Dodaj do ulubionych

historia jednego romansu.

09.09.16, 22:19
Historia jednego romansu.
On i Ona - pracują razem, są w tym samym wieku, podobny stan rodzinny czyli u niej mąż i dzieci, u niego żona i dzieci. Mijają lata, na jednej zwykłej imprezie firmowej wybucha romans. Tak po prostu, od słowa do słowa, jakiś flirt gadka i poszło. Ona zaczela, od podjął grę. Nie, to nie alkohol bo po imprezie, w pracy dopiero się wszystko rozkręca. Smsy, telefony, powolne poznawanie się, seks nie od razu, spotkania, na spotkaniach juz pozniej ogień w łożku , wariacja, tesknota, weekend to męczarnia.Trwa to długo- rok mija. Dodam że bardziej wylewny, zabiegający jest facet- choć nie musi bo ogolnie pierwsza propozycja padła ze stronu kobiety wiec oczu mydlic jej nie musiał. Ona nie pytała czy kocha zone czy nie , po prostu zapytala czy ma ochote na przygode, nie chcac znac szczegolow malzenstwa. Ona konkretna i stawiająca sprawę jasno od początku- pragnę Cię , czuje sie doskonale z tobą, ale mam rodzinę więc pilnujmy się, nie ma mowy o głebszych uczuciach. Ale one się rodzą powoli. Bo jak inaczej to wyjasnic?
Trwa sobie taki układ, doskonale zorganizowany,wszystko dopilnowane, w domu pełna konspiracja, małzonkowie zero podejrzen, kazdy wie kiedy ta druga osoba jest sama , kiedy moze pisać, dzwonic, sygnały, hasła. Wspolne spotkania czeste, wyjazdy, spędzanie czasu nie tylko w lozku ale i na spacerach, wspolnym gotowaniu, kolacjach.
Dodam ze oboje zero wyrzutów sumienia.
On wyznaje wiele- ze uwielbia, ze gdyby wczesniej sie poznali, itp itd
Ona podobnie choc bardziej skryta, nie chce by wyszło ze to zawsze kobieta bardziej emocjonalna i w koncu zawsze żada określenia się- pilnuje sie. Nie chce być taka. Nachalnie nic.
W domu - jak to w domu, są dzieci kredyty zoboowiazania, nikt nie ruszy układu, nikt nie ma checi, odwagi. Jemu i jej brakuje tego samego- uwagi, czulosci i seksu z zaangazowaniem ze strony drugiego malzonka choc pewnie kochaja ich albo zwyczajnie sa przywiazani no i dzieci...
On narzeka na zone, coraz bardziej porównuje, w domu spiety, mysli o niej czesto, czesto zaczyna sie odzywac wtedy kiedy nie powinien, wyznaje wiele choc slowa o zakochaniu czy milosci nie padaja.
Ona na poczatku przygody powiedziala ze u niej nie ma opcji zakochania i tego sie trzyma Spotyka sie, okazuje zaangazowanie ale bez przesady. Moze i czuje emocje ale hamuje sie, nie chce wyjsc na tą słabszą.
Spotkania nadal sa, chemia nie slabnie, nawet mimo tego ze zmienia sie im zyciowa sytuacja i praca. On nadal zabiega, ona tez, wszystko ma w sobie szalesntwo ale kazde z nich jest mega rozsadne i nie przesuwa granicy.
Ona kiedys opowiada ze raz byla zakochana i to bylo kiedys, i pyta go o jego uczucia do niej, on jakby w odpowiedzi na to co ulyszal tez sie broni. Ze wprawdzie uwielbia ją i ale uczuć głebszych w tym nie ma. Motyli nie ma. To co jest ? Skoro gosciu na rzesach staje by sie spotkac, wyjechac, dba, pobyc razem - ba nawet jak seksu nie ma to on tez chce ją spotkac.
oboje probuja cos wyznac ale kazde sie czai? ktos kocha mocniej? co to za uczucie? spotkania nie tylko po seks, rozmowy o zyciu, jego zachwyt nad jej osobowością i podejsciem do zycia, gotowanie, bieganie dla niej rano po swieze bułki, rozpieszczanie, cuda na kiju kombinowanie by się spotkać, kłamanie w domu w zywe oczy, wyznania ale kontrolowane,,,on by chcial uslyszec ze ona zakochana , ale ona nie powie i na odwrot ? jak sadzicie?
Co on mowi - dajesz mi szczescie, pozytywne emocje, radosc z seksu jakiej nie mialem, luz, ty sama zaslugujesz na wiele i chce ci to dawac. Z toba czuje sie zajebiscie niewazne co robimy czy gadamy, czy sie smiejemy czy zartujemy. Jestes da mnie wazna.......Imponujesz mi itp.
to o co chodzi ?????????????????????
Obserwuj wątek
    • agus-ia76 Re: historia jednego romansu. 10.09.16, 09:04
      A co chcesz usłyszeć od nas?

      Jest mu tak wygodnie jak jest.
      Faceci z reguły to tchórze, choć z drugiej strony można to nazwać rozsądkiem.
      • donmarek Re: historia jednego romansu. 11.09.16, 08:19
        Przeczytaj jeszcze raz. OBOJGU JEST Z TYM DOBRZE. I to Ona zaczęła. wink Tutaj nie chodzi o wygodę. Znam to. Przez 15 lat u mnie trwało, póki Ona nie wyemigrowała z rodziną do Skandynawii. Obecnie od ponad 10 lat jestem znowu w podobnym związku. I też nie wiem co to jest! Przy czym dochodzi do tego jeszcze 400 kilometrów. Jest kilka razy w roku szalony seks, ale są też i niemal codzienne spotkania -gg, skype, telefon. Ona żona, matka, babcia, ja mąż, ojciec, dziadek. Jest to coś pomiędzy miłością a czystym seksem. Może źle się wyraziłem, ale tak to wygląda mniej więcej. I żadne z nas - przynajmniej na razie - nie zamierza tego zmieniać.
        Bo czy ważne jest to jak to nazwać ??? Czy może NAJWAŻNIEJSZE jest to, że jest nam ze sobą CUDOWNIE ???
    • obrotowy udana historia jednego romansu. 10.09.16, 15:48
      o cco chodzi ?

      o UDANY ROMANS.

      po co go psuc i brnac w niepotrzebne deklaracje glebszych uczuc ?

      - by popsuc obojgu zycie - z nadzieja, ze to nowe byloby lepsze ?

      trzymac to co jest, tak jak jest - i nie mekolic partnera.
    • motonka Re: historia jednego romansu. 10.09.16, 20:25
      Jak bym czytała swoją histroię.... Uczucie już na pewno jest tylko boi się do tego przyznać. Sama jestem ciekawa jak długo może trwać taki układ...
      • 3-mamuska Re: historia jednego romansu. 12.09.16, 18:03
        motonka napisał(a):

        > Jak bym czytała swoją histroię.... Uczucie już na pewno jest tylko boi się do t
        > ego przyznać. Sama jestem ciekawa jak długo może trwać taki układ...


        Jak długo? Dopóki któremuś sie nie znudzi.
        Dopóki nie dotrze do głowy ,ze to nie ma sensu bo i tak nic z tego nie bedzie. A po co sie męczyć i tęsknić. Ze tęsknota bedzie większa i częstsza niz miłe chwile.
        Dopóki maz/żona nie wykryją romansu.
        Dopóki nie bedzie strachu ze o mało nie wyszło na jaw.
        I dopóki jedno nie zacznie naciskać na rozwój zwiazku, bycie razem a druga strona sie wtedy wycofa.
        Lub wyznaniem miłości rozwodami i ślubem.

        Ponoc wyznanie miłości jednej ze stron ,powoduje ze druga strona robi odwrót .
        -----------------
        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
        • donmarek Re: historia jednego romansu. 13.09.16, 09:13
          Dlatego ja mam związki jedynie z kobietami "zajętymi". Więc oboje wiemy czego oczekujemy od partnera i co możemy dać. Nie ja to wymyśliłem lecz moja pierwsza kochanka/przyjaciółka. Która to była motorem owego związku. A związki, gdzie jedno jest "zajęte" drugie "wolne" zawsze - chyba - są obciążone owym "grzechem pierworodnym", bo może nadejść chwila, kiedy wolny zapragnie czegoś więcej. I wówczas ...
          • 3-mamuska Re: historia jednego romansu. 13.09.16, 16:39
            donmarek napisał:

            > Dlatego ja mam związki jedynie z kobietami "zajętymi". Więc oboje wiemy czego o
            > czekujemy od partnera i co możemy dać. Nie ja to wymyśliłem lecz moja pierwsza
            > kochanka/przyjaciółka. Która to była motorem owego związku. A związki, gdzie je
            > dno jest "zajęte" drugie "wolne" zawsze - chyba - są obciążone owym "grzechem p
            > ierworodnym", bo może nadejść chwila, kiedy wolny zapragnie czegoś więcej. I wó
            > wczas ...
            >

            Wiesz i takie związki sa obciążone niepewnością ze jeden ze stron sie odmieni.
            Wystarczy ze sie zakocha czy jest nieszczęśliwa w małzeństwie a finansowo i ogólnie samodzielna i rozgarnięta. Miałeś szczęście ze twoje romanse to lata temu bo wtedy ludzie krzywo patrzyli na rozwódki .
            Teraz mozna sie niestety naciąć.
            • donmarek Re: historia jednego romansu. 14.09.16, 12:21
              Ale ... ale jest to zdecydowanie mniejsze ryzyko, że się natnę. A, że tak jakoś, nie potrafię  żyć bez kobiet ... więc nadal będę "łobuzem" w tej materii. wink
              • umi Re: historia jednego romansu. 13.05.19, 21:21
                Sporo po czasie - ale adekwatne okreslenie to nie "łobuz", a inne słówko. Zaczyna się dwuznakiem wink
                • nalua Re: historia jednego romansu. 14.05.19, 12:08
                  chyba nie rozumiem...
            • obrotowy jakby tak sie wszystkiego bac... 17.08.17, 16:01
              3-mamuska napisała:
              Wiesz i takie związki sa obciążone niepewnością ze jeden ze stron sie odmieni.


              jakby tak sie wszystkiego bac...
              to nie tylko strach romansowac, ale i strach byloby sie zenic...
              - bo teoretycznie zawsze i kazdemu moze sie przeciez odmienic...
    • glukoza84 Re: historia jednego romansu. 17.09.16, 10:16
      Ano na mój rozum, to on jest zakochany po uszy i ona też, tylko on boi się wyznać co czuje, bo głęboko wierzy w to, że ona nie chce tego słyszeć (przecież wielokrotnie dawała do zrozumienia, że nie chce). Smutne jest to, że ktoś w tym układzie jest oszukiwany i okłamany.
    • dorota_w_krainie Re: historia jednego romansu. 20.09.16, 00:31
      Facet powie wiele, żeby umoczyć, he he 😈
      A tak naprawdę to.może i jest zaangażowany, ale nie na tyle by porzucić dotychczasowe życie. Zero filozofii w tym. Przykro mi.
      • obrotowy niekoniecznie... 28.09.16, 05:40
        dorota_w_krainie napisała:
        > Facet powie wiele, żeby umoczyć, he he 😈

        - tak czyni slabeusz.
        nigdy nie mowilem czegos, czego nie moglbym dotrzymac


        > A tak naprawdę to.może i jest zaangażowany,
        ale nie na tyle by porzucić dotychczasowe życie.

        - oczywista oczywistosc.
        romans to tez uczucie.
        - a zona, to zona.
        matka dzieciom, Swietosc.
    • bartekj00 Re: historia jednego romansu. 20.07.17, 23:33
      Dziwna ta historia... Jesli szukasz portalu który może Ci pomoc to serdecznie zapraszam na stronę :
      Chrzescijanski Portal Spolecznosciowy
    • lucyy3 Re: historia jednego romansu. 27.07.17, 12:14
      faceci są wygodni, z jednej strony żona a z drugiej kochanka, jedna gotuje i sprząta a druga d... daje.
      • donmarek Re: historia jednego romansu. 28.07.17, 08:06
        Takie czasy nam nastały. Wszędzie i we wszystkim wszechobecna specjalizacja. wink
      • obrotowy to samo mozna by powiedziec o niektorych kobietach 28.07.17, 19:41
        lucyy3 napisał(a):
        > faceci są wygodni, z jednej strony żona a z drugiej kochanka, jedna gotuje i sp
        > rząta a druga d... daje.


        to samo mozna by powiedziec o niektorych kobietach:
        maz sluzy do dawania kasy, a przystojny kochanek do dawania przyjemnosci...
        - jaka szkoda, ze sa dzis testy DNA - gdyz dawniej mozna bylo sobie zrobic nawet dziecko
        z takim kochankiem i wmowic mezowi, ze to jego...
    • paulina8989 Re: historia jednego romansu. 16.08.17, 15:08
      ciężka sprawa no bo co dalej?porzucicie swoje rodziny?a co z dziecmi??oczywiscie nie warto tez trwac w zwiazku w ktorym nie ma milosci,namietnosci itd...a chyba juz nie ma? Szczerze przyznam ze trudna sytuacja i az dziw bierze ze wyrzutow sumienia brak. Mieszkac z zona/mezem i dziecmi a uprawiac sex i moze juz kochac kogos innego?jak dlugo tak mozna? Jak zalezy wam na wlasnych rodzinach to przerwijcie ten romans a jesli nie... to brnijcie dalej
      • donmarek Re: historia jednego romansu. 17.08.17, 07:48
        >Mieszkac z zona/mezem i dziecmi a uprawiac sex i moze juz kochac kogos innego?jak dlugo tak mozna?
        Ano można. Długo. Nawet bardzo długo. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat nawet.
        >Jak zalezy wam na wlasnych rodzinach to przerwijcie ten romans a jesli nie... to brnijcie dalej
        A jeżeli ta rodzina to był błąd młodości, pomyłka, "przymus"? Trwać dalej? Jak długo? W imię czego? Kto o tym ma decydować i dlaczego?
        Proste pytania. Ale czy znasz na nie odpowiedź? Może jestem złośliwy, ale ... reszta poniżej, w ps
        ps
        hmmmm, a sama jednak marzysz o poznaniu kogoś, myślisz o jakimś skoku w bok wink
    • xyz011 Re: historia jednego romansu. 04.02.19, 14:39
      Kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Poznałem Ją na jednym z wyjazdów.. Spodobał mi się Jej uśmiech... zaczęliśmy się spotykać.. myśleliśmy że będziemy w stanie zapanować nad uczuciami. Zakochaliśmy się w sobie do szaleństwa. myślałem o niej w każdej chwili mijającego dnia, w każdej sekundzie godziny... Prywatnie byliśmy w podobnej sytuacji, mieliśmy rodziny, dzieci. Niestety wszystko szybko się skończyło. to była moja wina. Był ból nie do zniesienia i łzy. Czasem zastanawiałem się czy płakałem dlatego, ze sie wydało czy dlatego że ją straciłem. Nasz kontakt się urwał. nie ma dnia kiedy bym o niej nie myślał. Ela, tęsknię.
      • katalonja Re: historia jednego romansu. 04.02.19, 15:58
        Jestem kusicielką z urodzenia. Zadzwoń do swojej Eli. Pewnie czuje to samo, co Ty. Jeśli to była prawdziwa miłość, to zawsze będziesz żałował, że się nie ziściła. Czasem wybory są trudne, ale wiele dzięki nim zmienia się na lepsze.
        Powodzenia!
        • xyz011 Re: historia jednego romansu. 04.02.19, 18:37
          Próbowałem wielokrotnie nawiązać z nia kontakt. Czasem moze nieudolnie jak nastolatek. Wiele bym dal zeby ja zobaczyć chociaż na chwilę... jednak biegu rzeki nie da się zawrócić. ..
          • katalonja Re: historia jednego romansu. 04.02.19, 22:33
            Pewnie pomyślała, że bawiłeś się nią i że nie traktowałeś poważnie. A może po prostu szanuje Twoją pierwszą decyzję oraz Twoją rodzinę. Może jednak trzeba inaczej spróbować niż to zrobiłeś. Pewnie zbyt nieśmiało, zbyt mało przekonywująco.
            Jeśli jesteś pewien to zadziałaj, ale bardziej skutecznie. Trzymaj się!
            • xyz011 Re: historia jednego romansu. 05.02.19, 10:35
              A ty, byłaś w takiej sytuacji? Bylas zakochana w czasie kiedy Tobie nie było wolno?
              • katalonja Re: historia jednego romansu. 07.02.19, 19:58
                Tak, jestem obecnie w takiej sytuacji. Jest mi cudownie, bosko wręcz, mimo wielu trudności, wiadomo jakich. Nie porzuciłabym tego. Jestem dość ostrożna, bo zależy mi na tym, żeby się nie wydało. Nie chciałabym stracić.
                Pewnie bardzo za tym tęsknisz, ona z pewnością też, jeśli Cię kochała. Być może trzyma się decyzji, żeby znów nie cierpieć. Bo przebolała swoje, jestem pewna. Jeżeli zależy Ci na niej, to zrób jakiś sensowny, przemyślany krok, który pozwoli jej uwierzyć, że ją kochasz i że jej nie zawiedziesz. To wszystko może być bardzo, bardzo trudne, ale kto wie...
                • xyz011 Re: historia jednego romansu. 08.02.19, 14:52
                  Moglbym zadac Tobie pytanie gdzieś poza tym miejscem?
                  • noone44 Re: historia jednego romansu. 09.02.19, 16:55
                    jeśli jesteś pewny swoich uczuć i potrafisz odejść od rodziny to się do niej odezwij.. w innym przypadku nie mąć jej znów w głowie. Wiem po sobie że to cholernie ciężko zapomnieć, nieprzespane noce, wieczna tęsknota, dużo płaczu (nadal to wraca a kilka miesięcy minęło) bo to boli dlatego że w jednej chwili [wydało się] ktoś Cię porzucił -kto był tak podobno bardzo zakochany, nieszczęśliwy w swoim związku, który wiecznie tęsknił, słowami i czynami to pokazywał.. a jak przyszło co do czego okazało się że jednak byłam tylko do zabawy. Więc jeśli masz się odezwać tylko żeby wznowić romans to naprawdę odradzam, znów wszyscy będą cierpieć...
                    • xyz011 Re: historia jednego romansu. 13.02.19, 09:30
                      Pewnie masz rację, ale tak ciężko mi zapomnieć, zaczac zyc od nowa. Myślę ze nie bylas tylko do zabawy, ze mogl Ciebie kochać i teraz cierpi nie mniej.
                      • noone44 Re: historia jednego romansu. 13.02.19, 17:25
                        To spróbuj się odezwać do niej.. tak po przyjacielsku po prostu. Bez żadnych wyrzutów, pretensji, powspominajcie, pogadajcie przede wszystkim jak dorośli ludzie. Długo miałeś z nią kontakt po "wydaniu" ?
                        • xyz011 Re: historia jednego romansu. 14.02.19, 13:54
                          Niestety, nasz kontakt urwal sie jak odcięcie pempowiny. Czasem mowi sie : od milosci do nienawisci. Chyba tak jest wlasnie w tym przypadku... nie potrafię nawiazac z nia kontaktu.. byc moze sie boi, a moze nie chce mnie znac..
                          A jak to wyglada u Ciebie?
                          • noone44 Re: historia jednego romansu. 15.02.19, 10:44
                            Ale próbowałeś się odzywać? U mnie kontakt jest znikomy... raz na jakiś czas on dzwoni. Na początku były to dziwne rozmowy - o wszystkim tylko nie o tym (chyba każdy się bał zacząć temat a może nie chciał..), ale potem były też rozmowy z żalem.. myślałam, że nie będę chciała go znać i nie będę potrafiła rozmawiać jak z kolegą, mimo że byliśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Dziś nadal bardzo to boli ale jakoś rozmawiamy, słyszę że cierpi. Ale to nie ja podjęłam taką decyzję. Dlatego się zastanawiam czy nie lepiej uciąć całkowicie kontakt bo czy takie odzywanie się nie buduje jakiejś nadziei.. z 1 strony człowiek chce iść do przodu ale nie potrafi. Nie mam pojęcia co by chciała Twoja Ela- jesteś w stanie zostawić dla niej wszystko? A ona? Czy po prostu chciałbyś z nią porozmawiać?
                            • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 09:50
                              Nie zostawię wszystkiego, od początku stawialem sprawę jasno. Chciałbym z nia porozmawiać.. tylko tyle albo az tyle...
                              Dlaczego się rozstaliscie?
                              • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 10:05
                                Bo się wydało i mnie zostawił.
                                Chcesz "tylko" porozmawiać to spróbuj nawiązać kontakt. I tak, z tym kontaktem to jest różnie, bo jeśli po takiej aferze odcinasz się kompletnie to też dajesz do zrozumienia, że niewiele dla Ciebie to wszystko znaczyło i przez takie nieodzywanie kobieta może poczuć się jeszcze gorzej. Nie mówię żebyście mieli stały kontakt ale jeśli czujesz że potrzebujesz się odezwać to to zrób. Jeśli nie odpowie, trudno, ale spróbowałeś. Długo już nie macie kontaktu?
                    • xyz011 Re: historia jednego romansu. 13.02.19, 11:18
                      Mark Ronson - Nothing Breaks Like a Heart (Acoustic Version) [Audio] ft. Miley Cyrus,

                      Slyszalem ten kawalek dzis w samochodzie, pomyslalem o Tobie
                  • katalonja Re: historia jednego romansu. 11.02.19, 13:48
                    Pewnie, że tak, tylko nie wiem jak to zrobić 🤨
                    • xyz011 Re: historia jednego romansu. 11.02.19, 14:52
                      Napisz do mnie xyz011@gazeta.pl
                      • katalonja Re: historia jednego romansu. 13.02.19, 18:19
                        Kobiety często myślą przez pryzmat bycia wykorzystanymi. A to jest błąd. Oboje kochankowie jadą przecież na tym samym wózku. Śmiem twierdzić nawet, że mężczyznom ciężej jest otrząsnąć się z takiej sytuacji. Być może jej interpretacja tego, co się wydarzyło zabrnęła tak daleko, że niewiele może tu zadziałać. Ale jednak coś na pewno. Szczerość do bólu z Twojej strony wobec niej. Nawet przyznanie, że zachowałeś się jak du.. ek. Noone44 ma rację pisząc, że powinieneś jednak przemyśleć czego naprawdę chcesz. Jeśli kochasz ją żarliwie, to działaj, tylko tak po męsku.
                        • xyz011 Re: historia jednego romansu. 14.02.19, 08:52
                          Wiem, ze spiep...lem sprawe. W dodatku narazilem ja na cierpienie... . Nie mogłem jednak postąpić inaczej. nie ma dnia kiedy bym o niej nie myslal. Nie potrafię zapomnieć. Ciezko mi przejsc do porzadku dziennego. Byc moze to ,kara, za popelniona zbrodnie, a moze to dlatego ze ja kochalem...
                          • noone44 Re: historia jednego romansu. 15.02.19, 15:27
                            A dlaczego nie mogłeś postąpić inaczej? Dlaczego jak się wszystko wydaje to bez zastanowienia wracacie do żon (tam gdzie niby wam tak źle, bo skoro jest ktoś taki jak kochanka to jest coś nie tak..)?
                            A katalonja - czemu uważasz że mężczyzna bardziej cierpi?
                            • katalonja Re: historia jednego romansu. 16.02.19, 08:51
                              Wiesz Noone, mężczyźni są, jak wiadomo, dużo bardziej wrażliwi od kobiet. Wystarczy popatrzeć na ich ciężką ścieżkę rozwojową w porównaniu do dziewczynek. Problemem jest ich częsty brak dojrzałości do podejmowania trudnych decyzji, takich jak chociażby opuszczenie żony, która może być najgorszą jedzą na świecie, a mimo to dla nich to nie bedzie takie proste. Chodzi przecież nie tylko o tę żonę, ale często całe życie dookólne - dzieci, teściów, znajomych, itd. We wszystkich ważnych decyzjach większość mężczyzn potrzebuje być mocno wspieranymi. Inaczej jest dramat. Tym bardziej, że opuszczenie żony dla kochanki grozi ostracyzmem ze strony otoczenia i dlatego pewnie tylko niewielu mężczyzn decyduje się na takie wykluczenie i potępienie ze strony najbliższego otoczenia. I myślę, że należałoby to mimo wszystko zrozumieć. Może jeden na 100 przypadków byłby w stanie taki krok wykonać. Ale czy to znaczy, że nie cierpią i nie przeżywają? Robią to przez lata w skrytości ducha, nie chcą tego pokazać światu, bo ciężko im samym przyznać się do takich "niemęskich" zachowań. To również przez tę niedojrzałość, wynikającą pewnie z rodzaju wychowania, jakim raczymy naszych chłopców. W końcu, gdyby mieli miłość do kochanki w głębokim poważaniu, to nie odezwaliby się więcej. A oni robią to w dalszym ciągu, chociaż bardzo delikatnie i nieśmiało, bo wiedzą, że zachowali się niehonorowo. I pewnie z jednej strony walczą z poczuciem winy, a z drugiej chcieliby wszystko naprawić. Tylko często nie wiedzą jak. xyz011 jest tego dobrym przykładem, plus ja znam osobiście jeszcze cztery takie przypadki z mojego otoczenia.
                              Jeśli miałaś kochanka, który tak bardzo Cię kochał, to na pewno przeżył to tak jak Ty, jeśli nie bardziej. Sama widziałaś, jaki był dla Ciebie i że nie było to udawane. Wydaje mi się, że problem zawsze leży po stronie komunikacji. Nie wszystko sobie mówimy, albo robimy to w nieodpowiedni sposób, raniący drugą stronę. Nie otwieramy się wystarczająco i nie nazywamy rzeczy po imieniu. A faceci czują się jak zbite psy, często przez to, że my kobiety jesteśmy takie dumne i nieprzejednane, widzimy tylko jedną stronę medalu, stawiamy się w roli wykorzystanej ofiary. Stosujemy takie marne uproszczenia typu: wrócił do żony - widocznie mnie nie kochał, tylko pobawił się i rzucił. A on po prostu stchórzył, ale czy nie kochał i czy nie kocha nadal, to już inna sprawa.
                              Uwielbiam mężczyzn z ich wszystkimi słabościami. Z jednej strony bardzo wrażliwi, a z drugiej gotowi na cholerne ekstrema. Taki niesamowity melanż. O ich wrażliwości czy nawet nadwrażliwości świadczy wiele rzeczy - zaczynając od wstydliwości i głupawych, nieadekwatnych zachowań, a kończąc na muzyce, literaturze i filmach, które tworzą, najczęściej z miłości do kobiet.
                              To oczywiście mój punkt widzenia, obcy wielu kobietom i może nawet dla wielu nie do zaakceptowania.
                              Jestem szczęśliwa z moim mężem i cudownym kochankiem. Mam nadzieję, że tak zostanie. Może zawsze dobrze trafiałam, a może to kwestia podejścia.
                              • noone44 Re: historia jednego romansu. 17.02.19, 19:17
                                Może i masz rację. Na pewno inaczej to też wygląda jak ta druga osoba też jest w związku i ma żonę/męża, a co innego jak jest sama i cały czas żyje nadzieją że jednak będzie z ukochanym. A nagle wszystko się sypie i koniec, pustka.. Ktoś się spyta po co w taki związek wchodzimy, który niby z góry jest skazany na porażkę, który ma określony czas.. ja się zawsze zapierałam że nigdy i już i nie.. a tu jednak- tak bardzo się zakochałam - widziałam, że on również. I może dlatego tak ciężko zaakceptować fakt że po prostu wrócił do kogo innego. Przecież dorośli ludzie powinni umieć się dogadać w kwestiach życia właśnie typu dzieci, teściowie, znajomi. Dlatego też nie dziw się, że jednak spora część kobiet uważa, że była zabawką i została wyrzucona w "odpowiednim" momencie sad
                              • noone44 Re: historia jednego romansu. 17.02.19, 19:22
                                A tak jeszcze spytam, z czystej ciekawości, bez złośliwości - czy zaakceptowałabyś fakt, że Twój mąż również ma kochankę? jakbyś się czuła jakbyś nagle się o tym dowiedziała? I kogo wtedy byś wybrała: męża czy kochanka, czy jednak z żadnego byś nie zrezygnowała
                                • katalonja Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 11:28
                                  Nie zaakceptowałabym tego, że mąż mnie zdradza. Położyłabym wszystko na jedną kartę. Trudne to jest do wytłumaczenia, zważywszy, że sama mam kochanka. Z nikogo jednak nie chciałabym rezygnować.
                              • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 10:05
                                Myślę ze to co napisala katalonia jest najblzsze tego co czuje i myślę. Jak mialbym spojrzec jej dzieciom w oczy i powiedzec ze to teraz ja bede ich 'tata', jak powiedzieć swoim dzieciom ze odchodzę. Nie przezylbym tego. One również.
                                • katalonja Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 11:15
                                  Masz rację. To bardzo trudne. Dzieci nie rozumieją wielu rzeczy. Wiesz, tak myślę, że bycie z kochanką/kochankiem to takie szczęście w nieszczęściu. Trochę jak w matni. W zasadzie nie masz sensownego ruchu, choćbyś chciał. Bo zdajesz sobie sprawę, że wokół byłoby za dużo ofiar. Problem w tym, że kochasz kogoś naprawdę bardzo, całym sobą i masz poczucie, że los zakpił z Ciebie rzucając Ci w ramiona właśnie kogoś, na kogo czekałeś od zawsze. Tyle, że dużo, dużo za późno.
                                  Ja to w głowie przerobiłam, będąc mężatką i kochanką jednocześnie. Nie rzucę teraz poukładanego domu, który tworzę głównie dla mojego dziecka. Mój kochanek też nie. Oboje to rozumiemy, akceptujemy i w takim trochę dualizmie funkcjonujemy. Ale kochamy się bardzo, oboje na to przystaliśmy, jest nam cudownie. Nie jest to idealna sytuacja, wiadomo, ukrywanie się, ostrożność ponad miarę, ale.... coś za coś. Pewnie można tak latami. To taki nasz złoty środek. Dla nas jak narazie nie ma lepszego rozwiązania. Może za kilka lat, jak dzieci będą dorosłe. Ale to jeszcze pieśń przyszłości. Trzymajcie się!
                                  • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 13:09
                                    Wszystkiego dobrego ! Życzę oby to trwało tyle ile masz na to chęci i sił!
                                    • katalonja Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 15:08
                                      Jeśli te życzenia są bez kpiny, to bardzo Ci dziękuję. Jesteś niezwykle wyrozumiała i masz szersze spojrzenie na wiele rzeczy. Na pewno też przeszłaś i przechodzisz swoje przez ten romans. Rozumiem też, jak możesz się czuć, jako kobieta bez rodziny, która w pewien sposób liczyła na to, że ten mężczyzna zrezygnuje z tamtego życia dla Ciebie. Może on potrzebuje na to czasu, a w pierwszej chwili po prostu stchórzył.
                                      Jak długo trwał Wasz romans, jeśli mogę spytać? I od kiedy jesteś sama?
                                      • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 18:15
                                        Bez kpiny - naprawdę. Niestety dopiero jak ktoś sam się w coś takiego wpakuje to widzi zupełnie inaczej takie romanse.. i nie mówię tylko o przelotnym, bez uczuć, tylko dla przyjemności. Naprawdę poczułam że to jest ta osoba na którą czekasz całe życie, że to jest ON, ta twoja połówka i aż jest niewiarygodnym to że ktoś aż tak pasuje do Ciebie pod każdym względem i podobno wzajemnie. Nigdy też nie czułam się aż tak komuś potrzebna czy kochana, nikt nie dostrzegał we mnie tych rzeczy co on. Byłam wcześniej w bardzo długim związku ale przez tyle lat nie poczułam niestety tego co do mojego kochanka, co też mi dało do myślenia. Mimo że to wszystko było cholernie złe ,to w momentach z nim nigdy nie czułam się szczęśliwsza. Sam romans trwał aż albo tylko 1.5 roku, wydało się 4 miesiące temu. Może gdyby miał "tylko" żonę to wszystko inaczej by się potoczyło.. ale tak nie jest, za co też siebie w pewnym sensie nienawidzę...
                                        • katalonja Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 19:56
                                          Strasznie to wszystko trudne i pokomplikowane. Tak ciężko uzupełnić czymkolwiek taki deficyt uczuć, gdy on odchodzi. Ale pewnie nie masz wyjścia i musisz dźwignąć. Chociaż z tego co piszesz, to on się odzywa. Może ciężko mu bez Ciebie. A czy Tobie łatwiej, gdy on dzwoni, czy wolałabyś, żeby się nie odzywał? Czy rozdrapuje rany czy goi w Twoim przypadku? Ja, gdybym była na Twoim miejscu, na pewno musiałabym się odciąć zupełnie, żeby poczuć ulgę. Nie umiałabym inaczej.
                                          • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 20:15
                                            I tak i tak...bo czuje się lepiej gdy on dzwoni, gdy go słyszę, zawsze uwielbialiśmy ze sobą rozmawiać, ale to uczucie jest na ten moment rozmowy, a później znów wracają wspomnienia i złość że tak to wszystko się skończyło. Ciągnie nas do siebie ale nie możemy być razem. A Twój romans długo trwa? Jeśli mogę spytać oczywiście.
                                            • katalonja Re: historia jednego romansu. 19.02.19, 18:01
                                              Dlaczego nie możecie być razem? Nie chcecie spróbować jeszcze raz? Skoro nadal dzwoni, to tak jakby nadal mu zależało, jakby wciąż Cię kochał. Wchodzi w kontakt, tylko nie bezpośredni. Przegadaliście to, co się stało? Umiecie ot tak rozmawiać po tym wszystkim? Ja wiem, że nie umiałabym. Albo w prawo albo w lewo. Nie wytrzymałabym emocjonalnie.
                                              Mój romans trwa prawie 11 mies., czyli stosunkowo krótko. Ale za to bardzo intensywnie, bo spotykamy się kilka razy w tygodniu, a bywa, że codziennie od poniedziałku do soboty. Sama nawet nie wiem, jak to się dzieje, ale cały czas nam się chce. Sporo ryzykujemy, u niego nawet było trochę domysłów, bo żona przypadkiem przeczytała jakiś SMS od niego do mnie, ale on się tym specjalnie nie przejął. Nauczyliśmy się sobie radzić z takimi sytuacjami. Niemniej zawsze trzeba uważać.

                                              • noone44 Re: historia jednego romansu. 20.02.19, 01:02
                                                Spróbować na pewno byśmy chcieli, ale nie wiem czy jest na tyle sił- on raczej nie zostawi rodziny,a ja już nie chce być tą drugą..to wszystko za dużo kosztuje. Kocham go bardzo mimo tego wszystkiego co się stało na koniec.. ale może tak musiało być, to nie było w porządku dla otoczenia. Widzę że on nie jest w tym wszystkim szczęśliwy, wcześniej też nie był, ale co ja mam zrobić? Tak jak wspominałam może inaczej by to wyglądało gdyby: 1. miał tylko żonę albo 2. ja też bym była w związku. Z tym codziennym widywaniem i 'chceniem' doskonale wiem o co chodziwink Co do jego żony, nie życzę, ale może być też tak że póki co obserwuje wszystko, nic nie wypomina tylko zbiera informacje. Podziwiam Cię, ja nie potrafiłabym być z 2 osobami jednocześnie, nie wyobrażam sobie zasypiać przy kimś a myśleć o drugim. Ale skoro jesteś szczęśliwa i przy mężu i przy kochanku to lepiej być nie może
                                                • katalonja Re: historia jednego romansu. 21.02.19, 17:59
                                                  To nie takie proste jak myślisz. Przez pierwsze miesiące uczyłam się, jak funkcjonować w takim schizofrenicznym świecie. Nie było łatwo, ale w pewnym momencie wiedziałam już jak oddzielać te dwa światy, bo każdy z nich był kompletnie inny. To tak, jakbym przenosiła się w jednej chwili z Grenlandii na wyspy Fidżi. Funkcjonuję w ten sposób, ponieważ zależy mi na spokojnym rozwoju mojego dziecka, które jest niezwykle wrażliwe i które odczułoby te domowe zawirowania bardzo mocno. A tego bym absolutnie nie chciała. Mój kochanek jest moją drugą połową, wiem to. A że spotkałam go późno, cóż... Zobaczymy, co przyszłość przyniesie.
                                                  • noone44 Re: historia jednego romansu. 24.02.19, 23:55
                                                    Jeszcze raz życzę Ci wszystkiego dobrego i żeby się spełniło to o czym marzysz.. też żeby jak najmniej osób przy tym ucierpiało. Wydaje mi się że jednak jak obie osoby ..kochankowie.. są w związkach to jest łatwiej.. właśnie wracasz z jednej krainy do drugiej.. w domu masz rodzinę spokój.. a poza hm.. ..spełnione marzenia..
                            • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 09:59
                              Nie mogłem postąpić inaczej, mam małe dzieci. Jesli szukamy czegos poza zwiazkiem to dlatego że czegoś w tym związku brakuje. Wielokrotnie rozmawialem z zona co chialbym zmienic w związku, niestety każda rozmowa kończyła sie klotnia... nie próbuje sie tu tlumaczyc daleko mi do idealu i niestety jestem świadomy swoich wad..
                              • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 12:48
                                Oczywiście, że wina za zdradę nie leży tylko po 1 stronie... 3 osoby biorą w tym udział: świadomie lub nie. Ja nie obwiniam osób które zdradzają, coś jest na rzeczy skoro dochodzi do zdrady. Tylko to wszystko co dzieje się "po" to prawdziwa tragedia... A jak żona zareagowała? Jak wygląda później takie życie w związku?
                                • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 15:27
                                  To byl dramat, jakiego nie życzę nikomu. Odbudowanie zwiazku zajęło mi ponad rok... nie chcę się tu na ten temat rozpisywac, ale jemu tez pewnie nie bylo latwo. Jesli Cie kochał cierpial nie mniej od Ciebie...

                                  Napisałem do Eli. Niestety nic nie odpisała. Nie napisala nawet zwyklego 'pierd. .ol sie'. Brak odpowiedzi też w pewnym sensie jest odpowiedzią.
                                  • katalonja Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 15:46
                                    Myślałam, że to bardzo świeża sprawa. Rok zajęło Ci odbudowywanie związku, czyli robiłeś to z wiarą, że warto być tylko z żoną, z nikim innym. Dobrze, że zająłeś zdecydowane stanowisko. Ale nie uwzględniłeś w tym swojej Eli, przez rok...
                                    To może lepiej już jej nie szarpać.
                                    • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 15:52
                                      Nie chciałem jej szarpać.. chciałem tylko porozmawiać..
                                      • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 16:11
                                        Przeprosić i przytulic.. poczuc jej zapach...

                                        Dziękuję dziewczyny za zrozumienie...
                                        • katalonja Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 16:47
                                          Ach, ten zapach... To właśnie jest coś, co tak bardzo przyciąga. To, moim zdaniem, jeden z wyznaczników dopasowania do drugiej osoby. Ja mam to samo. Kocham zapach mojego mężczyzny (myślę o kochanku), mam nawet kilka elementów jego stroju, a on kilka moich. Tak sobie pachniemy nimi dla siebie, gdy nie możemy się spotkać wink
                                          Powodzenia!
                                  • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 18:23
                                    Ale jak długo po tym gdy się wydało odezwałeś się do niej?
                                    Tak samo mogę Ci napisać, że kobieta bardzo cierpi, jeśli dopiero po roku się odzywasz to też zrozum jak ona się mogła poczuć. Rozumiem, że napisałeś sms, ale czy też jesteś pewny że nadal to jej numer i że na pewno dostała wiadomość? Ewentualnie możesz spróbować zadzwonić, zawsze to też inaczej jak się kogoś usłyszy..w najgorszym wypadku rzuci słuchawką. Dlaczego tak jest że za późno kogoś poznajemy..tak jak napisaliście wcześniej to jest takie szczęście w nieszczęściu sad
                                    • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 20:01
                                      Bardzo długo... kiedyś do niej zadzwoniłem.. czulem sie wtedy jak szczeniak, bałem się. Nie chciala ze mna rozmawiać.. ale po chwili oddzwonila.. nasza rozmowa.. myślę że trwała minutę.. i w sumie juz wtedy nie powinienem mieć złudzeń... byla dla mnie jak narkotyk .czuję sie jak narkoman na odwyku..
                                      • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 20:20
                                        Widzisz może tak jest jak pisała katalonja wyżej.. ona by się konkretnie odcięła, bo nie umiała by inaczej, nie chciałaby znów rozdrapywać ran. Więc może Twoja Ela tak samo, chyba faktycznie na ten moment trzeba ją zostawić w spokoju..niestety...A może jeszcze przyjdzie taki czas że znów się spotkacie. Sama nie wiem co poradzić w takim wypadku, po prostu chyba uszanować decyzję Eli i jakoś spróbować iść dalej, co sama wiem, że nie jest łatwe...
                                        • xyz011 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 22:24
                                          Jak sobie z tym radzisz?
                                          • noone44 Re: historia jednego romansu. 18.02.19, 22:57
                                            Można by rzec że sobie nie radzę.. ale staram się zająć pracą, hobby, przyjaciółmi, robić coś dla siebie. Są momenty kiedy tylko płacze, są też takie że chwilowo obojętnieje. Wiesz może jakbym widziała, że on jest na 100% szczęśliwy to by mi to pozwoliło iść dalej, ale wiem że tak nie jest i to mnie dodatkowo blokuje. No bo skoro nie jest szczęśliwy, to czemu tak jest...
                                            Swoją drogą też dużo naczytałam się o nieszczęśliwych miłościach, właśnie takich spotkanych za późno, o małżeństwach zawartych bo tak wypadało, bo nieplanowane dzieci, bo błędy młodości. Jeżeli ktoś ma jakieś przeczucie, jeżeli ktoś komuś powiedział że wróci to ta nadzieja cały czas żyje i myślę, że póki kogoś innego nie spotkam to chyba tą nadzieją będę żyła, chociaż to takie naiwne. Nie potrafiłabym też wejść teraz w nowy związek, nie jestem na to gotowa i nawet nie chce.
                                            Poczytaj sobie w wolnym czasie, jest to forum dla facetów, np temat:
                                            facetpo40.pl/forum/kogo-kocha-kochanke-czy-zone,zwiazek,444,26
                                            ile lat ten temat żyje i jak się wypowiadają zakochani mężczyźni, którzy zostali z żoną... którzy nie zawalczyli, są też tacy co musieli dorosnąć do pewnego etapu i poukładać w sobie to wszystko..
                                            Niestety wiem, że więdnie się bez TEJ osoby i trudno sobie wyobrazić życia, ale może (sobie też staram się to poukładać) tak miało być, może ktoś inny jest nam pisany.. tylko do tego trzeba dorosnąć. I absolutnie nie wyobrażam sobie życia przy kimś kto nie jest przy mnie w pełni szczęśliwy..
                                            A Ty jak sobie radzisz? Twój romans długo trwał?
                                            • xyz011 Re: historia jednego romansu. 19.02.19, 17:57
                                              Zycie czasem przypomina mi jazdę samochodem.. są odcinki prostej, są zakręty. czasem jedziemy z górki a czasem pod nią podjeżdzamy. Uwielbiam szybką jazdę. Serce bije mi wtedy szybciej. Te zakręty, które się zacieśniają i nigdy nie wiesz co będzie za nimi. Niestety taka jazda czasem bywa tragiczna. W najlepszym przypadku wypadniesz z drogi.
                                              Tak samo jest z miłością .. wypadłaś z drogi , na szczęście żyjesz. Potrzebujesz teraz czasu by dojść do siebie, by nabrać dystansu. Nie pytaj ile to będzie trwało, bo nie wiem.
                                              Pewne jest że będziesz żyła. Z pewnością nie tak jak kiedyś. Może musisz nauczyć się tego na nowo...

                                              Mój romans trwał krótko, nie odzywałem się do niej nie dlatego, że nie chciałem. Myślałem o niej codziennie. Bałem się. strach mnie paraliżował...

                                              Pewnie jesteś młodą kobietą, zakochasz się jeszcze nie raz, Tego Tobie życzę.
                                              • noone44 Re: historia jednego romansu. 20.02.19, 01:06
                                                Dziękuję, ale szczerze mówiąc już wolałabym się zakochać ten jeden razsmile
                                                Ja Tobie również życzę żebyś to przetrwał, najlepiej żeby ułożyło się po Twojej myśli- tylko czy Ty teraz wiesz czego chcesz? Czy kontakt z Elą byłby dla Ciebie w jakimś sensie oczyszczający? Lepiej byś się poczuł? Może znów los Was do siebie zbliży... nigdy nic nie wiadomo. Jedno jest pewne - Ela też to bardzo przeżyła jeśli nie przeżywa nadal. Szkoda, że tyle minęło nim się odezwałeś do niej. Ale rozumiem, że to Twoja żona odkryła co się dzieje, nie Eli mąż?
                                                • xyz011 Re: historia jednego romansu. 21.02.19, 08:59
                                                  Wiesz to chyba nie najlepsze miejsce do rozwijania tego tematu szerzej. Nie sadzisz? Jak chcesz napisz do mnie.
                                                  • noone44 Re: historia jednego romansu. 21.02.19, 10:13
                                                    racja, bardzo Cię przepraszam. Jakoś poczułam przez chwilę, że rozmawiamy sami z katalonja w trójkę. ale nie ma co wchodzić w szczegóły na forum.
                                                  • xyz011 Re: historia jednego romansu. 21.02.19, 16:11
                                                    Jak chces,z napisz na emaila ktorego wcześniej podawałem.
                                                  • nalua Re: historia jednego romansu. 31.03.19, 13:32
                                                    moi drodzy, nawet nie wiecie jak się cieszę że trafiłam na ten wątek. Ja właśnie zakończyłam romans i bardzo potrzebuję pogadać z kimś kto zrozumie. Bo krytyka mi nie pomoże, to co sama o sobie myślę i jak się czuję i tak przerasta wszystko co osoba trzecia mogłaby powiedzieć. Mój romans trwał pół roku, ja mam męża, dwójkę dzieci; on samotny... Było mi z nim cudownie pod każdym względem, były chwile, że chciałam wrócić do domu i powiedzieć mężowi o wszystkim bo ta sytuacja mnie zabijała. Jak położyć się do łóżka z jednym mężczyzną, myśląc i marząc o innym? Jak prowadzić dom, jak planować wakacje skoro chce się być u boku kogoś innego. Dzieci nie pozwalały jednak na decyzję. Jak rozbić ich świat? Jak powiedzieć im że teraz święta spędzimy z nowym wujkiem?? Nie umiałam... Więc zrywałam z Przyjacielem. On szalał... Ja szalałam... Wracalismy do siebie... przez chwilę żyliśmy jak naćpani, nic sie nie liczylo, byle tylko się spotkac. W końcu przestałam mieć siłę na to. Zerwałam, choc on jest mi bliski jak tylko się da. Trwam tydzień, jestem niemiła bo chce by zapmniał... Pewnie już mnie nienawidzi...
                                                    dzięki że komus chciało się czytać...
                                                  • malgo_no Re: historia jednego romansu. 01.04.19, 14:58
                                                    o biedaku
                                                  • katalonja Re: historia jednego romansu. 07.04.19, 16:10
                                                    Krzywdzisz faceta. On pewnie liczył na to, że odejdziesz od męża dla niego. Dałaś mu niepotrzebnie nadzieję, tak uważam. Wiesz, na tym forum wypowiadają się głównie kobiety skrzywdzone w ten sposób przez mężczyzn. I one naprawdę cierpią.
                                                    Może załatw po ludzku tę sprawę z kochankiem, bez tchórzostwa, chociaż to i tak go pewnie nie ukoi. Tak się po prostu nie robi.
                                                  • nalua Re: historia jednego romansu. 07.04.19, 18:09
                                                    dziękuję za odpowiedź. Ja próbowałam juz wszystkiego. Rozmowa „po ludzku”, hmm nie zliczę nawet. Najpierw zawsze się zgadzał, przyznawał rację, widział ile mnie to kosztuje. Potem zaczynał walczyć, mówił, że zależy mu na mojej obecności w jego życiu. Zgadzał się, że kochankami nie możemy być, ale twierdził, że beze mnie, bez mojej przyjaźni nie wyobraża sobie życia. Zgadzałam się na tylko-spotkanie, na tylko-kawę. Nic to nie pomagało, bo podczas tych tylko-spotkań on próbował mnie dotknąć, przytulić lub chociaż pogłaskać po włosach. Jak mówiłam, żeby przestał bo ta część znajomości już jest skończona, on obiecywał że przestanie. Wytrwał najdłużej trzy dni. Potem znów zaczynały się wiadomości: tęsknię, kocham, nie odtrącaj mnie, nie zostawiaj błagam. Ja znów swoje on swoje. Bywało że ulegałam, nie zaprzeczam i wiem że źle robiłam. On był wtedy taki szczęśliwy... Ja zresztą też, tylko ja miałam przy okazji wyrzuty sumienia. On mówił, że przy mnie chce mu się żyć i zaczeka na mnie. Ja mu NIGDY nie powiedziałam że zostawię męża, powtarzałam że chcę by znalazł sie kogoś, żeby o mnie zapomniał. On się tylko śmiał. Pokazałam mu się z najgorszej strony. nie chcę być jak facet który latami oszukuje kochankę że będą razem a na koniec zostaje z żoną. Wiem że nie mogę go blokować w układaniu sobie życia, bo święta i wakacje ja spędzę z rodziną a on sam. Nie mam prawa oczekiwać że będzie czekał.
                                                    Uwierz, że rozmową nic nie wskóram, on zawsze się ze mną zgodzi po to by dalej robić swoje, czyli walczyć. Jemu chyba każda forma kontaktu daje nadzieję. Na radykalne kroki jeszcze się nie zdobyłam. Aktualnie relacja jest ograniczona, a on mówi o tym, że chce, bym poznała jego mamę sad
                                                    ja bym bardzo chciała wiedzieć jak mam się zachować by sprawa była dla niego jasna, jednocześnie nie krzywdząc go, jak wspomniałaś. Dlatego tu napisałam, nie mam doświadczenia w romansach....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka