Czy można coś zrobić, żeby chociaż trochę zniwelować negatywne skutki
spożycia dużej ilości węglowodanów? Niestety miewam czasem niepohamowany
apetyt, teraz są truskawki, a była dziś jeszcze kasza, racuszki, ryż,
tuńczyk

No i teraz te wyrzuty sumienia i obawa, że będzie gorzej, i że mogłam
zaprzepaścić wielodniowy wysiłek. Ech, nie jest lekko z candidą. Normalnie
pomyślałabym, że każdemu od czasu do czasu zdarza się trochę "pogrzeszyć", a
tak mam zepsuty cały dzień

Aha, czosnek i wszelkie znane mi specyfiki zażyłam, ale może są jeszcze inne
sposoby? Jakieś uzasadowienie/zakwaszenie? Może któryś z minerałów?