hjaga7 06.10.06, 15:12 może ktoś wie jaki jest ustawowy czas pracy fizjoterapeuty? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
lohengrin4 Re: czas pracy 06.10.06, 15:43 może się czepiam, ale co to zmienia i o czym decyduje? Czy nie skończymy nigdy z tym kultem etatu i rozliczaniem czy ktoś wyszedł pół godziny później i nic z tego nie miał, albo wyszedł wcześniej i nikt go nie ukarał? Co to znaczy wcześniej lub później? To bzdury pozostałe z systemu pracy XIX wiecznych fabryk, pora wreszcie z tym kończyć. Nieważne - przynajmniej dla mnie - jaki jest mój ustawowy czas pracy. Otóż danego dnia mam określony zestaw obowiązków. I czas potrzebny na ich wykonanie waha się od dwóch do ośmiu godzin. W dniu w którym są to dwie godziny uważam że mogę wyjść po dwóch (chorzy nie zostają sami!), w dniu w którym jest to osiem - wyjście po siedmiu jest nie w porządku - ale nie wobec jakichś durnych ustaw, nikomu niepotrzebnego prawa pracy, tylko przede wszystkim wobec siebie i podmiotu mojej pracy - pacjentów. Nie wiem do czego zmierza Twoje pytanie, moje refleksje są natury ogólnej, ale generalnie uważam że takie wynalazki jak etat, przychodzenie do pracy bladym świtem (7:30, 8:00, 8:15), rozliczanie pracodawcy z nadgodzin, rozliczanie pracownika z "niedogodzin" to relikty przeszłości. Ja nigdy nie mam pretensji jeśli muszę zostać dłużej - bo albo jest to wynikiem mojego braku sprawności, albo innych czynników - tak czy owak, praca ma być wykonana, i jest to w moim interesie, nie miałbym odwagi żądać jakichś nadgodzin. W zamian, po skończonej pracy mam prawo wyjść (w granicach rozsądku). A czas pracy etatowy niech zostanie i dla mnie i dla pracodawcy formalną bzdurą, którą trzeba gdzieś tam wypełnić. Tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: czas pracy 06.10.06, 18:38 Piękna teoria. Teoria. W praktyce przy mnogości postaw pracowników i pracodawcow pojęcie "ustawowego czasu pracy" w wielu przypadkach jest bardzo użyteczne. Może tez CHRONIĆ pracownika (czasem nawet wbrew jego woli !) i jego "klientów" przed konsekwencjami zbyt długiej pracy (niestety nie dotyczy to lekarzy). Nietudno sobie wyobraźić pracownika "urywającego" sie do domu niekoniecznie po wykananiu pracy Nietrudno wyobrazic sobie pracodawcę dającego notorycznie propozycję "nie do odrzucenia" pozostania kilku godzin "bo trzeba robotę skończyć" - bez zapłaty itp itd. Przy braku regulacji prawnych nie mozna by w takich sytuacjach dochodzić żadnych swoich praw i domamagać sie pełnienia obowiazków. Odpowiedz Link Zgłoś
hjaga7 Re: czas pracy 06.10.06, 18:50 Dzięki, ale nadal nie wiem jakie są regulacje prawne w tej sprawie.Wiadomo,że z wybiciem zegara mało kto już dziś pracuje ja też .Ponieważ jest to praca szkodliwa napewno są jakieś przepisy ale gdzie ich szukać? Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: czas pracy 06.10.06, 20:30 Po prostu w Ustawie o zakładach Opieki Zdrowotnej ... (...) Rozdział 4 Czas pracy pracowników zakładu opieki zdrowotnej Art. 32g. (...) 3. Czas pracy pracowników komórek organizacyjnych (zakładów, pracowni), w przyjętym okresie rozliczeniowym: (...) 2) fizykoterapii, patomorfologii, histopatologii, cytopatologii, cytodiagnostyki, medycyny sądowej lub prosektoriów - w zakresie określonym w ust. 5, nie może przekraczać 5 godzin na dobę i przeciętnie 26 godzin i 15 minut na tydzień. (...) 5. Czas pracy, o którym mowa w ust. 3, stosuje się do pracowników na stanowiskach pracy w: (...) 2) komórkach organizacyjnych (zakładach, pracowniach) fizykoterapeutycznych, jeżeli do ich podstawowych obowiązków należy kontrolowanie techniki stosowanych zabiegów lub samodzielne wykonywanie zabiegów, (...) Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 06.10.06, 19:20 Masz rację co do mnogości postaw. Ale ta mnogość uderza w nas. Wiadomą jest rzeczą, że lekarzom zdarza się wychodzić - zwłaszcza z oddziałów, i zwłaszcza z zachowawczych, "przed" czasem. (daję przed w cudzysłów, bo dotyczy to określenie jedynie formalnego wymogu, a nie faktycznego końca czasu pracy). I to jest powód niezliczonych zarzutów czynionych przez administrację szpitala jak i osoby postronne. A w imię czego mam siedzieć, po robocie i przekazaniu informacji o chorych dyżurnemu? Dlaczego skoro i tak siedzę na kanapie, nie mogę tego robić w domu? Przecież nie stoję przy taśmie produkcyjnej. Dyżur co innego - jestem sam, pełnię do 8 do znaczy że do 8, mało z tym, pełnię do momentu pojawienia się zmiennika, jesli się spóźnia - mam problem, ale wyjść nie mogę. Bo tak obok poczucia obowiązku nakazuje prosta logika- ta sama logika która zwalnia mnie o 14:20 po pracy (wykonanej), choć czas pracy nominalnej jest do 15:05. Chodzi mi o to, że przez tą mnogość postaw i możliwych sytuacji o których piszesz, cierpią ludzie wykonujący zawody dopuszczające pewne manewry z długością czasu pracy. Każdy sądzi po sobie - mnie sztywność prawa pracy jednoznacznie przeszkadza. Odpowiedz Link Zgłoś
aelithe Re: czas pracy 06.10.06, 20:14 Limit czasu pracy został określony na 8 godzin, dlatego że powyżej tego okresu człowiek zaczyna popełniać błedy ze zmęczenia. Czas pracy lekarza nie powinien przekraczać 12 godzin. Później lekarz zaczyna popełniać błędy. A już 25 czy dalsze godziny pracy wymagane w Polski systemie to czyste tortury. Zgoda na 8 godzinny dzień pracy została wyrażona przez przemysłowców, którzy smai zauważyli, że powyżej 8 godzin zaczyna wzrastać ilość wypadków i spadać wydajność pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: czas pracy 06.10.06, 20:47 Nie musisz mnie agitować. Akurat nie pracuję na etacie. Wychodzę z pracy gdy skoncze pracę - legalnie (a nawet moge nie przychodzić jesli pracy bym nie miał). Tylko że to inna forma zatrudnienia i tyle (osobiscie wolał bym, etat przy odpowiedniej płacy i warunkach pracy). A prawo zawsze "przeszkadza" dopóki ... nie mozna go wykorzystac do własnej ochrony. Wyobrax sobie że pracodawca zapenie Ci tyle pracy że nie jest możliwe wykonanie jej w 8 godzin (potrzebujesz np. 9 - 10) i domaga się abyś (codziennie) ją wykonał, bez dodatkowego wynagrodzenia ... Na pewno "sztywność" prawa pracy bedzie w tym przypadku zła ? >A w imię czego mam siedzieć, po robocie i > przekazaniu informacji o chorych dyżurnemu? Dlaczego skoro i tak siedzę na > kanapie, nie mogę tego robić w domu? Przecież nie stoję przy taśmie > produkcyjnej. Ano w imie tego że TAK STANOWI UMOWA o pracę i pracodawca ma prawo sie tego od Ciebie domagać. Masz pracowac i byc dyspozycyjny na terenie "zakładu pracy" do podjecia pracy w tym czasie... Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 14.10.06, 18:22 > Ano w imie tego że TAK STANOWI UMOWA o pracę itd... Wiesz przecież że nie o to chodzi. Chodzi o zasadę i poszukiwania sensu w niej. Cóż to umowa?- świstek papieru, owszem ma zaczepienie w prawie i jej łamanie niesie określone skutki. Toteż umowy nie łamię, znam ją i wiem że 8 godzin wynika z umowy. Ale to nie odpowiada na pytanie w imię czego mam te 8 godzin siedzieć, prawda? Bowiem wiemy dobrze, że prawo i przepisy to sprawa zmienna, za to samo w historii było się raz palonym na stosie, innym razem wynoszonym na ołtarze. To pouczająca obserwacja. Zatem zapytuję, w imię czego mam siedzieć w pracy po skończonej pracy? I proszę nie odpowiadać że w imię umowy. Chodzi właśnie o to, by zmienić przepisy na podstawie których takie umowy się zawiera. Odpowiedz Link Zgłoś
bercik38 Re: czas pracy 14.10.06, 21:03 Bo jak wpadniesz pod samochód w czasie godzin pracy to pracodawca wywali Cię dyscyplinarnie z roboty za samowolne opuszczenie stanowiska pracy. A jak wpadniesz pod samochód w drodze z pracy po godzinach to ulegniesz wypadkowi w drodze z pracy i dostaniesz odszkodowanie. Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 14.10.06, 21:14 ty na poważnie czy ironicznie, bo nie wyczułem. A jeśli na poważnie tylko to masz do powiedzenia w kontekście rozważań nad zasadnością formuły umowy o pracę, to współczuję. Odszkodowanie lub wywalenie... Wokół takich profitów i takich lęków koncentrują się myśli moich rodaków. A człowiek się dziwi, że "jakakolwiek" porada... Chyba że to był żart, ale bez smile'a mało czytelny. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: czas pracy 15.10.06, 01:05 Mówimy o róznych rzeczach. Umowa to NIE świstek papieru. Prawo można oczywiście zmienic ale dopóki sie tego nie zrobi obowiązuje takie jakie mamy. Jesli Twoja umowa jest okreslona godzinowo to dopóki ten czas nie minie NIE skończyłeś pracy choćby nie wiem jak absurdalne Ci sie to wydawało. Umowa o prace nie tłumaczy sensu przebywania w pracy 8 godzin i nie należy tego sensu tam szukać bo nie taka jest jej rola. Jej rolą jest regulowanie zależności (praw i obowiazków) między pracodawca i zatrudnionym (w tym równiez czasu pracy), nic ponad to. Opuszczając "stanowisko pracy" przed upływem wyznaczonego umowa czasu narażasz sie na konsekwencje wynikające z niedotrzymania umowy. Oczywiście mając dobre stosunki z pracodawcą możesz pozwolić sobie na to - to sprawa miedzy Tobą a nim. Jednak wierz mi - jesli w tym czasie uleglbyś np. wypadkowi lub pacjent ktorym (formalnie) w tym czasie powienieneś sie opiekowac doznał by uszczerbku na zdrowiu pracodawca pezypomniał by sobie o umowie. Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:11 > Prawo można oczywiście zmienic ale dopóki sie tego nie zrobi obowiązuje takie > jakie mamy Niewątpliwie "obowiązuje", tylko co to znaczy? Wiem że tego się nie da roztrzygnąć, ale to nie wyklucza dyskusji. Po pierwsze, dlaczego tak wciąż klękamy przed tym "obowiązuje"? Kto stanowi prawo? Ludzie. Oczywiście powiecie, że mądrzejsi dla głupszych, albo że wybitni przedstawiciele większości stanowią je dla większości w trosce o jej dobro. I że kierują się pewną zdroworozsądkową średnią, przez co cierpią zarówno ci, którzy posługiwać chcieliby się cwaniactwem, jak i ci, których to prawo tłamsi a i tak ich wewnętrzne nakazy powodują że postępują w istocie nawet lepiej niż prawo wymaga. To wszystko prawda - w teorii, w praktyce wiemy ze bywa różnie, co nie znaczy że prawa ma nie być - ono musi być, i co więcej, póki co musi być oparte właśnie o średnie wymogi, średnie oczekiwania itp. Ale z drugiej strony - czy my się tu prosiliśmy? Wchodzimy w świat, w którym jest takie i takie prawo, do tego takie i takie kodeksy moralne. Od prawa nie uciekniemy, zatem może nam się nie podobać. Bowiem jedyny godny wybór - samobójstwo - też nie jest taki łatwy, bo od dziecka, na gruncie już nie prawa, ale wtlaczanych nam do mózgów nawet mocniej niż prawo- tzw. zasad moralnych, czujemy, ze to nie właściwe i boimy się tego zrobić. Pozostawmy sobie chociaż własne prawo do niejakiego (podkreślam-niejakiego) apriorycznego lekceważenia prawa właśnie z racji jego nieodwołalnie nadaniowego charakteru. Tzn. płacę podatki, nie kradnę itp. Ale nie z wewnętrznego przekonania. Z poczucia żeby czasami ustąpić głupszemu. Że lepiej gapić się na obłoki niż na sufit celi itp. Ale pogarda dla niektórych (niektórych!) poniżających nas przepisów powinna być. Choćby dla rannego początku pracy (nie mam z tym problemów, zawsze jestem jednym z pierwszych, ale to wynika z czego innego, początek pracy ok. 8:00 uważam za idiotyzm). Choćby dla kultu umowy i wiem że zaraz ktoś kolejny pomimo tego całego wywodu będzie mnie chciał przekonać że umowy się przestrzega bo takie jest prawo, buhahahaha! Albo dlatego, że jak wpadnę pod samochód będąc w czasie pracy to itd. itp. Ja to wiem. Ale dalej nie rozumiem dlaczego to obowiązuje. Nie wiem, czy rozumiecie o co pytam, mam wrażenie że nie, a ja nie rozumiem Waszych tłumaczeń - tłumaczenie że umowa obowiązuje bo takie jest prawo to przecież żadne tłumaczenie. A może dlatego słońce świeci że tam jest wysoka temperatura, hę? I co dalej ? Może się wzajemnie oświecimy? Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: czas pracy 15.10.06, 17:14 No dobrze. Pofilozofujmy. >Po pierwsze, dlaczego tak wciąż klękamy przed tym "obowiązuje"? < (...) >Ale dalej nie rozumiem dlaczego to obowiązuje.< Ano temu że na tym Bożym świecie społeczeństwo funkcjonuje jakoś dzieki umowie. Poweim nawet WYŁĄCZNIE dzięki umowie. Umawiamy sie na coś. Chocby na godziny rozczęcia pracy. Zastanow się czy gdyby nie było takiej umowy miałbys po co przychodic do pracy. Jeden przyszedł by na 8, inny na 10, bo lubi pospać, kolega na 6 bo chce wczesniej wychodzic a rano nie może spać... Niektore ("miękkie") zachowania są umowne ale nie sa obawrowane przepisami tylko zwyczajem ale odstapienie od nich ma "łagodne" skutki - ot pogorszenie ralcji międzylidzkich (choc w przypadku raptusa nawet mordobicie...ale raczej nie jako reguła). Inne ("twarde" - zwykle dotyczące relacji finanowych lub niesące ryzyko szkody indywidulanej) sa obwarowane przepisami prawa a nawet drastycznymi karami. Czemu ? Bo ludzie nie są aniołami i łatiej wybaczają odstepstwo od umowy sobie (i zwykle umieja to wspaniale uzasadnic) niż innym I między innymi temu: >"Ale pogarda dla niektórych (niektórych!) >poniżających nas przepisów powinna być. " Otóż ta "pogarda" dla rożnych ludzi zaczyna sie w róznym miejscu. I zazwyczaj tak jest że w pogardzie mamy prawa ktore nam wadzą. Nie oceniaj tylko według Siebie. To że Tobie cos nie pasuje nie znaczy że nie może "pasować" innym. Zwróc uwage na swoje posty - świadcza o wybitnie egocentrycznym ( nie pisze tego jako epitet) ocenianiu rzeczywiśtości. Wiele zła w polsce bierze sie własnie z takiego - lekceważącego, pogardliwego stosunku do prawa i przepisów. Głupie przpisy trzeba zmieniać a nie nimi gardzić. Inaczej mamy klasyczną sytuację "mnie to nie dotyczy", ja jestem ponad to, przepisy są dla głupich i maluczkich ale nie dla mnie". >Nie wiem, czy rozumiecie o co pytam, mam wrażenie że nie, a ja nie rozumiem >Waszych tłumaczeń - tłumaczenie że umowa obowiązuje bo takie jest prawo to >przecież żadne tłumaczenie . Jak to nie rozumiesz ? UMÓWILIŚMY się (wiem, wiem, że ty sie osobiście nie umawiales ale masz pecha zyc w spoleczeństwie ktore na takiej umowie sie opiera i niejako z urzedu podciąga Cie pod nią) że praw stanowionych należy przestrzegać. I UMÓWILIŚMY się co do treści tych praw (wiem, wiem że sie nie umawiałes ale zrobili to w twoim imieniu wybierani przez Ciebie parlamentarzyści, no chyba że nie weszli do palamentu to prawem wiekszości ci co weszli). I przepadło. Możesz sie zbuntować czyli zrobić rewolucję (bo tak sie to nazywa - zanegowanie prawa obowiązującego) lub na mniejsza skalę - zostać anarchistą. I nie bardzo rozumiem co Ty z tym Słońcem. Świeci sobie ale nijakiego związku z naszą dyskusja (o przepisach prawa i umowie) nie widzę. Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 19:14 Dzięki, przynajmniej ktoś próbuje rozmawiać nie uciekając się do negacji i rozumowania metodą "2x2=4, rozstrzelać wszystkich którzy w to wątpią". Ad rem. > Ano temu że na tym Bożym świecie społeczeństwo funkcjonuje jakoś dzieki > umowie. Poweim nawet WYŁĄCZNIE dzięki umowie Mam wrażenie że dawałem wyraz temu iż wiem o tym, rozumiem to, co więcej, w sporej części akceptuję. Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 19:33 > Umawiamy sie na coś. Chocby na godziny rozczęcia pracy. Zastanow się czy gdyby > nie było takiej umowy miałbys po co przychodic do pracy. Jeden przyszedł by na > 8, inny na 10, bo lubi pospać, kolega na 6 bo chce wczesniej wychodzic a rano > nie może spać... Nie jest to problemem w omawianej sytuacji. Nie - w oddziale szpitalnym jest odprawa o 8:15 - to też jest umowa, ale bardziej szczegółowa od tych o których Ty mówisz. Otóż na świat się nie prosiłem, na oddział tak - i to zmienia postać rzeczy. I na tym oddziale o 8:15 bezwarunkowo jestem. Co innego moment wyjścia- nie ma znaczenia moje siedzenie tam wobec zrobionej pracy i wobec zabezpieczenia chorych. Jak widzisz, to nie jest jakiś chaos jakiego przykład podałeś - ten na 6, ten na 8, ten na 10. Nie. Ogólnienie się nie sprawdza. to jest forum o ochronie zdrowia - a ja to jeszcze bardziej uszzczególowiam - lekarz na oddziale szpitalnym, zachowawczym, zabezpieczonym dyżurem. I w tej konktretnej sytuacji umowa społeczna staje się nie taka ważna - bo i tak w trosce choćby o swój tyłek dyżurny będzie, a ja swą pracę wykonam. Nie potrzebna umowa społeczna i nie potrzebne przestrzeganie umowy o pracę - chorzy są leczeni, oddział jest zabezpieczony. Jakoś to nie pasuje do Twojego uogólnienia, ale to mają do siebie uogólnienia. Ja - egocentrycznie - pisałem o swojej konktretnej sytuacji. Gdybym był sprzedawcą na umowę o pracę, nie powiedziałbym, że skoro sklep jest pusty o 18:50 to mogę go zamknąć choć czynny jest do 19:00. Rozumiem różne sensy róznych umów - ale właśnie SENSY a nie literę - i o to walczę! > Zwróc uwage na swoje posty - świadcza o wybitnie egocentrycznym ( nie pisze > tego jako epitet) ocenianiu rzeczywiśtości. Tak - są egocentryczne, i czuję że akturat Ty nie piszesz tego jako epitet o pejoratywnym wydźwięku. Niemniej jednak, czy nie jest tak, że będąc egocentrycznym przynajmniej unikam jednego błędu - pisania o czymś o czym nie wiem ? Bowiem z jednej strony pisanie o sobie pachnie egocentryzmem, z drugiej strony piszę o sytuacjach które znam - o innych nie - i to już pachnie pokorą. Ta druga cecha też mnie znamionuje, choć niektórzy w to nie wierzą. > Jak to nie rozumiesz ? > UMÓWILIŚMY się (wiem, wiem, że ty sie osobiście nie umawiales ale masz pecha > zyc > w spoleczeństwie ktore na takiej umowie sie opiera i niejako z urzedu podciąga > Cie pod nią) że praw stanowionych należy przestrzegać No i sam sobie odpowiadasz. Ponieważ miałem pecha i nie ja ustalałem, to nie rozumiem. "Nie rozumiem" ma tu wydźwięk "nie rozumiem w imię czego mam bezwarunkowo akceptować" co z kolei nie oznacza nie akceptować w ogóle! > I nie bardzo rozumiem co Ty z tym Słońcem. > Świeci sobie ale nijakiego związku z naszą dyskusja (o przepisach prawa i > umowie) nie widzę. Nie ma związku treściowego. To przykład. Tłumaczycie mi sprawy związane z tematem w taki sposób w jaki określiłem na przykładzie. Poza tym jest to taka przysłowiowa niemal oczywistość, że "Słońce świeci". Użyłem to jako pewnej paraboli. Moja rozmówczyni z sąsiedniego wątku uparcie chce mi wmówić coś w taki sposób, i nie trafia do niej moje odżegnywanie się od pewnych stwierdzeń. Więc piszę tak- o zaraz mi powie, że słońce świeci. Po czym ona pisze- słońce świeci. Mniej więcej ten poziom. Ciebie to Slav na szczęscie nie dotyczy. I to słońce mi tak zostało. Przykład, tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: czas pracy 15.10.06, 22:25 Ja Cię oczywiście rozumiem. Też staram sie naiginać rzeczywistośc tak by nabrał więcej sensu (MOJEGO sensu). Ale cóż z tego ? Rozmawiamy o dwóch całkiem rozdzielnych porządkach rzeczy "co ja o tym sądzę" i "co stanowią przepisy" (tak było w tamacie wątku) I rzadko bywa tak że nasze (indywidualne i szczególne) poglądy znajduja IDEALNE odbicie w (ogólnych i personalnie niezaadresowanych) przepisach. Zwylke wystarczy żeby przepisy były DOSTATECZNIE dobre i nadmiernie w zyciu nie przeszkadzały. >Otóż na świat się nie prosiłem, na oddział tak - i to zmienia postać rzeczy. Otoż NIE. Od twojego zatrudnienia nie zadrżała Ziemia. Nic się nie zmieniło. I nie zapominaj że twoja obecnośc w tym Oddziale jest uzalezniona od tych przepisów - zgadzając sie tam pracować (w tej formie zatrudnienia) przyjąłeś je z dobrodziejstwem inwenatrza - inaczej nie miał bys tam wstępu. I cokolwiek byś o sobie myslał - w myśl tych przepisów jestes tylko pracownikiem, jak ten sprzedawca w sklepie... Przepisy "nie widzą" róznicy i nie będa ich "widzieć" - bo stworzenie przepisów powszechnie obowiązujących a tak elastycznych aby uwzgledniały nasze indywidualistyczne poejście do pracy (czy w ogole do życia) nie jest możliwe. Tak więc twoja indywidulanośc (czy tego chcesz czy nie) jest codziennie składana na ołtarzu społecznego funkcjonowania. Szamocesz się - tym gorzej :-) Będziesz bardziej cierpiał :-) Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 16.10.06, 09:29 > Rozmawiamy o dwóch całkiem rozdzielnych porządkach rzeczy > "co ja o tym sądzę" > i "co stanowią przepisy" (tak było w tamacie wątku) Spostrzeżenie bardzo słuszne. Ale piszesz to tak, jakby istniało tu jakieś napięcie nie do wyeliminowania, sprzecznośc nie do pogodzenia, zgrzyt. A przecież tak nie jest. Wszystko co JEST, co SIĘ STANOWI, co SIĘ NAKAZUJE, czego SIĘ WYMAGA, do czego DAJE SIĘ PRAWO, w konsekwencji spada na kogo - na człowieka! Nie na LUDZI, GRUPĘ, ZESPÓŁ, SPOŁECZEŃSTWO, NARÓD, tylko na człowieka, na Ciebie, na mnie. I tak naprawdę co ja albo Ty albo każda inna KONKRETNA osoba o tym sądzi jest najważniejsze, bo to moje i Twoje zycie, mój i Twój ból zęba, moja i Twoja akceptacja przepisów itd. Tak, mamy żyć z innymi, ale jak przychodzi co do czego, to słyszymy zawsze - to twoje życie, nikt tego za ciebie nie zrobi, nie rozwiąże itp. I to jest wg licznych źródeł kryterium dorosłości. Ergo - bądźmy self-made w każdym punkcie. Niekoniecznie musi to prowadzić do "szarpania się" jak to ująłeś poprzednio. > I rzadko bywa tak że nasze (indywidualne i szczególne) poglądy znajduja > IDEALNE odbicie w (ogólnych i personalnie niezaadresowanych) przepisach. Idealnego nie znajdują nigdy. A może jest tak, że prawo powinno ewoluować w stronę indywidualizacji? W końcu o indywidualizacji farmakoterapii mówi się już nie jako o science - fiction. Może w końcu doczekamy czasów, w których naprawdę będzie ważne "ja", a nie "my", przy czym wiemy że to "my" wypowiadane jest na ogół przez uzurpatorów którym historia dała na chwilę do ręki narzędzia władzy i to ich "my" wypowiadane jest ustami głowy, która myśli "ja i tylko ja". > Otoż NIE. Od twojego zatrudnienia nie zadrżała Ziemia. Nic się nie zmieniło Nie twierdzę że się zmieniło. Pamiętaj, że jestem typem pełnym pokory a nie wyniosłości! ;-). Stwierdziłem że zmienia to postać rzeczy, że nie jest tak że każdą umowę a priori krytykuję. Chodzi mi o to że w dotyczących mnie konkretnych sytuacjach podporządkowuję się umowom aby móc funkcjonować i jest to dla mnie jasne, co więcej, nie niesie dyskomfortu. Chodzi mi o dojmujący wpływ umów czerpanych z uogólnień, ich przytłaczająca obecność w naszym życiu mnie boli. Zmienia postać rzeczy (czyli także ocenę moich poglądów) fakt iż są umowy co do których przestrzegania jestem przekonany w 100 %. Co znaczy że nie jestem rewolucjonistą, jak napisałeś. Co więcej, mam poglądy łagodnie konserwatywne i do wszelkich "zrywów" jest mi bardzo daleko. > Przepisy "nie widzą" róznicy i nie będa ich "widzieć" - bo stworzenie > przepisów > powszechnie obowiązujących a tak elastycznych aby uwzgledniały nasze > indywidualistyczne poejście do pracy (czy w ogole do życia) nie jest możliwe. Jak wyżej, nie jestem przekonany że niemożliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
do.ki Re: czas pracy 14.10.06, 18:43 Jak na swoim, to chyba gora 168 godzin tygodniowo, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 14.10.06, 19:09 I to jest taka odpowiedź, jaką chciałbym słyszeć. Brawo Doki! I jeszcze jedno, dla inteligentnych inaczej, bo już widzę te komentarze. Doki się nie pomylił. Nie 168 godzin miesięcznie, jak tu zaraz zaczną korygować, tylko tygodniowo. Pomnożyć sobie szanowni 7 przez 24 i tyle właśnie wyjdzie i DOKŁADNIE TYLE MAKSYMALNIE MOŻNA PRACOWAĆ W TYGODNIU. Cała reszta to socjalizm! Odpowiedz Link Zgłoś
paczula8 Re: czas pracy 15.10.06, 09:20 lohengrin4 napisał: > I to jest taka odpowiedź, jaką chciałbym słyszeć. Brawo Doki! Chyba nie zrozumiałes tego co Doki napisał. I rzeczywiście, brawo Doki. Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:26 co napisał Doki? Że maksymalny czas pracy w tygodniu to 168 godzin. I jest to prawda. Mam wrażenie że to rozumiem. Natomiast reszta to już mój komentarz. Doki nie zastrzegł, że jego tekst jest serio, ironiczny, czy jeszcze inny. Więc mam prawo w pełni wywodzić wnioski idąc za swoim tokiem myślenia, w oparciu o stwierdzenie Dokiego. Jakie jest to stwierdzenie? Ano, że maksymalnie można pracować 168 godzin w tygodniu. A jakie jest moje stwierdzenie? Że to dobra odpowiedź dla autora wątku, który pyta, ile może siedzieć w pracy maksymalnie. Ano tyle - 168 godzin w tygodniu, ok. 720 w miesiącu. Doki stwierdził co stwierdził, ja stwierdziłem co stwierdziłem, jesli ktoś czegoś nie rozumie, to chyba Ty ;-). Odpowiedz Link Zgłoś
paczula8 Re: czas pracy 15.10.06, 09:28 Czytaj uwaznie: do.ki napisał: "Jak na swoim, to ..." Jesteś na swoim? Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:37 Oj Boże! Przekonanie, że będąc na etacie nie jesteśmy "na swoim" w jakiejś części przynajmniej, doprowadziło do tego co mamy w tym kraju. Wszystkich wszystko wali, no chyba że są w tej mniejszości, która swoim majątkiem odpowiada za firmę. I tak już pozostanie. Wiem co napisał Doki. A ja to mówię nie jako "ktoś po Dokim", tylko jako JA: w tygodniu można pracować maksymalnie 168 godzin! NIEWAŻNE CZY NA SWOIM CZY NIE NA SWOIM. Piszę to siedząc na swoim tyłku, czyli "jestem na swoim". Odpowiedz Link Zgłoś
paczula8 Re: czas pracy 15.10.06, 09:46 > Oj Boże! > Przekonanie, że będąc na etacie nie jesteśmy "na swoim" w jakiejś części > przynajmniej, doprowadziło do tego co mamy w tym kraju. Dokładnie odwrotnie ... to własnie socjalistyczne przekonanie, że będąc na etacie jesteśmy "na swoim" doprowadziło do tego co mamy w kraju, ale to zupełnie inna dyskusja ... a wracajac do tematu wątku, jesli nie jesteś "na swoim", to obowiązuje Cie umowa o prace, jesli w umowie jest napisane, że masz być na swom stanowisku o 5 – tej rano , to MASZ BYĆ niezaleznie od tego co sadzisz o porannym wstawaniu. > Piszę to siedząc na swoim tyłku, czyli "jestem na swoim". b/k Odpowiedz Link Zgłoś
lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:50 >Dokładnie odwrotnie ... to własnie socjalistyczne przekonanie, że będąc na >etacie jesteśmy "na swoim" doprowadziło do tego co mamy w kraju, ale to >zupełnie inna dyskusja ... możesz mimo wszystko rozwinąć? >a wracajac do tematu wątku, jesli nie jesteś "na swoim", to obowiązuje Cie >umowa o prace, i zaczyna się wałkowanie. Pisałem że się zacznie. I się zaczyna. WIEM że mnie obowiązuje. Wiesz co? Na pewno świeci słońce. W następnej odpowiedzi nie omieszkam Ci o tym przypomnieć. Aha- i wiesz co? Świeci słońce. >jesli w umowie jest napisane, że masz >być na swom stanowisku o 5 – tej rano , to MASZ BYĆ niezaleznie od tego co >sadzisz o porannym wstawaniu Wiesz co? Świeci słońce, wyobraź sobie. Jak grochem o scianę, no ja nie mogę. Odpowiedz Link Zgłoś