Dodaj do ulubionych

Lekarz a pacjent "abonamentowy"

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.04, 21:17
Mam - jak w tej chwili sądzę - wątpliwą przyjemność pracowania w przychodni w
której firmy i osoby prywatne wykupują sobie abonamenty na świadczenia
medyczne. Nieraz baaardzo drogie abonamenty. I czasem zastanawiam się, kim
właściwie jestem dla tych klientów - pacjentów. Bo czasem wątpię, czy mam cos
do powiedzenia jako lekarz.
Ja rozumiem - płaci - więc wymaga. W związku z tym - nie ma problemu, mogę
pojechać obejrzeć zakatarzony nos poza miasto - ostatecznie z tych
abonamentów jest utrzymywana karetka do takich celów. Ale juz odmówiłam
wykonania "Pani doktor jest samochodem, pani podskoczy do apteki i wykupi ta
recepte, co mi ja wypisała". Efekt - awantura i reklamacja, tłumaczenie w
kierownictwie, choć ewidentnie warunki abonamentu nie
przewidują "podskakiwania" do apteki. Dobrze chociaż, że ta reklamacja nie
została uznana, ale nerwów mi to napsuło.
Z tego tygodnia - babsko nowobogackie, któremu słoma ze szpilek od Gucciego
sie wysypywała - zażądała szczepienia przeciw WZW-C. Poinformowałam ją, że
takiej szczepionki nie ma, nie zdążyłam dodać - nigdzie na świecie, a już
leciała do kierownika -ze skargą - bo jak to, ona ma złotą kartę i nie
znajdzie sie dla niej choćby jedna dawka? Dla Złotej Karty się nie znajdzie?
O żądaniu drogich, a zupełnie nie potrzebnych badań - nie wspomnę. To chleb
powszedni. Ale naprawdę nie sposób zaczynac diagnostyke bólów brzucha od
wykonania NMR, w każdym razie nie u wszystkich, którzy by tego sobie życzyli.
Ja nie mówię - są tam osoby również miłe, są też osoby powaznie i przewlekle
chore. Ale większość to jednak jak w pierwszych zdaniach opisu.
Jak dla mnie takie warunki nie sprzyjają rozwojowi prawidłowych stosunków
między lekarzem a pacjentem, do których idealistycznie przywiązuję dużą wagę.
Nie potrafię zastanawiać się nad diagnozą i leczeniem, jednocześnie myśląc,
czy moja grzywka zaczesana na prawo nie wzbudzi niechęci człowieka po drugiej
stronie biurka. Zdarzają się seksistowskie komentarze, próby molestowania
(personelu średniego, lekarek na razie jeszcze nikt nie próbował obmacywać).
A i zarobki nie są oszałamiające. Jak na razie nie czuję sie z tym najlepiej.

P.S. Ostatnio rozporządzenie kierownictwa nakazało pracownikom odmawianie
nierealnych czy nieuzasadnionych żądań pacjentów - bez używania słowa "NIE".
Spróbujcie ułożyć takie zdanie. Zabawa w cyklu "Krasnoludek obszedł górę.
Góra została przez krasnoludka...? Obejdziona?
Obserwuj wątek
    • perito Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 11.06.04, 22:03
      Witaj,
      nie jestem lekarzem, ale pracuję w firmie, która również ma swoją
      przychodnię "abonentową". Nie ukrywam, że też mnie takie pańcie w szpilkach od
      Gucciego irytują. Wierz mi, są one równie upierdliwe w pracy dla swoich
      kolegów. Moja koleżanka lata do przychodni regularnie wykonywać sobie jakieś
      badania. Nikt nie wie po co, bo w biurze zawsze wygląda na okaz zdrowia. Do tej
      pory zaliczyła już wszystkich lekarzy specjalistów (a jest ich sporo). Biega
      tam, bo po prostu ma łatwy dostęp do lekarzy i nie musi płacić z własnej
      kieszeni za wizyty. Do tego jeszcze firma (tak robi moja) często podkreśla, że
      jest to rodzaj świadczenia pozamaterialnego ale dosć ekskluzywnego. Pracownicy
      chcą z tego korzystać i korzystają - bez umiaru. Inna sprawa, że coraz więcej
      jest hipohondryków. Szeroko zakrojona w mediach promocja zdrowia i zdrowego
      stylu życia, która oczywiście przynosi wiele dobrego, też poprzewracała ludziom
      w głowie. W każdej "babskiej" gazecie można przeczytać: jeśli zaobserwujesz u
      siebie to i to, skonsultuj sie z lekarzem - może to być choroba. No i
      konsultują się tacy pacjenci z każdą krostką na brodzie.
      • pia.ed Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 12.06.04, 01:08
        Wycelowalas w dziesiatke, perito! Nic dziwnego ze pacjenci traktuja lekarza
        jako przedmiot stojacy do ich dyspozycji.
        Nie moge sie nadziwic, ze istnieja takie abonamenty w biednej podobno Polsce!

        Owszem w innych krajach ZDARZA sie, ze bogata, duza firma zatrudniajaca
        wysokokwalifikowanych pracownikow da im taki "bonus", czasem opodatkowany jako
        zysk, ale nikomu by nie przyszlo do glowy wykorzystywac go w taki sposob!

        W ogole narzucanie lekarzowi skierowania na takie i takie badania, czy jakie
        lekarstwa ma przepisac, uwazam za wielki nietakt bo w koncu to on studiowal
        medycyne, a nie ja.
        • emma Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 13.06.04, 13:05
          Cześć.
          Jestem lekarzem i pracuje w firmie farmaceutycznej, która ma taki abonament.
          Przykro mi za te wszystkie nowobogackie fladry, i to całe towarzystwo, które tak
          uprzykrza życie, no ale cóż...Wiesz, niektórym się wydaje, ze mając złotą kartę
          są lepsiejsi od innych...Szkoda gadać.

          Ale do Pia.Ed-ja za ten abonament płacę ciężkie pieniadze. Firma mi tego nie
          daje za darmo! A jeśli płacę to wymagam!!! I nie interesuje mnie, że Polska jest
          biedna. Nie chodzi to Broń Boże o to, że mam rozstawiac po katach lekarzy i
          dyktowac im co mają robic, bo to już buractwo. Ale oczekuję dostepu do
          diagnostyki i leczenia, za które zapłaciłam. Płacąc dodatkowo oczywiście co
          miesiąc składkę zdrowotną, z której nie mam nic. Za mój abonament nie płacą
          podatnicy tylko ja sama. W innych krajach się to nie zdarza bo nie ma takiej
          paranoi jak w Polsce, ludzie mają prywatne ubezpieczenia i normalny dostęp do
          leczenia.

          Narzucanie lekarzowi badań czy leków to ogromny nietakt, właściwe ciężka
          głupota-ale na medycynie w Polsce wszyscy się przecież znają, ale dyskusja na
          temat proponowanego leczenia czy diagnostyki to powinien byc normalny element
          rozmowy z lekarzem.

          Pozdrawiam

          pia.ed napisała:

          > Wycelowalas w dziesiatke, perito! Nic dziwnego ze pacjenci traktuja lekarza
          > jako przedmiot stojacy do ich dyspozycji.
          > Nie moge sie nadziwic, ze istnieja takie abonamenty w biednej podobno Polsce!
          >
          > Owszem w innych krajach ZDARZA sie, ze bogata, duza firma zatrudniajaca
          > wysokokwalifikowanych pracownikow da im taki "bonus", czasem opodatkowany jako
          >
          > zysk, ale nikomu by nie przyszlo do glowy wykorzystywac go w taki sposob!
          >
          > W ogole narzucanie lekarzowi skierowania na takie i takie badania, czy jakie
          >
          > lekarstwa ma przepisac, uwazam za wielki nietakt bo w koncu to on studiowal
          > medycyne, a nie ja.
          • pia.ed Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 13.06.04, 14:29
            W kraju w ktorym mieszkam od lat, Szwecji, nie istnieje prywatne
            ubezpieczenie. Nie moge takiego kupic zeby np moc sie zoperowac poza kolejka
            albo nie czekac 3-4 tygodnie do lekarza rejonowego.
            Byc moze ma takie krol Carl Gustav i krolowa Sylvia, choc ona tez pierwsze
            dziecko urodzila w panstwowym szpitalu (nastepne dwa na zamku), ale w tych
            kregach sie raczej nie obracam, wiec nie wiem.........

            Przecietny, nawet swietnie zarabiajacy "smiertelnik" zdaje sie wylacznie na
            panstwowa sluzbe zdrowia, tak jak premier Goran Persson, ktory tydzien temu
            byl operowany na staw biodrowy w sztokholmskim szpitalu.

            Na sluzbe zdrowia placimy poprzez swoje wysokie podatki, robia to tez emeryci
            az do ostatnich swoich dni... Pracodawca placi ubezpieczenie swojego
            pracownika, na emeryta tez by placil, gdyby ktorys emeryt chcial pracowac,
            ale tu nie ma tego zwyczaju. Kiedy ktos ma 65 lat, to uwaza ze czas odpoczac
            po 40 latach pracy...
            • marcinka1 Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 13.06.04, 16:59
              Pia, ale macie normalna opiekę-tzn. w ramach ubezpieczenia nie ma problemu z
              dostaniem sie do lekarza. Tu w ramach publicznej słuzby zdrowia na wizyte u
              specjalisty czy badania czeka się w najlepszym razie tygodniami. Kto ma na to
              czas?!I zdrowie? Stad wzieły sie abonamentowe prywatne kliniki. Czyli płacimy
              na publiczną opiekę w ramach której nie mamy i bulimy ciężki szmal na prywatną,
              zeby jednak móc się leczyć. Czy to nie Matrix?
              Tam umawiasz sie na godzine X i o tej godzinie Cie przyjmują, zlecjąc niezbedna
              diagnostykę a nie oszczedzając na niej. W Warszawie wiekszośc pracowników
              koropracji korzysta z tych usług-to nierzadko cięzkie buce o czym pisał/a laki.

              Ze Szwecja ten cyrk nie ma porównania. Pracowałem naukowo dłuzszy czas na
              Uniwersytecie w Lund, gdzie robiłem doktorat i doskonale pamietam szwedzki model
              opieki zdrowotnej i szpitale (pracowalem w Uniwersyteckim Szpitalu w
              Malmo)-wierz mi, pomyślałabyś, że zwariowałaś, gdyby przydarzyło Ci się
              korzystać z publicznej opieki zdrowotnej w Polsce. Lekarze i pielegniarki też sa
              inni-bez obrazy dla wszystkich na tym forum, ale gdy z boku patrze i sam jako
              lekarz korzystam-tutaj zwlaszcza w małych miejscowościach lekarz to pan zycia i
              śmierci, który decyduje nie rozmawiając z Toba czy tłumacząc Ci co się z Toba
              dzieje czy bedzie działo.Ma być jak powie i bez dyskusji. Jeszcze raz sorry, za
              generalizowanie ale niestety tak często jest.
              Pozdrawiam

              pia.ed napisała:

              > W kraju w ktorym mieszkam od lat, Szwecji, nie istnieje prywatne
              > ubezpieczenie. Nie moge takiego kupic zeby np moc sie zoperowac poza kolejka
              > albo nie czekac 3-4 tygodnie do lekarza rejonowego.
              > Byc moze ma takie krol Carl Gustav i krolowa Sylvia, choc ona tez pierwsze
              > dziecko urodzila w panstwowym szpitalu (nastepne dwa na zamku), ale w tych
              > kregach sie raczej nie obracam, wiec nie wiem.........
              >
              > Przecietny, nawet swietnie zarabiajacy "smiertelnik" zdaje sie wylacznie na
              > panstwowa sluzbe zdrowia, tak jak premier Goran Persson, ktory tydzien temu
              > byl operowany na staw biodrowy w sztokholmskim szpitalu.
              >
              > Na sluzbe zdrowia placimy poprzez swoje wysokie podatki, robia to tez emeryci
              > az do ostatnich swoich dni... Pracodawca placi ubezpieczenie swojego
              > pracownika, na emeryta tez by placil, gdyby ktorys emeryt chcial pracowac,
              > ale tu nie ma tego zwyczaju. Kiedy ktos ma 65 lat, to uwaza ze czas odpoczac
              > po 40 latach pracy...
              • pia.ed Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 13.06.04, 18:00
                Wszystko sie zgadza, mamy w Szwecji wspaniala opieke lekarska. Jest
                jedno "ale".
                W ostatnich latach, w zwiazku z redukcja sluzby zdrowia i w ogole
                powszechnym "zaciskaniem pasa" kolejki do lekarzy wydluzyly sie do
                niespotykanych przedtem granic.
                Ostatnio chcialam zapisac syna do lekarza pierwszej pomocy, bo potrzebowal
                nowej recepty na niedoczynnosc tarczycy (endykronolog uwazal, ze juz nie
                potrzebuje jego opieki). Obdzwonilam co najmniej 10 przychodni i praktyk
                prywatnych (cena ta sama!) i najblizszy termin jaki dostalam byl za 2
                tygodnie, w niektorych gabinetach prywatnych nie przyjowali w ogole nowych
                pacjentow!
                W recepcji maly szok: Wizyta kosztowala 300 kr, zamiast 150 kr, bo ten
                lekarz byl docentem, SPECJALISTA, a u specjalisty placi sie 300 kr.
                Przy okazji wypisywania recepty lekarz zbadal syna, bo zauwazyl ze tworzy mu
                sie brzuszek - mimo mlodego wieku.
                No i okazalo sie, ze syn ma podwyzszona wartosc choresterolu!

                Tak wiec pojscie do docenta sie oplacilo, bo w przychodni rejonowej syna,
                gdzie kolejka jest 4 tygodnie, lekarz raczej zrobiby tylko to, o co go
                prosilam: wypisalby recepte na levaxin (na caly rok!).

                A poza tym to mieszkam w Malmo, w poblizu Mas i Pildamsparken, a szpital w
                Lund odzwiedzilam w zeszlym tygodniu, bo syn robil tam testy.
                Pozdrawiam

                • Gość: laki Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 21:50
                  O dzizas, u nas by zlinczowali za taki termin, obojętnie - w panstwowej czy
                  prywatnej słuzbie zdrowia. Serio.
                  Słuchajcie, ja nie mam nic do wymagań dotyczących wygody pacjentów objętych
                  abonamentem. Mówiłam - pojadę i pod miasto obetrzeć zasmarkany nos, nie ma
                  problemu. Ginekolog w naszje przychodni jest 12 godzin (oczywiście różni, na
                  zmiany) - OK, jest dużo młodych kobiet - tak powinno być, skoro za to płaca.
                  Jak trzeba, to zamieniam się w "konsultanta szpitalnego" i ścigam po klinikach
                  docentów prowadzących naszych hospitalizowanych klientów - nie ma sprawy.
                  Ale nie pozwalam na wybryki jak powyżej, i to własnie jest główną linią ścięć
                  ja-pacjenci-kierownictwo.I jak mówiłam - bezustanna krytyczna ocena
                  (pozamerytoryczna, żeby było jasne, oni nie oceniają mojej wiedzy, bo nie
                  potrafią, oni oceniają jak ja im tę wiedze sprzedaję) nie sprzyja budowaniu
                  dobrej więzi między mną a pacjentem. A wyboru na razie specalnego nie mam.
                  • marcinka1 Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 13.06.04, 22:06
                    Cześć Laki. Sorki, mam nadzieję, ze nie zrozumiałaś mnnie źle-serdecznie Ci
                    wspólczuje, bo to coś na kształt korporacji. Tak jak napisałaś-strach się bać,
                    czy grzywka właściwa :-))) Rozumiem ludzi, którzy płaca za te abonamenty (cóż,
                    tak jak ja...), ale normalnych ludzi, a nie tych co to za złotą kartę kupują
                    wszystkich i wszystko.Nawiasem mówiąc niektórzy mogliby wreszcie jakieś książki
                    poczytać, czy jak...
                    Trzymaj się i nie daj się zwariowac. A z drugiej strony, myślałem, ze lekarzom w
                    tych klinikach płacą bardzo dobrze za tę tzw. pełną dyspozycyjnośc...Po Twoim
                    poscie mam do Nich jeszcze więcej szacunku!
                    Pozdrawiam
                    PS A za to co opisywałaś do pielęgniarek to tylko w morde dać, chociaż klon
                    pewnie tylko by się oblizał -((((
                    Marcin
                  • Gość: hhaha do Laki IP: 62.29.138.* 03.08.04, 18:27
                    jak chcesz pogadac o tej firmie ( a jestem pewna ze jest to ta sama, w ktorej
                    ja pracuje) to napisz : baby_doll@ftv.pl
                  • Gość: gina Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: 62.29.138.* 03.08.04, 18:40
                    ja rowniez pracuje w takiej przychodni.ludzie przychpodzacy tam to glownie
                    przylaza z nudow. nie raz sie slyszalo jak babka mowila: ach bylam na spacerze
                    i pomyslalm ze wstapie do was, moze uda mi sie wejsc do dermatologa.a jak juz
                    tu jestem to moze i do ginekologa...??? sorry ale do lekarza chodzis sie jesli
                    ci cos na prawde dolega a nie bo bylas blisko i wpadlas na chwile.naprawde
                    zdarzaja sie mili i sympatycznie pacjenci,ale wiekszosc jest beznadziejnie tepa!
                    to idioci majacy albo najnizsza karte albo najwyzsza, za ktora nie oni placa a
                    pracodawca i sie o byle g... piekla.od tego trzeba zaczac,ze gdyby nie mieli
                    tego abonamentu to nie zarobiliby wiecej, gdyz jest to po prostu bonus.ci
                    ludzie w wiekszosci stale sie piekla,wydzieraja jadaczki na recepcji na
                    dziewczyny ktore sa nic nie winne ze termin do np. dermatologa jest za 2 dni a
                    nie dzis,albo ze do odbioru recepty itp. trzeba miec dokument ze zdjeciem lub
                    upowaznienie do odbioru ( jesli to jest osoba trzecia). ci ludzie sa
                    bezmyslni.uwazaja sie za lepszych i wazniejszych, wywyzszaja sie straaasznie.a
                    najlepsze jest to ze jak ktos ma zlota karte to sadzi ze go bardziej boli i
                    bardziej cierpi niz osoba z nizsza karta.a czesto zdarza sie tak, ze mu nic nie
                    dolega.ludzie w polsce sa po prostu obrzydliwi!!! jak tylko maja cos wiecej od
                    innych to sie wywyzszaja i ponizaja.obrzydliwy narod!!! wstydze sie ze zyje w
                    polsce wsrod takich imbecyli.( bez obrazy - to nie o wszystkich, tylko o wielu
                    jednostkach ) oki place - wymagam, ale dobre wychowanie jest dobrym
                    wychowaniem,prawda??? zauwazylam ze obcokrajowcy czy maja zlota czy nizsza sa o
                    wiele i milsi i tolerancyjni i normalniejsc.a polacy jak tylko maja pryw.opieke
                    medyczna to juz mysla ze sa bog wie kim !!! idiotyzm...
        • sylwia579 Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" 26.08.04, 17:12
          Czytam to i "nóż mi się w kieszeni otwiera". Od lat jestem pacjentem
          abonamentowym. Dotychczas byłam miła i nie narzucałam lekarzowi jakie badania
          ma mi wykonać.
          Efekt:
          3 lata leczenia hormonami bez cytologi. 5 lat leczenia hormonami bez zrobienia
          prób wątrobowych. Lekarz ani razu (łącznie z pierwszą wizytą) nie zapytał mnie
          jakie były choroby w rodzinie, na co sie jeszcze leczę, jakie leki przyjmuje
          czy jakie mam dolegliwości. Ginekolog wykonał podstawowe testy na poziom
          hormonów, usłyszał że "od zawsze" mam nieregularne miesiączki i wypisał recepty
          na hormony. Na poje pytanie czy nie mają skutków ubocznych usłyszałam że nie
          mają.
          Rezultat:
          Rozwalona wątroba (zdiagnozowana tylko i wyącznie dlatego, że w końcu sie
          wkurzyłam i zmusiłam właśnie lekarza do zrobienia mi badań na stan mojej
          wątroby). Po zobaczeniu wyników lekarz sie przeraził. I co uważasz, że
          popełniłam "nietakt" że stanowczo zazadałam badań?
          O innych problemach chorobowych związanych z tym, że nie byłam dotąd
          wystarczająco stanowcza i uważałam, że "w końcu to on studiował medycynę a nie
          ja" nie bede tutaj pisala.
          Wiem jedno, od teraz będę bardzo stanowcza w żądaniu kierowania mnie na badania
          w zwiazku z czym pewnie w twoim mniemaniu stane sie bardzo upierdliwa
          pacjentka. Ale NIC MNIE TO NIE OBCHODZI!!! Przez to, ze dotad bylam mila i
          wierzylam lekarzom teraz mam spore problemy zdrowotne.
    • Gość: haha ja też tam pracuję !!! zgroza IP: 62.29.138.* 03.08.04, 18:24
      witam chyba wiem gdzie pracujesz bo ja tez tam pracuje :)
      jesli chcesz na napisz baby_doll@ftv.pl
      • anjadr Re: ja też tam pracuję !!! zgroza 03.08.04, 21:19
        Wiecie co, ja jestem "pacjentką abonamentową" w LIMie i właśnie chciałabym z
        drugiej strony powiedzieć słóweczko. No chyba nie wszyscy pacjenci chyba to
        takie chamy, co? To co się dzieje w tzw. publicznych jednostkach? Chciałam też
        rzec, że nie biegam z byle czym (a sama już sie nie diagnozuje i nie lecze od
        kiedy rozpoznałam u siebie cukrzyce a miałam ZUM :-)))No trochę czasu minęło od
        studiów...I w LIMie jest naprawdę OK. Miałam wątpliwą przyjemność korzystania z
        publicznej opieki zdrowotnej i LIM to business class w porównaniu do tego syfu
        (sorki ale ciągle widze obskurny gabinet gin z fotelem ustawionym na przeciw
        drzwi. Frontem oczywiście). Lekarze naprawdę OK, i generalnie bardzo na
        poziomie. No, to włąsnie chciałam powiedzieć, ze nie reklamuję LIMu, ale jestem
        bardzo zadwowolona ze sposobu w jaki traktuje się tam pacjentów i z fajnych i
        kompetentnych lekarzy.
        I nie zrozumcie mnie pliz źle, bo domyslam się, ze są "klony" które dają się we
        znaki, ale nawet jak pacjenci latają z byle czym to chyba Wy dostajecie za to
        jakąś kaskę? Nie przesadzacie troszeczke? Naprawdę jest aż tak buracko?

        Gość portalu: haha napisał(a):

        > witam chyba wiem gdzie pracujesz bo ja tez tam pracuje :)
        > jesli chcesz na napisz baby_doll@ftv.pl
        • Gość: haha do anjadr IP: 62.29.138.* 04.08.04, 09:27
          anjadr tak jak napisalam wczesniej to nie wszyscy sa tacy, jest wiele jednostek
          bardzo milych,zyczliwych, nie wywyzszajacych sie i nie latajacych z byle czym.
          ale uwierz gdybys pracowala tam to na prawde zmienilabys zdanie o naszym
          spoleczenstwie.w takiej pracy poznaje sie mentalnosc polakow.ty widocznie
          nalezysz to tej "normalnej" grupy polakow :) pozdro i zycze zdrowka
    • Gość: Mr. Hyde Do marcinka1 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.04, 21:36
      Marcinka1 przeczytaj jeszcze raz posty pia.ed bo chyba czegoś nie zrozumiałeś.
      Co ty nazywasz normalną służbą zdrowia w Szwecji ? To że w Szwecji czeka się
      2 – 4 tyg. do lekarza rejonowego do którego w Polsce jesteś przyjęty tego
      samego dnia ?
      W Szwecji za wizytę płaci się 150 – 300 koron, a w Polsce ile płacisz ?
      W Polsce masz teoretycznie za darmo i dlatego właśnie czekasz tygodniami do
      niektórych specjalistów lub na niektóre badania bo publiczna służba nie ma na
      nie pieniędzy. A jak niektórzy chcieli wprowadzić śmieszne niskie dopłaty po 3 –
      5 zł do wizyty i podniesienie składki zdrowotnej to się larum wielkie
      podniosło i politycy ogony podwinęli i WYMYŚLILI SPOŁECZNE LISTY KOLEJKOWE do
      specjalistów i na deficytowe zabiegi i badania. ;))))
      Pomysł godny tego chorego kraju i jego przywódców.
      Będzie nadal jak jest, albo jeszcze gorzej. Bo za takie małe pieniądze jakie
      idą w Polsce na opiekę zdrowotną nie da się mieć medycyny na europejskim
      poziomie, nawet jeśli wyzyskuje się pracowników służby zdrowia rozdając ich
      pracę ludziom za darmo, a płaci się służbie zdrowia tyle ile się chce – czyli
      marnie. Wielu najlepszych lekarzy już wyjeżdża na kontrakty lub na stałe do
      innych krajów Unii. Czesi i Węgrzy podnieśli szybko płace lekarzom i
      pielęgniarkom żeby powstrzymać falę wyjazdów. A u nas nie ma społecznego
      przyzwolenia by lekarze dobrze zarabiali. No to będzie gorszy dostęp do
      gorszych lekarzy, a ci którzy zostaną będą mieli i tak lepiej - bo ludzie będą
      płacić pod stołem, żeby się dostać wcześniej. Będziemy mądrzy … jak zwykle po
      szkodzie.

      Specjalnie dla ciebie skrót postów pia.ed:

      Pia.ed napisała:

      ….W kraju w ktorym mieszkam od lat, Szwecji, nie istnieje prywatne
      ubezpieczenie. Nie moge takiego kupic zeby np moc sie zoperowac poza kolejka
      albo nie czekac 3-4 tygodnie do lekarza rejonowego.

      ….Ostatnio chcialam zapisac syna do lekarza pierwszej pomocy, bo potrzebowal
      nowej recepty na niedoczynnosc tarczycy (endykronolog uwazal, ze juz nie
      potrzebuje jego opieki). Obdzwonilam co najmniej 10 przychodni i praktyk
      prywatnych (cena ta sama!) i najblizszy termin jaki dostalam byl za 2
      tygodnie, w niektorych gabinetach prywatnych nie przyjowali w ogole nowych
      pacjentow!

      …W recepcji maly szok: Wizyta kosztowala 300 kr, zamiast 150 kr, bo ten
      lekarz byl docentem, SPECJALISTA, a u specjalisty placi sie 300 kr.

      ….w przychodni rejonowej syna, gdzie kolejka jest 4 tygodnie,

      Jak to napisałeś marcinka1 – „… ale macie normalna opiekę-tzn. w ramach
      ubezpieczenia nie ma problemu z dostaniem sie do lekarza.” (?) Fajna jest ta
      szwedzka „normalna opieka ” bo czeka się miesiąc do lekarza rejonowego. ;)))
      Ale u specjalisty płaci się 300 koron – i to mi się podoba !
    • Gość: GTelega Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: 65.90.124.* 04.08.04, 19:45
      > Mam - jak w tej chwili sądzę - wątpliwą przyjemność pracowania w przychodni w
      > której firmy i osoby prywatne wykupują sobie abonamenty na świadczenia
      > medyczne. Nieraz baaardzo drogie abonamenty. I czasem zastanawiam się, kim
      > właściwie jestem dla tych klientów - pacjentów. Bo czasem wątpię, czy mam cos
      > do powiedzenia jako lekarz.

      Wlasnie wrocilem z Polski do mojej rodzinnej Ameryki i mysle, ze problem o
      ktorym piszesz nie jest ograniczony do pacjentow "abonamentowych". Bedac w
      Polsce zaskoczony bylem w jaki sposob wyraza sie nowe poczucie sily u klientow.
      Moze to i dobrze, ze panie za lada stracone zostaly z tronu, ale czy koniecznie
      trzeba z nimi do lochow?

      Ze zdziwieniem przygladalem sie, jak kelnerka obslugujaca nasz stolik
      zostala "objechana" przez moich skadinad milych znajomych, za zbyt wolne
      przyniesienie wina. Podobne scenki spotykalem na codzien i mialem wrazenie, ze
      taka postawa stala sie nowym standartem w Polsce. Nie koniecznie zalezy to od
      tego ile ktos zarabia. Ludzie uwazaja, ze bycie klientem daje im prawa monarchy
      absolutnego. Nie powiem, w US klient tez jest krolem, ale jest to monarchia
      konstytucyjna, w ktorej niepisane prawa zyczliwosci dyktuja co monarsze wypada
      a co nie.
      • Gość: Bruford Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: *.cskmswia.pl 05.08.04, 22:07
        Kontakty z buractwem się zapamiętuje.Obrazek z firemki abonamentowej w
        Warszawie , b znanej.Przypadek dotyczył kolegi który jest pediatrą.Pilna wizyta
        domowa w typowej napływowo-buracko-zarządzaniowomarketingowej dzielnicy.Kolega
        dzwoni - słyszy: nie tędy , proszę wejść wejściem dla służby---koleś ma
        poczucie misji więc wchodzi tym wejściem dla służby , otwiera burak i mówi:
        proszę zdjąć buty i założyć kapcie ...kolega nieśmiało pyta czy jednak mogłby
        najpierw zbadać dziecko buraka....odpowiedź buraka: wobec takiego zachowania
        zrezygnujemy z Pana wizyty,jeszcze tego samego dnia burak składa skargę , oto
        fragment :....wizyta nie odbyła się ponieważ wezwany lekarz nie dostosował się
        do życzenia Pana Domu......Sam w tej firemce leczyłem pańcię która darła się na
        każdego lekarza z powodu swoich nie leczonych migdałków z których ropą cuchnęło
        na kilometr.Od pół roku nie przyjęła żadnej recepty na antybiotyk bo wszak nie
        zna dnia ani godziny kiedy może zajść w ciążę a ona przecież nie będzie płodu
        truła.
        Myślę że nie tyle jest to dyskusja o pacjentach tych firemek ile o elemencie
        buracko-zarządzaniowomarketingowym zamieszkującym ostatnio wybrane osiedla
        mieszkaniowe wawki , słoma ze szpilek --dobre określenie.
    • Gość: the_cyclist Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 17:41
      Mam - jak w tej chwili sądzę - wątpliwą przyjemność pracowania w przychodni w
      której firmy i osoby prywatne wykupują sobie abonamenty na świadczenia
      medyczne.

      TO DO CHOLERY ZMIEŃ PRACĘ. PO CO TAM GNIJESZ? REALIZUJ SIĘ GDZIE INDZIEJ.
      LUDZIE UWAŻAJĄ, ŻE PŁACĄ I WYMAGAJĄ, I MAJĄ RACJĘ.
      Może ty jesteś taką panią doktor, która nie chciała mi zbadać dna oka po bólu
      gałki ocznej po upadku z roweru?
      Wcale mnie to nie zdziwi.
      • Gość: laki Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 18:29
        Prymitywku, czyżbyś to ty był tym pacjentem który leciał z gębą o brak
        nieistniejącej szczepionki? A może to ty sięgałes recepcjonistce pod fartuch bo
        masz złotą kartę i uważasz to za przywilej tobie wlaściwy?

        Czy do twojego tępego łba nie dociera że nie chodzi mi o to, że mam pojechać do
        kataru 20 km za miasto? Czy nie napisałam tego wyraźnie? Czy nie dociera do
        ciebie że pomiatania ludźmi nawet złota karta nikomu nie zapewnia? Czy jest to
        dziwne że mi się fakt próby pomiatania nie podoba? I skoro abonament nie
        przewiduje wykupywania recepty na katar przez załogę karetki wyjazodowej, to w
        czym jest rzecz? Czy nie rozumiesz tego, że każdy abonament ma swoje
        ograniczenia?
      • Gość: Patryk Re: Lekarz a pacjent "abonamentowy" IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 26.08.04, 19:44
        I co osleples,umarles?Rower to niebezpieczna zabawka-trzeba uwazac!Sa takie z
        doczepianymi dwoma dodatkowymi kolkami-bezpieczniejsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka