maplok
16.12.15, 03:02
Chciałem się wygadać... Czytam sobie to forum regularnie i jako jedne z bardzo nielicznych wydaje mi się naprawdę sensowne. Dlatego zdecydowałem się zarejestrować.
Uważam się za dobrego męża a wcześniej, w poprzednich związkach, za dobrego partnera. Dbam o swoją żonę (wcześniej o swoje kobiety), zawsze mam czas, żeby ją wysłuchać, pomóc, zabrać gdzieś (kino, teatr, restauracja, wyjazd weekendowy), zawsze mam czas dla dzieci. Kocham żonę i dzieci najbardziej na świecie. Dom i rodzina są dla mnie na pierwszym miejscu. To dla nich pracuję, są sensem mojego życia. Jest nam z żoną dobrze. Seks jest regularny 2 czasem 3 razy w tygodniu. Mam 42 lata, 15 lat stażu małżeńskiego. Podoba mi się moje życie i wiem, że żona również jest szczęśliwa. Jesteśmy ze sobą szczerzy. Zdarzają się drobne konflikty, jak wszędzie, ale na bieżąco je rozwiązujemy. Nie ma cichych dni, ani nawet godzin. Zawsze ze sobą rozmawiamy. Chciałbym, żeby tak to wszystko pozostało.
Czemu więc piszę? Miewam regularnie kochanki. Zresztą czy można je tak nazwać? Jeśli prześpię się raz z kobietą a później już się z nią nie widuję, to czy jest to kochanka? Poznaję je przez internet i czasem w klubach / barach, gdzie raz - dwa razy w miesiącu wychodzę. Interesuje mnie wyłącznie seks. Emocjonalnie mnie w ogóle nie angażują. Oczywiście żona o niczym nie wie, chociaż pewnie ma jakieś mgliste pomysły. Sypiam z 7-10 różnymi kobietami rocznie. Żadna nic dla mnie nie znaczy. Jak już napisałem, czysta fizyczność, tylko seks. Dzięki temu żona mi się nie znudziła, pociąga mnie, lubię bliskość także z nią.
Czy to co robię można nazwać zdradą. Nie pamiętam imion większości kobiet, z którymi spałem. Zresztą nie śpię z nimi - seks uprawiam w ciągu dnia (praca mi na to pozwala) w mieszkaniach na godziny / hotelach. Dwie - trzy godziny i najczęściej jest to ostatnie spotkanie. Potrzebuję seksu z różnymi kobietami. Po seksie kobieta traci dla mnie atrakcyjność.
Uważam, że robię to nie tylko dla siebie, ale i dla mojej rodziny. Dzięki temu jestem bowiem szczęśliwy, zrelaksowany i mogę więcej czasu i energii im poświęcić. To takie moje hobby - sposób na relaks.
Czy uważacie, że postępuję źle? Dlaczego będąc dobrym mężem i ojcem rodziny mężczyzna nie może realizować swojej naturalnej potrzeby, czyli seksu (bez zaangażowania emocjonalnego) z wieloma innymi kobietami? Taki ktoś, jak ja jest odporny na wszelkie zakochiwania się i zauroczenia (jak się zresztą widziało tyle kobiet nago, trudno o zaskoczenie...).
Żonę zdradzam od pierwszego miesiąca... naszej znajomości. Poprzednie partnerki też zdradzałem. Zawsze. Chociaż sam tego jako zdrady nie traktuję.
Czy są tu osoby myślące podobnie jak ja? Czy są podobnie działające?
Pozdrawiam.