W brudnej, otartej dłoni trzymała grubą woskową świecę błyszczącą jasnym, złowrogim ogniem. "Jej" serce waliło jak młot uderzający o kamienną ścianę. Pragnęła zemsty. Zemsty, która, choć nie naprawi niczego, załagodzi stratę.

      Wir wydarzeń stawał się coraz bardziej nieczytelny.

      Przed oczami dziewczyny znów stanął świat rozmazany mgłą, a świadomość ogarnęły niewyobrażalne dotąd lęki. Lęki o własne uczucia. Nie potrafiła odciąć się od napotykanych na każdym kroku ludzi. Musiała czytać w ich myślach, musiała patrzeć ich oczami. Było to silniejsze od niej. Bo pragnęła wiedzieć wszystko. I wszystko ją przytłoczyło.
      A teraz każda komórka jej ciała utożsamiała się właśnie z nimi. Z tymi, którzy pragnęli jej śmierci. Choć dzieliło ich tak dużo, wiedziała, czego pragną.

      Bo każda zbrodnia musi zakończyć się karą.

      Oczy skazanej w jednej sekundzie przybrały nienaturalny kolor czerni. Broda uniosła się do góry, a z gardła wydobył się przerażający, wysoki dźwięk.
      - TO NIE MOJA WINA! - wrzasnęła tak głośno, że pojedyncze twarze zgromadzone nad wodą odwróciły się w jej stronę. - To nie moja wina...
      Mężczyzna, który do tej pory szedł, popychając ją w stronę jeziora, kaszlnął. Po chwili wypuścił z płuc całe powietrze i zacisnął swoje palce na nadgarstku dziewczyny.
      - Zamknij się - syknął. - Jeśli chcesz umrzeć bez zbędnego cierpienia.
      Powoli opuściła głowę, po czym odwróciła ją w jego stronę. Twarz przesłaniał obszerny kaptur, spod którego wystawały długie, jasne włosy. Przyglądała się mu uważnie przez kilka sekund, po czym wychrypiała z powrotem się odwracając:
      - To już nie ma znaczenia.
      Jej mózg zalała nagła fala wściekłości. Próbowała zacisnąć powieki, lecz wizje były sliniejsze od niej. Znów była tam, w tłumie. Cały świat kręcił się dookoła, pojedyncze kolorowe plamy co jakiś czas śmigały przed jej oczami. Nie miała siły, by się opanować. Nogi odmówiły posłuszeństwa. Osuwała się na ziemię, kiedy w ostatniej chwili pochwyciły ją silne, mokre od deszczu ręce.
      - To nie teatr. - Powiedział zaledwie kilka cali od jej ucha, po czym jednym szybkim ruchem uniósł ją nad ziemię. - Co ci jest?
      Przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadała, jakby zastanawiając się nad czymś, jednak po minięciu kolejnych minut, szepnęła cicho, delikatnie, niczym dziecko, które nie może dostać tego, o co prosi.
      - To nie jest moja wina.
      - I oni dobrze o tym wiedzą. - Odrzekł mężczyzna niezrozumiałym tonem. - Przecież "ktoś musi ponieść karę". - Mówiąc to zaśmiał się ironicznie.

      * * *

      Uffff.
      • dlovato_jb Re: Kącik pisarski 21.04.10, 15:53
        Powiem szczerze i bez bicia że pisze opowiadanie lecz, tam na pewno jest tyle
        błędówshock.No i nie mam bloga ...więc wam napewno by się nie spodobały crying.Aha ...i jest
        jeszcze msły problem jest o gwiazdkach disney'a cryingscianascianasciana
        • balon123 Re: Kącik pisarski 22.04.10, 07:22
          dlovato_jb napisał(a):

          > Powiem szczerze i bez bicia że pisze opowiadanie lecz, tam na pewno jest tyle
          > błędówshock.No i nie mam bloga ...więc wam napewno by się nie spodobały crying.Aha ..
          > .i jest
          > jeszcze msły problem jest o gwiazdkach disney'a cryingscianascianasciana

          ja lubie czytać o gwiazdkach disney'a. big_grin
          więc podaj. ;d
          • dlovato_jb Re: Kącik pisarski 22.04.10, 16:06
            No okeyyy tylko początek napewno się nikomu to się nie spodoba napewno ....

            I bardzo proszę o łagodną krytykęsurprised


            Tak więc skończyła się szkoła a my nigdzie nie jedziemy ale, Joe wpadł na pomysł wiem co
            teraz myślicie ...ON POMYŚLAŁ dziwne nie ??? Powiedział że niedługo jest koncert a raczej
            konkurs do zaśpiewania i ten co wygra będzie mógł nagrać płytę a pieniądze przejdą na
            rzecz pomocy charytatywnej .Dlatego ja na pewno zaśpiewam przecież to jest pomoc
            charytatywna.





            To był ten mały wstępik ...A i mam jeszczebochaterów i nwm czy wkleić razem z fotkami
            kiss
      • playtime Re: emily 21.04.10, 17:23
        "To" jest genialne.
      • scarletrose Emily, masz talent, wiesz? ;> 21.04.10, 17:26
        Strasznie mi się to podoba.
      • sophie_annabet @emily. 21.04.10, 20:06
        to może najpierw błędy, żebym mogła w spokoju potem pisaćbig_grin
        *Niebo spowite było gęstymi tumanami ciemnych chmur, padał obfity deszcz
        - za dużo przymiotników! spokojnie mogłoby się obyć bez gęstych (no bo skoro
        całkowicie zasłoniły niebo, to nie mogły być rzadkie, to samo się tyczy słowa
        "tumanami"); i ten obfity deszcz - skoro chmury były ciemne, to raczej nie
        padała lekka mżawka? Podsumowując: niebo spowite było gęstymi chmurami, padał
        deszcz.
        *Wyższa z nich, szczupły mężczyzna w ciemnym płaszczu z
        kapturem maszerował pewnie, popychając idącą przed nim dziewczynę w
        białej, odświętnej sukni i długich, czarnych włosach
        splecionych w niedbały warkocz.
        -ojojoj, to samo. może najpierw
        czepię cię tych długich włosów i warkocza - skoro zapleciono je w warkocza, to
        notabene musiały być długie, prawda? słowo 'niedbały' jest moim zdaniem
        niepotrzebne. czytelnikowi i tak zwisa, czy warkocz jest idealny czy też nie,
        więc można to sobie odpuścić. nie określaj dokładnie każdej rzeczy, nie wszystko
        musi być jakieś. w tym zdaniu jest strasznie dużo przymiotników, więc trzeba je
        skonstruować tak, by było ich jak najmniej. np. Wyższa z nich, mężczyzna w
        ciemnym płaszczu z kapturem, maszerowała pewnie, popychając idącą przed nim
        dziewczynę w odświętnej sukni i czarnych włosach zaplecionych w warkocz.
        Czytelnikowi wiele nie ubyło, bo nadal widzi to samo, a czyta się o wiele lepiej.
        Zimne krople biczowały jej bladą, skupioną twarz; oczy wpatrzone były
        w przeciągły punkt na horyzoncie - wzburzoną taflę jeziora.
        - skoro się
        uważnie w coś wpatrywała, to musiała być skupiona, więc obejdzie się bez tego
        przymiotnika.
        Twarz przesłaniał obszerny kaptur, spod którego wystawały długie, jasne
        włosy.
        - obszerny' jest zbędny, bo skoro przesłaniał mu twarz, to nie mógł
        być jakiś nie wiem, mały xD
        - To nie teatr. - Powiedział zaledwie kilka cali od jej ucha, po czym
        jednym szybkim ruchem uniósł ją nad ziemię. - Co ci jest?
        - zły zapis
        dialogu. powinno być:
        - To nie teatr - powiedział zaledwie [...]
        to samo jest z tym zdaniem:
        I oni dobrze o tym wiedzą. - Odrzekł mężczyzna niezrozumiałym tonem. -
        Przecież "ktoś musi ponieść karę". - Mówiąc to zaśmiał się ironicznie.
        - I oni dobrze o tym wiedzą - odrzekł mężczyzna niezrozumiałym tonem.
        Przecież "ktoś musi ponieść karę" - mówiąc to, zaśmiał się ironicznie.
        dobra, przebrnęłam przez błędy, teraz nieco o fabule big_grin powiem Ci, że mi się
        podoba i jest dobra. szkoda tylko, że tekstu mało. ogólnie przeszkadzała mi masa
        przymiotników w Twoich opisach, bo dość ciężko mi się czyta, jeśli wszystko jest
        "jakieś", ale Twój styl nie jest najgorszy, trzeba tylko jeszcze trochę go
        dopracować. (tak, ta co sama ma niedopracowany udziela rad, mhm, dobra, mam
        nadzieję że to przemilczyszbig_grin) dialogi w porządku, mam nadzieję, że pokażesz
        tego faceta jako kogoś ostrego, bo nie lubię postaci, które się pojawiają, ale
        czytelnik ich nie może zapamiętać, bo są mdłe. to znaczy, wyobrażam go sobie
        jako gościa z pazurem, tak to ujmę ;D w niektórych momentach jednak się
        zgubiłam, głównie jeśli chodziło o ten... dar tej dziewczyny? nadal nie wiem,
        czy dobrze zrozumiałam.
        ogólnie jedno z lepszych, które tu czytałam. nie jest jakieś oklepane, ciekawi
        mnie dlaczego ta dziewczyna jest skazana i o co tu w ogóle chodzi.
        powodzenia! x)
        • emily. Dzięki, dziewczyny... 22.04.10, 12:11
          ...za rady i w ogóle... Nie sądziłam, że to się komuś spodoba ^^

          Do sophie_annabet - no więc spróbuję nie przesadzać z przymiotnikami. To taka moja wrodzona cecha, strasznie się rozpisuję, kiedy pracuję nad wypracowaniem czy opowieścią. Ale postaram się to zwalczyć ^^

          No, to chyba spróbuję pisać dalej...

          Aha, jeszcze jedno: tak, ten mężczyzna będzie dosyć ostry. Bo ja też nie lubię takich "słitaśnych", mdłych typów, jak te wampiry ze "Zmierzchu" ^^ O ile moja bohaterka go przypadkiem nie zabije, czy coś ^^
          A co do jej daru i tego, że została skazana... niech to na razie zostanie tajemnicą. Ale w najbliższym czasie postaram się o tym napisać.
          • emily. No i jeszcze... 22.04.10, 17:20
            ...zapomniałam dodać, że mój bohater (chodzi mi teraz o tego mężczyznę) będzie miał, jakby to... problemy z samym sobą. Chodzi tu o to, że sam nie będzie potrafił dokonać odpowiedniej decyzji... "żyć według serca czy rozumu" (tak, tak, trochę oklepane, ale postaram się bardziej ubarwić ten wątek). Chodzi mi tu o to, że lepsze poznanie tej dziewczyny silnie na niego wpłynie. No.

            A tak a propos, tu już wymyśliłam imię dla dziewczyny.
            Ale na razie nie napiszę ^^
        • jonasofanka Re: @emily. 18.05.10, 14:38
          a ja się z tobą @sophie_annabet nie zgodzę , wybacz ; D. Z tego ci mi wiadomo , to w
          opowiadaniu MUSZĄ być przymiotniki, a moja polonistka mówi, że ma być ich najwięcej .
          No takk , ja też się przyczepię tego warkocza . Czemu za dużo przymiotników? Żeby
          opisać postać trzeba ich użyć , nie ? (...)"I czarne długie włosy, splecione w niedbały
          warkocz"
          . Przyczepiłaś się , że napisała "w niedbały warkocz" , bo ma
          napisane "Czarne długie włosy" ,ale gdyby nie napisała o tym jak jest uczesana to też
          byś się przyczepiłą, a więc ... : D?
      • yzz. #emily. 21.04.10, 20:19
        jeśli mam się czepiać to tam na początku jest takie zdanie:
        "(...)odświętnej sukni i długich, czarnych włosach(...)" - nie można napisać, że
        ktoś idzie we włosach, bo tak przynajmniej to zabrzmiało.
        i szkoda, ale do niczego innego nie mogę się przyczepić. pięknie piszesz!
        pierwsze opowiadanie na całym portalu, które mnie po prostu zachwyciło!
        niesamowite opisy - świat przedstawiony, świetnie opisane uczucia bohaterki. po
        prostu perfect no i jeszcze ciekawa tematyka, w ogóle nie
        oklepana. jestem pod wrażeniem i myślę, że coś by mogło wyjść z twojego pisania ; )
      • answer hejoooo- przeczytajcie... 22.04.10, 18:50
        A więc to moja " książka" od siedmiu boleści:shock

        Jody szła szarą, mokrą uliczką. Dobrze ją pamiętała...
        To właśnie tu jako 9 latka zobaczyła coś strasznego. Wszyscy którym to
        opowiadała mówili że ma niezwykły talent do wymyślania historii. Nie wierzyli
        w to że to właśnie ona, mała, niepozorna dziewczynka mogła zobaczyć WAMPIRA.
        * * *

        Teraz jako 16-latka chodziła po tej ponurej okolicy, szukając powiązania tego
        zdarzenia z tragiczną śmiercią swojej siostry. Dziwne, że stało się to w tym
        samym miejscu...

        Najchętniej wymazała by wspomnienia z dwóch dni w swoim życiu: z 5 marca 2003
        roku i z 6 marca 2010. Były one zbyt mroczne i straszne dla dojrzałego
        człowieka, a co dopiero dla nastolatki... Niestety była zmuszona pamiętać te
        straszne wydarzenia.


        5 marca 2003 rok:
        - Taką małą dziewczynkę puścić w taką pogodę samą!! Niedopuszczalne!- szeptali
        między sobą ludzie, widząc dziecko z parasolką w drobnej rączce. Jej raźny
        krok nie zdradzał tego jak bardzo się bała. Pierwszy raz wyszła sama do parku,
        który nie słynął z dobrej opinii.
        Była jednak zbyt dumna aby powiedzieć mamie że ktoś musi z nią pójść.
        W końcu sama umówiła się z Megan. Gdy weszła już do parku
        sercesercesercesercei
        rozglądała się ze strachem dookoła. Szukała w pamięci miłego zdarzenia, ale
        choć było ich już bardzo dużo w jej krótkim życiu, żadnego nie mogła sobie
        przypomnieć.
        Wtedy usłyszała przeraźliwy wrzask:
        - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!- ostrożnie odgarnęła liście
        niskiego krzewu i zobaczyła...
        - Ratuuuuunkuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! Wampirrrrrrr!!!!!-
        zobaczyła przystojnego chłopaka w wieku około 17 lat, z białą skórą, czarnymi
        oczami i zakrwawionymi ustami. Jednak tym co najbardziej ją przeraziło było to
        że na trawie leżała jej najlepsza przyjaciółka...

        6 marca 2010 rok
        - To pjawda cio mówiła mamusia?
        - Nie kochanie. Nie zwariowałam naprawdę to wtedy zobaczyłam...
        - Jody! Pociekaj chwije, zajaź psijde!
        - Uważaj tylko!- gdy dziewczynka długo nie wracała Jody się zaniepokoiła-
        Mary!- podeszłą bliżej miejsca gdzie poszła jej siostra i nagle coś ją
        przewróciło. Zemdlała.
        Gdy się obudziła jej 4 letnia siostra już nie żyła...


        noi co szczerze odpowiadajcie!serce

        • answer Re: hejoooo- przeczytajcie... 1 część 28.04.10, 14:23

          A więc to moja " książka" od siedmiu boleści:shock

          Jody szła szarą, mokrą uliczką. Dobrze ją pamiętała...
          To właśnie tu jako 9 latka zobaczyła coś strasznego. Wszyscy którym to
          opowiadała mówili że ma niezwykły talent do wymyślania historii. Nie wierzyli
          w to że to właśnie ona, mała, niepozorna dziewczynka mogła zobaczyć WAMPIRA.
          * * *

          Teraz jako 16-latka chodziła po tej ponurej okolicy, szukając powiązania tego
          zdarzenia z tragiczną śmiercią swojej siostry. Dziwne, że stało się to w tym
          samym miejscu...

          Najchętniej wymazała by wspomnienia z dwóch dni w swoim życiu: z 5 marca 2003
          roku i z 6 marca 2010. Były one zbyt mroczne i straszne dla dojrzałego
          człowieka, a co dopiero dla nastolatki... Niestety była zmuszona pamiętać te
          straszne wydarzenia.


          5 marca 2003 rok:
          - Taką małą dziewczynkę puścić w taką pogodę samą!! Niedopuszczalne!- szeptali
          między sobą ludzie, widząc dziecko z parasolką w drobnej rączce. Jej raźny
          krok nie zdradzał tego jak bardzo się bała. Pierwszy raz wyszła sama do parku,
          który nie słynął z dobrej opinii.
          Była jednak zbyt dumna aby powiedzieć mamie że ktoś musi z nią pójść.
          W końcu sama umówiła się z Megan. Gdy weszła już do parku
          sercesercesercesercei
          rozglądała się ze strachem dookoła. Szukała w pamięci miłego zdarzenia, ale
          choć było ich już bardzo dużo w jej krótkim życiu, żadnego nie mogła sobie
          przypomnieć.
          Wtedy usłyszała przeraźliwy wrzask:
          - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!- ostrożnie odgarnęła liście
          niskiego krzewu i zobaczyła...
          - Ratuuuuunkuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! Wampirrrrrrr!!!!!-
          zobaczyła przystojnego chłopaka w wieku około 17 lat, z białą skórą, czarnymi
          oczami i zakrwawionymi ustami. Jednak tym co najbardziej ją przeraziło było to
          że na trawie leżała jej najlepsza przyjaciółka...

          6 marca 2010 rok
          - To pjawda cio mówiła mamusia?
          - Nie kochanie. Nie zwariowałam naprawdę to wtedy zobaczyłam...
          - Jody! Pociekaj chwije, zajaź psijde!
          - Uważaj tylko!- gdy dziewczynka długo nie wracała Jody się zaniepokoiła-
          Mary!- podeszłą bliżej miejsca gdzie poszła jej siostra i nagle coś ją
          przewróciło. Zemdlała.
          Gdy się obudziła jej 4 letnia siostra już nie żyła...


          noi co szczerze odpowiadajcie!serce
    • karcio Re: Kącik pisarski 21.04.10, 15:34
      spoko pomysl .Moze cos wymysle ale nie wiem czy jestem uzdolniona ;D
      • tusiaw wiersz. 21.04.10, 17:07
        wiersz został napisany przeze mnie. miał być odczytany na apelu z okazji 70 rocznicy zbrodni katyńskiej. niestety nie skończyłam go, gdyż po katastrofie plany co do apelu się trochę zmieniły .

        Lasy katyńskie
        strasznie krzyczały
        po zbrodni, którą dojrzały.
        Domagały się o
        wyjaśnienie zbrodni,
        o wyjaśnienie polskiej historii.


        w planach mam dokończenie wiersza. nie jest najlepszym z moich "dzieł". dałabym inny, ale polonistka zajumała mi zeszyt sciana

        • karcio Re: wiersz. 21.04.10, 17:14
          bardzo ładny ;]
          • g_o_s_i_a Kącik pisarski 21.04.10, 17:26
            Jak coś na piszę, to z pewnością tu wkleję, ale jeszcze nie mam mojego
            pierwszego :dzieła" xD tongue_out
            • balon123 Re: Kącik pisarski 21.04.10, 17:40
              a może ktoś pisze ciekawe opowiadania. ;d to ja z chęcią poczytam. ;]
    • alcia19 Re: Kącik pisarski 21.04.10, 17:41
      Oczywiście ,ze świetny wątek...jednak moje opowiadania daje tylko wtajemniczonym...big_grinMoze ktos sie kiedyś do tego grona dołaczyxDa wierszyk...hmmm...jak cos znajde to napiszekiss
      • leslie Re: Kącik pisarski 21.04.10, 17:47
        O właśnie, napisz coś big_grin
        • alcia19 Re: Kącik pisarski 21.04.10, 17:55
          Oczywiście Leslie jak tylko coś znajdetongue_out
    • neti1994 Moje dzieło:) część 1 21.04.10, 17:54

      - Tak mi przykro skarbie ale naprawdę nie dam rady.
      - Tak wiem, mamo nie zadręczaj się. Nic się nie stało, naprawdę.
      - Ale...
      - Nie, nie musisz się tłumaczyć. Wiem, że chciałabyś tu być. Nie gniewam się, a kiedy
      wrócisz?
      - Wiesz, muszę zostać trochę dłużej. Zadzwonię jutro, pa skarbie.
      - Cześć- rozłączyłam się, jeszcze przez chwilę trzymałam słuchawkę przy
      twarzy. Z zamyślenia wyrwało mnie trzaśnięcie drzwi. To pani Hole
      wyszła z domu. Przez moment zastanawiałam się która jest godzina. Spojrzałam na
      zegarek, była 21.00.
      Pomyślałam o mamie i nagle poczułam straszną samotność; nie wiedzieć czemu od razu
      chwyciłam za telefon.
      - Cześć Am, możesz wpaść na parę minut?
      - Celeste sama wiesz, że muszę odrobić matmę. Jeżeli dostanę jeszcze jedną jedynkę będę
      miała szlaban...
      - Tak wiem. A co ty na to żebym pomogła ci z zadaniem?
      - OK. A co cię naszło na tak późną wizytę?
      - Chciałabym z kimś pogadać, mam lepszy pomysł może zostaniesz u mnie na noc? I nie
      wykręcaj się, jest piątek.
      - Poczekaj zapytam rodziców.
      Na moment zapadła cisza po czym usłyszałam-Będę za 20 min.- to był głos Am.
      - OK czekam.
      Rozłączyłam się i odłożyłam słuchawkę. Powoli zwlekłam się z łóżka, automatycznie
      podeszłam do okna. Padał gęsty śnieg, było ciemno. Na ulicy świeciło się kilka latarni a w
      oddali pośpiesznie szło kilku przechodniów. Ciekawe dlaczego tak się śpieszyli? Może było
      to spowodowane tym, że jest zimno i pada śnieg, jednak głos w mojej głowie
      podpowiadał mi coś innego. Cały czas myślałam o tajemniczych zabójstwach, które
      zdarzały się nadzwyczaj często. W głowie tłukło mi się mnóstwo myśli; jak to możliwe, że
      zginęło tak wielu niewinnych ludzi?, dlaczego tak się stało?. Przecież ofiary nie były w
      żaden sposób ze sobą powiązane... Zaczynałam świrować bawiąc się w detektywa.
      Szczerze mówiąc sądzę, że to dlatego Amity nie chciała tutaj przyjść, wcale nie chodziło jej
      o pracę domową. Bała się, bo to w pobliżu mojego domu dochodziło do zabójstw. Tylko
      czego właściwie?. Kto mógł w ciągu trzech dni zabić aż 12 niewinnych ludzi?. Na samą
      myśl o tych bezlitosnych mordercach poczułam gniew. Niepokoiło mnie to, że pani Hole
      przez tydzień nie pojawi się w moim domu. Znowu będę godzinami siedzieć sama.
      Rozmyślania przerwało mi burczenie w brzuchu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że
      jestem głodna. Przecież jest wieczór a ja jadłam dziś jedynie tost, który był moim
      śniadaniem.
      Zeszłam na dół. Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na herbatę. Zdążyłam usiąść przy
      stole kiedy ktoś zadzwonił dzwonkiem. Poszłam do przedpokoju, podeszłam do drzwi i
      spojrzałam przez wizjer. Stał tam ojciec Amity wraz z nią. Otworzyłam drzwi.
      -Dobry wieczór panie Harris, cześć Am.
      -Hey Cel!- Am rzuciła mi się na szyję.
      -Może wejdziecie- zaproponowałam.
      -Nie, muszę już jechać mam drugą zmianę- powiedział pan Harris- ale mam coś dla ciebie.
      Dopiero teraz zauważyłam,że trzyma w ręce małe pudełeczko. Dał mi je uśmiechając się i
      powiedział „wszystkiego najlepszego”.Byłam nieco zdziwiona, bo nawet mama zapomniała
      o moich urodzinach. Zmieszana wzięłam od niego prezent. Wyksztusiłam jedynie „bardzo
      dziękuję, nie musiał pan...”
      - Nie ma za co, Am przyjadę po ciebie jutro o 15.00- dodał.
      - Do jutra tato- powiedziała Amity.
      - Cześć skarbie, do zobaczenia Celeste.
      Po tych słowach ojciec Am udał się powolnym krokiem w stronę samochodu; przez chwilę
      szukał kluczyków, a kiedy je znalazł otworzył drzwi i wsiadł do środka. W chwilę później
      usłyszałam warkot silnika a już w następnej minucie patrzyłyśmy z Amity, jak jej ojciec
      jedzie połyskującym w świetle lamp, czarnym Audi przez zaśnieżoną ulicę. Dojechał do
      skrzyżowania po czym skręcił w Arlington Road.
      Poczułam chłód. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że jest bardzo zimno, nawet
      jak na tę porę roku.
      Pośpiesznie weszłyśmy do środka, jak najszybciej zamknęłam drzwi. Poszłyśmy do kuchni.
      - Celeste co się stało? Jesteś bardzo blada.
      - Chcesz herbaty? Woda się gotuje, wyłączę ją.
      - Odpowiedz na pytanie.
      - Może być malinowa?- spytałam napełniając kubki.
      - Nie chcesz nie odpowiadaj, ale możesz mi wyjaśnić po co mnie właściwie tutaj ściągnęłaś?
      W głosie przyjaciółki wyczułam gniew i swego rodzaju troskę. Ona zawsze jest przy mnie
      kiedy jej potrzebuję, a ja dzisiaj nie dałam jej odpowiedzi na jedno proste pytanie.
      Poczułam ukłucie w sercu. To pewnie wyrzuty sumienia- pomyślałam. Am ma rację;
      prosiłam ją żeby przyjechała a teraz zwyczajnie unikam rozmowy.
      - Przepraszam, nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje.
      - Masz jakieś problemy?
      - Nie... A właściwie to tak. Sama nie wiem. Wiesz, dziś moje urodziny a mama jest w
      Chicago. Od kilku dni siedzę w swoim pokoju gapiąc się w sufit i rozmyślając.
      - Nic dziwnego, że za nią tęsknisz.
      Zaburczało mi w brzuchu.
      - Nie to raczej nie to, Masz może ochotę na pizzę?- spytałam.
      - Jasne, że tak. A kiedy coś ostatnio jadłaś? Nie obraź się ale wyglądasz okropnie.
      Chwyciłam za telefon i wybrałam numer do pizzeri.
      - Dzięki za komplement- powiedziałam z ironią- dzisiaj rano jadłam śniadanie. Pizza będzie
      za jakieś pół godziny.
      - OK.
      - Wiesz, w nocy mało spałam. W ogóle ostatnio nie mogę zasnąć, często miewam
      koszmary.
      - Może jesteś przemęczona? Za dużo się martwisz.
      Nie odpowiedziałam. Głównie dlatego, że nie chciałam jej przyznać racji. Ale to była
      prawda, rzeczywiście ostatnio miałam sporo problemów. Szczerze mówiąc sama nie wiem
      dlaczego. Może tak już czasem bywa... Kłopoty rodzinne lub trudny okres dojrzewania.
      Cóż, w moim przypadku to bardziej prawdopodobne było pierwsze stwierdzenie. Dziadków
      nie widziałam od ponad roku, matkę widzę dwa razy w miesiącu a tata nie żyje. Tak
      naprawdę to on zawsze był moim najlepszym przyjacielem i obrońcą, mama pełniła
      funkcję „surowego” rodzica. Nawet nasza sprzątaczka wzięła urlop, a to oznacza, że w
      wielkim domu spędzę większość czasu samotnie. To samo w kółko i w kółko. Gdyby tylko
      tata żył...
      - Zapomniałam Ci dać- usłyszałam głos Am.
      Wyrwała mnie z zamyślenia. Spojrzałam na nią. Położyła na stole coś, co było szczelnie
      owinięte papierem na prezenty w serduszka. Spojrzałam na pakunek. Był dość duży,
      jednak nie bardzo interesowała mnie zawartość tego opakowania.
      Otworzyłam je jednak, głównie ze względu na przyjaciółkę. Nie chciałam jej urazić.
      Dostałam encyklopedię wampirów. Dosyć dziwny prezent- pomyślałam. Ciekawe jaką
      miałam minę, gdy to zobaczyłam.
      - Nie podoba Ci się?- zapytała Amity. Sądząc po tonie jej głosu wyglądałam idiotycznie- nie
      bardzo wiedziałam co ci kupić. Masz tyle rzeczy. Do tego trudno trafić w twój gust. Wiem,
      że lubisz różne zagadki więc pomyślałam o czymś nietypowym. Sprzedawca powiedział, że
      to ciekawa książka ale jeśli ci się nie podoba mogę ją oddać.
      - Nie, jest super. Naprawdę.
      Przerwałam ten monolog. Prezent dziwny ale oryginalny, a ja to cenię. Po prostu nie
      byłam w nastroju do świętowania. Spróbowałam się uśmiechnąć by poprawić nastrój
      przyjaciółce. Zamiast uśmiechu na mojej twarzy pojawił się grymas. Na szczęście
      zadzwonił dzwonek. Kompletnie zapomniałam o pizzy! W pośpiechu zaczęłam przetrząsać
      kieszenie jeansów w poszukiwaniu pieniędzy. Z pomocą przyszła mi Am, podała mi mój
      portfel. Nieco zmieszana wzięłam go od niej, jak mogłam go nie zauważyć?. Przecież cały
      czas leżał na stole... To pewnie przez moje roztargnienie. Ponownie rozległ się dźwięk
      dzwonka, i jeszcze jeden raz. Wyszłam z kuchni i otworzyłam drzwi. Stał tam przystojny,
      wysoki chłopak o łagodnych rysach i krótkich brązowych włosach. Na głowie miał
      firmową czapkę z napisem Pizza Hut, a w rękach trzymał pudełko z pizzą. Z potarganych
      włosów wystających spod czapki spadło kilka płatków śniegu. Jego zielone oczy
      błyszczały w blasku lampy.
      Spojrzał na mnie i uśmiechnął się łobuzersko. Uwielbiałam ten uśmiech.
      - Cześć Bryan, od kiedy rozwozisz pizzę?
      - Ach, no wiesz, rodzi
      • neti1994 Re: Moje dzieło:) część 2 21.04.10, 18:16
        ce uważają, że powinienem doświadczyć „ciężkiej pracy” jak to określili.
        Po tych słowach znów się uśmiechnął.
        - Wejdziesz na chwilę?
        - Nie mogę, muszę rozwieźć resztę- spojrzał na opakowanie, które trzymał w rękach.
        Po chwili usłyszałam głos Amity i tupot stóp.
        - Co ty robisz tak długo?- spytała zatrzymując się koło mnie. Spojrzała przed siebie i
        zobaczyła Bryan'a.- Hey, nie zauważyłam Cię. Co ty tutaj robisz?
        - Dostarczam zamówienie.
        - Nie wiedziałam, że masz pracę.
        - Ja też nie. Dowiedziałem się dopiero trzy dni temu. Czy ktoś ci dzisiaj mówił, że pięknie
        wyglądasz?
        Spojrzałam na przyjaciółkę. Oblała się rumieńcem i wybąknęła „dzięki”. Bryan uśmiechnął
        się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Spojrzeli na siebie po czym Am zapłaciła za pizzę i
        wróciła do domu.
        - Wcale nie zapomniałem o twoich urodzinach- powiedział- prezent dostaniesz jutro, nie
        miałem czasu się z tobą spotkać- wiesz praca- dodał jakby chcąc się usprawiedliwić.
        - Nie ma sprawy, nie obrażę się na ciebie za coś takiego. Najlepsi kumple?
        - Jasne kwiatuszku.
        - Ej to nie fair! Przecież umawialiśmy się, że nie będziesz tak do mnie mówił.
        - Wybacz nie mogłem się powstrzymać. Tak fajnie się złościsz.
        - Lepiej uciekaj bo inaczej zobaczysz jak wpadam w furię.
        - Wcale się ciebie nie boję.
        Po tych słowach spojrzał na mnie i pocałował mnie w policzek.
        - Będę u ciebie jutro o 16.00
        W odpowiedzi kiwnęłam głową. Weszłam do domu i poszłam do kuchni. Czekała tam na
        mnie Amity. Usiadłam przy stole, wzięłyśmy po kawałku pizzy i zaczęłyśmy jeść.
        - Nie sądzisz, że on się ze mnie nabijał?- spytała Amity, a po wyrazie jej twarzy
        zauważyłam, że moja opinia jest dla niej bardzo ważna.
        Nie wiedziałam co odpowiedzieć więc postanowiłam powiedzieć jej to, co uważałam za
        najszczerszą prawdę.
        - Hmm... Sądzę, że to był komplement a nie jakiś głupi żart. Nie mam pojęcia po co miałby
        się z ciebie naśmiewać. A tak w ogóle to on nie potrafi kłamać.
        - Chyba masz rację.
        - Mam rację- zaczęłam się śmiać.- Zawsze mam rację. On ci się podoba, prawda?
        - Co???. Skąd taki pomysł- odparła zmieszana.
        - Takie rzeczy widać.
        - Serio? Czyli każdy o tym wie...
        To nie było pytanie tylko stwierdzenie. Wydaje mi się, że Am była tym zmartwiona; jednak
        ja nie miałabym nic przeciwko temu żeby moi najlepsi przyjaciele się ze sobą spotykali.
        Chciałam ją jakoś pocieszyć więc powiedziałam:
        - Raczej nie. Po prostu długo cię znam i widzę jak reagujesz kiedy w pobliżu jest Bryan.
        - Wielkie dzięki!- w jej głosie była złość i dziwna nuta wdzięczności za moją opinię.
        Byłam zmęczona więc postanowiłam pójść spać. Powoli wspinałam się po schodach na
        piętro, za mną szła Amity. Skręciłyśmy do mojego pokoju. Wyjęłam z szafy śpiwór i
        położyłam go na podłodze obok śpiworu Am. Jakoś głupio było mi spać na łóżku, kiedy
        ona śpi na podłodze. Usiadłam na fotelu, czekając aż przyjaciółka wyjdzie spod prysznica.
        I znów byłam sama ze swoimi myślami. Pomyślałam o Chris'ie. Jak to możliwe, że taki
        przystojny chłopak jest taki zarozumiały?. Ciekawe dlaczego myślałam akurat o nim?,
        muszę przyznać, że ostatnio zdarzało się to dosyć często. Nie, nie ważne, Celeste dlaczego
        zastanawiasz się nad takimi głupstwami?. Spojrzałam na książkę, którą dała mi Am.
        Wzięłam ją w dłonie i otworzyłam na pierwszej stronie, może być całkiem fajna-
        pomyślałam. Zaczęłam czytać. Nagle przed oczami ujrzałam przerażającą postać
        zabijającą człowieka. Widywałam ją już w snach, jednak nie tak dziką i rządną krwi. To był
        wampir, byłam tego w 100% pewna. Miał na sobie czarny płaszcz. Tak długi, że rąbek
        szaty sięgał ziemi, obraz był rozmazany ale widziałam już kiedyś to miejsce- miejsce
        zbrodni. To była rzadko uczęszczana uliczka w Brooklin'ie. Wampir przypominał mroczny
        cień o ludzkich kształtach. Spod czarnego kaptura ujrzałam szkarłatne oczy i białe
        szpiczaste zęby. Przez chwilę mu się przyglądałam, podniósł głowę a ja szybko opuściłam
        wzrok. Upiór spojrzał na mnie, przenikał mnie wzrokiem i coś mówił w języku, którego
        nigdy dotąd nie słyszałam. Nie miałam jednak czasu o niczym myśleć. Postać rzuciła się w
        moją stronę, zaczęłam uciekać ale wciąż zbyt wolno. Wampir cały czas był tuż za mną.
        Nagle ujrzałam ciemność. Nieprzeniknioną, gęstą niemalże namacalną ciemność.

        ***
        Poczułam ból. Był nie do zniesienia. Usłyszałam czyjś głos. Z całych sił próbowałam
        otworzyć oczy, bezskutecznie. Ktoś był tuż obok mnie. Znów spróbowałam otworzyć
        oczy. Udało się. Leżałam na podłodze. Amity klęczała nade mną, zauważyłam, że nieco
        pobladła. Wyraz jej twarzy ukazywał zatroskanie i strach. Znów poczułam ból. Chyba
        uderzyłam się w głowę. Am pomogła mi wstać i zaprowadziła mnie do łóżka. Usiadłyśmy
        na nim. Zamknęłam oczy i... odleciałam. Czerwone oczy, nienawistny uśmieszek, blada
        twarz kobiety, która do złudzenia przypominała moją ciotkę. Oto obraz, który ujrzałam.
        Zbliżał się do niej. Zaczęła krzyczeć ale nikt jej nie słyszał. Kilka kroków, tyle go od niej
        dzieliło. Pochylił się nad nią, jeden szybki ruch i wbił kły w jej szyję- zaczął sączyć krew.
        Ostatni przeraźliwy krzyk. Kobieta padła martwa. Jej rodzina nigdy nie dowie się co tak
        naprawdę się stało. Wampir wstał i odszedł. Tak po prostu odszedł, mrucząc coś pod
        nosem. Byłam pewna, że to ten sam język, który usłyszałam wcześniej.

        ***

        Co jej się mogło stać?. Ogarnęła mnie panika. Gorączkowo szukałam telefonu,
        bezskutecznie.
        Zaczęłam przetrząsać wszystko w pokoju, na szczęście znalazłam swoją komórkę. Niewiele
        myśląc wybrałam numer.
        - Bryan!. Przyjedź tutaj jak możesz najszybciej!.- krzyczałam w słuchawkę.
        - Am, uspokój się, co się stało?.
        - Nie wiem. Brałam prysznic i wtedy... Celeste, ona...
        - Co jej się stało?, Amity uspokój się, nie rozumiem nic z tego co mówisz.
        - Chyba zemdlała, leży bez znaku życia. A ty każesz mi się uspokoić???.
        - Jak to się stało?. Byłaś przy tym?.
        - Cholera Bryan!. Przestań zadawać tyle pytań i tutaj przyjedź!.
        - Dobra zaraz będę.
        Cała się trzęsłam. Jeszcze kilka razy spróbowałam obudzić przyjaciółkę, nie udało się. Po
        chwili, która wydawała mi się wiecznością usłyszałam warkot silnika. To Bryan-
        pomyślałam. Na szczęście się nie pomyliłam. Otworzyłam mu drzwi, a już w następnej
        chwili wsiedliśmy do samochodu.
        • neti1994 Re: Moje dzieło:) część 3 21.04.10, 18:20
          Ja siedziałam z tyłu obok Celeste, Bryan oczywiście prowadził.
          Jechaliśmy jakiś kwadrans, w ciszy mijając zaśnieżone ulice Nowego Jorku.
          Wreszcie dotarliśmy do szpitala. Czas dłużył się niemiłosiernie a my wciąż tkwiliśmy w
          poczekalni. Nagle podszedł do nas jakiś mężczyzna. Był wysoki, miał około 40 lat i
          wyglądał na naprawdę znudzonego życiem.
          - Dr. Adams, co mogę dla państwa zrobić?- zapytał.
          - Nasza przyjaciółka nie daje znaku życia.
          - Nic dziwnego jest kompletnie pijana- odpowiedział oschłym tonem patrząc na Celeste,
          którą podtrzymywał Bryan- powinniście zaprowadzić ją na izbę wytrzeźwień.
          - Jak pan może!. Czy pan ma ją za alkoholiczkę?, ona nic nie piła, przysięgam!. Niech pan
          nam pomoże!.
          - Niech wam będzie, czy wasi rodzice wiedzą o tym, że szwędacie się po nocy?.
          - To nie ma nic do rzeczy!- krzyknęłam niemal wybuchając ze złości.
          - Co to za awantura?. Czy mogę wiedzieć co dzieje się na moim oddziale?- usłyszałam głos
          jakiejś kobiety.
          - Witaj Lindo, jakieś dzieciaki się naćpały i wszczynają zamieszanie- odpowiedział Adams.
          - Pozwól, że ja się tym zajmę- odpowiedziała kobieta nazwana Lindą- więc o co chodzi?-
          zwróciła się do nas- z tobą porozmawiam później- powiedziała ze złością patrząc na
          Adamsa.
          - Nasza przyjaciółka straciła przytomność jakieś pół godziny temu, jeszcze się nie ocknęła-
          powiedział Bryan.
          - Odsuńcie się. Tom, Margaret zabierzcie ją na salę zabiegową- zwróciła się do personelu
          patrząc na Cel.
          Personel zrobił to o co poprosiła ich Linda. Wyjęłam z kieszeni telefon, przez chwilę
          wahałam się co zrobić. Wybrałam numer matki Celeste. Spojrzałam na Bryan'a, siedział
          nad czymś rozmyślając.
          Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, piąty. Nie odbiera, pewnie jeszcze jest w pracy.
          Byłam zła na panią Levittoux, a właściwie to na siebie. Nie bardzo wiedziałam dlaczego.
          Poczułam strach. Bałam się o Cel, przecież ona jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie
          mogłam pojąć tego co stało się dzisiejszego dnia. Spojrzałam na zegarek, dochodziła
          północ. Zadzwoniłam do mamy wszystko jej wyjaśniając. Nie była na mnie zła, raczej
          nieco zatroskana. Miałam szczęście jeśli chodzi o rodziców. Byli naprawdę wyrozumiali i
          mogłam powiedzieć o nich, że są nie tylko moimi rodzicami ale i przyjaciółmi.
          Znów spojrzałam na Bryan'a, tym razem rozmawiał z kimś przez telefon. Wyglądał na
          zmartwionego. Niewiele myśląc podeszłam do niego. Spojrzał na mnie a w jego oczach
          widziałam strach.
          - Co się stało?
          - Wylali mnie z pracy.
          - Bardzo mu współczułam ale ta wiadomość mnie uspokoiła. Przeczucie mówiło mi, że
          mogło stać się coś o wiele gorszego.
          - Jak ja powiem o tym rodzicom?.
          - Nie martw się tym. Porozmawiam z nimi.
          - Dzięki- na jego twarzy pojawił się blady uśmiech.
          - Nie ma za co, wiesz tak robią przyjaciele.
          - Tak przyjaciele...- nie patrzył na mnie, uznałam to za nienajlepszy znak
          Nie miałam jednak czasu zastanawiać się nad jego zachowaniem, bo w tym momencie na
          korytarzu pojawiła się pani Levittoux. Szła szybkim krokiem w naszą stronę. Była
          roztrzęsiona. Po raz pierwszy ujrzałam w jej pięknych oczach tyle cierpienia i przerażenia.
          Podeszła do nas. Starała się coś powiedzieć, ale chyba nie bardzo wiedziała od czego ma
          zacząć. Usiedliśmy w poczekalni. Nagle mama Cel powiedziała:
          - Co się stało?. Przyjechałam do domu ale nikogo nie było. Weszłam na górę, a w pokoju
          Celeste zastałam okropny bałagan. I wtedy zadzwonił telefon. To była twoja mama-
          spojrzała na mnie- powiedziała, że jesteście w szpitalu. Gdzie jest Celeste?
          - Na sali zabiegowej. Nie pozwolili nam tam wejść. Mówiąc szczerze ja też nie bardzo wiem
          co się właściwie stało. Amity możesz opowiedzieć wszystko od początku?
          - Więc to było tak: Cel postanowiła położyć się spać, więc poszłyśmy na górę. Ja poszłam
          się wykąpać, a ona siedziała w pokoju. Celeste nagle zaczęła krzyczeć. Pobiegłam do niej,
          leżała na podłodze. Próbowałam ją obudzić i na szczęście się udało. Ale po chwili ona znów
          zemdlała. Wystraszyłam się, bo nie ruszała się i była zimna. Wtedy zadzwoniłam po
          Bryan'a.

          To by było na tyle póki co... Podoba się wam? TYLKO SZCZERZE!!!
          PS: sorry że wyszły 3 części ale 8000 znaków to za małowink











          • rashel ;) 21.04.10, 20:04
            Super! Masz talent.
        • loleks "odradzenie romana" 08.05.10, 21:21
          pewnegooo dnia bylam na spacerzee w lesie z psem (w mijscu gdzie weglug legendy
          roman si kiedys powiesił) na drzewie nadal wisial sznurek z jego jelita ktory sam
          zrobil.<br />
          podeszlam tamm i natkenal sie na jakas rzyletke a wiec zaczelam sie nia ciac. <br />
          byla staraa jakos z przed roku (a wlasnie wtedy zginol roman) a wiec byla to jego
          rzyletka !!!! cool krew mi zaczela leciee takk fajniee mocnoo.... i na rzyletcee sie wylonil
          napis "jak sie tym potniesz roman wstanie z martwych i cie nawiedzi" gdy to zobaczylam
          sie lać zaczelam bo w duch nie wierzylam.<br />
          tam jeszcze z tym moim psem pochodzilam i poszlam do haty.<br />
          o godzinie 24 poszlam spacc i slyszalam dziwne glosyy np.<br />
          jaa.. romann.... zabićć.... cięę!!<br />
          albo :<br />
          wstanee dziś o 1 z martwychh i ..... cos tam zrobie...<br />
          to bylo dziwnee...<br />
          i gdysie rano obudzilam nade mna stał romann!!! devil<br /><br />
          jego mały miał 5m a jego twarz bylaa taka jk wczesniej .<br />
          zdazylam go tylko obczeic i pozniej jusz nic wiecej nie zobaczylam...<br />
          boo mnie gosciu zabil <buu> devil<br />
          jedyne co zobaczylam po smiercii to duch romana ii szatann<br />
          i bylam tam sobie w tym piekle i widzialam tylko jak roman zabija wszystkich ludzi na
          swiecieee devil <br />
          a pozniej idzi na piwoo piwo
      • alcia19 Hmmm Wierszyk 21.04.10, 18:37
        Hmm...wiersz powstał gdy miałam manie na Zmierzch...napisałam go po przeczytaniu "Wywiadu z Wampirem"a jesli ktoś czytał WzW to zoriętuje sie o kim jest mowabig_grin

        Gdy wieczór nadchodzi
        Z trumny wychodzi
        Ma wiele obliczy
        I szuka zdobyczy
        Woli ludzi niż zwierzęta
        Nie ma roli delikwenta
        Czosnek i krzyż go odstraszają
        Lecz na zawsze nie unicestwiają
        Życie człowieka nie ma dla niego wartości
        Czasem wpada w furię i szybko sie złości
        Nie ma uczuć ,nie dręczy go sumienie
        Nie czuje ,ze dźwiga jakieś brzemię
        Zabijanie sprawia mu wiele radości
        Zaprasza wiec ludzi do swej posiadłości
        Najpierw rozmawia ,potem upija
        A na końcu ich zabijadevil

        i jak?big_grin

        • trzpiotka Re: Hmmm Wierszyk 21.04.10, 18:59
          Heh, nieźle big_grin
          Wampirki to troche nie moje klimaty, ale sam wiersz jest spoko.
          Moja koleżanka, która jest wielbicielką wapirów i sama o nich pisze, pokochałaby Cię za tę
          twórczość big_grin
          • alcia19 Re: Hmmm Wierszyk 21.04.10, 19:07
            hehehe...tez chętnie poczytałabym wiersze twojej koleżankibig_grinA tak w ogóle to masz juz bloga?(pewnie juz masz a ja dowiaduje sie jak zwykle na końcu)big_grin
            • trzpiotka Re: Hmmm Wierszyk 21.04.10, 19:30
              Nie, nie mam jeszcze bloga. Ale jak tylko go założę, Ty dowiesz się jako pierwsza big_grin
              Postaram się o to wink
              • alcia19 Re: Hmmm Wierszyk 21.04.10, 19:40
                Wow...Bedę pierwszabig_grin...no to czekam....smile
          • malinooowa17 Re: Hmmm Wierszyk 16.06.10, 19:52
            Chce umrzeć bo pasmo cierpienia mnie nęka,Chce oddać serce bo ono tak boli,Chce
            zniknąć by nie stanąć nikomu na drodze do szczęścia,Jak szum fal odejść powoli.
            crying Wyciskacz łez normalnie.smile
        • bez.urazy Re: Hmmm Wierszyk 12.05.10, 17:39
          "Nie ma roli delikwenta"
          Co wg Ciebie miał oznaczać ten fragment?
          • alcia19 Re: Hmmm Wierszyk 17.05.10, 19:51
            Delikwent ma dwa znaczenia....jedno to Przestępca a drugie to osoba zależna od kogoś...wybrałam to drugie...bo Lestat nie jest od nikogo zależnycool
    • neti1994 Moje dzieło:) część 2 21.04.10, 17:59
      ce uważają, że powinienem doświadczyć „ciężkiej pracy” jak to określili.
      Po tych słowach znów się uśmiechnął.
      - Wejdziesz na chwilę?
      - Nie mogę, muszę rozwieźć resztę- spojrzał na opakowanie, które trzymał w rękach.
      Po chwili usłyszałam głos Amity i tupot stóp.
      - Co ty robisz tak długo?- spytała zatrzymując się koło mnie. Spojrzała przed siebie i
      zobaczyła Bryan'a.- Hey, nie zauważyłam Cię. Co ty tutaj robisz?
      - Dostarczam zamówienie.
      - Nie wiedziałam, że masz pracę.
      - Ja też nie. Dowiedziałem się dopiero trzy dni temu. Czy ktoś ci dzisiaj mówił, że pięknie
      wyglądasz?
      Spojrzałam na przyjaciółkę. Oblała się rumieńcem i wybąknęła „dzięki”. Bryan uśmiechnął
      się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. Spojrzeli na siebie po czym Am zapłaciła za pizzę i
      wróciła do domu.
      - Wcale nie zapomniałem o twoich urodzinach- powiedział- prezent dostaniesz jutro, nie
      miałem czasu się z tobą spotkać- wiesz praca- dodał jakby chcąc się usprawiedliwić.
      - Nie ma sprawy, nie obrażę się na ciebie za coś takiego. Najlepsi kumple?
      - Jasne kwiatuszku.
      - Ej to nie fair! Przecież umawialiśmy się, że nie będziesz tak do mnie mówił.
      - Wybacz nie mogłem się powstrzymać. Tak fajnie się złościsz.
      - Lepiej uciekaj bo inaczej zobaczysz jak wpadam w furię.
      - Wcale się ciebie nie boję.
      Po tych słowach spojrzał na mnie i pocałował mnie w policzek.
      - Będę u ciebie jutro o 16.00
      W odpowiedzi kiwnęłam głową. Weszłam do domu i poszłam do kuchni. Czekała tam na
      mnie Amity. Usiadłam przy stole, wzięłyśmy po kawałku pizzy i zaczęłyśmy jeść.
      - Nie sądzisz, że on się ze mnie nabijał?- spytała Amity, a po wyrazie jej twarzy
      zauważyłam, że moja opinia jest dla niej bardzo ważna.
      Nie wiedziałam co odpowiedzieć więc postanowiłam powiedzieć jej to, co uważałam za
      najszczerszą prawdę.
      - Hmm... Sądzę, że to był komplement a nie jakiś głupi żart. Nie mam pojęcia po co miałby
      się z ciebie naśmiewać. A tak w ogóle to on nie potrafi kłamać.
      - Chyba masz rację.
      - Mam rację- zaczęłam się śmiać.- Zawsze mam rację. On ci się podoba, prawda?
      - Co???. Skąd taki pomysł- odparła zmieszana.
      - Takie rzeczy widać.
      - Serio? Czyli każdy o tym wie...
      To nie było pytanie tylko stwierdzenie. Wydaje mi się, że Am była tym zmartwiona; jednak
      ja nie miałabym nic przeciwko temu żeby moi najlepsi przyjaciele się ze sobą spotykali.
      Chciałam ją jakoś pocieszyć więc powiedziałam:
      - Raczej nie. Po prostu długo cię znam i widzę jak reagujesz kiedy w pobliżu jest Bryan.
      - Wielkie dzięki!- w jej głosie była złość i dziwna nuta wdzięczności za moją opinię.
      Byłam zmęczona więc postanowiłam pójść spać. Powoli wspinałam się po schodach na
      piętro, za mną szła Amity. Skręciłyśmy do mojego pokoju. Wyjęłam z szafy śpiwór i
      położyłam go na podłodze obok śpiworu Am. Jakoś głupio było mi spać na łóżku, kiedy
      ona śpi na podłodze. Usiadłam na fotelu, czekając aż przyjaciółka wyjdzie spod prysznica.
      I znów byłam sama ze swoimi myślami. Pomyślałam o Chris'ie. Jak to możliwe, że taki
      przystojny chłopak jest taki zarozumiały?. Ciekawe dlaczego myślałam akurat o nim?,
      muszę przyznać, że ostatnio zdarzało się to dosyć często. Nie, nie ważne, Celeste dlaczego
      zastanawiasz się nad takimi głupstwami?. Spojrzałam na książkę, którą dała mi Am.
      Wzięłam ją w dłonie i otworzyłam na pierwszej stronie, może być całkiem fajna-
      pomyślałam. Zaczęłam czytać. Nagle przed oczami ujrzałam przerażającą postać
      zabijającą człowieka. Widywałam ją już w snach, jednak nie tak dziką i rządną krwi. To był
      wampir, byłam tego w 100% pewna. Miał na sobie czarny płaszcz. Tak długi, że rąbek
      szaty sięgał ziemi, obraz był rozmazany ale widziałam już kiedyś to miejsce- miejsce
      zbrodni. To była rzadko uczęszczana uliczka w Brooklin'ie. Wampir przypominał mroczny
      cień o ludzkich kształtach. Spod czarnego kaptura ujrzałam szkarłatne oczy i białe
      szpiczaste zęby. Przez chwilę mu się przyglądałam, podniósł głowę a ja szybko opuściłam
      wzrok. Upiór spojrzał na mnie, przenikał mnie wzrokiem i coś mówił w języku, którego
      nigdy dotąd nie słyszałam. Nie miałam jednak czasu o niczym myśleć. Postać rzuciła się w
      moją stronę, zaczęłam uciekać ale wciąż zbyt wolno. Wampir cały czas był tuż za mną.
      Nagle ujrzałam ciemność. Nieprzeniknioną, gęstą niemalże namacalną ciemność.

      ***
      Poczułam ból. Był nie do zniesienia. Usłyszałam czyjś głos. Z całych sił próbowałam
      otworzyć oczy, bezskutecznie. Ktoś był tuż obok mnie. Znów spróbowałam otworzyć
      oczy. Udało się. Leżałam na podłodze. Amity klęczała nade mną, zauważyłam, że nieco
      pobladła. Wyraz jej twarzy ukazywał zatroskanie i strach. Znów poczułam ból. Chyba
      uderzyłam się w głowę. Am pomogła mi wstać i zaprowadziła mnie do łóżka. Usiadłyśmy
      na nim. Zamknęłam oczy i... odleciałam. Czerwone oczy, nienawistny uśmieszek, blada
      twarz kobiety, która do złudzenia przypominała moją ciotkę. Oto obraz, który ujrzałam.
      Zbliżał się do niej. Zaczęła krzyczeć ale nikt jej nie słyszał. Kilka kroków, tyle go od niej
      dzieliło. Pochylił się nad nią, jeden szybki ruch i wbił kły w jej szyję- zaczął sączyć krew.
      Ostatni przeraźliwy krzyk. Kobieta padła martwa. Jej rodzina nigdy nie dowie się co tak
      naprawdę się stało. Wampir wstał i odszedł. Tak po prostu odszedł, mrucząc coś pod
      nosem. Byłam pewna, że to ten sam język, który usłyszałam wcześniej.

