snajper55
12.06.09, 12:30
" Z moim standardowym ubezpieczeniem podróżnym mam prawo do podstawowej
wizyty u lekarza. Lekarz okazuje się miłym mężczyzną w średnim wieku, bardzo
wysokim, jak wszyscy w tym kraju. Bada mnie i wypisuje receptę. Chciałabym
jednak wiedzieć więcej, co mi jest, więc dopytuję o szczegóły. Po drugim
pytaniu przerywa mi:
- Przy wizycie podstawowej ma pani prawo tylko do dwóch pytań. Jeżeli chce
pani mi zadać ich więcej, musi pani wykupić dodatkową opcję.
Z wrażenia wylatują mi z głowy wszelkie wątpliwości.
Następnego dnia dzwonię jednak, żeby się dowiedzieć, jak mam dawkować
przepisane mi leki. Lekarz grzecznie wszystko mi wyjaśnia.
Dzisiaj właśnie dostałam rachunek za cztery i pół euro. Tyle kosztowało
moje trzecie pytanie."
Olga Tokarczuk (Polityka nr 24 (2709), 13 czerwca 2009)
S.