Dodaj do ulubionych

Pan Carpenter

23.06.10, 15:36
Czy zgadzacie się ze mną, że Emilka przykładała zbyt duże znaczenie do jego
opinii odnośnie swoich utworów? Już nie tylko wtedy gdy pokazała mu swoje
wiersze po raz pierwszy no bo wiadomo, to pierwszy raz gdy ktoś zapoznał się z
jej poezją, gdy ktoś mógł rzucić nań profesjonalnym okiem, ale nawet potem,
gdy się go często radziła i polegała na jego opinii tyczącej się jakości jej
utworów. Wiem, że nie znała nikogo innego kto by się na tym mógł znać, ale
uważam, że to jednak nieco dziwne, że do tego stopnia polegała na jego
opiniach; każdy ma własny gust i to co dla jednego przedstawia wartość, dla
innego jest kiczowate (i na odwrót).
Obserwuj wątek
    • kooreczka Re: Pan Carpenter 24.06.10, 12:24
      Przy pierwszych próbach literackich osoba na której opinii można polegać to
      skarb. Młode, niedoświadczone pisarki popełniają multum typowych błędów i im
      szybciej je wykryje się i poprawi, tym lepiej. Czasem zdarza mi się oceniać tego
      typu wprawki literackie i widzę, że od czasów L.M.M niewiele się zmieniło-
      zamiast powozów są samochody, opisy miłości śmielsze, ale nadal straszy emfaza,
      zalew przymiotników i Marysie Zuzie. Montgomery wykpiła to dwa razy- raz "Klubem
      Powieściowym", drugi "poematem epickim" Emilki. Dlatego wiedziała, że niezbędny
      tu jest ironiczny osobnik z czerwonym ołówkiem.
      • nasturcja0 Re: Pan Carpenter 24.06.10, 13:10
        Ale Emilka w mojej opinii w zbyt dużym stopniu polegała na zdaniu pana
        Carpentera, mam tu konkretnie na myśli to, że każdy człowiek ma inny gust i
        nawet jeśli Carpenter zauważył jakieś błędy typu niezgrabności stylistyczne,
        zbytnia emfaza w opisach itp. to i tak mogło być przecież tak, że wiersze Emilki
        czy też jej opowiadania nie były takie złe. Po prostu nie w jego guście. Np.
        wtedy gdy podarł jej wiersz dlatego, że nie spodobał mu się jego temat ("na
        wskroś pogański"). Lepiej by było gdyby po prostu skoncentrował się na błędach,
        a subtelności, które zależne są od gustu czytelnika pozostawił w spokoju,
        poprzestając na informacji, że jemu podoba się konkretnie to i to, a nie ze to i
        to jest dobre, a to nie bo to już kwestia indywidualnych upodobań.

        Nie zrozumiałam też o co konkretnie chodziło z tą "pewną chropowatością stylu"
        dziennika Emilki; styl był bardzo dobry, bezbłędny, tym bardziej, że była to tak
        młoda, trzynastoletnia dziewczyna. Może chodziło tu o nadmierną emfazę i
        egzaltację?
        • kooreczka Re: Pan Carpenter 24.06.10, 13:34
          Ja wolałam darcie niż głaskanie po główce. Poza tym mozolne ślęczenie i
          cyzelowanie tekstu byłoby w opisie zwyczajnie nudne- problem bardzo tu
          ubarwiono. Emilka- co bardzo mi się podobało- potrafiła krytykę przyjąć i miała
          świadomość, że to co pisze to nie ideał. Takiej pokory można życzyć każdemu.
      • yasemin Re: Pan Carpenter 02.08.10, 20:04
        A jeszcze wcześniej, chyba jako swego rodzaju zapowiedź pana
        Caerpentera, LMM podstawia o. Cassidy i jego "siedem fabuł
        zasadniczych na świecie"...
    • marysia_am Re: Pan Carpenter 24.06.10, 15:34
      A może Emilka piórem LMM tak bardzo polegała na opinii swojego
      nauczyciela, bo jej twórczyni nie miała nikogo takiego...
      Przynajmniej we wczesnych latach "alpejskiej ścieżki".
    • yo-a-ko Re: Pan Carpenter 25.06.10, 19:53
      A mnie to nie dziwi...

      Sama półzawodowo-półhobbystycznie rysuję i maluję, i mam takie osoby,
      niekoniecznie bardzo profesjonalne, z których opinią - na temat moich prac - się
      bardzo liczę... Bo - są to ludzie, którzy (1) nie schlebiają (2) są wrażliwi na
      sztukę, i mam zaufanie do ich gustu w tym względzie. A pan Carpenter spełniał
      (1) i (2-tj wrażliwość na literaturę), i w dodatku jeszcze - jeśli się mylę,
      poprawcie! - wykształcenie "filologiczne" (ale czy ukończone?) i własne próby
      pisarskie na koncie (zanim zaczął pić).
    • ajakajadwa Re: Pan Carpenter 27.07.10, 19:03
      Może chwilami za ostry ale życzliwy Emilce. Czasem taki konkretny
      męski punkt widzenia dobrze zrobi "dziewczyńskim" egzaltowanym
      wypocinom. Lepiej niż słodkie jak miód pochlebstwa Rhody, która za
      plecami panny Starr dosypuje dziegciu.
      • sowca Re: Pan Carpenter 30.07.10, 22:12
        Mnie się wydaje, że Emilka potrzebowała kogoś, kto spojrzy na jej
        prace chłodno i krytycznie. Pan Carpenter nie odrzucał jej prac tak
        po prostu, jego komentarze były mądre i przenikliwe. Emilka umiała
        czerpać z jego opinii wskazówki co do tego, jak dalej pracować.
        Przypuszczam zresztą, że w chwili, gdy miała powiedzmy te 13 lat,
        jej opowiastki były czymś, co dzisiaj byśmy nazwali opkami -
        wielkimi, wydumanymi, przesłodzonymi historiami o miłości, jakie
        piszą i pisały dziewczynki w tym wieku. Tylko że było w tych
        opowiastkach pewne ziarno, które pan Carpenter zauważył, a które
        potem zaowocowało "Moralnością Róży" i innymi powieściami. Emilka
        potrzebowała kogoś, kto by jej powiedział, że pisać powinna, a
        jednocześnie był wobec niej wymagający. Dzięki temu też jego
        komplementy były więcej warte.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka