aron2004
19.09.06, 18:58
Planujesz zabieg w szpitalu lub wizytę w przychodni? Lepiej się pospiesz,
radzi "Metro", bo od grudnia lekarze w publicznych placówkach mogą zażądać od
ciebie pieniędzy. To ich nowa forma strajku.
Medycy, którzy do niego przystąpią, zarejestrują własną działalność
gospodarczą, a jednocześnie zrezygnują z etatów w publicznej placówce służby
zdrowia. Oczywiście nadal tam będą leczyć, bo podpiszą indywidualne kontrakty
z dyrektorami przychodni i szpitali.Ale pacjenci będą musieli zapłacić z
własnej kieszeni za każdą usługę i wizytę - zapowiada Ryszard Kijak ze
związku zawodowego lekarzy. Oznacza to, że będziemy płacić podwójnie:
obowiązkową składkę na ubezpieczenie zdrowotne i dodatkowo lekarzowi w
gabinecie. W ten sposób lekarze chcą wymusić na rządzie podwyżki pensji. Albo
wydobyć je z naszych kieszeni, jeśli rząd nie spełni ich żądań.
Związkowcy dają rządowi czas do 15 grudnia. Potem wprowadzą opłaty. Szacują,
że do akcji przystąpi ok. 75 proc. przychodni i szpitali.
Ile zapłacimy? Na razie nie wiadomo, bo cennik jest dopiero opracowywany.
Wszystko będzie zależało od zabiegu, ale górna granica stawki nie powinna
przekraczać 500 zł, zapowiadają związkowcy. Będą to jednak ceny dużo wyższe,
niż teraz płaci szpitalom i przychodniom NFZ. Właśnie ta różnica sfinansowana
przez pacjentów ma zagwarantować lekarzom wyższe zarobki.
Pacjenci powinni być z nami solidarni - argumentuje Kijak i odsyła do NFZ.
Zdaniem związkowców NFZ powinien oddać pieniądze pacjentom, którzy przyjdą z
rachunkami od lekarzy. Tyle że NFZ nie zamierza nic zwracać.
Nic nie zwrócimy, bo takie działanie lekarzy jest bezprawne - mówi Andrzej
Troszyński z biura prasowego NFZ.