polk76
27.06.07, 19:07
Chciałbym podzielić się swoimi dzisiejszymi wrażeniami związanymi ze
strajkiem. Dziś na walnym zgromadzeniu lekarzy w moim szpitalu "kości zostaly
rzucone". Pod głosowanie poddano prosbę dyrekcji szpitala: aby oddać karty
statystyczne za bieżący miesiąc, bo takie odkręcenie kurka z pieniędzmi z
NFZu umożliwiłoby wypłatę pensji przynajmniej pozostałemu personelowi,
medycznemu "średniemu" i niemedycznemu - inaczej zostaną bez pensji!.Dalsze
kontynuowanie protestu w obecnej formie (wstrzymanie kart do NFZ)doprowadzi
rychło do upadku szpitala. Multum emocji, wątpliwości. Sytuacja pielęgniarek
i pozostalego personelu pozbawionego poborów jest dramatyczna, szczerze
mówiąc wątpię czy ktoś się z takim obrotem sprawy liczył... Może dać im
szansę złapania oddechu, może wywalczą w Alejach początek rzeczowych,
opartych na szacunku negocjacji... A upadek szpitala - czy w ogóle jest
możliwy? Przecież ktoś będzie musiał wtedy spłacić jego długi? Chyba że
zostanie przeksztalcony w spółkę, która jego dlugi przejmie, pewnie część
będzie umorzona...Albo likwidacja, inne jednostki zajmą jego miejsce w sieci
niezbędnych szpitali. Takie, które ostrożniej strajkują, tzn. karty do NFZ-u
wysylają. A w międzyczasie - brak poborów, środków na leki, zwolnienia?
Zamknięcie szpitala z powodu niemożności świadczenia opieki, ewakuacja
najcięzej chorych? Po przekształceniu w spółkę nastawioną na zysk, które
kliniki będa prosperować, a które zostaną zredukowane? Czy naprawdę nie mogą
wypłacić tych pensji pielęgniarkom - przecież usługi ratujące życie i zdrowie
BYŁY cały czas wykonywane,czy NFZ nie może raz zapłacic szpitalowi ryczałtem?
Czy ktoś tu nie robi nas w konia, nie szantażuje emocjonalnie?... Rozterki
potęgowane byly przez bardzo różną sytuację materialną zebranych,
kwalifikacje itp. I to nieopisane uczucie osaczenia, ktore chyba odczuło
wiele osób, ale które wyartykułował dopiero pewien Kolega (ciut
sparafrazuję): już nie czujemy się niesieni falą wszechogarniającego,
ogólnopolskiego protestu lekarzy, ale płyniemy już jakby samotnie tym naszym
szpitalem - okrętem,i zastanawiamy się, czy uda nam się dobić do brzegu zanim
zatonie, a może czy w ogole warto dalej płynąć, może lepiej skakać do szalupy
i wiosłować samemu? I glosy starszych, cenionych, doświadczonych Kolegów, z
ktorych przebijała niezgoda na dalsze utrzymywanie status quo bez perspektyw,
już lepiej brnąć w naszym proteście do końca - jeśli ktoś jest coś wart, na
pewno już nie ma nic do stracenia... I w końcu decyzja - bynajmniej nie
jednomyślna - dalszego wstrzymania kart.