Dodaj do ulubionych

Faktycznie jest za co nielubic lekarzy

16.06.06, 06:23
1.Lekarz to ten facet z którego się wysmiewałeś ze to kujon!
2.to ten sam z którym nie grałeś w piłe bo to okularnik!
3.i ten sam który nie chodził na wagary!
4.pamiętasz że zawsze dostawał dobre oceny!
5.zdawał w każdej klasie meczybuła!
6.nie chciał palić fajek w drugiej klasie oferma!
7.nawet wina markowego "wino"nie pił fajtłapa!
8.po podstawówce poszedł do jakiegoś liceum głąb jeden!
9.zamiast iśc do roboty jak człowiek poszedł na studia i skończył, matoł jeden
10.teraz zadaje Ci pytania pije Pan alkohol,pali Pan papierosy natręt
cholerny faktycznie można go nie lubić.Jeszcze bredzi żeby nie pić i żreć
tabletki.Jeszcze kupił samochód i dom wybudował kretyn ,nie lepiej z mamusią
mieszkać,żony nawet nie bije,jak wyjdą razem to ta wystrojona i jeszcze się
uśmiecha wredota jedna,a wszystko to za nasze,złodzieje.Dalej jazda do roboty
nieroby,do łopaty ,a nie słuchawki przytykać i stawiać pieczatki.Och jest za
co nienawidzić lekarzy.
Wersji dla kobiet nie znam ,pewnie jest podobna.
Obserwuj wątek
    • ida37 dobre:))))))))))))) 16.06.06, 07:44
      zawiść ludzka nie zna granic:((( ale tak jest wszędzie:( aha, tylko prostaki są
      zdolni do takiego myślenia.
      • weda3 Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 08:12
        A moja przyjaciółka - lekarzto:
        1. nigdy nie była kujonem
        2. w liceum miała rózne nałogi - paliła, popijała tanie wina
        3. okularów nie nosi
        4. imprezowa babka
        5. baaardzo oczytana i inteligentna
        6. w LO nawet zeszytów nie prowadziła:):)
        7. Na AM dostała sie jako 7 na roku
        8. jej mąż też lekarz nigdy nie był ani kujonem ani głupolem i swietnie gra w
        piłke nożna 9 Choc teraz nie ma na to czasu)
        Poza tym ja jako nauczyciel w szkole sredniej widze, ze uczniowie typowo
        kujonowaci nie wiele w zyciu osiagaja.Nie umieja pracowac w grupie, sa zbyt
        ambitni, ucza sie wszystkich przedmiotów, aby numerki w dziennikach były jak
        najlepsze. Ja wole takich myslacych nie koniecznie omnibusów. Widuje sie czasem
        z moimi absolwentami i czesto takie olewusy lepiej skonczyły niz ci
        przeambitni. Pozdrawiam.
        • vacia Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 08:59
          weda3 napisała:

          >> 2. w liceum miała rózne nałogi - paliła, popijała tanie wina

          >> 6. w LO nawet zeszytów nie prowadziła:):)

          Nie widzisz w tym nic złego jako nauczyciel?
          Też z nimi pijesz i palisz?
          Współczuję Twoim uczniom. :-(
          • weda3 Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 09:25
            Droga Vato,
            Ani ja nie pije, ani nie pale. Moja przyjaciółka także. Ale miała w swoim
            zyciu taki okres. A jezeli chodzi o zeszyty to ja nie wymagam ich od moich
            uczniów. Jak chce miec to ma a jak nie to nic sie nie dzieje. Dla mnie
            najwazniejsze co umie. Ucze angielskiego, wiec łatwo moge sprawdzic czy uczen
            sie dogada czy nie. To czy ma piekni zeszyt z podkreslonymi tematami to nie
            jest wazne jak w głowie pustka. Poza tym uwazam, ze wiele osób miało w latach
            licealnych okres buntu. Młodzi zawsze sie buntowali i tak zawsze bedzie. Z
            hipisów powyrastali biznesmeni a z palacych lekarze ktorzy nie koniecznie teraz
            pala a przed tynze nałogiem ostrzegaja.
            • vacia Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 10:43
              weda3 napisała:

              > A jezeli chodzi o zeszyty to ja nie wymagam ich od moich
              > uczniów. Jak chce miec to ma a jak nie to nic sie nie dzieje. Dla mnie
              > najwazniejsze co umie. Ucze angielskiego, wiec łatwo moge sprawdzic czy uczen
              > sie dogada czy nie.

              Szkoda , że nie uczysz ich pisać w jezyku angielskim.

              • velniasty Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 10:46
                Vaciu droga, na co ty się ważysz, przecież kompetencji nauczyciela nie wolno
                podważać, przecież w naszym społeczeństwie to tylko lekarze są konowały i tylko
                ich można dołować:)))
                • vacia Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 10:55
                  velniasty napisał:

                  > Vaciu droga, na co ty się ważysz, przecież kompetencji nauczyciela nie wolno
                  > podważać, przecież w naszym społeczeństwie to tylko lekarze są konowały i
                  tylko ich można dołować:)))

                  Lubię lekarzy i nauczycieli i jeszcze wiele innych grup zawodowych :-)

                • weda3 Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 21:46
                  Drogi wełniasty,
                  Ja wcale nie uwazam, ze jestem nieomylna, wrecz przeciwnie. A nie pisaam tego
                  by podwazyc czyjes kompetencje . Ja stosuje takie metody nauczania i całkiem
                  niezle na tym wychodze. a lekarzy nie uwazam za konowałów, wrecz przeciwnie
                  bardzo lubie tych których znam. Wielu moich przyjaciół to lekarze i jak patrze
                  jak sie zapracowywuja aby dorobic pare złotych to jest mi ich żal.
              • felinecaline Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 11:30
                Vaciu droga! Znajomosc jezyka obcego to umiejetnosc poslugiwania sie nim
                KONIECZNIE w mowie - umiejetnosc zrozumienia ze sluchu tego, co sie do ciebie
                mowi i sformulowania w tym samym jezyku odpowiedzi zrozumialej dla pytajacego,
                Do tego pieknie powadzonym, staranniutki zeszyt z marginesami, szlaczkami itepe
                naprawde nie jest niezbedny i tu podziwiam, ze znalazla sie pani profesor,
                ktora go nie wymaga i zarazem pewna jestem, ze jej uczniowie dogadaja sie po
                angielsku gdzie i kiedykolwiek trafi ich potrzeba,
                Sama w liceum tez mialam jeden zeszyt do wszystkiego + sterty wypracowan
                pisanych na j,polski na papioorze zwanym wtedy kancelaryjnym, polonistka z
                bolem serca i lzami w glosie jakos to przezyla a mnie w niczym ten fakt nie
                przeszkodzil we w miare skutecznej edukacji .
                Pozdrawiam WSZYSTKICH bardzo serdecznie z beztroskich i leeeeeeeniwych
                wakacji ;-D
                • iza42 Re: dobre:))))))))))))) 18.06.06, 06:08
                  feline, wszystkiego najlepszego na wakacjach!
                  Z ta nauka jezyka ze sluchu to niezupelnie sie zgadzam. I nie chodzi przeciez
                  tutaj chyba o kaligrafie . Pewnie sa ludzie ,ktorzy ucza sie za sluchu i
                  swietnie zapamietuja nowe slowa jednakze wiekszosc ludzi i ja do nich naleze
                  zalicza sie do wzrokowcow . Czyli trudniej jest mi zapamietac slowo nowo
                  zaslyszane zwlaszcza jezeli mi sie ono z niczym nie kojarzy a latwiej jest je
                  sobie przyswoic majac je napisane na kartce papieru.
                  Tak wiec watpie czy nauka angielskiego ze wylacznie ze sluchu jest skuteczna dla
                  ludzi , ktorzy wyszli poza wiek przedszkolny.Odnosi sie to zwlaszcza do
                  angieslkiego , ktorego fonetyka jest dosc skomplikowana i zawiera duzo slow
                  brzmiacych podobnie i trudno jest dla niewprawnego ucha wylapac niuanse , ktore
                  przeciez sa kluczowe w zrozumieniu tego jezyka .
                  Francuski brzmi troche lepiej dla polskiego ucha - ale nawet tego jezyka trudno
                  nauczyc sie ze sluchu. Nigdy nie zapomne mojej pierwszej lekcji francuskiego w
                  liceum , po ktorej za nic swiecie nie moglam zapamietac wymowionego po raz
                  pierszy Je m'apelle ale po przeczytaniu jak sie to pisze nie mialam juz
                  zadnych problemow .
                  Przy pomocy ksiazek i zeszytow opanowalam ten jezyk ( mysle o fracuskim) w
                  przeciagu paru lat w wystarczajacym stopniu aby porozumiewac werbalnie i
                  pisemnie sie bez wiekszych przeszkod . I wydaje mi sie ,ze wiekszosc ludzi
                  uczy sie jezykow w podobny sposob .
                • snajper55 Re: dobre:))))))))))))) 19.06.06, 12:41
                  Zajrzyj na swoją gazetową skrzynkę. :)

                  S.
        • poloznik-gin Re: dobre:))))))))))))) 16.06.06, 12:23
          Też mususz mi psuć krucjatę,ach jak Cie dorwę.
        • seniorita15 Re: dobre:))))))))))))) 22.06.06, 23:50
          Watek poloznika byl bardzo dobrym wstepem do dyskusji.Wiadomo ,ze to byl zart z
          gatunku tych o szefie.Ale nie mozna odmowic racji Twoim wnioskom wedo3.Ja tez
          uwazam,ze kujoni nie sa najlepszymi lekarzami,ale zdarzaja sie wyjatki jak w
          kazdej regule(znam takie przypadki).I czesto dzieci lekarzy nie dorastaja do
          piet swoim rodzicom.A szkoda.Ale tez bywaja wyjatki.
      • kaska1968 Re: dobre:))))))))))))) 30.06.06, 20:08
        jakie to dziwne - wszyscy inni niz lekarze to prostaki...?
    • wawan1 Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 08:16
      DObre, udało Ci się trafić w 10-tkę. Ja oczywiście lekarzem nie jestem,
      ale "(nie)stety" też pracuje w budżetówce, mam bardzo podobne odczucia.
      Osoby ,które wyśmiewały się z dzieci takich jak ja, bo zawsze odrobione lekcje,
      przygotowana na zajęcia, potem liceum, praca, (niestety ta kolejność), studia
      na jednym kierunku, potem drugim, teraz ciągłe dokształcanie - teraz też się z
      nas smieją, ale w innym znaczeniu. I wiesz, czasami się głeboko zastanawiałam,
      czy warto było. Patrzę teraz na moich "kolegów" z podstawówki i co widzę. Ten
      co tabliczki mnożenia do 8-klasy nie znał, teraz zachrzania Merolem, prowadzi
      firmę, bo rodzice kasiaści. Kolejny, co pod budką co rano wystawał, rozwodnik,
      bo żona wygoniła, teraz kasę za granicą trzepie.
      Ehh, czy było warto...
      • annapurna4 A ja powiem krótko położniku, 16.06.06, 09:58
        nie chciałam chodzić na jabłka i truskawki
        do odrodu sąsiada i dziś jestem prokuratorem.
        • velniasty Re: A ja powiem krótko położniku, 16.06.06, 10:49
          Ej annapurna4 moja droga, powiedz mi, jak ja nie ukradłem księżyca za przykładem
          filmowym naszej kasty rządzącej, to zostanę kosmonautą w NASA :DDD?
    • velniasty Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 10:32
      To jest genialne, trafiłeś w sedno :DDD Wywiesić to wszędzie - "Lekarz twoim
      wrogiem" :))

      Nic tylko nienawidzieć lekarzy, już od zerówki tacy jacyś dziwni byli ;-)

      Cóż, jak ktoś wystaje, to trzeba go skosić do poziomu, wynika z tego:)
      • maga-luiza4 Re: Tooooo żżżenująceeee!!!! 16.06.06, 10:45
        Zostaliscie lekarzami po to, aby mścić się na tych
        którzy dokuczali wam w dzieciństwie!!!?
        Ludzie przecież to leczą psychiatrzy,
        osoba z zaburzoną osobowością nie może być lekarzem!
        To zbyt odpowiedzialny zawód!
        • velniasty Re: Tooooo żżżenująceeee!!!! 16.06.06, 10:47
          Super, nowa diagnoza :DDD

          Lekarze mszczą się na kolegach z dzieciństwa przez to że ich leczą :DDD

          Genialne, to trzeba jakoś gdzies zapisać, aby nie zaginęło w mrokach dziejów;D
          • poloznik-gin Re: Tooooo żżżenująceeee!!!! 16.06.06, 12:27
            :-))
        • mlody.lekarz Re: Tooooo żżżenująceeee!!!! 16.06.06, 21:19
          > osoba z zaburzoną osobowością nie może być lekarzem!
          > To zbyt odpowiedzialny zawód!

          eee tam... przecież tego się od nas wymaga nazywając może mniej fachowo
          powołaniem, nieomylnością itd.
    • owocoskala Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 17:56
      > 1.Lekarz to ten facet z którego się wysmiewałeś ze to kujon!
      > 2.to ten sam z którym nie grałeś w piłe bo to okularnik!
      > 3.i ten sam który nie chodził na wagary!
      > 4.pamiętasz że zawsze dostawał dobre oceny!
      No nie ja mam całkiem inne doświadczenia. Chodziłam do biol-chem, gdzie było
      kilkoro dzieci lekarzy. Po szkole chodzili na piwo, brali czasem narkotyki,
      imprezowali, byli aroganccy wobec innych, mieli zerową empatię. Zdali na
      medycynę z trudem, za którymś razem. Teraz pewnie gdzieś tam leczą kogoś.
      Zawsze mnie zastanawiało że jednostki odpowiedzialne, sympatyczne i zdolniejsze
      nie wybrały medycyny....
      • velniasty Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 20:49
        Nie napisałaś czy skończyli studia.
      • mlody.lekarz Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 21:25
        Mogą być całkiem dobrzy w swoim zawodzie.

        Empatia nie jest potrzebna w zawodzie lekarza, wystarcza, że pacjent odnosi
        wrażenie, że lekarz jest empatyczny. Rasowy psychopata spokojnie może być
        szanowanym i lubianym lekarzem.

        Nadmierna odpowiedzialność szkodzi, jak się uprawia medycynę w Polsce, bo zbyt
        często stąpasz po śliskiej granicy, kiedy z powodu ograniczeń NFZ-u nie możesz
        leczyć odpowiedzialnie. Podobnie z sympatią - jak się jest za bardzo
        sypatycznym, to Cię pacjenci szybko wykończą. Jakieś szczególne zdolności nie są
        też niezbędne, liczy się raczej wytrwałość.
        • owocoskala Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 23:53
          > Empatia nie jest potrzebna w zawodzie lekarza, wystarcza, że pacjent odnosi
          > wrażenie, że lekarz jest empatyczny. Chyba jednak jest niezbedna w
          skoncentrowwniu się na problemie pacjenta zwłasza jeśli się jest niewyspanym i
          źle opłacanym. Jeśli wczujesz się w położenie pacjenta to może np. zauważysz że
          pacjentka w podeszłym wieku nie mówi już pełnymi zdaniami i nie przepiszesz jej
          Ginko Biloba na pamięć jak zawsze od 3 lat, tylko zorientujesz się że ma
          Alshaimera (jak to tam się pisze).
          Zadam Wam pytanie dlaczego poszliście na medycynę. Jak się poznaje takie
          powołanie?
          • encorton1 Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 17.06.06, 00:24

            Na to pytanie dostaniesz pewnie tyle odpowiedzi ile osób spytasz. Każdy może
            mieć swoje zupełnie prywatne i tylko dla niego zrozumiałe motywy.
            Co do powołania - nie myl lekarza z księdzem, to jednak zupełnie co innego.
            Mowiąc o powołaniu schodzi się na tematy mało precyzyjne, trudne do
            zdefiniowania i bardzo subiektywne.
            Tak naprawdę lekarz w swojej pracy poinien być po prostu rzetelny , fachowy i z
            odpowiednią wiedzą ( właściwe podejście do pacjenta tak naprawdę w tych cechach
            jak najbardziej się zawiera) . Jeśli taki jest, to nie ma żadnego znaczenia czy
            jego dobra praca wynika z powołania, zarobków, czy też z obawy, że ktoś ( np
            prokurator ) może się przyczepić - ważne że efekt jest prawidłowy.
            • owocoskala Ale jak z tym powolaniem? 17.06.06, 08:20
              > Mowiąc o powołaniu schodzi się na tematy mało precyzyjne, trudne do
              > zdefiniowania i bardzo subiektywne.
              Ale może ktoś jednak odpowie...:) Ja np. jestem biologiem i już jako
              kilkuletnie dziecko robiłam w szopie "laboratorium". Czy w medycynie chodzi o
              pomaganie innym, czy może o władze nad życiem innych czy może o rozwiązywanie
              problemów, posiadanie wiedzy - prestiż itd?
              Myślę ze w każdym zawodzie liczy się pasja i powołanie.
              • bozia2 Re: Ale jak z tym powolaniem? 17.06.06, 10:24
                Każde powołanie jest pustosłowiem,jeśli nie ma warunków stworzonych by to
                powołanie rozwijać.Co z tego,że być może niektórzy tutejsi lekarze sami kiedyś
                mówili o powołaniu,kiedy teraz są zmęczeni,niedoceniani,opluwani-w takich
                warunkach każda pasja i powołanie umyka...Współczuję im i sobie,bo zostanę w
                kraju,gdzie za dobrym specjalistą trzeba będzie zjeździć pół Polski...

                Uwielbiam forumowych lekarzy i chciałabym spotkać takich właśnie doktorów,kiedy
                będę potrzebowała kiedyś pomocy...
              • mlody.lekarz Re: Ale jak z tym powolaniem? 17.06.06, 11:30
                > Ale może ktoś jednak odpowie...:) Ja np. jestem biologiem i już jako
                > kilkuletnie dziecko robiłam w szopie "laboratorium".

                Tja, piękne, wzruszające. Rozumiem, że ktoś, kto w wieku kilku lat nie ciął
                żyletką koleżanek i kolegów z przedszkola nie ma szans na zostanie dobrym
                chirurgiem?

                Ja widać swoje powołanie gdzieś po drodze zaprzepaściłem, bo w wieku kilku lat
                bawiłem się w doktora z koleżankami z przedszkola, ale nie wybrałem ginekologii...
                • bozia2 Re: Ale jak z tym powolaniem? 17.06.06, 22:31
                  Hihihi,dobre,dobre:)))Żałuję normalnie,że nie chodziłam z Tobą do przedszkola:)))

                  Z drugiej str.to masz rację,ja też nie zmieniałam pieluch nikomu w klasie,a
                  teraz jestem(nie wiem,czy z powołania)matką polką:)))
                  • danklaman Re: Ale jak z tym powolaniem? 18.06.06, 17:55
                    Znam dobrego chirurga, co odpijał(jako dziecko) wino mpjemu dziadkowi
                    z "kruki" , chodził na zabawy i mówił, że będzie stolarzem.Jego brat "kujonek"-
                    został pierwszym kapitanem statku zagranicznego. Chirurg ma żonę jest
                    przykładnym mężem i ojcem, a jego brat już w grobie (przepił wszystko co miał i
                    zmarł w wieku 52 lat) Jego żona nie miała za co spłacić długów.
                • velniasty Re: Ale jak z tym powolaniem? 17.06.06, 23:38
                  A ja to czytałem Kaczora Donalda... ojoj, to mi chyba źle wróży na przyszłość:)
              • nico72 Re: Ale jak z tym powolaniem? 27.06.06, 23:33
                Hm, dlaczego się zostało lekarzem... To jak zapytać się himalaisty dlaczego się
                wspina.
                Ja też grałem w piłkę i chodziłem na imprezy i tanie wina też były...
        • seniorita15 Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 22.06.06, 23:40
          I tu sie zgadzam z mlodym lekarzem.
      • mi64 Re: Owocoskała ja mam podobne spostrzeżenia 16.06.06, 22:05
        Empatyczni, którzy zostali lekarzami
        pochodzą z reguły z rodzin nie lekarskich.
        Właśnie ich cenię najbardziej, bo to co osiągnęli,
        to tylko i wyłącznie ich własna zasługa, a nie nazwiska
        rodziców.A, że tradycyjnie dzieci lekarzy wybierają ten
        zawód własnie z uwagi na znajomości, a nie rzeczywiste zdolnosci
        mamy takich lekarzy jak ci, tu na forum i nie tylko.
    • anastazjab79 Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 16.06.06, 23:02
      Co Ty opowiadasz! Lekarze to super faceci. Pracuję w administracji zozu i znam
      cały wielki szpital. To fakt,że w większości to ludzie, którzy nie zejdą
      poniżej pewnego poziomu i za to tak bardzo ich szanuję. A jeszcze bardziej za
      tę ogromną wiedzę, która mieści się w ich głowach. Szkoda, że nie mam męża
      lekarza!:) Pozdrawiam doktorków:)
    • anatemka Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 17.06.06, 11:12
      miałam w podstawówce dwie koleżanki. Obie sa lekarzami.
      Jedna kujon, bez nałogów, w podstawowej i LO same piatki, z trudem dostała sie
      na medycynę.
      Druga bardzo zdolna, imprezowa, po imprezie szła na egzaminy i zdawała.
      Lekarz też człowiek. Co najdziwniejsze i nie mieszczące się niektórym panom
      doktorom w głowach: zwykły człowiek.
      • avvg Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 18.06.06, 17:58
        > Druga bardzo zdolna, imprezowa, po imprezie szła na egzaminy i zdawała.

        teraz po imprezie pewnie idzie operować, co?
        • anatemka Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 19.06.06, 16:59
          nie... nie robiła specjalizacji chirurgicznej.
    • jastokrotka Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 18.06.06, 22:25
      wersja rozszerzona - lekarz w punktach.
      ...
      11.dzieckiem sie zajmie, nawet noworodkiem
      12.głupi nie jest, dziecko widzi, ze ojciec umie czytać, to i ono do ksiązek się
      garnie - nowy kujon rośnie
      13.pieniądze do domu przynosi, a tu w kraju bieda
      14.rodzicami na starośc po znajomosci się zajmie, nawet do innego specjalisty
      (tym swoim samochodem) ich zawiezie
      15.na ogół nie jest zapasiony, a przecie wiadomo,ze chlop to piwem, piwem i
      kełachą powinien się żywić
      16. co gorsza, ta żona doktora, to wygląda na dziesięc lat mniej i dwadzieścia
      kilo mniej niż żona normalnego Polaka.
    • diastema Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 25.06.06, 14:39
      Pkt. 1,2,3 i 4 niestety nie sa prawda w moim przypadku. Pkt 5 owszem zdawalam
      ale co roku bylam zagrozona. 6 i 7 coz tez sie probowalo. od pktu8 sie zgadzam
      :)ja widze inny problem w naszym srodowisku: jak leserka przeslizgujaca sie co
      roku i majaca wszystko w dupie mogla skoczyc studia tak samo jak inni. Szczerze
      to sie sama dziwie i uwazam ze medycyna to sie ludzi straszy ze niby taki trudny
      kierunek.
      • green_6 Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 25.06.06, 21:38
        Zgadzam się z tym ,ze medycyna medycynie nie równa. Prawda jest taka,że jeśli
        komuś zależy,to w czasie studiów krwawy pot mu leci po tyłku,ale sama znam
        osoby ,którym udało się przebalować całe studia i wcale nie dlatego,że były
        mądrzejsze od innych. Ludzie,przecież pewne rzeczy trzeba wykuć na pamięć-nie
        dajmy się zwariować,bo z opinii na tym forum wnioskuję,że jak ktoś się uczył to
        znaczy,że głupek,a jak pił i palił(ciekawe jeszcze co?) to znaczy,że miał taką
        wrodzoną inteligencję i teraz jest z niego dobry lekarz.
        • green_6 Re: Faktycznie jest za co nielubic lekarzy 25.06.06, 21:47
          Jeśli jest tu jakiś polonista to przepraszam za: nierówna, pisze się oczywiście
          łącznie. Za polskim nie przepadałam :-).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka