otóż mam taki jakby problem - panicznie boję się wymiotywania. to już robi się bardzo uciążliwe. w życiu wymiotywałam dwa razy - jak miałam jakieś 3 lata i prawie cztery lata temu. od 3 lutego 2008 roku (bo wtedy ostatni raz wymiotywałam. tak wiem, jestem dziwna) panicznie się tego boję. codziennie modlę się, żebym czasami się nie obudziła i nie zwymiotywała chociaż nie mam do tego podstaw, bo że tak to ujmę mam mocny żołądek.

pamiętam, że jakieś dwa miesiące temu śniło mi się, że wymiotuję (a dokładniej klęczę nad kiblem) w niebieskiej piżamie - od tej pory nie mam zamiaru jej zakładać - już nigdy. raz też zrobiło mi się trochę niedobrze i pobolewał mnie brzuch, to już miałam łzy w oczach i zmówiłam parę Zdrowasiek. ostatecznie i naszczęście nie zwymiotowałam...
ja zdaję sobie sprawę z tego, że nikt tego nie lubi i dla każdego z nas to jest nieprzyjemne, ale ja już powoli zaczynam wariować. mówię sobie: "laska, każdy rzyga, rock n' roll!", ale to nie przynosi żadnego skutku. czasami jest tak, że mogę całe pół godziny przed zaśnięciem myśleć o tym cholernym wymiotowaniu. to chyba trochę odbiega od normalność, nie sądzicie? i tu zwracam się do was z prośbom: co mogę robić w tym kierunku, żeby nie dostać na łeb i nie myśleć pół doby o tym cholerstwie?
z góry dziękuję za wszystkie pomocne odpowiedzi, Ave! \m/