      ***

      Co jej się mogło stać?. Ogarnęła mnie panika. Gorączkowo szukałam telefonu,
      bezskutecznie.
      Zaczęłam przetrząsać wszystko w pokoju, na szczęście znalazłam swoją komórkę. Niewiele
      myśląc wybrałam numer.
      - Bryan!. Przyjedź tutaj jak możesz najszybciej!.- krzyczałam w słuchawkę.
      - Am, uspokój się, co się stało?.
      - Nie wiem. Brałam prysznic i wtedy... Celeste, ona...
      - Co jej się stało?, Amity uspokój się, nie rozumiem nic z tego co mówisz.
      - Chyba zemdlała, leży bez znaku życia. A ty każesz mi się uspokoić???.
      - Jak to się stało?. Byłaś przy tym?.
      - Cholera Bryan!. Przestań zadawać tyle pytań i tutaj przyjedź!.
      - Dobra zaraz będę.
      Cała się trzęsłam. Jeszcze kilka razy spróbowałam obudzić przyjaciółkę, nie udało się. Po
      chwili, która wydawała mi się wiecznością usłyszałam warkot silnika. To Bryan-
      pomyślałam. Na szczęście się nie pomyliłam. Otworzyłam mu drzwi, a już w następnej
      chwili wsiedliśmy do samochodu.
      Ja siedziałam z tyłu obok Celeste, Bryan oczywiście prowadził.
      Jechaliśmy jakiś kwadrans, w ciszy mijając zaśnieżone ulice Nowego Jorku.
      Wreszcie dotarliśmy do szpitala. Czas dłużył się niemiłosiernie a my wciąż tkwiliśmy w
      poczekalni. Nagle podszedł do nas jakiś mężczyzna. Był wysoki, miał około 40 lat i
      wyglądał na naprawdę znudzonego życiem.
      - Dr. Adams, co mogę dla państwa zrobić?- zapytał.
      - Nasza przyjaciółka nie daje znaku życia.
      - Nic dziwnego jest kompletnie pijana- odpowiedział oschłym tonem patrząc na Celeste,
      którą podtrzymywał Bryan- powinniście zaprowadzić ją na izbę wytrzeźwień.
      - Jak pan może!. Czy pan ma ją za alkoholiczkę?, ona nic nie piła, przysięgam!. Niech pan
      nam pomoże!.
      - Niech wam będzie, czy wasi rodzice wiedzą o tym, że szwędacie się po nocy?.
      - To nie ma nic do rzeczy!- krzyknęłam niemal wybuchając ze złości.
      - Co to za awantura?. Czy mogę wiedzieć co dzieje się na moim oddziale?- usłyszałam głos
      jakiejś kobiety.
      - Witaj Lindo, jakieś dzieciaki się naćpały i wszczynają zamieszanie- odpowiedział Adams.
      - Pozwól, że ja się tym zajmę- odpowiedziała kobieta nazwana Lindą- więc o co chodzi?-
      zwróciła się do nas- z tobą porozmawiam później- powiedziała ze złością patrząc na
      Adamsa.
      - Nasza przyjaciółka straciła przytomność jakieś pół godziny temu, jeszcze się nie ocknęła-
      powiedział Bryan.
      - Odsuńcie się. Tom, Margaret zabierzcie ją na salę zabiegową- zwróciła się do personelu
      patrząc na Cel.
      Personel zrobił to o co poprosiła ich Linda. Wyjęłam z kieszeni telefon, przez chwilę
      wahałam się co zrobić. Wybrałam numer matki Celeste. Spojrzałam na Bryan'a, siedział
      nad czymś rozmyślając.
      Pierwszy sygn
      • alcia19 Re: Moje dzieło:) część 2 21.04.10, 19:01
        Do neti1994 hmm...Amita bedzie z Bryanem?prawda??;Djak dla mnie akcja sie dzieje za szybko,dialogi sa spoko ale powinnaś dać wiecej opisów.....chciałaś szczerości oto moje zdaniexDChętnie poczytam coś jeszcze twojej twórzczośćibig_grin
      • leslie Re: Moje dzieło:) część 2 21.04.10, 19:19
        Imiona mi się podobają, takie oryginalne big_grin. Ale jak już Ala napisała, trochę
        opisów mi tu brakuje ale ogólnie jest całkiem fajnie wink.
    • karolciaaa_x3 Re: Kącik pisarski 21.04.10, 19:12
      hmm ja piszę czasami opowiadania i mam połowę książki ;d ale to tylko takie coś
      z nudów .
    • mileyfankacyrus Re: Kącik pisarski 21.04.10, 19:18
      Ja tam wolę czytać poezję niż ją pisać!;]
    • leslie Re: Kącik pisarski 21.04.10, 19:24
      Hmm, a co do tematu to zdarza mi się coś pisać, nie jestem jakaś szczególnie
      dobra, ale lubię to. Zwykle moje opowiadania zatrzymują się zanim dobrze się
      rozpoczną, więc właściwie nie mam się czym pochwalić tongue_out.
      • olkajot Ocencie - wiersz 21.04.10, 19:49
        Świetny pomysł, a ja dodam taki wiersz , a Wy ocencie.

        Zakrywam twarz dłońmi .
        Znów popełniłam błąd
        Chcę zapaść się pod ziemię .
        Dlaczego ja zawsze padam Twoją ofiarą?
        • alcia19 Re: Ocencie - wiersz 21.04.10, 19:58
          hmmm...Bardzo twórczy;DMi sie podoba bo ja takiego bym nie umiała napisać....moje przeważnie sa takie ....jak to nazwac....Książkowe???tak chyba tak...albo sa takie o życiu i śmierci....(Emo jeszcze nie jestem)xDa masz jerszcze jakies?
          • olkajot Re: Ocencie - wiersz 22.04.10, 20:29
            Mój blog Who I am ?


            Zobaczcie sobie
        • bez.urazy Re: Ocencie - wiersz 07.05.10, 21:50
          Możliwe, że nie wiem jak wyglądają wiersze, ale ten jest wyjątkowo kiepski. No i oczywiście
          znów podam argumenty - dwa pierwsze wersy są w porządku, ale dwa ostatnie wyglądają
          tak, jakby zostały dopisane, bo nie było pomysłu na ciekawą puentę. No ale to ja mogę
          mieć skrzywione spojrzenie na poezję i za dużo się wymądrzam. Ale skoro prosicie o zdanie
          każdego...
    • anahi011 Re: Kącik pisarski 21.04.10, 20:02
      SUPER ŻE JESTEŚ TAKA SUPER MĄDRAshock KOSZ
    • bialyemomurzyn ` 21.04.10, 20:06
      bialyemomurzyn.blog.onet.pl/
      to jest mój blog, na którym znajdziecie wiersze big_grin co prawda nie wa ich za
      dużo bo nie bardzo kiedy mam czas żeby je dodawać serce
    • rashel Książka 21.04.10, 20:10
      Ja również piszę książkę... A właściwie trzy naraz wink Pisanie jest dla mnie odskocznią od
      problemów. Jednak nie jestem odporna na krytykę, więc raczej nie będę wstawiać
      fragmentów.smile
      Ale pomysł na taki kącik naprawdę świetny. Wszystkie macie talent.big_grin
      • alcia19 Re: Książka 21.04.10, 20:20
        A nie masz nawet bloga?załamałas mnie w tym momencie...ehh To ja moge przeczytać a sie nie wypowiadac??proooszexDTo chyba jedyny temat na którym siedziałam aż 4h przy kompie...i oczywiście sie rozgadałam(jak to w moim przypadku bywa)lubie czytać czyjeś opowiadania,wiersze co kolwiek...ide se bo juz nikt nic nie chce wstawiactongue_outa ja nie mam co czytaccryingŻycze veny kotkikiss
        • olkajot - ha, ha , bu , ha !!! 21.04.10, 20:29
          Przyjaźń to coś wspaniałego ...
          Przyjaźń to coś niezwykłego ..
          Przyjaźń leczy...
          Przyjaźń rani i kaleczy...



          Kim jestem?
          Ba! To jest pytanie.
          Sama siebie do końca nie znam.
          Więc kim jestem?



          Co uleczy tak głęboką ranę?
          Nic , to zostanie na zawsze we mnie.
          Blizna na całe życie.
        • rashel Re: Książka 21.04.10, 20:29
          Niech stracęsmile Oto pierwszy rozdział mojej książki pt."Jezioro Snów". Piszcie szczerze co o
          nim sądzicie.
          Rozdział 1

          Zaczynało padać. Woda rozmywała widoki za oknem, sprawiając, że nie byłam w stanie
          dostrzec amerykańskiej roślinności. Zrezygnowana, powróciłam do czytania książki. W
          końcu nie mogąc się skupić przez szum kropel deszczu przeraźliwie hałasujących o dach i
          szybę zatrzasnęłam powieścidło. Niestety przez szelest kartek obudziłam swoją ośmioletnią
          siostrę Jane. Dziewczynka otworzyła szeroko oczy i pisnęła:
          - Już? Jesteśmy na miejscu?
          - Jeszcze nie, kochanie - uspokoiła ją mama znad leksykonu, który właśnie przeglądała.
          Jane westchnęła teatralnie i wróciła do przerwanego zajęcia. Po chwili usłyszałam cichutkie
          chrapanie.
          Oparłam głowę o szybę. Najchętniej poszłabym w ślady siostry i tak jak ona odpłynęła w
          krainę snu. Zmęczenie coraz mocniej dawało mi się we znaki. Dwugodzinny lot samolotem,
          a teraz jazda samochodem...
          Całe to zamieszanie było spowodowane nagłym awansem taty.
          Właśnie z tego powodu przeprowadzaliśmy się z kanadyjskiej Churchill do amerykańskiego
          stanu Maryland, gdzie znajdowało się miasto Baltimore. O tej miejscowości, wiedziałam
          bardzo niewiele: leży u ujścia rzeki Patapsco, nad zatoką Chesapeake. Myślę, że każdy
          byłby tego świadom mając do dyspozycji mapę Ameryki Północnej. Jeżeli o mnie chodzi,
          mogę śmiało powiedzieć, że należę do grona tych szczęśliwców.
          - Elaine, pamiętaj, że jutro idziesz do szkoły- przypomniała mi mama wprawiając mnie tym
          zdaniem w zły nastrój.
          - Wiem- powiedziałam głośniej niż zwykle.
          Od kilku dni rodzice wciąż powtarzali mi o przykrym obowiązku, który na mnie czekał.
          Zachwycali się liceum, do którego miałam uczęszczać, przy każdej okazji powtarzając , że
          jest to najlepsza szkoła w mieście. Jeżeli o mnie chodzi było mi to obojętne.
          Westchnęłam z rezygnacją powracając do, odłożonej pół godziny temu, książki. Co za
          żenada, pomyślałam po chwili stwierdziwszy, że lektura opowiada o trupach wysysających
          krew, niejakich wampirach. Zdegustowana schowałam opasły tom na sam spód torebki.
          Nuda ostro dawała mi się we znaki. Nienawidziłam żmudnej, kilku godzinowej jazdy.
          - Daleko jeszcze? – spytałam marudnie nie mogąc się powstrzymać. Położyłam głowę na
          oparciu siedzenia taty cierpliwie czekając na odpowiedź.
          - Elaine! – zdenerwował się ojciec.
          - Pytałaś o to dokładnie dziesięć minut temu.
          Czy to możliwe, że czas tak wolno płynie?
          - A tak w ogóle to gdzie obecnie jesteśmy? – dopytywałam się.
          Tata posłał mi wściekłe spojrzenie, które dostrzegłam w lusterku, ale nic nie odpowiedział.
          - Jesteśmy na miejscu- oświadczył, w chwili gdy wkładałam do uszu słuchawki od mp4.
          Zaśmiał się widząc moją zdezorientowaną minę.
          Usłyszawszy to, Jane zerwała się na równe nogi. Wyskakując z auta uderzyła się o sufit,
          lecz to jej nie powstrzymało, pobiegła w stronę domu nie oglądając się za siebie.
          Rodzice śmiejąc się podążyli za młodszą córką. Na mnie spadł obowiązek wnoszenia
          bagażu. Z westchnieniem rezygnacji otworzyłam bagażnik powoli wyciągając walizki i pudła
          z najpotrzebniejszymi rzeczami. Jeden z wystających kartonów niebezpiecznie się
          przechylił i zanim zdołałam go złapać spadł z łoskotem na krawężnik ukazując pokaźny
          stos książek medycznych. Powstrzymałam wybuch śmiechu. Mama od miesiąca wmawiała
          mi i tacie, że sprzedała wszystkie książki na aukcji internetowej. Mimo jej szczerych
          zapewnień wiedziałam, że nie potrafiłaby się z nimi rozstać. Schyliłam się i pospiesznie
          zaczęłam pakować grube księgi do pudła. Postanowiłam nie dać po sobie poznać, że
          odkryłam jej tajemnicę.
          - Dobry wieczór – usłyszałam kobiecy głos. Podniosłam głowę i spojrzałam na dom
          znajdujący się naprzeciwko. W ogródku stała starsza siwa pani patrząc na mnie z
          zaciekawieniem.
          - Dobry wieczór – odpowiedziałam zdając sobie sprawę, że kobieta zwróciła się
          bezpośrednio do mnie.
          - Nowi sąsiedzi? – spytała wpatrując się w leżące na chodniku bagaże.
          - Tak. Właśnie się wprowadzamy.
          - Meredith Firth. – przedstawiła się, przechodząc przez ulicę i wyciągając do mnie rękę na
          powitanie.
          - Elaine Bender – odwzajemniłam uścisk.
          - Miło mi panią poznać – dodałam.
          - Mnie również. – powiedziała pomagając mi podnieść wszystkie porozrzucane książki.
          Nagle padająca mżawka zamieniła się w prawdziwą ulewę.
          - Och! Zostawiłam otwarte okno! – krzyknęła pani Firth biegnąc pospiesznie do swojego
          domu.
          - Do zobaczenia! – krzyknęła wchodząc do mieszkania.
          Kiedy odwróciłam się w stronę posiadłości pani Firth by odmachać stojącej w oknie
          sąsiadce mogłabym przysiąc, że zobaczyłam ponurą postać tkwiącą w cieniu drzew
          otaczających jej ogródek. Jednak chwilę później, kiedy odgarniałam z twarzy pozlepiane
          od deszczu włosy, nie dostrzegłam już nikogo.
          Kiedy utworzyłam stos ze wszystkich pudeł i ostrożnie wzięłam go na ręce, drzwi do domu
          otworzyły się z hukiem.
          - Elaine co Ty tu robisz? – spytał zdezorientowany tata patrząc na ociekającą wodą
          sylwetkę swojej córki.
          - Wypakowuję bagaże.
          - Zupełnie zapomniałem – powiedział roztargniony biorąc do rąk walizki leżące obok auta.
          - Wejdź do środka. – zachęcił mnie uśmiechając się szeroko.
          Wzięłam głęboki oddech i powoli przekroczyłam próg mojego nowego domu.

          Korytarz prowadzący do salonu miał odcień beżu. Na ścianach wisiały kolorowe obrazy z
          motywem kwiatów. Pokój dzienny był przestronny, a jego ściany pomalowane były na
          niebiesko. Liliowe firanki idealnie komponowały się z nowoczesnym wyposażeniem. Całość
          tworzyła naprawdę piorunujący efekt.
          Uśmiechnęłam się pod nosem i postawiłam torby w kącie, obok jednego z krzeseł.
          Tymczasem Jane postanowiła pobawić się w berka. Już po chwili, razem z rodzicami
          biegała po całym mieszkaniu. Czując się jak intruz, postanowiłam pójść do kuchni i zrobić
          kolację. Miałam nadzieję, że nikogo nie otruję. Nie posiadałam talentów kulinarnych.
          Pomieszczenie było dosyć malutkie, w porównaniu do salonu, ale mieściło wiele sprzętów
          wprost wymarzonych dla gospodyń domowych. Och! Ale... po co aż dwie lodówki?
          Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zaskoczona, zastygłam w bezruchu.
          - To pewnie pizza!- zawołał tata.
          Odetchnęłam z ulgą.
          Po chwili do kuchni wpadła Jane, oraz mama i tata niosący jedzenie, które uratowało
          naszą dzisiejszą wieczerzę i żołądki.
          Usiedliśmy wszyscy przy wielkim drewnianym stole w kształcie kwadratu.
          - I jak wrażenia? - spytała mama spoglądając na Jane.
          - Super! - krzyknęła zarumieniona z emocji i zmęczenia, dziewczynka.
          - Elaine?
          - Ekstra - powiedziałam szczerze.
          Wzięłam do ust kawałek pizzy.
          - Tylko pamiętajcie, że pierwsza noc w nowym domu jest najważniejsza.
          - Och tato! Chyba w to nie wierzysz?- prychnęłam.
          Zważając na nasze wielokrotne przeprowadzki na prawie wszystkich możliwych
          kontynentach świata, stare powiedzenie z pewnością się nie sprawdza. Przynajmniej w
          przypadku mojej rodziny.
          - Wierzę - nadąsał się tata.
          Pokiwałam głową z pobłażaniem.
          Przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Rozejrzałam się po kuchni spoglądając na każdy,
          choćby najmniejszy element dekoracji i wyposażenia. Wiedziałam, że być może niedługo
          znów się przeprowadzimy, więc postanowiłam zapamiętać każdy szczegół tego domu. W
          końcu mama wstała, przerywając moją obserwację i oznajmiając zagadkowym tonem:
          - Elaine, jak skończysz jeść to przyjdź do salonu.
          Przyznaję, zaintrygowała mnie. Rzuciłam pizzę na talerz i wybiegłam z kuchni.
          Zastałam mamę siedzącą na sofie i obracającą w dłoniach jakiś mały, zagadkowy
          przedmiot.
          - O co chodzi? - spytałam podejrzliwie.
          - Proszę. Mały prezent na ułatwienie życia w Baltimore. - rzuciła mi ową tajemniczą rzecz,
          którą pospiesznie próbowałam złapać. Szczerze mówiąc, mama powinna się już
          przyzwyczaić, że mam dziurawe ręce i nie jestem w stanie złapać lecących... kluczyków
          • rashel Re: Książka cz.2 21.04.10, 20:31
            - Jeep – wyjaśniła.
            - Aha - wydukałam nadal oszołomiona.
            Mama zaśmiała się widząc moją zdezorientowaną minę.
            - O ósmej odwieziesz Jane do szkoły- powiedziała na odchodnym.
            - Ty masz na dziewiątą!- krzyknął tata. Mimo swoich wyraźnych chęci popsucia mi humoru
            odniósł porażkę.
            Dostałam jeepa!!!
            - Ok! - wrzasnęłam.
            W końcu, kiedy ochłonęłam weszłam po schodach prowadzących do mojego pokoju.
            Wzięłam głęboki oddech i powoli uchyliłam drzwi.
            Powitały mnie ciemnoniebieskie ściany, fioletowe łóżko i szafki tego samego koloru.
            Dębowe panele, wielkie drewniane biurko i kolekcja moich wspólnych zdjęć z Jane wisząca
            na ścianie.
            Postawiłam karton ze swoimi rzeczami koło łóżka i położyłam się na mięciutkiej pościeli
            (niebieski kolor), dopiero teraz zdając sobie sprawę ze zmęczenia, które odczuwałam. Nie
            zawracając sobie głowy przebieraniem się w piżamę zamknęłam oczy i niemal od razu
            zasnęłam.

            Znajdowałam się w ciemnym, mrocznym lesie. Wiatr kołysał pobliskie drzewa, które
            rozświetlał blask księżyca w pełni. Przerażona tajemniczą scenografią rozejrzałam się
            dookoła, by upewnić się czy jestem sama.
            - Jane! – zawołałam dostrzegając moją ośmioletnią siostrę, stojącą tuż za mną.
            Kiedy do niej podeszłam dziewczynka spojrzała na mnie ze łzami w oczach, szepcząc:
            - Idź! Biegnij Elaine to pułapka.
            - Jane, co się dzieję? Gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce?
            - Miejsce Twojej śmierci. – powiedziała złowieszczo dziewczynka, a jej oczy przybrały
            szkarłatną barwę.
            Zaczęłam krzyczeć.

            Obudziłam się zlana zimnym potem. Z trudem łapałam powietrze. Obrazy z koszmaru
            wciąż tkwiły w mojej podświadomości. Wzięłam kilka głębokich oddechów, żeby się
            uspokoić.
            Nie ma co. Świetna, pierwsza noc w nowym domu. A wszystko przez tą kretyńską książkę.
            Powoli wstałam z łóżka i wzięłam do ręki telefon komórkowy, w celu sprawdzenia godziny
            na wyświetlaczu. Była czwarta dwadzieścia trzy.
            Zrezygnowana usiadłam na wielkim, szerokim, drewnianym parapecie, który równie dobrze
            mógłby zastępować biurko. Otworzyłam szeroko okno, by złapać ostatnie wakacyjne
            powietrze. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że za kilka godzin rozpocznie się kolejny rok
            szkolny pełen udręki, nauki i upokorzeń.
            Na zewnątrz wiał lekki, chłodny wiaterek.

            Rano słaniając się ze zmęczenia obijałam się o meble. Zastanawiałam się czy wczoraj
            rzeczywiście stały w takich miejscach. Może ktoś je przestawił? Raczej w to wątpiłam
            szczególnie po tym jak podczas przeprowadzki do Anglii złamałam palec wpadając na
            jedną z wystających szafek. Potrzebowałam czasu, żeby przyzwyczaić się do nowego
            domu i jego przestrzeni. Chociaż czy jest sens to robić kiedy prędzej czy później i tak
            przeniesiemy się do innego miasta, państwa albo na inny kontynent?
            Kiedy weszłam do kuchni, moim oczom ukazała się ubrana, uczesana i wyraźnie
            zniecierpliwiona Jane.
            - Nareszcie. - odetchnęła z ulgą - spójrz, która jest godzina.
            - Siódma? - odpowiedziałam niepewnie.
            Dziewczynka spojrzała na mnie z oburzeniem.
            - Kwadrans po siódmej. Nie wiem czy pamiętasz, ale za godzinę muszę być w szkole. Idź i
            zrób coś ze sobą – westchnęła patrząc na mnie z rezygnacją. Doprawdy chyba za dużo
            czasu ze mną spędzała, jeżeli zaczęła naśladowywać moje miny i powtarzać zaczerpnięte
            ode mnie teksty.
            Mimo to posłusznie poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam i pomalowałam rzęsy, by
            doprowadzić się do stanu używalności.
            - Lepiej - osądziła moja siostra - Teraz możesz mnie zawieźć.
            Roześmiałam się, wzięłam swoją torbę i wyszłam z Jane na zewnątrz.
            Ku mojej uciesze świeciło słońce.
            Drogę do szkoły ośmiolatki, pokonałam w stosunkowo krótkim czasie. Nie ma to jak GPS.
            - Powodzenia - rzuciłam, gdy Jane wychodziła z samochodu.
            - Wzajemnie - uśmiechnęła się, dzielnie idąc ku gmachowi szkolnemu.
            Zdębiałam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że czekają mnie kolejne przeszkody do
            pokonania. Na przykład nawiązywanie kontaktów z rówieśnikami.
            Nigdy nie należałam do osób towarzyskich. Owszem, przyznaję miałam koleżanki i
            kolegów, lecz nigdy przyjaciół. Wolałam nie nawiązywać bliższych znajomości bo i tak
            prędzej czy później wyprowadziłabym się z miasta co byłoby dla mnie jeszcze bardziej
            trudne. Właśnie z tego względu byłam typem samotniczki. Szczerze mówiąc, nie
            przeszkadzał mi taki sposób bycia.
            Droga do High School minęła mi na analizie mojego siedemnastoletniego już życia.
            Kiedy wjechałam na szkolny parking z zaskoczeniem stwierdziłam, że jest pusty. Radiowy
            DJ ogłosił godzinę ósmą. Miałam sześćdziesiąt minut do rozpoczęcia zajęć. Korzystając z
            wolnego czasu postanowiłam zwiedzić szkolne błonia. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w
            nieznane.
            Liceum do którego miałam uczęszczać było wielkim, szarym, nieco dziwacznym
            budynkiem. Otaczały go ławki i stoliki, porozstawiane we wszystkich możliwych miejscach.
            Z pewnością właśnie tutaj, w czasie ładnej pogody, uczniowie jadali lunch. Rozejrzałam się
            dookoła stwierdzając, że nie ma tu już nic do oglądania.
            Po krótkim namyśle postanowiłam udać się do sekretariatu po plan zajęć. Wnętrze
            amerykańskiej szkoły, nie różniło się zbytnio od moich poprzednich. Pocieszona
            pospolitością obiektu weszłam do odpowiedniego pomieszczenia.
            - Dzień dobry – przywitałam się grzecznie, rozglądając się po sekretariacie. Ściany
            ozdobione były różową tapetą w kolorowe wzory. Wszędzie gdzie było to możliwe stały
            pomarańczowe kwiaty w różowych wazonach. Z pewnością ten pokój był
            najbarwniejszym w całej szkole, ale jeżeli o mnie chodzi wolałam ponure, szare ściany
            korytarza. Jak dla mnie było tu po prostu za kolorowo i zbyt kiczowato.
            - Witaj złotko. O co chodzi? – spytała pulchna blondynka koło pięćdziesiątki siedząca przy
            wściekle różowym biurku. Postanowiłam nie dać po sobie poznać, jak bardzo nienawidzę
            tego koloru.
            - Jestem nową uczennicą. Nazywam się Elaine Bender.
            Sekretarka odszukała potrzebną kartkę, spod sterty papierzysk.
            - Zgadza się. Proszę, tu masz kluczyki do szafki i plan zajęć - podała mi przedmioty.
            - O nic się nie martw. Nauczyciele są powiadomieni o Twoim przybyciu. – mrugnęła do
            mnie przyjaźnie – Powodzenia.
            - Dziękuję - roześmiałam się.
            Kiedy wychodziłam z pokoju, rozległ się dzwonek. Godzina minęła zaskakująco szybko.
            Jak zawsze kiedy czekało mnie coś nieprzyjemnego.
            Odszukałam swoją półkę (nr 134), wsadziłam do środka bluzę i powoli przekręciłam
            kluczyk. Spojrzałam na plan lekcji, który trzymałam w ręku i z przerażeniem stwierdziłam ,
            że pierwszą lekcją jest fizyka. Zaczęłam powoli żałować, że swoją przyszłość związałam z
            medycyną. Gdybym postąpiła inaczej z pewnością nie musiałabym chodzić na ten głupi
            przedmiot.
            Chcąc, nie chcąc (raczej to drugie) popędziłam do sali numer 152. Wpadłam do
            pomieszczenia i pospiesznie zajęłam miejsce z tyłu klasy.
            Zajęcia prowadził pan Neal, gruby i łysawy nauczyciel o wyglądzie Frankensteina. Jego
            wykład o energii był tak monotonny, że mimo najszczerszych chęci nie byłam w stanie
            zrozumieć objaśnianych przez niego zadań. Równie dobrze nauczyciel mógłby mówić do
            ściany. Kto wie, może ona prędzej by go zrozumiała ode mnie. Spojrzałam dookoła
            uświadamiając sobie, że wszyscy uczniowie starannie zapisują notatki.
            W chwili kiedy próbowałam wyrwać kartkę z zeszytu zabrzmiał upragniony dzwonek.
            Z ulgą spakowałam swoje rzeczy, z zamiarem szybkiego wyjścia z klasy.
            - Cześć - zagadała mnie rudowłosa dziewczyna o zielonych oczach, która siedziała w ławce
            przede mną.
            - Hej - odpowiedziałam niepewnie.
            - Jestem Missy - przedstawiła się.
            - Elaine.
            - Pierwszy dzień w nowej szkole? – zagadała.
            - Mhm - mruknęłam nie wiedząc o co jej chodzi. Cóż... Może potrzebowała pieniędzy na
            papierosy? Pewnie jak skłamię, że nie mam przy sobie drobnych to zacznie mi grozić. W
            Kanadzie takie sytuacje często się zdarzały. Moje koleżanki były bardzo często zastraszane
            przez takich osobników. Więc tutaj może też tak jest? W końcu to jeden
            • rashel Re: Książka cz.3 21.04.10, 20:32
              W końcu to jeden kontynent. Właśnie zastanawiałam się, czy mam przy sobie kilka
              dolarów, gdy nagle dziewczyna podskoczyła i z ekscytacją w oczach zawołała:
              - Naprawdę? Mój też! Wiesz od razu pomyślałam, że jesteś nowa, bo tak jak to ze mną
              było przy wyczytywaniu nazwisk, wszyscy się odwrócili. Skąd przyjechałaś? A może jesteś
              tutejsza? Zmieniłaś szkołę?
              - Przez ostatnie dwa lata mieszkałam w Kanadzie. W Churchill.- powiedziałam nieco
              zaskoczona takim obrotem sprawy. Przyjrzałam się uważniej mojej rozmówczyni.
              Rzeczywiście nie wyglądała na jedną z osób, które nastraszały niewinnych uczniów.
              - Ja jestem z Sheridan. Jaką masz teraz lekcję?
              - Historię z Roberts'em.
              - Ja mam angielski – westchnęła smutno.
              - Może spotkamy się na lunchu? – spytała szybko.
              - Ok. Jasne.
              Missy pomachała mi na pożegnanie. Zrobiło mi się głupio, że podejrzewałam ją o
              wyłudzanie pieniędzy.
              Weszłam do sali z numerem 164, w której miała się rozpocząć kolejna godzina męki.
              Niestety wszystkie tylne ławki były zajęte. Z rezygnacją usiadłam przy trzecim stoliku, w
              środkowym rzędzie.
              Po chwili do klasy wszedł nauczyciel o urodzie Australijczyka. Od razu zaczął sprawdzać
              obecność. Na swoje nieszczęście byłam pierwsza na liście.
              - Elaine Bender.
              - Obecna. – powiedziałam wypranym z wszelkich emocji głosem.
              - Hm... Witamy nową uczennicę - uśmiechnął się przymilnie.
              Z trudem powstrzymałam się żeby nie spojrzeć na niego jak na idiotę.
              Tymczasem pan Robert’s kontynuował nękanie uczniów. Dopiero teraz zwróciłam uwagę
              na innych licealistów.
              Wyczytany po mnie Matthew Carter był typowym luzakiem. Nie przejmując się
              ostrzegawczym spojrzeniem nauczyciela wyciągnął nogi na ławkę i ziewnął ze znudzeniem.
              Od razu poczułam do niego sympatię. Kolejna uczennica Lynne Lewis była dosyć
              nieśmiałą i niepewną siebie dziewczyną. Jej przeciwieństwem była Emma Waterhouse.
              Zarozumiałą snobkę obchodził tylko wygląd własnych paznokci, które właśnie piłowała.
              Josh Whittal o wyglądzie kujona zapamiętale czytał podręcznik, zapisując ważniejsze daty.
              Moją obserwację brutalnie przerwał nauczyciel, który zaczynał dyktować notatkę. Z
              westchnieniem rezygnacji wzięłam do ręki długopis i zapisałam pierwsze zdanie.

              Następną lekcją była matematyka. Pan Smith, stary, zasuszony nauczyciel, w ramach
              sprawdzenia moich umiejętności z zakresu przedmiotu wezwał mnie do tablicy. Wepchnął
              mi do ręki stary, brudny podręcznik i pokazał zadanie, które miałam rozwiązać. Zdębiałam.
              Był to dział o uroczej i znienawidzonej przez mnie nazwie "geometria".
              Tylko spokojnie, powtarzałam sobie spanikowana.
              Wzięłam głęboki oddech i chwyciłam do rąk wielką, drewnianą ekierkę. Nie miałam pojęcia
              co z nią zrobić, ale z tego co wiedziałam była potrzebna do rozwiązania zadania.
              Przekręciłam ją w dłoniach tak niefortunnie, że z hukiem spadła na ziemię. Podniosłam ją
              szybko czując, że robię z siebie kompletną idiotkę.
              Z trudem przełknęłam ślinę.
              - Nie wiem, panie profesorze. Nie potrafię rozwiązać tego ćwiczenia. – wymamrotałam
              zgodnie z prawdą.
              - Bender, z przykrością muszę wstawić Ci ocenę niedostateczną. – powiedział wykrzywiając
              usta. Dopiero później uświadomiłam sobie, że to był uśmiech.
              Wróciłam do ławki pod ostrzałem wścibskich spojrzeń. Kompromitacja do kwadratu.
              Usiadłam na krześle i zerknęłam na tablicę, by przyjrzeć się prawidłowemu rozwiązaniu
              matematycznego okropieństwa. Zauważyłam, że w rzędzie obok, siedzi chłopak patrzący
              wprost na mnie. Jego pełna wyższości mina i ironia w ślicznych, jasnoniebieskich, oczach
              sprawiła, że moja irytacja nie znała granic. Wściekła odszukałam w podręczniku
              odpowiedni wzór i zaczęłam przepisywać go do zeszytu. Postanowiłam bardziej przyłożyć
              się do matmy.
              - Winslow! Odwróć się przodem do tablicy! - krzyknął pan Smith.
              Chłopak z wyraźnym znudzeniem wykonał polecenie nauczyciela. Odetchnęłam z ulgą.
              Swoją drogą ten cały Winslow musiał być zagorzałym fanem matematyki. Pewnie na
              każdego się tak gapił, jeśli ten śmiał nie rozwiązać zadania.
              Nienawidziłam kujonów. Sama miałam czwórki i moją chlubą było to, że nie jestem
              prymuską.
              • rashel Re: Książka cz.4 21.04.10, 20:33
                Pocieszona wyruszyłam na ostatnią lekcję przed lunchem, czyli w - f. Wychowanie fizyczne
                było jednym z moich ulubionych przedmiotów. Przynajmniej w ciągu tej godziny mogłam
                spokojnie odpocząć i zregenerować siły.
                Niestety czas minął nieubłaganie i już po chwili udałam się w kierunku stolików.
                - Elaine! - zawołała Missy, machając ręką by wskazać odpowiednie miejsce.
                - Cześć - powiedziałam po chwili, siadając na jednym z krzeseł. Koło mnie znajdowała się
                brunetka z burzą loków o wielkich, lekko wytrzeszczonych, piwnych oczach.
                - Imre Janisch - przedstawiła się.
                - Elaine Bender.
                - Missy mówiła, że przyjechałaś z Kanady. To prawda?
                - Tak. Z Churchill.
                - Ja pochodzę z Węgier, ale już od pięciu lat mieszkam w Ameryce. - powiedziała Imre.
                - Za chwilę wracam - rzuciła Missy, znikając w tłumie licealistów.
                - Nie wyglądasz na Kanadyjkę - stwierdziła Imre. Miałam wrażenie, że dziewczyna zmusza
                się do rozmowy.
                - Moja mama jest Francuską, a tata Amerykaninem – wyznałam niechętnie, jak zawsze
                Kidy musiałam opowiadać o sobie.
                - Wow - roześmiała się moja nowa koleżanka. Zapadła niezręczna cisza.
                Po chwili do stolika wróciła Missy, z kilkoma nowymi osobami.
                - Rodzeństwo Elizabeth i Matthew, Della, Jude i Alexis – przedstawiła.
                Matthew był owym chłopakiem, z którym chodziłam na historię. Reszty osób nie znałam.
                - Cześć - przywitałam się
                – Elaine.
                - Hej!
                Usiedli przy stoliku.
                Już po chwili okazało się, że Jude i Matt mają świetne poczucie humoru. Obie z Missy omal
                nie popłakałyśmy się po wysłuchaniu relacji z ich obozowych przygód. Za to Elizabeth
                sprawiała wrażenie cichej i bardzo skrytej, a Della i Alexis szczerych i otwartych na nowe
                znajomości.
                Nie mogłam sie nadziwić skąd Missy wytrzasnęła tyle osób do towarzystwa. Jednak
                najbardziej z całej paczki polubiłam akurat ją. To właśnie z Missy ucięłam sobie długą
                pogawędkę o Baltimore i nowej szkole. Jude podczas naszej rozmowy przyglądał mi się z
                zaciekawieniem.
                Nagle do stolika podszedł Winslow. Łypnęłam na niego groźnie. Powstrzymał wybuch
                śmiechu.
                Zauważyłam kątem oka, że Alexis spojrzała na niego z uwielbieniem. Przewróciłam oczami,
                uważając przy tym żeby dziewczyna nie dostrzegła mojej miny.
                - Imre? - spytał zaskakująco zachrypniętym i niskim głosem.
                - Słucham? O co chodzi Shawn?
                Shawn. Shawn Winslow.
                - Rachel jest trochę przybita. Mogłabyś wpaść do nas po szkole? Wytłumaczyć jej co
                nieco?
                - Jasne. Nie ma sprawy.
                - Dzięki.
                - Shawn, nie przejmuj się. Wszystko się jakoś ułoży. Zobaczysz. – pocieszyła go
                dziewczyna.
                - Imre, wydaje mi się, że tym razem to nie jest sytuacja, do której Rachel się przyzwyczai -
                rzucił na odchodnym.
                Spojrzał na mnie przelotnie i odszedł.
                Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że chłopak wyglądał na zmęczonego, wręcz
                schorowanego. Sińce pod oczami mogły być efektem zarwanej nocy. W ogóle Shawn
                cały był jakiś potargany. Włosy ułożone bez składu i ładu, byle jaka czarna bluza.
                Wszystkie te dosyć istotne szczegóły nie tylko nie potrafiły go oszpecić, ale co najgorsze,
                dodawały mu uroku. Z pewnością uchodził za przystojnego, co choćby potwierdzała
                reakcja Alexis i innych dziewczyn, koło których przechodził, ale ja nie zwracałam na to
                najmniejszej uwagi.
                Dla mnie był bezczelnym i aroganckim młodym alkoholikiem z kacem.
                W Anglii też się tacy zdarzali. Zresztą jak wszędzie.
                - Elaine!
                - Słucham? – spytałam, zdając sobie sprawę, że wciąż gapię się na odchodzącą sylwetkę
                chłopaka.
                - Dzwonek - powiedziała Imre
                - Co teraz masz?
                Wyciągnęłam plan zajęć.
                - Hm… Chemię z Lawson'em.
                - Ja też - roześmiała się – Chodź.

                Pierwszy dzień w szkole powoli dobiegł końca. Wracając do domu wstąpiłam po Jane.
                Rozemocjonowana opowiadała mi o swoich nowych koleżankach i nauczycielach.
                - Było naprawdę super – podsumowała. Spojrzałam na jej zaróżowioną twarzyczkę,
                zdając sobie sprawę, że wyrosłam już z odczuwania głębszych emocji.
                - To fajnie. U mnie też nie było źle. – mruknęłam ponuro.
                W końcu dojechałyśmy na miejsce. Otworzyłam drzwi do domu.
                Pusto. Rodzice jak zwykle byli w pracy.
                Jane zmęczona wrażeniami dnia położyła się na sofie i zasnęła. Jeżeli chodzi o mnie to
                postanowiłam poczytać swoją ulubioną książkę, czyli "I nie było już nikogo…" Agathy
                Christie. Wzięłam do rąk powieść i weszłam po schodach do swojego pokoju. Włączyłam
                cichutko wieżę stereo i zagłębiłam się w lekturze.
                Za oknem zaczął padać deszcz. Zamknęłam oczy.

                Biegłam ile sił w nogach. Otaczający mnie mroczny las, spowity mgłą wydawał złowieszcze
                odgłosy. Pod moimi stopami słyszałam dźwięk łamanych gałązek i szeleszczących liści.
                Nagle usłyszałam ciche warknięcie. Powoli odwróciłam głowę...



      • ankajb read please !~! 19.05.10, 20:29
        Także piszę coś od czasu do czasu.<br />
        O to fragment jednej z historii :

        Kiedy idę w stronę księgarni, w której pracuję , mijam miliony markowych
        sklepów i butików. W soboty jest w nich pełno ludzi, którzy oglądają,
        przymierzają i w końcu kupują te wszystkie ciuchy. Przeciągnięcie kartą po
        terminalu, podpis na rachunku, wręczanie toreb i to : "Dziękujemy za zakupy.
        Zapraszamy ponownie" od sprzedawczyń. Potem te rzeczy wylądują w szafach
        kupujących. Będą noszone raz, maksimum dwa razy. Co z tego, że kosztowały
        fortunę. Minie ich pięć minut sławy i odejdą w zapomnienie. Zostaną zastąpione
        nowymi rzeczami. Bo przecież oni, nie mogą założyć czegoś co już jest niemodne.
        Czasami mam wielką ochotę wejść do któregoś z tych sklepów i także coś kupić.
        Coś co nie będzie mi potrzebne. Coś co kupię, żeby po prostu mieć. Kłamałabym
        mówiąc, że nigdy nie zazdrościłam tym ludziom. Bo zazdrościłam i czasem nadal
        zazdroszczę. A czego ? No cóż, głównie tego, że mogą pieniądze wydawać na
        takie małoznaczące rzeczy, bo mają ich tak dużo. Ale staram się nie narzekać.
        Niektórzy mają gorzej. Cieszę się z tego, że mam dom, ojca i że mogę się
        uczyć. Są tacy, którzy nie mają nawet tego. Więc cieszę się, że jestem sobą.


        Napiszcie co myslicie prosze !!!
    • karusek1997 Fajne fajne 21.04.10, 20:13
      sUUPEr wink)

      Na pewno coś napiszę ale nie teraz bo jestem przeziębiona i na chwilkę
      wskoczyłam na neta to tu to tam i 10 minutek ;**

      nk itd. ;**big_grin
    • zuza_12_ ale czytania ;p 21.04.10, 20:22
      no to bede miała czytania bo uwielbiam waszą twórczość big_grin
      serce
    • sophie_annabet @neti1994 21.04.10, 20:30
      po 1. piszesz opowiadanie, nie scenariusz filmowy, więc nie widzi mi się 3/4
      dialogów w notce. podstawą opowiadania jest OPIS, OPIS i jeszcze raz OPIS. nie
      ma sensu pisać, jeśli Wasza twórczość to same wypowiedzi i zero jakiegokolwiek
      opisu.
      po 2. akcja toczy się za szybko! nawet nie mrugnęłam, a Twoja bohaterka zrobiła
      już tysiąc rzeczy na raz. nie można wplatać za dużo akcji, bo to się staje
      nudne. Twoja bohaterka tylko coś robi, prawie jak w pamiętniku. Jak już się
      trafił ten opis przeżyć wewnętrznych, to był taki poplątany, że nie mogłam go
      czytać. tutaj ona dzwoni do kumpeli, pełen luzik, a nagle wyskakujesz z jakimiś
      zabójstwami. i ona czuje gniew? ja tam bym się bała, a nie zgrywała twardzielkę,
      gdybym została sama w domu, gdy wokół dochodzi do masowych mordów. W dodatku jej
      matka nie wraca, tylko dalej jest gdzieś (w pracy?). Moja by rzuciła wszystko i
      kazała lecieć do Honolulu, ale okej.
      3. logika. wiesz, jak to jest nie jeść przez cały dzień? albo jeść tylko tosta
      nad samym ranem, podczas gdy panuje wieczór? powinno jej być niedobrze z głodu,
      a jej po prostu "burczy w brzuchu". na dodatek ona o głodzie zapomniała! hahaha,
      fajnie, fajnie.
      Poczułam chłód. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego - to
      niesamowite, jakie możliwości ma Twoja bohaterka. może czegoś w ogóle nie czuć,
      a dopiero po kilku minutach do niej dociera, że czuć powinna. jejq.
      kiedy jej potrzebuję, a ja dzisiaj nie dałam jej odpowiedzi na jedno proste
      pytanie.
      - no nie... ja tam nie zawsze odpowiadam moim przyjaciołom nawet
      na banalne pytania, a przecież to nie ma nic do rzeczy, że często są przy mnie.
      trochę bzdurne, nie uważasz? -,-


      uch... nie mam siły na dalsze rozdziały. akcja toczy się tak szybko, że aż mnie
      zniechęciłaś. ciągle jest tylko: zrobiła to, zrobiła tamto. brakuje logiki i
      przede wszystkim OPISÓW!!! opisów wewnętrznych, które są bardzo ważne! dużo
      pracy Cię czeka, oj dużo. po prostu pisz, chowaj swoje stwory gdzieś głęboko, a
      po jakimś czasie i po entym opowiadaniu będziesz mogła je opublikować i cieszyć
      się z dobrych ocen. tyle ode mnie, wymęczyła mnie ta mała ilość tekstu okropnie.
    • twilight_cnie muaa 21.04.10, 20:51
      no tak keidys pisalam ale wychodzilo mi tak srednio teraz nie mam kiedy
      zabardzo ale moge dac tu jedną piosenke taką nie zabardzo fajną ale...ale tak ! xd
      hehe a jak chciecie opowiadanie to moge wam dac tu prace z polaka pt. budze
      sie i jestem na bezludnej wyspie...
      pisalam ją na kompie wiec moge dac ale jest w niej pare bledow których juz nie
      poprawialam bo jak to pisalam mialam lekkiego dola
      z góry sorki za bledy ty l-ł bo mój mózg nie dziala po 20 i wgl
      a wiec dac czy nie dac o to jest pytanie?
      • rashel Re: muaa 21.04.10, 21:20
        Daćsmile
      • alcia19 Re: muaa 21.04.10, 22:31
        DAĆ!!!!!...jestem chora jak czegoś nie przeczytambig_grin.cool
    • fankazmierzch3 Re: Kącik pisarski 21.04.10, 21:39
      ja pisze cos w stylu ksziązki.no opowiadaniem tego nie nazwe i nie umieszczenie tu ani
      początku ani fragmentu,wole sie nie ośmieszać
    • aivelen Re: Kącik pisarski 21.04.10, 21:54
      ja też piszę, ale jakos nei mam ochoty tego publikować bo primo: jest to strasznie długie drugo: wstydze sie trzecio: mam kilka takich cosiów, ale to bardziej podlega pod ksiazki czwarto: tak naprawde to ja sie nie wstydze. ja sie cholernie wstydze. nawet pokazanie tego moim przyjaciołkom wiele kosztuje, uwierzcie. piąto: wszystkim, którzy czytali cos mojego ( blogi, wypracowania, coś ksiazkopodobnego), zawsze sie podoba ( nie wiem, moze oszukuja^^) szósto: wolę wydać ksiazke ( jesli sie odważe pojsc do wydawnictwa- mało prawdopodoben, chyba ze ktoś mnei zmusi) siódmo: nie chcę się osmieszyc jakby coś. CHolera, ale ja głupia jestem. powinnam przyanjmniej sprobować. Ale jakos nie mogę się na to zdobyć. scianascianascianascianascianascianascianasciana nie ma co, z moja smiałością mam szanse zostać sławną pisarką^^
    • sandrolaxd Re: Kącik pisarski 22.04.10, 12:19
      fajniutki pomysł.ale ja raczej niczego nie opublikuje chociaż...nie no.nie mam
      zamiaru się ośmieszać przez moje wypociny.xD
    • sandrolaxd Re: emilyyy ;D 22.04.10, 12:23
      masz talent dziewczyno nie ma co.xD jejku.zaczynam gadać po staroświecku.xDD co
      się ze mną dzieje? xD taki żarcik oczywiście.xD Co do emily to świetne to jest
      masz naprawdę talent.;pp
    • thejustyna Re: Kącik pisarski 22.04.10, 14:50
      Być głuchym na zło.

      Nie słyszeć problemów.

      Uciekać od rozsądku.

      Biegnąc do swojego świata.

      Być głuchym na miłość.

      Lecz czy tak się da ?!

      Być jakby zamkniętym w kloszu,

      ale żyć.

      Być głuchym na nienawiść.

      To częste zjawisko..

      Ale gdy człowiek nie słyszy zła,

      po chwili może także oślepnąć...

      Nie widzieć ludzkich krzywd...

      Co się stanie, jeżeli tym człowiekiem jesteś ty ?!

      Zastanów się ...


      Co sadzicie, proszę szczerą odpowiedź smile
    • razorlina Wiersz "Mijanie" 23.04.10, 11:57
      Płynie rzeka swym zmętnieniem
      Szarość blasku słońca snop
      Gdzieś skowronek śni wspomnieniem
      O melodii, w której zagubił ciągły tok.

      Pamięci nić ulatnia się cienka wstęga
      Rozplatając zaciśnięte pętle przeszłych dni
      Oczami z siwych rzęs spogląda chciwie
      Na młodzieńczą świeżość, kiedy śpi.

      Obraca palcem wskazówkę czasu
      Ciągnąć silnie za sekundnik w tył
      A czas biegnie bez wahania
      I przemienia każdą z chwil

      Napisany w pracy kiedy mi się nudziło i czułam jak czas mi bezpowrotnie gdzieś
      uciekabig_grin reszta moich prac jest na puklerzu.pl i opowiadania .pl pod nickiem
      avelinasmile (opowieści i wiersze takie tamsmile )
      • razorlina Ternora - moje opowiadanie 23.04.10, 12:21
        Prolog

        Na niebie spokojnie mknęły ciemne, kłębiaste obłoki, na razie pojedyncze, ale im
        dalej patrzyło się na zachód tym ciemniejsze i gęstsze one były. Zanosiło się na
        porządny deszcz. Las szumiał nieco ponuro niosąc wraz z wiatrem ciepły zapach
        jodu i świeżej żywicy.
        Nieopodal dużego głazu skradał się właśnie lis z nosem nisko przy ziemi,
        polujący najwyraźniej na małą nornicę ukrytą między kamieniami. Ani jedno ani
        drugie zwierzątko nie było świadome, jakie wielkie szczęście ich spotkało przez
        to gdzie mogły zamieszkać.

        Harmonia, jaka panowała tu, w Ternorze była już rzadkością w dzisiejszym
        świecie, pełnym brzęczącej, dudniącej, tykającej, piszczącej, warkoczącej….
        Hałasującej elektroniki.

        Ludzie byli śmiertelnie zmęczeni betonowymi, wyjałowionymi miastami i mocno
        rozwiniętą technologią. Przyjeżdżali wiec tu, choć na chwilę odsapnąć od tego
        wszystkiego. Rozległe nadal dziewicze tereny pozwalały na ponowne wytworzenie
        ich więzi z naturą, jednak rzadko wytrzymywali w takich miejscach bez dostępu do
        Internetu, telewizji, radia, telefonu i całej elektroniki, dłużej niż kilka
        miesięcy - czasem tygodni.
        No, bo przecież w dzisiejszym zwariowanym świecie brak kontaktu z resztą świata
        był gorszy niż utrata kończyny - którą można było przecież zamienić na sztuczną,
        zmechanizowaną, dającą o wiele lepsze rezultaty niż swoja własna...

        Ternora, jako ostatnie królestwo wymierającej na globie przyrody było, więc
        skwapliwie strzeżone przed całym tym technologicznym wymysłem ludzi...


        Ogólnie historia opowiada o Zoe, która wraz z rodziną (bratem i rodzicami)
        sprowadza się na takie dłuższe wakacje do ostatniej ostoi dzikich zwierząt i
        przyrody. Tam Zaczynają dziać się dziwne rzeczy a kiedy zbacza przypadkowo ze
        szlaku przy jednym z tajemniczych, kamiennych posągów spotyka podejrzanie
        wyglądającego typka który ma ukrywa więcej niż Zoe jest w stanie sobie
        wyobrazićsmile to tak po skrócie mojego 1 rozdziału (nie ma tam oczywiście żadnych
        wampirów ale inne nadprzyrodzone istoty i sprawy z nimi związane jak najbardziej)
        • razorlina Potępiony - opowieśc zaczęta już rok temu... 23.04.10, 12:31
          Mały fragment 1 rozdziału opowiadający o przygodach nieszczęsliwego Dhampira
          Parsifala... opowieść dość tragiczna i niespodziewanasmile

          Rozdział 1

          Ruszyłem przez mroczne gruzowisko zrujnowanej wsi, czując rdzawy smak krwi w
          swych spragnionych ustach. Wszędzie jeszcze tliły się szczątki podpalonych chat
          i zabudowań a w powietrzu unosił się swąd palonych ciał, włosów i prochu
          strzelniczego. Widok iście przerażający… a gdybym powiedział, że ja jestem temu
          winny? Że jedna istota może doprowadzić do wyginięcia całej wsi…? Do zrujnowania
          czegoś, na co ludzie pracowali przez całe życie, w jedną tylko noc…? Czy
          uwierzylibyście mi na słowo?

          Przetarłem ręką usta wciąż tak głodny by nie móc trzeźwo myśleć. W mojej głowie
          i gardle siedziało tylko to pragnienie, które wierciło mnie na wylot, paliło i
          nęciło nie dając mi zapomnieć, kim tak naprawdę jestem i kim stałem się w tę noc.
          Pociągnąłem zdrowy łyk powietrza starając się wychwycić wszystkie zapachy, jakie
          mnie otaczały… Szukając tego jednego, pulsującego i ciepłego…. I… taaak… Aż
          zapiekło gardło mocniej, domagając się tego lepkiego ognia ukojenia. Instynkt
          sam wiedział, czego tak naprawdę pragnie i jak powinno się to odbyć. Zanim
          człowiek zorientował się, co jest grane moje ręce już wyciągały go za nogi ze
          szczeliny między murami dwóch zawalonych budynków… Biedak, nie wiedział, że
          ukrywanie się przede mną w pchlej dziurze nic mu nie da… Nawet nie zdążył
          porządnie wrzasnąć a moje kły już rozpruły mu gardło dławiąc go jego własną krwią…
          Ukojenie….
          A potem…
          Kolejne wyrzuty sumienia…

          tu jest resztasmile Tekst
          linka
          • mweezy @ aivelen 23.04.10, 22:37
            mendo, świetnie piszesz i wiesz że ja i Kasia jesteśmy w tej kwestii szczere i
            jakbyś nie umiała pisać to byśmy powiedziały ci żebyś lepiej zaczęła ćwiczyć
            składanie długopisów czy coś równie fascynującego <3 i może lepiej że nie dasz
            tu swoich fragmentów bo ktoś mógłby zwędzić ci na prawdę boskie pomysły, a poza
            tym przecież się umawiałyśmy. ty piszesz a Kasia projektuje okładki XD
            • answer My song- kliknij tu:) 25.04.10, 12:15

              W moim sercu, smutek, żal
              Znowu ty i straszny czas....
              ucieka przede mną...
              i biegnie co tchu.....
              Jakiś taki inny...
              Smutny i naiwny
              Taki senny jak
              moja miłość
              co odeszła już!
              Nie ma nikogo kto chciałby
              zapomnieć o tym!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuhhhhhhhhhhhhhhhh



              Czy ...... możesz ranić mnie...... czy to jest fajne też?
              Jaaak..... wytłumaczysz się........że to kłamstwo, zwykły blefffffff!
              Nie mogę cię zapomnieć.... wciąż patrze na twą twaarz, która kłamieee,
              okłamujesz mnie codziennie i odszedłeś...... tak poprostu..............nie mogę
              dalej żyććććććććććć
              • lovebug piszę książkę. 25.04.10, 12:21
                wszyscy mi mówią, że jestem znakomita, ale moje pisanie jest strasznie mierne, tylko chciałam
                wam powiedzieć że piszę już od 8 lat.

                A nie wiem czy dać, bo bez sensu. xD

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka