Dodaj do ulubionych

Lekarski dress-code

20.03.09, 08:23
W ostatnich dniach miałem wizytę u bardzo polecanego
i dobrego specjalisty.
Wszystko przebiegało bez zarzutu- bardzo przyjemna rozmowa na
początku, zebrany wywiad, przyjacielska atmosfera.
W chwili kiedy pan doktor miał mnie zbadać - zdębiałem i nie
wiedziałem co powiedzieć.
Uciekać czy śmiać się.
Otóż, lekarz który wstał zza biurka ubrany był w koszulę z krawatem,
na to długi , odprasowany fartuch- wszystko bez zarzutu,
ale na dole- jak w dowcipach- spod fartucha wystawały łydki w
długasnych skarpetach w romby, i wizytowe buty, oraz kraciaste
bokserki.
Nie było spodni.
Może i gorąco było w owym gabinecie, ale mnie trudno było już zaufać
w 100% tak odzianemu specjaliście.
Czy uważacie ,że wizerunek ubraniowy lekarza pozostaje bez wpływu na
nasze skojarzenia z jego kompetencjami?
Dla mnie to ma znaczenie.
A jak z waszymi skojarzeniami? Trafiliście na coś takiego?
Jak się wtedy czuliście?
Obserwuj wątek
    • liliac Re: Lekarski dress-code 20.03.09, 13:46
      Ja jestem chyba nieco bardziej pragmatyczna- nie zwracam uwagi na strój lekarza,
      o ile jest czysty. Uważam, że kompetencji oceniać na podstawie stroju nie można
      i nie należy.
      • turpin Re: Lekarski dress-code 20.03.09, 14:00
        Ująłbym to nieco inaczej.

        Bardzo elegancki ubiór w Polsce, w wypadku lekarza, świadczy li
        tylko o dbałości o tenże ubiór. Nic więcej, nic mniej
        • marcinoit Re: Lekarski dress-code 20.03.09, 14:41
          jakie to szcescie ze moj zakres obowiazkow narzuca mi noszenie
          stroju specjalnego :) w przeciwnym razie przy moim braku gustu i
          olewajacym stosunku do ubioru niewatpliwie zostal bym uznany za
          palanta :)
          • liliac Re: Lekarski dress-code 20.03.09, 16:26
            To mnie to chyba też dotyczy :) Inna sprawa, że ja pacjentów dość rzadko widuję,
            więc nie muszę się interesować, co o mnie pomyślą.
          • szlachcic [...] 20.03.09, 18:10
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • swan_ganz Re: Lekarski dress-code 21.03.09, 11:03

            > jakie to szcescie ze moj zakres obowiazkow narzuca mi noszenie
            > stroju specjalnego :)

            nie widziałeś nigdy Usypiacza w krawacie? :-)

            > w przeciwnym razie przy moim braku gustu i
            > olewajacym stosunku do ubioru niewatpliwie zostal bym uznany za
            > palanta :)

            to bardzo oryginalny punkt widzenia i gdybym go przyjął za własny
            musiałbym zweryfikować swoją opinię o przynajmniej połowie znanych
            mi lekarzy :-)
            • marcinoit Re: Lekarski dress-code 21.03.09, 11:43
              swan ten punkt widzenia nie jest moj :) jesli sie nei myle jest blizszy turpinowi :)
    • extorris Re: Lekarski dress-code 20.03.09, 18:45
      coz,

      jesli wykluczymy sytuacje, w ktorych poprzedni pacjent spodnie te pokrwawil, czy
      tez zwymiotowal lub zdefekowal sie na nie (w koncu fartuch mozna latwo wymienic,
      buty umyc, zapasowych spodni jednak do pracy sie zwykle nie nosi), to nasuwa sie
      wniosek, iz lekarz ten musial przejsc zalamanie nerwowe

      zwroc jednak uwage, ze przyjal cie w eleganckich bokserkach, a nie w np w
      stringach z rozporkiem na zamek blyskawiczny

      jeszcze jedna mozliwosc: jesli specjalnoscia tego lekarza byla psychiatria, to
      mozna hipotetyzowac, ze sprawa tego niekonwencjonalnego ubioru jest wylacznie
      twoim wewnetrznym problemem
      • borderlineonline dress-code 20.03.09, 19:16
        Uważam,że w każdym cywilizowanym kraju strój,w jakim pojawiamy się w pracy jest wyrazem kultury, szacunku, profesjonalizmu. Popatrzmy tylko na inne grupy zawodowe- jakie zaufanie wzbudziłby w nas fryzjer w wymiętolonym fartuchu, urzędniczka w wieczorowej sukni, kosmetyczka w majtkach, pani w banku w tshircie,
        menedżer w góralskim swetrze czy grabarz w bojówkach?
        Mówię oczywiście o sytuacjaci
        zawodowych.
        A w Polsce niektórzy lekarze są przekonani,że sam dyplom jest dowodem ich wiedzy, kompetencji, i daje prawo do pełnej pogardy dla gawiedzi pod drzwiami poradni czy oddziału.
        Naiwne jest przekonanie,że można wyglądać jak salowa,bo kompetencje się obronią same.
        Extorrisie- ów specjalista zajmuje się konserwacją i renowacją podwozia. I to przed nim wszyscy zdejmują spodnie, eleganckie bokserki i podkolanówki były dla mnie pocieszeniem.
        Poznaniem dobrego smaku doktora od podszewki.
        też myślę,że w tej akurat sytuacji mógł to być wypadek,
        niemniej wywołał refleksję n/t lekarskiego dresscodu.
        • marcinoit Re: dress-code 20.03.09, 19:33
          border jak zwykle sluszne spostrzzenia :)
          mnie ciekawi jednak czy spiwor przychodzacy do pracy w podkoszulku i
          ktotkich spodenkach wystawia zle swiadectwo swojego profesjonalizmu
          i lekcewazacy stosunek do pacjenta ?
        • obs2 Re: dress-code 20.03.09, 19:45
          jakie zaufanie wzbudziłby w nas fryzjer w wymiętolonym fartuchu,
          > urzędniczka w wieczorowej sukni, kosmetyczka w majtkach, pani w
          > banku w tshircie, menedżer w góralskim swetrze czy grabarz w
          > bojówkach?

          nie mam nic przeciwko grabarzowi w bojówkach, ani pani w banku w
          podkoszulku.

          > A w Polsce niektórzy lekarze są przekonani,że sam dyplom jest
          > dowodem ich wiedzy, kompetencji

          no jakimś dowodem wiedzy dypolom jest. A potem, to tak naprawdę ani
          kompetencji, ani wiedzy nic nie jest dowodem poza.... opinią o
          nazwisku. 5 specjalizacji na pieczątce ani dr hab. przed nazwiskiem
          nie mają już takiego znaczenia.

          Co do stroju, to oczywiście zgadzam się, że istnieje wizerunek
          lekarza profesjonalisty, dość dobrze zdefiniowany, także w badaniach
          socjologicznych.
          U nas problem jest inny, u nas jak zwykle górę biorą lokalne
          uwarunkowania. Lekarz po 2 dyżurach, przemieszczający się z
          przychodni do przychodni (w ilu z nich jest prysznic?), wybiera T-
          shirt i adidasy z czysto pragmatycznych względów. On na ogół wie jak
          wygląda "prawdziwy" lekarz w odbiorze społecznym (jest to choćby
          ściśle zdefiniowane w wymogach proceduralnych prywatnych centrów
          abonamentowych). Ale "prawdziwy" lekarz w "prawdziwych" krajach
          które lekarzowi "naprawdę" płacą chodzi do JEDNEJ pracy dziennie.
          Nie musi wozić ze sobą zmian bielizny itd. Wtedy łatwo mieć koszulę
          i krawat. A tak jak u nas- łatwiej podkoszulek i adidasy.
          Zaręczam, iż po dobie dyżuru i braku możliwości umycia się, znacznie
          łatwiej przyjmuje się pacjentów w koszulce i klapkach niż w koszuli
          z kołnierzykiem, w krawacie i w półbutach. Niezależnie od pełnej
          wiedzy na temat odbioru itd.

          Kłania się mentalność PRL. Wiem, to przykre.
          Ale cóż, dopóki będzie się udawało że się lekarzom płaci, dopóty
          lekarze będą udawać że pracują. Ponieważ merytorycznie jednak nie
          mogą udawać - choćby z resztek zdrowego rozsądku, że o etyce nie
          wspomnę, to przynajmniej FORMY również dostosowują się do tej
          odwiecznej polskiej prowizorki.




          • citocrescit Re: stare majtki i niemyte dusze 20.03.09, 20:08
            Nic dodać, nic ująć, Obsie.
            Za te pieniądze nie da się więcej na siebie włożyć.

            A zresztą, jak powszechnie wiadomo,najwięcej pretensji mają pacjenci niemyjący
            się i złośliwi, jako tacy nie zasługujący na nic ponad swój zas...ny los.

            Border, co TY miałeś na sobie, musiałeś go czymś sprowokować.
            • obs2 Re: stare majtki i niemyte dusze 21.03.09, 13:04
              > Za te pieniądze nie da się więcej na siebie włożyć

              ironia trafna.
              Tak, podsumować można to mniej więcej tak:
              istnieje tu na forum grupa lekarzy świadomych wyjątkowości swego stanu i będą
              bronić jak Częstochowy pewnego zbioru poglądów, w których prawdy, półprawdy i
              mity mieszają się dokładnie. Te poglądy to:
              - lekarz jest ubrany profesjonalnie
              - lekarz to wyjątkowy stan i powołanie
              - medycyna to sztuka
              - lekarz musi z definicji godnie zarabiać (godnie to willa i terenówka)
              - nie będzie nam tu ten motłoch mówić, my wiemy lepiej gdzie ich boli

              itd itp.

              Chodzi mi głównie o pewną bezkompromisowość podejścia.
              W naszych (tzn. moich z Casio, Marcinoit, Loraphenus i innymi) dyskusjach
              problem ten przedstawia się choćby tak: małe zarobki jako fakt i punkt wyjścia.
              Konkluzja: wyjazd.
              Bez żadnej analizy uwarunkowań, zero-jedynkowo. Wyjeżdżaj albo się nie użalaj.
              I tak zawsze.
              W tym przypadku: wyglądaj profesjonalnie, a jeżeli warunki (np przemieszczanie
              się z pracy do pracy) to utrudniają, to się nie przemieszczaj. Nie stać cię nie
              przemieszczać się- wyjedź tam gdzie cię będzie stać, a tam załóż skórzane buty i
              pasek, koszulę itd itp.

              Tak trochę Szlachcic i Aron a rebours, nie macie choć cienia takiego wrażenia?
          • borderlineonline Wygodny obsie 21.03.09, 08:28
            Odpowiem Ci tak,jak swemu małoletniemu dziecku.
            Ludzie po to wymyslili savoir-vivre,aby żyło się uprzejmiej, estetyczniej i milej.
            Tłumaczenie niechlujstwa brakiem czasu i zarobieniem nie jest przekonujące.
            Co do wygody owego stroju- powiem Ci tak: używanie łyżki, noża i widelca też zabiera masę czasu, że już nie wspomnę o zajmującym odkręcaniu papieru toaletowego z rolki, itd..
            Mnie przeszkadzałby grabarz w bojówkach i wolę Leppera w garniturze niż kaloszach.
            Zawartość ta sama-lecz oprawa stosowna do miejsca.
            • obs2 Re: Wygodny obsie 21.03.09, 09:00
              > Ludzie po to wymyslili savoir-vivre,aby żyło się...

              WYMYŚLILI. Dokładnie.
              Mam duży szacunek dla form. Raczej większy niż przeciętna.
              Ale razem z tym mam przede wszystkim szacunek dla obserwowalnej w każdej chwili
              naszego życia względności zjawisk. Szacunek dla form nie zwalnia mnie od
              widzenia ich kontekstu, a przede wszystkim przydatności.
              Po drugie, to nie ja jestem sprawcą określonych warunków o których piszę. Już
              kiedyś na forum było tu o "wściekłym, spoconym lekarzu" przyjmującym resztką sił
              w przychodni po dyżurze.
              Źle? Źle. Ale on zarabia np. na rachunek za prąd.
              Niepłacenie rachunku za prąd jest równiez przejawem niegrzeczności, łamie
              savoir-vivre, poza innymi konsekwencjami.
              Spróbujmy może widzieć życie w wielu jego aspektach.
              Lekarz w skórzanych, nalepiej szytych na miarę u szewca, sznurowanych butach,
              eleganckiej koszuli z krawatem (koszula oczywiście też szyta), z oprawkami
              okularów dobranymi przez stylistę, z dobrym piórem i dyskretnie wystającym spod
              rękawa śnieżnobiałego fartucha zegarkiem (wyłącznie nakręcanym, szwajcarskim, to
              oczywista oczywistość) to pożądany model docelowy.
              TEN SAM MODEL DOCELOWY zakłada, podejrzewam, przede wszystkim to iż ten lekarz
              przychodzi z domu do pracy i po pracy do tegoż domu wraca, a po drugie, iż
              zarabia na godzinę więcej niż 30 zł brutto.
              Możesz mówić że to niczego nie tłumaczy, ale przecież wracamy w ten sposób do
              punktu wyjścia.
              Jeszcze inaczej: akcja rodzi reakcję. Tak krawiec kraje jak mu materiału staje.
              Wyżej du py nie podskoczysz. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
              Ty oczywiście odpowiesz: złej baletnicy.... itd.

              > Co do wygody owego stroju- powiem Ci tak: używanie łyżki, noża i
              > widelca też zabiera masę czasu, że już nie wspomnę o zajmującym
              > odkręcaniu papieru toaletowego z rolki, itd..

              demagogia, i nietrafna.
              Papier z rolki trzeba odwinąć, to prawda, ale skutki nieodwinięcia i nieużycia
              są bardziej przykre.
              Wszystko jest kwestią równowagi.
              Skoro do wściekłego spoconego w podkoszulku lekarza po dyżurze przychodzą
              pacjenci, i płaci się mu za taką pracę, to znaczy że wytworzyła się tu pewna
              równowaga. POwinno być lepiej, inaczej, ale jak mówię- chodzi mi o KONTEKST i
              całokształt.
              • szlachcic Re: Wygodny obsie 21.03.09, 10:53
                > Papier z rolki trzeba odwinąć, to prawda, ale skutki nieodwinięcia
                >i nieużycia są bardziej przykre.

                no powiedzmy ze z tego przykladu wybrnales, ale ogolnie nie o to
                chodzilo autorowi
                bardziej pasuja sztucce do tego tematu. Sztucce sa NORMA tak jak
                NORMA jest stosowny ubior niekoniecznie markowy ktory moze cenowo
                byc niedostepny dla kogos
                a z tym argumentem z rachunkiem za prad przesadziles
                12 lat obs2, 12 lat ani miesiaca wiecej
            • szlachcic Re: Wygodny obsie 21.03.09, 10:45
              > Odpowiem Ci tak,jak swemu małoletniemu dziecku.

              obs2 jest na tym forum przykladem lekarza mniej betonowego od
              pozostalych wiec proponuje teksty do obs2 bardziej
              zaawansowane "wiekowo", tak na 12 lat
              Do pozostalych 8-9 lat, sa wyjatki ze najlepiej nic nie pisac
              • marcinoit Re: Wygodny obsie 21.03.09, 11:53
                hahaha obs2 twoja maskotka cie ocenia i wystawia cenzurki :) no no takie sa skutki wpuszczania swini na salony
                • obs2 Re: Wygodny obsie 21.03.09, 12:11
                  przesadzasz, zresztą nie pierwszy raz.
                  • marcinoit Re: Wygodny obsie 21.03.09, 12:27
                    > przesadzasz, zresztą nie pierwszy raz.jasne jasne :) za to z twoich ust plynie sama prawda jak zwykle zreszta.
                    coz Krakow jest piekny zawsze chetnie go odwiedzam ale na twoim przykladzie widze ze to miejsce wybitnie niesprzyjajace normalnemu zyciu
                    • obs2 Re: Wygodny obsie 21.03.09, 12:36
                      > widze ze to miejsce wybitnie niesprzyjajace normalnemu zyciu

                      to że czasem nie sprzyja- już ustaliliśmy.
                      Czy "wybitnie"? Kwestia do dyskusji. Faktem jest iż kto zdolniejszy i
                      ambitniejszy, wyjeżdża choćby do Warszawy.
                      Najzdolniejsi, podobni do Ciebie, jeszcze dalej.
                      • marcinoit Re: Wygodny obsie 21.03.09, 13:07
                        > Najzdolniejsi, podobni do Ciebie, jeszcze dalej.
                        hahah niepotrzebny ten sarkazm :) chyba juz ustalilismy ze jestem przecientniakiem tyle ze moze troszke bardziej zdeterminowanym i szurnietym niz przecietnie :)
                        poza tym uwierz mi czasami odleglosc daje zupelnie inna perespektywe i odswierza spojrzenia.
        • extorris Re: dress-code 20.03.09, 20:08
          wybacz, ale opisujesz nie lekarza w wymietym fartuchu, ale w krawacie i majtkach

          sytuacja jest do tego stopnia absurdalna, ze nie jestem w stanie jej powaznie
          komentowac
          • cccykoria Re: Co prawda dr tu nie ma bokserek 21.03.09, 11:07
            ktore zamienil na ........ :))

            ja.tu.tylko.wrzucam.wrzuta.pl/film/odqXQCi8eT/zboczony_lekarz
            :)))

            Snajper chyba nie ciachnie bo to na temat -skojarzenia:)))
        • liliac Re: dress-code 21.03.09, 14:57
          Popatrzmy tylko na inne grupy zawodowe- jakie zaufanie wzbudziłby w nas fryzjer
          w wymiętolonym fartuchu, urzędniczka w wieczorowej sukni, kosmetyczka w
          majtkach, pani w banku w t-shircie,menedżer w góralskim swetrze czy grabarz w
          bojówkach?

          Myślę, że pozytywne- wyjątkowo nie lubię samej koncepcji dress code. Obywatel ma
          mnie dobrze obsłużyć, a nie dobrze wyglądać.
          • borderlineonline Obywatelska mentalność 21.03.09, 15:42

            >
            > Myślę, że pozytywne- wyjątkowo nie lubię samej koncepcji dress code. Obywatel m
            > a
            > mnie dobrze obsłużyć, a nie dobrze wyglądać.

            myślę, że kierowcy tirów powinni nabrać Twojej mentalności, te biedne dziewczyny stojące przy drodze mogłyby się wtedy skupić na obsługiwaniu obywateli, bez zawracania sobie głowy zawodowym dreskodem.
            • obs2 Re: Obywatelska mentalność 22.03.09, 11:02
              kolejna subtelność i kolejny detal tu wychodzi.
              Otóż krótkość spódniczki TIRówki oraz jakość depilacji jej kończyn dolnych, a
              także adekwatność makijażu i wysokość szpilek mają BEZPOŚREDNIE przełożenie na
              zarobki.

              U nas- dajmy przykład lekarza POZ - o ile nawet takiego w podkoszulku ktoś z
              pacjentów uzna za nieprofesjonalistę i się od niego wypisze, to - o ile ten
              lekarz jest wyrobnikiem u kogoś a tak jest na ogół - nawet (ten lekarz) się
              ucieszy, jeden roszczeniowy mniej. Ten lekarz w podkoszulku będzie miał I TAK ZA
              DUŻO pacjentów przy tej samej niskiej stawce, a odpada mu jeden taki, który w
              całej tej prowizorce, w całym tym tłoku, w całym tym bezsensie, jeszcze domaga
              się koszuli z krawatem.

              Brzmi strasznie? Ale to są nagie fakty- nagie prawie tak jak nogi i brzuch TIRówki.
              • borderlineonline Re: Obywatelska mentalność 22.03.09, 12:03
                obs2 napisał:

                > Otóż krótkość spódniczki TIRówki oraz jakość depilacji jej kończyn
                dolnych, a
                > także adekwatność makijażu i wysokość szpilek mają BEZPOŚREDNIE
                przełożenie na
                > zarobki.
                No jak to- przecież nie wązne jak wygląda, byleby dobrze obsłużyła.
                >

                Strasznie brzmią te Twoje nagie fakty-
                w bardzo ciężkiej rzeczywistości pracujesz obsie.
                W bardzo.
            • liliac Re: Obywatelska mentalność 22.03.09, 14:42
              Rozumiem, że to dowcipny post miał być?
        • snajper55 Re: dress-code 21.03.09, 15:45
          borderlineonline napisał:

          > Uważam,że w każdym cywilizowanym kraju strój,w jakim pojawiamy się w pracy jest
          > wyrazem kultury, szacunku, profesjonalizmu.

          A Dyzma we fraku dalej Dyzmą pozostanie.

          > Popatrzmy tylko na inne grupy zawodowe- jakie zaufanie wzbudziłby > w nas
          fryzjer w wymiętolonym fartuchu, urzędniczka w wieczorowej sukni,
          > kosmetyczka w majtkach

          Kosmetyczka zdecydowanie musi być bez majtek. ;)

          > A w Polsce niektórzy lekarze są przekonani,że sam dyplom jest dowodem ich
          > wiedzy, kompetencji

          Na pewno dyplom jest lepszym dowodem wiedzy od wciągniętego na grzbiet garnituru.

          > i daje prawo do pełnej pogardy dla gawiedzi pod drzwiami poradni czy oddziału.

          A czy założenie przez lekarza dżinsów i t-shirt będzie wyrazem pogardy ? Czy nie
          założenie przez pacjenta garnituru też jest oznaką braku szacunku do lekarza ?

          > Naiwne jest przekonanie,że można wyglądać jak salowa,bo kompetencje
          > się obronią same.

          Rozumiem. Lekarze bronią swych kompetencji słuchawkami na szyi, bo nimi często
          jedynie od salowych się różnią.

          S.
          • obs2 Re: dress-code 22.03.09, 11:12
            > A Dyzma we fraku dalej Dyzmą pozostanie.

            Tyle że im (im- naszym oponentom w tej dyskusji, głównie Borderlineonline)
            chodzi o to, że sytuacyjność powoduje abstrahowanie od bycia Dyzmą.
            Inaczej - to inna kategoria. Masz mieć frak na raucie u ministra, a koszulę i
            krawat w gabinecie (nie zapomnij o skórzanym pasku z dyskretnym dobrym logo).
            Oni mają z grubsza rację. A my próbujemy zdefiniować i przybliżyć im istnienie
            tego "z grubsza".

            > Na pewno dyplom jest lepszym dowodem wiedzy od wciągniętego na grzbiet
            > garnituru.

            I znowu. Mam wrażenie że wszyscy podzielamy ten pogląd. Tylko że to nie ta
            kategoria i nie to zestawienie pułapów, odniesień i zakresów.
            Po prostu, MA być koszula i krawat. Reszta - dyplom, specjalizacja,
            umiejętności, wreszcie najważniejsze- nazwisko - postępują w kolejnych krokach.
            Koszula i krawat jest niewątpliwie tym, co pierwsze rzuca się w oczy.

            > Rozumiem. Lekarze bronią swych kompetencji słuchawkami na szyi, bo nimi
            > często jedynie od salowych się różnią.

            Tak, zdecydowanie często tylko tym się różnią.
            Oraz: w badaniach dotyczących wizerunku słuchawki zarzucone na szyję stanowią -
            UWAGA - jeden z najsilniejszych elementów kojarzących się
            z BRAKIEM PROFESJONALIZMU lekarzy.
            I pewnie- tak jest na amerykańskich filmach oraz wśród studentów III roku
            medycyny. "Prawdziwy lekarz" jak dla mnie trzyma słuchawki w kieszeni fartucha.
            • borderlineonline Dyzma na salonach 22.03.09, 12:16
              Dyzma jest bardzo dobrym punktem odniesienia-
              na salonach to on grał rolę owej świni wpuszczonej pomiędzy fraki,
              a fraki same z siebie się śmiały.
              Przykład Leppera jest zilustrowaniem schematów jakimi posługuje się
              społeczeństwo i tyle.
              Reakcje podkorowe, przed którymi nie sposób uciec.
              Tyle.
              Dyplom nie jest dowodem wiedzy, a jedynie dowodem ukończenia studiów.
              Niestety.
              A to nie gwarantuje kompetencji. Niestety.

              Nie chodzi o koszulę i krawat,a o szacunek dla pacjenta i wyrażenie
              fo min. w schludnym wyglądzie, oraz o skojarzenia niechlujstwa w
              sposobie ubierania z niechlujstwem zawodowym.

              Obs- skoro czytałeś wyniki badań n/t wizerunku lekarzy i elementów
              kojarzących się z profesjonalizmem lub jego brakiem-
              wiesz o czym myślę, tylko usiłujesz usprawiedliwić
              lekceważenie owych form.
              Ach te słuchawki- potrafią powiedzieć o lekarzu tak wiele-
              przed chwilą sam pisałeś jak to elementy stroju znaczenia nie mają.
              Wiedza obroni się sama.
              • citocrescit Proszę przestać znęcać się nad Obsem!! 22.03.09, 13:45
                Każdy z nas daje z siebie innym w tej pracy to, co ma najlepszego.
                A obs nie szczędzi nie tylko fachowości ale i serwuje ją w formie
                multisensualnie przystępnej dla odbiorcy.
                Dlaczego miałby straszyć prostych pacjentów zmianą uświęconego tradycją
                wizerunku i zostać wziętym za Obcego?
                Border, obyś nie trafił na rzeczywiście wypindrzonego doktorka, miałbyś się z
                pyszna!
            • marcinoit Re: dress-code 22.03.09, 15:01
              I pewnie- tak jest na amerykańskich filmach oraz wśród studentów III
              roku
              medycyny. "Prawdziwy lekarz" jak dla mnie trzyma słuchawki w
              kieszeni fartucha
              ehh no to wychodzi ze nie jestem "prawdziwym lekarzem" :(
              bo dla wygody jesli juz mam sluchawki to wieszam je na szyi.
              • obs2 Re: dress-code 22.03.09, 15:39
                > bo dla wygody jesli juz mam sluchawki to wieszam je na szyi.

                wizerunkowo wypadasz więc nieprofesjonalnie.
                No chyba że masz pasek do spodni od Gucciego. To niewiele ratuje sytuację. A, no
                i Twoi pacjenci pewnie wiedzą że jeździsz na nartach. Taki wyjazd PRowo, myślę
                że rekompesuje jakiś tydzień noszenia słuchawek na szyi.
    • borderlineonline Lew salonowy 21.03.09, 15:20
      Zniesmaczyła mnie ta drwina n/t wpuszczenia świni na salony- wszak rasowe lwy salonowe takich uwag nie robią. Smutne.
      Bo te rodzime salonowce tłumaczą siebie z niechlujstwa,ale siedzą w tych swoich salonach przekonane,że nie widać,że skołtuniała nieco ta lwia grzywa


      • marcinoit Re: Lew salonowy 21.03.09, 15:59
        > Zniesmaczyła mnie ta drwina n/t wpuszczenia świni na salony- wszak rasowe lwy s
        > alonowe takich uwag nie robią. Smutne.
        > Bo te rodzime salonowce tłumaczą siebie z niechlujstwa,ale siedzą w tych swoich
        > salonach przekonane,że nie widać,że skołtuniała nieco ta lwia grzywa
        >
        przykro ze cie zniesmaczylem zwlaszcza ze to pora obiadowa.
        uwaga o swiniach w salonie nie tyczyla sie kwesti ubioru , tu akurat po czesci podzielam twoje zdanie, choc bylbym mniej rygorystyczy.
        jako "mundurowy" nie mam naszczescie takich dylematow . z 2 strony moj "mundur" tez przekazuje pewna informacje. od dress-codu nie da sie uciec.
        dziekowac Najwyzszemy nigdy sie za salonowca nie uwazalem :)
        ale zgodze sie z Toba ze grzywa koltunieje tyle ze moim zdaniem nie swiadczy o tym stosunek do ubioru ale chociazby proby dyskusji ze szlachcicem.
        ja sobie moge na to pozwolic bo jako inteligent w pierwszym pokoleniu i chlop granatem od pluga oderwany nie pospolituje sie zbytnio zagadujac do szlachcica ale np. taki obs2 ???
        • m.algorzatka Re: Lew salonowy 21.03.09, 16:54
          Mysle, ze autotowi watku nie chodzi o to co lekarz ma na sobie na
          salach zabiegowych.
          A swoja droga zastanawiam sie jak to jest w Polsce w czasie studiow,
          czy na zajeciach z udzialem pacjentow mogliscie byc w czymkolwiek;
          czy gdybym np. w upalny dzien, przyszla w malenkich szortach i
          jeszcze mniejszym topie, bez stanika, byloby wszystko ok? W Stanach
          bylabym poproszona o opuszczenie sali, razem z panami, ktorzy
          przyszli bez krawata.
          Oj ta biurokracja, ale mozna sie przywyknac.
          • obs2 Re: Lew salonowy 21.03.09, 18:15
            > czy gdybym np. w upalny dzien, przyszla w malenkich szortach i
            > jeszcze mniejszym topie, bez stanika, byloby wszystko ok? W
            > Stanach bylabym poproszona o opuszczenie sali, razem z panami,
            > ktorzy przyszli bez krawata.

            Myślę, że dla tych panów, którzy wyszliby RAZEM z Tobą, byłaby to
            sytuacja niezwykle komfortowa.
            Warto jednak czasem nie założyć krawata.

            A serio - cały czas utrzymuję, że nie należy abstrahować od
            kontekstu. Lekarz po dwóch dobach dyżuru bez możliwości umycia się,
            w skórzanych półbutach i koszuli z krawatem przeżywa męki.
            Lekarz w tym samym stroju, po porannym albo najpóźniej wieczornym
            prysznicu, idący z domu, to zupełnie inna sprawa.
            Oczywiście guru tego forum powie zaraz, że NALEŻY do pracy iść z
            domu a nie z dyżuru. A jak się nie da tutaj, to NALEŻY jechać tam
            gdzie się da.

            • m.algorzatka Re: Lew salonowy 21.03.09, 18:34
              >Myślę, że dla tych panów, którzy wyszliby RAZEM z Toba, bylaby to
              sytuacja niezwykle komfortowa.

              A ja mysle, ze wszystko to jest sprawa kultury. Dla jednego pana
              klepniecie kolezanki po tylku jest wyrazem niewinnego flirtu dla
              innego przejawem chamstwa. Tu mam na szczesci do czynienia z tym
              drugim typem, co nie zawsze milao miejsce w Polsce(dotyczy to
              rowniez wykladowcow).
              Coz... rozne kraje, rozne kultury, rozne podejscia do pacjentow i do
              studentow.
              Pewnie Cie to zdziwi, ale lekarze wszedzie pracuja wiecej niz 8
              godzin dziennie, czasem duzo wiecej a mimo wszystko pewne formy
              obowiazuja.
              • obs2 Re: Lew salonowy 22.03.09, 08:11
                > Pewnie Cie to zdziwi, ale lekarze wszedzie pracuja wiecej niz 8
                > godzin dziennie, czasem duzo wiecej a mimo wszystko pewne formy
                > obowiazuja.

                wyobraź sobie że nie zdziwi. Przecież nie o to chodzi.
                Czy lekarze "wszędzie" mają do czynienia z 60- albo 80- godzinnym maratonem,
                gdzie, owszem, zdrzemnąć się można (i można go w związku z tym przeżyć), ale nie
                można się umyć? 3 albo 4 doby poza domem bez prysznica, za to przy konieczności
                dodatkowo przemieszczania się z miejsca na miejsce, tkwienia w korkach, załóżmy
                w czerwcowych upałach?
                Czy lekarz tak doskonale świeży po tych dniach nadrobi to koszulą z krawatem?

                Takie maratony dla młodych kolegów w Polsce to dalej norma.
                Dlaczego obowiązywać ich mają pewne formy, skoro WOBEC nich pewnych form się nie
                przestrzega (np. gazownia nie przestrzega form i w razie nie zapłacenia rachunku
                - bo z etatu nie starczy - zacznie się bezczelnie domagać kasy. A podejrzewam,
                że argument lekarza, że pracował tylko na jednym etacie, za to był wypoczęty i
                miły dla pacjentów, oraz nosił koszulę i krawat, nie zadziała!)
                Może jak mówimy o formach i normach, to odnośmy je do wszystkich i w każdą stronę.
                NORMĄ ma być praca lekarza do 50 godzin w tygodniu, moim zdaniem. Odpuszczam te
                francusko-socjalistyczne 35 czy nawet 40 godzin w tygodniu. Ale 50 godzin w
                tygodniu powinno wystarczyć do życia. Skoro nie wystarcza, to łamiemy pewne FORMY.
                Jeszcze raz: akcja rodzi reakcję. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
                • borderlineonline Re: Lew salonowy 22.03.09, 10:42
                  obs2 napisał:



                  > gdzie, owszem, zdrzemnąć się można (i można go w związku z tym
                  przeżyć), ale ni
                  > e
                  > można się umyć? 3 albo 4 doby poza domem bez prysznica
                  Obsie- prysznic masz chociazby na co drugiej stacji benzynowej,
                  to nie brak możliwości skorzystania z prysznica, a chyba raczej brak
                  takiej potrzeby, żenujące mi się wydaje wskazywanie możliwości
                  odświeżenia się po pracy dorosłemu facetowi.

                  > Dlaczego obowiązywać ich mają pewne formy, skoro WOBEC nich
                  pewnych form się ni
                  > e
                  > przestrzega (np. gazownia nie przestrzega form i w razie nie
                  zapłacenia rachunk
                  > u
                  > - bo z etatu nie starczy - zacznie się bezczelnie domagać kasy.
                  Jak to bezczelnie domagać się kasy??????????!!!!!!!!!!
                  Zdumiewasz mnie swoim podejściem do sprawy.
                  To normalne prawo rynku- usługa i zapłata za to.
                  Co bezczelnego w domaganiu się kasy za niezapłacony rachunek????
                  A podejrzewam,
                  > że argument lekarza, że pracował tylko na jednym etacie, za to był
                  wypoczęty i
                  > miły dla pacjentów, oraz nosił koszulę i krawat, nie zadziała!)
                  Bycie uprzejmym nie jest warunkowane ilością przepracowanych godzin.
                  To również nie sztuczna forma.
                  To po prostu styl bycia.

                  > Może jak mówimy o formach i normach, to odnośmy je do wszystkich i
                  w każdą stro
                  > nę.
                  > NORMĄ ma być praca lekarza do 50 godzin w tygodniu, moim zdaniem.
                  Odpuszczam te
                  > francusko-socjalistyczne 35 czy nawet 40 godzin w tygodniu. Ale 50
                  godzin w
                  > tygodniu powinno wystarczyć do życia. Skoro nie wystarcza, to
                  łamiemy pewne FOR
                  > MY.
                  > Jeszcze raz: akcja rodzi reakcję. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

                  Tak.
                  Zdecydowanie w spranym podkoszulku , niemyty od 3 dni (bo niby nie
                  ma gdzie, jak i kiedy) laciach i nieuprzejmy- wyrażasz swoją reakcję
                  na straszliwą akcję.

                  Powiem Ci ,że w życiu otrzymujesz to na co się godzisz.
                  Również stawki za Twoją pracę są takie, na jakie pozwolisz.
                  A to jak wyglądasz- jest prócz wyrażenia szacunku pacjentowi, przede
                  wszystkim szacunkiem dla samego siebie.
                  Obsie.
                  Jeśli sam pozwalasz sobie być niedomytym obwiesiem- jak ktoś ma
                  zobaczyć w Tobie schludnego specjalistę?
                  A dopasowywanie formy do okoliczności.....
                  niczym 5letnie dziecko.
                  Tak to widzę.
                  • obs2 Re: Lew salonowy 22.03.09, 10:48
                    > Jak to bezczelnie domagać się kasy??????????!!!!!!!!!!
                    > Zdumiewasz mnie swoim podejściem do sprawy.

                    widocznie ironia była zbyt subtelna dla Ciebie ;-).

                    > Obsie- prysznic masz chociazby na co drugiej stacji benzynowej,

                    dalej nic nie rozumiesz.
                    Piszę o warunkach takich jak tu. Masz po drodze prysznic na stacji benzynowej,
                    ale dajmy na to, nie masz tych 10 minut ekstra. Rozumiesz?
                    Ja nie piszę że za żadne skarby świata nie da się umyć. Spróbuj trochę czytać
                    między wierszami.
                    Uczepiliście się tego prysznica. Ty dajesz mi stację benzynową, Citocrescit
                    przenośny prysznic z Praktikera.
                    A mi chodzi o uwarunkowania kraju w którym lekarz jest poza domem 60 i więcej
                    godzin non stop. "Wasza" koszula z krawatem to taki sam symbol jak "mój"
                    prysznic. Dotarło?

          • radeberger Re: Lew salonowy 22.03.09, 15:52
            > A swoja droga zastanawiam sie jak to jest w Polsce w czasie studiow,
            > czy na zajeciach z udzialem pacjentow mogliscie byc w czymkolwiek;
            > czy gdybym np. w upalny dzien, przyszla w malenkich szortach i
            > jeszcze mniejszym topie, bez stanika, byloby wszystko ok? W Stanach
            > bylabym poproszona o opuszczenie sali, razem z panami, ktorzy
            > przyszli bez krawata.

            pewnie dlatego profesor, który ongiś mnie w sesji letniej egzaminował (35 stopni) - siedział przedemną jedynie ubrany w "strój roboczy", którego górę i tak rozpiął do połowy klaty..

            szkoda tylko, że ja jako student siedziałem wówczas w: podkoszulce, koszuli (oczywiście w zestawie obowiązkowym krawat), garniturze i na to jeszcze nałożony fartuch.

            jak sądzisz - który z nas miał większe szanse na udar termiczny?
        • obs2 Re: Lew salonowy 21.03.09, 18:23
          > ja sobie moge na to pozwolic bo jako inteligent w pierwszym
          > pokoleniu i chlop granatem od pluga oderwany nie pospolituje sie
          > zbytnio zagadujac do szlachcica ale np. taki obs2 ???

          skąd wiesz co dla kogo jest albo wydaje się awansem ;-) ?

          a serio, on może naprawdę być szlachcicem.
          W Krakówku jest okazja weryfikacji tego jak to się mieszało, bo nas
          oszczędziła wojna, nie było wymieszania się i selekcji takiej jak
          gdzie indziej. Herbowego to spotkasz w co drugiej kamienicy.
          I to są ludzie tak zwyczajni jak my tutaj, a im wyżej, tym gorzej.
          Do bólu upierdliwa lekarka, o manierach czasami nie do przyjęcia
          (wcibstwo i to czynne, bezinteresowna złośliwość itp) to potomkini
          rodu spokrewnionego z pewnym rodem książąt i hetmanów, jeszcze jej
          rodzice byli posiadaczami całych miasteczek.
          A zagrodowy szlachciura tutaj to co drugi niemal. I mają na to
          papiery!
          Ja myślę, że taki Szlachcic to może być w sumie nie byle jaki
          szlachcic!


          • citocrescit Tango na salonach gra...a papier wszystko przyjmie 22.03.09, 00:06
            Obsie, jakież trafne spostrzeżenia - co prawda, Twoje dylematy opisał już p.
            Mrożek (uciekł z Krakowa, biedaczek, dopiero w obliczu śmierci), ale zawszeć
            miło odnaleźć prawdę czasu i prawdę ekranu na forum.
            Polecam Ci więc lekturę kwestii Stomila i analizę fascynacji Edkiem,
            dorównującemu naszemu marcinoitowi.
            To naprawdę kojąca kompleksy literatura.

            PS W Praktikerze są super prysznice, przenośne, można po dyżurze chyłkiem w
            brudowniku się zlać (wodą z góry).
            Miłe zapachy odświeżają treść dyplomu,nadając im równie ponętną formę jak
            papiery na szlachcica.
            A taki papier w naszej SZ zawsze lepiej mieć przy sobie, biorąc pod uwagę
            nadciągający kryzys.
            • marcinoit Re: Tango na salonach gra...a papier wszystko prz 22.03.09, 12:22
              > Polecam Ci więc lekturę kwestii Stomila i analizę fascynacji
              Edkiem,
              > dorównującemu naszemu marcinoitowi.
              moglbym prosic o rozwiniecie mysli??
              • citocrescit Rozwinięcie myśli 22.03.09, 13:36
                Wybacz marcinoit, ale mam sporo pracy nad rozwijaniem swoich myśli, bo z tego żyję.
                Prośba Twa przynosi mi zaszczyt, jednak nie czuję się na siłach w tych
                okolicznościach.
                Spróbuj zacząć od lektury, np. historii Edka i Stomila, to daje do myślenia już
                przy trzecim przejściu tekstu.
                • marcinoit Re: Rozwinięcie myśli 22.03.09, 14:58
                  > Wybacz marcinoit, ale mam sporo pracy nad rozwijaniem swoich
                  myśli, bo z tego ż
                  > yję.
                  > Prośba Twa przynosi mi zaszczyt, jednak nie czuję się na siłach w
                  tych
                  > okolicznościach.
                  > Spróbuj zacząć od lektury, np. historii Edka i Stomila, to daje do
                  myślenia już
                  > przy trzecim przejściu tekstu.


                  szkoda liczylem ze uda sie pojsc na latwizne :)
                  ja zyje z wcielania w zycie tego co wymyslili inni :)nie bede Cie
                  wiec wiecej nagabywal bo byc moze Twoje mysli rozwina sie w kirunku
                  ktory i mnie przyniesie porzytek.szkoda by bylo zmarnowac taki
                  potencjal.
                  co do lektory to raczej nie sadze abym zdolal teks przejsc chocby
                  raz. w oczach Niektorych zapewne pozostane niedouczonym ignorantem ,
                  jednak zaryzykuje i pozostane w blogej nieswiadomosci, wychodzac z
                  zalozenia ze nadmiar wiedzy w pewnych sprawach moglby zaburzyc moja
                  z takim trudem osiagnieta rownowage emocjonalna.
    • osmanthus Re: Lekarski dress-code -krawaty 22.03.09, 13:05
      Singapur
      www.nuh.com.sg/aboutUs/newsroom/files/articles/08/oct/heydr_is_your_tie_clean_myb_2oct.pdf

      UK
      www.telegraph.co.uk/news/uknews/1537202/Tie-ban-for-doctors-to-stop-spread-of-MRSA.html

      Izrael
      www.israel21c.org/bin/en.jsp?enDisplay=view&enDispWhat=object&enZone=Health&enDispWho=Articles%5E
      l697&enPage=BlankPage

      Moj GP jest zawsze casual: chinos i rozpieta pod szyja koszula bez
      krawata (ze wzgledu na te bakterie). Czy jest przez to gorszym
      lekarzem? Odwrotnie! Ludzie sie do niego dobijaja a on ksiegi ma
      zamkniete od lat co najmniej 10. Jedyna szansa to zejscie jakiegos
      staruszka, ale tu ludzie dlugo zyja...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka