No dobra, już uspokajam. Nie mam tej 5 za piękne oczy (tudzież cycki, jak kto woli). Sprawdziany piszę w 15 min, oglądam filmy bez napisów, nawet mi się nie chce szukać w wersji polskiej, bo i rzadko kiedy je czytam. Esej piszę w 20 min, a w ćwiczeniach aktualnie jestem na 42 stronie, bo nie chce mi się czekać na klasę i robię do przodu. Ale wiecie co? Praktyka, a szkoła to niebo a ziemia. Mieszkam na przeciwko amerykanina i jedyne co powiem bez " eeeeee...." na początku to "Good morning". W szkole zgarniam same 5 i 6 na angielskim, a jak stoję na przeciwko tego gościa to się czuję jak kompletna debilka. Przygotowali was w szkole jak odpowiedzieć na pytanie "Czy u ciebie też jest taki słaby zasięg na telefon, to taka okolica, czy moja sieć nawala?", "Możesz mi podesłać kiedyś tego gościa od sprawdzania wodomierzy? Bo chyba jeszcze nie zliczał u mnie." To oczywiście powiedziane amerykańskim akcentem z prędkością 200 słów na sekundę. Nobla dla tego kto w ciągu 3 sekund przypomni sobie jak jest "wodomierz". Powodzenia życzę. Dlaczego szkoła nauczyła mnie wszystkich czasow kiedy w praktyce używa się max. 5 ? Dlczego do jasnej cholery nie wiem jak jest "wodomierz" i dlaczego nie potrafię wytłumaczyć facetowi, że gość od spisywania liczników jest wysyłany ze spółdzielni i tam trzeba dzwonić, i że jak chce to dam mu numer?
Ale ja jestem na poziomie "zaawansowanym", bo umiem przetłumaczyć tekst z "The Sun" bezbłędnie. Może ktoś mi odpowie na proste pytanie:
What's the fuck is going on?!
Z góry dziękuję.