jola.iza1 09.12.12, 23:41 A gdyby tak zatrudnić na tym oddziale najdroższych lekarzy, z doświadczeniem? Wyszłoby taniej ? Moim zdaniem/pacjentki/ tak. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
do.ki Re: SOR 10.12.12, 05:59 Niewielki odsetek "lekarzy z doświadczeniem" chce pracować na SORze. Jak chcesz ich "zatrudnić"? Wziąć w kamasze? Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: SOR 10.12.12, 13:38 do.ki napisał: > Niewielki odsetek "lekarzy z doświadczeniem" chce pracować na SORze. Jak chcesz > ich "zatrudnić"? Wziąć w kamasze? Można by im dużo płacić, ale na to nie ma pieniędzy. Poza tym gdzie by pracowali lekarze bez doświadczenia? Na salach operacyjnych? Na oddziałach szpitalnych? W poradniach? S. Odpowiedz Link Zgłoś
jola.iza1 Re: SOR 10.12.12, 15:07 snajper55 napisał: > do.ki napisał: > > > Niewielki odsetek "lekarzy z doświadczeniem" chce pracować na SORze. Jak > chcesz > > ich "zatrudnić"? Wziąć w kamasze? > > Można by im dużo płacić, ale na to nie ma pieniędzy. > Poza tym gdzie by pracowali lekarze bez doświadczenia? Na salach operacyjnych? > Na oddziałach szpitalnych? W poradniach? > > S. A właśnie, że są, mały miszmasz i będą, a bez doświadczenia to obok. Na salach szpitalnych, na salach operacyjnych, doświadczenia się nabiera, lata pracy pod okiem. Odpowiedz Link Zgłoś
do.ki Re: SOR 10.12.12, 17:46 snajper55 napisał: > Można by im dużo płacić, ale na to nie ma pieniędzy. Napiszę teraz komunał, ale akurat prawdziwy: pieniądze to nie wszystko. Ja pracowałem na izbie przyjęć, nawet kierowałem niewielką izbą (ok. 8000 kontaktów rocznie) przez kilka lat. Potem już odliczałem tylko dni do końca kontraktu i z ulgą rzuciłem tę robotę. Dopiero gdyby moje dzieci płakałyby z głodu, zdecydowałbym się wrócić do tej roboty, choć pieniądze przecież dobre, normalna stawka to €90 za godzinę obecności na dyżurze. Ale wolę zarabiać mniej, ale nie mieć już więcej doświadczeń z pacjentami typu SORowego. Ci, którzy na SORach się spełniają i robią to przez całe życie bez nijakiego przymusu, to mniejszość. > Poza tym gdzie by pracowali lekarze bez doświadczenia? Na salach operacyjnych? > Na oddziałach szpitalnych? W poradniach? Wszędzie, w tym w SORach. Tyle tylko, że doświadczenia nabywa się pod okiem i od doświadczonych kolegów, toteż najlepiej jest jeśli płaci się dużo dwum lekarzom: mentorowi i uczniowi. Odpowiedz Link Zgłoś
jola.iza1 Re: SOR 10.12.12, 19:58 do.ki napisał: ... Ale wolę zarabiać mniej, ale nie mieć już więcej doświadczeń z pacjentami typu SORowego. Wyjaśnij, bardzo proszę, bo Ty nie chcesz mieć nigdy więcej do czynienia z pacjentami , a ja z lekarzami typu SORowego. W czymś tkwi błąd, czyżby w mojej postawie? Odpowiedz Link Zgłoś
do.ki Re: SOR 10.12.12, 21:48 Myślę, że to temat na dłuższą rozmowę, a błędów jest co najmniej kilka. Odpowiedz Link Zgłoś
jola.iza1 Re: SOR 12.12.12, 22:02 do.ki napisał: > Myślę, że to temat na dłuższą rozmowę, a błędów jest co najmniej kilka. Ja mam czas, ja poczekam na długą, poważną rozmowę. No właśnie, błędów jest więcej, niż kilka. O!! Nie wiem, czy złożę Oświadczenie,ale co mitaam, Lekarzu, gdybyś nie miał NFZtuitam Odpowiedz Link Zgłoś
do.ki Re: SOR 13.12.12, 06:45 Na szczęście swoich własnych kontaktów z NFZ nie mam i tego się trzymam. Co do czasu: to fajnie, że masz go dużo. Ja nie. A żeby sformułować wyważoną odpowiedź, jednak potrzeba trochę czasu. Pytasz: "Wyjaśnij, bardzo proszę, bo Ty nie chcesz mieć nigdy więcej do czynienia z pacjentami , a ja z lekarzami typu SORowego. W czymś tkwi błąd, czyżby w mojej postawie?" Odpowiadam: nie wiem. Nie znam Cię. Indywidualne przypadki należy rozpatrywać indywidualnie. Ja napisałem swoje o pacjentach na SORze jako o grupie. W tej grupie są pewne cechy wspólne i to ze względu na te cechy chcę mieć z tą grupą do czynienia tylko tyle, na ile to konieczne. Odpowiedz Link Zgłoś
alicia10 Re: SOR 29.12.12, 15:30 OCHLAPTUSY i PRZESTĘPCY mają pierwszeństwo na SORACH. Ich jak baronów traktują od razu wyro się dla nich znajduje i skaczą koło nich a Ci niewinni i bezbronni pacjenci czekają jak na zbawienie. Odpowiedz Link Zgłoś
bar.ton Re: SOR 18.12.12, 21:45 Doki, ale o co chodzi z tym SORem i sorowymi pacjentami? Odpowiedz Link Zgłoś
lid_er Re: SOR 13.12.12, 22:32 LIST OTWARTY DO MINISTRA ZDROWIA Szanowny Pan Bartosz Arłukowicz Minister Zdrowia Szanowny Panie, ten list przesyłam do Pana, jako osoby odpowiedzialnej za system opieki zdrowotnej w Rzeczpospolitej. Jest to jednocześnie apel do naszego społeczeństwa, CZAS ZAKOŃCZYĆ TEN KOSZMAR!!! JEŚLI MASZ POMYSŁ NA PRAWIDLOWO DZIAŁAJĄCĄ SŁUŻBĘ ZDROWIA, POMÓŻ MINISTROWI, JEST NAS PRZECIEŻ TAK WIELU Dla chętnych, którzy chcą stworzyć precedens! ZGŁASZAJCIE NIEPRAWIDŁOWOŚCI I NIEKOMPETENCJĘ W LECZNICTWIE MINISTROWI ZDROWIA, KAŻDY Z NAS MA PRAWO ZABIERAĆ GŁOS I WYPOWIADAĆ SWOJE OPINIE, PONIEWAŻ KONSTYTUCJA GWARANTUJE NAM NIE TYLKO WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI ALE RÓWNIEŻ PRAWA OBYWATELSKIE!!! PRAWO MIĘDZY INNYMI DO GODNEGO ŻYCIA I OPIEKI MEDYCZNEJ (!) Szanowny Panie Ministrze Społeczeństwo umiera, jako społeczeństwo i jednostka. Ludzie chorują bez nadziei na wyleczenie przez systemową służbę zdrowia, dzieci nie mogą rozpocząć życia, bo nim się zacznie, już się skończyło. Lekarze pracujący za pieniądze Funduszu Zdrowia nie wykonują swojej pracy w sposób profesjonalny i kompetentny, w naszym imieniu (pacjenta) decydują czy i jak mamy żyć! Dlaczego? Ponieważ urzędnicy podejmują decyzje za lekarzy a oni za pacjentów. Chore społeczeństwo to słabe społeczeństwo, kto w przyszłości będzie pracował dla naszego kraju?, jakie pokolenie wychowamy?, kim będzie słaby młody człowiek? Klientem systemu, który będzie w sposób „specjalny” traktowany przez pozostałych, silniejszych (czytaj: urzędnik). Pozostaje jeszcze kwestia orzeczników ZUS, czemu lub komu oni służą? Bo przecież nie chorym ludziom! Nazywają siebie lekarzami orzecznikami, o czym orzekają? – nie wiem, ale bardzo bym chciała się tego dowiedzieć. Obiecano nam, że orzecznik będzie kompetentnym lekarzem o określonej specjalizacji w określonej sprawie. Jak to się ma do rzeczywistości? Ano nijak!!! Lekarz ze specjalnością pediatryczna opieka paliatywna orzeka o schorzeniu neurologicznym i wypowiada się na temat diagnozy specjalisty, w tym przypadku neurologa, niejednokrotnie podważając tę diagnozę!!! Żenujące!!! Witam Państwa serdecznie, nigdy nie skarżyłam się i nie opowiadałam o problemach zdrowotnych, po latach pracy okazało się, że jako nauczyciel, pedagog, wykładowca, biegający po schodach, chodzący w salach przez wiele godzin dziennie, jestem tak samo narażona na wszelkie urazy i choroby kręgosłupa, jak osoby pracujące fizycznie, czyli każdy z nas. Nie korzystałam z opieki medycznej ponieważ, tak uważałam, nie miałam takiej potrzeby i czasu, czyli byłam dobrą obywatelką. Jednak gdy “dopadła” mnie tak pospolita choroba jak rwa kulszowa oraz dyskopatia i przepuklina kręgosłupa, okazało się po pierwsze: nie mam w rejonie lekarza, ponieważ jeden odszedł a na jego miejsce nie zatrudniono innego, w pomocy świątecznej i nocnej udzieliła mi pomocy młoda, przesympatyczna lekarka, dostałam leki i zwolnienie i skierowanie do szpitala na cito!!! I tu zaczęły się schody. Mój rejon to szpital bródnowski a tam nikt niczego nie wie, na SOR jęczący pacjenci, którymi nikt się nie zajmuje, zdziwienie wywołuje fakt, że ojciec zabrał siedzącego na wózku syna, bo od rana czekał na przyjęcie przez lekarza, kobieta na łóżku/wózku, pozostawiona sama sobie żebrząca w przestrzeń o podanie basenu, inna kobieta czekająca na badanie kardiologiczne, bez możliwości dowiedzenia się kiedy zostanie przyjęta. To nie jest bajka o złu, to rzeczywistość, koszmar dla wszystkich tam przebywających. A co zrobić z takim schorzeniem jak moje? – życiu toto nie zagraża więc należy czekać “na poczekalni”, a następnie “czekać na poczekalni”. Odebrałam więc skierowanie od mocno zdziwionej recepcjonistki, napisałam z jakiego powodu je odbieram, czym jeszcze bardziej zadziwiłam Panią i poszłam prywatnie do neurochirurga. Sen się ziścił, otrzymałam skierowanie na: 1. rezonans magnetyczny, wykonany i odebrany tego samego dnia, 2. wizytę u lekarza neurochirurga, tego samego dnia, 3. rehabilitację, tego samego dnia. Zastanawia mnie tylko jedno, przecież to są ci sami lekarze, którzy pracują w przychodniach i szpitalach państwowych, a ja muszę płacić, pomimo podwójnego ubezpieczenia, za każdą wizytę i zabieg (to nie jest wina prywatnych lecznic, ci lekarze wykonują swoje obowiązki w sposób rzetelny, pracują ponad normę, pytanie czy oni równie długo to wytrzymają? TO WINA SYSTEMU). To, że wiem jakie są szanse na wyleczenie nie daje mi szansy na wyleczenie. Skąd brać na to wszystko pieniądze? Trzy etaty to za mało, leżeniem nie zarobię a każdy najdrobniejszy zabieg to kolosalne pieniądze. Gdzie, szanowni Państwo, jest tak zwane leczenie po ludzku? Komu i czemu ma służyć kolejny program? Nie zmienia to wszystko faktu, że trafił mi się lekarz po prostu nad lekarze, rehabilitanci jak z marzeń. Należy dodać do tego profesjonalne w każdym calu recepcjonistki, które zrobią wszystko, aby ułatwić życie pacjentowi. Kochani, gdyby jeszcze dało się to przenieść na grunt państwowy, to po co by nam były programy leczenia po ludzku? Czasami mam wrażenie, że jesteśmy zwierzątkami, do których niektórzy niekoniecznie chcą i potrafią mówić, bo i tak nie pojmiemy a i my, maluczcy, niekoniecznie, w mniemaniu naddoktorów, mówimy z sensem. Jak to jest zatem, że weterynarz rozumie swojego pacjenta, a lekarz, ponoć ludzki, nie pojmuje wspólnej naszej mowy? W następnej kolejności „wizyta” w ZUS, tam lekarz (zł)orzecznik, koszmarnie kaszlący, w żaden sposób nie zabezpieczający zdrowia pacjenta?/klienta? (nie wiem kim są dla nich ludzie tam przychodzący na wezwanie), chcąc sprawdzić, czy aby nie przyjmuje symulanta, z zaskoczenia dźga paluchem (z całej siły) centralnie w pośladek, gdzie wg opisu na USG znajdują się uszkodzone, ponadrywane nerwy. EFEKT JEST PIORUNUJACY, wrzask a następnie brak tchu, ale i ulga, skończyło się, Pani mówi: STWIERDZAM, ŻE ZWOLNIENIE JEST ZASADNE!!! Tylko trudności w opuszczeniu tego tak zwanego gabinetu pozostawiają świadomość, że bycie lekarzem (zł)orzecznikiem, to w ujęciu systemowym, bycie kimś, kto nie zdaje sobie zupełnie sprawy z tego, jak cierpią inni i co tych innych (oprócz nich) dotyka. System jest systemem, a czynnik ludzki musi wiedzieć, że podlega pod swoistą organizację. Pozdrawiam serdecznie wszystkich chorych i zdrowych, życząc im wszystkiego dobrego, a w szczególności zdrówka. Pamiętajmy, choroba nie wybiera, ona przychodzi, ale my też przychodzimy na zasadzie: Przychodzi baba do lekarza... I co? i proszę sobie dopowiedzieć. Lidia Dąbrowa Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: SOR 16.12.12, 12:25 a może też do premiera? www.mp.pl/premierzepomoz/ Odpowiedz Link Zgłoś
bar.ton Jak to jest z tymi SORami? 18.12.12, 21:36 Miałam niedawno okazję być pacjentką SORu i nie mam jakoś szczególnie ochoty powtarzać tego doświadczenia. Bo chyba nikt nie lubi niefajnych urazów z utratą przytomności. Nie mam tutaj zamiaru znęcać się nad SORem :-), muszę zresztą przyznać, że jestem pod wrażeniem lekarzy, którzy się mną zajęli. Czego niestety nie da się powiedzieć o pielęgniarkach, ale to już inna historia i nie o tym rzecz. Mam pytanie, z czystej ciekawości. Jak to jest z lekarzami, pracującymi na SORze? Czy są to osoby wzywane z oddziałów , czy może "oddelegowane" danego dnia do pracy na SORze? Odniosłam wrażenie, że to pierwsze. Może dlatego, że ja byłam tam bladym świtem. Mam nadzieję, ze normalnie tak nie jest bo łatwo sobie mogę wyobrazić, ze lekarz ma tysiąc pilnych spraw u siebie na oddziale, i ciężko mu/jej latać non stop na SOR i takie "kursowanie" nikomu nie służy-ani pacjentom ani lekarzom. Ale może się mylę. Jak to jest? Odpowiedz Link Zgłoś
gamdan Re: Jak to jest z tymi SORami? 22.12.12, 23:59 Nie mylisz się. Jest różnie. U mnie totalny bałagan. Jeśli na SORze dyżuruje lekarz bardziej doświadczony ( czyt. douczony) lub tzw. odważny, to sam podejmuje decyzje, nie wzywa na konsultacje, sam zleca diagnostykę, potrafi kwalifikować do hospitalizacji, potrafi odpisać itd. Wtedy lekarz dyżurny z Oddziału ma mniej roboty. Mniej ale i tak dużo. Bo 60 pacjentów w Oddziale wymaga sporo pracy. Do tego wypisy ( bo w dzień nie ma na to czasu), zlecenia, obserwacje, "toczenia krwi" i takie tam. Gdy w SORze dyżur ma lekarz niedoświadczony lub nie ma go wcale (tak też bywa) to wtedy jest bieganina, szarpanina, nerwy. Wtedy łatwo o kłótnie, bo pacjent długo czeka, się też denerwuje. W takich warunkach łatwo o pomyłkę lub nawet błąd. Najgorzej jest wtedy, gdy w SORze jest niedoświadczony i w Oddziale dyżuruje niedoświadczony. Tak, tak - zdarza się. Jeśli wtedy trafisz na SOR, to masz pecha. Dwóch młodych może nawet ukraść księżyc i potem dziwić się, że koguty nie pieją. Wtedy na odprawie porannej jest rzeź niewiniątek. I szybkie naprawianie błędów (jak się da). To straszne? Tak, to straszne. Tak nie powinno być. Wiemy o tym. Buntujemy się, protestujemy, nie zgadzamy się. Dręczymy zwierzchność. I... nic. Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
jola.iza1 Re: Jak to jest z tymi SORami? 23.12.12, 13:27 gamdan napisał: ...> Tak, to straszne. Tak nie powinno być. Wiemy o tym. Buntujemy się, protestujemy > , nie zgadzamy się. Dręczymy zwierzchność. I... nic. > Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Wy dręczycie zwierzchność, nam biega o życie. Pół roku jeszcze nie minęło, a ja z Tatuśkiem zaliczyłam siedem spotkań z SORem. Dwa tylko były normalne, a ostatni to makabra :( Mogłabym sprawę sądową wytoczyć , ale chyba nie w tym rzecz. Skoro " góra" nie potrafi wymyślić zmian, to może czas na inicjatywę oddolną? Odpowiedz Link Zgłoś
barabara6 Re: Jak to jest z tymi SORami? 25.12.12, 08:58 Jolu "Skoro " góra" nie potrafi wymyślić zmian, to może czas na inicjatywę oddolną?" Inicjatywę oddolną mozna podjąć raz na 4 lata (czasem raz na 2 lata, ale to sporadycznie). Co z tego, skoro połowa Polaków ma inicjatywę oddolną w d..u..p..i..e, a niemal 1/4 wierzy w wielki magnes i hel. Wtedy, niestety, pozostałe 1/4 (w trosce o losy Europy, 3 wojny światowej nie wywołamy, ale lokalny konflikt zbrojny z Rosją skonczy się dla nas tragicznie, bo chyba nie wierzysz, że Amerykanie będą sie bić o wrak Tupolewa) głosuje na mniejsze zło. Tak więc, co 4 lata, zamiast rozmawiać o rzeczach ważnych (podatki, ochrona zdrowia, edukacja itp) mobilizujemy się, żeby do władzy nie doszli paranoicy "Dwa tylko były normalne, a ostatni to makabra :( Mogłabym sprawę sądową wytoczyć , ale chyba nie w tym rzecz." Czyżby ostatni zdarzył się w okolicach listopada/grudnia? Odpowiedz Link Zgłoś
jola.iza1 Re: Jak to jest z tymi SORami? 26.12.12, 22:08 Inicjatywa oddolna niekoniecznie raz na cztery/dwa lata . To do lekarzy, pielęgniarek, i nas pacjentów prośba, ruszmy tyłki, róbmy coś? A w SOR , nawet za wiElkie pieniądze powinien być mentor. Data przyjęcia ojca / 7 listopada/ ma mi udowodnić, że wcześniej był bardziej kompetentny lekarz? . Krótko, jak przyjeżdżam z Tatkiem z domu, z założonym wenflonem na prawej ręce, z gorączką 39, próbuje coś tłumaczyć, to do ku... nędzy, proszę mnie nie wyrzucać z SOR , proszę posłuchać co mam do powiedzenia. Może uwierzyć, że lepiej wiem, niż młody adept sztuki medycznej? Ja: Tatko ma parkinsona, założony cystofix, podejrzewam uszkodzenie lewej ręki bo..., tu mi nie dał dokończyć Lekarz: ojciec jest odwodniony, podejrzewam zapalenie płuc, ręka mało ważna , proszę wyjść. Nie był odwodniony, kroplówki miał/ ma codziennie/ stąd wenflon . Nie miał zapalenia płuc, wszak lekarz rodzinny na wizycie dwie godziny wcześniej osłuchiwał. Miał zlamaną kość łódeczkowatą w lewej ręce, co się okazało po dwóch dniach. A prosiłam, nie zakładajcie w lewą wenflonu, bo tu jest problem. Szkoda klikać, wiem, że ponoć sa święta, ale stan mojego Tatki zawdzięczam służbie zdrowia, poczynając od cystofixu, poprzez pogorszenie choroby parkinsona / tak, wiem co piszę/, skończywszy na złamanym nadgarstku/ tu pielęgniarka opieki długoterminowej/ Zatem , ja bardzo chcę inicjatywy oddolnej tu, i teraz. Wy lekarze, my Pacjenci. Odpowiedz Link Zgłoś
lid_er Re: Jak to jest z tymi SORami? 26.12.12, 23:42 Nikt nie słucha na SOR, nie mają chęci i czasu. Nikt też nie chce niczego z tym zrobić. Lekarze są głusi na głos pacjenta, nie interesują się informacjami od rodziny. Całkiem niedawno, dowiedziałam się od mojej słuchaczki, że jest odwodniona i dlatego traciła przytomność. A ona miała tak koszmarny ucisk na nerwy pochodzący od kręgosłupa szyjnego. Tego tez nikt nie słuchał, bo po co? Za dużo roboty!!! Mąż kobiety tłumaczył w czym problem, jednak on również został wyproszony z gabinetu. Aż żal wspominać, że dziewczyna czekała, z kilkakrotną utratą świadomości, 4 godziny aż ktoś się nią zajmie!!! Tragedia i czarna rozpacz!!! NIKT NIE SŁUCHA PACJENTÓW!!! Odpowiedz Link Zgłoś
alicia10 Re:Nie finansowanie pomocy uzależnionym od Państwa 31.12.12, 15:56 Na SORach ochlaptusów i narkomanów oraz więźniów lepiej się traktuje niż pozostałych pacjentów. Odpowiedz Link Zgłoś