Dodaj do ulubionych

Ania i Mary Vance.

22.06.12, 19:56
Czytam caly cykl po kolei (chyba pierwszy raz w zyciu ;)) i wlasnie dotarlam do "Doliny Teczy". Zdziwilo mnie, ze Ania tak malo przejela sie losem Mary, ze gotowa byla zgodzic sie na to, zeby odeslac dziewczynke do sierocinca. Mogla sobie przeciez pozwolic nawet na to, zeby samemu ja adoptowac - z pewnoscia miala na to pieniadze, Mary bylaby doskonala pomoca dla Zuzanny, a "odpowiednio pokierowana" nabralaby z czasem manier. Ania tymczasem nie starala sie specjalnie nawet znalezc dla niej miejsca, szukanie wziela na siebie panna Kornelia. Nie pasuje mi to do wrazliwej na cudza krzywde Ani, tym bardziej, ze historia Mary byla niemalze historia jej zycia, tylko jeszcze gorsza (bicie).
Obserwuj wątek
    • tobiasza Re: Ania i Mary Vance. 22.06.12, 22:44
      Bo Ania to jednak egoistka była: jej uczucia, emocje, zachwyty, przyroda, mąż, dzieci itd. Nieczuła na innych potrzebujących.
      • slotna Re: Ania i Mary Vance. 22.06.12, 22:54
        Wlasnie taki z tego wniosek wyciagnelam, z tym, ze Montgomery opisuje ja jak swieta. Jak u Musierowicz - co innego narrator pisze o postaci, a co innego widzimy. Btw, Jan Meredith musial, po prostu musial skojarzyc mi sie z Ignacym Borejko ;)
        • sowca Re: Ania i Mary Vance. 25.06.12, 23:44
          Miała sześcioro własnych dzieci. Powiedzmy, że miała pełne prawo nie mieć ochoty przygarniać jeszcze siódmego dziecka, zwłaszcza takiego, które wymagałoby silnej ręki i pokierowania. W końcu nie była też jedyną osobą w Glen, która mogła się zająć Mary.
          Panna Kornelia nadawała się do tej roli o wiele lepiej.
          • chomiczkami Re: Ania i Mary Vance. 26.06.12, 10:00
            No, ale mogła się zaangażować w szukanie domu. Była osobą szanowaną w Glen i na pewno jej protekcja nie zaszkodziłaby Mary.
            • nessie-jp Re: Ania i Mary Vance. 28.06.12, 21:47
              chomiczkami napisała:

              > No, ale mogła się zaangażować w szukanie domu. Była osobą szanowaną w Glen i na
              > pewno jej protekcja nie zaszkodziłaby Mary.

              Ale gdyby się zaangażowała, to znowu byłaby fefnasta książka pod tytułem "Ania z..."

              Wydaje mi się, że w Dolinie Tęczy autorka chciała odpocząć od Ani i pozwala jej się pojawiać wyłącznie epizodycznie.

              Powiem szczerze, że nie chciałabym, żeby to Ania jedna jedyna i tylko ona zawsze i wszystkim wszystko umiała załatwić. Za bardzo mi to pachnie pewną Świętą Poznańską... Dobrze, że raz na jakiś czas sprawami innych umiejętnie zajęła się inna postać!

              Zresztą zapominacie, że to właśnie panna Kornelia, nie Ania, była od wielu dziesiątek lat dobrym duchem i ostoją całego sąsiedztwa. To po Kornelię posyłano, gdy się dziecko poparzyło, to ona pomagała, doradzała, pożyczała pieniądze. I znajomości też miała dużo szersze niż Ania, bo kogo mogła Ania znać? Kogoś w Avonlea? A kto by miał tam adoptować Mary? Kogoś w Charlottetown? W Summerside? Przecież znała tam raptem kilka osób, może by i mogła do nich napisać, czyby nie wzięły dziecka, ale przeważnie odpowiedź byłaby oczywista
              • slotna Re: Ania i Mary Vance. 29.06.12, 00:29
                Juz pal szesc, czy by mogla to zalatwic - dziwne moim zdaniem, ze nawet nie probowala.
                • pontecorvo Re: Ania i Mary Vance. 29.06.12, 09:56
                  slotna napisała:

                  > Juz pal szesc, czy by mogla to zalatwic - dziwne moim zdaniem, ze nawet nie pro
                  > bowala.

                  To faktycznie dziwne. Mi w ogóle Ania z tomu na tom coraz mniej się podoba: zasklepia się w swoim poczuciu wyjątkowości i traci normalne ludzkie odruchy.

                  To pewnie kwestia braku pomysłu LMM na kontynuowanie tej bohaterki - nieraz ponoć mówiła, że znielubiła Anię i chyba to widać z każdym kolejnym tomem. Oczywiście powstaje dysonans między "cudownym wizerunkiem świętej wręcz Ani" a jej rzeczywistym obrazem, gdzie trudno zauważyć tę jej "cudowność". Kulminacja tego zjawiska to ta nowa "Ania z wyspy KE" - gdzie o Blythe'ach same napuszone frazesy, niepoparte w sumie żadnym konkretem. Cała wyspa pieje z zachwytu nad cudownością pani Blythe i całej jej rodziny. To akurat uważam, z literackiego punktu widzenia za całkowitą żenadę.
              • jadwiga1350 Re: Ania i Mary Vance. 01.07.12, 22:40
                może by i mogła do nich napisać, czyby nie w
                > zięły dziecka, ale przeważnie odpowiedź byłaby oczywista
                • slotna Re: Ania i Mary Vance. 02.07.12, 12:05
                  No i Maryla nie powinna byla wziac Ani, bo dziewczynka jej potrzebna nie byla :)
                  • nessie-jp Re: Ania i Mary Vance. 02.07.12, 20:48
                    No tak, kochani, i dlatego o tym jest cała książka
                    • slotna Re: Ania i Mary Vance. 02.07.12, 22:12
                      Rozni sie tym, ze Ania szukalaby porzadnych. Takich jak panna Kornelia ;)
          • slotna Re: Ania i Mary Vance. 27.06.12, 01:14
            > Miała sześcioro własnych dzieci. Powiedzmy, że miała pełne prawo nie mieć ochot
            > y przygarniać jeszcze siódmego dziecka, zwłaszcza takiego, które wymagałoby sil
            > nej ręki i pokierowania.

            Mogla nie miec ochoty, ale imo powinna sie chociaz nad tym zastanowic - Cutberthowie w koncu na poczatku tez dziewczynki nie chcieli, spadla im na glowy znienacka i byla po nic.

            > W końcu nie była też jedyną osobą w Glen, która mogła się zająć Mary.

            Wlasnie w tym rzecz, ze byla - panna Kornelia szukala jej miejsca i nie znalazla. Ania, ze swoimi szerokimi znajomosciami, mogla poszukac jej miejsca poza Glen, ale i tego nie zrobila.

            > Panna Kornelia nadawała się do tej roli o wiele lepiej.

            Tak, rozwiazanie jest dobre, ale nie Ania na nie wpadla. Gdyby nie corka pastora, Ania zgodzilaby sie na to, zeby wywiezc dziewczynke do sierocinca (zreszta tego samego, w ktorym sama niegdys przebywala).
            • filifionka-listopadowa Re: Ania i Mary Vance. 27.06.12, 20:27
              Nie przepadałam nigdy za Doliną Tęczy i nawet nie pamiętałam, że chciano odesłać Mary Vance, ale chyba zajrzę do książki by sobie przypomnieć. Ania chyba ogólnie nie była zbyt empatyczną osobą, zastanawiam czy L.M.M próbowała wykreować ją na taką osobę, czy wyszło jej to bardzo niecący.
              • slotna Re: Ania i Mary Vance. 27.06.12, 23:44
                Chciano ja odeslac, zeby nie narowila dzieci pastora - zrozumiale, skoro nawet nimi samymi nikt sie nie zajmowal, a Mary byla lobuzem. Z drugiej strony, pomagala na plebani jak sie dalo, sprzatala, szyla, suszyla ryby ;) Nie gotowala tylko dlatego, ze ciotka nie chciala dopuscic jej do kuchni. Ciekawe, czy gdyby pastor oswiadczyl sie i zostal przyjety zanim panna Kornelia wziela sprawy w swoje rece, Mary moglaby zostac na plebani, czy jednak wychowywanie takiego "nic bez nazwiska" przez pastorowa nie wchodzilo w gre...

                Swoja droga, stwierdzilam, ze "Dolina Teczy" o wiele bardziej mi sie odoba niz "Ania ze Zlotego Brzegu" - wlasnie postac Mary i pastorzatek ja ozywia, Blythe'owie sa smiertelnie nudni :P
        • jadwiga1350 Re: Ania i Mary Vance. 01.07.12, 22:35
          Jan Meredith musial, po prostu musial skojarzyc mi sie z Ignacym Borej
          > ko ;)

          A niby dlaczego? Ignaś to postać komiczna, a w pastorze nie ma ani krzty komizmu.
          • slotna Re: Ania i Mary Vance. 02.07.12, 12:10
            > A niby dlaczego?

            Dobry, wspanialy czlowiek, ktory nie widzi, ze jego dzieci nie maja sie w co ubrac i co jesc, bo nos ma w ksiegach.

            > Ignaś to postać komiczna, a w pastorze nie ma ani krzty komizmu.

            Mial swoje momenty, kiedy kogos nie zauwazyl albo obrazil przypadkiem, imo zamierzenie komiczne. Ignacy na poczatku wcale nie mial ich wiecej, pozniej zrobil sie karykaturalny, ale tez srednio smieszny. Prawdziwie komiczny byl tylko robiac z siebie glaba, co to nie wie, czym jest rdzen kregowy, lezac na podlodze w "Noelce".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka