chyba.ze
05.11.12, 19:25
Niska samoocena i ogólne popapranie.
"Żeby kwalifikować się na kochankę żonatego faceta, trzeba spełniać kilka podstawowych warunków. Uroda czy inteligencja nie są kluczowe. W zasadzie mogą wręcz przeszkadzać. Najważniejsze jednak, to wystarczająco niska samoocena i brak poczucia własnej wartości.
Obie te cechy będą szalenie przydatne do przekonania kochanki, że:
- na prawdziwy związek nie zasługuje
- ochłapy i namiastka relacji jest jedynym, na co ją stać
- nie jest wystarczająco dobra, żeby ktokolwiek chciał z nią być w 100%
Im gorsze mniemanie kochanki o sobie, tym jest podatniejsza na urok zadbanego i pewnego siebie żonatego faceta. Kiedy już niunia jest odpowiednio ustawiona, można przekonywać ją, że:
- jest atrakcyjna i godna pożądania
- romans to prawdziwe uczucia
- jest tak wspaniała, że dla niej żonaty facet ryzykuje swoje stare, dobre małżeństwo, gdzie żona nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią
Z reguły kochanka łyka te teksty spragniona męskiej uwagi jak kania dżdżu. Oczywiście (ukradkowe) telefony, liryczne smsy (wysyłane z kibla), podkręcanie e-mailami (z tajnej skrzynki), cała ta otoczka sprawia, że kochanka jest napalona, daje się bzykać i jednocześnie powoli się zakoch*je, bo jej się oksytocyna przy orgazmach wydziela. Wiedząc zresztą, że zakochać się nie powinna i że on dla niej żony nie rzuci (zwłaszcza, bo dzieci - dzieci są świetną wymówką - dzięki temu kochanka czuje się szlachetniejsza, bo przecież nie chce rozbijać rodziny i rozumie, że nie wolno krzywdzić dzieciaczków) Tylko biedaczka nie wie, że właśnie zabroniono jej myśleć o białym słoniu. (Spróbujcie przez najbliższe 5 minut nie myśleć o białym słoniu. Im bardziej sie staramy o czymś NIE myśleć, tym bardziej myślimy; to stary, dobry, sprawdzony i przebadany mechanizm). A podświadomość nie kuma słowa 'nie'. Więc dziewczę się wciąga coraz bardziej.
Im bardziej się wciąga, tym poważniejszą stosuje racjonalizację dla swojego romansu. Oczywiście nikt się na głos nie przyzna, że dlatego daje się pukać jakiemuś żonatemu, znudzonemu kutasowi bo ma narąbane w głowie i niską samoocenę, nieprawdaż. Więc od racjonalizujących kochanek można usłyszeć, że tak jest dobrze, bo:
- to tylko seks
- nikt im nie zostawia skarpetek w mieszkaniu
- nie muszą usługiwać facetowi
- ze zwiazku czerpią tylko to, co najfajniejsze, esencję - czytaj seks i pożądanie
- żona to żona, a to, co ich łączy, to prawdziwe uczucie / namiętność
- nie tracą wolności
- w związek się im tzw proza życia nie wkrada
Jeszcze jedna ważna cecha, której kochance nie powinno zabraknąć: różowe okulary zakładane w temacie żonatego kochanka. Trzeba mianowicie albo wziąć na klatę albo uroczo ignorować fakt, że się człowiek bzyka z kimś, kto oszukuje, zdradza, kłamie, żyje podwójnym życiem i nie potrafi być lojalny, co udowadnia za każdym razem, kiedy bzyka kochankę mówiąc żonie, że jest w delegacji / na spacerze / zakupach itd itp.
Problemy, na jakie się naraża kochanka:
- ciągła tęsknota
- wycieńczenie emocjonalne i zazdrość o żonę i rodzinę
- samotność i niezrozumienie otoczenia
- samotna ciążą i samotne macierzyństwo
- jeszcze głębsze obniżenie poczucia własnej wartości i samooceny
- marnowanie czasem wielu lat na życie w ukryciu i niemożność założenia własnej rodziny
- wpierdol od żony
Podsumowując, jeśli widzisz w sobie syndrom kochanki - to masz, laska, ciężko przejebane. No, chyba, że się ogarniesz."
Przeklejone z forum rozwód, ale całkiem do rzeczy.