Dodaj do ulubionych

O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędzy

27.03.09, 14:19
Pragnę się podzielić doświadczeniem z wczoraj.

Miejsce - Warszawa, Szpital na ul. Działdowskiej (skąinąd podobno z
najlepszymi specjalistami w dziedzinie alergologii).
Chciałam (ODPŁATNIE!) zrobić badanie krwi dziecka (tzw. IGE swoiste -
rodzaj testu alergicznego).
Szpitał ma już krew mojego dziecka. Krew została pobrana przy
poprzednim badaniu i jest przechowywana przez szpital przez 6 m-cy
do ew. kolejnych badań.
Zgłosiłam sie więc (ze skierowaniem oczywiście!) na kolejne badanie.
I tu niespodzianka.
Szpital mając tę krew pobiera opłatę za badanie i
przyjmuje "zgłoszenie" na kolejne badanie wyłącznie w godzinach od 8
do 9 rano!
A ja wtedy jestem na drugim końcu Warszawy bo odwożę dziecko do
szkoły...
Nie pomogły prośby i błagania. Pani w okienku zdaje sobie sprawę z
absurdalnego zarządzenia dyrekcji szpitala (i nawet za nie
przeprasza), ale o godz. 10 rano zgłoszenia nie przyjmie. A przecież
to jest administracyjna praca polegająca na wypisaniu faktury i
zarejestrowaniu badania a nie pobranie krwi do badania (co rozumiem,
że robi się o określonych godzinach).
No i przecież szpital robi to odpłatnie, czyli zarabia, czyli w
normalnym świecie powinno mu chyba zależeć...
Okazuje się że niekoniecznie...
Obserwuj wątek
    • 0.9_procent Re: O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędz 27.03.09, 18:35
      Taaaaa.

      Musiałem kiedyś pojechać z Ochoty na Okęcie.
      W Legionowie stała wolna taksówka, ale facet nie chiał po mnie
      przyjechać. Nie wiem dlaczego. Przecież zapłaciłbym za kurs (tzn z
      Ochoty na Okęcie). Nie chciał zarobić ???
      • osmanthus Re: O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędz 27.03.09, 23:31
        0.9_procent napisał:

        > Taaaaa.
        >
        > Musiałem kiedyś pojechać z Ochoty na Okęcie.
        > W Legionowie stała wolna taksówka, ale facet nie chiał po mnie
        > przyjechać. Nie wiem dlaczego. Przecież zapłaciłbym za kurs (tzn z
        > Ochoty na Okęcie). Nie chciał zarobić ???

        Byc moze jeszcze wewnetrznie spie, ale nie bardzo rozumiem o co ci
        chodzi.
        Rozumiem, ze
        a/ krew byla na miejscu
        b/zlecenie na zbadanie tejze krwi bylo
        c/badanie bylo platne

        W normalnych warunkach
        a/zlecenie mozna byloby przefaksowac
        b/zaplacic za badanie karta przez telefon


        • 0.9_procent Re: O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędz 28.03.09, 11:21
          osmanthus napisała:

          > Byc moze jeszcze wewnetrznie spie, ale nie bardzo rozumiem o co ci
          > chodzi.
          > Rozumiem, ze
          > a/ krew byla na miejscu
          > b/zlecenie na zbadanie tejze krwi bylo
          > c/badanie bylo platne
          >

          Nie mam na co dzień kontaktu z laboratorium ( w sensie pracy w nim),
          ale potrafię sobie wyobrazić, że:

          - Osoba przyjmująca zlecenia ma po 9-tej inne obowiązki.

          - Zestaw do oznaczenia zawiera np. 6 testów i nikt nie będzie
          otwierał następnego zestawu by wykonać jedno oznaczenie, bo to się
          najzwyczajniej nie opłaca.

          - Jeżeli ktoś obiecuje, że zleci badanie o późniejszej godzinie to
          NIC nie znaczy – nie będzie żadnym zaskoczeniem, jeżeli się
          rozmyśli – bo coś mu wypadło. Z dziesięciu umówionych na konkretną
          godzinę pacjentów (co pół godziny) ostatnio nie przyszło czterech. I
          co. Nic. Doktor przez 2 godziny patrzał w sufit, ale przecież w czym
          problem?

          - Jeżeli pracownik laboratorium raz się zgodzi na takie późniejsze
          zlecenie, to może być pewien, że wielokrotnie usłyszy: "Już kiedyś
          tak zlecałam i nie było żadnego kłopotu. O co Pani chodzi???"
          Jednym słowem wolna amerykana. Odmówienie przyjęcia badania o
          dowolnej porze skończy się awanturą.
          Mnie już wystarczy pacjentów przychodzących na izbę przyjęć/SOR po
          18-tej i z uśmiechem na ustach mówiących, że ‘do poradni nie chciało
          mi się iść, bo tam musiałbym czekać w kolejce, a poza tym tu od razu
          będę miał badania”. Zresztą przeżyłem już awanturę zrobioną przez
          pacjenta, który o 5.20 rano przyszedł sobie ustalić termin planowej
          operacji ‘bo idzie na 6-tą do pracy i właśnie teraz ma czas’.

          Mój przykład nie jest wzięty z sufitu. Przełożyłem na warszawskie
          warunki wezwanie specjalisty do wizyty domowej w miejscowości
          odległej o 40 kilometrów (przypominam o polskich warunkach, to nie
          Australia). „No ale nie za darmo, przecież mam ubezpieczenie!” NFZ
          zapłaci mniej niż wyniosą koszty dojazdu, ale ‘doktor nie chciał
          zarobić’.


          > W normalnych warunkach
          > a/zlecenie mozna byloby przefaksowac
          > b/zaplacic za badanie karta przez telefon
          >
          Zejdź na ziemię. Mówimy o Polsce.
          • osmanthus 0.9_procent 28.03.09, 14:00
            Przeczytaj jeszcze raz pierwszy post.
            Zadnej krwi NIE trzeba bylo pobierac. Ani robic badania w tym akurat
            momencie/dniu. Ta krew byla juz w szpitalnej lodowce.
            Chodzilo tylko o wziecie papieru i szmalu od matki alergicznego
            dziecka.
            A j chyba pojde sobie poczytac Ubu Roi (rzecz dzieje sie w Polsce
            czyli nigdzie)
            • extorris Re: 0.9_procent 28.03.09, 14:11
              faktycznie w tym wypadku trudno wyobrazic sobie jakiekolwiek racjonalne wytlumacznie takiego zarzadzenia

              sadze, ze wynika to stad, ze dla tego szpitala byc moze wykonywanie prywatnych badan jest z jakiegos powodu nieoplacalne lub za malo oplacalne

              szpital w taki sposob broni sie przed "nadmiarem" pacjentow

              prywatne firmy czesto swiadcza pewne uslugi ponizej kosztow, tylko po to, aby utrzymac lojalnych i zadowolonych klientow

              szpital, nawet prywatny, nie musi czesto dbac o wizerunek bo i po co?
              chorzy i tak przyjda, bo nie maja wyjscia
            • 0.9_procent Re: 0.9_procent 28.03.09, 14:57
              Krew w laboratorium była.
              Nie było PISEMNEGO, opłaconego zlecenia.
              Nie przykładaj do sprawy innych niż polskie warunki.
              W Polsce dane słowo nic nie znaczy. Nie bez powodu napisałem o
              czterech z dziesięciu pacjentów, którzy nie zgłosili się do lekarza
              na UMÓWIONĄ wizytę. 40 procent. W Australii też tak jest ?
              Owszem laboratorium mogło wykonać badanie na telefoniczną prośbę, z
              obietnicą późniejszego załatwienia sprawy. Ale wiesz, jaka ilość
              pacjentów nie odbiera wyników zleconych przeze mnie BAC-ów.
              Zdziwiłabyś się. „Jak by było coś złego to i tak byście mnie
              szukali” – to jest wytłumaczenie.
              Ja przestałem wierzyć pacjentom, gdy jeden zapisanych do Oddziału
              chciał „tylko na chwileczkę wyskoczyć na plac szpitalny, bo żona
              czeka samochodzie i chce jej powiedzieć, że zostaje. Dosłownie dwie
              minuty.” Przyszedł po SIEDMIU GODZINACH, „bo jeszcze musiał parę
              spraw załatwić”.
              • gientamicin Re: 0.9_procent 30.03.09, 13:21
                heh, to mi przypomina, jak pewnego pięknego dnia przyjęty do zabiegu pacjent
                "wybył" z oddziału nic nikomu nie mówiąc, a że był to kolo na przepustce zza
                krat (przepustka wydana wyłącznie w celu leczenia w szpitalu o najwyższym
                stopniu referencyjności) chciałem postawić na nogi policję w całym mieście..
                niestety, porażający entuzjazm funkcjonariuszy ostudził mój zapał, pacjent i tak
                sam wrócił (ot właśnie po jakiś 6-7 godzinach, czyżby jakaś reguła) w stanie
                lekko wskazującym, opowiadając że MUSIAŁ się spotkać ze swoją konkubiną, i że
                "cały ten czas spędzili w samochodzie na parkingu szpitalnym" ... rozbroił mnie
                dokumentnie...
              • osmanthus Re: 0.9_procent 31.03.09, 15:36
                0.9_procent napisał:

                > Krew w laboratorium była.
                > Nie było PISEMNEGO, opłaconego zlecenia.

                To zlecenie kobieta wlasnie przyniosla. I chciala zaplacic za
                badanie.

                > Nie przykładaj do sprawy innych niż polskie warunki.
                > W Polsce dane słowo nic nie znaczy. Nie bez powodu napisałem o
                > czterech z dziesięciu pacjentów, którzy nie zgłosili się do
                lekarza
                > na UMÓWIONĄ wizytę. 40 procent. W Australii też tak jest ?

                Mysle, ze moze sie takie sytuacje zdarzac tam gdzie GP robi tzw bulk
                billing czyli pacjent z karta Medicare (wszyscy obywatele i
                permanent residents ja maja) podpisuje sie na kwicie podobnym do
                tego, ktorego sie uzywa przy recznej obsludze kart kredytowych a
                lekarz sie rozlicza bezposrednio z Medicare (wydaje mi sie, ze
                Medicare placi obecnie za krotka, 15' wizyte $32.50).
                W naszym miescie jest b. niewiele praktyk proponujacych bulk
                billing.
                Standardowa wizyta u GP kosztuje tutaj $60 (dluga $90), u naszego
                lekarza (od 15 lat ten sam, ksiegi zamkniete ma od dawna) na wizyte
                czeka sie 2 tygodnie, nie sadze by bylo wielu pacjentow olewajacych
                wizyty. Jak cos naglego to oczywiscie pani z recepcji znajdzie jakas
                mozliwosc jak nie u naszego to u jednego z pozostalych 4 lekarzy
                praktyki...

                > Owszem laboratorium mogło wykonać badanie na telefoniczną prośbę,
                z
                > obietnicą późniejszego załatwienia sprawy. Ale wiesz, jaka ilość
                > pacjentów nie odbiera wyników zleconych przeze mnie BAC-ów.
                > Zdziwiłabyś się. „Jak by było coś złego to i tak byście mnie
                > szukali” – to jest wytłumaczenie.

                Wniki wszystkich badan sa przesylane bezposrednio (elektronicznie)
                lekarzowi zlecajacemu, ktory w ten sposob ma cala historie robionych
                badan i wynikow. Jezeli cos jest nie tak natychmiast kontaktuje sie
                z pacjentem.
                Nie ma tutaj czegos takiego jak robienie sobie badan na wlasna reke.
                >
                • 0.9_procent Re: 0.9_procent 31.03.09, 16:20
                  osmanthus napisała:
                  > To zlecenie kobieta wlasnie przyniosla. I chciala zaplacic za
                  > badanie.
                  W czasie przyjmowania zleceń 'była na drugim końcu Warszawy', więc o
                  właściwej porze zlecenia nie było.

                  Gdybym o 5.20 rano nie schodził na izbę przyjęć by ustalić termin
                  planowego zabiegu – bo pacjent właśnie miał czas, gdyby o 3.45 w
                  nocy troskliwa córeczka nie przyszła do oddziału zabrać tatusia do
                  domu, bo „właśnie wraca z podróży, a później nie będzie miała czasu”
                  to pewnie przeszedłbym do porządku dziennego nad JEDNORAZOWYM
                  późniejszym przyjęciem zlecenia na wykonanie badania.
                  Ale mieszkam w Polsce i wiem, na co stać pacjentów i ich rodziny. I
                  NIE MAM ZŁUDZEŃ, że jednorazowe odstępstwo od przyjmowania badań w
                  określonych godzinach skończy się tym, że pacjenci będą z badaniami
                  przychodzili o dowolnej porze dnia, a o wyznaczonej porze zjawią się
                  nieliczni. Jak to wpłynie na pracę laboratorium nie muszę Ci
                  tłumaczyć.

                  > Mysle, ze moze sie takie sytuacje zdarzac tam gdzie GP robi tzw
                  bulk
                  > billing czyli pacjent z karta Medicare
                  Nie pisz o GP, ja pisałem o umówionych wizytach u specjalisty.
                  • osmanthus Re: 0.9_procent 01.04.09, 15:09
                    Do specjalisty nie chodzi sie z byle czym.
                    Kieruje do niego GP.
                    Na wizyte czeka sie czeka.
                    Jezeli cos komus wypada to dzwoni i odwoluje lub przeklada na inny
                    termin wizyte.
                    Pierwsza wizyta u specjalisty kosztuje od 180 do 250 dolarow.
                    Nastepne zazwyczaj 80.
                    Dpoki w Polsce wszyscy wszystko beda chcieli miec (i mieli) za darmo
                    bedzie tak tak jest a Ciebie bedzie szlag trafial.
                    pzdr

                    Oczywiscie kazda wizyta u lekarza owocuje wydrukowanym rachunkiem z
                    numerem kodowym "item", ktory to kwit pacjent zanosi do Medicare
                    gdzie mu zwracaja stosowna kwote (pomniejszona o tzw "gap" czyli
                    kwote wspolplacenia).
                  • himawanti Re: 0.9_procent 02.04.09, 15:49
                    Wiesz co 0,9_procent?
                    Ja nie chciałam zajmować czasu WIELCE SZANOWNEMU PANU DOKTOROWI
                    tylko pani w okienku administracji (ona miała tylko przyjąć ode mnie
                    pieniądze!).
                    JAŚNIE SZANOWNY PAN/PANI LABORANT i tak zajmie się analizą kiedy
                    bedzie CHCIAŁ. A ja mogę przez kolejny tydzień wydzwaniać i pytać
                    czy można ZAKŁÓCIĆ SZANOWNYM PAŃSTWU czas i już odebrać wyniki
                    (pewnie też między 11 a 12 dla odmiany).
                    Nie zauważyłeś że napisałam, ze ROZUMIEM, że krew pobiera się w
                    określonych godzinach. Ale, na miłość boską, pani nie powinna
                    przyjmować pieniędzy, bo jak to napisałeś "ma inne obowiązki???".
                    Nie przeczytałeś również że napisałam, że to właśnie pani w okienku
                    przepraszała mnie, że nie może przyjąć pieniędzy (bo ona CHĘTNIE BY
                    TO ZROBIŁA). Może dlatego że sama jest matką...
                    Twojej postawy nawet nie chce mi się komentować...

                    • 0.9_procent Re: 0.9_procent 02.04.09, 18:40
                      himawanti napisała:

                      > Wiesz co 0,9_procent?
                      > Ja nie chciałam zajmować czasu WIELCE SZANOWNEMU PANU DOKTOROWI
                      > tylko pani w okienku administracji (ona miała tylko przyjąć ode
                      mnie
                      > pieniądze!).
                      > JAŚNIE SZANOWNY PAN/PANI LABORANT i tak zajmie się analizą kiedy
                      > bedzie CHCIAŁ. A ja mogę przez kolejny tydzień wydzwaniać i pytać
                      > czy można ZAKŁÓCIĆ SZANOWNYM PAŃSTWU czas i już odebrać wyniki
                      > (pewnie też między 11 a 12 dla odmiany).
                      > Nie zauważyłeś że napisałam, ze ROZUMIEM, że krew pobiera się w
                      > określonych godzinach. Ale, na miłość boską, pani nie powinna
                      > przyjmować pieniędzy, bo jak to napisałeś "ma inne obowiązki???".
                      > Nie przeczytałeś również że napisałam, że to właśnie pani w
                      okienku
                      > przepraszała mnie, że nie może przyjąć pieniędzy (bo ona CHĘTNIE
                      BY
                      > TO ZROBIŁA). Może dlatego że sama jest matką...
                      > Twojej postawy nawet nie chce mi się komentować...

                      Himawanti, czy to przypadkiem nie Ty odbierałaś tatusia przed
                      czwartą w nocy? Bo argumenty brzmią dziwnie znajomo.

                      Ja wiem. Wielce szanowny pan laborant siedzi sobie i pije kawę, i
                      nie chce mu się wykonać Twojego, JEDYNEGO W CIĄGU CAŁEGO DNIA
                      badania.
                      Podobnie pani w okienku, która od 8-mej do 9-tej przyjmuje zlecenia,
                      a później dyrekcja wspaniałomyślnie płaci jej za czytanie Twojego
                      Stylu, BO PRZECIEŻ ŻADNYCH INNYCH OBOWIĄZKÓW NIE MA.

                      Muszę zapytać w MZK, czy kierowca autobusu nie może poczekać, aż
                      moje dziecko wstanie i wybierze się do szkoły, bo biedactwo czasami
                      biegnie na przystanek. Przecież mógłby poczekać parę chwil, w końcu
                      sam pewnie też ma dzieci.

                      A najlepsze na koniec:
                      > Twojej postawy nawet nie chce mi się komentować...
                      I z braku chęci napisałam 15 linijek.
                      DOBRE !!!
    • szlachcic Re: O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędz 28.03.09, 09:56
      towarisz Stalin prikazal ze od 8 do 9 to od 8 do 9
      Nikt nie odwolal jeszcze nakazu generalimusa Stalina wiec sluzba
      zdrowia caly czas dziala opierajac sie na jedynie slusznych
      przepisach przez niego wydanych
      Takich kwiatkow jest pelno a jedyne co ci lekarze odpowiedza na tym
      forum to brak pieniedzy co we wiekszosci przypadkow jest bzdura bo w
      tym Twoim przypadku dyskutujac z pania w okienku zajelas im wiecej
      czssu jakbys dala im probke
      • 0.9_procent Re: O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędz 28.03.09, 11:23
        Taksówkarzom odmawiającym wyjazdu na nieopłacalne wezwanie tow.
        Stalin też coś prikazywał?
        • marcinoit Re: O tym jak szpitale nie chcą zarabiać pieniędz 28.03.09, 11:38
          0.9_procent daj spokuj chlpou sie zwyczajnie pogarsza :)
          w takiej Hiszpani gdzie Batiuszca Stalin nie mial nic do
          powiedzenia tez niektore zeczy robi sie w okreslonych godzinach .
          czyzby Stalin mscil sie z za grobu za zbrodnie Franco na
          komunistach??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka