Dodaj do ulubionych

czas pracy

06.10.06, 15:12
może ktoś wie jaki jest ustawowy czas pracy fizjoterapeuty?
Obserwuj wątek
    • lohengrin4 Re: czas pracy 06.10.06, 15:43
      może się czepiam, ale co to zmienia i o czym decyduje?

      Czy nie skończymy nigdy z tym kultem etatu i rozliczaniem czy ktoś wyszedł pół
      godziny później i nic z tego nie miał, albo wyszedł wcześniej i nikt go nie
      ukarał?
      Co to znaczy wcześniej lub później?
      To bzdury pozostałe z systemu pracy XIX wiecznych fabryk, pora wreszcie z tym
      kończyć.
      Nieważne - przynajmniej dla mnie - jaki jest mój ustawowy czas pracy.
      Otóż danego dnia mam określony zestaw obowiązków. I czas potrzebny na ich
      wykonanie waha się od dwóch do ośmiu godzin. W dniu w którym są to dwie godziny
      uważam że mogę wyjść po dwóch (chorzy nie zostają sami!), w dniu w którym jest
      to osiem - wyjście po siedmiu jest nie w porządku - ale nie wobec jakichś
      durnych ustaw, nikomu niepotrzebnego prawa pracy, tylko przede wszystkim wobec
      siebie i podmiotu mojej pracy - pacjentów.
      Nie wiem do czego zmierza Twoje pytanie, moje refleksje są natury ogólnej, ale
      generalnie uważam że takie wynalazki jak etat, przychodzenie do pracy bladym
      świtem (7:30, 8:00, 8:15), rozliczanie pracodawcy z nadgodzin, rozliczanie
      pracownika z "niedogodzin" to relikty przeszłości.
      Ja nigdy nie mam pretensji jeśli muszę zostać dłużej - bo albo jest to wynikiem
      mojego braku sprawności, albo innych czynników - tak czy owak, praca ma być
      wykonana, i jest to w moim interesie, nie miałbym odwagi żądać jakichś
      nadgodzin. W zamian, po skończonej pracy mam prawo wyjść (w granicach
      rozsądku). A czas pracy etatowy niech zostanie i dla mnie i dla pracodawcy
      formalną bzdurą, którą trzeba gdzieś tam wypełnić. Tyle.
      • slav_ Re: czas pracy 06.10.06, 18:38
        Piękna teoria.

        Teoria.

        W praktyce przy mnogości postaw pracowników i pracodawcow pojęcie "ustawowego
        czasu pracy" w wielu przypadkach jest bardzo użyteczne.
        Może tez CHRONIĆ pracownika (czasem nawet wbrew jego woli !) i jego "klientów"
        przed konsekwencjami zbyt długiej pracy (niestety nie dotyczy to lekarzy).

        Nietudno sobie wyobraźić pracownika "urywającego" sie do domu niekoniecznie po
        wykananiu pracy
        Nietrudno wyobrazic sobie pracodawcę dającego notorycznie propozycję "nie do
        odrzucenia" pozostania kilku godzin "bo trzeba robotę skończyć" - bez zapłaty
        itp itd. Przy braku regulacji prawnych nie mozna by w takich sytuacjach
        dochodzić żadnych swoich praw i domamagać sie pełnienia obowiazków.
        • hjaga7 Re: czas pracy 06.10.06, 18:50
          Dzięki, ale nadal nie wiem jakie są regulacje prawne w tej sprawie.Wiadomo,że z
          wybiciem zegara mało kto już dziś pracuje ja też .Ponieważ jest to praca
          szkodliwa napewno są jakieś przepisy ale gdzie ich szukać?
          • slav_ Re: czas pracy 06.10.06, 20:30
            Po prostu w Ustawie o zakładach Opieki Zdrowotnej ...
            (...)
            Rozdział 4

            Czas pracy pracowników zakładu opieki zdrowotnej

            Art. 32g.
            (...)
            3. Czas pracy pracowników komórek organizacyjnych (zakładów, pracowni), w
            przyjętym okresie rozliczeniowym:

            (...)

            2) fizykoterapii, patomorfologii, histopatologii, cytopatologii,
            cytodiagnostyki, medycyny sądowej lub prosektoriów

            - w zakresie określonym w ust. 5, nie może przekraczać 5 godzin na dobę i
            przeciętnie 26 godzin i 15 minut na tydzień.

            (...)

            5. Czas pracy, o którym mowa w ust. 3, stosuje się do pracowników na
            stanowiskach pracy w:
            (...)
            2) komórkach organizacyjnych (zakładach, pracowniach) fizykoterapeutycznych,
            jeżeli do ich podstawowych obowiązków należy kontrolowanie techniki stosowanych
            zabiegów lub samodzielne wykonywanie zabiegów,
            (...)
            • hjaga7 Re: czas pracy 07.10.06, 10:17
              Wielkie dzięki otomi chodziło
        • lohengrin4 Re: czas pracy 06.10.06, 19:20
          Masz rację co do mnogości postaw. Ale ta mnogość uderza w nas.
          Wiadomą jest rzeczą, że lekarzom zdarza się wychodzić - zwłaszcza z oddziałów,
          i zwłaszcza z zachowawczych, "przed" czasem. (daję przed w cudzysłów, bo
          dotyczy to określenie jedynie formalnego wymogu, a nie faktycznego końca czasu
          pracy). I to jest powód niezliczonych zarzutów czynionych przez administrację
          szpitala jak i osoby postronne. A w imię czego mam siedzieć, po robocie i
          przekazaniu informacji o chorych dyżurnemu? Dlaczego skoro i tak siedzę na
          kanapie, nie mogę tego robić w domu? Przecież nie stoję przy taśmie
          produkcyjnej.
          Dyżur co innego - jestem sam, pełnię do 8 do znaczy że do 8, mało z tym, pełnię
          do momentu pojawienia się zmiennika, jesli się spóźnia - mam problem, ale wyjść
          nie mogę. Bo tak obok poczucia obowiązku nakazuje prosta logika- ta sama
          logika która zwalnia mnie o 14:20 po pracy (wykonanej), choć czas pracy
          nominalnej jest do 15:05.
          Chodzi mi o to, że przez tą mnogość postaw i możliwych sytuacji o których
          piszesz, cierpią ludzie wykonujący zawody dopuszczające pewne manewry z
          długością czasu pracy. Każdy sądzi po sobie - mnie sztywność prawa pracy
          jednoznacznie przeszkadza.
          • aelithe Re: czas pracy 06.10.06, 20:14
            Limit czasu pracy został określony na 8 godzin, dlatego że powyżej tego okresu
            człowiek zaczyna popełniać błedy ze zmęczenia. Czas pracy lekarza nie powinien
            przekraczać 12 godzin. Później lekarz zaczyna popełniać błędy. A już 25 czy
            dalsze godziny pracy wymagane w Polski systemie to czyste tortury.
            Zgoda na 8 godzinny dzień pracy została wyrażona przez przemysłowców, którzy
            smai zauważyli, że powyżej 8 godzin zaczyna wzrastać ilość wypadków i spadać
            wydajność pracy.
          • slav_ Re: czas pracy 06.10.06, 20:47
            Nie musisz mnie agitować.
            Akurat nie pracuję na etacie.
            Wychodzę z pracy gdy skoncze pracę - legalnie (a nawet moge nie przychodzić
            jesli pracy bym nie miał). Tylko że to inna forma zatrudnienia i tyle (osobiscie
            wolał bym, etat przy odpowiedniej płacy i warunkach pracy).
            A prawo zawsze "przeszkadza" dopóki ... nie mozna go wykorzystac do własnej ochrony.
            Wyobrax sobie że pracodawca zapenie Ci tyle pracy że nie jest możliwe wykonanie
            jej w 8 godzin (potrzebujesz np. 9 - 10) i domaga się abyś (codziennie) ją
            wykonał, bez dodatkowego wynagrodzenia ... Na pewno "sztywność" prawa pracy
            bedzie w tym przypadku zła ?

            >A w imię czego mam siedzieć, po robocie i
            > przekazaniu informacji o chorych dyżurnemu? Dlaczego skoro i tak siedzę na
            > kanapie, nie mogę tego robić w domu? Przecież nie stoję przy taśmie
            > produkcyjnej.
            Ano w imie tego że TAK STANOWI UMOWA o pracę i pracodawca ma prawo sie tego od
            Ciebie domagać. Masz pracowac i byc dyspozycyjny na terenie "zakładu pracy" do
            podjecia pracy w tym czasie...
            • lohengrin4 Re: czas pracy 14.10.06, 18:22
              > Ano w imie tego że TAK STANOWI UMOWA o pracę itd...

              Wiesz przecież że nie o to chodzi. Chodzi o zasadę i poszukiwania sensu w niej.
              Cóż to umowa?- świstek papieru, owszem ma zaczepienie w prawie i jej łamanie
              niesie określone skutki. Toteż umowy nie łamię, znam ją i wiem że 8 godzin
              wynika z umowy. Ale to nie odpowiada na pytanie w imię czego mam te 8 godzin
              siedzieć, prawda?

              Bowiem wiemy dobrze, że prawo i przepisy to sprawa zmienna, za to samo w
              historii było się raz palonym na stosie, innym razem wynoszonym na ołtarze. To
              pouczająca obserwacja. Zatem zapytuję, w imię czego mam siedzieć w pracy po
              skończonej pracy? I proszę nie odpowiadać że w imię umowy. Chodzi właśnie o to,
              by zmienić przepisy na podstawie których takie umowy się zawiera.
              • bercik38 Re: czas pracy 14.10.06, 21:03
                Bo jak wpadniesz pod samochód w czasie godzin pracy to pracodawca wywali Cię
                dyscyplinarnie z roboty za samowolne opuszczenie stanowiska pracy. A jak
                wpadniesz pod samochód w drodze z pracy po godzinach to ulegniesz wypadkowi w
                drodze z pracy i dostaniesz odszkodowanie.
                • lohengrin4 Re: czas pracy 14.10.06, 21:14
                  ty na poważnie czy ironicznie, bo nie wyczułem.
                  A jeśli na poważnie tylko to masz do powiedzenia w kontekście rozważań nad
                  zasadnością formuły umowy o pracę, to współczuję.
                  Odszkodowanie lub wywalenie... Wokół takich profitów i takich lęków koncentrują
                  się myśli moich rodaków. A człowiek się dziwi, że "jakakolwiek" porada...
                  Chyba że to był żart, ale bez smile'a mało czytelny.
              • slav_ Re: czas pracy 15.10.06, 01:05
                Mówimy o róznych rzeczach.
                Umowa to NIE świstek papieru.
                Prawo można oczywiście zmienic ale dopóki sie tego nie zrobi obowiązuje takie
                jakie mamy.
                Jesli Twoja umowa jest okreslona godzinowo to dopóki ten czas nie minie NIE
                skończyłeś pracy choćby nie wiem jak absurdalne Ci sie to wydawało.
                Umowa o prace nie tłumaczy sensu przebywania w pracy 8 godzin i nie należy tego
                sensu tam szukać bo nie taka jest jej rola. Jej rolą jest regulowanie zależności
                (praw i obowiazków) między pracodawca i zatrudnionym (w tym równiez czasu
                pracy), nic ponad to. Opuszczając "stanowisko pracy" przed upływem wyznaczonego
                umowa czasu narażasz sie na konsekwencje wynikające z niedotrzymania umowy.
                Oczywiście mając dobre stosunki z pracodawcą możesz pozwolić sobie na to - to
                sprawa miedzy Tobą a nim. Jednak wierz mi - jesli w tym czasie uleglbyś np.
                wypadkowi lub pacjent ktorym (formalnie) w tym czasie powienieneś sie opiekowac
                doznał by uszczerbku na zdrowiu pracodawca pezypomniał by sobie o umowie.
                • lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:11
                  > Prawo można oczywiście zmienic ale dopóki sie tego nie zrobi obowiązuje takie
                  > jakie mamy

                  Niewątpliwie "obowiązuje", tylko co to znaczy? Wiem że tego się nie da
                  roztrzygnąć, ale to nie wyklucza dyskusji.
                  Po pierwsze, dlaczego tak wciąż klękamy przed tym "obowiązuje"? Kto stanowi
                  prawo? Ludzie. Oczywiście powiecie, że mądrzejsi dla głupszych, albo że wybitni
                  przedstawiciele większości stanowią je dla większości w trosce o jej dobro. I
                  że kierują się pewną zdroworozsądkową średnią, przez co cierpią zarówno ci,
                  którzy posługiwać chcieliby się cwaniactwem, jak i ci, których to prawo tłamsi
                  a i tak ich wewnętrzne nakazy powodują że postępują w istocie nawet lepiej niż
                  prawo wymaga. To wszystko prawda - w teorii, w praktyce wiemy ze bywa różnie,
                  co nie znaczy że prawa ma nie być - ono musi być, i co więcej, póki co musi być
                  oparte właśnie o średnie wymogi, średnie oczekiwania itp.
                  Ale z drugiej strony - czy my się tu prosiliśmy? Wchodzimy w świat, w którym
                  jest takie i takie prawo, do tego takie i takie kodeksy moralne. Od prawa nie
                  uciekniemy, zatem może nam się nie podobać. Bowiem jedyny godny wybór -
                  samobójstwo - też nie jest taki łatwy, bo od dziecka, na gruncie już nie prawa,
                  ale wtlaczanych nam do mózgów nawet mocniej niż prawo- tzw. zasad moralnych,
                  czujemy, ze to nie właściwe i boimy się tego zrobić.
                  Pozostawmy sobie chociaż własne prawo do niejakiego (podkreślam-niejakiego)
                  apriorycznego lekceważenia prawa właśnie z racji jego nieodwołalnie nadaniowego
                  charakteru. Tzn. płacę podatki, nie kradnę itp. Ale nie z wewnętrznego
                  przekonania. Z poczucia żeby czasami ustąpić głupszemu. Że lepiej gapić się na
                  obłoki niż na sufit celi itp. Ale pogarda dla niektórych (niektórych!)
                  poniżających nas przepisów powinna być. Choćby dla rannego początku pracy (nie
                  mam z tym problemów, zawsze jestem jednym z pierwszych, ale to wynika z czego
                  innego, początek pracy ok. 8:00 uważam za idiotyzm). Choćby dla kultu umowy i
                  wiem że zaraz ktoś kolejny pomimo tego całego wywodu będzie mnie chciał
                  przekonać że umowy się przestrzega bo takie jest prawo, buhahahaha!
                  Albo dlatego, że jak wpadnę pod samochód będąc w czasie pracy to itd. itp.
                  Ja to wiem. Ale dalej nie rozumiem dlaczego to obowiązuje.
                  Nie wiem, czy rozumiecie o co pytam, mam wrażenie że nie, a ja nie rozumiem
                  Waszych tłumaczeń - tłumaczenie że umowa obowiązuje bo takie jest prawo to
                  przecież żadne tłumaczenie. A może dlatego słońce świeci że tam jest wysoka
                  temperatura, hę? I co dalej ?
                  Może się wzajemnie oświecimy?
                  • slav_ Re: czas pracy 15.10.06, 17:14
                    No dobrze.
                    Pofilozofujmy.
                    >Po pierwsze, dlaczego tak wciąż klękamy przed tym "obowiązuje"? <
                    (...)
                    >Ale dalej nie rozumiem dlaczego to obowiązuje.<
                    Ano temu że na tym Bożym świecie społeczeństwo funkcjonuje jakoś dzieki umowie.
                    Poweim nawet WYŁĄCZNIE dzięki umowie.

                    Umawiamy sie na coś. Chocby na godziny rozczęcia pracy. Zastanow się czy gdyby
                    nie było takiej umowy miałbys po co przychodic do pracy. Jeden przyszedł by na
                    8, inny na 10, bo lubi pospać, kolega na 6 bo chce wczesniej wychodzic a rano
                    nie może spać...

                    Niektore ("miękkie") zachowania są umowne ale nie sa obawrowane przepisami tylko
                    zwyczajem ale odstapienie od nich ma "łagodne" skutki - ot pogorszenie ralcji
                    międzylidzkich (choc w przypadku raptusa nawet mordobicie...ale raczej nie jako
                    reguła).
                    Inne ("twarde" - zwykle dotyczące relacji finanowych lub niesące ryzyko szkody
                    indywidulanej) sa obwarowane przepisami prawa a nawet drastycznymi karami. Czemu
                    ? Bo ludzie nie są aniołami i łatiej wybaczają odstepstwo od umowy sobie (i
                    zwykle umieja to wspaniale uzasadnic) niż innym
                    I między innymi temu:
                    >"Ale pogarda dla niektórych (niektórych!)
                    >poniżających nas przepisów powinna być. "

                    Otóż ta "pogarda" dla rożnych ludzi zaczyna sie w róznym miejscu.
                    I zazwyczaj tak jest że w pogardzie mamy prawa ktore nam wadzą.
                    Nie oceniaj tylko według Siebie. To że Tobie cos nie pasuje nie znaczy że nie
                    może "pasować" innym.
                    Zwróc uwage na swoje posty - świadcza o wybitnie egocentrycznym ( nie pisze tego
                    jako epitet) ocenianiu rzeczywiśtości.

                    Wiele zła w polsce bierze sie własnie z takiego - lekceważącego, pogardliwego
                    stosunku do prawa i przepisów. Głupie przpisy trzeba zmieniać a nie nimi
                    gardzić. Inaczej mamy klasyczną sytuację "mnie to nie dotyczy", ja jestem ponad
                    to, przepisy są dla głupich i maluczkich ale nie dla mnie".

                    >Nie wiem, czy rozumiecie o co pytam, mam wrażenie że nie, a ja nie rozumiem
                    >Waszych tłumaczeń - tłumaczenie że umowa obowiązuje bo takie jest prawo to
                    >przecież żadne tłumaczenie
                    .
                    Jak to nie rozumiesz ?
                    UMÓWILIŚMY się (wiem, wiem, że ty sie osobiście nie umawiales ale masz pecha zyc
                    w spoleczeństwie ktore na takiej umowie sie opiera i niejako z urzedu podciąga
                    Cie pod nią) że praw stanowionych należy przestrzegać.
                    I UMÓWILIŚMY się co do treści tych praw (wiem, wiem że sie nie umawiałes ale
                    zrobili to w twoim imieniu wybierani przez Ciebie parlamentarzyści, no chyba że
                    nie weszli do palamentu to prawem wiekszości ci co weszli).
                    I przepadło.
                    Możesz sie zbuntować czyli zrobić rewolucję (bo tak sie to nazywa - zanegowanie
                    prawa obowiązującego) lub na mniejsza skalę - zostać anarchistą.

                    I nie bardzo rozumiem co Ty z tym Słońcem.
                    Świeci sobie ale nijakiego związku z naszą dyskusja (o przepisach prawa i
                    umowie) nie widzę.

                    • lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 19:14
                      Dzięki, przynajmniej ktoś próbuje rozmawiać nie uciekając się do negacji i
                      rozumowania metodą "2x2=4, rozstrzelać wszystkich którzy w to wątpią".

                      Ad rem.

                      > Ano temu że na tym Bożym świecie społeczeństwo funkcjonuje jakoś dzieki
                      > umowie. Poweim nawet WYŁĄCZNIE dzięki umowie

                      Mam wrażenie że dawałem wyraz temu iż wiem o tym, rozumiem to, co więcej, w
                      sporej części akceptuję.

                    • lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 19:33
                      > Umawiamy sie na coś. Chocby na godziny rozczęcia pracy. Zastanow się czy gdyby
                      > nie było takiej umowy miałbys po co przychodic do pracy. Jeden przyszedł by na
                      > 8, inny na 10, bo lubi pospać, kolega na 6 bo chce wczesniej wychodzic a rano
                      > nie może spać...

                      Nie jest to problemem w omawianej sytuacji. Nie - w oddziale szpitalnym jest
                      odprawa o 8:15 - to też jest umowa, ale bardziej szczegółowa od tych o których
                      Ty mówisz. Otóż na świat się nie prosiłem, na oddział tak - i to zmienia postać
                      rzeczy. I na tym oddziale o 8:15 bezwarunkowo jestem. Co innego moment wyjścia-
                      nie ma znaczenia moje siedzenie tam wobec zrobionej pracy i wobec
                      zabezpieczenia chorych. Jak widzisz, to nie jest jakiś chaos jakiego przykład
                      podałeś - ten na 6, ten na 8, ten na 10. Nie. Ogólnienie się nie sprawdza. to
                      jest forum o ochronie zdrowia - a ja to jeszcze bardziej uszzczególowiam -
                      lekarz na oddziale szpitalnym, zachowawczym, zabezpieczonym dyżurem. I w tej
                      konktretnej sytuacji umowa społeczna staje się nie taka ważna - bo i tak w
                      trosce choćby o swój tyłek dyżurny będzie, a ja swą pracę wykonam. Nie
                      potrzebna umowa społeczna i nie potrzebne przestrzeganie umowy o pracę - chorzy
                      są leczeni, oddział jest zabezpieczony. Jakoś to nie pasuje do Twojego
                      uogólnienia, ale to mają do siebie uogólnienia. Ja - egocentrycznie - pisałem o
                      swojej konktretnej sytuacji. Gdybym był sprzedawcą na umowę o pracę, nie
                      powiedziałbym, że skoro sklep jest pusty o 18:50 to mogę go zamknąć choć czynny
                      jest do 19:00. Rozumiem różne sensy róznych umów - ale właśnie SENSY a nie
                      literę - i o to walczę!

                      > Zwróc uwage na swoje posty - świadcza o wybitnie egocentrycznym ( nie pisze
                      > tego jako epitet) ocenianiu rzeczywiśtości.

                      Tak - są egocentryczne, i czuję że akturat Ty nie piszesz tego jako epitet o
                      pejoratywnym wydźwięku. Niemniej jednak, czy nie jest tak, że będąc
                      egocentrycznym przynajmniej unikam jednego błędu - pisania o czymś o czym nie
                      wiem ? Bowiem z jednej strony pisanie o sobie pachnie egocentryzmem, z drugiej
                      strony piszę o sytuacjach które znam - o innych nie - i to już pachnie pokorą.
                      Ta druga cecha też mnie znamionuje, choć niektórzy w to nie wierzą.


                      > Jak to nie rozumiesz ?
                      > UMÓWILIŚMY się (wiem, wiem, że ty sie osobiście nie umawiales ale masz pecha
                      > zyc
                      > w spoleczeństwie ktore na takiej umowie sie opiera i niejako z urzedu podciąga
                      > Cie pod nią) że praw stanowionych należy przestrzegać

                      No i sam sobie odpowiadasz. Ponieważ miałem pecha i nie ja ustalałem, to nie
                      rozumiem. "Nie rozumiem" ma tu wydźwięk "nie rozumiem w imię czego mam
                      bezwarunkowo akceptować" co z kolei nie oznacza nie akceptować w ogóle!

                      > I nie bardzo rozumiem co Ty z tym Słońcem.
                      > Świeci sobie ale nijakiego związku z naszą dyskusja (o przepisach prawa i
                      > umowie) nie widzę.

                      Nie ma związku treściowego. To przykład. Tłumaczycie mi sprawy związane z
                      tematem w taki sposób w jaki określiłem na przykładzie. Poza tym jest to taka
                      przysłowiowa niemal oczywistość, że "Słońce świeci". Użyłem to jako pewnej
                      paraboli.

                      Moja rozmówczyni z sąsiedniego wątku uparcie chce mi wmówić coś w taki sposób,
                      i nie trafia do niej moje odżegnywanie się od pewnych stwierdzeń. Więc piszę
                      tak- o zaraz mi powie, że słońce świeci. Po czym ona pisze- słońce świeci.
                      Mniej więcej ten poziom. Ciebie to Slav na szczęscie nie dotyczy. I to słońce
                      mi tak zostało. Przykład, tyle.



                      • slav_ Re: czas pracy 15.10.06, 22:25
                        Ja Cię oczywiście rozumiem.
                        Też staram sie naiginać rzeczywistośc tak by nabrał więcej sensu (MOJEGO sensu).
                        Ale cóż z tego ?
                        Rozmawiamy o dwóch całkiem rozdzielnych porządkach rzeczy
                        "co ja o tym sądzę"
                        i "co stanowią przepisy" (tak było w tamacie wątku)
                        I rzadko bywa tak że nasze (indywidualne i szczególne) poglądy znajduja IDEALNE
                        odbicie w (ogólnych i personalnie niezaadresowanych) przepisach. Zwylke
                        wystarczy żeby przepisy były DOSTATECZNIE dobre i nadmiernie w zyciu nie
                        przeszkadzały.

                        >Otóż na świat się nie prosiłem, na oddział tak - i to zmienia postać rzeczy.

                        Otoż NIE. Od twojego zatrudnienia nie zadrżała Ziemia. Nic się nie zmieniło. I
                        nie zapominaj że twoja obecnośc w tym Oddziale jest uzalezniona od tych
                        przepisów - zgadzając sie tam pracować (w tej formie zatrudnienia) przyjąłeś je
                        z dobrodziejstwem inwenatrza - inaczej nie miał bys tam wstępu. I cokolwiek byś
                        o sobie myslał - w myśl tych przepisów jestes tylko pracownikiem, jak ten
                        sprzedawca w sklepie...
                        Przepisy "nie widzą" róznicy i nie będa ich "widzieć" - bo stworzenie przepisów
                        powszechnie obowiązujących a tak elastycznych aby uwzgledniały nasze
                        indywidualistyczne poejście do pracy (czy w ogole do życia) nie jest możliwe.
                        Tak więc twoja indywidulanośc (czy tego chcesz czy nie) jest codziennie składana
                        na ołtarzu społecznego funkcjonowania.
                        Szamocesz się - tym gorzej :-)
                        Będziesz bardziej cierpiał :-)
                        • lohengrin4 Re: czas pracy 16.10.06, 09:29
                          > Rozmawiamy o dwóch całkiem rozdzielnych porządkach rzeczy
                          > "co ja o tym sądzę"
                          > i "co stanowią przepisy" (tak było w tamacie wątku)

                          Spostrzeżenie bardzo słuszne. Ale piszesz to tak, jakby istniało tu jakieś
                          napięcie nie do wyeliminowania, sprzecznośc nie do pogodzenia, zgrzyt. A
                          przecież tak nie jest. Wszystko co JEST, co SIĘ STANOWI, co SIĘ NAKAZUJE, czego
                          SIĘ WYMAGA, do czego DAJE SIĘ PRAWO, w konsekwencji spada na kogo - na
                          człowieka! Nie na LUDZI, GRUPĘ, ZESPÓŁ, SPOŁECZEŃSTWO, NARÓD, tylko na
                          człowieka, na Ciebie, na mnie. I tak naprawdę co ja albo Ty albo każda inna
                          KONKRETNA osoba o tym sądzi jest najważniejsze, bo to moje i Twoje zycie, mój i
                          Twój ból zęba, moja i Twoja akceptacja przepisów itd.
                          Tak, mamy żyć z innymi, ale jak przychodzi co do czego, to słyszymy zawsze - to
                          twoje życie, nikt tego za ciebie nie zrobi, nie rozwiąże itp.
                          I to jest wg licznych źródeł kryterium dorosłości. Ergo - bądźmy self-made w
                          każdym punkcie. Niekoniecznie musi to prowadzić do "szarpania się" jak to
                          ująłeś poprzednio.

                          > I rzadko bywa tak że nasze (indywidualne i szczególne) poglądy znajduja
                          > IDEALNE odbicie w (ogólnych i personalnie niezaadresowanych) przepisach.

                          Idealnego nie znajdują nigdy. A może jest tak, że prawo powinno ewoluować w
                          stronę indywidualizacji? W końcu o indywidualizacji farmakoterapii mówi się już
                          nie jako o science - fiction. Może w końcu doczekamy czasów, w których naprawdę
                          będzie ważne "ja", a nie "my", przy czym wiemy że to "my" wypowiadane jest na
                          ogół przez uzurpatorów którym historia dała na chwilę do ręki narzędzia władzy
                          i to ich "my" wypowiadane jest ustami głowy, która myśli "ja i tylko ja".

                          > Otoż NIE. Od twojego zatrudnienia nie zadrżała Ziemia. Nic się nie zmieniło

                          Nie twierdzę że się zmieniło. Pamiętaj, że jestem typem pełnym pokory a nie
                          wyniosłości! ;-).
                          Stwierdziłem że zmienia to postać rzeczy, że nie jest tak że każdą umowę a
                          priori krytykuję. Chodzi mi o to że w dotyczących mnie konkretnych sytuacjach
                          podporządkowuję się umowom aby móc funkcjonować i jest to dla mnie jasne, co
                          więcej, nie niesie dyskomfortu. Chodzi mi o dojmujący wpływ umów czerpanych z
                          uogólnień, ich przytłaczająca obecność w naszym życiu mnie boli. Zmienia postać
                          rzeczy (czyli także ocenę moich poglądów) fakt iż są umowy co do których
                          przestrzegania jestem przekonany w 100 %. Co znaczy że nie jestem
                          rewolucjonistą, jak napisałeś. Co więcej, mam poglądy łagodnie konserwatywne i
                          do wszelkich "zrywów" jest mi bardzo daleko.


                          > Przepisy "nie widzą" róznicy i nie będa ich "widzieć" - bo stworzenie
                          > przepisów
                          > powszechnie obowiązujących a tak elastycznych aby uwzgledniały nasze
                          > indywidualistyczne poejście do pracy (czy w ogole do życia) nie jest możliwe.

                          Jak wyżej, nie jestem przekonany że niemożliwe.


    • do.ki Re: czas pracy 14.10.06, 18:43
      Jak na swoim, to chyba gora 168 godzin tygodniowo, nie?
      • lohengrin4 Re: czas pracy 14.10.06, 19:09
        I to jest taka odpowiedź, jaką chciałbym słyszeć. Brawo Doki!

        I jeszcze jedno, dla inteligentnych inaczej, bo już widzę te komentarze. Doki
        się nie pomylił. Nie 168 godzin miesięcznie, jak tu zaraz zaczną korygować,
        tylko tygodniowo. Pomnożyć sobie szanowni 7 przez 24 i tyle właśnie wyjdzie i
        DOKŁADNIE TYLE MAKSYMALNIE MOŻNA PRACOWAĆ W TYGODNIU. Cała reszta to socjalizm!
        • paczula8 Re: czas pracy 15.10.06, 09:20
          lohengrin4 napisał:

          > I to jest taka odpowiedź, jaką chciałbym słyszeć. Brawo Doki!


          Chyba nie zrozumiałes tego co Doki napisał. I rzeczywiście, brawo Doki.
          • lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:26
            co napisał Doki?
            Że maksymalny czas pracy w tygodniu to 168 godzin. I jest to prawda.
            Mam wrażenie że to rozumiem.

            Natomiast reszta to już mój komentarz. Doki nie zastrzegł, że jego tekst jest
            serio, ironiczny, czy jeszcze inny. Więc mam prawo w pełni wywodzić wnioski
            idąc za swoim tokiem myślenia, w oparciu o stwierdzenie Dokiego.
            Jakie jest to stwierdzenie? Ano, że maksymalnie można pracować 168 godzin w
            tygodniu. A jakie jest moje stwierdzenie? Że to dobra odpowiedź dla autora
            wątku, który pyta, ile może siedzieć w pracy maksymalnie.
            Ano tyle - 168 godzin w tygodniu, ok. 720 w miesiącu.
            Doki stwierdził co stwierdził, ja stwierdziłem co stwierdziłem, jesli ktoś
            czegoś nie rozumie, to chyba Ty ;-).
            • paczula8 Re: czas pracy 15.10.06, 09:28
              Czytaj uwaznie:
              do.ki napisał: "Jak na swoim, to ..."

              Jesteś na swoim?
              • lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:37
                Oj Boże!
                Przekonanie, że będąc na etacie nie jesteśmy "na swoim" w jakiejś części
                przynajmniej, doprowadziło do tego co mamy w tym kraju.
                Wszystkich wszystko wali, no chyba że są w tej mniejszości, która swoim
                majątkiem odpowiada za firmę. I tak już pozostanie.
                Wiem co napisał Doki.
                A ja to mówię nie jako "ktoś po Dokim", tylko jako JA:
                w tygodniu można pracować maksymalnie 168 godzin!
                NIEWAŻNE CZY NA SWOIM CZY NIE NA SWOIM.
                Piszę to siedząc na swoim tyłku, czyli "jestem na swoim".
                • paczula8 Re: czas pracy 15.10.06, 09:46
                  > Oj Boże!
                  > Przekonanie, że będąc na etacie nie jesteśmy "na swoim" w jakiejś części
                  > przynajmniej, doprowadziło do tego co mamy w tym kraju.

                  Dokładnie odwrotnie ... to własnie socjalistyczne przekonanie, że będąc na
                  etacie jesteśmy "na swoim" doprowadziło do tego co mamy w kraju, ale to
                  zupełnie inna dyskusja ... a wracajac do tematu wątku, jesli nie jesteś "na
                  swoim", to obowiązuje Cie umowa o prace, jesli w umowie jest napisane, że masz
                  być na swom stanowisku o 5 – tej rano , to MASZ BYĆ niezaleznie od tego co
                  sadzisz o porannym wstawaniu.

                  > Piszę to siedząc na swoim tyłku, czyli "jestem na swoim".

                  b/k
                  • lohengrin4 Re: czas pracy 15.10.06, 09:50
                    >Dokładnie odwrotnie ... to własnie socjalistyczne przekonanie, że będąc na
                    >etacie jesteśmy "na swoim" doprowadziło do tego co mamy w kraju, ale to
                    >zupełnie inna dyskusja ...

                    możesz mimo wszystko rozwinąć?

                    >a wracajac do tematu wątku, jesli nie jesteś "na swoim", to obowiązuje Cie
                    >umowa o prace,

                    i zaczyna się wałkowanie. Pisałem że się zacznie. I się zaczyna.
                    WIEM że mnie obowiązuje. Wiesz co? Na pewno świeci słońce.
                    W następnej odpowiedzi nie omieszkam Ci o tym przypomnieć.
                    Aha- i wiesz co? Świeci słońce.

                    >jesli w umowie jest napisane, że masz
                    >być na swom stanowisku o 5 – tej rano , to MASZ BYĆ niezaleznie od tego co
                    >sadzisz o porannym wstawaniu

                    Wiesz co? Świeci słońce, wyobraź sobie.

                    Jak grochem o scianę, no ja nie mogę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka