Dodaj do ulubionych

czy lekarz ma prawo do prywatnego życia?

07.02.04, 12:10
Wiele było wątków psioczących na paskudną służbę zdrowia, konowałow itp.
Parę refleksji z drugiej strony - dzisiaj (wolna sobota, jeden z niewielu
wolnych dni w miesiącu - na szczęscie bez dyżuru) skoro świt obudził mnie
telefon od mamusi pacjenta, która nie widziała nic zdrożnego w próbie
wyjaśnienia swoich wątpliwości odnośnie stanu zdrowia o godzinie siódmej rano.
Nie wspomnę już o notorycznie powtarzających się telefonach po południu czy
też w weekendy z prośbą o zarejestrowanie sie do poradni, czy też podanie
godzin, i miejsca gdzie przyjmuję.
Nie mówie o telefonach zwiazanych z rzeczywistymi poważnymi problemami - te
jestem w stanie zrozumieć i zawsze staram się pomóc, o ile jest to mozliwe.
Ale te stanowią błahy odsetek.
Czy ja jestem przewrażliwiona czy też mam prawo do odrobiny prywatności?
Obserwuj wątek
    • Gość: Luba Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.02.04, 13:04
      Nierozumiem skad oni wszyscy maja twoj nr. telefonu?? Owszem moj zaklad pracy
      ma moj nr.stacjonarny ale komurki nie zna nikt z mojej pracy.Nie daje zadnym
      pacjetom mojego prywatnego nr. i mam spokojny weekend.Oczywiscie masz prawo do
      prywatnego zycia ,ale wydaje mi sie ,ze ta sytuacje sama sprowokowalas.Moja
      prace traktuje bardzo powaznie ale tylko w godzinach przyjec!! Zycze ci abys
      nauczyla sie tego samego.Odpoczywaj ile mozesz ,nikt ci nie podziekuje jak
      kiedys bedziesz tak przemeczona,ze nie bedziesz w stanie wykonywac dobrze
      twojego zawodu.Powodzenia.
    • Gość: Doki Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 07.02.04, 17:18
      Z jendej strony moge zrozumiec chec wylaczenia sie, z drugiej, podobnie jak Luba
      uwazam, ze sytuacje sprowokowalas. Z trzeciej zas, ze lekarzem jest sie cale
      zycie po dyplomie, nie ma od- do.
      Jako osoba uwazajaca, ze najlepszym (i dla pacjenta, i dla lekarza) sposobem
      wykonywania zawodu lekarza jest prywatna praktyka, sadze, ze telefon od pacjenta
      "po godzinach" nie jest niczym az tak dziwnym. Mysle tez, ze pacjent nie bedzie
      zdziwiony, ze nie zastal Cie, jesli dzwoni w weekendzie i nie pogniewa sie za
      to, ale porozmawianie z nim to chyba nie jest taki wielki wysilek? A na te
      okazje, gdy nie mam czasu lub ochoty na rozmowe, mam dwa wynalazki:

      1. Aktywacja uslugi CLID (caller line identification) tak w telefonie, jak w
      komorce. W polaczeniu z odpowiednim aparatem, ktory dzwoni inaczej, gdy chce sie
      z Toba skontaktowac ktos z rodziny lub przyjaciol, a daje inny dzwiek dla
      numerow obcych.

      i/lub

      2. automatyczna sekretarka. Gdy jestem w domu, prawie nie odbieram telefonow.
      Daje odebrac sekretarce i oddzwaniam, jesli trzeba. Jesli dzwoniacy nalezy do
      grupy "nie rozmawiam z maszyna" i nie nagra sie na sekretarke- widocznie to nic
      pilnego.
      • Gość: dradam Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.direcpc.com 07.02.04, 19:05
        Inna opcja jest "do not disturb". Nie wiem czy jest dostepna w Polsce.
        Ustawiasz sobie grafik Twojego zycia. Decydujesz kiedy chcesz odpowiadac na
        wszystkie telefony, kiedy tylko od wybranych osob etc.

        Jak to to dziala :
        -powiedzmy, ze jest to srodek nocy albo niedziela rano. Dzwoni ktos kto nie
        jest na specjalnej "liscie" (upowaznionych) numerow . Wita go powitanie "
        wprowadz swoje haslo'. Jak nie ma hasla to ma rozmowca mozliwosc pozostawienia
        wiadomosci glosowej na automatycznej sekretarce ( ktora miesci sie w centrali
        telefonicznej". A jak ma haslo to telefon u Ciebie w domu dzwoni.

        W ten sposob masz trzy grupy rozmowcow :

        -jedna - stale ma do Ciebie dostep ( rodzice, maz, dzieci)
        -druga moze dostac czasowy ( dostaje haslo, ktore mozesz w kazdej chwili
        zmienic, utworzyc nowe, uniewaznic )
        -wszyscy pozostali moga sie nagrac.

        W ciagu dnia, kiedy jestes aktywny "zawodowo" wszystkie grupy mozna polaczyc
        razem i odpowiadac od razu na wszystkie telefony. Albo zrobic sobie "call
        forwarding" i beda wtedy przenoszone do biura/przychodni. Albo na Twoj
        komorkowiec...

        Caller ID jest pewnym rozwiazaniem, ale musisz osobiscie sprawdzac kto do
        Ciebie dzwoni i decydowac czy podniesc sluchawke czy tez nie.

        Uwazam, ze przecietny lekarz ma prawo do zycia prywatnego.

        Pozdrawiam
        • Gość: Doki Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 07.02.04, 19:19
          > Caller ID jest pewnym rozwiazaniem, ale musisz osobiscie sprawdzac kto do
          > Ciebie dzwoni i decydowac czy podniesc sluchawke czy tez nie.

          Technicznie: nie. To aparat sprawdza czy taki numer ma na liscie i zaleznie od
          tego gra odpowiednia melodyjke. U siebie moge ustawic do 10 roznych list... Na
          przyklad: dzwoni tesciowa: telefon gra temat ze "Szczek" :-) Dzwoni kochanka-
          telefon gra kankana :-)
          • Gość: dradam Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.direcpc.com 08.02.04, 03:21
            a co bedzie jak zona uslyszy, ze dzwoni kochanka ?

            Czy to nie jest zbyt ryzykowne ?
    • nzoz_leba Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? 07.02.04, 22:08
      Tak, lekarz ma prawo do PRYWATNEGO życia.Lekarz ma też prawo kawałek swojej
      prywatności komuś dać, albo SPRZEDAĆ. Jeżeli sprzedać, to za duże pieniądze.
      Nazywało się to kiedys HONORARIUM. Rudi.
    • Gość: zonadoktora Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 09.02.04, 00:15
      Najprosciej: nr stacjonarny zastrzec (w Twoim przypadku niestety wchodzi w gre
      zmiana numeru lub/i operatora...), a udostepnic go wylacznie najblizszym
      przyjaciolom i rodzinie ( z zastrzezeniem o zakazie przekazywania komukolwiek
      bez wiedzy i zgody abonenta). Na uzytek pacjentow ewentualnie moze byc komorka,
      ktora mozna wylaczyc, gdy sie chce miec wolne... Od biedy mozna miec ekstra
      komokre dla pacjentow (np. z najtanszym abonamentem, z nastawieniem na rozmowy
      przychodzace). I te mozna bez skrupulow wylaczyc, gdy sie nie chce odbierac
      telefonu. To ma tez druga zalete: polaczenia z numerem stacjonarnym sa tanie,
      wiec pacjenci dzwonia czasem z byle powodu. Polaczenie z telefonem komorkowym
      ciagle jest na tyle drogie, ze pacjent zastanowi sie kilka razy, czy naprawde
      MUSI zadzwonic, czy powod jest wazny. I jeszcze jedna rzecz: w naszym
      przypadku maz nie moze nawet podnosic sluchawki domofonu osobiscie, lepeij, jak
      ja to zrobie i w razie potrzeby powiem, ze meza nie ma w domu. Bo zdarzaly sie
      wizyty np. o 9 wieczorem, gdy pacjent przychodzil... po recepte na pigulki
      antykoncepcyjne dla zony...bo sie poorzypomnialo...
      • Gość: Doki Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.3-200-80.adsl.skynet.be 09.02.04, 06:57
        Bo zdarzaly sie
        > wizyty np. o 9 wieczorem, gdy pacjent przychodzil... po recepte na pigulki
        > antykoncepcyjne dla zony...bo sie poorzypomnialo...

        A z tym akurat nie mialbym wiekszych problemow- wypisac recepte niezbyt ciezka
        praca, ale pacjent dostanie recepte razem z rachunkiem za porade, i to w nocnej
        taryfie.
        • Gość: zonadoktora Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 10.02.04, 00:03
          A jednak to "ciężka praca", bo taki pacjent przychodzi po "pomoc sąsiedzką" ;-)
          a nie na wizytę do gabinetu (którego nb. w domu nie mamy). I nie ma szans
          skasować takiego pacjenta wg. nocnej taryfy (bo on przecież przychodzi jako
          ubezpiecznony w poradni męża, który ma psi obowiązek sprawowania całodobowej
          opieki nad pacjentami w ramach kontraktu z ówczesnymi kasami chorych). Polska
          chora rzeczywistość. Niemniej mój mąż świetnie sobie z takim gościem poradził:
          recepta- nie ma sprawy, ale proszę jutro do poradni, teraz nie mam druczków.
          Ludek szybko się oduczył nachodzić nas w domu.
    • Gość: stara lekarka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.chello.pl 09.02.04, 19:36
      Mam dwa telefony komórkowe - jeden dla pacjentów, drugi prywatny. Numer
      przeznaczony dla pacjentów jest włączony w określonych godzinach- potem jestem
      niedostępna. Tak samo jak mój mąż!
    • Gość: wacio Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: 148.81.190.* 13.02.04, 16:00
      niestety, szacunek pacjentów dla wolnego czasu to rzadkość
      ile razy na dyżurze mam telefon ok. 19-20 typu czy jest dr X?
      - nie nie ma dziś dyżuru
      - jak to, już wyszedł do domu?
      to że dajemy pacjentom swój nr telefonu nie jest równoznaczne z pozwoleniem na
      dzwonienie o dowolnej porze dnia i nocy
      to samo dotyczy recept tzw. sąsiedzkich (co za problem wpaść do sąsiada po
      receptę o 21 w niedzielę, przecież to tylko chwilka, ot 2 minutki)
    • Gość: żona lekarza Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.chello.pl 14.02.04, 16:39
      To wszystko zależy kto, w jakiej sprawie, jak często i o której godzinie
      dzwoni. Jeśli robi to stały pacjent i został do tego upoważniony a do tego nie
      dzieje się to o 3 nad ranem - uważam ,że wszystko jest ok. Gorzej gdy
      ktoś "zaradny" zdobędzie telefon męża i przypomni sobie w środku nocy, że czuje
      się od tygodnia nie najlepiej. Wtedy trzeba przywołac do porządku. Najlepiej
      udzielić porady, poprosic o telefon i zadzwonic za kilka dni o północy z
      pytaniem o samopoczucie. Skutkuje.
      Dobrze jest zamówic w TP SA prezentację numerów i tych nieznanych w nocy czy
      święta nie odbierać. I nie dać sobie wejść na głowę.
      • Gość: Anka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.ztpnet.pl 11.06.04, 23:33
        Lekarzem jest się cały czas a nie od do.
        Mój mąż jest policjantem, i jak się coś dzieje to nieważne która godzina i czy
        są święta ale jedzie.Mam czasami tego dość,ale jest to służba ludziom.Taki
        sobie zawód wybraliście.Więc teraz nie narzekajcie.Mało bierzecie za
        wizyty ?????
        • Gość: Patryk Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.oc.oc.cox.net 12.06.04, 00:15
          Tak ,masz rację Aniu.W porównaniu do policjantów to lekarze mają świetnie
          (zapomniano tylko nam przyznać emeryturę po 25 latach jak w służbach
          mundurowych MSWiA oraz MON(w niektórych formacjach wojska i policji po
          15),prawo do 48(!) godzin przerwy po 24-godzinnym dyżurze(jak to mają strażacy).
          A wizyty,to rozumiem mają być za darmo?
          Pozdrowienia dla męża,uważaj na niego.Ma niebezpieczna pracę i jak mu się coś
          stanie,to w twoim i jego najlepszym interesie jest,żeby trafił na
          kompetentnego,dobrze opłacanego i wypoczętego lekarza.Bo po trzeciej
          nieprzespanej nocy pod rząd można np. niechcący spieprzyc operacje ratującą mu
          życie.
          • pia.ed Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? 12.06.04, 00:51
            ANKA, ale do Twego meza nie dzwonia prywatne osoby z zapytaniem o syna czy
            brata siedzacego wlasnie w areszcie?
        • Gość: lekarka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.chello.pl 12.06.04, 08:26
          Aniu,100% racji!Lekarzem jest się od momentu otrzymania prawa wykonywania
          zawodu aż do śmierci. Jak pana X zaswędzi pięta lekarz powinien odchodzić od
          wigilijnej kolacji i pędem z domową wizytą ( darmową rzecz jasna- wszak to nie
          zawód a powołanie). Córeczka pani Y płacze to po cholerę lekarz ma iść do
          teatru powinien odwiedzić rodzinę Igreków, zbadać dziecko, uspokoić rodziców i
          szczęśliwy z dobrze wykonanego obowiązku wrócić do domu.Ostatecznie pracować
          można jedynie z przerwą na sen, jedzenie, toaletę i czynności fizjologiczne. A
          jeśli i to jest przerwane- można zagłuszyć zmęczenie kolejną kawą, a umyć lewą
          nogę za pół godziny.
          Tak trzymać!
        • Gość: marek Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 19:58
          Anko, napisz czy twój mąż jedzie do pracy na wezwanie swojego szefa, czy też
          wtedy, gdy ktoś zadzwoni, bo mu przedwczoraj ukradli wrotki. Czy dzielnicowy ma
          OBOWIĄZEK stawiac się na każde moje wezwanie?
        • martaross Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? 26.08.04, 19:01
          Aniu, mój mąż też jest policjantem...i nigdzie nie jeździ... hehe
          Gość portalu: Anka napisał(a):

          > Lekarzem jest się cały czas a nie od do.
          > Mój mąż jest policjantem, i jak się coś dzieje to nieważne która godzina i
          czy
          > są święta ale jedzie.Mam czasami tego dość,ale jest to służba ludziom.Taki
          > sobie zawód wybraliście.Więc teraz nie narzekajcie.Mało bierzecie za
          > wizyty ?????
    • Gość: emma Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.04, 09:51
      Hej! A ja tak z drugiej strony, jestem lekarzem pracujacym w firmie, prowadzę
      tam miedzynarodowe badania kliniczne. Za kazdym nowym badaniem mam na poczatku
      telefony o kazdej porze dnia i nocy od doktorów siedzących chyba na dyzurze i
      znudzonych. Światek, piatek czy niedziela pora nieważna. Ani razu nie byłą to
      ważna sprawa. Zreszta jaka może był ważna sprawa w badaniach klinicznych? Że
      pacjent tabletkę zgubił? Ja zawsze takie sprawy szybko ustawiam, jak sobie chca
      to niech dzwonią, ale nie do mnie.
      Ja generalnie uważam takie dzwonienie poza godzinami pracy, bez waznego powodu
      za zwykłe chamstwo. Do głowy by mi nie przyszło, zeby zawracać głowę mojemu
      lekarzowi pierdołami poza godzinami pracy. Nie dajcie się zwariować!
      • Gość: lemma Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 12.06.04, 19:53
        Cześć Emma!
        Napisz, ile wynoszą twoje miesięczne zarobki? I co zrobić, że by nadzorować
        takie badania?
        • Gość: emma Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.04, 21:34
          Cóż, mówienie o zarobkach jest teraz bardziej intymne niz wynurzenia o zyciu
          seksualnym :-)))) Ok, powiem, że sa pieciocyfrowe (ale ciagle zaczynaja się na 1
          :-))Tyle, ze ja już mam ładne parę lat doświadczenia. Zarobki monitorów z
          doświadczeniem sa bardzo wysokie, najwyższe są w tzw. CRO, czyli firmach
          "wynajmowanych" wyłącznie do badań klinicznych. Ale za to firmy farmaceutyczne
          dają wiecej dodatków socjalnych.
          Myślę, że dla lekarza mniej bolesne jest pracowanie jako monitor niż jako
          rep-mozna jednak pogadać o leczeniu chorych, jakoś ciagle mieć prawdziwszy
          kontakt z medycyną. Ale niestety w duzym stopniu stajesz się urzędnikiem, co
          mnie na przykład długo bolało. No, ale coś za coś. Przyzwyczaiłam się chocaiż
          ciagle sobie powtarzam, ze kiedyś....
          Co zrobić żeby zostac monitorem? Rozumiem, że nie masz doswiadczenia ale
          wykształcenie medyczne. Do tego trzeba znac angielski. No, nie musisz czytac
          Szekspira w oryginale ale trzeba sie komunikowa. Dużą przewagą na rynku jest
          ukończenie szkoleń z zakresu monitorowania (gównie chodzi o zasady Dobrej
          Praktyki Klinicznej czyli GCP). Nie wiem, czy moge Ci tu publicznie polecać
          jakieś firmy szkolące-chociaż w sumie sa tylko dwie :-))) Sa szkolenia CRDE,
          krótkie i bardzo intensywne, ale kolesie przekazują to co najważniejsze-widze po
          ludziach, którzy skończyli. Druga firma to Parexel-też złego słowa nie moge
          powiedzieć, chociaż chyba trochę rozdrabniają sie na szczegóły i ludzie gubią
          troszkę wizje całości. Obydwie firmy to CRO. I szukac, odpowiadać na
          ogłoszenia-ostatnio jest tego masa. Ale jeśli jesteś lekarzem, to przemyśl to
          jeszcze. Ja wiem, że zarobki, warunki itd ale to ciągle najfantastyczniejszy
          zawód świata. Gdybyś chciał/a więcej informacji pisz na emma@gazeta.pl chetnie
          odpowiem na pytania
          Serdecznie pozdrawiam
          • Gość: agulha CRO więcej niż w farm.?! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.06.04, 22:11
            Naprawdę? Hmm, ja pracuję krócej pewnie niż Ty, na etacie - dwa i pół roku, już
            w drugiej kolejnej CRO. Jest sporo osób, które przyszły z firm farmaceutycznych
            i chyba tam lepiej się zarabia. Aczkolwiek prawdą jest, że teraz o zarobkach
            wprost się nie rozmawia. Moje są niższe od Twoich, nawet jeżeli napomknęłaś o
            kwocie brutto :-)). Co nie znaczy, że są złe. Niestety, w firmie właściwie nie
            ma szans na prawdziwy awans, a pseudoawans na starszego monitora daje dość
            żałosny wynik finansowy. Bez owego awansu to już podwyżki w ogóle nie ma. Stąd
            częste rotacje personelu - żeby dostać podwyżkę, ludzie muszą zmieniać firmę.
            Szkoda. Aha, nie wspomniałam jeszcze o nagrodzie rocznej. Muszę przyznać, że
            spodziewałam się, że wynosi - jak trzynastka - mniej więcej tyle, co pensja
            miesięczna. Guzik! od jednej trzeciej do połowy. Jako motywacja do pracy w moim
            przypadku się nie sprawdza.
            • emma Re: CRO więcej niż w farm.?! 13.06.04, 12:29
              Hm, a jednak tak bywa- mowię to z punku widzenia pracownika gigantów CRO i firm
              farmaceutycznych z którymi miałam do czynienia. Ale właśnie przyszły mi na mysl
              dwie ogromne firmy CRO (top 5), nazw oczyswiście nie wymienię, które słyną z
              płacenia żałosnych ochłapów i traktowania pracowników jak żołnierzy, ale za to
              jakie szczytne misje!!! Z takiej firmy trzeba zmykać gdzie pieprz rosnie. I przy
              okazji gdy zmieniasz pracę zawsze żądaj jak najwięcej-jeśli beda zaintersowani
              będa negocjować. Niestety ta pensja "wyrwana" podczas rozmowy o pracę jest potem
              długie lata bazą.
              Jesli chodzi o awansowanie wszędzie jest kiepsko. Te śmieszne CRA1, CRA2, SCRA
              etc bawią mnie do łez, mają rekompensować to, ze większość ludzi nie awansuje.
              Ja miałam na to sposób-jak widziałam, ze się nie da zmieniałam pracę. Teraz
              jestem w efekcie kierownikiem projektów. Generalnie mało jest stanowiski
              menedżerskich ale w porównaniu z tym co było 6 lat tem to ogromny postęp, wiele
              firm tworzy u nas swoje "centra dowodzenia". Pozatym, wbrew pozorom łatwo jest z
              Polski znależć pracę jako CRA w Stanach, UK, Irlandii...
              Serdecznie pozdrawiam
              Emma


              ość portalu: agulha napisał(a):

              > Naprawdę? Hmm, ja pracuję krócej pewnie niż Ty, na etacie - dwa i pół roku, już
              >
              > w drugiej kolejnej CRO. Jest sporo osób, które przyszły z firm farmaceutycznych
              >
              > i chyba tam lepiej się zarabia. Aczkolwiek prawdą jest, że teraz o zarobkach
              > wprost się nie rozmawia. Moje są niższe od Twoich, nawet jeżeli napomknęłaś o
              > kwocie brutto :-)). Co nie znaczy, że są złe. Niestety, w firmie właściwie nie
              > ma szans na prawdziwy awans, a pseudoawans na starszego monitora daje dość
              > żałosny wynik finansowy. Bez owego awansu to już podwyżki w ogóle nie ma. Stąd
              > częste rotacje personelu - żeby dostać podwyżkę, ludzie muszą zmieniać firmę.
              > Szkoda. Aha, nie wspomniałam jeszcze o nagrodzie rocznej. Muszę przyznać, że
              > spodziewałam się, że wynosi - jak trzynastka - mniej więcej tyle, co pensja
              > miesięczna. Guzik! od jednej trzeciej do połowy. Jako motywacja do pracy w moim
              >
              > przypadku się nie sprawdza.
              • Gość: agulha Re: CRO więcej niż w farm.?! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.06.04, 01:15
                Heh, zaciekawiasz mnie coraz bardziej. Mam nadzieję, że mojej firmy nie
                zaliczasz do Grupy Dwóch ;-)), ale myślę, że znam taką jedną, która do tej
                grupy należy (na szczęście nie z autopsji).
                Wątpię, czy nasza dyskusja jest nadal interesująca dla innych, a chętnie bym
                jeszcze z Tobą pogwarzyła. Jeśli masz chęć, napisz na agulha@acn.waw.pl. A
                teraz idę spać, bo moje zaczerwienione od czytania Forum oczka gotowe mnie
                jutro w pracy zdradzić ;-)
              • domicelka3 Re: CRO więcej niż w farm.?! 26.08.04, 14:49
                Czesc Mysle o pracy jako CRA, jakie sa zarobki. Ile godzin pracy dziennie?
                Czy da sie pracowac w W-wie a mieszkac poza i dojezdzac ok 2 godzin w jedna
                strone?
                Dzieki za informacje
                domincelka
                • agulha Re: CRO więcej niż w farm.?! 26.08.04, 17:00
                  Hej. O zarobkach nie wolno nam się informować nawet nawzajem, a co dopiero
                  publicznie. Godzin pracy dziennie - zależy od atmosfery w firmie. U nas,
                  powiedziałabym, kiedy jesteś w biurze - osiem, ale kiedy na wizycie - quantum
                  satis, niestety, czyli ile potrzeba. Możesz mieć dni z przepracowanymi 10-12
                  godzinami albo np. 9 godzin plus 4 godziny podróży. Czy da się pracować w
                  Warszawie i dojeżdżać 2 h w jedną stronę? Znam jeden przypadek, ostatnio
                  skończyło się półrocznym zwolnieniem. Nie wyrobisz. Lepiej chyba przenieść się
                  do Warszawy i liczyć na to, że - jeżeli nie od razu, to po jakimś czasie, kiedy
                  nabierzesz doświadczenia - znajdziesz firmę, która pozwoli Ci na pracę zdalną.
                  Powodzenia.
    • Gość: Anka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.ztpnet.pl 13.06.04, 16:47
      Miałam "przyjemność" być dwa miesiące temu na ginekologii w szpitalu ,jestem
      przerażona podejściem lekarzy ,zero zainteresowania nie swoim pacjentem.Co
      innego jak się chodzi prywatnie i płaci 100 zł za wizytę.Wtedy to jest pełne
      oddanie.Jak nie masz kasy to jesteś zdany na Pana Boga.Mój mąż zarabia chyba
      mniej przez cały miesiąc niż wy w prywatnych gabinetach przez jeden dzień .
      Więc tak nie płaczcie nad swym losem.
      • Gość: lekarka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.chello.pl 13.06.04, 17:21
        Jeśli pracuje w ruchu drogowym w ciągu jednej służby wyciąga więcej niz pensja
        lekarza. Mój mąż ( lekarz) został potrącony na pasach przez pewną panią ( na
        zielonym świetle). Miał świadków. Jednak w trakcie przesłuchania urocza osoba
        płci żeńskiej prowadząca dochodzenie tak pokierowała sprawą, że mąż okazał się
        winnym. Nie będę tego opisywała, ale po długim dochodzeniu wewnątrz policji
        okazało się, że w grę wchodziły duże pieniądze.
        Policjanci pracujący w tzw. dochodzeniówce może łapówek nie biora, ale ich
        poziom umysłowy jest mocno problematyczny. Kiedys włamano mi sie do domku na
        działce. Przyjechała policja, "czynności operacynje" trwały pół dnia, ślady
        zostały w ewidentny sposób zatarne przez samych panów policjantów ( wyszli z
        pomieszczenia, gdy uświadomiłam im, że tam jeszcze nie zebrali tzw. materiału.
        W papierach - protokołach aż się roiło od błędów ortograficznych. Rzadko mam do
        czynienia z policją, ale jest to, niestety, najgorszy rodzaj ludzi i
        najbardziej skorumpowany.
        • Gość: Anka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.ztpnet.pl 13.06.04, 17:41
          Niestety nie pracuje w drogówce a w kryminalnym.
          Nie bierze łapówek, bo za bardzo szanuje swoją pracę i wie czym to grozi.
          Mój mąż jest człowiekiem na poziomie i takie babsko jak ty nie będzie go
          określało człowiekiem gorszego rodzaju.
          No ale to u was normalne tak dzielić!

          • Gość: lekarka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.chello.pl 13.06.04, 19:10
            Przecież to Ty dzielisz, to według Ciebie lekarze są tacy a nie inni. Ja mam
            trochę kultury i nie okreslam Cie mianem" babska', A twojego mężą nie znam, ale
            wiem, że w tym resorcie wiele osób ma lepkie ręce ( nie twierdzę, że Twój
            mąż).Jeden z moich kolegów pracujących w policji opowiadał o morale .
    • Gość: Anka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.ztpnet.pl 13.06.04, 17:48
      Poczytaj sobie o łapówkach.
      A co powiesz o znanej lekarskiej solidarności??????
      • Gość: teżAnka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.04, 18:43
        Aniu, rozumiem Twoje zdenerwowanie po takim "leczeniu" jak opisywałaś, ale nie
        mierz nas wszystkich jedną miarką. Jest wielu lekarzy, którzy zajeli by sie Toba
        nie czekajac aż "wyłozysz kasę", bo nie po to ten zawód uprawiają. W kazdym
        zawodzie sa czarne owce, ja jestem przekonana, ze ludzi bioracych łapówki, i
        uzależniających od nich leczenie nalezy eliminowac z tego zawodu, bo to oni
        powoduja taką opinię o środowisku. Olewaczy także. Sama jednak wiesz, ze
        sytuacja w Polsce jest paranoidalna, ludzie uczciwi klepia żałosną biedę, a z
        łapówkarzami nie dzieje się nic. ja wiem, ze z punktu widzenia pacjentki nie
        interesuje Cie to-oczekujesz fachowej i zyczliwej pomocy a nie opowieści jak
        jest cięzko. I tym bardziej nie wiem co Ci odpowiedziec poza tym, ze jest mi
        przykro, ze wszystkich nas tak widzisz.
        Pozdrawiam
        Anka
        • Gość: Anka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.ztpnet.pl 13.06.04, 19:32
          Masz rację,przepraszam wszystkich "UCZCIWYCH" lekarzy.
          Nie zapominajcie o przysiędze jaką składaliście.
          My na tym cierpimy.
          • maszar Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? 13.06.04, 20:26
            1 - piszesz "Niestety nie pracuje w drogówce a w kryminalnym."
            Nie rozumiem - czyśbyś żałowała, że nie ma możliwości brania łapówek?
            2 - czy znasz treść przysięgi Hipokratesa, że tak się nią podpierasz?
            • Gość: Anka Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.ztpnet.pl 13.06.04, 21:15
              Nie żałuję że nie pracuje w drogówce, tak samo ciężka praca.
              Neguję branie łapówek. Uważam że lepiej żyć biedniej ale uczciwie i spokojnie.
              Myślę tylko że jak się służy człowiekowi ( nauczyciel, lekarz,
              strażak ,policjant itd....) to pieniądze nie mogą świadczyć o poziomie pracy.
          • dradam1 Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? 13.06.04, 21:59
            A jaka to przysiege skladaja lekarze ?

            Od ponad 50 lat absolwenci wydzialow lekarskich przy uroczystosci otrzymania
            dyplomow podpisuja tzw. "Deklaracje Genewska" . Ktora moze cos tam ma wspolnego
            z jakas przysiega, ale to juz inna sprawa.
            • Gość: mia Re: czy lekarz ma prawo do prywatnego życia? IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 23:42
              dradam1 napisał:

              > A jaka to przysiege skladaja lekarze ?
              >
              > Od ponad 50 lat absolwenci wydzialow lekarskich przy uroczystosci otrzymania
              > dyplomow podpisuja tzw. "Deklaracje Genewska" . Ktora moze cos tam ma
              wspolnego
              >
              > z jakas przysiega, ale to juz inna sprawa.

              przed rozdaniem dyplomow skladaja "przyrzeczenie lekarskie":

              Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł
              lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:

              obowiązki te sumiennie wypełniać;
              służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;
              według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a
              chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość,
              poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i
              okazując należny im szacunek;
              nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci
              chorego;
              strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów
              lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich,
              jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych;
              stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego
              wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.
              PRZYRZEKAM TO UROCZYŚCIE !

              • Gość: dradam Geneva Declaration IP: *.direcpc.com 14.06.04, 03:31
                Gość portalu: mia napisał(a):

                (...)
                >
                > przed rozdaniem dyplomow skladaja "przyrzeczenie lekarskie": (...)

                No i to jest wlasnie owa "Geneva Declaration". Uchwalona przez Swiatowa
                Organizacje Zdrowia z poczatkiem lat 50-tych.

                Potem uchwalono jeszcze kilka innych dokumentow tego typu, na przyklad Tokyo
                Declaration (do ktorej winni sie stosowac badacze wykonujacy badania na
                ludziach) . Ale to juz inna sprawa...

                Kiedys pisywal o tym SP. Prof. Sawicki, ale bylo juz to bardzo bardzo temu...

                • Gość: Farmaceutka Re: Geneva Declaration IP: *.laczpol.net.pl 16.06.04, 23:41
                  Pracuję w aptece w przychodni i mam trochę do czynienia z lekarzami. Fakt, są
                  różni, jak to ludzie. Ale najbardziej nie lubię patrzeć na powtarzajace się
                  przez parę dni recepty na jeden antybiotyk firmy X, a potem na przedstawiciela
                  handlowego tejże firmy pytającego "ile poszło od początku czerwca".
                  Przychodzi taka dr L. do nas i pyta "Macie Duracef? Ile macie Duracefu?Bo on
                  jest dobry teraz na te infekcje kataralne"
                  Po dwóch dniach albo infekcje kataralne wszystkim przechodzą, albo juz inny
                  antybiotyk jest na to dobry, albo...
                  itd itp
                  • Gość: Dr Ewa Re: Geneva Declaration IP: *.chello.pl 17.06.04, 09:48
                    Od prawie 20 pracuję jako lekarz. Mam więc trochę do czynienia z farmaceutami.
                    Fakt, są to różni ludzie, ale najbardziej irytuje mnie jak ŚWIADOMIE OSZUKUJĄ
                    LUDZI I ŻERUJĄ NA ICH NIESZCZĘŚCIU. Jak- ano tak
                    1. Sprzedają droższe(!) leki, bo podobno w aptece brakuje tańszych
                    odpowiedników ( farmaceuta ma do tego prawo)- a potem otrzymuje od
                    przedstawiciela handlowego danej firmy stosowny drobiazg.
                    2. Inwalidów wojennych ( gdy nie dostają do ręki zywej gotówki) najchętniej
                    odsyłają z kwitkiem - leki brak! Sama zrobiłam z tego powodu kiedys karczemna
                    awanture pani magister.
                    3. Kolejna praktyka BARDZO CZĘSTO stosowana wobec inwalidów wojennych. Sa to
                    starsi ludzie, zwykle na recepcie jest wiele leków, nie płacą więc nie liczą na
                    miejscu, więc co za problem wydać 1 opakowanie zamiast 2 nie dokonując zmian na
                    recepcie. Pacjentowi na miejscu wmawia sie, że w opakowaniu jest np. więcej
                    tabletek. Przypominam, że mają do czynienia ze starszymi i nie zawsze w pełni
                    sprawnymi ludxmi. W aptece pozostaje do rozliczenia recepta będąca czekiem na
                    sumę X dla NFZ. Pacjent nie dostaje leku,który trafia do osobnej szuflady i
                    zostaje sprzedany za 100%. Proste. Jak ładnie oszukuje się podatnikw?

                    Nie są to sytuacje wyssane z palca. Pierwszy z brzegu przykład - na życzenie
                    służę wieloma innymi. Mój ojciec jest inwalidą wojennym. Bierze okresowo
                    Loscec. Ten lek jest w opakowaniach 7, 14, 28 caps. Na PRAWIDŁOWO wypisaną na
                    28 sztuk receptę, w kilku aptekach usiłowano mu wcisnąć 14 a przy większej
                    beszczelności 7 sztuk. Oto "etyczne" zachowanie wielu, niestey wielu,
                    farmaceutów.
                    4." Aptekarz też lekarz" - przychodzi pacjent do apteki cos tam mu dolega,
                    pobolewa itd i bez zbadania ( bo jak) farmaceuta ordynuje mu leki bynajmniej
                    nie te które może wydać bez recepty. Bywa , że i antybiotyki. Być może owej
                    firmy X. Pacjent bierze je i ........różnie bywa. Uszanowanie.
                    • Gość: Farmaceutka Re: Geneva Declaration IP: *.laczpol.net.pl 17.06.04, 11:38
                      Rany, wlasciwie nie wiem co powiedziec pani dr Ewie na taki atak(!). Skąd tyle
                      złych doświadczeń z farmaceutami? Strasznie się wkurzyłam szczerze mowiac, ale
                      w tej chwili nie mam czasu odpisac, bo własnie muszę wyjśc do pracy(pooszukiwac
                      pacjentów i powciskac im drozsze odpowiedniki ha, ha)
                    • Gość: Farmaceutka Re: Geneva Declaration IP: *.laczpol.net.pl 17.06.04, 12:19
                      Tak wlasciwie to nie wiem dlaczego sie denerwuję. W zasadzie ten post mnie (ani
                      osob, z ktorymi pracuję, pracowalam)nie dotyczy, bo tak po prostu nie robię.
                      -Jesli chodzi o droższe odpowiedniki - nigdy nie zamieniam na drozsze, jezeli
                      są tansze, a wypisanego leku brakuje w aptece. Jesli nie ma tanszego , owszem
                      proponuje drozszy, informujac o roznicy w cenie. Pacjent sam decyduje, czy
                      bierze, czy szuke dalej.Czesto wresz sama proponuje tanszy, jezeli widzę, ze
                      ktos po prostu nie ma pieniedzy. Inna rzecz ze niewiele osob decyduje sie na
                      jakiekolwiek zamiany, bo "czy to na pewno to samo" itp
                      -co do inwalidow
                      nie spotlkalam sie z odsylaniem ich, nikt ze znajomych mi osob tak nie robi.
                      Zreszta za ich recepte za kilka , kilkanascie dni jest zwrot pieniedzy z NFZ z
                      zyskiem, a są to przewaznie recepty na leki o duzej wartosci, więc jaki w tym
                      byłby cel?
                      Nie wiem jak wygladala recepta na losec wypisana przez p dr Ewe. Mam nadzieje
                      ze jako lekarz zna przepisy i wie ze jako 1 opakowanie mozna wydac"najmniejsze
                      zarejestrowane opakowanie". Czyli jezeli jest napisane(nie tylko na Rp dla
                      inwalidy oczywiscie)Losec(+dawka) 1 op, to moge wydac Losec 7kaps. Jezeli wydam
                      28, to pozostale 21 kaps zafunduje pacjentowi z wlasnej kieszeni,bo nfz za nie
                      nie zwróci. W związku z tym prawidlowy zapis dotyczay ilosci Losecu 28 kps
                      brzmi "Losec 28 kps" lub "losec 4 op"
                      Takich przypadkow jest bardzo duzo i moze to miala na mysli p dr mowiac o
                      wydawaniu inwalidzie mniejszej ilosci opakowan z wieksza iloscia tabletek.
                      Fakt , jesli ktos(inwalida czy nie) ma rp np "mono-mack 1 op" moge mu wydac
                      opakowanie 14 tbl(najmniejsze zarejestrowane). Jesli ma zapisane 2 ,to 2 razy
                      14 lub jedno razy 28, i wlasnie wtedy mowie ze daje jadno zamiast dwoch, bo to
                      jest opakowanie PODWOJNE, I JEST W NIM WIECEJ TABLETEK.Czesto zreszta tak
                      robię, bo przewaznie za duze opakowanie pacjent placi MNIEJ.
                      Co do wydawania antybiotykow bez Rp i otrzymywania za to prezentow - nawet nie
                      bede tego komentowac. Jest to rozliczanemiedzy przedstawicielem i lekarzem np
                      lekarz wyrywa żolta kopie Rp (ktora zazwyczaj zostaje dla pacjenta)z
                      przepisanym lekiem(potem pacjent pyta sie mnie"a dlaczego p dr to
                      wyrwala", "nie wiem prosze pani"), kopie te zbiera i przekazuje firmie...

                      Musze leciec.
                      P dr Ewo, uszanowania dla pani, mysle ze takie same jak pani dla mnie.
                      Pozdrawiam wszystkicg uczciwych ludzi.
                      • Gość: kasia09 Re: Korzystając z okazji.... IP: *.compower.pl 28.08.04, 10:24
                        że wypowiada się tu tylu lekarzy,chcialam poskarżyć sie na pewną panią
                        doktor,ktora przyjmowala na sobotnim dyżurze w przychodni w Nowej Hucie na
                        oś.Niepodległości.Przyjechałam z gorączkującym dzieckiem(prawie40st.),choć nie
                        bylo nikogo pani doktor jadla śniadanie więc musialam czekać .Juz w gabinecie
                        powiedzialam że dziecko nie ma innych objawów prócz gorączki,pani doktor
                        uparcie twierdziła że dziecko ma zapalenie ucha środkowego,po moich sugestiach
                        że ucho nie boli i nic się z nim nie dzieje (córka ma 5 lat więc umie zgłaszać
                        objawy,dzień wcześniej byliśmy u ralyngologa na rutynowych badaniach)owa
                        lekarka dalej upierala się przy swoim wmawiając mi że zapalenie ucha nie bolii
                        aplikując dziecku Ospamox i przykaz nie wychodzenia z domu przez tydzień (w 30
                        stopniowy upal wtedy),dobrze że nie ufam ślepo lekarzom i na drugi dzień
                        poszlam do innej lekarki ,która była przerażona diagnozą poprzedniczki.Moje
                        dziecko mialo wirusa który bez żadnych objawów minął po trzech dniach.Nie wiem
                        jak ci lekarze studiują tą medycynę skoro są tak nie douczeni i potrafią bez
                        mrugnięcia okiem przepisać małemu dziecku antybiotyk i narażać mały organizm na
                        spustoszenie jakim niewątpliwie jest bezzasadne zażywanie lekarstw,tym bardziej
                        antybiotyków!.
                        • Gość: pia.ed Re: Korzystając z okazji.... IP: *.ip-pluggen.com 28.08.04, 14:31
                          To dlatego dzieci w SZWECJI sa tak zdrowe!
                          Przy 40-stopniowej goraczce, pielegniarka do ktorej sie dzwoni przed wyjazdem
                          na ostry dyzur, ordynuje Alvedon przez 3 dni...
                          Jesli nie pomoze, to czwartego dnia znow do niej zadzwonic!

                          Matki znaja to na pamiec i nawet nie fatyguja sie na ostry dyzur, bo i po co?
                          • Gość: judym Re: Korzystając z okazji.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.04, 15:28
                            A w Polsce zasuwają ze wszystkim do lekarza, narzekając przy tym na kolejki. ;)

                            Jedna matka jest zbulwersowana, gdy lekarz przepisze antybiotyk i tym
                            sposobem "spustoszy mały organizm", a inna gdy lekarz nie przepisze tego
                            antybiotyku przy 40 st. gorączce.
                            Czy lekarz zrobi tak, czy siak, to i tak nie dogodzi wszystkim matkom, bo one i
                            tak wiedzą swoje. Nie wiedzą tylko, że to czy antybiotyk był potrzebny , czy
                            nie, to zwykle będzie wiadomo za 3-4 dni, a nie pierwszego dnia ostrej infekcji
                            gorączkowej.
                            Ale spróbuj nie dać antybiotyku przy wysokiej gorączce i niech no tylko wykluje
                            się jakaś angina ropna lub zap. oskrzeli, to dopiero taki lekarz zobaczy, co
                            Matka-Polka potrafi.
                            Po kilku takich doświadczeniach, lekarz ten już zawsze będzie włączać
                            antybiotyk pierwszego dnia infekcji, mimo, że wie dobrze, że nie potrzeba. Może
                            jedna na sto matek opisze to w internecie, ale będzie miał spokój z pozostałymi
                            99.
                            Co do tej drugiej lekarki "przerażonej diagnozą poprzedniczki", to powiem
                            tylko, że zawsze "najmądrzejszy" jest ten lekarz, który widzi pacjenta ostatni.
                            Lekarka ta zapomniała, że następnym razem będzie odwrotnie i to po niej ktoś
                            inny będzie poprawiał, więc mogła sobie darować komentarz. Wcale przez to nie
                            jest lepszym lekarzem, a przeciwnie.
                            • Gość: kasia09 Re: Korzystając z okazji.... IP: *.compower.pl 28.08.04, 15:56
                              Chyba zostałam żle zrozumiana,mnie chodzilo o to że lekarka postawila blędną
                              diagnozę wręcz upierając sie przy tym że dziecko ,ma zapalenie ucha
                              środkowego,a nawet nie trzeba być lekarzem żeby wiedzieć że ucho ze stanem
                              zapalnym bolii dlatego przepisala antybiotyk a nie przez wysoką
                              gorączkę,natomiast przy wielu infekcjach wirusowych przebiegających z gorączką
                              przy braku innych objawów antybiotykow się nie podaje.Każdy lekarz powinien
                              wiedzieć że antybiotyk nie jest unuiwersalny na wszystko i dobiera się go
                              indywidualnie do danej choroby,a tak na marginesie nie jestem osobą zasuwającą
                              ze wszystkim do lekarza,w ogole bardzo rzadko korzystam z opieki medycznej,ale
                              jeśli chodzi o dziecko ktore nagle dostaje 40 st. gorączki która się utrzymuje
                              mimo podania paracetamolu to nie uważam by nadużyciem było skorzystanie z
                              porady lekarza.Dawniej przy takiej gorączce wołało sie pogotowie,szczególnie
                              jeśli chodzilo o dziecko,wiec uważam że ten sarkazm jest tu nie na miejscu
                              • Gość: judym Re: Korzystając z okazji.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.04, 17:02
                                Gość portalu: kasia09 napisał(a):

                                > Chyba zostałam żle zrozumiana,mnie chodzilo o to że lekarka postawila blędną
                                > diagnozę wręcz upierając sie przy tym że dziecko ,ma zapalenie ucha
                                > środkowego,a nawet nie trzeba być lekarzem żeby wiedzieć że ucho ze stanem
                                > zapalnym bolii dlatego przepisala antybiotyk a nie przez wysoką
                                > gorączkę

                                W swojej wypowiedzi nie odnosiłem się do poprawności rozpoznania zapalenia ucha.
                                Ostre zapalenie ucha środkowego stwierdza się lub wyklucza badaniem
                                otoskopowym. Bez tego badania można je tylko podejrzewać lub nie.

                                Tłumacząc natomiast w swojej wypowiedzi mechanizm prowadzący do pochopnego
                                włączania antybiotyków, odniosłem się do stwierdzenia:

                                > Nie wiem jak ci lekarze studiują tą medycynę skoro są tak nie douczeni i
                                > potrafią bez mrugnięcia okiem przepisać małemu dziecku antybiotyk i narażać
                                > mały organizm na spustoszenie

                                Gość portalu: kasia09 napisał(a):

                                > Każdy lekarz powinien
                                > wiedzieć że antybiotyk nie jest unuiwersalny na wszystko i dobiera się go
                                > indywidualnie do danej choroby

                                To oczywiste i każdy lekarz to wie.

                                > jeśli chodzi o dziecko ktore nagle dostaje 40 st. gorączki która się
                                utrzymuje
                                > mimo podania paracetamolu to nie uważam by nadużyciem było skorzystanie z
                                > porady lekarza
                                > .... wiec uważam że ten sarkazm jest tu nie na miejscu

                                Zostałem źle zrozumiany.
                                Moje stwierdzenie, że w Polsce zasuwa się ze wszystkim, było ogólnym
                                stwierdzeniem nawiązującym do wypowiedzi pia.ed. i nie było w tym krzty
                                sarkazmu w odniesieniu do ciebie.
                                Na twoim miejscu też bym się udał z dzieckiem do lekarza.
                                • maszar Re: Korzystając z okazji.... 28.08.04, 17:48
                                  a ja pragnę odnieść się do innego fragmentu listu Kasi.
                                  Napisała z wielkim oburzeniem:
                                  "choć nie bylo nikogo pani doktor jadla śniadanie"
                                  A kiedy miała jeść? Przyjmując pacjenta w gabinecie?
                                  Wówczas rzeczywiście miałabys prawo byc oburzona.
                                  Ciekaw jestem, kiedo do reszty społeczeństwa dotrze, iż lekarz to też człowiek,
                                  który na 24-godzinnym dyżurze ma prawo nie tylko zjeść (nie będę cytował tu
                                  Kodeksu Pracy dającemu każdemu pracownikowi 15 minut przerwy na każde 8 godzim
                                  pracy), ale o zgrozo również skorzystać z toalety.
                                  • Gość: kasia09 Re: Korzystając z okazji.... IP: *.compower.pl 28.08.04, 18:26
                                    Nie mam nic przeciwko lekarskiej przerwy śniadaniowej,ale jak przyjeżdżam z
                                    gorączkującym rozpalonym dzieckiem które prawie leje mi sie przez ręce to pani
                                    doktor powinna się pośpieszyć z konsumpcją,a nie trzymać mnie przez dlugi czas
                                    na korytarzu,a pisząc że nie bylo nikogo ,mialam na myśli to że pani doktor
                                    wiedziala że nie ma innych pacjentow ,tylko my z goraczkującym
                                    dzieckiem.Jednocześnie chcę zaznaczyć że moje dziecko należy do bardzo
                                    sympatycznej i kompetentnej pani doktor ,ktorą dażę głębokim szacunkiem,ale
                                    która niestety byla wtedy na urlopie,więc nie pałam niechęcią do wszystkich
                                    lekarzy tylko ,chodzi mi o ten jeden konkretny przypadek.
                                    • Gość: judym Re: Korzystając z okazji.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.04, 19:29

                                      Jeśli rzeczywiście nie masz nic przeciwko prawu lekarza do przerwy
                                      śniadaniowej, jak to napisałaś.
                                      To bądź konsekwentna i nie wymagaj, aby lekarka robiąc sobie taką przerwę ( bo
                                      akurat zrobiło się pusto na poczekalni), pośpiesznie rzucała dopiero co zaczętą
                                      kanapkę lub duszkiem wypiła gorącą herbatę, bo akurat ty w trakcie jej
                                      śniadania przyszłaś z gorączkującym 6-letnim dzieckiem. Gorączka bez innych
                                      objawów (jak sama stwierdziłaś), nie jest bowiem stanem wymagającym rzucenia
                                      wszystkiego i ratowania życia. A takich "prawie lejących się przez ręce"
                                      pacjentów każdy pediatra widział tysiące, bo to typowy dla gorączkującego
                                      dziecka obrazek i zwykłe ostudzenie, które mogłaś sama zastosować jeszcze w
                                      domu by na to pomogło.
                                      Gdyby rzeczywiście działo się coś bardziej niepokojącego z dzieckiem to byś,
                                      jak sądzę, natychmiast zgłosiła ten fakt wbiegając do przychodni i lekarka
                                      niezwłocznie pośpieszyłaby twemu dziecku z pomocą. To czy wizyta odbyła się 15
                                      min. wcześniej, czy później nie miało żadnego wpływu na przebieg gorączki u
                                      twojego dziecka.
                                      Nie przesadzaj, więc proszę. Sama na jej miejscu dokończyłabyś śniadanie.

                                      Chyba, że jak się chce psa uderzyć, to i kij się znajdzie.
                                      I każdy pretekst jest wtedy dobry.

                                      Ja przynajmniej, tak właśnie odebrałem ten fragment o śniadaniu zawarty w
                                      twojej wypowiedzi.
                                      • Gość: kasia09 Re: Korzystając z okazji.... IP: *.compower.pl 28.08.04, 23:09
                                        Nie ma sensu prowadzić dalej tej dyskusji,ponieważ moglibyśmy tak polemizować
                                        bez końca,szkoda nerwów.Tak na marginesie moje dziecko ma 5 lat.
                                        • Gość: judym Re: Korzystając z okazji.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.04, 00:56

                                          Zdaję sobie sprawę, że jesteś emocjonalnie w to zaangażowana i dlatego
                                          denerwujesz się, gdy inni pewne sprawy widzą inaczej.

                                          W swoich wypowiedziach zgodziłem się jednak z tobą w większości, choć przyznaję
                                          nie ze wszystkim. Usiłowałem też, co nieco tłumaczyć. Mam własne doświadczenia
                                          i widzę pewne rzeczy z innej pozycji niż ty.
                                          Czytając jednak twój ostatni post odnoszę wrażenie, że moje słowa były zupełnie
                                          niezrozumiałe, a nawet spowodowały wyraźną irytację, choć nie taki był mój
                                          zamiar.
                                          Zastanawiam się teraz, czego oczekiwałaś zamieszczając swój post na tym forum,
                                          jeśli nie polemiki?
                                          Przeprosin ? A może ktoś miał się ukorzyć ?
                                          • Gość: lekarka Re: Oj Kasiu, Kasieńko........ IP: *.chello.pl 29.08.04, 14:52
                                            pewnie byś chciała, aby lekarka w stanie pełnej gotowości ( bez jedzenia i
                                            siusiania) w pozycji na baczność czekała na ewentualnego pacjenta. Przyjmij
                                            jednak do wiadomości, że my jesteśmy takimi samymi ludźmi, też mamy prawo do ,
                                            chocby skończenia śniadania, gdy pacjent nie znajduje się w stanie zagrożenia
                                            zycia ( a to zwykle widać na pierwszy rzut oka, i wiadomo, czy 5 minutowa
                                            zwłoka nie zaszkodzi).
                                            Nie wiem kim jesteś z zawodu, ale jesli np. pracujesz w urzędzie to wyobrażam
                                            już sobie , że przerywasz posiłek widząc na horyzoncie pententa. Nie mylę się,
                                            prawda?
                                            Twój post skutecznie buduje barykadę lekarze-pacjenci, która nie czyni nic
                                            dobrego.
                                            P.S. Pamiętam kasiopodobną matke, która wrzskiem i awanturą zawróciła mnie z
                                            drogi do ubikacji bym zbadała gorączkujące dziecko. Zbadałam, porozmawiałam,
                                            wypisałam co potrzeba i owa dama miała przyjemność zobaczyc czerwoną plamę krwi
                                            w dolnej części mojego białego fartucha - wiadomo dlaczego.
                                            • Gość: kasia09 Re: Oj Kasiu, Kasieńko........ IP: *.compower.pl 29.08.04, 22:53
                                              Pierwotnie głównym tematem mojego postu jak wcześniej można zauważyć,była
                                              błędna diagnoza lekarska i zaaplikowanie niepotrzebnie antybiotyku mojemu
                                              ciągle chorującemu dziecku,które w ciągu roku łyka lekarstw w tym antybiotyków
                                              aż w nadmiarze,a tu nagle sprawa zaczęła sie toczyć wokół tego nieszczęsnego
                                              jedzenia ,o ktorym wspomnialam niejako przy okazji,więc dajmy już temu spokój.
                                              • maszar Re: Oj Kasiu, Kasieńko........ 30.08.04, 15:28
                                                nikt na odległość, nie badając dziecka i znając tylko relację jednej strony nie
                                                jest w stanie uczciwie ocenić, czy zastosowana terapia była prawidłowa, czy też
                                                nie.
                                                Natomiast sama wywołałaś temat prawa osoby będącej na 24-godzinnym, ciągłym
                                                dyżurze do spożycia posiłku, uważając, iż nie ma ona takowych (a nawet
                                                Amerykanie torturując więźniów w Iraku od czasu do czasu ich karmili...), więc
                                                miej pretensje tylko do siebie;
                                                a przy okazji - temat prawa lekarza do posiłku świetnie koreluje z tematem
                                                wątku...
                                    • spq Re: Korzystając z okazji.... 30.08.04, 07:49
                                      Gość portalu: kasia09 napisał(a):

                                      > Jednocześnie chcę zaznaczyć że moje dziecko należy do bardzo
                                      > sympatycznej i kompetentnej pani doktor

                                      a ja myślałem, że niewolnictwo jest w Polsce zakazane.
                                  • spq Re: Korzystając z okazji.... 30.08.04, 07:47
                                    maszar napisał:

                                    > który na 24-godzinnym dyżurze ma prawo nie tylko zjeść (nie będę cytował tu
                                    > Kodeksu Pracy dającemu każdemu pracownikowi 15 minut przerwy na każde 8
                                    > godzim
                                    > pracy), ale o zgrozo również skorzystać z toalety.

                                    a fe! o takich obrzydliwościach mi tu!
                                    powinien się powstrzymać przecież lekarz to powołanie nie zawód! ;-)

                                    • Gość: pia.ed Re: Korzystając z okazji.... IP: *.ip-pluggen.com 30.08.04, 19:10
                                      To juz robotnicy przy tasmie w Szwecji maja lepiej, bo po kazdej godzinie
                                      pracy przysluguje im 5 minut przerwy na ubikacje czy napicie sie czegos.

                                      Oprocz tego 10 minut na kawe przed poludniem i po poludniu.

                                      O polgodzinnej NIEPLATNEJ przerwie na lunch juz nie wspomne.
                                      W koncu to sa LUDZIE ktorzy pracuja przy tasmie, a nie automaty!
                                      • Gość: Patryk Re: Korzystając z okazji.... IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.08.04, 19:17
                                        > O polgodzinnej NIEPLATNEJ przerwie na lunch juz nie wspomne.
                                        > W koncu to sa LUDZIE ktorzy pracuja przy tasmie, a nie automaty!


                                        Robotnicy-owszem .Ale lekarz - nie czlowiek :-)(wiadomo od dawna).
                                        • Gość: Bruford Chyba was pogięło... IP: *.cskmswia.pl 31.08.04, 13:46
                                          Jedzenie?Sikanie????
                                          Żarty jakieś się was trzymają.
                                          1.Lekarz , jak powszechnie wiadomo ,wykształcony za pieniądze podatnika ,
                                          pełniący wszak służbę, zadowalać się powinien jedynie zaspokajaniem powołania i
                                          satysfakcją zawodową.
                                          2.Jedzenie i sikanie to czynności marginalne dla osób powołanych i ich
                                          regularne wykonywanie jest dopuszczalne jedynie dla takich kast jak urzędnicy
                                          itp.tj osoby nie pełniące służby oraz nieposiadające powołania i nie osiągające
                                          satysfakcji zawodowej.
                                          3.Jedynym systemem który zadowoliłby społeczeństwo polskie byłby system pracy
                                          klasztornej - lekarz pożywi się resztkami z kuchenki oddziałowej a szpital
                                          zapewni mu "skrawek tkaneczki lada jakiej do przyodziewku".Wynagrodzeniem jest
                                          bowiem rzeczona satysfakcja i spełnienie powołania.Opuszczanie klauzury
                                          szpitalnej konieczne jest jedynie sporadycznie.
                                          4.Pacjent polski jako jedyny , zwolniony jest z czytania jakichkolwiek
                                          poradników czy to dotyczących ciąży czy też opieki na własnymi dziećmi.Jak
                                          wiadomo , wysiłek związany z czytaniem wspomianych książek jest nadmierny i
                                          nieuzasadniony zwłaszcza w sytuacji posiadania na podorędziu służby.
                                          • pia.ed Re: Chyba was pogięło... 31.08.04, 17:53
                                            ..."Pacjent polski jako jedyny , zwolniony jest z czytania jakichkolwiek
                                            poradników czy to dotyczących ciąży czy też opieki na własnymi dziećmi.Jak
                                            wiadomo , wysiłek związany z czytaniem wspomianych książek jest nadmierny i
                                            nieuzasadniony zwłaszcza w sytuacji posiadania na podorędziu służby..."

                                            Lepiej tego nie mogles powiedziec, ja tez nie!

                                            Wlasnie na czytaniu przez pacjenta broszur, podrecznikow pierwszej pomocy, a
                                            juz szczegolnie dot. profilaktyki (wlasciwe jedzenie i ruch), opiera sie
                                            szwedzka sluzba zdrowia.

                                            Dzieki temu lekarz, ktoremu nie zawraca sie glowy glupstwami, ma czas zbadac
                                            pacjenta, porozmawiac z nim, w spokoju wydrukowac recepte.

                                            No i oczywiscie wypic swoja kawe (20 minut przed poludniem i po poludniu.
                                            Przerwy na papierosa nie ma, bo przyjmuje sie, ze sluzba zdrowia nie pali...
                                          • Gość: lekarka Re: Chyba was pogięło... IP: *.chello.pl 31.08.04, 20:36
                                            Podpisuję się pod tym wszystkimi czterema kończynami!
                                            Dziś znów próbowała ochrzanić mnie matka, gdyż nie będzie mnie jutro w pracy (
                                            biorę 1 dzień urlopu wypoczynkowego w związku z rozpoczęciem roku szkolnego
                                            mojego dziecka).
                                            Poinformowałam o tym mamuskę, choć nie musiałam , na co usłyszałam"Jak to ZNOWU
                                            na urlopie, dopiero co pani nie było".
                                            P.S. W bieżącym roku kalendarzowym byłam nieobecna 19 dni roboczych - 15 urlop
                                            wypoczynkowy w sierpniu, 3 dni zwolnienie lekarskie- wysoka gorączka w lutym
                                            oraz 1 dzień opieki nad dzieckiem ( byłam na szkolnej wycieczce).
                                            • Gość: Patryk Re: Chyba was pogięło... IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.08.04, 20:56
                                              No wlasnie!Zabrac te urlopy lekarzom!Sie ,kurna,urlopow zachcialo?Jak kazdemu
                                              normalnemu czlowiekowi?Zwolnionka sie bierze,z byle temperaturka?A
                                              spoleczenstwo latami lozylo na wyksztalcenie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka