Dodaj do ulubionych

Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych

11.05.06, 21:03
Czy na forum sa lekarze lub pielegniarki, ktore moga wyjasnic mi w sposob
racjonalny, dlaczego rodzice (jedno z nich) nie moga byc przy dzieicach,
szczegolnie malutkich podczas: obchodow lekarskich (Oddzial Patologii
Nowowrodka) zabiegow takich jak na przyklad wkluwanie wenflonu w szpitalu
(dzieci polroczne i kilkuletnie) etc.. Mam traumatyczne przezycia z tym
zwiazane i chcialabym zrozumiec przyczyny z tym zwiazane - bezdusznosc tego
jest nie do opisania...
Bebe
Obserwuj wątek
    • wladek47 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 21:11
      Nie wiem. W szpitalu, w którym pracuję NIE WOLNO badać ani wykonywać żadnych
      zabiegów - ze znieczuleniem włącznie - bez obecności rodzica lub kuratora u
      wszystkich niepełnoletnich (tzn do 18 roku życia). Rodzic dostaje ubranie
      operacyjne i MUSI być na sali operacyjnej (lub odpowiednio przedoperacyjnej)
      dokąd dziecko nie zaśnie. Czasem to wygląda dziwnie jeśli chodzi o
      dwumetrowego, stukilowego 17 latka ale tak po prostu jest.Wł.
      • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 21:24
        wydaje mi sie ze wynika to z pewnej przesady w przepisach prawnych

        w polsce wymagana jest zgoda uzyskana na podstawie rozmowy - a wiec opisu tego
        o sie bedzie dzialo (oczywiscie nie na kazdy venflon osobno)

        osobiscie jestem przeciwnikiem (choc nie calkowitym) obecnosci rodzicow w
        takich sytuacjach
        to sa w koncu ludzie zwiazani z dzieckiem szczegolnymi emocjami i przykre jest
        dla nich ogladanie dziecka w sytuacji gdy sie boi, cierpi i protestuje, a
        niestety jest to w leczeniu malych dzieci niejednokotnie koniecznosc
        obecnosc rodzica jest dla dziecka dodatkowa zacheta do walki, bo w rodzicu
        widzi sprzymierzenca
        niestety czesc rodzicow nie umie pomagac lekarzom, a raczej pomaga dziecku w
        uniemozliwieniu wykonania zabiegu
        poza tym rodzic obecny biernie podczas zabiegu, ktory dziecko odczuwa
        jako "krzywde" moze utracic zaufanie dziecka - bo dziecku nie pospieszyl z
        pomoca
        i ostatnia przyczyna - rodzic slyszac fragmenty dyskusji miedzy lekarzami
        podczas wizyty moze zachorowac na chorobe forum internetowego - i pytac sie tu,
        niemilosiernie przekrecajac fakty - slyszalem jak lekarz powiedzial "..." co to
        znaczy?
        • dr_kregarz Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 22:15
          zubr_zalogowany napisał:

          > wydaje mi sie ze wynika to z pewnej przesady w przepisach prawnych
          >
          > w polsce wymagana jest zgoda uzyskana na podstawie rozmowy - a wiec opisu
          tego
          > o sie bedzie dzialo (oczywiscie nie na kazdy venflon osobno)
          >
          > osobiscie jestem przeciwnikiem (choc nie calkowitym) obecnosci rodzicow w
          > takich sytuacjach
          > to sa w koncu ludzie zwiazani z dzieckiem szczegolnymi emocjami i przykre
          jest
          > dla nich ogladanie dziecka w sytuacji gdy sie boi, cierpi i protestuje, a
          > niestety jest to w leczeniu malych dzieci niejednokotnie koniecznosc
          obecnosc rodzicow dziala ochladzajaco na lekarzy. Po prostu boja sie starych i
          wola ich nie miec na swiadkow. Np ortopeda zaraz zechce sprzedac kilka srub
          zamiast zwyczajnie zapakowac w gips.


          > obecnosc rodzica jest dla dziecka dodatkowa zacheta do walki, bo w rodzicu
          > widzi sprzymierzenca
          > niestety czesc rodzicow nie umie pomagac lekarzom, a raczej pomaga dziecku w
          > uniemozliwieniu wykonania zabiegu
          > poza tym rodzic obecny biernie podczas zabiegu, ktory dziecko odczuwa
          > jako "krzywde" moze utracic zaufanie dziecka - bo dziecku nie pospieszyl z
          > pomoca
          > i ostatnia przyczyna - rodzic slyszac fragmenty dyskusji miedzy lekarzami
          > podczas wizyty moze zachorowac na chorobe forum internetowego - i pytac sie
          tu,
          >
          > niemilosiernie przekrecajac fakty - slyszalem jak lekarz powiedzial "..." co
          to
          >
          > znaczy?
        • eewa2005 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 22:17
          Stare, obrosłe mitami twierdzenia lekarza, ktory dawno nie miał w ręce nic
          nowego do poczytania w tym temacie (tzn. nic go te sprawy nie interesują, bo
          nie jest najwazniejsze poczucie bezpieczeństwa dla dziecka, tylko wygoda
          personel- bo np. w przypadku posiniaczenia wykręcanej reki przy wkłuciu mozna
          bedzie zwalic na samych rodziców)
          Otóż może uaktualnij swoją wiedze na ten temat, dowiesz się, że oderwanie od
          stałego miejsca pobytu dziecka (dom rodzinny), a tym bardziej, jesli i od
          rodziców, powoduje u dziecka lęk. Jest to sytuacja traumatyczna! Ty, stary
          człowiek, doświadczony, tez byś się trząsł przed powa.niejszym zabiegiem, mimo,
          ze jakomedyk powinienes wszystko wiexziec. dziecko nie wie i nie jest w stanie
          zrozumiec, co się z nim dzieje, i najwazniejsze- dlaczego nie ma przy nim
          rodziców?
          To nie wynika z żadny6ch przepisów prawnych! Wystarczy pojechać na granice, do
          krajów starej Unii, gdzie pacjenta traktuja jak człowieka, a nie przedmiot, i
          co? Tam Twoje teorie nie działają? Jakos dziecko się mniej boi, rodzic
          spokojniejszy i nad wszystkim czuwa.
          to sa w koncu ludzie zwiazani z dzieckiem szczegolnymi emocjami i przykre jest
          > dla nich ogladanie dziecka w sytuacji gdy sie boi, cierpi i protestuje, a
          > niestety jest to w leczeniu malych dzieci niejednokotnie koniecznosc

          Przy porodzie matka tez cierpi. decydując się na macierzyństwo wiadomo, ze
          dziecko tez może chorować, może cierpieć. Uważasz, że będzie mniej cierpiała,
          jesli zostanie za drzwiami i nie bedzie wiedziała, co się z dzieckiem dzieje?

          > obecnosc rodzica jest dla dziecka dodatkowa zacheta do walki, bo w rodzicu
          > widzi sprzymierzenca

          Chyba na głowe upadłes z takimi teoriami. Moze podasz, w jakim mądrym
          opracowaniu psychologów to wyczytałeś?
          To rodzic walczy z lekarzami??? Czy pomaga np. przytrzymując dziecko?

          > niestety czesc rodzicow nie umie pomagac lekarzom,

          A próbowałes pogadać z rodzicem przed zabiegiem i wyjasnić, na czym bedzie
          polegała jego rola? Rodzic nie jest lekarzem i dla niego to nowa sytuacja, więc
          normalne, że nie wie, co zrobic. On takiej wiedzy wrodzonej nie posiadł.

          a raczej pomaga dziecku w
          > uniemozliwieniu wykonania zabiegu

          Uważasz rodziców za głupków, debilów, niedorozwiniętych umysłowo, którzy nie
          chcą pomocy dla swoich dzieci i traktuja Was jak bandytów, przed którymi
          dziecko trzeba chronić????????

          > poza tym rodzic obecny biernie podczas zabiegu, ktory dziecko odczuwa
          > jako "krzywde" moze utracic zaufanie dziecka - bo dziecku nie pospieszyl z
          > pomoca

          Podaj proszę, źródło, tych Twoich wzniosłych myśli. I wytłumacz, dlaczego to ma
          działać tylko na polskie dzieci.

          > i ostatnia przyczyna - rodzic slyszac fragmenty dyskusji miedzy lekarzami
          > podczas wizyty moze zachorowac na chorobe forum internetowego - i pytac sie
          tu,
          >
          > niemilosiernie przekrecajac fakty - slyszalem jak lekarz powiedzial "..." co
          to


          A, tu Cią boli! lepiej, aby było wszystko w tajemnicy i rodzic był kompletnie
          zielony w temacie. Po co jakis dureń ma kontrolować jasnie wielmożnego,
          uczonego lekarza?
          Może nie zauwazyłeś, ale na forum internetowym mozna uzyskać wyczerpujące
          informacje na temat leczenia- te, których lekarz prowadzxący nam nie udzieli,
          bo przeciez po co nam ta wiedza, nie?
          • dokowski Taki jest skutek uogólniania 18.05.06, 15:08
            eewa2005 napisała:

            > Uważasz rodziców za głupków, debilów, niedorozwiniętych umysłowo, którzy nie
            > chcą pomocy dla swoich dzieci i traktuja Was jak bandytów

            A przecież rozwiązanie jest proste, wystarczy wyrzucać tych rodziców, którzy
            szkodzą dziecku, a zachęcać do pozostania przy dziecku tych, którzy pomagają.
    • maga_luisa Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 21:14
      Współczuję. Jestem lekarzem, a jednak dałam się wyprosić z gabinetu podczas
      zakładania wenflonu mojemu starszemu synowi. Miał wtedy 2 lata, a ja byłam mało
      asertywna. Gdy trafiła się taka sytuacja z młodszym i pielęgniarka
      zasugerowała, że ona weźmie małego na zabieg a ja poczekam, po prostu spokojnie
      z uśmiechem powiedziałam - "Nie, zostanę przy nim".
      Myślę, że często przyczyną takiego pielęgniarek i lekarzy postępowania są złe
      nawyki i fat, że wielu rodziców nie staje na wysokości zadania i zamiast pomóc,
      utrudnia całą sytuację. Uważam, że jeśli jesteś pewna, że Twoja obecność jest
      dziecku potrzebna i że zapanujesz nad emocjami, powinnaś po prostu
      konsekwentnie domagać się pozwolenia na pozostanie z dzieckiem.
      Co do obchodów lekarskich, uważam, że powinny odbywać się bez obecności
      kogokolwiek poza personelem i pacjentami. Omówić stan dziecka z lekarzem można
      później.
      Pozdrawiam.
      • bebe31 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 21:29
        Coz.. Niestety nie zawsze tak bywa. Nie jestem osoba przesadnie emocjonalna, a
        jednak moje prosby nie poskutkowaly. Zostalam zlekka poddana szantazowi
        emocjonalnemu " No niechze w koncu Pani odda to dziecko, przeciez ono sie
        meczy" (polroczne dziecko z 40C goraczki)-skonczylo sie na interwencjach u
        ordynatora, ale i tak mi sie nie udalo. W przypadku mojej 5-letniej corki tym
        razem zwrocono sie do niej "Chcesz byc dzielna, prawda?" (przed zakladaniem
        wenflonu). Slyszalam jej krzyk, zwymiotowala w trakcie, przyprowadzono mi ja
        szara i cala w wymiocinach. Spedzilam takze 2 tygodnie na oddziale patologii
        noworodka wiele razy czekajac pod drzwiami az skonczy sie obchod i slyszac
        przez drzwi, jak placze moj kilkudniowy syn. Od poloznej uslyszalam takze wtedy
        kiedy przebieralam synka, bo to mi na szczescie umozliwiono, ze na moim miejscu
        zostawilaby opieke nad nim pielegniarkom, bo one zrobia to lepiej.
        Mowiac szczerze do dzis mam poczucie winy, ze opuscilam je wtedy, ze wywarto na
        mnie presje, a ja nie potrafilam sobie z tym poradzic...
        Nastepnym razem znow o to poprosze. Moze naucze sie na tych wszystkich
        bledach...
        Bebe
        • eewa2005 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 22:22
          Współczuję Ciserdecznie. Widzisz, albo trafiłas na miejsce, gdzie pracuje zubr
          zalogowany, albo- co bardziej prawdopodobne- taka jest polska rzeczywistość,
          niestety.
          Nie masz sobie co zarzucać! To personel potraktował Twoje dzieci jak
          przedmioty, które mozna odebrać komus, które nie czują itp.
      • zzz12 Ne zgadzam sie 11.05.06, 21:35
        z tym wypraszaniem rodzicow podczas obchodow w szpitalu. Powiedz, jak zebrac
        wywiad od poltorarocznego-dwuletniego dziecka, co przeciez jest elementem
        badania? Rodzic ma prawo wiedziec, jaki jest stan dziecka, ma prawo uzyskac
        przy okazji informacje na temat planowanego dalszego postepowania. Rozsadny
        rodzic nie bedzie przeszkadzal personelowi podczas zabiegow czy badania, za to
        stanowi lacznik pozwalajacy oswoic dziecku stresujaca sytuacje (pod warunkiem
        wszak, ze rodzic jest rozsadny i tlumaczy dziecku koniecznosc poddania sie
        zabiegowi, a nie wpada sam w histerie). Slyszalam od doroslych z
        doswiadczeniami szpitalnymi w dziecinstwie wspomnienia o uczuciu strachu,
        przerazenia i osaczenia, gdy nad maluchem lezacym w lozku pochylalo sie stado
        ludzi w bialych fartuchach, mowiacych niezrozumiale rzeczy.
        Nigdy nie pozwalalam sie w zadnym szpitalu wyprosic ani z pokoju zabiegowego,
        ani z sali podczas obchodu, choc czasem wiazalo sie to z walka :-(
        • zubr_zalogowany Re: Ne zgadzam sie 11.05.06, 21:57
          wywiad zbiera sie osobno, nie przy wizycie, jesli rodzic jest potrzebny mozna
          go poprosic

          masz racje - tylko rozsadny rodzic moze byc pomocny
          ale tez wie, ze to stado nie zrobi jego dziecku krzywdy
          • felinecaline Re: Ne zgadzam sie 11.05.06, 22:22
            " U mnie" wszystko zalezy od rodzica.
            Rodzica rozsadnego i opanowanego, zdolnego do wspolpracy z personelem a w
            kazdym razie do nieprzeszkadania pozostawiamy w czasie badan i zabiegow.
            Obchod - bez rodziciw, informacje w okreslonych godzinach u lekarza
            prowadzacego.
            A nawiasem mowiac nawet w przypadku pacjenta doroslego jest zwyczaj proszenia
            osob odwiedzajacych nawet z najblizszej rodziny o wyjscie z pokoju na czas
            badania lub zabiegu.
            Z kolei obecnosc rodzicow (rodzica) moze byc tolerowana nawet na bloku
            operacyjnym do czasu zasniecia dziecka.

          • eewa2005 Re: Ne zgadzam sie 11.05.06, 22:25
            zubr_zalogowany napisał:

            > wywiad zbiera sie osobno, nie przy wizycie, jesli rodzic jest potrzebny mozna
            > go poprosic

            W czym przeszkadza rodzic podczas obchodu?

            >
            > masz racje - tylko rozsadny rodzic moze byc pomocny

            Dlaczego z góry zakładasz, ze rodzic jest zawsze nierozsądny (vide Twój
            wczesniejszy post)? W jaki sposób oceniasz rozsądek rodzica? Jest jakaś skala?

            > ale tez wie, ze to stado nie zrobi jego dziecku krzywdy
            A dziecko się nie liczy? Ono, wystraszone, skąd ma zrozumiec czy wiedziec, że
            krzywda mu nie grozi, skoro tym gwarantem są dla niego rodzice???
            • zubr_zalogowany Re: Ne zgadzam sie 11.05.06, 22:45
              jedna ze swietych zasad, ktore wyznaje w kontaktach z pacjentami:
              albo mi ufasz albo spie..j
              • eewa2005 Re: Ne zgadzam sie 11.05.06, 22:48
                Moja zasada, jaką wyznaję w kontaktach z lekarzami:
                zaufam, jesli sprawdzę i potwierdzę to u innych (ew. doczytam czy dopytam w
                internecie)
            • artemida9 Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 01:23
              powtorze sie, ale jak wspomnialam obowiazuje zachowanie pewnej intymnosci, a
              sale w naszych szpitalach zazwyczaj nie sa jednoosobowe i nie widze powodu
              dlaczego rodzice maja poznawac szczegoly choroby pozostalych dzieci
              znajdujacych sie w pokoju...
              • pacjentka7 Re: Ne zgadzam sie 14.05.06, 11:12
                > obowiazuje zachowanie pewnej intymnosci, a
                > sale w naszych szpitalach zazwyczaj nie sa jednoosobowe i nie widze powodu
                > dlaczego rodzice maja poznawac szczegoly choroby pozostalych dzieci
                > znajdujacych sie w pokoju...

                A w przypadku osób dorosłych-współpacjentów to nie obowiązuje?
                Dla mnie było to bardzo krępujące - rozmowa o szczegółach mojej choroby w
                obecności współpacjentów :-/
                • felinecaline Re: Ne zgadzam sie 14.05.06, 11:24
                  Jesli w czasie obchodu rzeczywiscie "wizytanci" glosno, po polsku i wyraznie
                  formulujac wszystkie sylaby komentowali obraz Twojej colposkopii to sie nie
                  dziwie, jesli byla to tylko kwestia rozmowy o temperaturze i wynikach
                  morfologii to juz raczej temat nie wzbudzalby lapczywego zainteresowania
                  sasiadek. "Obchod" na nowoczesnie prowadzonym oddziale to juz bardziej celebra
                  i kurtuazja (jesli jest wlasciwie prowadzony) a intymne, drastyczne sprawy
                  porusza sie na "staffach" z daleka od uszu osob postronnych (w gabinetach
                  lekarskich).
                  • pacjentka7 Re: Nie zgadzam sie 15.05.06, 12:03
                    Jeśli chodzi o "mój" przypadek to było to poronienie. I naprawdę nie miałam za
                    bardzo ochoty powtarzać po raz nty (każdemu nowemu lekarzowi) - jak to się
                    stało, kiedy dokładnie, kiedy ciąża stwierdzona i jak to wszystko przebiegło -
                    kiedy się zaczęło :-( Wystarczy, że dwa razy opowiedziałam wszystko na Izbie
                    Przyjęć. Nie mogli sobie przeczytać?
                    Po poronieniu nie miałam ochoty rozmawiać z innymi kobietami z sali - zwłaszcza
                    o moich sprawach. Ale niestety poniekąd zostałam zmuszona do ekshibicjonizmu.
                    Czy to jest normalne???

                    Oburzacie się, że rodzic może usłyszeć info o temperaturze innego dziecka -
                    jeśli nie wyjdzie z sali na czas obchodu. A nie widzicie, że dużo bardziej
                    drastyczne jest pogwałcenie prywatności dorosłych pacjentów, zmuszonych często
                    do opowiadania swojej historii choroby w obecności osób postronnych
                    (współpacjentów)? Nie można załatwiać takich rozmów na osobności?
                    • felinecaline Re: Nie zgadzam sie 15.05.06, 12:22
                      Nikt nie wzialby ci za zle, gdybys powiedziala np: "mowilam juz o tym panu dr
                      X,i zapewne jest to juz odnotowane w mojej historii choroby; moge powtorzyc,
                      jesli to konieczne, ale wylacznie lekarzom".
                    • anestezjolog2 Re: Nie zgadzam sie 18.05.06, 13:52
                      Nie zawsze robi się to na co ma się ochotę! Mamy takie a nie inne warunki i
                      trudno o jednoosobowe sale w szpitalach klinicznych czy miejskich. Są za to w
                      szpitalach prywatnych (ginekologiczne akurat są) i nie ma problemu. Tyle, że to
                      kosztuje.
                      Opowiadasz lekarzowi nie po to, żeby zaspokoić jego prywatną ciekawośc, a
                      jedynie zawodową. Nie zawsze jest czas i mozliwość studiowania Historii
                      Choroby. Czasem pacjentowi wydaje się, że coś powiedział, a jedynie pomyślał (
                      może to być istotna informacja).
                      Tak jak to, co powiedziałaś np. policjantowi musisz powtórzyć na sali sądowej,
                      tak i w szpitalu - czasem n-temu lekarzowi.
                      I bardzo proszę, aby pacjenci nie organizowali nam naszej pracy, nie dyktowali
                      co powiedzą, komu i kiedy. Bo tak naprawdę działają przeciwko sobie.
            • felinecaline Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 14:40
              Tak, jak za kierownica samochodu musze stosowac regule ograniczonego zaufania.
              Nie wszyscy inni kierowcy to pijani piraci drogowi, kpiacy sobie z kodeksu,
              przeceniajacy swoje umiejetnosci a kpiacy z bezpieczenstwa innych
              wspoluzytkownikow drog. jesli mam sama bezpiecznie dojechac do celu i dowiezc
              tam bez najmniejszego szwanku musze jednak uwazac, ze moze zdarzyc sie
              wszystko: i pijany nadjezdzajacy z naprzeciwka i chcacy wyprzedzac na trzeciego
              i np kierowca, ktory nagle ...zaslabl za kierownica i nieuchronnie spowoduje
              wypadek, w ktorym nie tylko sam bedzie poszkodowany ale i inni, ktorzy znalezli
              sie obok w niewlasciwym momencie. W pokoju zabiegowym musze przewidziec
              wszystkie analogiczne zachowania rodzicow, niekoniecznie zakladajac, ze
              wynikaja z jego zlej woli, ale albo z niewiedzy, z nadwrazliwosci np na widok
              krwi i "rekoczynow" medycznych nie majacych de facto NIC wspolnego z
              okrucienstwem, ale mogacych u osob nienawyklych prowadzic do ...prozaicznego
              zemdlenia. Co wtedy? Co najpierw? Wykonywac zabieg u dziecka czy cucic i
              opatrywac a nawet i zszywac mamusie/tatusia. Nawiasem mowiac: w takich
              reakcjach nie ma nic "wstydliwego", sama nigdy np nie bylam w stanie zniesc
              widoku "zdejmowania paznokcia" ;-D
              Na obchodzie obecnosc rodzicow nie ma najmniejszej racji bytu. Juz kilkoro
              kolegow o tym pisalo: sale sa wielolozkowe (niestety), powiedzmy w kazdej 4-5
              malych chorych, u kazdego conajmniej 1 z rodzicow. w "orszaku" tylu lekarzy co
              pacjentow (zakladajac, ze kazdego "prowadzi" inny, moze jeszcze stazysci lub
              studenci, pielegniarka oddzialowa, zabiegowa, rehabilitant. Wszystko na parun
              • felinecaline Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 14:44
                c.d. metrach kwadratowych i przy zamknietym niewielkim oknie.
                Pytanie: kto z tego "towarzystwa" jest tam naprawde niezbedny? dziecko latwo
                zniesie gora 10 minut rozlaki, jakie trwac moze "wizyta". I nie ma w tym
                zadnego okrucienstwa ani bezdusznosci; rodzic moze sobie poczekac na korytarzu,
                w poczekalni, w bufeciko rodem z Lesnej Gory czy wreszcie...prozaicznie pojsc
                siusiu.
        • artemida9 Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 01:01
          Nie zgadzam sie aby obecnosc rodzica byla wlasciwa podczas wizyty. Trzeba
          wziasc pod uwage, ze wiekszosc sal w polskich szpitalach jest salami
          wieloosobowymi, a dzieci tak samo jak dorosli maja prawo do intymnosci i nie
          uwazam aby inni rodzice powinni wysluchiwac na co choruja pozostale osoby
          znajdujace sie w pokoju... Co innego kiedy jest to sala jednoosobowa, co jednak
          nalezy do wyjatku. Oczywiscie nie zmienia to faktu, ze rodzic powinien zostac
          dokladnie poinformowany o stanie zdrowia i planowanej terapii. Jednak nie
          uwazam za stosowne robienie tego niejak na forum publicznym (obecnosc personelu
          plus np. piec rodzin, pieciu pacjentow z danej sali...). Co do uczestnictwa w
          badaniach mysle, ze nie ma przeciwskazan o ile rodzic zachowuje sie
          rozsadnie... bo szczerze powiedziawszy roznie to bywa. Tak samo jak bywaja
          rozni lekarze, tak samo sa rozni rodzice...
          • maxima10 Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 05:58
            artemida9 napisała:

            > Nie zgadzam sie aby obecnosc rodzica byla wlasciwa podczas wizyty. Trzeba
            > wziasc pod uwage, ze wiekszosc sal w polskich szpitalach jest salami
            > wieloosobowymi, a dzieci tak samo jak dorosli maja prawo do intymnosci i nie
            > uwazam aby inni rodzice powinni wysluchiwac na co choruja pozostale osoby
            > znajdujace sie w pokoju... Co innego kiedy jest to sala jednoosobowa, co
            jednak
            >
            > nalezy do wyjatku. Oczywiscie nie zmienia to faktu, ze rodzic powinien zostac
            > dokladnie poinformowany o stanie zdrowia i planowanej terapii. Jednak nie
            > uwazam za stosowne robienie tego niejak na forum publicznym (obecnosc
            personelu
            >
            > plus np. piec rodzin, pieciu pacjentow z danej sali...). Co do uczestnictwa w
            > badaniach mysle, ze nie ma przeciwskazan o ile rodzic zachowuje sie
            > rozsadnie... bo szczerze powiedziawszy roznie to bywa. Tak samo jak bywaja
            > rozni lekarze, tak samo sa rozni rodzice...



            O czym ty wogole pieprzysz jak potluczona. Na pewno nie masz swoich dzieci.
            Przeciez ci pacjenci to malutkie dzieci nie przyzwyczajone do separacji z
            rodzicami na codzien. Izolacja od rodzica to dodatkowy ogromny stres.
            Zdecydowanie nie nalezy izolowac dziecko od rodzicow w szpitalu a tymbardziej
            przy zabiegach.
            • dr_ewa999 Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 09:07
              a Ty Daria masz dzieci?
              • seniorita15 Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 16:49
                Do dr_ewa999:Daria nie ma dzieci.
                • maxima10 Re: Ne zgadzam sie 13.05.06, 22:32
                  ocvzywiscie, ze mam dzieci :)
                  • seniorita15 Re: Ne zgadzam sie 14.05.06, 15:07
                    Do maxima10:pomarzyc dobra rzecz.
                    • felinecaline Re: Ne zgadzam sie 14.05.06, 16:11
                      Czy moglybyscie pasjonujaca dyskusje o sprawach rodzinnych maximy prowadzic
                      sobie na "priva"?
    • dr_ewa999 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 22:25
      Nie mozna odpowiedziec jednoznacznie. Ja osobiście nie wypraszam rodziców, oni
      mi nie przeszkadzają. Ale trzeba sobie powiedzieć,że rodzice są różni, są
      rozsądni i są nadmiernie przewrażliwieni i przekazują swoje leki np. przed
      ukłuciem -dziecku. To wtedy nie jest dobre....
    • slav_ Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 11.05.06, 22:47
      Myślę że jest to w dużej mierze kwestia nawyków, czasem problemow organizacyjnych.
      Osobiście nie tylko nie widze niczego złego w obecnosi rodziców ale uwaam ze
      wręcz powinni być obecni jesli tylko jest to organizacyjnie możliwe a rodzice
      tolerują widok zabiegów (!).
      U nas rodzic towarzyczy dziecku do momentu podania znieczulenia (gabinet
      zabiegowy, krótkie interwencje) lub wejścia na blok (premedykowane wczesniej).
      Rodzice wychodza z sali w trakcie obchodu bo ... jest ciasno (sa proszeni na
      salę jeśli są jakies kwestie dotyczące ich dziecka).
      Rzadko zdarza się że rodzice są proszeni o odejście (czasem sami wychodzą) - np
      nie tolerujący krwi, kłucia, placzu dziecka itp lub (zdarza się -
      nieodpowiedzialne zachowanie).
    • mlody.lekarz Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 00:16
      Ja tam się na dzieciakach nie znam, ale skrzywienie zawodowe mi podpowiada, że
      to dla dziecka dość traumatyczne przeżycie, jak mamusia jest wśród krzywdzących
      je osób albo jak tatuś go nie broni przed strasznymi babsztylami z igłą, tylko
      jeszcze im pomaga i mocno trzyma.
      • wisienka36 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 10:10
        Rodzice powinni mieć możliwość bycia z dzieckiem wszędzie poza salą operacyjną.
        I wszędzie to się im umożliwia, ale niestety nie u nas. Rodzic rozsądny czy
        nie - nie ma się o co kłócić, poprostu jeśli będzie przeszkadzał bądź
        uniemożliwiał wykonanie zabiegu - zostanie wyproszony.
        Bebe, ja zawsze powtarzam - o siebie i bliskich trzeba walczyć.
    • anestezjolog2 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 15:50
      Jeśli rodzice są normalni - mogą być w gabinecie. Jeśli natomiast histeryzują,
      krzyczą, płaczą, łapią lekarza za rękę- powinni poczekać pod drzwiami. Więcej
      narobią szkody niż korzyści.
      Na szczęście jest coraz więcej normalnych, chętnych do współpracy rodziców-
      chociaż zdarzają się i tacy jak ten:
      Wypadek komunikacyjny - dziecko do szycia i do poobserwowania pod kątem
      wstrząśnienia mózgu ( nie można się dowiedzieć czy straciło przytomność).
      Pielęgniarki kładą dziecko na stole, jest w miarę spokojne, chętne do
      współpracy. Wpada zapuchnięta od płaczu matka. Krzyczy. Dziecko natychmiast
      zaczyna płakać, o współpracy nie ma mowy. Gdy w końcu się uspakaja - matka
      łapie za rękę- umytego chirurga! To opóźnia szycie.
      Dziecko ma być hospitalizowane, przebiera się i nawet zaciekawione idzie na
      oddział. Po "interwencji" matki - zmienia zdanie. Matka podpisuje, że na własną
      odpowiedzialność i żądanie zabiera dziecko do domu. Strach pomyśleć co by było,
      gdyby ............( nawet nie będę pisać, aby nie prowokować losu).
    • bebe31 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 21:39
      jaka jest podstawa prawna, ktora reguluje te kwestie?
      • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 21:45
        na oddziale szpitalnym moga przebywac wylacznie osoby uprawnione
        lekarz moze odnowic wstepu osobom nieupowaznionym
        • maga_luisa Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 22:33
          Żubrze, nazwanie rodzica osobą nieuprawnioną jest nadużyciem.
          To raz. Dwa, przytoczony przez Ciebie przepis skąd pochodzi? Rozumiem, że taki
          zapis może się znaleźć w regulaminie szpitalnym, ale Karta Praw pacjenta
          mówi: "w zakładzie opieki zdrowotnej przeznaczonym dla osób wymagających
          całodobowych lub całodziennych świadczeń zdrowotnych np. w szpitalu,
          sanatorium, zakładzie leczniczo-opiekuńczym, pacjent przyjęty do tego zakładu
          ma prawo do:(...) 2) dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę
          bliską lub inną osobę wskazaną przez siebie - art. 19 ust. 3 pkt 1,
          • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 23:01
            nie przesadzaj
            rodzic ma asystowac do zabiegu jesli tego zarzada?
            ten przepis nie reguluje zasad obecnosci odwiedzajacych na oddziale, stanowi jedynie podstawe prawna tego zeby sie mogli znalezc w szpitalu
            nie mozna tego interpretowac tak, ze bliscy chorego maja prawo do swobodnego poruszania sie po budynku
            czym innym jest opieka pielegnacyjna, czym innym obecnosc w miejscach, gdzie osoba nieprzeszkolona bedzie niebezpieczna
            nie wyobrazam sobie generalnej zasady wpuszczania rodzicow na np blok operacyjny
            poza tym wielokrotnie spotkalem sie z sytuacjami, gdy zbyt liczne odwiedziny przeszkadzaly innym pacjentom

            trzeba znalezc zloty srodek, miedzy realizacja praw pacjenta, a technicznymi mozliwosciami
            sa sytuacje, gdy z pewnych przyczyn trzeba ograniczyc odwiedziny, mozliwosc swobodnego poruszania sie itd, przepisy te nie wykluczaja tego
            • maga_luisa Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 23:30
              Nie od tego zaczęła się dyskusja, nikt nie pytał o obecność rodziców na bloku
              operacyjnym, a przy drobnych zabiegach typu wkłucie do żyły obwodowej.
              Nie rozmawialiśmy też o tłumach odwiedzających, tylko o matce, która pyta,
              czemu nie mogła zostać przy dziecku przy zakładaniu wenflonu.
              • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 10:19
                bo byc moze mogla nieadekwatnie zareagowac na sytuacje lub preszkadzac

                opieka pielegnacyjna nie jest potrzebna przy zakladaniu wenflonu

                • maga_luisa Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 11:56
                  Wybacz, ale to jest podejście urzędnika. "Być może mogła". Daj spokój.
                  Sporo napisano o psychologii dziecka. Nie musimy wymyślać prochu; wystarczy
                  sięgnąć do literatury.
                  • bebe31 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 12:18
                    dla wyjasnienia dodam: nie reagowalam "nieadekwatnie", prosilam spokojnie, z
                    zachowaniem wszystkich zasad dobrego wychowania - przeciez mi tez zalezy na
                    tym, zeby wszystko poszlo z korzyscia dla dziecka rozumiana zarowno w sposob
                    medyczny jak i psychologiczny - nie bylo zadnych krzykow, histerii, trzesacych
                    sie rak i wygrazania, nie bylo potoku nielogicznych pytan i byl szacunek
                    zarowno do lekarzy i do pielegniarek. Na pewno nie bylam usmiechnieta i
                    zrelaksowana, ale trudno w takiej sytuacji taka byc.

                    Czasem sie zastanawiam, czy wlasnie tej kultury nie bylo za duzo - zdecydowanie
                    nie bylam skuteczna. I tu powiem cos kontrowersyjnego: moze po kolejnej odmowie
                    nalezalo pokrzyczec, postraszyc prasa i, w koncu, zmienic szpital.

                    Mam wrazenie, ze lekarze nie zawsze zdaja sobie sprawe, a moze niektorzy z nich
                    wlasnie zdaja sobie sprawe.., ze matka w szpitalu jest podstawiona pod sciana,
                    jest automatycznie na slabszej pozycji, bo prosi, tak PROSI, o pomoc dla
                    swojego dziecka i przeciwstawiajac sie lekarzom czesto boi sie, ze zaszkodzi
                    swojemu dziecku, bo wszystko sie przedluzy, bo dziecko bedzie mialo stres, ze
                    to przez nie rodzice nie zgadzaja sie z lekarzami, bo, kiedy rodzicow nie
                    bedzie, personel bedzie dla niego opryskliwy... A celem matki bedzie dbanie o
                    to aby jej dziecko, juz chore, ponioslo jak najmniej cierpienia i fizycznego, i
                    psychicznego..

                    I tak oto stoimy postawione pod sciana wybierajac miedzy mniejszym zlem a
                    wiekszym i do konca nigdy nie bedac pewne, czy dokonalysmy wlasciwego wyboru..

                    Chcialabym, aby tego wyboru nie trzeba bylo dokonywac, aby szpital byl jak
                    najbardziej przyjazny dzieciom.
                    • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 13:39
                      ja wlasnie widze u ciebie pewien czynnik ryzyka takiego nieadekwatnego zachowania:
                      zacytuje:
                      "Na pewno nie bylam usmiechnieta i zrelaksowana, ale trudno w takiej sytuacji taka byc"
                      "moze po kolejnej odmowie nalezalo pokrzyczec, postraszyc prasa i, w koncu, zmienic szpital"
                      "matka w szpitalu jest podstawiona pod sciana"
                      "PROSI, o pomoc dla swojego dziecka"
                      "kiedy rodzicow nie bedzie, personel bedzie dla niego opryskliwy"

                      z tego wylania sie obraz twoich pogladow i przekonan na prace i sposob postepowania lekarzy - niestety niewesoly

                      uwazasz ze:
                      - jak sie udrzesz i pogrozisz to wszystko zalatwisz po swojej mysli
                      - jesli lekarza nie POPROSI sie o pomoc to bedzie siedzial w dyzurce, liczyl pieniadze z lapowek i pil wodke
                      - jak sie nie dopilnuje to lekarz nakrzyczy na dziecko i jeszcze zrobi mu krzywde

                      a naprawde jest tak, ze nigdy rodzice nie sa postawieni pod sciana, nie musza procic o pomoc, bo bez ich prosb dziecko i tak otrzyma najlepsza mozliwa pomoc i opieke, a lekarze i pielegniarki zawsze do dzieci podchodza z najwieksza delikatnoscia, wyrozumialoscia i cieplem, niejednokrotnie wiekszym niz rodzice

                      rodzic nieufny, kontrolujacy i zdenerwowany, przekonany, ze bez jego udzialu bezduszna biala banda zrobi jego skarbowi krzywde - taki wlasnie rodzic nie powinien uczestniczyc w bolesnych i nieprzyjemnych dla dziecka zabiegach
                      slusznie obawiasz sie ze proby postawienia na swoim moga byc dla dziecka zle i opoznic postepowanie
                      takie negatywne emocje i niepokoj latwo udzielaja sie dziecku
                      to moze poglebiac stres u dziecka i rodzica i latwo doprowadzic to tych "nieadekwatnych reakcji"

                      rodzice powinni moc przebywac z dzieckiem przez caly czas, ale lekarz musi miec prawo wyprosic rodzicow podczas wykonywania swoich czynnosci i prawo zezwolenia na uczestniczenie w nich tylko tym rodzicom, ktorzy nie beda w jego opinii utrudniac jego dzialan

                      nie potepiam cie
                      masz prawo byc nieufna, bac sie o dziecko
                      twoje poglady, pewnie w znacznej mierze uksztaltowane przez obiegowe opinie i pewnie niewlasciwa oparta na stereotypach interpretacje faktow moga byc zrozumiale, bo zyjemy w kraju, w ktorym od dawna system stawia lekarzy przeciwko pacjentom
                      powinnas jednak miec swiadomosc, ze twoj widoczny brak zaufania rodzi te same odczucia po drugiej stronie i w ten sposob nie pomagasz ani sobie, ani dziecku i tym bardziej spotykasz sie z ograniczeniami wynikajacymi z nieufnosci i ostroznosci lekarzy, ktorzy bronia sie przed byc moze nieslusznymi zarzutami, z ktorymi tak czesto musza spotykac sie w pracy zawodowej

                      nieufnym rodzicom trudno zachowywac sie racjonalnie, gdy widza ze ich dziecku dzieje sie cos zlego
                      ja rozumiem i nie potepiam tej nieufnosci, ale uwazam, ze zezwolenie na uczestniczenie przy zabiegach najczesciej tej nieufnosci nie przelamie, czesto ja poglebi i moze bardzo utrudnic normalna prace oddzialu
                      stad opowiadam sie za ograniczeniami
                      • bebe31 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 15:06
                        o! widze, ze wytoczyles armate! Nieslusznie. W zadnym z maili nie
                        kwestionowalam kompetencji lekarzy ani pielegniarek. Uwazam, ze Twoja
                        argumentacja jest oparta na interpretacjach a zdania wyrwane sa z kontekstu.. I
                        chyba brakuje troche empatii...

                        Oczywiscie, ze nie bylam usmiechnieta, moje dziecko bylo chore i cierpialo i
                        wiedzialam, ze czeka je dodatkowy stres. Pobyt w szpitalu niezaleznie od
                        serdecznosci personelu nie jest na pewno, a szczegolnie w pierwszych kilku
                        dniach i w przypadku malutkich dzieci czyms bardziej komfortowym niz pobyt w
                        domu, w otoczeniu osob bliskich i kochajacych. I stad brak usmiechu.

                        Gdybym uwazala personel za bezduszna biala bande bez kompetencji nie
                        pojechalabym do szpitala.

                        Lapowek nigdy nie dawalam i nie daje. Gdybym uwazala, ze krzyk jest najlepsza
                        metoda to moze bym ja zastosowala, zauwaz co napisalam w poscie, prosby byly
                        spokojne... Zastanawiam sie tylko, co zrobic natepnym razem i dlaczego bylam
                        nieskuteczna, nie chce, zeby to sie powtorzylo.

                        Wierze, ze w szpitalu, w ktorym pracujesz jest tak jak mowisz, czyli jest i
                        delikatnosc i serdecznosc. I byc moze daje dzieciom wiecej ciepla niz niektore
                        matki, ale ja swoje dzieci kocham i chce byc przy nich caly czas, gdy cierpia.
                        Chce dac im wsparcie i milosc, kocham je i chce byc z nimi w trudnych chwilach,
                        nie dlatego, zeby kontrolowac lekarzy, bo lekarzem nie jestem i ufam ich
                        umiejetnosciom, ale po to, aby wspierac swoje dzieci. Bezduszna jest nie
                        ta "banda",jak to okresliles, ale system ktory mi nie pozwala kochac i okazywac
                        swoja milosc, w sposob, jaki uwazam za najlepszy.

                        Tylko tyle. Zadnych inwektyw. Zadnego kontrolowania.

                        • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 15:56
                          to nie armaty
                          ja nie przecze ze twoja argumentacja jest rzeczowa, kulturalna i niepozbawiona slusznosci
                          jesli twoja intencja jest byc przy dziecku, zeby mu ulzyc i pomoc to nie widzialbym przeszkod
                          nie porownuje cie absolutnie z forumowymi trolami

                          ale w twojej wypowiedzi widac bylo tez nieufnosc i przekonanie, ze bez twojej kontroli lekarze moga potraktowac dziecko gorzej
                          niewatpliwie opisujac to uzylem przesadnych porownan
                          jednak nie zaprzeczysz, ze tak silne pragnienie stalej obecnosci przy dziecku wynika w znacznej mierze z twojego niepelnego zaufania do ludzi, z ktorymi zostawiasz dziecko
                          i to wlasnie sprawia, ze dzialajac w dobrej wierze mozesz jednak przeszkadzac
                          lekarz w pelni odpowiada za przebieg zabiegu i moze nie chciec obecnosci osoby potencjalnie nieprzewidywalnej
                          nikt nie chce przed toba niczego ukrywac, mozesz przeciez porozmawiac o tym co bedzie sie dzialo
                          ale na sali zabiegowej niepokoj i emocje rodzica, a wiec osoby, ktorej dziecko najbardziej ufa zbyt latwo przenosza sie na dziecko
                          jesli widzi ono ze matka czuje zagrozenie to samo panikuje jeszcze bardziej
                          gdy widzi ze matka ma zaufanie do ludzi z ktorymi dziecko zostawia - tez im bedzie ufalo
                          najdrobniejsze wyrazenie dezaprobaty przez matke moze sprawic, ze dziecko poczuje sie zagrozone, straci zaufanie do calego personelu i uniemozliwi dalsze leczenie

                          lekarze moga stosowac rozne kryteria dopuszczajace rodzicow jako obserwatorow, zalezy to od indywidualnego doswiadczenia i warunkow
                          jednak lekarz musi miec prawo pelnej kontroli sytuacji za ktora odpowiada
                          • bebe31 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 18:32
                            Nie, nie zgadzam sie.
                            Jadac do szpitala mam pelne zaufanie do personelu medycznego.

                            Tak, moja intencja jest pomoc dziecku i dac mu poczucie, ze kiedy cierpi jest z
                            nim ktos, kto go kocha.

                            Nie zamierzam kontrolowac lekarzy ani pielegniarek i nigdy nie mialam takiej
                            intencji ani tym bardziej, wiedzy i mozliwosci, aby ich prace ocenic, tak jak
                            oni nie potrafiliby ocenic mojej.

                            Nie boje sie wkluwania wenflonu, takze mojemu dziecku, i nie przeraza mnie to.

                            Ale jak slysze na wstepie, ze nie moge byc przy dziecku przy prostych zabiegach
                            i jest to podane bez zadnych wyjasnien - nie czuje sie traktowana jak partner,
                            ale jak to ladnie ujales "osoba potecjalnie nieprzewidywalna" i mam poczucie,
                            ze odbieram mojemu dziecku wsparcie, ktorego potrzebuje.

                            Nie jest to dobry wstep do wzajemnej wspolpracy, prawda?
                            • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 18:51
                              z tamtej wypowiedzi wynikalo jednak ze ta nieufnosc jednak byla
                              pozostaje przy swoim, bo umiem czytac

                              nie ma obowiazku dopuszczania rodzicow do uczestniczenia w czynnosciach lekarskich
                              dopoki nie powstanie np ustawa przyznajaca ci takie prawo musisz zaakceptowac ten fakt
                              jesli lekarz, pielegniarka, obawiaja sie problemow, cos im przeszkadza lub odmowa wynika z pewnych doswiadczen czy przekonan to musisz to zaakceptowac
                              byc moze w ocenie personelu szpitala wcale swoja obecnoscia dziecku nie pomozesz - o przyczynach i mechanizmach juz pisalem, choc oczywiscie nie zaprzeczam, ze czesto obecnosc rodzica moze byc pozadana
                              argumentacja godna pieciolatka - chce bo tak bedzie tu nieskuteczna

                              jezeli masz zaufanie do personelu to po co ta walka?
                              • bebe31 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 19:43
                                pozostan, Twoje prawo.

                                Nie wiem, czy wyrazam sie w takim razie jasno, jezeli nie rozumiesz o co toczy
                                sie walka.

                                Walka o to by byc z tymi, ktorych kocham, po to, by czuli, ze jestem z nimi w
                                trudnych chwilach i dzieki temu latwiej im bylo zniesc bol i cierpienie.

                                Nie wyobrazam sobie, zeby bylo inaczej.

                                To jest tak jasne, tak bardzo niezaprzeczalne, i jest tak podstawowa potrzeba,
                                ze pytanie po co nie ma w ogole racji bytu.

                                W centrum jest relacja matka- dziecko. Tylko.
                                Lekarzy, personelu medycznego to w ogole nie dotyczy. Stanowia tylko tlo.

                                Dziekuje. Po tej rozmowie wiem juz wiecej.

                                Bebe
                                • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 19:49
                                  byc moze masz racje
                                  w swojej konkretnej sytuacji
                                  byc moze jednak przypisujesz zbyt wiekla wage tej chwilowej rozlace z dzieckiem
                                  nie wiem

                                  upieram sie, ze nie kazdy spelnia warunki, aby mogl przebywac z dzieckiem i ze bardzo trudno ocenic czy sa one spelnione
                                  przykro mi ze mozesz czuc sie pokrzywdzona w skutek takiej ostroznosci
                      • zzz12 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 15:34
                        Z racji obfitych doswiadczen szpitalnych mojego dziecka mam porownanie, jak
                        rzecz moze wygladac w roznych szpitalach. Jesli poglady personelu sa rodem z
                        minionej epoki i podtrzymuja poglad, jakoby z obecnosci rodzica w zabiegowym
                        podczas np. zakladanai wenflonu , nic dobrego nie wynika, bo rodzice generalnie
                        sa histerykami, mdleja na widok igly i staja sie agresywni wobec personelu, to
                        na dzien dobry rodzic musi stoczyc walke o uznanie jego prawa do pozostania z
                        dzieckiem, no i mozliwosc pokojowej wspolpracy od poczatku diably biora.
                        A moze byc inaczej: uznanie tego prawa -nawet nie prawa rodzica, ale prawa
                        dziecka do obecnosci rodzica, i nagle okazuje sie, ze wenflon mozna zalozyc
                        dziecku siedzacemu na kolanach matki czy ojca, ze rodzic nie mdleje, ze walki i
                        klotnie nie sa w ogole potrzebne.
                        Obecnosc rodzica w trakcie wizyt jest rownie prosta i oczywista. I przydatna:
                        czesto jest to jedyny sposob na zebranie od rodzica informacji, jak np. dziecko
                        zachowywalo sie i czulo w ciagu ostatnich godzin, i odwrotnie- jedyna okazja,
                        zeby rodzic mogl dowiedziec sie o planowanym postepowaniu. Wieloosobowe sale
                        nie sa tu przeszkoda: rodzic jest przy dziecku wtedy, gdy akurat przy nim
                        zatrzymuje sie caly orszak, w momencie, gdy orszak przesuwa sie dalej- wychodzi
                        z sali, ustepujac miejsca kolejnemu rodzicowi.
                        Zubrze, strach przed rodzicami ma wielkie oczy, wystarczy minimum dobrej woli z
                        obu stron, a zwlaszcza personelu, mentalnie tkwiacemu czasem w latach 60-70
                        minionego stulecia, i wszystkim bedzie zylo sie latwiej.
                        Zaliczylysmy szpital, gdzie personel tesknil za czasami, gdy dziecko oddawano
                        na leczenie, bez prawa odwiedzin, gdzie wprost mowiono, ze dziecko nie ma w
                        szpitalu zadnych praw (sic!),gdzie pielegniarki do malych pacjentow, uwiazanych
                        na pajacyka do lozeczka (kazda konczyna przywiazana do naroznika lozeczka, bo
                        kroplowka..) zwracaly sie per: "czego ryczysz, cholero", gdzie spiace dziecko
                        bez slowa komentarza wyciagano z lozeczka, brano pod pache jak worek ziemniakow
                        i zanoszono do zabiegowego bez slowa komentarza, po co, gdzie o wszystko-
                        lacznie o prawo do skorzystania z toalety przez rodzica!- trzeba bylo walczyc,
                        gdzie pobyt wspominam jak koszmar. I jakies 50 km dalej- szpital, gdzie moglam
                        przytrzymywac dziecko do punkcji ledzwiowej, gdzie dziecko mialo zalozony
                        wenflon siedzac na moich kolanach, gdzie do badania w sedacji zostalo takoz na
                        moich kolanach uspione i sama zanioslam je na badanie. Oraz bylam píerwsza
                        osoba, ktora dziecko po wybudzeniu zobaczylo. Obylo sie bez walki, bez awantur,
                        i bez problemow.
                        Ten sam kraj, to samo wojewodztwo, dwa rozne swiaty...
                        • zubr_zalogowany Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 16:02
                          nigdy nie spotkalem sie z tym, co opisujesz w pierwszym przypadku
                          i nie neguje mozliwosci uczetniczenia w pewnych zabiegach przez rodzicow
                          ale ludzie sa rozni i personel szpitala powinien miec prawo sie do tego dostosowac

                          rodzic nieufny i kontrolujacy bedzie z zasady przeszkadzal

                          co do wizyty - informacje takie zbiera sie zazwyczaj przed wizyta nie w trakcie, ewentualnie rodzic moze byc poproszony
                          • wisienka36 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 15.05.06, 16:45
                            A ja spotkałam się z tym, o czym pisze zzz, tak niestety ciągle jeszcze bywa.
                            Drugi przypadek opisany przez zzz to marzenie! Życzę sobie, żeby na wszystkich
                            oddziałach dziecięcych tak było!!! To zależy tylko od nas. Od Ciebie żubrze
                            też...
            • kate2000 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 23:41
              zubr_zalogowany napisał:

              >
              > trzeba znalezc zloty srodek, miedzy realizacja praw pacjenta, a technicznymi
              mo
              > zliwosciami
              > sa sytuacje, gdy z pewnych przyczyn trzeba ograniczyc odwiedziny, mozliwosc
              swo
              > bodnego poruszania sie itd, przepisy te nie wykluczaja tego
              A właśnie nie!!!Prawa pacjeta powinny być najważniejsze i być na pierwszym
              miejscu
    • kate2000 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 12.05.06, 23:14
      No przy zabiegach to jeszcze jestem w stanie zrozumiec ale przy obchodach?? To
      kretystwo!!!Te obchody bezduszne rzeczywiscie sa
      • encorton1 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 13.05.06, 00:00
        Rozwiń to "bezduszne" - ciekawie się zapowiada:)
    • wadera3 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 15.05.06, 19:12
      bebe31 napisała:

      > Czy na forum sa lekarze lub pielegniarki, ktore moga wyjasnic mi w sposob
      > racjonalny, dlaczego rodzice (jedno z nich) nie moga byc przy dzieicach,
      > szczegolnie malutkich podczas: obchodow lekarskich (Oddzial Patologii
      > Nowowrodka) zabiegow takich jak na przyklad wkluwanie wenflonu w szpitalu
      > (dzieci polroczne i kilkuletnie) etc.. Mam traumatyczne przezycia z tym
      > zwiazane i chcialabym zrozumiec przyczyny z tym zwiazane - bezdusznosc tego
      > jest nie do opisania...
      > Bebe

      Owszem jestem :)
      15 lat pracowałam jako piel.zabiegowa na oddziale dziecięcym,
      może dwa, może trzy razy miałam sytuację , gdzie nie musiałam tłumaczyć, że nie
      robię dziecku krzywdy,
      na ogół rodzice żądający pomocy dla dziecka,
      (no skoro zdecydowali sie na wizytę, to znaczy nie radzą sobie sami)
      nieraz poważnie chorego, przeszkadzają nawet swoją dobrą wolą.
      Rolą personelu jest szybkie zadziałanie, bo nikt mnie nie przekona,że malutkie
      dziecko z dusznością(np) można namówić, przygotować i uspokoić przed takim
      np.wkłuciem wenflonu, bo niby jak?
      Najtroskliwsza i namądrzejsza Mama, NIE jest w stanie spowodować żeby dziecko
      nie płakało, nie wyrywało się, dziecko należy unieruchomić,(bo trzeba)a rzadko
      która Mama potrafi "bezdusznie" przytrzymać własne dziecko, które tym bardziej
      sie wyrywa "na rączki"....a jak pobrać takiemu maluszkowi krew? nie znam
      Mamy,która spowoduje,że dziecko kilkuletnie wyciągmnie rączke
      i spokojnie da się ukłuć, a jeśli w pobliżu jest Mama, maluch tym bardziej chce
      sie u niej ukryć i wrócić do bezpiecznego domu.
      Sama miewałam "incydenty" ,że moje dzieci musiały mieć jakieś zabiegi,
      ale z dumą, czy bezdusznością(jak kto woli)
      powiem,że zawsze towarzyszyłam moim dzieciom wiedząc,
      że na nie swoim oddziale jestem tylko gościem i nie mam prawa przeszkadzać w
      pracy moim kolegom i koleżankom.
      Nie było żadnego pocieszania typu "niedobry doktór", "pani be"....
      Dzieci miały zaufanie do mnie i do innego personelu, to ,że nieraz płakały-to
      oczywiste, nie były supermenami.
      I jeszcze jedno, bardzo proste i oczywiste wytłumaczenie, nikt nie lubi jak mu
      się patrzy na ręce,niekoniecznie z powodu niekompetencji, czy braku
      profesjonalizmu, "patrzenie" przeszkadza w każdej pracy,no a w takiej
      szczególnie....
    • lucky_leprechaun Prawa 15.05.06, 20:39
      Opisywane problemy w zupełnosci rozstrzyga Karta Praw Pacjenta i inne
      dokumenty. Niestety, znajomośc ich tak przez pielęgniarki, jak i przez lekarzy
      jest, oględnie mówiąc, bardzo niezadowalająca. Zainteresowanych odsyłam np. do
      takiej pracy:

      bazy.opi.org.pl/raporty/opisy/synaba/85000/sn85296.htm

      Nie zapominajmy, że dziecko to też pacjent. W dodatku- dziecko, więc jest pod
      szczególną ochroną prawną.
      • wladek47 Re: Prawa 16.05.06, 18:48
        Dziekuję Lucky za przypomnienie. Niektóre posty kolegów "po fachu" czytałem z
        zaźenowaniem. Jakby nie dotarło, że coś się przecież zmieniło i pacjent ma
        również prawa. Bardzo dużo nauczyłem się w pracy za granicą. Znieczulenie
        dziecka a znieczulałem pacjentów w wieku od 2 tygodni do 17 lat w obecności
        rodziców było dla wykształconego w Polsce nie lada wyzwaniem. Z czasem
        nauczyłem się pewnych "sztuczek" szczególnie wobec rodziców dla których byłem
        podwójnie podejrzany - bo jeszcze na dodatek obcy. Nawet to polubiłem bo
        pocieszanie spanikowanych mam (a niektóre były całkiem..całkiem) bywało miłe. A
        na poważnie to jeszcze na terenie Polski w szpitalach, w których pracowałem
        byłem pionierem dopuszczenia rodziców do sali przed i pooperacyjnej, odwiedzin
        na OIOM-ach oraz obecności ojców przy cięciu cesarskim. Zawsze byłem
        zwolennikiem pracy przy (prawie) otwartej kurtynie. Dla nieprzekonanych -
        wystarczy jedna sprawa (a dziennikarze przecież to kochają) np. o molestowanie
        i bardzo będziemy sobie pluć w brodę, że przegnaliśmy rodziców. Wł.
        • anestezjolog2 Re: Prawa??????? 18.05.06, 14:00
          Władku, możemy pracować przy odsłoniętej kurtynie, ale
          - co mamy robić jak matka dostaje ataku histerii, bo pielęgniarka nie może
          załozyć wenflonu szarpiącemu się dziecku?
          - co mamy robic, gdy rodzice łapiąnas za rękę w sensie dosłownym?
          - co mamy robić, gdy na OIOM-ach przy łóżku ciężko chorego skupiają się całe
          rodziny i prowadzone są głośne rozmowy? ( obok leżą inni chorzy, którzy też
          Amają prawo do spokoju).
          - co mamy robic, gdy jest np. reanimacja ( jak wygląda każdy lekarz wie), a pod
          nogami chodzą rodziny i przyjaciele ( reanimowanego, albo sąsiada)?
          - co mamy robic, gdy na oddział , na którym utrzymanie czystości jest
          szczególnie istotne wchodzą tabuny przeziębionych ludzi bez ochraniaczy na
          butach?
          Rodziny potafią przemycić papierosy na OIOIM ( szwagier musi sobie zapalić),
          przynieść gorzałę w termosiku, jedzenie w pierwszej dobie po operacji itd, itp,
          etc. Inwencja ludzi jest nieograniczona.
          • anatemka Re: Prawa??????? 18.05.06, 14:31
            u nas pozwala sie byc rodzicom w zabiegowym. Skutek jest taki, że albo mama
            zasłania soba dziecko i płacze że taką straszna krzywde panie mu robia/ wtedy
            zawsze mówię: prosze iść do lekarza poprosić o odstawienie leków/nie zlecanie
            badań, bo ja dla własnej przyjemności dziecka nie kłuje/, albo trzymaja
            dziecko, a ono płacze i patrzy z wyrzutem na matkę. Zdecydowanie lepiej jest, a
            mówię to z 10letniego doswiadczenia pracy na pediatrii, kiedy mama czeka pod
            zabiegowym i wchodzi natychmiast po zabiegu.
            • zzz12 Re: Prawa??????? 18.05.06, 14:42
              A kto informuje dziecko i rodzicow przed zabiegiem, co ma byc zrobione? Mysle,
              ze wielu z tych histeryzujacych rodzicow nie wpadloby w histerie, gdyby
              wczesniej, jak dziecku, wytlumaczono im przystepnymi slowami, jak wyglada
              zabieg, jak zaklada sie wklucie, ze czasem trzeba ukluc kilka razy, ze nie
              zawsze, zwlaszcza w przypadku malych dzieci, udaje sie zalozyc wenflon za
              pierwszym razem, czasem jest to kilka-kilkanascie podejsc. Rodzice, jak dzieci,
              histeryzuja, bo boja sie nieznanego. Ale informacja wymaga checi i czasu na
              rozmowe, szybciej jest wyrwac dziecko rodzicowi i odbebnic zabieg samemu.
              Rownie kuriozalne sa sytuacje, gdy walcze (czemu musze walczyc, a nie po prostu
              wejsc?) o prawo obecnosci w zabiegowym, i slysze: jak pani taka madra, niech
              pani sama ten wenflon dziecku zalozy! Wytlumacz, prosze, komu i czemu sluza
              takie teksty?
              • mlody.lekarz Re: Prawa??????? 18.05.06, 15:16
                Odpowiedzialna matka powinna takie rzeczy wiedzieć.

                Podobnie, jak powinna wiedzieć np. że noworodkowi nie podaje się smażonej
                wątróbki, a raczej karmi je piersią.

                Zanim się zdecydowała na dziecko (w końcu to nie bocian dzieci przynosi, tylko
                dzieci się planuje) trzeba było się dowiedzieć, co się dzieje, jak dziecko jest
                chore.

                Nie popadajmy w paranoję. Jak matka się boi, to niech powie o tym pielęgniarkom,
                że się boi i prosi o wyjaśnienie, na czym polega zaplanowana procedura
                zakładania wenflonu albo podawania iniekcji domięśniowej.

                Ja rozumiem, że rodzic może nie wiedzieć, na czym polega znieczulenie, nikt od
                niego tego nie wymaga. Ale trudno zakładać, że przeciętny rodzic nie wie, na
                czym polega zastrzyk albo założenie wkłucia. Większość rodziców aż tak ciemna
                nie jest i trudno oczekiwać, żeby mieli wysłuchiwać wyjaśnień, bo jakaś
                histeryczka w XXI wieku nie wie, co to żyła i że u dziecka żyły wyglądają
                inaczej niż u dorodnego 25-latka.

                Jak ktoś nie wie, niech powie że nie wie i poprosi o wyjaśnienie. Jak się boi,
                niech powie, że się boi. Zdecydowana większość pielęgniarek i lekarzy nie
                posiada zdolności telepatycznego czytania w myślach.
              • anatemka Re: Prawa??????? 18.05.06, 15:21
                uważasz, że 30letnia matka nie wie jak i po co zakłada się wenflon? Oki,
                powiedzmy że nie wie. Ale chyba wie, jak pobiera się badania? Bo nie wierzę ,
                że nigdy pobieranych nie miała. Dziecko, o ile rozumie, czyli nie ma 0-kilka
                miesiecy, tłumaczy sie zawsze. Wybacz, że nie tłumaczę tego noworodkom, moze
                zacznę. Nigdy nie wyrywam dziecka rodzicom! Uwierz, że prosciej, łatwiej i
                przyjemniej jest powiedzieć: nie musi się pani zgodzić na zabieg. Zgłosze to
                lekarzowi. I nie jest to straszenie! Czasami lekarz decyduje się na leki
                doustne.Wiem, że zdaża sie pielęgniarkom powiedzieć, aby mądra matka sama
                wenflon założyła, ale jest to zawsze po krytyce: bo dopiero za trzecim razem
                sie wkuła!
                Generalnie jestem za prawem rodziców do bycia na zabiegowym. Pisałam zreszta,
                że u nas tak jest, rodzice sa zawsze gdy tego chcą. Przeszkadza to w pracy,
                owszem, ale da się przezyć.
                • zzz12 Re: Prawa??????? 18.05.06, 15:57
                  pamietam sytuacje, gdy dziecko lezalo z zapaleniem oskrzeli w szpitalu.
                  Leczenie jak leczenie- m.in. inhalacje, po nebulizacji oklepywanie i odessanie
                  wydzieliny ssakiem. Dziecko oczywiscie wlaczy, placze, wskutek placzu
                  wydzieliny wiecej, niz przed odessaniem. Za ktoryms razem sugestia
                  pielegniarek: wie pani, ale my nie musimy odsysac, jak by to bylo moje dziecko,
                  to bym sobie odpuscila. To co, odsysamy? Moja odpowiedz: jesli nie jest to
                  bezwzglednie konieczne, dajmy dziecku spokoj. Dajemy spokoj. Za godzine
                  przychodzi lekarz prowadzacy z reprymenda, ze utrudniam leczenie, odmawiajac
                  koniecznych zabiegow, pielegniarki mu sie poskarzyly. Chociaz jestem "z
                  branzy", w takich sytuacjach wymiekam...
            • anestezjolog2 Re: Prawa??????? 19.05.06, 13:32
              Było to bardzo dawno temu, gdy mój - chyba 6 letni - syn miał szyty łuk
              brwiowy. Ani mój mąż- chirurg - nie patrzył kolegom na ręce, ani ja nie pchałam
              się na salę zabiegową. Jako matka sama nie wiem czy nie zestresowałabym jeszcze
              bardziej syna swoim lękiem, chociaż jako lekarz wiedziałam znakomicie, że nic
              mu nie grozi.
          • seniorita15 Re: Prawa??????? 18.05.06, 15:25
            Do anestezjolog2:dzieciom zaklada sie krem emla przed zalozeniem wenflonu.Jesli
            pielegniarka ma problem wkluwa sie anestezjolog.Wiele dzieci znieczula sie
            wziewnie,a dopiero potem zaklada sie wenlon.Zeby wyeliminowac lub zmniejszyc
            stres rodzicow i dzieci praktykowana jest wizyta rodzicow i dzieci na sali
            operacyjnej kilka dni przed zabiegiem i tam pielegniarki anestezjologiczne w
            przystepny sposob objasniaja co sie bedzie dzialo w dniu zabiegu.Niektore dzieci
            same wybieraja sposob usypiania.Nie wpuszcza sie na sale na OIOM-ie wiecej niz 2
            osoby u jednego pacjenta.W trakcie reanimacji rodziny sa wypraszane na zewn
            sali.Sa specjalne pomieszczenia do rozmowy z rodzina.Nie praktykuje sie obuwia
            ochronnego,a mimo tego jest czysto.Pacjenci bardzo szybko sa przesylani z OIT na
            oddzialy macierzyste,nie ma przetrzymywania chorych.Wiec nie ma szans na
            gorzalke.A palacze dostaja plastry nikotynowe.Pozdrawiam.
            • anatemka Re: Prawa??????? 18.05.06, 15:34
              krem emla: piekna sprawa u kilkuletniego dziecka. U niemowlaka trzeba by było
              wysmarować wszystkie konczyny. Wiele dzieci znieczula sie wziewnie....no, może,
              ja o czymś takim nie słyszałam. I zdecydowanie wolę, aby moje dziecko cierpiało
              2 minuty przy zakładaniu wkłucia niz dostawało przed nim znieczulenie.
              • wladek47 Re: Prawa??????? 18.05.06, 16:27
                A no właśnie. Też tak kiedyś myslałem. Ale praca za morzem szybko oduczyła mnie
                złych nawyków. Ja nie mówię, że to nie jest trudne. Histeryzyjąca matka i
                wrzeszczące, nieznośne dziecko jest piekielnie trudne. Ale jak pisałem
                nauczyłem się i chyba już nie umiałbym inaczej. Zresztą właśnie za to płacą mi
                tam kilka razy więcej niż tutaj. Kolego anestezjologu wyobraź sobie, że muszę
                realizować wszystkie punkty jakie wymieniłeś a jeszcze wyjaśniać i dyskutować w
                obcym języku (dobrze jeśli jest to szwedzki a nie arabski). Dodam dla
                utrudnienia, (w wypadku języka arabskiego) że często mąż pacjentki wyrzuca mnie
                z sali operacyjnej przed cięciem cesarskm życząc sobie wyłącznie kobiecej
                obsługi. Dyskusja jest z góry przegrana. Mój (polski) kolega ktory "warknął"
                musiał odbyć za karę tygodniowy kurs uzupełniający relacji z rodziną pacjenta...
                Inny świat. Seniorita potwierdzi.
                • seniorita15 Re: Prawa??????? 18.05.06, 17:06
                  Potwierdzam.Jesli trzeba to plastry emla przyklada sie i w trzech
                  miejscach.Znieczulenie wziewne jest wstepem do zabiegu ,ale zdarzaja sie
                  sytuacje wprawdzie rzadkie gdy nie da sie zalozyc wenflonu inaczej niz po
                  wprowadzeniu wziewnym.Od dawna juz nie slysze wrzaskow dzieci na bloku
                  operacyjnym,ktore to sytuacje byly dosc czeste w moim poprzednim polskim
                  szpitalu,gdy operowala w tym dniu chirurgia dziecieca.
                • anestezjolog2 Re: Prawa??????? 19.05.06, 13:40
                  Oj chyba nie jest tak do końca. Pół roku mojego mężą pracuje w Stanach, wielu
                  moich kolegów-anestezjologów znieczula gdzieś na świecie - więc gdy się
                  spotykamy coś tam gwarzymy o swojej pracy.
                  Bardzo jestem ciakawa czy lekarz GDZIEKOLWIEK pozwoliłby sobie naubliżać tak
                  jak pacjenci ubliżają nam?
                  Czy kiedykolwiek w sensie dosłownym złapała Cię za rękę rozhisteryzowana
                  mamusia?
                  Czy w czasie reanimacji zostałeś odepchnięty?
                  Czy musiałeś stawać w obronie sponiewieranej pielęgniarki? ( Nie tak dawno
                  jedna z lepszych pielęgniarek usłyszała od rodziny pacjenta- dorosłego- że jest
                  zwyczajną pospolitą k..ą)
                  Czy pracujesz na sprzęcie, który w każdej chwili może się rozlecieć?
              • seniorita15 Re: Prawa??????? 18.05.06, 17:22
                Do anatemki:nie ma potrzeby smarowania calych konczyn.Wystarczy przylozyc krem
                emla w miejscach prawdopodobnego wklucia.Czasy cierpienia dzieci podczas
                zakladania wklucia w niektorych krajach naleza juz praktycznie do przeszlosci.I
                niestety nie moge sie zgodzic z Twoim podejsciem.Nie tak dawno podczas pobytu w
                Polsce moja kolezanka- ginekolog byla na cito operowana na wyrostek.Bolalo ja po
                zabiegu jak nie powiem co.Udalam sie wiec do dyzurki chirurgicznej z prosba o
                podanie jej czegos mocniejszego niz pyralgina.I co odpowiedziala mi pani doktor
                chirurg:ze po zabiegu przeciez musi bolec.Przytkalo mnie troche,ale udalam sie
                na poszukiwanie dyzurnego anestezjologa i wspolnie z nim z trudem wymoglismy na
                pani dr chirurg podanie dolarganu.Szpital w duzym miescie,a zasady "jak za krola
                Cwieczka"
                • wladek47 Re: Prawa??????? 18.05.06, 18:41
                  Dziękuję za wsparcie Seniorito zauważasz jak mnie bolał każdy powrót do
                  warunków "stołecznego" szpitala a szczególnie brak zrozumienia, że można i
                  trzeba postepować inaczej. Opór materii był (i niestety jest) duży. Poruszyłaś
                  przy okazji jeszcze jeden problem a mianowicie analgezji pooperacyjnej. To
                  temat rzeka i to na kilka wątków. Powiem tylko, że taka pani doktor chirurg w
                  szpitalach jakie znamy następnego dnia już by nie pracowała a dzień miała
                  zajęty pisaniem wyjaśnień do HSAN. Aby się przekonać o różnicach chciałbym tak
                  mimochodem koledze anestezjologowi2 zadać pytanie - jakią temperaturę mają
                  płyny jakie przetacza w czasie operacji? Wł.
                  • lucky_leprechaun A jednak pomysł obowiązkowych staży zagranicznych 19.05.06, 20:32
                    dla każdego polskiego lekarza, kazdej pielęgniarki i połoznej, min. 6 miesięcy
                    powinien być obowizkowy- to dla dobra pacjentów, tak małych, jak i dużych.
                    Tylko w taki sposób da się przełamac granice "tego się nie da" i "tak byc nie
                    może". Kilkaset kilometrów za granica Polski okazuje się, że rodzice nie
                    przeszkadzają, dziecko nie walczy, rany pooperacyjne nie bola, a tuż po
                    przewiezieniu z sali pooperacyjnej dziecko może wypić szklanke Sprita i wszamac
                    parę herbatników...
                    Postawy Seniority i Wladka świadczą o tym, ze takie pobyty za granica, powodują
                    cudowną metamorfozę- tak z korzyścią dla pacjenta, jak i wizerunku
                    pracownika "służby" zdrowia. I najczęściej nie wymaga to prawie żadnych
                    nakładów finansowych.
                    Rodzice dzieci to nie są przeciwnicy lekarzy i pielęgniarek, ani tez lekarze
                    czy pielęgniarki nie sa wrogami rodziców- przeciez wszystkim chodzi nam o jedno-
                    dobro pacjenta. Może czasami warto się nad tym zastanowic, kiedy mamy
                    ryczącego malucha i jego roztrzęsioną matkę, a do wykonania wkłucie czy
                    powazniejszy zabieg. To nic nie kosztuje, a zyskac można wiele.Naprawdę- to się
                    da, tak jak sie dało w innych krajach. Przeciez Polak potrafi :)
                    • iza42 Re: A jednak pomysł obowiązkowych staży zagranicz 20.05.06, 00:48
                      Lucky , to nie jest tak ,ze zagranica dzieci nie placza i rodzice nie
                      przeszkadzaja, nie ma bolu i stressow. Wierz mi , pisze prawde.
                      W naszej polskiej mentalnosci zakorzenione jest przeswiadczenie, ze to co za
                      granica musi byc lepsze niz u nas , nie zawsze jest to prawda. Moim zdaniem do
                      poprawy sytuacji niepotrzebne sa staze za granica tylko dobra wola z obu stron
                      i lepsze umiejetnosic porozumiewania sie z pacjentem lub w jak opisywanym tutaj
                      przypadku z rodzicami.
                      I dobrze byloby gdyby zrozumieli to ordynatorzy oddzialow.
                • anatemka Re: Prawa??????? 18.05.06, 19:42
                  seniorita, noworodka moge kłuć w dłoń, zgiecie łokciowe, przedramię, nadgarstek
                  z obu stron, kolano, podkolanem, stopa, kostka, palce u rak i nóg, głowa.
                  Naprawdę czasami nie jest to jedno ukłucie, u dzieci u których lekarz
                  prowadzacy na sugestię wkłucia centralnego, bo nie ma gdzie go kłuc mówi: ja w
                  pania wierzę, liczba ta dochodzi do kilkunastu... Mnie się to nie podoba,
                  obciąża pielegniarkę, dziecko i rodziców. Ale cóż... Zresztą, to nie jest
                  tematem wątku.
                  • seniorita15 Re: Prawa??????? 18.05.06, 21:10
                    Tu gdzie pracuje,jesli pielegnierka ma problem z wkluciem to prosi lekarza zanim
                    zniszczy wszelkie mozliwe dojscia do zyly.I to jest moja rola,zeby takie wklucie
                    zalozyc.I nie mialam potrzeby zakladac wklucia centralnego tylko dlatego ,ze sa
                    klopoty z zalozeniem wklucia.W szczegolnie trudnych przypadkach przysypiamy
                    dziecko wziewnie i wtedy o wiele latwiej znalezc dostep do zyly.Ostatecznie
                    nakluwa sie zyle szyjna zewn lub udowa,jesli taka koniecznosc.Ale zdarza sie to
                    niezmiernie rzadko.
                  • seniorita15 Re: Prawa??????? 18.05.06, 21:11
                    No i oczywiscie przesadzasz bo np.palcow u rak i nog ja nie mam zwyczaju nakluwac.
                    • anatemka Re: Prawa??????? 19.05.06, 14:56
                      seniorita15 napisała:

                      > No i oczywiscie przesadzasz bo np.palcow u rak i nog ja nie mam zwyczaju
                      nakluw
                      > ac.


                      dokładnie: Ty nie masz zwyczaju nakłuwać. A wiesz, że wenflony w zyłach na
                      palcach bardzo długo się trzymają? I zazdroszczę: u mnie na oddziale nie ma
                      lekarza który potrafiłby sie wkłuć w żyłę. Gdy nie ma mozliwości w żyły
                      obwodowe, proszą anastezjologa o centralne, ewentualnie szyjne. Wygodni są:)
                      • seniorita15 Re: Prawa??????? 19.05.06, 17:47
                        Do anatemki:tu gdzie pracuje tez pielegniarki wkluwaja sie do zyly.Ale gdy maja
                        problem prosza pielegniarki anestezjologiczne o pomoc.Gdy to nie daje rady ,a
                        zwlaszcza w przypadku dzieci proszony o pomoc jest anestezjolog.I zwykle udaje
                        sie zalozyc wklucie obwodowe.Nigdy nie mialam koniecznosci zakladania wklucia
                        centralnego u dziecka.Dorosly to co innego.
          • lucky_leprechaun Re: Prawa??????? 19.05.06, 20:46
            anestezjolog2 napisał:

            > - co mamy robic, gdy na oddział , na którym utrzymanie czystości jest
            > szczególnie istotne wchodzą tabuny przeziębionych ludzi bez ochraniaczy na
            > butach?

            Najlepiej to, co na tzw. Zachodzie :) czyli wyrzucić w cholerę automaty z
            ochraniaczami, a w zamian za to postarać się o dobrej jakości maty, które nie
            dośc, że skutecznie pochłaniaja wilgoć, to w dodatku skutecznie dezynfekują.
            System mat skutecznie sobie poradzi z wymienianymi przez Ciebie problemami. A
            tak utrzymujemy w Polsce fikcje, gdzie prywatna firma zarabia na ochraniaczach,
            a szpital i tak musi kombinowac, jak by tu zapobiec roznoszeniu brudu np.
            podczas opadów deszczu czy sniegu. Poza tym- to stary numer- zabieranie ze sobą
            tych zużytych ochraniaczy i ponowne ich zakładanie podczas kolejnych wizyt. A
            co to moze dać? Ano - zakażenia szpitalne w domu, ale też przyniesienie hodowli
            z domu. Do tego wiadomo, ze przy zakładaniu ochraniacze wyjatkowo lubią się
            drzeć, co daje żadną ochronę np. przed roznoszeniem błota.
            Że to kosztuje? A ile kosztuja środki do utrzymania czystości i zatrudnienie
            osoby, która czuwa nad czystością przy wejściu do szpitala? takie maty to tylko
            czysty zysk.
            Co do przeziebionych osób- toż to jest jednak oczywiste :)
            Na inne Twoje "problemy" nie odpowiem :) Mam nadzieję, że w najbliższym czasie
            będzie Ci dany pobyt np. w UK, Irlandii czy każdym innym bardzie cywilizowanym
            kraju europejskim. Tam znajdziesz odpowiedź :)
            Co do jedzenia w pierwszej dobie po operacji- ja nawet się nie przyznawałam,
            bedąc na oddziałach zagranicą, że po cesarce nie jadłam przez 3 doby. Nie
            przyznawałm sie tylko dlatego, że poznałam ich standardy w tym zakresie i
            Polska w tej konfrontacji została dalekoooo w tyle.
    • jola_iza Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 19.05.06, 14:45
      Kiedyś, coś, napisałam na tym forum.Jestem babcią która kontakt ze szpitalami miała duży.Babcią i matką chyba odpowiedzialną.Stanowczo mówię: rodziców należy wypraszać -niekoniecznie wyrzucać.Maluch wie jedno- dzieje Mu się krzywda.Jedyny ratunek w najblższych.Nie ma najbliższych, nie ma ratunku, może się uda ?
    • jdylag75 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 19.05.06, 14:48
      Niestety często bywam z moim synem w szpitalu, często ma wkłuwane wenflony,
      zakładane cewniki i zawsze przy tym jestem poprostu nie dyskutuję tylko wnosze
      dziecko na rękach i z nim zostaje, co nie znaczy, ze pielęgniarki nie probuja
      mnie wyprosić, przestają walczyć kiedy są w stanie założyć za pierwszym razem
      cewnik czy pobrać krew. Natomiast zastanawia mnie dlaczego rodzice są
      wypraszani z sal podczas obchodu. Jestem rzecznikiem mojego dziecka i mam prawo
      wiedzieć jak jest leczone, mam również prawo do pytać jeśli czegoś nie
      rozumiem. Zaznaczam, ze nigdy nie kwestionuję decyzji lekarza, jestem
      spokojniejsza gdy wiem, a mój spokój udziela sie mojemu niemowlakowi.
    • piola1 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 19.05.06, 16:14
      Łączę się z Toba w bólu. Przeżyłam bardzo krótki pobyt z moim 10-cio miesięcznym
      synkiem w szpitalu, był odwodniony z powodu wymiotów,musieliśmy jechac na
      kroplówkę. Oczywiście konieczne było założenie wenflonu, oczywiście nie
      pozwolono mi być z nim a ja nie potrafiłam walczyć. Stałam więc na korytarzu i
      słuchałam jak moje dziecko płacze.
      Niestety nie trafiają do mnie argumenty, że dziecko uważa że matka pozwala mu
      cierpieć itp. Skoro tak jest to dlaczego jesteśmy z dziećmi w przychodni na
      szczepieniach, dlaczego jeśli nasze dzieci dostają zastrzyki w domu to też przy
      tym jesteśmy? Przecież to to samo...
      Ja rozumiem, że są rózni rodzice ale to własnie im powinno się pozostawić prawo
      wyboru, ewentualnie wypraszać rozhisteryzowane mamy z gabinetu bo faktycznie
      swoim panikarstwem narobią więcej szkody dziecku niż pożytku.
      Ja wiem, że to wszystko dla zdrowia mego dziecka, nie panikuje ale chce z nimi
      być, chce trzymac na kolanach, przytulać, bo to im się nalezy jako małym pacjentom.
      Zobaczcie ile się zmieniło jesli chodzi o porody, ile jest porodów rodzinnych. A
      dlaczego? Ciężarne kobiety też wolą mieć przy sobie kogoś bliskiego, czuja się
      wtedy bezpieczniej, dlaczego więc nie można w ten sam sposób postępowac z małymi
      pacjentami. Im też należy się szacunek, przecież to mali ludzie, przestraszeni
      całą tą szpitalną otoczką, po co im jeszcze fundowac dodatkowe stresujące
      doświadczenia??
      • seniorita15 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 19.05.06, 17:56
        Zalozenie wklucia u odwodnionego 10-miesiecznego dziecka nie jest prosta
        sprawa.Ale mnie sie zdarzylo zakladac takie wklucie u 6-o miesiecznego
        pulchniutkiego dziecka rowniez odwodnionego ,w srodku nocy na szczescie z dobrym
        efektem w obecnosci matki.Wiekszosc mozliwych dostepow juz byla zniszczona.Z
        tym,ze ta matka byla bardzo rozsadna a i wklucie szczesliwie udalo sie zalozyc
        dosc szybko.Bardzo bylam z siebie dumna.
        • iza42 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 19.05.06, 23:06
          Pracuje w emergency i chyba najczestszym " zabiegiem" jaki mi sie tam zdarza
          robic u dzieci jest szycie rany cietej w znieczuleniu miejscowym .Obecni przy
          zabiegu opanowani i wspolpracujacy rodzice -i takich jest wiekszosc- sa bardzo
          pomocni rowniez dlatego ,ze potrafia pomoc pielegniarce w unieruchomieniu malego
          pacjenta- obsada pielegniarska jest u nas skapa wiec moge liczyc na pomoc tylko
          jednej pielegniarki .
          Niestety , rozhisteryzowani i roszczeniowi rodzice plus wrzeczace dziecko to
          prawdziwy koszmar. Nieraz zdarzylo mi sie slyszec zarzuty ,ze to co robie musi
          bolec bo dziecko placze - dzieci czesto placza ze strachu i jezeli czuja panike
          u rodzicow to oczywiscie placza wiecej. Kwestionowano wybor materialu do szycia
          m ilosc zalozonych szwow, raz mi sie zdarzylo ,ze rodzice kazali mi rane zakryc
          plastrem ( potem przeprosili tlumaczac sie zdenerwowaniem) Czasami trudno
          powiedziec , komu nalezy sie wieksze wsparcie - placzacej matce czy cierpiacemu
          dziecku. Przy notorycznym braku czasu i skapym personelu prawdziwym problemem
          jest brak rozsadku u rodzicow.
          • wadera3 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 20.05.06, 09:16
            masz zupełną rację, mnie nie przeszkadzali normalni rodzice,
            nie dziwiący sie ,że dziecko płacze,

            ale w wypadku wywrzaskiwania przez rodzinę "gestapo, hitlerówki"pod adresem
            pielęgniarek, trudno mnie przekonać,że takie osoby mogą ze mną współpracować, po
            prostu w to nie uwierzę...
            pozatym do jakiegokolwiek zabiegu, nawet założenia wenflonu dziecko musi być
            umiejętnie trzymane, co oczywiście zmniejsza ryzyko niezakłucia od razu
    • renika2 Re: Obecnosc rodzicow w pokojach zabiegowych 23.05.06, 15:53
      Witam, moje dziecko było dwa razy w szpitalu - kiedy miało 5 miesiecy i 9
      misięcy, mój mąz nie pozwalał, aby zabierano dziecko, zamykano drzwi przed
      nosem, mówiąc, że to dla naszego dobra i jego. Na początku były kłotnie, ale
      potem odpuścili - nie pozwole, aby sistra oddziałowa lub pilelegniarka, z całym
      szcunkiem, mówila co jest dobre dla mojego dziecka! Wiec proponuje - poza
      operacjami - zdecydowannie nie pozwalac na pozostawianie dziecka bez opieki
      rodziców.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka