pontecorvo
31.08.07, 11:45
Jak już kiedyś wspomniałam odświeżam sobie, krok po kroku, cykl Ani. Kończę
właśnie Wymarzony dom i nasunęła mi się pewna refleksja odnośnie spraw
prowadzenia domu itp. Ania, wychowana u wzorowej gospodyni, jaką była Maryla,
nabyła podst. umiejętności w tym zakresie, choć jak wiemy, nie były one jej
szczególnie miłe, nie mniej, wiadomo, że są niezbędne.
Na Zielonym Wzgórzu nie było żadnej pomocy w prowadzeniu domu, prawda? Jest,
co prawda mowa, o jakiś sezonowych parobkach, ale w tym wypadku rzecz dotyczy
gospodarstwa w sensie upraw, hodowli itd. Czyli Maryla, mając "na głowie" dom
plus gospodarstwo, co prawda wespól z Mateuszem, a po jego śmierci oddane w
dzierżawę p. Barry, musiała sobie radzić, z dorażną pomocą Ani, która
zajmowała sie przecież nauczycielstwem, potem studiowała, a następnie
pracowala w Summerside. Jest, co prawda, potem p. Małgorzata, ale...
Tymczasem Ania w Wymarzonym domu nie ma, tak mi się zdaje, dodatkowych zajęć w
postaci np. hodowli kur, gęsi itp, jak ma to chociażby Ewa. Oczywiście nie
zajmuje się pracą zawodową, porzuciła pisanie, czyli tak naprawdę ma tylko
"ogarnięcie" domu. A tu zjawia się postać Zuzanny. Poczatkowo, wiadomo, po
trudach porodu i rekonwalescencji, bólu po stracie dziecka, jest to rzecz
zrozumiała, ale jej dalsze pozostanie? Z jednej strony jest kilka razy
podkreślone, że z Gilbertem są ubodzy- młody, zaczynający praktykę, lekarz,
niepracująca Ania, wynajmowanie domu i ... to zatrudnienie stałej służącej
trochę mi tu zgrzyta. Co innego, gdyby to była Iza, przywykła do luksusu i
wyższego standardu życia, ale w sumie po Ani można by oczekiwać mniejszych
wymagań. Choć wiem, że to wskutek nalegań Giberta, ale Ania specjalnie jakoś
nie oponuje przeciw posiadaniu pomocy domowej. Co o tym myślicie?