protozoa
22.11.10, 16:16
Schodzę z oddziału do przychodni w cywilnych ciuchach. I słyszę jak lekarz z sąsiedniego gabinetu znany z życzliwości i bardzo dobrego stosunku do pacjentów mówi pacjentce, która DO PORADNI SPECJALISTYCZNEJ PRZYSZŁA NIE ZAPISANA NA TEN DZIEŃ A ZA TYDZIEŃ, ABY WYJĘŁA KARTĘ I POCZEKAŁA TO PRZYJMIE JĄ JAKO OSTATNIĄ PO GODZINACH PRACY. Pacjenta gdyby była w stanie zagrożenia zycia czy choćby zdrowia mogłaby zgłosić się do Izby Przyjęć ( ok 3-5 minut drogi w tym samym budynku), ale ponieważ tak nie było musiała zaczekać do 18.30-19.00 czyli do czasu gdy ów doktor przestanie przymować. W czasie prywatnym mógł dokładnie się wypiąć i choćby iść do kina, ale zaproponował , że skoro przyjechała z daleka to ją przyjmie. Minęło pół godziny, wchodzę do szefowej przychodni i widzę jak owa dama mówi, że dr B wyrzucił ją z gabinetu, chora, narażając jej zdrowie a nawet życie. Oniemiałam. Opowiadam więc jak naprawdę wyglądała rozmowa i żądam poproszenia do szefowej dr B, żeby pacjenta powtórzyła mu to patrząc prosto w oczy. Nie doczekałam się, bo uciekła. Uciekając jeszcze próbowała mi nawymyślać.
Tak więc dobre serce i życzliwość została ukarana.
Lekarze muszą zacząć bronić się przed pacjentami - roszczeniowymi, kłamiącymi, wrednymi. Zaznaczam, nie wszyscy są tacy, ale zdarzają się coraz częściej. Uważam, że obecność pielęgniarki w gabinecie jest jakimś rozwiązaniem. Ponadto każde nieprawdziwe oskarzenie, oszczerstwo powinno być ścigane po zgłoszeniu tego przez lekarza do sądu. A sądy powinny karać takich ludzi z cała surowością. Gdyby za takie oszczerstwo i kłamstwo pacjenta zapłaciła 300 złotych grzywny + zwrot kosztów procesu może następnym razem zastanowiłaby się nim zacZnie kłamać .