Dodaj do ulubionych

Lobby profesorsko-ordynatorskie

21.05.05, 01:37
Po przejrzeniu wielu postów nt tego co można zrobic w "opeice" zdrowotnej
żeby było lepiej często przewijał się wątek lobby profesorsko-ordynatorskiego
jako głownego hamulca zmian. Drodzu forumowicze, drodzy pacjenci proponuje
duskusje nt jakości nauki i wiedzy zawodowej owego lobby. Badz co badz sa to
ludzie ze swieczników a wiec niejako podlegający szeorkiej ocenie
opinii.Przeprowadżmy rzetelna analize zjawiska. Na czym poelga dyskretny urok
tytułu?
Drodzy pacjenci
Czy Nam/Wam pacjentom zdarzało sie dac w kieszen temu czy owemu ordynatorowi
czy profesorowi i byc oszukanym?
Czy istnieje jakiś sposob na to by to zmienić. Jak jest wystarczy poczytac
statystyki. Jeeli chodzi o nauki medycznej Polska pod wzgledem publikacji w
czasopismach indeksowanych plasuje się na podobnym miejscu jak pod wzgledem
odsetka lekarzy przypadajacych na grupe meiszkancow.
Ilość czy jakość?
Lobby?
Etyka w teorii?
Obserwuj wątek
    • mxp4 Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie 21.05.05, 05:46
      docuk napisał:

      > Po przejrzeniu wielu postów nt tego co można zrobic w "opeice" zdrowotnej
      > żeby było lepiej często przewijał się wątek lobby profesorsko-ordynatorskiego
      > jako głownego hamulca zmian. Drodzu forumowicze, drodzy pacjenci proponuje
      > duskusje nt jakości nauki i wiedzy zawodowej owego lobby. Badz co badz sa to
      > ludzie ze swieczników a wiec niejako podlegający szeorkiej ocenie
      > opinii.Przeprowadżmy rzetelna analize zjawiska. Na czym poelga dyskretny urok
      > tytułu?
      > Drodzy pacjenci
      > Czy Nam/Wam pacjentom zdarzało sie dac w kieszen temu czy owemu ordynatorowi
      > czy profesorowi i byc oszukanym?
      > Czy istnieje jakiś sposob na to by to zmienić. Jak jest wystarczy poczytac
      > statystyki. Jeeli chodzi o nauki medycznej Polska pod wzgledem publikacji w
      > czasopismach indeksowanych plasuje się na podobnym miejscu jak pod wzgledem
      > odsetka lekarzy przypadajacych na grupe meiszkancow.
      > Ilość czy jakość?
      > Lobby?
      > Etyka w teorii?


      Zawsze staram sie leczyc u jakiegos ordynatora prywatnie tylko dlatego, ze na
      wypadek koniecznosci hospitalizacji lozko dostaje bez problemu i jest lepsza
      opieka. Nigdy nie zostalam oszukana. Natomiast kilkakrotnie sie zdarzylo, ze
      nie zdazylam jeszcze nic dac i nie leczylam sie uprzednio u tego ordynatora
      gdzie przyszlo mi byc na oddziale i wtedy zgroza. Jeden posunal sie nawet do
      tego, na wizytach omijal moje lozko. Trzeba bedzie w szpitalu chodzic z
      dyktafonem i zrobic sprawe takiej lachudrze. Rywin za usilowanie korupcji
      siedzi dlaczego jeden z drugim szpitalny lapownik ma byc bezkarny.
      • Gość: docuk Najlepszy dowód na schizofrenie wśród Polaków IP: *.server.ntli.net 21.05.05, 19:27
        > Zawsze staram sie leczyc u jakiegos ordynatora prywatnie tylko dlatego, ze na
        > wypadek koniecznosci hospitalizacji lozko dostaje bez problemu i jest lepsza
        > opieka. Nigdy nie zostalam oszukana.
        Rozumiem, że prywatnie znaczy ordynator pracujący w państwowej jednostce
        przyjmuje Cie prywatnie w swoim gabinecie a potem leczy w prywatnym szpitalu,
        tak? Bo jezeli inaczej to lepiej tego dyktafonu nie nos ze sobą bo może Ci sie
        właczyć przypadkowo i wtedy sa dowody obciązające nielubianego doktora jak
        również Ciebie. Nie muszę Ci chyba tłumaczyć że wykorzystywanie państwoego
        sprzętu bez umowy użyczenia jest przestpstwem. No chyba że wcześniej zgłosisz
        ten fakt policji.
        Natomiast kilkakrotnie sie zdarzylo, ze
        > nie zdazylam jeszcze nic dac i nie leczylam sie uprzednio u tego ordynatora
        > gdzie przyszlo mi byc na oddziale i wtedy zgroza. Jeden posunal sie nawet do
        > tego, na wizytach omijal moje lozko.
        :-o
        Trzeba bedzie w szpitalu chodzic z
        > dyktafonem i zrobic sprawe takiej lachudrze. Rywin za usilowanie korupcji
        > siedzi dlaczego jeden z drugim szpitalny lapownik ma byc bezkarny.
        :-D :-D :-D :-)
        Właśnie dlaczego. Na to pytanie istnieje wiele odpowiedzi.
        Pamiętaj koniecznie kiedy Ci sie ma włączyć ten dyktafon bo są takie sterowane
        głosem i one włączają sie przy każdej okazji.
        Ostatnie pytanie: czy za wizyty dostajesz rachunek potwierdzający zrealizowanie
        usługi?
        Dziękuje za Twój post.
        • mxp4 Re: Najlepszy dowód na schizofrenie wśród Polaków 22.05.05, 04:51
          Gość portalu: docuk napisał(a):

          > > Zawsze staram sie leczyc u jakiegos ordynatora prywatnie tylko dlatego, z
          > e na
          > > wypadek koniecznosci hospitalizacji lozko dostaje bez problemu i jest lep
          > sza
          > > opieka. Nigdy nie zostalam oszukana.
          > Rozumiem, że prywatnie znaczy ordynator pracujący w państwowej jednostce
          > przyjmuje Cie prywatnie w swoim gabinecie a potem leczy w prywatnym szpitalu,
          > tak? Bo jezeli inaczej to lepiej tego dyktafonu nie nos ze sobą bo może Ci
          sie
          > właczyć przypadkowo i wtedy sa dowody obciązające nielubianego doktora jak
          > również Ciebie. Nie muszę Ci chyba tłumaczyć że wykorzystywanie państwoego
          > sprzętu bez umowy użyczenia jest przestpstwem. No chyba że wcześniej zgłosisz
          > ten fakt policji.
          > Natomiast kilkakrotnie sie zdarzylo, ze
          > > nie zdazylam jeszcze nic dac i nie leczylam sie uprzednio u tego ordynato
          > ra
          > > gdzie przyszlo mi byc na oddziale i wtedy zgroza. Jeden posunal sie nawet
          > do
          > > tego, na wizytach omijal moje lozko.
          > :-o
          > Trzeba bedzie w szpitalu chodzic z
          > > dyktafonem i zrobic sprawe takiej lachudrze. Rywin za usilowanie korupcji
          >
          > > siedzi dlaczego jeden z drugim szpitalny lapownik ma byc bezkarny.
          > :-D :-D :-D :-)
          > Właśnie dlaczego. Na to pytanie istnieje wiele odpowiedzi.
          > Pamiętaj koniecznie kiedy Ci sie ma włączyć ten dyktafon bo są takie
          sterowane
          > głosem i one włączają sie przy każdej okazji.
          > Ostatnie pytanie: czy za wizyty dostajesz rachunek potwierdzający
          zrealizowanie
          >
          > usługi?
          > Dziękuje za Twój post.



          Nikt nigdy nie daje zadnych rachunkow.
    • Gość: Swan Ganz Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 09:48
      też się wypowiem. Jak będę przechodził na emeryturę....
      • pimpek_sadelko Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie 21.05.05, 10:33
        oszukanych przez to lobby nie znam, ale nie da sie ukryc, ze tytulomania robi u
        nas zawrotna kariere.
        moja kolezanka prowadzi ciaze u "samego rdynatora" znalezienie ordynatora bylo
        dla niej kluczowym kryterium wyboru lekarza. pal szesc, ze ordynator czesciej
        operuje niz bawi sie w poloznika.ma w koncu tytul!:)

        moja ciaze prowadzi dwoch ginekologow ( ciaza wysokiego ryzyka). do profesora
        z bialegostoku trafilam z poronieniami nawykowymi.on ustawial mi leki na ciaze.
        bylam u niego na dwoch wizytach. teraz wystarcza kontakt telefoniczny.na tytul
        nie polecialam, ale na osiagniecia.oplacilo sie.nie wzial ani grosza za wizyty,
        na nfz zrobil badania prenatalne.
        drugi lekarz to miejscowy ginekolog, bez tytulow za to swietny fachowiec i ma
        super kontakt z pacjentem, a dla mnie to bardzo wazne. nie jest mrukiem, nie
        panikuje.na koniec kazdej wizyty zawsze podkresla, ze jakbym sie czyms martwila
        to mam dzwonic i sie nie krepowac. ma anielska cierpliwosc. zaufalam mu na
        tule, ze nie dopytuje o szczegoly. interesuje mnie tylko jedno: czy jest ok?
        jesli on mowi, ze jest to dla mnie koniec ciekawosci.
        • Gość: ciekawski Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 10:58
          a za ile byś tak psiowió Pimpek??
    • laminja Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie 25.05.05, 21:00
      niestety coraz częściej się zdarza, że profesor czy ordynator jest dużo słabszy
      niż "młodsi" lekarze - za to ceny profesorowie mają kosmiczne. Dla przykładu
      profesor Dębski za wizytę bierze 300zł. Moja przyjaciółka trafiła do niego -
      poświęcił jej 10 minut. Dwukrotnie zwiększył jej dawkę leków - mimo, że
      informowała go o swojej epilepsji. Dobrze, że zamin zmieniła dawkę leków
      zgodnie z zaleceniami profesora (który nawet nei zlecił jej badań, nie obejrzał
      starych) skonsultowała to ze swoim neurologiem. Bo źle by teraz z nią było.

      Napewno mają zazwyczaj bardzo wysokie stawki za wizytę w prywatnym gabiniecie.
      Ale nie wszyscy są tacy - na szczęście...
    • vvadera1 Jak sie kosi? 26.05.05, 01:53
      1. Najpierw kosi stary, czyli profesor.
      2. Potem kosi docent
      3. Potem kosza doktorzy
      4. Nastepnie kosza pielegniary
      5. A tu kosza salowe.
      • polf Re: Jak sie kosi? 31.05.05, 11:01
        A pozniej kosi kostucha :-)
        • Gość: Swan Ganz Re: Jak sie kosi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.05, 15:05
          a gdzieś między nimi a kostuchą; koszą jeszcze repi i NFZ i ZUS i politycy też
          koszą.
          • Gość: Położnik Re: Jak sie kosi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.05, 19:36
            Mam chyba zły dzień ,co poczytam to pierdoły.Kosi kosi łapki pojedziem do babki
            tak to było, a nie kosi profesor ,kosi docent kosi asystent, co za brednie.
            Co do wizyt u ordynatora ,nasz przyjmuje ok 12 porodów rocznie,przy naszych
            wynikach 200 -250 to wynik raczej mierny,za to jest wspaniałym operatorem ja
            tak nie umiem!Do tej od koszenia kobieto przychodzisz w nocy rodzisz
            rano ,gdzie Ty znajdziesz tych od koszenia ,wyjesz na nich,masz jakiś feromon?
            • Gość: ?? Mafia IP: 195.117.144.* 02.06.05, 18:52
              Jestem lekarzem i niestety oprócz tego że tracą pacjenci, to jeszcze więcej
              tracą przez te parszywe układy-my lekarze. Sysstem obecny jest bardzo na ręke
              wielu prof. Przykre.
              • dr_kregarz a bardziej przykre jest to 04.06.05, 13:33
                ze lepiej juz nie bedzie. Leakrze sa w odwrocie jako profesja. Skonczyly sie
                dobre lata i trzeba sie pogodzic ze skonczyly sie profity
                • Gość: olka Re: a bardziej przykre jest to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.05, 22:51
                  Jasne doktorku i bedziesz pracowac jak sie patrzy ,bo jak nie -to won na
                  twoje miejsce znajda sie inni.Profitow sie zachciewa,pacjentem sie
                  zajmij,opieka wasza ma wiele do zyczenia.
              • mariner4 Re: Mafia 04.06.05, 22:19
                Pewnie. Bezinwestycyjna prywatna praktyka na panstwowym. Będą tego bronić, tak
                jak broni się niepodległości!
                M.
    • aelithe Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie 04.06.05, 23:43
      Napisałeś ciekawy post. Szkoda, że nikt z dyskutantów nie podniósł napoziomie
      rękawicy.
      Od wielu lat potrzebujemy zmian w systemie opieki medycznej, niestety
      niewidzialna ręka blokuje wszystkie sensowne zmiany. Jakość uslug medycznych
      nie jest najlepsza, a jej organizacja daleka jest od profesjonalizmu.
      Na pewno zmian nie blokują młodzi lekarze.
      W Polsce nikt nie odmówi przyjęcia do szpitala osób wymagających przyjęcia a
      kilku tygodniowe kolejki pacjentów elektywnych, to na prawdę nic wobec kolejek
      na zachodzie. Te sławne przyjęcia chorych przez gabinety, to ludzie wogóle nie
      wymagający przyjęcia.
      Znam profesora, który swoje niedouczenie jako praktyk tuszował przyjmując
      prawie wszystkich chorych zgłaszających się do do "jej gabineciki" do szpitala.
      Najprostszym sposobem ominięcia lekarza dyżurnego, nie znajdujące najmniejszego
      uzasadnienia merytorycznego dla przyjęcia chorego, było skierowanie sie do
      gabineciki.
      Podejrzewam, że takie praktyki sa powszechne.
      Oczywiście wielu profesorów i ordynatorów ro świtni fachowcy; jednak są i tacy,
      którzy skończyli podwyższanie swoich kwalifikacji zawodowych 30 lat temu i
      dalej uprawiają swój niecny proceder. Szcególnie jeśli chodzi o medycznych
      purpuratow, nie istnieją procedury weryfikacji profesorów.
      W wielu krajach nie ma habilitacji. Tytuł profesora przysługuje osobie, o
      określonym dorobku naukowym zajmującycm posadę kierownika jednostki badawczej.
      Bardzo często takiego człowieka rozlicza się nie za wyniku tylko niego samego,
      ale za wyniki całego zespołu. W Polsce profesorowie zmuszający do odejścia 50%
      zespołu w ciągu 5 lat, głównie najwyżej ocenianych fachowców , dalej spokojnie
      rządzą na swoich folwarkach.
      Proceder blokowania specjalizacji jest w Polsce norma. W wielu ośrodkach nie
      było możliwości sończenia dwójki, dzisiaj dziej sie podobnie. Trochę zmieniło
      to wprowadzenie rezydentur. Tym kolegom specjalizacji zablokowac nie można, ale
      można w inny sposób zepsuć życia.
      • Gość: docuk Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie IP: *.server.ntli.net 05.06.05, 00:07
        Wiesz znając wagę i powagę zagadnienia a także (a moze przede wszystkim)
        zasadniczo strach przed władzą (został on wyrabiany przez ostatnie 40 lat) to
        nie spodziewałem się lawiny postów na ten temat.
        Z góry zaznaczam że darzę szacunkiem tych którzy w obecnym zaduchu wnoszą
        powiew świeżości, nie muszą wstydzić sie za swoje nazwiska poniewaz pojawiają
        się one nie tylko (a może właśnie najrzadziej) w czasopismach medycznych
        czytanych wyłącznie przez ich redaktorów.Oraz za tych którzy staja w obronie
        swoich zespołów lekarskich, dbają o ich rozwój w zgniłym i niedofinansowanym
        systemie oraz są prawdziwymi nauczycielami zawodu.
        Jednak co począc z całą masą ludzi posługujących się tytułem w celu
        terroryzowania i podporządkowywania sobie pańswowej własności oraz oszukiwania
        Bogu ducha winnych chorych? Retoryczne pytanie podobnie jak o proces
        weryfikacji.
        • aelithe Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie 05.06.05, 09:45
          Niestety miałem okazję to przeżyć. Podejrzewam, że do czasu powstania
          prawdziwych prywatnych szpitali będzie to niemożliwe. W Polsce nie rozlicza się
          szpitali upowaznionych do szkolenia lekarzy nawet za wykonanie programu
          specjalizacji. Wprowadzone, zwykle na siłę, kontrakty w swojej konstrukcji
          wręcz uniemozliwiają szkolenie sie lekarza.
          Co do weryfikacji, niestety możliwe jest to tylko w przypadku ordynatorów.
          Konkurs co 5 lat. Jednak w przypadku konkursów o wygranej decydują nie
          kwalifikacje osób startujących do konkursu, ale ich koneksje.
          Profesor jest mianowany na dożywocie, nie musi robić nic; a tytuły nie
          podlegają weryfikacji. Nikt ich nie rozlicza ze szkolenia asystentów, a jedynie
          czasem z ilości puntów, często własnych.
    • Gość: zdrowy ale wiem Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie IP: *.chello.pl 05.06.05, 13:43
      Przeczytajcie artykół w białostockiej "Gazecie Współczesnej". Piszą o pani dr.
      Taraszkiewicz z Dąbrowy Białostockiej. To się działo latami i wszyscy o tym
      wiedzieli. Strona: www.wspolczesna.pl/ wejdz do inne wiadomości dnia a
      potem; Lepkie ręce .....
    • Gość: jeden z wielu lekarze biorą IP: *.chello.pl 06.06.05, 09:26
      Poprzedni list, i artykuł w Gazecie Współczesnej pokazuje że latami pacjenci
      dają gdy nie powinni. Całe miasto wiedziało że pani ordynator bierze i wszyscy
      dawali.Jak z tym skonczyć?
    • marzenia11 Re: Lobby profesorsko-ordynatorskie 12.06.05, 12:53
      Temat jest mi bardzo bliski i z uwaga przeczytalam Wasze posty. Dorzucę swoje
      doswiadczenia. Otóz pod koniec grudnia dowiedziałam się, że muszę iść na
      operację i nie ma juz innego wyjścia. Tak jak każdy człowiek w obliczu
      zagrożenia zdrowia czy zycia szukałam najlepszego lekarza. Pytałam pacjentki,
      zrobiłam rozeznanie w środowisku lekarskim (na tyle ile mogłam) i trafiłam do
      kilku lekarzy, jak sie okazalo ordynatorów warszawskich szpitali. Do wszystkich
      poszłam prywatnie (głównie dlatego, że chciałam mieć pewność dokiładnego
      badania i rzetelnej informacji). Od wszystkich dostałam skierowanie do szpitala
      na ich oddziały. Nie było oczywiste to, że nie muszę czekac w kolejce. Z
      płaceniem za.. lub płaceniem po to zeby było szybciej, lepiej.. było tak.
      Pierwwszy-zrezygnowałam od razu-za bardzo smierdział kasą tzn. nie powiedział
      mi nic wprost ani nie wprost ale miałam poczucie, że jak się zdecyduję na
      leczenie u niego w oodziale to się z tym zetknę. Poza tym postawił bardzo
      dziwną i zupełnie inną diagnozę. Drugi-zupełnie nic nie mówił w zadnym stopniu
      o pieniądzach, bardzo się mna zajął, bylo oczywiste dla niego, że mnie operuje.
      jestem przekonana, że nie chcialby żadnych pieniędzy.To byli lekarze z tytułem
      dr.Nastepni dwaj to profesorowie. Moi znajomi lekarze mówili:odpuść sobie
      profesora, oni najczęściej sa dobrymi naukowcami a kiepskimi praktykami itp. A
      ja poszłam, bo ich pacjentki bardzo polecały tych lekarzy. Poszłam żeby
      zobaczyć. I okazało się. Pierwszy-profesor z Lublina. Rewelacyjny jako lekarz i
      człowiek. Wyjasnił mi dokładnie wszystko, miał dużo czasu tzn tyle ile
      potrzeba, był cieply i zyczliwy, z poczuciem humoru. Po raz pierwszy (w trakcie
      choroby tej) wyszłam uśmiana do łez z gabinetu. Rewelacja. Żadnej rozmowy o
      pieniądzach (zresztą taka tez była relacja jego pacjentek). Nie pojechałam do
      niego na operację, gdyz akurat był remont bloku operacyjnego a poza tym dwa dni
      później trafilam do profesora Dębskiego (o którym była tu już mowa). Profesor
      Dębski okazał się byc takim samym człowiekime i lekarzem w kobntakcie ze mną,
      jak ten profesor z Lublina.Więc zostałam w Warszawie. Byłam u profesora
      prywatnie na wizycie dokładnie raz.Zapłaciłam 300zł za niezwykle rzetelne
      badanie, dokładne rozpoznanie mojej sytuacji, rzetelną i fachowa rozmowę o tym
      co już wie a czego nie wie i dlaczego itp. Wizyta trwała okolo 20 minut, ale
      dokladnie tyle ile było mi potrzeba.Trafilam do szpitala. Nie musiałam nic
      płacić. profesor w szpitalu zajmował się mną dokładnie tak jak podczas wizyty
      prywatnej.Zrobił mi operację, w efekcie której nie zostało mi usunięte nic poza
      guzem, co w opinii całego personelu lekarskiego pielegniarskiego i innego w
      szpitalu zostało okreslone jako "cud".Zero pieniędzy!-podkreslam to raz
      jeszcze, plus-dużo fachowej i medycznej wiedzy i praktycznych umiejętności
      które sprawiły że do dzisiejszego dnia jestem szczęśliwa jak nie wiem co i
      kto.Po szpitalu poszlam do profesora na wizyte kontrolną-jego zachowanie
      względem mnie i podejscie do mnie nie zmieniło się, było ciągle takie samo.
      Oczywiscie byłam jestem i pewnie będę do końca zycia jemu bardzo wdzięczna-
      kupiłam mu drobny prezent (wartości w sumie 150zł-zeby nie bylo domysłow)-gdy
      go dawałam profesor powiedział mi że to nie o to chodzi i mnie ucałowal w dwa
      policzki.
      Wiem jak jest. Wiem jakie są realia w słuzbie zdrowia, ile jest korupcji i
      chamstwa, nieprofesjonalizmu i olewania pacjenta. Na szczęście sama się z tym
      nie zteknęłam.
      Bardzo uwaznie będę śledzic ten wątek-bo to że ja nie mialam takich doswiadzceń
      to moje szczęście, ale tacy lekarze są w zdecydowanej mniejszości.
      • Gość: tricolour Napisz jeszcze, proszę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 13:09
        ... ile kosztowała Twoja operacja.
        W sumie ile dostał szpital za przywrócenie Ciebie do zdrowia?
        • Gość: Położnik Re: Napisz jeszcze, proszę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.06.05, 13:59
          A Ty dalej w pokrzywach,facet są na ziemi inne rośliny.
          • tricolour Jak... 12.06.05, 16:54
            ... mnie nie lubisz, to po prostu nie odpowiadaj na moje posty...

            Wolę kobiety...
        • marzenia11 Re: Napisz jeszcze, proszę... 12.06.05, 15:05
          Nie wiem. jako pacjentka nie mam takich informacji. I pewnie bym sie nie
          dowiedziała nawet gdybym poszla zapytac. na pewno szpital sie troche na mnie
          wykosztował:dostałam 1,5l krwi, 1,2l osocza, mnóstwo antybiotyków w kroplówkach
          i kroplówek jako takich, tlen, liczne wenflony. To z tych grubszych rzeczy.
          Aha, dwie krzyżówki przed podaniem krwi bo mam bardzo njietypową krew jak się
          okazało (z jakimiś alloprzeciwciałami).
          A poza tym co chcesz powiedzieć przez zadanie takiego pytania? Że niby co?
          • tricolour Chodziło mi o to... 12.06.05, 17:02
            ... czy pacjent wie, ile kosztowała operacja.
            Czy jest to kwota mieszcząca się w granicach przyzwoitości i liczona w grubych
            tysiącach (tak to sobie wyobrażam), czy jakieś drobne pieniądze.
            Pytanie jest o tyle zasadne, że może się okazać, że NFZ płaci z naszych składek
            jakieś ochłapy, a my nawet o tym nie wiemy.

            Skoro wiem, ile kosztuje chleb, naprawa zęba i kredyt w banku, to też chciałbym
            wiedzieć ile kosztuje dłubanie w MOIM brzuchu. Ukrywanie takiej informacji budzi
            moje podejrzenia.
            • connie1 Re: Chodziło mi o to... 12.06.05, 18:05
              Operacja kardiochirurgiczna srednio-20-25 tys , przeszczep serca -100.000
              • tricolour I takie ceny... 12.06.05, 18:22
                ... mają się jakoś do szpitalnych realiów? Są ona prawidłowo skalkulowane?

                Czy to znów tani dyktat NFZ?

                I nie ma jakichś podtekstów pod moimi pytaniami.
                • connie1 Re: I takie ceny... 12.06.05, 18:27
                  odpowiem przerotnie - porownywalny zabieg w klinice berlińskiej (te same nici ,
                  zastawki ,podobny standard opieki pooperacyjnej ) kosztuje mniej więcej 3 do
                  pieciu razy drożej...
                  Najtaniej wypada sila ludzka
                  • marzenia11 Re: I takie ceny... 12.06.05, 22:27
                    To w takim razie musiałam cos pokręcić z tą sumą- jest to mozliwe bo
                    rozmawialismy popijając czerwone winko (na odbudowę czerwonych krwinek
                    oczywiscie!) :)
            • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 12.06.05, 22:24
              Napiszę ci tak z drugiej strony cos czego sie dowiedziałam w rozlicznych
              kontaktach z lekarzami. Gdyby 50% składki jaką płacimy na ubezpieczenie
              zdrowotne faktycznie trafiała do szpitali i przychodni to poziom tychże (jesli
              chodzi o wyposażenie itp.) byłby o wiele, wiele wiekszy i lepszy i ta kwota by
              wystarczała aby wszyscy ludzie (czyt,. pacjenci) byli zadowoleni z leczenia i
              dostępności usług medycznych. Myślę, że jest w tym dużo racji.
              Prawdopodbnie jest tak, że nawet lekarze na oddzialach nie wiedza dokładnie ile
              kosztuje taka operacja (a nawet dwie-bo tyle ich miałam). Pewnie zajmuje się
              tym administracja. Mogę spróbować się dowiedzieć o przyblizone koszty. Zreszta
              rozmawiałam trochę z moim znajomym neurologiem to powiedział mi o kilku
              tysiącach, ale upewnię się, bo tez wtedy rozmawialiśmy w kontekście takiego
              samego leczenia osoby nie majacej ubezpieczenia-właściwie to jest to samo
              chyba. Upewnie się i dam znać.
            • Gość: Vlad Re: Chodziło mi o to... IP: 80.53.237.* 12.06.05, 22:52
              Chodzi ci o ceny płacone przez NFZ za operacje , diagnostykę?
              Poród; 1100, cięcie 1200, laparoskopia ginekologiczna 1400, usunięcie macicy 3000.
              • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 12.06.05, 23:05
                To jezeli udało sie nie usunąć macicy to jest chyba jeszcze drożej? Czy taniej?
                A reoperacja związana z krwotokiem wewnetrznym? Ciekawe rzeczy piszesz.
                nadstawiam ucha.Pracujesz w NFZ (czyt. skąd wiesz? jesli to nie tajemnica)
                • Gość: Położnik Re: Chodziło mi o to... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.05, 21:39
                  Ceny przytoczone przez Vlada nie obejmują ,zużycia sprzętu jego
                  amortyzacji,sterylizacji i sprzątania,i tego najważniejszego płacy,personelu.
                  • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 13.06.05, 21:50
                    Tak myślałam, ze cos jest nie tak. O ile kosztów amortyzacji i tych innych
                    ocenić nie umiem to chyba płace personelu niewiele podwyższają cenę operacji ?
                    (oj chyba mam dziś jakis czarny humor)
                    • Gość: docuk Re: Chodziło mi o to... IP: *.server.ntli.net 13.06.05, 23:30
                      Chyba tak
                      Dotyczy to Polski, Bialorusi, wysp Fidzi i innych.
                      W obecnym systemie w Polsce w kostzach procedury nie uwzglednia się kosztow
                      pracy personelu: poczynajac od salowej a skonczywszy na lekarzu.
                      Oni sobie dorobią. Tak juz za wczesnego Gierka sie mowilo:
                      Pamiętasz:
                      Ksiedzu, lekarzowi i kelnerowi nie trzeba placic pensji oni sobie dorobią. No i
                      dorabiają.
                      • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 14.06.05, 00:45
                        Dorobią? Chyba ideologię. I to wyłącznie negatywną, niestety, narzekająco-
                        depresyjno-dołującą. Straszne. Trzeba się mocno trzymac wewnętrznie żeby nie
                        ulegać okropieństwu i szałowi słuzby zdrowia.Nieliczni tylko maja takie
                        mozliwości i umiejętności. Stąd to wszystko. Współczuję bardzo.Ale znam takich
                        nielicznych lekarzy. Na szczęście-głównie dla mnie.
                        • Gość: Położnik Re: Chodziło mi o to... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.05, 20:45
                          Nie to niewiele faktycznie,to tak jakbyś w restauracji zamawiała stek ,a oni
                          liczą Ci za całego byka.NO możesz sama zrobic sobie stek,ale jak ma to zrobic
                          kucharz ,no to trzeba zapłaćić.Tak jest w restauracji ,w szpitalu do operacji
                          niektórzy lekarze dopłacają ,to tam gdzie nie ma pensji!!
                          • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 14.06.05, 20:54
                            Zaraz chwilę.Naprawdę znasz takie szpitale i takie oddziały gdzie lekarze
                            dopłacają do przeprowadzonej przez siebie operacji?!! To juz nawet jest trudne
                            do wyobrazenia dla mojego bardzo kreatywnego i otwartego umysłu. Czy możesz mi
                            to jakoś wytłumaczyć (jesli się da) lub w ogole opisac taka sytuację?-żebym
                            miała jakies pojęcie chocby minimalne tak skrajnego absurdu. Proszę Cię
                            poważnie o to.
                            Chyba że masz na mysli lekarzy robiących specjalizacje i będących w trakcie
                            stażu-to wiem że charują za darmo.Ale innych sytuacji nie moge sobie wyobrazić.
                            • Gość: Położnik Re: Chodziło mi o to... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.05, 21:02
                              Masz kreatywny umysł ? napisałem ,tam gdzie nie płacą pensji!tam lekarz
                              pracując dopłaca do operacji,brak pensji to brak pieniędzy ,nie ma pieniedzy
                              masz długi,im dłużej pracujesz bez pensji tym wieksze masz długi,coś nie jasne?
                              • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 14.06.05, 21:32
                                Tak, mam kreatywny umysl.
                                Czyli masz na myśli sytuację, w ktorej lekarz chodzi do pracy i nie dostaje co
                                miesiąc pensji, czyli pracując dokłada do operacji. Lub: lekarz pracuje, ale
                                wysokość jego pensji jest tak niska jakby jej w ogóle nie dostawał czyli
                                pracując doplaca do operacji.
                                Czy dobrze rozumiem?
                                • Gość: Położnik Re: Chodziło mi o to... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.05, 22:32
                                  Droga Pani Marzenko,,praca wykonana ma jednak wartość,operacja nawet pare
                                  tysięcy,szpital otrzymując pieniądze a nie płacąc lekarzowi w istocie potrąca
                                  mu za wykonaną prace,czego kobieto nie rozumiesz,bo tracę cierpliwość.
                                  • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 15.06.05, 00:20
                                    Nie rozumiem dlaczego tracisz cierpliwość.Ale tego nie chce wiedzieć.Po prostu
                                    poruszasz się w pewnych mniej mi znanych realiach, a ja jestem ich ciekawa.I
                                    chce mieć precyzyjne wiadomości.Dlatego podałam konkretne przykłady. I
                                    już.Szpital-z tego co wiem-płaci lekarzom wg ustalonych z góry przez rózne
                                    ustawy widełek.I teraz pytam,czy doplacanie do operacji rozumiesz
                                    jako:niepłacenie pensji,czy zbyt niską jej wysokość (z góry ustalona i
                                    płaconą), czy może jeszcze co innego. Ale jezeli masz się zdenerwowac to proszę
                                    nie odpowiadaj.Zapytam moich znajomych lekarzy jak to jest. MOże to kwestia
                                    specyfiki wirtualnego kontaktu-bezpośrednio zawsze się łatwiej rozmawia. Bądź
                                    spokojny drogi lekarzu-i tak masz dużo stresu i frustracji. Pozdrawiam
                                    serdecznie
                                    • slav_ Re: Chodziło mi o to... 15.06.05, 01:27
                                      To trochę realiów.
                                      W oddziałach zabiegowych jest tak:
                                      Pacjent ma wykonaną operację - operację należy przyporządkować do "procedury" z
                                      list NFZ (czasem jest to trudne, bo... nie ma takie procedury jak konkretna
                                      operacja ale to szczegół) - każda procedura jest "wyceniona" w punktach przez
                                      nfz (np. 100 punktów za procedurę nr…, niektóre procedury są wycenione wręcz
                                      humorystycznie - nie pokrywają nawet kosztów hotelowych) - każdy szpital
                                      negocjuje cenę punktu (ceny są różne w różnych miejscach Polski wbrew temu co
                                      obiecywano) - cenę punktu mnoży się przez ilość punktów za procedurę i tyle
                                      dostanie szpital za tego pacjenta.
                                      NIE MA ZNACZENIA:
                                      - jak długo leżał pacjent (np. jak ciężki był jego stan)
                                      - ile i jak drogich leków brał pacjent
                                      - ile miał operacji - np. na reoperację najlepiej byłoby posłać do innego
                                      szpitala - ten dostał by pieniądze za reoperację (pewne wyjątki poniżej)
                                      - ile chorób leczono oprócz głównej procedury (najlepiej nie leczyć innych chorób)
                                      - ile wykonano i jakich badań (najlepiej nie robić "za dużo")
                                      - ile faktycznie kosztowało leczenie pacjenta
                                      - czy operował jeden chirurg czy np. dwa zespoły po 4 chirurgów przez wiele godzin
                                      - itd. - opłata jest sztywno przypisana do głównej procedury (w szczególnych
                                      przypadkach można sumować procedury, (jeśli np. wykonano dwie, ale różne
                                      operacje np. w urazie wielonarządowym) według malejącej stawki, /czyli np. druga
                                      to 60% stawki itd./ - wymaga to akceptacji nfz w każdym przypadku)
                                      Co do dopłacania do zabiegów przykłady z życia.
                                      Chirurdzy maja kontrakt z ustaloną ceną. Dużo operują. Przekraczają "limit". Za
                                      "ponadlimitowych" nfz nie płaci szpitalowi. Są długi. Następuje renegocjacja
                                      kontraktu "w dół" - czyli chirurdzy zarabiają mniej, bo są długi. A więc nie
                                      tylko zostali ukarani za to, że "za dużo" operowali, (mimo że do zabiegów jest
                                      kolejka), ale dalej operując faktycznie dopłacają do operacji różnicę między
                                      "starym" i "nowym" kontraktem.
                                      • marzenia11 Re: Chodziło mi o to... 15.06.05, 10:26
                                        Bardzo Ci dziekuję, bo teraz rozumiem.
                                        I dziękuję tym wszystkim lekarzom, pielęgniarkom, położnym, asystentom przy
                                        operacjach itd. którzy mimo to wszystko leczą operują sa skoncentrowani na
                                        zdrowiu czlowieka i zyczliwi dla niego.
                                        Miłej pracy-miłego dnia!
                                  • malaguena1 Re: Chodziło mi o to... 15.06.05, 09:23
                                    Niestety - jesli jest sie pracownikiem najemnym to praca jest wyceniana przez
                                    pracodawce;
                                    architekt pracujac u kogos nie dostanie 10 tys za swoj projekt tylko np. pensje
                                    miesieczna
                                    programista nie dostanie za napisany przez siebie autorski program np. 30 tys
                                    tylko tyle ile ma w umowie z pracodawca - itd, itp. tak to juz jest - jesli
                                    czujemy sie za mocno wykorzystywani przez pracodawce - dzisiejszy ustroj
                                    pozwala na dzialalnosc na wlasny rachunek - wtedy sami wyceniamy swoja prace -
                                    kwestia tylko, i to njawazniejsza - trzeba miec komu sprzedac swoje
                                    umiejetnosci - czyli : trzeba sobie jakos znalezc klientow.
                                    I jeszcze jedno - zaden prywatny pracodawca nie umozliwia pracownikom
                                    kilkuletniej praktyki bezplatnie - tu: specjalizacji.

                                    pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka